czwartek, 21 lutego 2013

Chyba źle wychowałam dzieci :(


Zastanawiam się, czy można dzikie ptaki przekarmić. No może nie w pełni dzikie, ale na pewno nie domowe. Nasze kosy są wielkie i puchate. Jaskół śmieje się, że w sam raz dobre na grilla, takie tłuściutkie. Powietrze zmienia się. Coś jest w nim takiego lekkiego, jeszcze ledwo uchwytnego, ale ja już czuję. Niby mrozik, ale … nie potrafię tego wyrazić. I światło się zmienia, zdecydowanie jest już inne niż zimowe. Rano słychać „dzwonienie” sikor. Zaczynają gruchać sierpówki. Niebo też już ma inny kolor, taki bardziej błękitny. Końcówka lutego to przedwiośnie. Wychodzę na spacer do ogrodu i jak pies gończy węszę, szukam oznak odchodzącej zimy. Na razie brodzę po kostki w puchatym śniegu. Baźki na leszczynie jeszcze mocno zbite, ale kora na gałązkach brzóz przybiera lekko różowy kolor. Patrzę w stronę Czantorii- dzisiaj przysłonięta, zamglona, nieobecna.
W polityce ruch. Premier zamarkował zmiany w rządzie. Znowu nas wykiwał. Dr hab. P. Żuk oskarżony o molestowanie studentek i upłynnianie swoich książek w ramach zaliczenia dla studentów. Trudno uwierzyć, że to tak się działo w jakim określonym czasie i żadna biedula nie zgłosiła tego i nie było nawet, poza skłonnościami do prześmiewczych komentarzy samego oskarżonego na temat urody studentek przy zaliczeniach, żadnych sygnałów do władz. Nie rozumiem. To co sobie te studentki myślały, jak on je szantażował przy zaliczeniach i domagał się seksu? Dam i zaliczę? A gdzie honor, poczucie godności? To zaliczenie od tego ważniejsze? U wszystkich? Co to za kobiety? Milczały? W imię czego? Co miały do stracenia? Trudno uwierzyć w jego winę, jeszcze trudniej będzie, kiedy okaże się to prawdą. Być może to, jak twierdzi jego matka, sprawa polityczna. Konkurencja postarała się, aby go odpowiednio wrobić. W każdym razie sprawa mocno cuchnąca.
Afera z Katedrą w Oliwie i  Stellą Maris. I odejście papieża oraz spekulacje z tym związane. Już widzę jak biedni katolicy podnoszą rwetes, że atakuje się ich Kościół. Zapomnieli, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi… hmmmmm…. PrawdziwaJ
A u nas taki sobie normalny spokój. Codzienny. W marę poukładane, w miarę stabilnie. Tylko Młoda znowu sfrustrowana, bo odbyła kolejną rozmowę w sprawie pracy. Kiedy powiedziała pani, że oczekuje 13 złotych za godzinę na rękę usłyszała, że pani może jej wynegocjować u prezesów 12 złotych brutto. No szlag by trafił. W poprzedniej pracy miała 10 złotych brutto, czyli zaiwaniała  za 7,50 na godzinę. Niech ktoś spróbuje całą godzinę porządnie masować i dostanie za to 7. 50. Masaż w ofercie kosztuje 90- 130 złotych. A ona za 7.50. Reszta dla szanownych prezesów. Niewolnictwo i wyzysk. Bez premii, bez gratyfikacji. Nic, zero. NUL dodatków. Za to dniówka 10 lub 12 godzin i na każde wezwanie. Zaraz się wścieknęL. Teraz pani łaskawie może negocjować. Kurcze, czyli teraz dostałaby 9 złotych na rękę. Moja córka jest przyzwyczajona do ciężkiej pracy. Nie marudzi, nie grymasi, jest spolegliwa i chętna do współpracy. W poprzedniej pracy wiele razy jechała dodatkowo, bo nieoczekiwanie była potrzebna ( ktoś nie przyszedł). Tym razem ja postawiłam veto. A Jaskół mnie poparł. Nie wolno tak wyzyskiwać innych. Ona nie jest nowicjuszką. Powinna zacząć się cenić. No, niestety, ma coś ze mnie. Ja też, kiedy ktoś chciał, żebym coś zrobiła, leciałam na każde wezwanie, myśląc, że to jest konieczne i tak trzeba. A potem okazywało się często, że zostałam po prostu wykorzystana i zrobiona w konia. Sprawca odwracał się, a ja zostawałam z niesmakiem i uczuciem wykorzystanie  oraz z przekonaniem, iż mojego gestu nie doceniono.
Czasem żałuję, że nie potrafiłam dzieciom dać innych wzorów zachowań. Powinnam je wychować na drapieżników. Może łatwiej byłoby im poruszać się we współczesnych realiach, gdzie trzeba mieć zęby i pazury oraz szerokie plecy,  a także ostre łokcie i jęzor. Ponadto być asertywnym i bez skrupułów. Coś w tym temacie zawaliłamL





