środa, 16 stycznia 2013

No dobra... nie są tacy paskudni :)


Tak się zwiozłam po naszych klientach, że potem głupio mi się zrobiło. Czasem wkurzy jeden, a na innych się skrupi, ale, że pozwalają sobie na różne numery, to fakt. Tak naprawdę niewielu jest takich paskudów. Większość naszych stałych klientów to fajni ludzie. Wpadają, pogadają, kupią, co trzeba, czasem doradzą jaki towar idzie, jak się co robi, żebyśmy potem innym klientom mogli wytłumaczyć. Są i tacy, co posiedzą i pogadają nawet  pół godziny. A sporo ich jest. Poznoszą najświeższe informacje, ploteczki, pozłoszczą się z nami na wredne przepisy, czasy, poopowiadają kawały a potem lecą do swojej roboty. Zdarza się, że przyniosą swoje wyroby do spróbowania. Mniam, naprawdę przedobre. Jaskół ma prawdziwy talent do handlu i kontaktów z klientem. Ja jestem jednak bardziej zamknięta, chociaż też lubię pogadać, pożartować. Jeszcze nie bardzo czuję tę branżę. Ciągle jest sporo dla mnie rzeczy nieznanych oraz trudnych do ogarnięcia. I tu właśnie stali nasi klienci bardzo pomagają fachowymi poradami.
Połowa stycznia- czas planować rok. Na wiosnę Jaskół leci na Enfieldzie na pierwsze spotkanie z paczką znajomych motocyklistów gdzieś w Góry Świętokrzyskie. To stały wiosenny punkt. Powinniśmy pojechać do Częstochowy na otwarcie sezonu, ale jakoś tak nie bardzo mnie ciągnie, bo jeszcze jest zimno (kwiecień), a na motocyklu wtedy chłodniej podwójnie. Odpuszczamy. Odpuszczamy też klasowe ognisko w naszym ogrodzie. Zrobiliśmy ich  w ostatnich latach pięć (rok po roku) i teraz kolej na kogoś innego. W czerwcu organizujemy coroczny meeting Royal Enfielda na Ziemi Cieszyńskiej. Ty razem padło na górę Chełm i wycieczkę do Trójstyku. Następnie Kraków z klimatycznym, żydowskim festiwalem. Trzeba odwiedzić znajomą knajpkę „Ulica krokodyli’ i porozglądać się, kto ze znajomych przyjdzie posłuchać dobrej muzyki, tudzież napić się piwa. A potem… jest zaproszenie do Kętrzyna na żagle, jest meeting Royal Enfielda na Roztoczu… już mi tęskno do ciepełka i do przejażdżek z pyszczyskiem nastawionym do słoneczka J
Nasi gości. Wszystkie zdjęcia zrobione są przez szybę. Jakość – niestety- gorsza.
 Kura bażanta. Od paru lat mieszkają w ogrodzie. Są prawie oswojone. Nawet psami od siostry się nie bardzo przejmują.
Uciekają wprawdzie przed psiakami w dalsze części ogrodu, ale bez zbytniego popłochu.
 A kogut pod krzakiem cisa zażerał się kukurydzą.


 Dziobał słoninę z taką zawziętością, jakby wybierał pędraki spod twardej kory. Dzięcioł duży z czerwonymi portasami :)
 Nie miałam pojęcia, że dodatkowo dokarmiamy dzięcioła:)

A ten rozbójnik cały czas siedział sobie cichutko na świerku i obserwował bażanty. Krogulec- cały czas się kręci w pobliżu. Od czasu do czasu znajdujemy w ogrodzie stosiki piór gołębich. Chyba to jego sprawka.

38 komentarzy:

  1. O tej porze bażanty "migrują" tak więc lubią posilić się gdzie popadnie, zwłaszcza, że zazwyczaj na jesień wypuszczane są z hodowli nowe sztuki ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj:)Hmmmm. te bażanty mieszkają w naszym ogrodzie cały rok. Są na wpół oswojone:) Chyba:) Gniazdo było zaraz za płotem, na polu sąsiada.

      Usuń
  2. Ledwo dojrzałam tego krogulca...i musiałam o nim troszkę poczytać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite, że on tam spokojnie siedział i czatował. Pewnie na wróble, bo je lubi bardzo. Dołem ganiały psy no i świerk stoi 5 metrów od tarasu. Czyżby to też już był domownik?

      Usuń
  3. Nooo, widze, ze rok zapowiada sie zajmujaco. Ja boje sie motocykli, zarowno jako wspoluzytkownikow ruchu drogowego, jak i jezdzenia na nich. Przy swojej niewielkiej wadze i calej masie koni w silniku, maja ogromne mozliwosci, a same sa takie niestabilne. Boje sie i juz!
    Zazdroszcze Ci widokow z okna, u mnie tylko zwykle miejskie ptaki, nic oryginalnego. Sama chetnie popstrykalabym jakies bazanty, czy inne krogulce. A dzieciola ustrzelic, to rzadkosc, sa niezwykle plochliwe i trudno je zobaczyc. Gratuluje zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdziałam, że zapisałaś się na subskrypcję, ale aby ją aktywować musisz kliknąć w podany w emailu zwrotnym do Ciebie link aktywacyjny.

