poniedziałek, 15 października 2012

Wizja lokalna...ciąg dalszy (3)


Są sytuacje, które nawet najbardziej spokojnego, pokojowo nastawionego człowieka, wyprowadzą z równowagi :(
Jaskół przybył akurat w tym momencie, kiedy urzędas skinęła ręką na swoją asystentkę i władczo rzuciła: ”Daj mi  teczkę”. Panienka szybko, w milczeniu, podała żądaną rzecz, po czym stanęła nieco z boku. Babsko otworzyło teczkę i zaczęło z namaszczeniem przerzucać papiery.
- A tu jest zły numer działki!- wykrzyknęła i paluchem postukała w dokument.
- Jak zły numer? Przecież spisałam z Ksiąg Wieczystych- nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Po doświadczeniach z poprzednich wizji starałam się zebrać wszystkie dokumenty i sprawdzałam je dwa razy, żeby przynajmniej tego się nie czepiała. No i masz.
- A, nie- urzędas przerzuciła kartkę- tu pisze (i podała dane mojej siostry). Już się mi zagotowało, bo nie wiem, po co miała dokumenty mojej siostry, pomieszane z moimi. Przerzuciła kartkę i  zaczęła obracać mapkę z naniesionymi działkami tak i siak,  nie umiejąc określić kierunków do doniesienia w terenie. Zmagała się z tym chwilę. W końcu pomogłam jej: „Tu jest droga, a tu nasz ogród”. Myślicie, że usłyszałam „dziękuję”? Akurat. Chwilę przyglądała się mapce i tryumfalnie wykrzyknęła: „No są pomylone numery. Specjalnie sprawdzałam!”. Patrzę na mapkę, ale nie widzę tych numerów.
- Podałam prawidłowy.- upierałam się przy swoim.
- Ale księgi wieczyste mogły zmienić- poinformowała mnie łaskawie- Ja to dwa razy sprawdzałam.
- Jak zmieniły, to dlaczego ja o tym nic nie wiem?- zapytałam ze zdziwieniem, bo w głowie mi się nie mieściło, że zmieniono numery, a ja o tym nie mam zielonego pojęcia.
- Bo się pani nie interesuje- rzuca bezczelnie babiszon. No ludzie, trzymajcie mnie.
- Zaraz. To chyba urząd powinien mi przysłać informację o zmianach. To ja mam latać i dopytywać się, czy aby przypadkiem czegoś nie zmieniono?!! - wściekłam się już solidnie. Nie do wiary, żeby coś takiego zaistniało bez mojej wiedzy. Dotychczas o każdej zmianie byłam informowana rzetelnie. Nikt nie wymaga, żeby obywatel co jakiś czas dopytywał się, czy są jakieś zmiany, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Czuję, że urzędas coś kręci z tymi zmianami.
- A pani tu nie dołączyła wyroku z postępowania spadkowego- rzuca urzędas i patrzy na mnie z naciskiem. Oho, zaczyna się.
- Ale na wniosku są podpisy wszystkich współwłaścicieli- mówię spokojnie, bo jestem przekonana, że to powinno wystarczyć do wszczęcia postępowania. Babsko patrzy na podpisy, długo…długo… jeszcze.. po czym mówi bezczelnie: „A one są jakieś małe i niewyraźne….”. Zawiesza głos i patrzy na mnie z podejrzliwością, jak na obrzydliwego robaka.
- Słucham!!!!????- no nie wytrzymałam i wydarłam się- Co mi tu pani sugeruje ???!!! Że co??!! Że podrobione są te podpisy????!!!!
