sobota, 13 października 2012

Urzędasy


W naszym pofyrtanym kraju istnieją dwie grupy urzędników. To znaczy, ja się spotkałam z czymś takim. Pierwsza grupa urzędników, to osoby w miarę młode (chociaż i zdarzają się osoby starsze), uśmiechnięte, starają się pomóc petentowi. To nowa kasta urzędników, którzy weszli w tzw. gospodarkę rynkową i wiedzą, że jak poleci na nich skarga do szefa, to szybko się mogą pożegnać z pracą. Dodam, że z takimi urzędnikami głównie spotkałam się w miejskich urzędach i sporadyczne przypadki funkcjonują w naszym UG (żeby nie było, że na wszystkich z tego urzędu nalatuję). Najczęściej są to panie (rzadziej na niższych stanowiskach spotykam panów), które do pracy przychodzą w kostiumach, są zadbane i PRACUJĄ (przynajmniej pracowały, kiedy byłam zmuszona coś w tych urzędach załatwiać). Są kompetentne, kierunkowo wykształcone i dbają o swój wizerunek. Mogę śmiało powiedzieć, że podejście do petenta zmieniło się na ogromny plus w US, ZUS no i w bankach. O, banki pierwsze wyczuły, że nie należy petentem pomiatać i starać się go pozyskać.
Tragedia zaczyna się na poziomie urzędów gminnych (chociaż i w miejskich urzędach jeszcze takie relikty bywają). A zwłaszcza w zapyziałych miejscowościach. Tu króluje druga grupa urzędników, których od teraz będę nazywała urzędasy. Są to w przeważającej większości (uwaga- nie jestem wrogiem kobiet, arogancji ze strony urzędasa płci męskiej też doświadczyłam) baby w okolicach 40+, a jeszcze częściej 50+, które mają już chyba odciski  na pupskach od wieloletniego siedzenia na swoich urzędniczych stołkach. Reprezentują maniery i styl urzędowania z lat peerelowskich, i wszystkim robią łaskę, że w ogóle chcą się do nich odezwać. Znacie przecież te czasy, kiedy za czasów komuny (fuj! Nie lubię tego zwrotu) petent niemal z czapką w ręku klamkował w urzędach i cichutkim głosem prosił o załatwienie sprawy. Urzędas (tak będę nazywała te baby) wtedy puszyła się, przetrzymywała takiego nieboraka jak najdłużej w niepewności, żeby powiedzieć z łaską: „No nie wiem, czy to się da załatwić”. Petent wtedy jeszcze bardziej się kurczył i niemal błagał, żeby pani urzędas jednak coś w tej sprawie ruszyła. No i wtedy zaczynało się. Urzędas łaskawym głosem, od niechcenia mówiła: „No….dobrze… Spróbuję, ale musi pan jeszcze dostarczyć….” i leciała lista dokumentów do uzupełnienie, niekoniecznie potrzebnych do załatwienia sprawy. No, ale…. urzędas musiała jakoś pokazać swoją wyższość, bo pogardliwe odnoszenie się do petenta i przetrzymywanie go przed drzwiami biura jej nie wystarczyło. A kiedy biedny petent, po gonitwie po innych urzędach, przynosił stos dokumentów i, oczywiście po odpowiednio długim czekaniu pod drzwiami, wszedł wreszcie do biura, był świadkiem, jak urzędas z namaszczeniem i z marsem na twarzy wolniutko przekłada pisma oraz wzdycha, bo przecież musi coś z tym zrobić, a to wymaga ruszyć tyłek zza biurka, opuścić ciepłe pomieszczenie i zabawić się w „podaj dalej” stosem dostarczonych wraz z wnioskiem papierów. Więc, kiedy odłożyła ostatnie pisemko z triumfem wołała: „Ale panu brakuje jeszcze….” i wymieniała jeden (słownie- jeden) dokument. Na pokorne pytanie petenta, dlaczego wcześniej mu tego nie powiedziała, odpowiadała z rozbrajającą szczerością: „A, bo zapomniałam”. Petent wychodził, a urzędas mogła lecieć na kawkę do innych urzędasów, zająć się czytaniem „Przyjaciółki”, poplotkować (tak z godzinkę) przez służbowy telefon, albo podrzemać za biurkiem, no ewentualnie wyskoczyć na maleńkie zakupy. Takie dwugodzinne..