      Usuń
    2. Jezu, ja to chyba skasowalam! I co teraz?
      Nie mozesz zrobic po polsku albo po niemiecku? Nie kumam po angielsku tego fachowego belkotu.

      Usuń
    3. Pantera, nie ma opcji po polsku. Wpisz raz jeszcze w okno na blogu u mnie swój adres email i jak przyjdzie na Twój email wiadomość zwrotna od feedburner to kliknij w link aktywacyjny. To procedura obowiązujaca w sieci po to by ktoś bez Twojej zgody/wiedzy nie używała Twojego emaila.

      Usuń
    4. Dzisiaj, przed chwilą to zrobiłam, ale mnie w ogóle coś komputer bzikuje. Wyczyściłam już wszystkie ciasteczka i podręczną pamięć i... nawet moich komentarzy na moich blogach nie chce wpuszczać. Łaskawca, od czasu do czasu coś tam puści :)Czytałam w pomocy- dużo ludzi ma taki sam problem. Może to wina portalu, bo przeglądarkę mam OK.

      Usuń
    5. Pantero- też nie przepadam za szaleńcami na koniach mechanicznych. Nasz motocykla ma nieduże osiągi, a z bagażem i z nami w siodłach to na maksa 90-tką jeździmy. Zresztą inne chłopaki na Enfieldach też nie szaleją. To taki klasyk do podziwiania okolicy w trakcie jazdy:)
      Miejskie ptaki tez są bardzo interesujące. Kiedyś w Katowicach miałam trochę czasu i obserwowałam gołębie. Bardzo zmyślne ptaszory, bardzo:). A wróble? Łobuziaki? Najpierw przylatuje jeden zwiadowca, potem niemal słyszysz gwizd na palcach i już cała banda siedzi przy żarełku.
      Zdjęcia robiliśmy razem z Jaskółem. On upolował krogulca, ja tego kolorowego koguta. Dzięcioł jest i mój, i jego :)

      Usuń
    6. tak, Jaskółko, Twoja subskrypcja jest już aktywna:)
      Dałam możliwość subskrybowania bloga na email, ale sama preferuję subskrypcję do czytnik rss, bo jest o wiele wygodniejsza/czytelniejszy:)

      Usuń
  4. mnie w tym roku nie odwiedzają bażanty i to mnie bardzo smuci, bo w poprzednich latach wciąż spacerowały po ogrodzie:( Musiało się coś stać. MOże lisy, których jest u nas pod dostatkiem.
    I ja notorycznie przez szybę robię:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie- piękne zdjęcia zamieściłaś. Po tarasie chodził, prawda? Może lisy, a może ludzie. łatwa zdobycz taki bażant, bo szybko się do ludzi przyzwyczaja. Szkoda:(

      Usuń
    2. po tarasie też:) Teraz nawet nie słyszę ich mowy, więc chyba żadnego nie ma w poblizu mnie:(

      Usuń
    3. Szkoda. Słuchaj, ja wszystko zrobiłam co trzeba i nadal nie potrafię komentować u Ciebie:(

      Usuń
  5. I u mnie pokazują się bażanty. Chodzą po polach ale nie wiem gdzie mają swoje gniazda.Nikt ich nie płoszy a na szczekanie Lejki nawet nie reagują. Piękne zdjęcia Jaskółko. Nareszcie mam nowe okularki i oby się sprawdziły.Rok Wam się zapowiada ciekawie.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że już możesz czytać i pisać bez zagrożenia dla wzroku:)jak znam życie, to po drodze zwali się nam jeszcze kupa gości. Lato zawsze jest tak zapchane wypadami i spotkaniami, mimo, iż cały czas pracujemy:)

      Usuń
  6. Ojejku! Jakie macie fajne plany z Jaskółem na ten rok. Zwłaszcza tego Krakowa Wam zazdroszczę, bo już wieki tam nie byłam. A o zobaczeniu na zywo festiwalu piosenki zydowskiej marzyłam od dawna. Tak się tu na tej wsi zakopalismy, ze nawet wyskoczenie do najbliższego dużego miasta odległego o niecałe 40 km wydaje sie czasem dużym problemem. Takie wyprawy zabierają strasznie duzo czasu, a tu tymczasem kury, koty, pies...Dzisiaj pojechaliśmy zaledwie do najbliższego miasteczka i wrócilismy wykończeni fizycznie - okazało się, że jeszcze za wcześnie na takie wyjazdy po grypie.
    A propos bażantów, to i u mnie po wsi sobie takie pieknoty spacerują.Nie wiesz moze, czy one są pod ochroną? Bo duzo się w okolicach myśliwych, niestety, kręci...
    Pozdrowienia ciepłe zasyłam wieczorem!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bażanty nie są chronione i właśnie na nie teraz się poluje. Beznadzieja, bo mięso bażanta jest suche i takie papierowe w smaku. Przynajmniej mnie nigdy nie smakowało. A jak jest pośrutowane, to niewiele z bażanta do zjedzenia zostaje. Ogólnie- nieciekawe to jest. Ja też wolę, żeby myśliwi trzymali się od nich z daleka, ale jakoś trzeba utrzymać populację w ryzach, to i strzelają:(
      Wyprawy do miasta w ogóle mnie nie bawią i też wracam zmęczona. Meczą mnie duże ilości ludzi, gwar, samochody.
      Do Krakowa jeździmy od trzech lat i za każdym razem jest inna i bardzo ciekawa muzyka- nie tylko żydowska.
      Spróbujcie, może wykroicie jeden dzień na koncert finałowy. A teraz to chyba wolniutko, bo po grypie to organizmy jeszcze są osłabione i mogą coś paskudnego znowu złapać.