19 komentarzy:

  1. Nie jestes osamotniona w niepraktycznym wychowywaniu dzieci. Ja sama tak zostalam wychowana i przekazalam to moim dzieciom. Cwaniaki i tupeciarze maja sie nienajgorzej, a ci, ktorzy nauczeni sa zyc uczciwie, beda zawsze wykorzystywani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że więcej nas takich. Staraliśmy się wychować dzieci na dobrych, zaradnych, pracowitych i przyzwoitych ludzi, a one teraz za te zalety zbierają cięgi.I nawet, kiedy przełamią się i zagrają tupetem, sumienie będzie je gryźć.

      Usuń
  2. Dobry wieczór Jaskółko!Ten rózowy śnieg na jednej z twoich fotografii wyglada rewelacyjnie. Chciałam cos takiego sfotografować w zeszłym tygodniu i mi nie wyszło.
    Ty w górach i ja w górach, ale wszędzie troche inaczej. U mnie śnieg zbity. Dobry do lepienia bałwana. A pod spodem gruba warstwa lodu. I zimnica na dworze.
    Zima trzyma a pączki na drzewach wprost puchną od chęci rozwinięcia się. Żeby tylko biedaczki za wczesnie się nie "rozpuchły", bo potem je zmrozi i listeczki padną.
    Wydaje mi sie, że Twoje pytanie o jakosć wychowania Twoich dzieci przez Ciebie jest zupełnie retoryczne. Z tego, co piszesz, to wychowałaś je na uczciwych, pracowitych i wrazliwych ludzi. To czasy są nieuczciwe, oparte na kumoterstwie, pogardzie dla drugiego człowieka i jego pracy. W tych czasach trudno zyć za byle grosze i nie dać sie zeszmacić. Ale mysle, ze lepiej suchą piętkę chleba jeść lecz miec czyste sumienie niż pumpernikiel z kawiorem i nie spać po nocach z lęku przed wykryciem takich czy innych machlojek.
    Serdeczności zasyłam!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci były świadkami, kiedy dumna łeb podnosiłam nie bacząc, że stracę pracę. Zły przykład dawałam. Nie na te czasy honornym być. Ale one dobrze wiedzą, jakie wartości są najważniejsze:)łatwiej byłoby im, gdyby inne wzory miały i ta świadomość jakoś mnie czasem trapi. Dobrze, że tylko czasem, bo generalnie nie żałuję. Trudno jest wychować prawego człowieka, a mnie się udało. Tylko, masz rację, nasza rzeczywistość odwróciła się od prawych ludzi.
      Śnieg zabarwiło wschodzące słońce. Na wszelki wypadek nic ze zdjęciem nie robiłam, żeby jakieś plamy się nie pokazały na nim.
      Mieszkacie bardziej na wschodzie i tam już klimat inny. My tu na samym skraju południowej Polski mamy taki mikroklimat specyficzny. Ani górski, ani nizinny. W samym środku między kontynentalnym a morskim.

      Usuń
  3. i jak zatrzymać tych uczciwych i pracowitych w kraju, jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Młoda już myśli wyjechać do Anglii, do brata. Syn mieszka tam 8 lat i nie żałuje choć tęskni. Nie myśli wracać. Chyba pojadą w dwójkę- ona i jej chłopak. Strasznie mi serce ściska. I tak długo tu wytrwała poniewierana przez kolejnych pracodawców. Czasem myślę, że Ukrainki zarabiają u nas więcej,a przecież są na najniższych stawkach.Żaden pracownik nie powinien być tak traktowany. Marzę o czasach, kiedy to pracodawcy będą błagali, żeby ktoś zechciał u nich pracować.