- No… ale skąd wiadomo, że to są współwłaściciele- upiera się betonowo przy swojej racji- Radziłam pani zrobić postępowanie spadkowe, bo ja zrobiłam i radziłam pani- ciągnie niewzruszona- Dlaczego pani nie zrobiła, mówię pani ja zrobiłam?- czepia się uparcie.  Faktycznie, trzy lata temu radziła, ale kiedy zapytałam, czy to jest wymóg, powiedziała, że nie, ale ona zrobiła i radzi mi też. Dobra, tylko dlaczego mam robić coś, co nie jest potrzebne na już, bo urzędas zrobiła i radziła mi? Rady są po to, żeby skorzystać lub nie. A jak rada dodatkowo sporo kosztuje i gonienia po urzędach, i finansowo, to jeżeli nie ma wymogu, to nie robię. Ale urzędas zrobiła i według niej wszyscy też muszą. „Ja zrobiłam… i ja zrobiłam…”  kompetencyjne argumenty urzędasa.
- No i co z tego?- pytam wściekła- Że pani radziła? Pani myśli, że ja mam czas gonić po urzędach i dodatkowo płacić, za coś, co nie musi być.
- Ale powinno być- mówi z wyższością- Bo ja byłam na szkoleniu w Warszawie.
Jasne, nagle dociera do mnie, że urzędas była na szkoleniu AŻ w Warszawie i teraz nie ma zmiłuj. Będzie jeszcze więcej biurokracji, bo ona była na szkoleniu w Warszawie. Baba może pierwszy raz zaliczyła tak wielkie miasto i teraz musi okazać ważność.
- Zaraz, zaraz… Powinno być czy musi?!!- Jaskół, którego musiałam powstrzymywać, bo gotów był babie kulnąć, odzywa się nagle i bardzo głośno- Bo jest różnica między musi a powinno, prawda?!
- Powinno- urzędas nareszcie wykazuje zmieszanie- Bo ja byłam na szkoleniu w Warszawie.
Matko jedyna, była i co z tego, kiedy nie ciągnie tego wątku dalej i nie mówi, co na tym szkoleniu było takiego ważnego. Chyba pamięć ją zawiodła, albo było tyle treści, że bez ściągi ani rusz. Już nie wspominam o marniutkim poziomie intelektualnym babiszona, co podczas kolejnych wizji się potwierdzało.
- Proszę Pani! Czy pani może mi odpowiedzieć…powinno, czy musi ??!!. Chyba pytam jasno?!- Jaskóła też puściły nerwy. Cyrk na kółkach. Awantura się rozkręca.
- Powinno, ja radziłam zrobić postępowanie spadkowe, bo ja zrobiłam…- urzędas zaczyna tracić pewność siebie.
- Powinno, a nie musi. Ma tu pani podpisy współwłaścicieli i to powinno wystarczyć. Prawda?!- Jaskół robi krok w stronę urzędasa, a ja za wszelką cenę staram się jednak tonować. Jessssuuuu!!!!! Zaraz jej przyłoży, tak jest wściekły. Urzędas niewzruszona przewraca kartki i patrząc na wyciąg z Ksiąg Wieczystych, który jest jednocześnie aktem własności mojego zmarłego męża i mnie, pyta stukając w kartkę: „A (tu pada nazwisko mojego zmarłego męża) to kto jest?” Teraz ja nie wytrzymałam. Bezczelna baba wie, kto to jest. Przy poprzednich wizjach bez przerwy operowała tym dokumentem.