      Usuń
    2. bażant to się nie nadaje do jedzenia... dla mnie to takie szpanerskie żarcie jest... suche to jeszcze bardziej, niż perliczka... ja rozumiem, czasem trzeba i miśka ustrzelić dla równowagi środowiska /łap miśkowych nie jadłem, ponoć jest to przysmak/... ale generalnie jestem pro-eko...
      pozdrawiać :))...

      Usuń
    3. Miśka... też mi.. łapy precz od łap miśka :( A szpanersko( ponoć) jadałam kiedyś tam w prehistorii, ale ja wtedy nie wiedziałam, że szpanersko :) Kurcze, jakieś tyły mam w wiedzy na temat żarcia :)

      Usuń
  7. Życzę by wszystkie wyjazdowe plany doszły do skutku:)) Ja w tym roku już nie mam możliwości "łowienia" ptaków w obiektyw (ech życie... ) ale mam dużo z lat ubiegłych. W moim byłym ogrodzie, ptaków było mnóstwo. Najbardziej kochałam wilgi za ich niesamowity kolor i cudne pogwizdywanie. Niestety trudno, je było "upolować", bardzo płochliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zamieszczaj zdjęcia. Miło będzie razem sobie pooglądać. Wilgi? Nie wiem, może i u nas są?

      Usuń
    2. Dobrze muszę się tylko zmobilizować, na razie całą energię, pochłaniają mi różne urzędy.

      Usuń
  8. Ach, tego dzięcioła to Ci zazdroszczę. U mnie tylko wróbelki i sikorki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sikorki owszem... mają u mnie michę... ale wróbla to ja już u siebie dawno nie widziałem... są sroki i wrony /krukowate rulez/... i jeszcze napadowo wbijają się szpaki, drozdy i kwiczoły... opędzlują niedozbieraną aronię i znikają...
      pozdrawiać :))...

      Usuń
    2. Podobno wróble to zanikający gatunek. A tyle ich kiedyś było wszędzie. Dlatego ja ich nie gonię i dokarmiam, chociaż czynią taki harmider, że czasem mam dosyć.Kwiczoła chciałabym u nas zobaczyć. Dookoła jabłoniowe sady, to powinny być.One ponoć lubią bardzo jabłka :))))). Dzięciołów jest więcej i to różne gatunki.

      Usuń
  9. krogul /albo jakiś inny drapol/ urzęduje u mnie w Lesie Kabackim /Wawa Ursynów/... nie zawsze jest moment, by go namierzyć i wyłapać fotę... wiesz, jak jest... ale za to odwiedziły mnie jemiołuszki... trzeci rok z rzędu... tylko akurat fona nie wziąłem ze sobą... pech...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... teraz zawsze przy sobie noś tego fona.Jakoś tak zaniedbujesz się w temacie fona? Jemiołuszki, rany, jak chciałabym zrobić fotkę jemiołuszce:)

      Usuń
  10. Widzę że i u Ciebie dzięcioł na słonince.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli u Ciebie również? Kapitalny widok, kiedy tłucze w miękką słoninę jak w korę.

      Usuń
  11. HohoHo ,Jaskółeczko,jakie Ty masz piękne plany ma ten rok.Życzę spełnienia.
    U mnie tez ptaszków moc za oknem i czasem obserwuję,jak sobie fruwają z gałązki na gałąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. Plany powinny się zrealizować, mam nadzieję, bezawaryjnie:)Ptaki to wdzięczny obiekt do obserwacji:) Zawsze coś tam kombinują:)

      Usuń
  12. Dzieciol piekny a o pozostalych ptakach nie wspomne!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny, ale mnie cały czas intryguje ten krogulec. Tak blisko domu, niesamowite:)

      Usuń
  13. Dzięcioła miałam w ogrodzie tylko jeden raz. Był to najmniejszy z polskich dzięciołów, chyba rzadki. Sroki robią "porządki" z czym się da. Nie lubię ich za to, a one polubiły mój ogród. Niestety.
    Dziś obserwowałam paszkota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też sroki "grzechotały" latem, a teraz ich nie słyszałam. Za to sójki mieszkają w pobliskim lasku i tez bywają w ogrodzie. Największym wrogiem ptaków, niestety, są koty. nas tu tez odwiedza taki jeden, śliczny, ale jest przeganiany na swoje terytorium. Nawet specjalnie się nie obraża, a my niespecjalnie surowo go traktujemy. Wystarczy krzyknąć sio i wieje na swoje.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.