      Usuń
  4. pomijając to czy seks miał miejsce czy nie, rozumiem młode kobiety, które milczały. Zamiana ról, czyli ofiara staje się katem to nie jest coś odosobnionego. Nie wierzę, że studentka skarżąca się np. do rektora na podobne zachowanie wykładowcy zostanie przez władze uczelni pogłaskana, zrozumiana etc., a wykładowca ukarany. Znam środowisko akademickie zbyt dobrze, by nie wiedzieć jak takie mechanizmy działają. W skrócie - studentka zmuszona byłaby odejść, a wykładowca nadal by wykładał. Oczywiście nie przesądzam, czy miało to miejsce, czy nie.
    A co do wychowania, nie sadzę, byś dziś wychowała swoje dzieci inaczej. Dobre wzorce to dobre wzorce, a rzeczywistości każdy musi stawić czoła sam, tego się nie nauczy "złymi"
    wzorcami, lecz doświadczeniem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się nad tymi studentkami. Bardziej zainteresowało mnie to, że to tak nagle wybuchło, a ponoć ciągnęło się od pewnego czasu. Inaczej powiem, wybuchło w czasie, kiedy "miało", czyli przed wyborami na prezydenta Wrocławia. dziwny zbieg okoliczności. Ale nie przesądzam, bo może rzeczywiście to kawał szui i należy mu się odosobnienie.
      Ja też nie sądzę,żebym wychowała inaczej. Nawet wtedy, kiedy wiedziałbym, że nie przystaje to do rzeczywistości. Jeżeli wyznaje się określone wartości, to nic ich nie złamie. Żal, że te uniwersalne wartości przestały być uznawane przez większość społeczeństwa, a brak ich stosowania w codziennym życiu rozzuchwala coraz więcej ludzi do popełniania nieprzyzwoitości.

      Usuń
    2. nie jestem taką pesymistką i uważam, że wartości uniwersalne obronią się i nimi pozostaną. Oczywiście należy iść do przodu i je uzupełniać nowymi, bo świat się zmienia i zmieniać będzie, także wzorce muszą nadążać, ale podwaliny będą wg mnie niezmienne.

      Usuń
    3. To chyba nie jest pesymizm. Raczej zdziwienie, że to, co powinno być oczywiste w zachowaniach ludzkich, staje się mętne. Wzorce pozytywne powinny się modyfikować na plus. Dopasowywać w miarę do zaistniałych potrzeb, ale nie mogą zanikać, bo świat się zmienia. To, co dobre w ogóle nie powinno zanikać, powinno się doskonalić.

      Usuń
    4. z tym, że dobre jest pojęciem względnym, niestety,

      Usuń
  5. Świat się zmienił, zmieniły się realia - to w czym wychowywano nas odeszło i już nie wróci. Niestety, trzeba ich będzie niedługo (młodych) siłą wyganiać z tego kraju aby uchronić przed frustracją, beznadzieją i brakiem perspektyw. Dopóki się uczą/studiują i nie muszą szukać pracy wszystko wydaje się proste i piękne. Wreszcie realizują swoje pasje, są szczęśliwi, maja nadzieje. A potem kończą studia z piątkami w indeksie i wita ich proza życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat się, zmienił, ale nie wiem, czy rzeczywiście należy wzorce naszego wychowania odłożyć na bok. W końcu to wcale nie są złe wzorce. Tu jestem wielka idealistka, ja stąpająca twardo po ziemi, zawsze wierzyłam w wartości uniwersalne i w to, że mają one zawsze i wszędzie rację bytu. Może tu pies pogrzebany? Może powinnam wpajać dzieciom te wartości i równocześnie uczulać na zło świata? A ja ciągle usprawiedliwiałam to zło ułomnościami ludzkimi. Nauczyłam dzieci, że ludzie mają prawo do błędów, ale nie nauczyłam dostrzegać, gdzie kończy się to prawo, a zaczyna samowolka.
      Młoda pracowała w szkole średniej przez wakacje, pracowała i na studiach. Ona wie, że nie jest lekko łatwo żyć. I ciągle jeszcze trzyma się optymistycznie. W pewnym sensie ja podziwiam. Ale ona ma nas i jest o tyle jej łatwiej to wszystko znosić:)

