piątek, 10 maja 2013

To i owo na majowo


Od zachodu idą chmury. Będzie deszcz. Byle burzy nie było. Nie cierpię burzy. Mam w sobie atawistyczny lęk przed piorunami i grzmotami. I tu pojawiła się następna zaleta nowoczesnych okien- mocno tłumią odgłosy burzy. Słychać tylko taki turkot i nic więcej.  Po ostatnich ulewach na początku maja podtopiło nam trochę piwnicę. Niestety, jeszcze dużo powierzchni musimy uszczelnić, żeby wody nie wyciskało na posadzkę. Woda już zeszła, ale jest wilgoć niesamowita i trzeba dużo wietrzyć, żeby wysuszyć pomieszczenia.
Zieleń oszalała. Wszystko kwitnie na akord. Kwiaty pojawiają się na parę dni i więdną, jakby rośliny chciały dogonić stracony czas. Istnieje obawa, że nie będzie owoców, bo pszczoły nie nadążały zapylić kwiatów, zwłaszcza, że padało przez parę dni. Czereśnia, brzoskwinie, śliwy kwitły ”w deszczu”.
Od dwóch tygodni w gnieździe, w załamaniu rynny, drą się młode kosy. Kosica buszuje w ogrodzie na grządkach i co parę minut z dżdżownicą w dziobie leci nakarmić głodomory. Natomiast pan kos wieczorami siada na kalenicy i daje taki koncert, że dech zapiera.
Rude się uaktywniły. Codziennie o 7 rano ganiają po brzozach, akcjach i świerkach. Dzisiaj jeden taki ciemny rudas „kicał” sobie po ogrodzie niedaleko mnie i w ogóle nie reagował na moje ruchy. Szkoda, że aparatu nie miałam pod ręką. Niedawno Beza pogoniła jednego na świerk. Dostała ochrzan i po futrze. Rudas się psem nie przejął, ofukał go trochę, wlazł na sam czubek świerka, gdzie przeczekał psie zapędy myśliwskie.
Pilnujemy, żeby szczeniak nie gonił wiewiórek i ptaków. Chyba dociera coś do tej puchatej łepetyny, bo zaczyna reagować na nasze „nie rusz” oraz „nie wolno gonić ptaków”. Siada i nie rusza się. Rośnie w ogromnym tempie. Jest wesołym szczęśliwym psem, skorym do zabawy i pieszczot. No i do brojenia, niestety, też.
Pilnuję swojego łóżeczka, które wywlokłam do wietrzenia
 Na skrzydłach burzy
 Kosica w akcji
 Lubię takie podświetlone młode liście
 To się teraz robi- druga poducha w stylu Crazy- niestety, kolory są przekłamane i ostrości nie potrafiłam złapać.


 Jednorożec- na razie zarys
 Majowe i bardzo pachnące

22 komentarze:

  1. Ehh, jak ja lubię u Ciebie bywać;))
    Spokój , cisza, piękno!
    Grześ zasypia, ja się odprężam...
    A poduszki zachwycające!
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Miśka, że podoba Ci się tutaj:))))Ucałuj Słodzika:)))

      Usuń
  2. Zachwycajaca jest Beza, reszta obleci. Co tam piekno przyrody w obliczu takiej slodyczy?
    No i "wariacka" poducha tez robi wrazenie.
    I konwalie.
    Az dziw, ile kosica w dziobku zmiesci robali.

    No to buziole :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa taka słodka trucizna:)Kosica jest bardzo dzielna. Sądząc po hałasie, jaki dochodzi z gniazda, to jest tam tych pisklaków od groma. I to wszystko nienażarte trzeba wykarmić. Wariacka poducha "ciągnie się' w robocie, bo mi brak czasu, a czasem i ochoty na dziubdzianie:)

      Usuń
    2. Za to efekt koncowy bedzie powalajacy! Jestem pewna.

      Usuń
    3. Pokażę, kiedy skończę i uda mi się zrobić lepsze zdjęcia, bo te są fatalne. Ta ważka ma piękny, błękitny kolor:)

      Usuń
  3. Ależ nałapała robali ta kosica!Piękne te Twoje zdjęcia Jaskółko. Wreszcie mogę choć trochę po blogach pobuszować i poczytać.Beza robi się bardzo podobna do swej mamy i wygląda świetnie. Dziś była u mnie króciutka burza, ze dwa razy zagrzmiało, popadało około 2 godzin. Od wielu dni czekałam na deszcz, bo upał był już dokuczliwy.Remont się wlecze, gardło mnie znów boli, choć upiorny kaszel pomału mija.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepokojące są te Twoje przeziębienia. Albo niedoleczone się ponawia, albo.. może jakaś alergia Cię osłabia... może trzeba badania porobić?
      Dopiero na zdjęciu zobaczyłam, ile ona tych robali niesie w dziobie:)Siłaczka:)

      Usuń
    2. Trudno się nie przeziębić gdy się biega w przeciągu z głową mokrą od potu.Nie mam szans na wyleżenie się, bo wszystko na mnie spadło. Wiesz, po tej operacji to ślubny nie za bardzo nadaje się do dzwigania, noszenia itp. Poza tym nie puszczam go samego samochodem jeśli jest coś do kupienia - po pierwsze, że wtedy odstawia sam przed sobą chojraka, po drugie - nawet jak zapisze jest szansa, że zapomni, co miał kupić. Te wielogodzinne operacje kardiochirurgiczne jednak pozostawiają po sobie spustoszenie. Przełączenie na krążenie pozaustrojowe nie zapewnia jednak dostatecznej ilości tlenu. No a poza tym miał po tej operacji poważne kłopoty z niewydolnością prawokomorową przez wiele miesięcy. A u mnie nie jest wykluczone, że do tego wszystkiego dochodzi moje Hashimoto, czyli przewlekłe zapalenie tarczycy.A gdy stan się nieco zaostrzy gardło boli jak przy anginie.Przez lata paśli mnie biseptolem i antybiotykami, ale nikt z konowałów nie wpadł, że to może być od tego.
      Poza tym ja mam wszystko w gardle poprzestawiane i każdy laryngolog tylko oczy wytrzeszcza ze zdumienia, albo zgorszenia,że mam tak jak mam.
      Miłego, ;)