I taki typ urzędasów nadal króluje w UG (przynajmniej w naszym). Dodam, że urzędasy są często wykształcone na poziomie matury (dawnej i niekoniecznie dobrej), o ich poziomie umysłowym mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że pozostawia wiele do życzenia, a o logicznym myśleniu u takich urzędasów można tylko pomarzyć. Spotkałam się też z niewiarygodną tępotą jednej urzędas, że aż serce bolało. I długo nie mogłam ochłonąć ze zdziwienia, że proste rzeczy do niej nie docierały i, że takie indywiduum jest państwowym urzędnikiem. W sumie nie ma się co dziwić, bo w gminach na stołki w urzędach sadza się swoich kuzynów, ciotki, siostry, pociotki, królika i znajomych królika. Osoby te najczęściej nie są wykształcone odpowiednio do pełnionego stanowiska i są ogromnie niekompetentne. Swego czasu sekretarką burmistrza została siostrzenica wiceburmistrza- panienka zaraz po maturze. Starą, miłą i kompetentną sekretarkę wywalili z pracy po ustawowych trzech miesiącach wypowiedzenia. Urzędasa cechuje niesamowite przywiązanie do przepisów. Nawet takich, o których gdzieś słyszała, ale nie wie, czy wyszły, ale na wszelki wypadek wymaga dokumentów wg. tego przepisu. I nie ruszysz urzędasowego betonu. Nawet, gdy przyniesiesz dowód, że nic takiego nie ma i nie trzeba, to zarzuci ci jeszcze kłamstwo, albo fałszowanie. Zdarza się, że trzepnie innym przepisem nijak nie przystającym do sytuacji i zabawa zaczyna się od nowa. Urzędasa cechuje też ogromny strach. Strach o utratę ciepłej posadki. Nie wyłamie się za Chiny, nie podejmie sama decyzji, będzie zwlekać, kombinować, żeby tylko nie przymoczyć. Oh… może to zabrzmi paskudnie, ale jak zaczęłam, to dodam.. urzędas jest często zaniedbaną fleją. Nosi byle jakie sweterki do byle jakich spódnic, a fryzury i paznokcie- szkoda gadać. W jednym biurze pracuje urzędas, który chyba się nie myje, bo już od progu ją czuć. Rzadko taki urzędas operuje ogólnie przyjętymi zwrotami grzecznościowymi. Usłyszeć z jego niemalowanych skrzywionych usteczek „dziękuję”, „dzień dobry”, czy „do widzenia” to rzadkość. A już słowo „przepraszam”- zapomnij. NEVER! Już na wstępie wita cię zbolałą miną albo zniecierpliwioną i brakuje jeszcze żeby rzuciła ordynarnie: „Czego?”. No i te ich wieczne gonienie po pokojach „urzędu” czyli serial ze sceną- otwierasz drzwi, a tu pusto, albo słyszysz: „Wyszła, zaraz wróci”, lub „Gdzieś jest, ale nie wiem gdzie”. Oczywiście „zaraz” przedłuża się nierzadko do pół godziny. Potem leci przez korytarz taka urzędas, mija cię z furgotem, chcesz wejść, a ona zatrzymana w locie, rzuca wyniośle: „Za chwilę” i zatrzaskuje ci z impetem drzwi przed nosem. Najgorsze jest to, że z takimi urzędasami nie wygrasz. Jesteś zależny od ich decyzji w wielu sprawach. Mściwe toto, kiedy zarzucisz niekompetencję lub brak znajomości przepisów, może ci narobić bigosu. Taki urzędas to wie i wie również, że swoi go nie zwolnią z pracy, dlatego jest arogancka pewna siebie. W  UG ręka, rękę myje- często nie ma się do kogo odwołać. Burmistrz wysłucha skargi i odeśle cię z powrotem do tego samego urzędasa, a ona…. już się dobrze odegra. I dobrze będzie, jeśli „nie poda” cię dalej innym urzędasom, bo wtedy masz cały UG przeciw sobie.
Że ostro??? A jak ma być skoro urzędasom coś się pomyrdało w tych łepetynach- nie umieją w swoich tępych głowinach zrozumieć, że to one są dla petenta, a nie petent dla nich. Nie potrafią zrozumieć, że żyją z naszych podatków – gminne urzędasy szczególnie. I potem przychodzi mi tu taki urzędas i się mądrzy, i łaskę mi robi, i traktuje z góry na moim własnym terenie…. Szkoda gadać.
Jeżeli ktoś mi zarzuci, że się czepiam, to się po prostu uśmieję, bo połowa z czytających na pewno miała do czynienia z takim urzędasem, a druga połowa pewnie jeszcze go na swojej drodze spotka (czego jej absolutnie nie życzę), a jeżeli nie, to znaczy, że żyje w innym kraju.

