wtorek, 17 stycznia 2012

Yes, Yes, Yes !!!!!!!!!

Yes, Yes, Yes!!!!!!!!! Napisałam, stworzyłam wymęczyłam, wy….. SPRAWOZDANIE!!!!! Mało tego.. całkiem niezły mi bajer wyszedł (tu przymrużenie oka). Bajer w postaci koncepcji pracy habilitacyjnej. No i teraz mam zagwozdkę. Jeszcze rok temu, kiedy skończyła mi się umowa i nie mogłam znaleźć zatrudnienia na uczelni, postanowiłam „tworzyć’ dalej. Napisać książkę, którą spróbuję gdzieś wydać. Nie potrafię… po prostu nie potrafię nie pisać. Zboczenie takie mam i już. Przez rok coś tam sobie pisałam i raczej nie wierzyłam, że jeszcze będę pracowała na uczelni. Ot, taki luzik produkcyjny. Ale stało się. Nieoczekiwanie dostałam zatrudnienie i jestem zobowiązana do pracy naukowej. Habilitacja w moim wieku to… poroniony pomysł i do kitu. Raz, że potrzebuje ogromnych nakładów finansowych; dwa- nigdy nie wydam potrzebnej liczby pozycji i w dodatku w punktowanych czasopismach, a mój dorobek (chociaż niezły) jest zbyt mały; trzy nigdy mi się pod żadną postacią nie „zwróci” (no może prestiżowo, ale po co mi prestiż na emeryturze?); chcę iść za 4 lata na emeryturę, a nie sądzę, że dam radę zrobić habilitację do tego czasu przy takich wymaganiach i w takich warunkach. No i znowu zęby w ławkę! Ale…. kiedy napisałam tę koncepcje, coś we mnie jęknęło z żalu. Mam to…mam…… Teraz napiszę. Wydam (mam nadzieję, bo pomysł dobry) I co? Dalsza procedura łamie i rzuca na kolana. A teraz poważniej. 6 lat pracowałam nad doktoratem (2 letni poślizg nie z mojej winy), 6 lat wyjęte z życiorysu. Nie chcę już tak. Zarwane noce, błędne spojrzenie, głowa puchnąca od zdań,.... czasowy terror- nie zdążę, muszę się pospieszyć, mam termin… psychiczny terror- a co będzie, jak źle napiszę, jak się skompromituję, jak nie zdam egzaminów, jak nie obronię….domowy terror- znowu nie wyprane, ogród zapuszczony, byle jak posprzątane…. I wieczne wyrzuty sumienia, bo ciągle coś „niedociągnięte", coś zaległe do zrobienia. Stosy książek, stosy kartek…I potem to horrendalne zmęczenie i chodzenie przed obroną na rzęsach (w pół roku zdałam wszystkie egzaminy i obroniłam), a po obronie bezsenne noce, bo emocje nie chciały opaść. No Jaskóła- rób habilitację i resztę życia sobie zawal. Przeżyj to jeszcze raz…..Aha… umowę mam na razie na rok…O! No i jeszcze dodatek dla "owieczek"- miejcie satysfakcję, że piep...ny dochtorek się wymądrza...Resztę czytających uprzejmie z góry przepraszam za ten wtręt :)))))
Kos w zimowej odsłonie




12 komentarzy:

  1. gdybym miała za 4 lata iść na emeryturą to bez wątpienia habilitacji bym nie robiła, bo, na zdrowy rozum, po co? Może się okazać, że kończyć ją będzie emerytka. Niby na naukę nigdy za późno, to jednak wolałabym co innego robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie, to ja mogę na uczelni pracować do sędziwego wieku i tę habilitacje zrobić.Pytanie, czy w tym roku przedłużą mi umowę. Jeśli nie, to pozostaje praca w firmie, a tu już doprawdy żadnej habilitacji mieć nie muszę. Jeżeli przedłużą umowę, to mam chyba 7 lat na zrobienie tej habilitacji z czego jeden rok mi już mija. Pisać to ja chce i zamierzam. Problemem jest ta cała procedura i wymogi dotyczące publikacji oraz udział w projektach i konferencjach, a tego to ja już naprawdę nie nadrobię. I w dodatku potrzebna jest niezła forsa, bo nikt mi tego nie sfinansuje- tak około minimum 15000 złotych. Zresztą, ja naprawdę już nie chcę więcej ograniczać się w życiu. W końcu ile go jeszcze zostało? A poza tym, następny tytuł wcale pracy nie zapewnia. Ja zaraz po doktoracie zostałam bez pracy :( Suma sumarum pozostanę przy tym co osiągnęłam, będę sobie pisać i próbować wydawać i będę sobie pisać blogi :)))

