poniedziałek, 25 lutego 2013

Gdybyś...


Masz dwie przyjaciółki. Pierwsza drugi raz zamężna, wydaje się być szczęśliwa w swym małżeństwie. Druga, samotna,  właśnie ci opowiada, że spotyka się z szałowym mężczyzną. Niestety żonatym, ale on twierdzi, że nie jest szczęśliwy. Żona ciągle zajęta pracą. Nawet w soboty potrafi do późna w niej siedzieć. On ciągle sam i sam. Poznali się poprzez Internet. Nagle orientujesz się, że samotna spotyka się z mężem tej pierwszej. Co robisz w takiej sytuacji? Milczysz. Samotnej nie mówisz, że znasz żonę tego faceta, tamtej nie zdradzasz, że jej mąż spotyka się z twoją koleżanką. Milczysz. Potem zapominasz o całej sprawie. Tym bardziej, że z samotną znajomość zaczyna się rozmywać, aż w końcu przestajecie ze sobą się spotykać.
Po roku dzwoni ta druga: Podobno wiedziałaś, że on spotyka się z twoją koleżanką?!!
- Wiedziałam.
- I dlaczego mi nie powiedziałaś? !
Milczysz
- Gdybyś mi wtedy powiedziała, prędzej bym zakończyła tę farsę! Jaka z ciebie przyjaciółka?!
Gdybyś…….od tej pory tamten telefon milczy.


19 komentarzy:

  1. A gdyby sie powiedziało, to tez by się znajomość skończyła, bo:
    a) nie uwierzyłaby
    b) uwierzyłaby, ale byłabyś świadkiem jej pohańbienia i byłoby jej wstyd
    c) poczułaby urazę, że wtrącasz się w jej życie i kto Ci dał takie prawo...

    Nigdy nie wiadomo jak w takich przypadkach postępować...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym szla w zaparte! Nie wiedzialam!
    A tak naprawde nie wiem, czy odwazylabym sie powiedziec jej wtedy, przed rokiem. To jak pchanie palca miedzy drzwi. Takie ingerowanie w zwiazek nigdy nie przynosi nic dobrego. Moglo sie inaczej potoczyc, ich milosc mogla przetrwac burze, a Ty wyszlabys na osobe rujnujaca zwiazek donosem o jego romansie.
    Nie wiem, jak ja bym zareagowala, naprawde nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. no tak, i posłaniec stracił głowę

    OdpowiedzUsuń
  4. Każde rozwiązanie złe, bo sytuacja była zła.Ale ja to bym pewnie porozmawiała z tym facetem a nie z którąkolwiek z pań. Faceci z natury nie lubią prostych i uczciwych rozwiązań i zawsze się łudzą, że na kłamstwie można daleko zajechać. Przyparci do muru przez osoby trzecie zaczynają sobie uświadamiać powagę całej sytuacji. Warunek - trzeba im uświadomić,że krzywdzą tę drugą, a nie żonę. Wg nich przecież wszystko jest winą żony, więc się jej taka sytuacja należy. A jakoś żaden nie pomyśli, że nie ma winy jednostronnej.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. co byś nie zrobiła, zawsze byłoby źle...
    Mogę powiedzieć co ja zrobiłam w podobnej sytuacji - powiedziałam, bo nie umiałam przejść z ta wiedzą do porządku dziennego. Skutek był taki sam jak u Ciebie, ale wg mnie nie mogłabym, nie chciałabym milczeć. Kolejny raz też bym tak samo postąpiła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie sytuacje sa zawsze trudne. Bez wzgledu na to jak sie czlowiek ustawi to i tak dupa z tylu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ales nam tu dała dylemat moralny do rozwiazania Jaskółko!Zastanawiam się, co bym zrobiła w przedstawionej tu sytuacji.Chyba zalezało by to od stopnia zazyłości i bliskosci z tą zamęzną przyjaciółką. Prawdopodobnie bym jej powiedziała, bo nie dałabym rady spojrzeć jej w oczy bez zmieszania i prędzej czy później sama by cos wyczuła.Mam taką przyjaciółke od prawie czterdziestu lat, która jest dla mnie jak siostra. Jej powiedziałabym wszystko, bo znam ją jak siebie samą. A ja chciałabym, by ona mi cos takiego wyznała, gdyby wiedziała...

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaaaa...... nie ma dobrego wyjścia.Głównie chodziło mi o przyjaźń w tym kontekście lub takie zachowanie w kontekście przyjaźni.
    I pytanie- do jakiego momentu należy być szczerym wobec przyjaciółki? oraz zaraz drugie się pcha- Jak to jest z tymi małymi kłamstewkami bądź przemilczeniami w imię zachowania przyjaźni lub w imię oszczędzenia bólu przyjacielowi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw się czeka, bo wierzy się, że sprawa się rozmyje i może nie będzie jakichś drastycznych następstw. Potem całkiem po prostu zapomniałam.

      I dodam- chyba źle napisałam, bo to były dobre koleżanki, bardziej one mówiły o przyjaźni tak, jak to się potocznie mówi w towarzystwie- Wiesz my się przyjaźnimy.

      Niemniej jak zwał, tak zwał- wydarzyło się.