- Nie wie pani?! To był mój mąż!!! Nie żyje!!! I nie będę dalej na ten temat rozmawiać- wrzasnęłam z furią. Naprawdę miałam ochotę trzepnąć ją w ten bezmyślny łeb. Wie jaka sytuacja jest w naszej rodzinie, wie , że byłam wdową, wie, że mam dwoje dzieci i wie, że są współwłaścicielami. Noż kurcze….!!! Staram się jednak opanować. Widzę, że nie ma sensu ciągnąć tego wątku i coś trzeba postanowić. Zimno mi, jestem wściekła, Żal mi Jaskóła, który aż cały chodzi ze złości.
- A proszę mi powiedzieć, dlaczego, jeżeli jest taki wymóg, nie ma tego zaznaczonego na wniosku, na dole, tam, gdzie są wyszczególnione potrzebne załączniki, dołączyłabym ten dokument i już?- teraz ja stukam palcem w kartkę z wnioskiem, w miejscu, gdzie są wyszczególnione potrzebne załączniki i słowo honoru- w tych nerwach jeszcze takie piękne, pełne pytanie mi wyszło J. Urzędas patrzy w punkt, w który stukam palcem… patrzy z natężeniem i wręcz słyszę, jak jej te zardzewiałe tryby w łepetynie próbują ruszyć. Patrzy i milczy.
- Tu- stukam palcem jeszcze raz w kartkę- Tu powinno być zaznaczone, że wymagacie wyroku z postępowania spadkowego. Nie ma? Nie ma.- teraz ja mogłabym powiedzieć z tryumfem, ale jestem zmęczona i nie bawią mnie te przepychanki. Babiszon milczy zdezorientowany. Widać, że się deczko pogubiła.
-Ale ja byłam na szkoleniu w Warszawie… burmistrz tego pani nie podpisze- rzuca zdecydowanie. Na szczęście Jaskół poszedł znowu do monterów, bo teraz nie powstrzymałabym go i mielibyśmy pasztet w postaci pobicia urzędnika w trakcie wykonywania czynności urzędowych przez tegoż. Matko!
- Ale dlaczego?! Na wniosku są podpisy współwłaścicieli, jest mapka, jest dokument własności. Co trzeba jeszcze??? – trochę wyhamowałam i jeszcze raz, już spokojnie, próbuję się przebić i w końcu dowiedzieć, o co właściwie chodzi, bo według mnie, potrzebne dokumenty są i nie ma podstaw, żeby nie dawać zezwolenia.
- Bo skąd ma wiedzieć, że to są spadkobiercy- rzuca tryumfalnie. W tym momencie pojawia się  Jaskół, trochę uspokojony. I rzuca opanowanym już głosem: „Są podpisy spadkobierców na wniosku- to jest jak oświadczenie. Oświadczenia przyjmuje się, według nowej ustawy, bez dodatkowych warunków, prawda?” Urzędas patrzy na niego i kombinuje- Ale nie ma postępowania spadkowego- nadal się upiera. W Jaskóła piorun strzelił: „Czy pani rozumie, co do pani mówię?! To jest jak oświadczenie i powinno wystarczyć. Zresztą, jak będzie trzeba dołączymy odpowiednie oświadczenia!” Nie dociera…Zalega cisza. Powstrzymuję za rękę Jaskóła, bo może być źle. Kochany człowiek, ale bardzo impulsywny i takie sytuacje działają na niego jak zapalnik w granacie. Po babiszonie spływają nasze słowa jak woda po kaczce.
- A gdzie jest to drugie drzewo?- pyta i macha aparatem fotograficznym, uznając chyba, że wymogła na nas dołączenie wyroku z postępowania. Jaskół kieruje ją w stronę wierzby. Ja zostaje na parkingu. Czekam.
c.d.n.