      Usuń
    2. i to chyba dobry wybór:)

      Usuń
  2. O faktycznie. Z ciekawości - ile kosztuje papierek na bazarze? :D

    I ładnie to tak zaglądać ptaszkowi pod ogon? :D
    Jak ja bym chciała mieć aparat dający takie możliwości i umiejętnośc ich wykorzystania...
    Zazdroszczę i... z przyjemnością podglądam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doktorat na bazarze? Nie wiem, chyba jednak sporo. Pracę można kupić, ale nie wyobrażam sobie obronić bez pisania. Przedtem trzeba zdać egzamin z filozofii, egzamin z języka obcego i ogromny egzamin kierunkowy. Dwa pierwsze pewnie można "załatwić", trzeciego nie da się.Obrona też jest czasem twarda. Ja broniłam się 2 godziny, bo jedna pani profesor była na NIE w stosunku do mojego promotora i "na okrągło" (ja) chciała go ubić. Przeciętnie obrona trwa do godziny. Parę pytań ze strony komisji, pytania z sali (jeżeli ktoś chce) i fertig. Ja miałam tych pytań 12. Podobno rzadkość. Magisterka kosztuje do 2000 złotych, a licencjat około 1200 złotych :)Koszty dotyczą całego przebiegu pisania pracy i potem wpłaty przed obroną. Recenzja( muszą być 2) to 1500 złotych itp.
      Miło mi, że masz przyjemność :))))))Dobre aparaty kosztują już od 500 złotych. ja mam taki sobie. Zdjęcia zaczęłam robić w zeszłym roku. Naprawdę jest to dobra metoda na odreagowanie złośliwości losu :)

      Usuń
    2. ee, ja mam tylko licencjat, ale nic nie płaciłam...dlatego zaskoczyły mnie koszty.

      Usuń
  3. Kiedyś tam myślałam żeby zostać na uczelni (moja promotorka mi proponowała) Czasami żałowałam ale ... wiesz, ja za grosz nie mam zacięcia naukowego;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale uczysz, prawda? Tak wywnioskowałam z Twojego bloga. Nie wiem, co z tym zacięciem. Ja ciągle z taką nieśmiałością łapię się na tym, że może jednak jestem tym naukowcem??? Niemniej mam taki ciąg do pisania. I nawet, kiedy byłam na bezrobociu, nie wyobrażałam sobie, żeby czegoś nie pisać :) Ubolewam, że ludzkość ma w nosie wytwory humanistów dydaktyków :) Ale korzyści materialne z pisania są żadne z pracy też- przeciętnie 2500 na rękę. W poprzednich uczelniach miałam 1700 jako wykładowca z tytułem. Za rozdział w pozycji zwartej dostałam 21,0 złotych, za inny 13, 50 złotych, i potem coś jeżeli się będzie książka sprzedawać.Koń by się uśmiał. A ludzie myślą, że my kokosy na publikacjach zbijamy. Jeżeli chce wydać referat z konferencji muszę sobie sama za publikacje zapłacić- przeciętnie od 50 złotych w górę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozwolicie, że ja te moje odpowiedzi zamieszczę jako osobny post, bo być może coś trzeba powiedzieć dobitnie w tym temacie. Mam wrażenie, ze jest to przemilczane i ludzie mają błędne przeświadczenia.Tak, jak i ja, kiedy czegoś się wprost nie dowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i jak zawsze zawaliłam- Witaj Nivejka na moich blogach, wybacz, że tak na końcu, ale bardzo mi miło, że tu zagościłaś

    OdpowiedzUsuń
  7. A taki kos ma w nosie habilitację, nie męczy się, nie użera i wygląda na całkiem zadowolonego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Ewo :) Prawda, chciałby się być ptakiem :)Wolnym jak kos albo jaskółka :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.