wtorek, 25 września 2012

Lęki codzienne


Jestem na wpół uduszona. To nerwica mnie dopada co i rusz. A dzisiaj z powodu mamy. Musieliśmy nagle wyjechać i przed wyjazdem jeszcze zaszłam do jej mieszkania zobaczyć, czy wszystko w porządku. Wchodzę do pokoju i widzę, że śpi w dziwnej pozycji- głowa lekko wykręcona w górę, oparta na podgiętej ręce, twarz wysunięta do przodu.
-Mamo, śpisz?- pytam półgłosem. Cisza.
- Mamo!!- mówię głośno. Nic, cisza. Stoję i myśli lecą mi błyskawicznie: No nie. Teraz? Czyżby się stało? Umarła????? Kurcze… jak to? Robię się kamiennie spokojna. Zawsze w takich sytuacjach podbramkowych, ogarnia mnie spokój szachisty. Kamień, mur, beton.
- Mamo, śpisz???!!!- teraz już bardzo głośno i spokojnie mówię.
- Co? Uhmmmm…- odzywa się po długiej, bardzo długiej  chwili zaspanym głosem. O rany…. Napięcie opadło, ale w tym samym momencie wszystko się we mnie rozszalało. W środku zaczęłam dygotać, w gardle ucisk. Zaczyna mnie dusić. Koniec, przepadło. Do teraz mnie jeszcze trzyma. Każdy taki mocny stres, od niedawna, wyzwala „duszonko” (przedtem atakowało żołądek). Pozostałości z mojego niewątpliwie mocno „spokojnego” życia J))). Nie, nie da się tego leczyć farmakologicznie. Inaczej- da się, ale to nie ma sensu. Te wszystkie wyciszacze autują mnie też z wszelkiej aktywności, a to jeszcze bardziej mnie wkurza. Kiedyś pan psychiatra (kiedy drugi raz straciłam pracę- poszłam po ratunek do niego) dał mi środki, które po miesiącu zażywania, wyzwalały we mnie agresję, zamiast wyciszać i leczyć mi nerwy. Podziękowałam. Serce przebadałam, bo gdy pierwszy raz zaczęłam się dusić, wylądowałam na pogotowiu (wymusili to na mnie moi domowi). Myślałam, że mam atak serca. Jedno EKG, potem następne. Serce jak dzwon J Psychoterapię prowadzi mi mój Jaskół. Jest w tym genialny. Te wiewiórki… dzięcioły, zachody słońca…cała ta zabawa w fotografowanie, to intuicja- wiem, że to też mnie ratuje.  Czas… czas musi to wyrównać, wyciszyć.J
Nie szukam rady, nie skarżę się, nie wymyślam cudów tutaj. Czasem muszę upuścić z siebie parę. Wiem, że sama muszę się z moimi lękami i stanami ducha uporać. I wiem, że pisanie, nazywanie rzeczy po imieniu, odkrywanie ich, wyrzucanie na zewnątrz, też pomaga. I wiem również, że nie ja sama w takiej sytuacji tkwię. 
Koronki




Moja druga ulubiona róża:)

29 komentarzy:

  1. Umiejętność działania w stresie, to również moja umiejętność, gorzej, gdy kończy się pole do działania. Życzę spokojnych, bezstresowych dni:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Dziękuję. Koniecznie trzeba to pole sobie wyszukać. Mnie w podobnej sytuacji bardzo pomagała ciężka praca.Po całym dniu harówki padałam i natychmiast zasypiałam. nie miałam czasu rozważać. I to było zbawcze. Teraz też dużo pracuję. Sprzątam dom od strychu po piwnice, garaż, porządkuję ogród.
      Tobie wyciszenia życzę i spokoju :)