      Usuń
  6. to ja dla odmiany o ptakach... myślę, że przekarmić ich chyba nie można... ptaki mają tak szybką przemianę materii, że nawet gdyby jadły i jadły non stop, to nie zdążyły by zjeść aż tyle, by się przejeść... nawet kanarka lub papużki w klatce nie ma jak przekarmić, choć mają mało ruchu... niemniej jednak można je nieźle podpaść, tak by dobrze wyglądały... a żebyś Ty widziała, jakie upasione są u nas krukowate, których nie podkarmia nikt, bo i tak sobie poradzą... ale my ich nie grillujemy, to już są obiady dla drapola, który rządzi w pobliskim lesie... tylko kocica im pyskuje, ale dla niej to już za duży kaliber... czasem mi się zdaje, ze takie sroki to specjalnie podlatują, by droczyć się z kotem, by go powkurzać...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krukowate to się dokarmiają na wysypiskach. W pobliskim lesie mieszka stado kruków. Codziennie przelatuje nad naszym domem. Nawet polubiłam ich pokrakiwanie. Nie wiem tylko, czy to tutejsze, czy odlecą z wiosną na północ. Codziennie do ogrodu zakrada ją się dwa koty. Chyba im tłuste wróble zapachniały. Niestety dla kotów, gonimy je z hukiem. Wiem, że to nieładnie, ale kotom w naszym ogrodzie mówimy stanowcze NIE! Sroki lubią się z ludźmi tez przekomarzać. W leśniczówce mieliśmy srokę, która siadała na słupku i obserwowała nas. Ile razy chciałam podejść bliżej, wlatywała na pobliskie drzewo. Kiedy tylko odchodziłam dalej, już była na słupku:) Niewykluczone, że Wasze sroki wkurzają świadomie kocisko i mają frajdę, kiedy ten musi obejść się smakiem.

      Usuń
  7. Pociesz się, ja też zle wychowałam swoją. Wpoiłam jej te wartości, które nie są nas w cenie. I dlatego nie mam jej w Polsce już od 12 lat. Ale nie żałuję, bo wiem, że tam realizuje swoje plany życiowe w 100%. Już niedługo będzie mieszkała znacznie bliżej nas co też jest fajne.Poza tym jestem przekonana, że dzieci rodzimy dla świata, nie dla siebie.
    No nie wiem, czy można dzikie ptactwo przekarmić, ale przylatują do mnie coraz bardziej okrągłe sikorki i dalej wsuwają swoje arachidy.
    Zdjęcia cudne, ale u nas nic wiosennego nie widać i nie czuć.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie zakładałam, że dzieci chowam dla siebie. Zawsze szanowałam ich autonomię. Nigdy nie byłam zazdrosna o ich prywatność i życie poza domem. Myślę, że nie grozi mi syndrom pustego gniazda, bo J. wybył do Anglii 8 lat temu, a Młoda jest bardzo niezależna i też liczę się z tym, że wyjedzie. Oczywiście, co innego zaborczość, a co innego tęsknota:.
      Nie rozumiem, dlaczego przestano u nas szanować człowieka. Przecież te same wartości wpajałam swoim uczniom przez co najmniej 20 lat. To pokolenie 30, 40 latków doszło teraz do głosu. Młodą poniewierają nie stare pryki tylko ciut od niej starsze osoby.I to jest przerażające. Ma toto zakład lub stało się kierownikiem i już sodówa do głowy strzeliła. Zupełnie pogubili to, co ludzkie względem swoich pracowników. I ta przeogromna pazerność na "mieć". Poza tym widać u nich kompletny brak jakiegokolwiek ekonomicznego myślenia, takiego przyszłościowego. Jak sobie nie zbudują zaufanego zespołu, to nigdzie nie dojdą. Jak nie włożą forsy w zakład, to jej nie wyjmą podwojonej. Wszystko na teraz. Rotacja pracowników przerażająca.Dzisiaj jest, jutro go nie ma, jest inny na gorszych warunkach.
      Dzisiaj jest tragicznie paskudny wiatr. Biała zmora nie chce odpuścić:(

      Usuń
  8. twoje wątpliwości i pytania są zupełnie normalne. Każda matka je sobie zadaje, generalnie ja bardzo bym chciała wychowywać swoje dzieci raz jeszcze, bogatsza o doświadczenie, ale akurat te wartości o których piszesz pozostawiłabym bez zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa. te, które mają bez zmian, a inne? Dwubiegunowość prowadzi do stanów depresyjnych. Teraz pewnie przesadziłam. Nie da rady. Nie wychowałabym dzieci inaczej niż tak, jak to zrobiłam. Mój dom rodzinny też funkcjonował w takich wartościach. I szkoła, o dziwo, też jeszcze wtedy takie wartości preferowała. Myślę, że nadal je preferuje, ale ma ogromną konkurencję w postaci Netu i coraz mniejszą pomoc rodziców. Moje doświadczenia, które obserwowały moje dzieci, ich doświadczenia dokładnie niczego nie zmieniły. Gorzko im było, ale linia postępowania jest ta sama. Najwyżej są bardziej ostrożne i mniej ufne. Nie sądzę, żeby potrafiły z premedytacją skrzywdzić człowieka dla własnych korzyści.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.