PS. Tekst oparty na wieloletnich obserwacjach i osobistym (i z opowiadań innych osób) użeraniu się z urzędasmi.
Zdjęcia zrobił Jaskół wczoraj, wczesnym rankiem









15 komentarzy:

  1. Aż mi ciśnienie wzrosło! Mam wątpliwą przyjemność spotykać takie osoby;/
    Za to aleja przecudna! Po obiedzie idę z Grześkiem szukać takich zaczarowanych miejsc!
    Ściskam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa... UP też mają podobnych. A im mniej u siebie znaczy, tym bardziej łeb podnosi i jest arogancki. Zaczarowanych miejsc jest teraz sporo- udanych poszukiwań :)

      Usuń
  2. Nie cierpie urzedow, biur i tym podobnych...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja też dostaję białej gorączki, kiedy mam coś załatwić w urzędach, a zwłaszcza w naszym UG.Jak nie muszę, to wypycham Jaskóła i o dziwo, panie są wtedy całe w kwiatkach, a Jaskół bez problemu wszystko załatwia:)

      Usuń
  3. Rzadko, sporadycznie korzystam z usług urzędów. Może to dziwne, ale zazwyczaj spotykam się z kompetencją i dobrą wolą urzędników. Czasem jednak troszkę manipuluję :) W razie problemów mówię, że jestem obywatelem Państwa Izrael (mam dwa paszporty) i proszę o pomoc, i zrozumienie nieobeznania w polskim prawie :) To rutynowo skutkuje, urzędnik staje się czasem nieznośnie nawet uczynny i uprzejmy, choć bardzo sztuczna ta uprzejmość, ale co tam.
    Kumpel mi mówił, że tak samo działa prawo jazdy, które zrobił kiedyś w stanie New York, i którym czasem, oczywiście omyłkowo, potwierdza swoją tożsamość :)

    Jaskółko, przepiękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Jaskóła. Fortel z bezradnością izraelskiego obywatela na polskim gruncie jest przedni. Kurcze, co my Polacy mamy takiego, że ciągle traktujemy po chamsku swoich, a obcokrajowcom bez wazeliny....:(

      Usuń
  4. No patrz pani ja w innym kraju a i tak wiem doskonale o jakim typie mowa, chociaz tutakj powiedzialabym, ze to domena facetow z wasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Evito na moim blogu:) A czy Ci panowie nie mają przypadkiem 1,20 w kapeluszu? Bo tu najczęściej tacy rekompensują sobie paskudnym zachowaniem wzrost poniżej normy krajowej. Jednak też nie wszyscy, rzekłabym- większość, z którymi dane mi było mieć do czynienia.

      Usuń
    2. Nie, nie maja. Z reszta to tylko stereotyp o tym kompleksie napoleonskim. Maja go i wysocy mezczyzni. Najczesciej chyba tacy, ktorzy niezadowoleni sa ze swojego zycia. Wydaje im sie ze za malo osiagneli, za malo wladzy maja to sobie rekompensuja. Urzednicy akurat wykorzystują swoja pozycje, zeby troche pozatruwac, bo w sumie tyle moga.

      Usuń
  5. Oni maja inne mózgi. Urzędnicy znaczy się, a przynajmniej pewna kategoria urzędników, żeby nie uogólniać. To inny gatunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dziwny gatunek endemiczny w społeczeństwie. Środowisko własne - stołek w urzędzie,cechy szczególne- niekompetencja i arogancja. I też nie chcę uogólniać.

      Usuń
  6. Świetnie napisane i prawdziwie niestety. Ciesz mnie ta nowa grupa o której napisałaś na wstępie. Zauważam że dużo jest takich osób w urzędach. Ta druga grupa potrafi nieźle zepsuć opinię wszystkim innym i ufam, że niedługo już pogrzeje stołki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. Byłam tak wściekła, że pisałam jednym ciągiem.Zresztą nadal jestem i dopiszę dalszą część o urzędasie w wydaniu babskim. Ja tez bardzo się cieszę,że w niektórych urzędach można już spotkać naprawdę fachowa siłę urzędnicza i bardzo uprzejmą.
      Moje pokolenie 50+ bardzo często ukazuje w relacjach z klientem (sklepy) czy petentem (urzędy) takie podejście. I też nie chcę uogólniam, bo spotkałam bardzo miłe panie urzędniczki, ale niestety ich kompetencje były marne. Ale one bardzo się starały sprawę załatwić.

      Usuń
  7. No jakbym czytała o naszym UG. Masakra jakaś. Ostatnio załatwiałam sprawy i skończyło się to niezłą awanturą, bo zwyczajnie się wściekłam.Dopięłam swojego ale jeszcze teraz cholera mnie trzęsie jak sobie przypomnę "kompetencje" tej urzędniczki.Zdjęcia piękne są.Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może to ta sama urzędas:). W czwartek była wizja, a ja nie potrafię ochłonąć i pewnych rzeczy ogarnąć. Miód lejesz na moje serce, bo po ostatniej awanturze gotowa byłam mieć jakieś wyrzuty sumienia, że zachowałam się paskudnie, ale... naprawdę trzeba było wydrzeć się, żeby cioś docierało.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.