      Usuń
  2. Jaskółeczko...przytulam!
    To ściskanie ..też tak mam...
    A róże zachwycające!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiu, nie chciałabym, żebyś po tym, co teraz przeżywasz miała takie objawy.Za wszelką cenę nie daj się. Wyrzucaj natychmiast z siebie wszystko to, co Cię denerwuje, męczy. Płacz, krzycz i nie duś tego w sobie. Mnie zblokowało i teraz mam paskudę.
      Ciebie nawzajem przytulam :)

      Usuń
  3. Co za dzień! Niemal na każdym blogu zwroty: "ja się nie skarżę, tylko..."
    Coś wisie w powietrzu i ja dziś ma chandrę:( Nie widzę dalszego sensu w niczym...
    Może minie i jutro będzie lepiej...
    Trzymaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No naprawdę nie skarżę się. Raczej jestem wkurzona tym, że mój organizm tak reaguje. Mam ogromny dyskomfort, bo nie mogę oddychać normalnie.Mam w gardle motyla, który trzepocze skrzydłami i dławi mnie tym. Fuj, paskudne uczucie. Przynosi mi ulgę zwerbalizowanie moich odczuć, dlatego też tu piszę o nich. Może to i dobrze, że ludzie piszą o sobie otwarcie, o tym, co ich gryzie? To też jakaś forma autoterapii.
      Mam nadzieję, że Twoja chandra jest chwilowa i nie jest częścią czegoś większego :)Uśmiech dla Ciebie :)

      Usuń
    2. Jasne, że dobrze! Ja wczoraj zjadłam górę słodyczy i dziś już będzie dobrze!
      A Tobie współczuje, bo wiem o co chodzi, niestety. Mam takie jazdy podczas prowadzenia samochodu - koszmar:(

      Usuń
    3. łał... jak ja w maluchu przed 20 laty. Przez rok wysiadałam z autka na trzęsących się nogach i z kamieniem w żołądku.
      Ummmmm czekolada i chałwa!!!!!! To poprawia nastrój :))))

      Usuń
  4. No, masz tak jak ja. Coś się dzieje, działam na zimno. Jest po wszystkim to mnie dusi i jestem kompletnie roztrzęsiona.Taka karma.Takich pięknych zdjęć nie potrafię robić ale za to piszę te swoje wierszyki albo biorę się za ogródek. Przechodzi stres i jest po japońsku, czyli jako-tako. Ech,życie. Serdeczności Jaskółko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierszyki czytam z przyjemnością i z przyjemnością czytam Twoją prozę.Mnie takie stresy spotykają prawie codziennie i zaczynam je traktować jako normę. Trzeba się po prostu jakoś 'zaprzyjaźnić".Tym bardziej, ze moja mama jest coraz starsza i mogą mnie czekać coraz bardzie stresujące sytuacje. Trudno, inni przeżyli, przeżyję i ja :)

      Usuń
    2. Jaskołko,Twoja siła polega na szczerym pisaniu o takich sprawach - przykrych,choć bardzo ludzkich przecież.

      Usuń
    3. Taka wiwisekcja nie zawsze jest zrozumiana. Ekshibicjonizm "do bólu" nie jest cechą mojego charakteru. Te sprawy, które poruszam, to rzeczy, które dotykają większości z nas, ale ludzie mają zahamowania i nie piszą. Ja zresztą tez je mam. Staram się zachować umiar, chociaż czasem mnie tzw. cholera bierze (najczęściej dotyczy to moich spraw zawodowych) i mam taki mus to wszystko z siebie wyrzucić. Obawa jest w zasadzie tylko jedna- nie każdy stara się rozumieć, wielu od razu ocenia. I to w dodatku nie fakty, a osobę :)
      NA SZCZĘŚCIE JUŻ MNIE TO NIE DOTYKA TUTAJ- celowo napisałam wielkimi literami, żeby podkreślić, że komentują tu same przyjazne mi osoby i ich ta uwaga nie dotyczy.