      Usuń
    3. O matko boska:( No to rozumiem teraz, że jest nie tyle ciężko, co bardzo ciężko w niektórych momentach:(

      Usuń
  4. Ja też nie lubię burzy.Leęk przed burzą odziedziczyłam niejako "w genach". Moja mama, będąc w maturalnej klasie, była naocznym świadkiem strasznej tragedii - od uderzenia pioruna zginął jej kolega z klasy.
    Piękny ten maj u Ciebie.Pozdrawiam zatem majowo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stałam w holu, kiedy piorun uderzył w dzwonek umieszczony na werandzie. Miałam 8 lat i od tego czasu... wpadam w panikę, kiedy jestem w terenie i zbliża się burza, a w domu najchętniej wlazłabym do tapczana. Uciążliwe to jest, ale nie potrafię tego przełamać. Tak, jak lęku wysokości.
      Maj się rozzuchwalił

      Usuń
  5. Teraz to Ci zazdroszczę ogrodu i możliwości obserwacji zwierząt i roślin, ale sama tak wybrałam, na razie:))
    Z tymi poduszkami, jesteś niesamowita, czekam aż pokażesz całość. Ja lubię burzę, lubię przyglądać się błyskawicom i słuchać grzmotów. Robi na mnie wrażenie potęga natury. Niestety Tofi nie podziela mojego zachwytu żywiołem i już zanim dotrze do moich uszu cichutki pomruk odległej burzy, on skomli i szuka bezpiecznego schronienia. Uśmiechy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że swój wybór dobrze przeanalizowałaś. tak samo zrobiłabym w podobnej sytuacji. pewnych rzeczy człowiek "nie przeskoczy". Burze podziwiam, ale wole z daleka, a nie nad głową:)Nasza Beza na razie na burzę nie reaguje i oby tak zostało. Zuza robiła się "malutka' i wciskała za sedes. Potem miała problem stamtąd wyjść.

      Usuń
  6. Jaskółko,kiedy ktoś mówi "nie cierpię",to od razu przypomina mi się Smurf Maruda.Ja lubię wszystko,co daje natura.Bo sens ma to jakiś połączony.Zjednoczony.:-)))KUBA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w tytule tego bloga jest słowo- zgryźliwiec-. Czasem muszę sobie pomarudzić, zezgryźliwić się, żeby tytuł miał jeszcze sens:)Może powinnam napisać wprost- boję się burzy, bo przecież uznaję jej piękno, byle była daleko:)

      Usuń
  7. już to widzę, jak komunikujesz Bezie pełnym zdaniem "nie wolno gonić ptaków"... rzecz jasna Beza ze stoickim spokojem przyjmuje ten komunikat, skupiona "przeżuwa" go w umyśle, wyciąga wnioski... a tu nagle chaps zębami za trok od bluzy, czy coś tam w tym stylu, albo liz w pyś... iluzja znika... jest tak, jak jest...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że żartuję z tymi komunikatami? Otóż nie- nauczona doświadczeniem z Zuzą wiem, że psy bardzo dużo pojmują, kiedy mówi się do nich w różny sposób.Beza doskonale kojarzy "nie wolno" z "gonić" z "ptaków". czytałam wyniki badań nad pojmowaniem wyrazów przez psy i ich "rozumowaniem" Psy potrafią przyswoić kilkadziesiąt wyrazów i kojarzyć je we właściwy sposób. warunek- dużo do nich mówić. mam teraz doskonałą okazje sprawdzać teorie w praktyce z Bezą. I to działa:)
      Ona faktycznie "przeżuwa" komunikat w umyśle. Przecież psy szkoli się nie tylko na zasadzie odruchów. Łaps za trok, liźnięcie po twarzy, skakanie- wszystko w ramach zabawy, pieszczot. Po ostrej reprymendzie dotyczącej gonienia ptaków, jest reakcja.

      Usuń
    2. to raczej ja żartowałem na temat swojej wizualizacji Bezy słuchającej kazania... natomiast rzeczywiście faktem jest, że zwierzaki więcej kumają, niż nam się wydaje...
      przykładem jest moja Kota osobista... w zimie zaobserwowałem taki fakt... siedzę przy kompie i wstaję... wstaje się w różnych celach, ale czasami wstawałem po to, by wywalić sierściucha na dwór dla przewietrzenia /zima! bo teraz sama się wywala i na pół dnia/... od razu wtedy dawała dyla pod szafę... telepatia?... być może... ale tak naprawdę mowa ciała, którą genialnie potrafiła czytać...

      Usuń
    3. No właśnie, potem doszło do mnie, że Ty sobie stworzyłeś "obraz' Bezy słuchającej reprymendy.
      Nie przeceniam zwierzaków, ale staram się docenić ich intelekt. nieraz nas zaskakują swoim pojmowaniem ludzi i świata:)
      Twoja kota zna Cię jak...:)

      Usuń
  8. Wszystko to,co jest na zewnątrz-mówi o nas.To,co jest w nas-nie istnieje.KUBA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubo- istnieje i wewnątrz, i na zewnątrz. Pustka nie może się wyrazić zewnętrznie. Jednak nie spieram się, bo każdy ma swoje przemyślenia i doświadczenia.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.