piątek, 20 stycznia 2012

Prowokatorki....

Napisałam sobie posta o tym,  jak to w opinii ogółu nauczyciele mają się fajnie (taki na topie temat, bo przecież ferie są) i odpuściłam sobie. A może post podojrzewa, podojrzewa i potem się tu znajdzie? Jeszcze wszystko przed... nim. Dość zjadliwy i zgryźliwy jest. A mnie dzisiaj zgryźliwość, po kolejnym odśnieżaniu parkingu, zdechła. Mieszanka trawki z jabłkiem, czy jak kto woli żubra z jabłkiem niczego sobie. Osobiście nie przepadam, ale... Zołza narobiła mi spirytusem smaku i... czystego przecież pić nie będę, choć tam jakiś zapas do tych chrustów w piwnicy stoi. Odwilż jak sto diabłów, a z odwilżą śnieg gesty, wielki i mokry walił przez całe popołudnie, FUJ! Nie powiem, zrobiło się malowniczo, nawet bardzo. Bielutko, czyściutko... i ... łopata... śnieg, pryzma, łopata.... śnieg, pryzma, łopata, śnieg, pryzma.... szuuuuuuuuuussssssss.....w duecie na cztery ręce. To i potem tego zmachanego robaka trzeba na 40% upoić. A mnie wczoraj małpy jedne, wiewiórki znowu wabiły. Prowokatorki. Mam biurko w kącie między oknem i drzwiami balkonowymi. A one mają swoją codzienną trasę właśnie nad drzwiami balonowymi, po bluszczu, na okno- galopem po parapecie, szus na cisa, potem na górny taras (widać brzeg z okna), na krokiew i na strych. Często  trasę pokonują w odwrotnym kierunku. Nierzadko biegają po brzegu górnego tarasu, siedzą tam i wcinają orzechy, które im wysypujemy. Niestety, paskudy są bardzo czujne, zmyślne i ruchliwe. "Upolować" je jest strasznie trudno. Jednak wczoraj zawzięłam się i.... zdjęcia robiłam przez szybę. Na niektórych odbija się firanka. Wiem, że są niedoskonałe, ale je tu pokażę, bo miałam niemałą frajdę, że w ogóle ją "złapałam". Przyznam, że mam bzika na punkcie naszych prawie oswojonych rudzielców. Wróć- jednego rudzielca i jednego czarnucha.
 Pisałam wykład, kiedy.... tup tup tup.... galopem przeleciała po parapecie. Aha, dzisiaj trasa odwrotna. No to... wzięłam aparat i stanęłam sobie przy drzwiach balkonowych. najpierw zapędziła się za filar na balkonie. Zobaczyłam tylko ogonek. No to po ptokach pomyślałam. Trudno. Ale....
 Jest. Wraca. Szybciutko nastawiłam aparat i zaczęłam pstrykać jak szalona. Zupełnie jakby mi odbiło. MUSIAŁM ją mieć. Oczywiście aparat ustawia się w jakimś czasie, to i zdjć musiałam wyrzucić sporo.
 Wiewiórka podleciała pod drzwi i.... siadła sobie tyłem na progu. Wstrzymałam oddech. Spróbujcie robić zdjęcia na półoddechu...
 Potem powoli przesuwała się wzdłuż drzwi. Nadal prawie nie oddychałam. Zero ruchu...
 A ona dalej spokojnie ....
 Tu nagle coś do niej dotarło. Uniosła łepek....Przestałam oddychać...
 Wróciła i.... bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Teraz ona zgłupiała. Przestałyśmy oddychać obie....A minę ma taką, jakby chciała powidziec: No i czego się gapisz? Wiewiórki nie widziałaś????
 Odwróciła się i poleciała na murek przy zejściu do piwnicy.... jeszcze chwilę pomarudziła. Wskoczyła na bluszcz przy ścianie i tyle ją widziałam.
 A po godzinie.... słyszę,że idzie po bluszczu nad drzwiami balkonowymi. Łaps za aparat... a to była ta ciemniejsza. Teraz ona sobie na spacer wyszła. Trasą odwrotną.
Pobujała się na bluszczu, potem na parapet, ale tu już nie miałam szans.
No i wieczorem nauczyłam się nastawiać aparat na zdjęcia seryjne. 

15 komentarzy:

  1. Są nauczyciele i nauczyciele. Prawda jest taka, że nauczyciele są bardziej nielubiani niż lubiani i ja to rozumiem, bowiem niektórzy nauczyciele skutecznie 'pracują' na opinię ogółu. Znam kilkoro, którzy uczą w liceum i na uczelni, i niestety wśród nich także tacy, którzy nie cierpią dzieci/młodzieży, wiec w mojej opinii i wielu innych nigdy nie będą dobrze wykonywać tego szczególnego zawodu.

    Niestety wiewiórki niewidoczne:(
    A jaki masz aparat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmmmmmmm... nie zawsze mam dobre zdanie o nauczycielach. Ja w ogóle zawód nauczycielski traktuję z dużym dystansem. Byłam i jestem- staram się solidnie, ale nie mam złudzeń. Procentowo jest w nim tyle samo złych nauczycieli, co złych obywateli w państwie.Ten zawieszony post był raczej o rzekomym miodzie w zawodzie nauczyciela. Jak dojrzeje, to zamieszczę.Zdjęcia są marne- wiem. Panasonic- aparat dobry, ale ja jestem ... uczę się... no... do kitu jestem czasem z tymi zdjęciami.Ratuję się informacją w tytule bloga. Fotografię traktuje jako dosłownie odstresowanie, sposób na "przeżycie". Chyba tak jak robótki ręczne, które kiedyś uprawiałam, ale teraz mi oczy siadają.Nie mam jakiś większych ambicji, chociaż często chciałoby się jakąś ekstra fotkę strzelić.