      Usuń
  5. Jakie piękne hubiszony :)

    Ten lęk, zwłaszcza uzasadniony i o najbliższych... łatwo się zagłuszyć, a tym bardziej zwalczyć nie da. Siedzi i dławi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie próbuję zagłuszać. Wiem, że są rzeczy nieuniknione, ale sam moment dziania się jest okropny, a jeszcze gorsze takie nasłuchiwanie (nie chce powiedzieć- wyczekiwanie).
      Hubiszony są przepiękne w naturze. Jednak zdjęcia nie oddają tego "czegoś" :)))

      Usuń
  6. Jaskołko,Twoja siła polega na szczerym mówieniu o takich sprawach, bardzo ludzkich przeciez.
    Nie znam z autopsji takich stanów,choc stresów mi nie brakuje.Rozumiem ,potrafię wyobrazić sobie dyskomfort,wczuć sie w sytuację osoby ,ktora tak reaguje.
    Nieraz zdarzyło mi sie słyszeć,czytać jak niektórzy ludzie komentują czyjeś problemy tego typu.Wg niektórych osobników to "jaśniepańskie fanaberie",wymysły,coś ,czego trzeba się wstydzić.Takich komentarzy nie znoszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. reakcja na zagrożenie, czasem, gdy mąż drzemie po obiedzie ja nadsłuchuję czy oddycha, czasem wydaje mi się, że nie słyszę i nie widzę oddechu... Koszmar.
    Mam bardzo podobna różę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar! Ja tak nasłuchiwałam nad łóżeczkiem każdego mojego dziecka. Obłęd. Czy mąż oddycha też nasłuchuję. Mam jakąś skazę śmierci po tym, kiedy niespodziewanie (a przecież długo chorował)zmarł mój drugi mąż.Ojciec, zanim zabrało go pogotowie, też tracił świadomość na moich rekach. Byłam z nim sama. Dlatego, kiedy idę do mieszkania mamy, mam zawsze jakiś niepokój w sobie. Tak, reakcja na zagrożenie. Rzeczywiście można to tak nazwać, bo każdy problem naruszający jakąś moją stabilizację wewnętrzną, wywołuje taką reakcję.
      Ładnie są te nasze róże :)Nie wiem, jak się nazywa, mówię o niej "koralowa"

      Usuń
  8. I ja...Po prostu i zwyczajnie tak mamy, Jaskółko . Na to, co mamy zwykle pomaga takie "urządzenie", którego słownie nijak opisać się nie da, bo jest ono mentalne.Z grubsza nazywamy je pozytywnym myśleniem.Według mnie nie da się go przecenić, bo pracuje za najlepszego przyjaciela/lekarza/doradcę i czego tylko chcemy, a potrzebujemy.To interdyscyplinarne " urządzenie" chętnie i owocnie współpracuje z podświadomością.Po lekturze Josepf Muurphy "Potęga podświadomości" - od lat prowadzę osobiste doświadczenia na okoliczność korygowania moich procesów myślowych i doszłam niemal do perfekcji w zadawaniu sobie - czyli podświadomości -zadań na noc.Fajna sprawa to jest, bo narzuca dyscyplinę, której potrzebuję.Stwierdzam na podstawie tych doświadczeń,że najważniejsze kwestie rozstrzygają się SAME.Wystarczy zadać sobie trafne pytania,zwrócić się do swojej świadomości i spać można spokojnie, co tez nie jest bez znaczenia.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podświadomość rzeczywiście ma moc potężną. Myślenie pozytywne też. I wierzę w siłę sprawczą myślenia (intensywnego). Problem w tym, że na razie nie potrafię przeskoczyć pewnego progu w swoim myśleniu. Okazuje się, że wiedza to jeszcze nie wszystko. Trzeba koniecznie tę mentalność przekierować. A to już jest (przynajmniej w moim przypadku) trudniejsze). Niby wiem, niby mam też tę samodyscyplinę, a jednak... Wieczorem, po zgaszeniu światła nachodzą mnie czarne myśli i wtedy daję sobie rozkaz: "STOP. Nie wolno tak, pomyśl o czymś dobrym, radosnym, pomarz sobie" I to zaczyna działać. Pracuję nad sobą, nad tymi dołami.Nad dołami, ale stres robi dalej swoje. Mój organizm reaguje niezależnie ode mnie. Stres i objawy somatyczne- duszenie.
      A ćwiczenia z podświadomością pozwoliły mi zaleczyć wrzód. Sama nie wierzyłam, kiedy mi lekarz powiedział, że go miałam i jest zaleczony.