      Usuń
    2. no właśnie... koleżanka, serdeczna koleżanka, przyjaciółka... niby ma to znaczenie, niby nie ma...
      jako facet przetrasponowałem sobie płcie... czyli rozważyłem układ "kumpel romansujący z kobietą drugiego kumpla"... dla mnie sprawa jest prosta, interweniuje zasada "nie wtrącać się do cudzego wyra, nie interesować, nie interweniować", bo to po prostu nie moja sprawa... a jeśli ten żonaty kumpel się obrazi, gdy się dowie, że wiedziałem co jest grane, to trudno, niech się obraża, płakał po nim nie będę... a jeśli to jest przyjaciel /taki "naprawdę" przyjaciel/, to się nie obrazi, bo zna moją zasadę w tej kwestii i między innymi za to mnie szanuje i darzy przyjaźnią, czyli problem nie zaistnieje, nie ma co go rozważać...
      pozdrawiać :))...

      Usuń
    3. p.s. w ramach eksperymentu myślowego ustawiłem się teraz sam w roli tego "żonatego"... zwizualizowałem sobie sytuację, gdy sprawa się rypła, niewierną babę pogoniłem i rozmawiam teraz z przyjacielem /przyjacielem!/...
      - podobno wiedziałeś o wszystkim?...
      - wiedziałem ale chyba rozumiesz...
      - rozumiem...
      i sprawa zamknięta...

      Usuń
    4. I tego facetom zazdroszczę. Takiego prostego, naturalnego podejścia. Jak już na ostrzu noża to najwyżej po ryjku sobie dadzą i potem idą na piwo. A my, babki.... no cóż....taka nasza uroda komplikować sprawy.

      Usuń
  9. Gdyby to była przyjaciółka - powiedziałabym. I dokładnie takiej samej lojalności wymagałabym od drugiej strony. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego miałabym mieć pretensję do mojej przyjaciółki, że jej na mnie zależy. Gdyby to była znajoma - nie powiedziałabym, bo może maja taki układ, może to związek otwarty..kto ich tam wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjaciółka? No właśnie, mało kto potrafi powiedzieć, że ma taką przyjaciółkę od serca, taką prawdziwą. Jak się teraz zastanowię, że mimo, iż wydawało mi się w kilku przypadkach, ze to przyjaźń, to zawsze się zawiodłam. I wyczyny z tamtej strony były tak oczywiste, że nie miałam wątpliwości o złym pojmowaniu przez te dziewczyny przyjaźni. nie można tylko brać i oczekiwać, trzeba też dawać i być lojalnym. Za każdym razem spotykałam się z czymś wręcz odwrotnym. Dlatego nie mam przyjaciółek.

      Usuń
  10. Tu nie ma dobrego rozwiązania, jest tylko mniejsze zło i według mnie, tak wybrałaś. Pewno zrobiłabym tak samo. No właśnie, jak to jest z tą przyjaźnią? Z własnego doświadczenia wiem, że czasem, przyjacielem okazuje się, kto inny, niż myślałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w swoją przyjaźń z jakąkolwiek kobietą/babą/ dziewczyną/ od dawna już nie wierzę. Być może we mnie siedzi część winy za taki stan. Zawsze lepiej dogadywałam się z płcią męską(bez podtekstów seksualnych)i w podstawówce miałam dwóch przyjaciół chłopaków. takich od serca. Można powiedzieć za słowami piosenki"Było nas trzech...." Potem już nie miałam przyjaźni(jeden umarł w szóstej klasie, z drugim kontakt się urwał). Dla mnie przyjaźń, to coś wielkiego. Nikt, oprócz Jaskóła, tego nie dokonał:)No ale to znowu płcia męska:))))

      Usuń
    2. Przyjaźń, to jest coś wielkiego. Przez dwadzieścia lat pracowałam w zdecydowanie męskim towarzystwie i chwalę sobie te lata. Znakomicie się dogadywaliśmy i mimo, że z niektórymi kolegami, nie pracujemy razem od kilku lat, utrzymujemy kontakty, ale to wymagało lojalności od obu stron. Zdarzały się pytania od żon moich kolegów: słuchaj,ile ty dokładnie zarabiasz? Odpowiedź zawsze brzmiła: dokładnie tyle, ile twój mąż. To taka męsko/damska zawodowa solidarność:))

      Usuń
  11. U mężczyzn, Jaskółeczko, przebiega to podobnie, choć nieco inaczej:
    - Podobno od dawna wiedziałeś, że moja żona n a s zdradza i to, podobno, z jakimś zagranicznym palantem?!
    - Tak, wiedziałem!
    - To dlaczego nic mi nie powiedziałeś, wnósłbym pozew o rozwód!
    - Czekam jeszcze na wyniki testu DNA, które potwierdziłyby lub nie n a s z e ojcostwo!!!

    Mnie izwiestna dawno biezkorystnaja drużba mużskaja...
    całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kawał znam. Zawsze mnie bawi. Tak... zdradzająca wspólna żona chyba tylko bardziej cementuje przyjaźń męską. Nie ma to jak wspólne męskie nieszczęście. Piwo wtedy podwójnie smakuje:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.