      Usuń
    2. ale jaki Panasonic, jeśli to nie tajemnica?
      Na porządku dziennym są opinie o zawodzie nauczyciela, jako tym wymarzonym, bo są, wakacje, ferie i inne dni wolne, i jeszcze fantastyczne pensum, i wycieczki darmowe;) I tak sobie myślę, że nie ma co się ludziom dziwić, jakkolwiek na pytanie czy chcieliby być sami nauczycielem pada odpowiedź - NIE, nigdy w życiu;)

      Usuń
    3. Żadna tajemnica taki mały DMC-TZ2. Uczę się go obsługiwać. No i chyba ten post zamieszczę. Mam nadzieję, że nie odbieracie moich postów o pracy jako lamentów, bo chyba zapłakałbym się z powodu złej interpretacji moich intencji.

      Usuń
    4. Jaskółko, nawet, gdy czasem, intencje są źle odebrane, co jak najbardziej może się zdarzyć w tej, jakże utrudnionej przecież, dyskusji, bo pisanej, a nie mówionej - można dopytać, wyjaśnić etc.. Tym się nie przejmuj.

      Usuń
    5. A co do aparatu, poczytałam recenzje, raczej musisz czekać na dobre światło słoneczne, by wydobyć jego możliwości. To, że zdjęcia są takie jak powyżej, nie zależy od Ciebie najprawdopodobniej.

      Usuń
    6. To nie aparat i nie światło- zdjęcia robione w pośpiechu i przez szybę. W dodatku odbijała się niej firanka. Dlatego są marne.Fakt, że ma mały obiektyw i mniej światła wpada, ale kiedy robię spokojnie i nie "łapię" szybko czegoś, zdjęcia są całkiem poprawne.jak masz ochotę, to poczytaj, może rzeczywiście jeszcze coś mi podpowiesz :) Dzięki :)

      Usuń
    7. Pierwsze 10 zdjęć z tego ALBUMU są robione przez szybę. W tym ALBUMIE wszystkie są zza szyby:)

      Usuń
  2. Widziałam... wiewióryyyy cień! :)
    Do góry wzbił się, niby ptak, lalala


    Iva - miałam masę nielubianych, ale nie pamiętam już nawet ich nazwisk, a do dziś mogę opowiadać kogo i za co szanowałam, od wczesnej podstawówki po studia:)
    Może miałam wyjątkowe szczęście, a może oni byli tak wyjątkowi i tyle nam dzieciakom dali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babo, ależ ja mam też cudowne wspomnienia z cudownymi ludźmi fantastycznymi nauczycielami:)) Niedawno na 'Odnowionej' pisałam też o nauczycielce swojej córki, ale to nie zmienia faktu, że, jak w każdym zawodzie - znajdują się i tacy, którzy nigdy nauczycielami nie powinni być. Robią krzywdę i sobie, i, przede wszystkim, uczniom.

      Usuń
    2. Zapamiętałam ze szkoły te momenty, które były strasznie paskudne i w trakcie całej mojej praktyki nauczycielskiej powtarzałam sobie- "Pamiętasz, jak się czułaś? Oni tak samo mogą czuć. Wyhamuj i spokojnie....".

      Usuń
  3. Nauczyciel też człowiek, jakby na to nie spojrzeć. I jak każdy może być pasjonatem swego zawodu lub nie. Mam wrażenie,że kiedyś więcej osób trafiało do tego zawodu "z powołania". Bo trzeba lubić uczyć, trzeba kochać dzieci czy też młodzież, i jak dla mnie jest jeszcze sporo tych "trzeba". W każdym razie ja się do tego nie nadaję, skończyłabym pewnie w kryminale, za uszkodzenie kogoś. Co do wiewiórek - nawet te oswojone w Łazienkach ciężko jest fotografować, one są niesamowicie ruchliwe.A przypatrywać się im bardzo lubię - są chwilami rozczulające.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj anabell, miło mi. Sprawa tzw. powołania do zawodu nauczycielskiego tylko nam zaszkodziła. Ale masz rację, dobrym nauczycielem może zostać ktoś, kto świadomie wchodzi w ten zawód i ponosi wszelkie konsekwencje z nim związane. A w dodatku szanuje w każdych warunkach ucznia jako człowieka. Nasze wiewiórki są półoswojone i celowo nie oswajamy ich do końca, bo boimy się, że ktoś mógłby im zrobić krzywdę. To nie park, a świadomość ludzi na wsi jest trochę inna jeżeli chodzi o traktowanie zwierząt. Nie, że nie szanują, ale... no różnie bywa.

      Usuń
  4. Nie wiem czy powinnam się wypowiadać jako bezpośrednio zainteresowana;D
    Nauczyciele są po prostu różni. Mniej lub bardziej zaangażowani w to co robią. Kiedyś, dawno temu obiecałam sobie, że jak tylko zacznę warczeć na dzieciaki to odejdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dobrze byłoby, aby szankoleżanka też wypowiadała się, bo moje przemyślenia na temat stanu belferskiego nie do końca go obrazują. Chyba zamieszczę ten post, bo on dotyka innej sprawy, z którą nie potrafię się uporać jako nauczyciel. I nie wiem, czy tylko ja mam do czynienia z takimi ludźmi, czy inni nauczyciele też się z opisanym zjawiskiem spotykają.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.