      Usuń
    2. Jaskółko, jestem spokojna o Ciebie, wszak dasz sobie radę z problemikami.Stres szczególnie długotrwały i objawy somatyczne to już inna sprawa jest.Wymaga pomocy dobrego lekarza.Bardzo dobrego i ta pomoc - wedle mojego przeczucia i doświadczenia( jestem po zawale sercowym najłagodniejszego przebiegu i modelu)- musi być możliwie niezwłoczna.Duszności to alarm, którego nie można lekceważyć.Serdeczności.

      Usuń
    3. Zawsze sobie radziłam sama, bo byłam sama z moimi problemami. Wszystko grało, ale organizm zbierał i zbierał, aż się zbuntował :( Przebadałam serce i tarczycę. Wszystko OK, czyli raczej nerwica. W sumie, kiedy spłynie ze mnie ten osad z ostatniego roku pracy i wyrzucę z siebie to, co mnie dziwiło, niepokoiło, wkurzało i całkiem po prostu bolało- wtedy pewnie uspokoi się. W każdym razie już jest lepiej niż po poprzednich utratach pracy. Dużo lepiej. No i nie jestem sama, mam teraz potężne wsparcie.

      Usuń
  9. Coś nie coś o tym wiem. Proponuję Ci, żebyś używała bezrecepturowego leku o nazwie Kalms. Jest to mieszanka ziołowa z waleriany, chmielu i goryczki. Nie daje przyzwyczajeń, nie ogłupia,nie działa tak jak zwykłe uspakajacze, czyli nie uspakaja, ale tonizuje układ nerwowy. Gdyby nie ten Kalms, moja córka nie skończyłaby nawet podstawówki. Ona miała nerwicę wegetatywną żołądka. Nim to odkryłam to całe godziny spędzałyśmy na pogotowiu w szpitalu dziecięcym a nad nią stała cała zgraja lekarzy, rozkładając ręce. Bierze się 3 x dziennie po 2 tabletki, ale ja proponuję rano i w południe po 1 tabl., wieczorem 2. No i trzeba to brać długo, bo to nie jest środek działający doraznie. Ona łykała to regularnie całymi latami.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o nim. Chyba spróbuję. Tylko muszę sobie przeczytać, czy nie obniża ciśnienia, bo mam bardzo niskie. Pewnie mój żołądek też skorzystałby na tej kuracji. Dziękuję za wskazówkę :)Zioła raczej nie szkodzą :)

      Usuń
    2. Nie obniża, moja zawsze była super nisko-ciśnieniowa.
      Miłego, ;)

      Usuń
    3. No to kupuję i próbuję :)

      Usuń
  10. To wina jesieni? Nie, na pewno nie... Zmeczenie, a moze wszystkiego sie nazbieralo, ze trudno uniesc? Ale, jak to w zyciu bywa...mija i to wszystko!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie jesieni. Jesień dopiero się rozkręca. To przeszłość i nagromadzenie sytuacji stresowych. Poradzę sobie. Przecież zawsze sobie radziłam:)

      Usuń
  11. Te stresy... jak dobrze że niedługo znowu wakacje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jet budujące. Te wakacje...:)))) I pomyśleć, że właśnie zaczęły mi się nieustające wakacje:)))Czyli co? Zero stresów :)))

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.