wtorek, 6 listopada 2012

Trochę melancholijnie


Mnożą się zaległości w pisaniu. Myśli po głowie chodzą. Temat za tematem atakuje, a potem… puff i już się nie chce go poruszać. Bo i po co?  Myślę: „Nie warto, miałkie to jakieś. Pewnie na blogach zaroi się od tego. Kolejne bicie piany, odpuszczam”. I tak post odpływa, a potem znowu coś się zjawia, co koniecznie chcę opisać…myśli uciekają. Znowu się rozmyło.
 Pochwalę się, bo to mnie cieszy. Odesłałam autokorektę dwóch rozdziałów, które są zamieszczone w książce, wydawanej przez UAM w Poznaniu. Jak dobrze pójdzie, książka ukaże się na początku przyszłego roku. No i dostałam „zamówienie” na rozdział do następnego tomu serii, traktującej o filozofach- pedagogach. Teraz piszę o Erazmie z Rotterdamu, a następny filozof będzie z Oświecenia. Jeszcze sobie nie wybrałam osoby, o której napiszę. Cieszę się, bo trochę mnie zdołowało to wyautowanie z życia uczelnianego. Z drugiej strony, zrobiło mi się niesamowicie dobrze. Nie muszę się wcześnie zrywać, lecieć na przystanek i marznąć czekając na autobus, być „na godzinę”, nie muszę wykonywać bzdurnych poleceń, dostosowywać się, wysłuchiwać, zarywać soboty i niedziele itd. Sama sobie „sterem, żeglarzem, okrętem”. Chcę, to robię, nie chcę, to nie. A równocześnie ciężko haruję na swoim. Jednak to jest „moje” i to lubię. Bardzo mi się teraz takie życie podoba.  Moje naukowe piszę w swoim tempie, a nie na czas, bo już, bo wydawnictwo, bo inni, bo redakcja. A figa. A tak naprawdę, to na uczelni nie ma teraz szans cokolwiek wydać bez układów. Szpalty są zarezerwowane dla ”swoich”. Nigdy nie byłam ”swoją”. No to ja sobie teraz napiszę i potem spróbuję w drukarni, własnym sumptem, wydać. Już się pytałam. Na początek wcale to nie są takie duże koszty, jeśli nakład wynosi około 50/100 egzemplarzy. Pod warunkiem, że będzie to wersja minimalistyczna- bez kolorów i udziwnień.
Ruda zginęła L. We Wszystkich Świętych młoda znalazła ją niedaleko naszej bramy, na poboczu, z zakrwawionym noskiem. Nie żyła. Pewnie zrobiła skok i uderzyła łebkiem w koło samochodu. Jeszcze jest mi strasznie ciężko. No co?! Że to tylko wiewiórka? Może „tylko” ale nie dla mnie, nie dla nas, bo i Jaskóła też bardzo ruszyło. To była nasza Bazylka. I tak, jak bardzo przeżyliśmy odejście Zuzki, tak bardzo przeżyliśmy jej odejście. Boimy się, że na wiosnę Kminek poszuka sobie partnerki poza ogrodem i wyniesie się stąd. Byłoby smutno.
Trochę jesieni







9 komentarzy:

  1. Smutno mi z powodu Rudej.Jak człowiek żyje tak blisko natury to taka strata boli. Dobrze Was rozumiem Jaskółeczko.Chwal się,chwal, bo masz czym. Niestety, takie nam nastały czasy, że bez znajomości człowiek odbija się od ściany. Myślę, że sobie poradzisz. Najważniejsze, że jesteś zadowolona ze swojego życia i masz swoje pasje. Serdeczności dla Ciebie i Jaskóła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutno, ale widziałam dzisiaj Kminka :)Czasem jestem jak dziecko i relacje ludzkie przenoszę na zwierzęta i wydaje mi się, że one też cierpią po stracie. Z drugiej strony różne badania dowodzą, że wcale wśród nich nie jest to takie proste, jak wielu sadzi. Wiele zwierząt posiada coś na kształt uczuć wyższych. Łabędzie, słonie... pozostają po stracie samotnikami i tęsknią za partnerami.
      Na uczelniach, zwłaszcza niepaństwowych, trwa redukcja etatów. Nie ma naborów. Jest niż i młodzi zorientowali się, że lepiej mieć dyplom solidnej państwowej uczelni. Skutkuje to tym, że (i na państwowych, i na niepublicznych)stara kadra trzyma się kurczowo razem, tworzą się kliki, sojusze. Ja miałam 6 lat przerwy w pracy na uczelniach i te 6 lat zaważyło.Stałam się obcą. Zresztą, unikałam przynależności do koterii zawsze. Nie potrafię spiskować. poprzedni dziekan próbował mnie ustawić przeciwko niektórym ludziom- nie udało mu się. Weszliśmy w stan wojny. Jego wrogowie wylecieli pierwsi, potem mnie nie przedłużono umowy. Miał silne poparcie pani kanclerz- równie bezwzględnej karierowiczki, jak on.
      Ale ja już to przegryzłam i przestałam się tym martwić. Teraz weszłam w następny etap życia- dużo spokojniejszy.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. :( Jaskół pochował ją pod brzozą.

      Usuń
  3. u Klarki czarny kotek, u Ciebie Ruda...;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przeczytać u Klarki. Przykre, że milusińscy odchodzą. Ja wiem, taka kolej życia, ale żal ogromny :(

      Usuń
  4. Jaskółko, a może Wiewiór poderwie następną samiczkę na fajny ogród, w którym jest dużo orzechów? Szkoda zwierzątka, oj szkoda, rozumiem Wasz żal.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to jest u wiewiórek. Namnożyło się ich trochę, ale to rodzina :)Na razie widujemy Kminka, jak biega po ogrodzie i po tarasie :)

      Usuń
  5. Ach, tu smutek, tam uciecha i tak się to wszystko nam miesza, bełta, przeplata...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.