22 komentarze:

  1. Co to w ogóle znaczy, że jakiś dokument powinien być? Dokument jest wymagany prawem i musi być, albo nie jest i nie musi. Nie ma stanu pośredniego. Urzędnik powinien przywołać konkretny przepis prawa, który jest obowiązujący w określonej sprawie. Kwestię interpretacji można rozstrzygnąć w instancji nadrzędnej, albo w sądzie administracyjnym.
    Powinien, to być fajny weekend a nie dokument wymagany prawem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zgadzamy się w tym samym punkcie. Ale takich perełek jest więcej. Po następnej części pozwolę sobie trochę omówić sytuację :)

      Usuń
  2. No i fajnie.Moi znajomi, ilekroć mają jakąś "wizję lokalną" zaczynają sprawę od zaproszenia wizytatora do mieszkania na kawę ewentualnie coś chłodnego, gdy upał. Jeszcze się nie zdarzyło, by ktokolwiek odmówił. No a jak się razem wypije kawę, herbatę lub soczek z lodem, to od razu rozmowa w trakcie wizji zupełnie inaczej przebiega. Tym sposobem wydębili zgodę nie tylko na wycięcie drzewa u nich na posesji (właziło na dach) ale i drzewo u sąsiada za płotem, bo gałęzie z tamtego spadały na ich mini szklarenkę foliową.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tak robimy, jeżeli widzimy, że odniesie pozytywny skutek. Zresztą, ja kawą, herbatą częstuję monterów, panów, którzy zrzucają opał, panów, którzy tną gałęzie itd. W przypadku urzędasa ten numer nie przeszedłby.I nie dlatego, że jej żałuję, tylko, że ona przy poprzedniej wizji nawet na krzesełku nie chciała na chwilę usiąść, kiedy jej Jaskół proponował. Wyniosła jest, ważna w poczuciu misji. Znasz takie określenie- jak maggi w mlecznej zupie.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mamy obmyśloną strategię. I nawet jak postawi na swoim, to będzie musiała trochę głową popracować :)I wszytko to w ramach praw obywatela i obowiązku urzędu, bo pani trochę spraw puściła na luz.

      Usuń
  4. Powiem jedno - Sołtys by nie zdzierżył!!
    No debilka po prostu...uffff - nie powinnam czytać przed spaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano- lepiej weź coś lekkiego i przyjemnego do czytania przed snem :)Nam też brakuje tu burmistrza, który potrząsnąłby takimi urzędniczkami. Niestety, pani burmistrz chyba jest z tej samej nacji.

      Usuń
  5. piękne jesienne zdjęcia.
    Rzeczywiście od niedawna jest tak, że o zmianach numeru księgi wieczystej nie jesteś informowana oddzielnym pismem, natomiast nadal jesteś informowana o tym co dzieje się na sąsiadujących działkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pewnie masz rację. W przyszłym tygodniu jadę załatwiać te wszystkie dokumenty, to sprawdzę :)

      Usuń
  6. Urzędy... państwo w państwie. Wszystko zalezy od tego jak dany urzędnik interpretuje przepisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego będziemy jeszcze drążyć urząd, żeby podał przepisy.

      Usuń
  7. Jaskółeczko, coś mi mówi,że będziesz miała "zabawę", od której robi się raczej refleksyjnie.Trzeba ją tylko wytrzymać, bo można solidnie oberwać ,jako i ja oberwałam.Z głupoty rzecz jasna, bo takimi sprawami wcale nie warto się przejmować.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbujemy podejść już na luzie, ale czeka mnie załatwienie różnych spraw i czas nam ucieka.

      Usuń
  8. Kurza kostka! Takich perypetii to ja nie miałam. Chyba poczekam aż mi te drzewka uschną do końca, bo przeraziłaś mnie na amen. Mam alergię na takich urzędników. Już się boję wystąpić do gminy o pozwolenie.Serdeczności i pozdrowienia dla Jaskóła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to lepsza gmina? W naszym powiecie są też fajni burmistrzowie. Może Twoi urzędnicy są bardziej kompetentni?
      Dziękuję za pozdrowienie- przekażę:))

      Usuń
  9. Zgryźliwe kobitki są...piękne.Witaj.Kuba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Po raz drugi, bo nie po kolei odpowiadam na komentarze. Zaczęłam od dołu. Hmmmm.... czyżbyś łączył zgryźliwość z pięknem???? No nie powiem- ciekawe zestawienie:)))Mnie bardziej kojarzy się z inteligencją:)))No, ale....

      Usuń
  10. Jaskółeczko sprawdź w spamie czy nie masz tam mojego komentarza.Napisałam dwa razy a tu nic.Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu- nie spam tylko zapalenie oskrzeli. To powód braku komentarza.

      Usuń
  11. Jaskółko.Siedzi taka kobita,mało wie,zarabia też mało,to musi sobie ten ból istnienia czymś wykompensować.A jak od wieków wiadomo-im mniej ktoś znaczy tym bardziej się sadzi.I jeszcze ten ogólny bałagan...:-)))KUBA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kubo:)Mało to ona nie zarabia, ale to znaczenie... ZNACZENIE:) Tu pies pogrzebany :)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.