sobota, 20 lipca 2013

Takie sobie dywagacje

W Internecie aż roi się od blogów dotyczących robótek. Często je odwiedzam i wędruję po kolejnych, polecanych w „czytelniach”. Blogerki cuda tworzą. Szyją, szydełkują, haftują, lepią, plotą i stosują inne przeróżne techniki. Oczywiście prezentują też swoje prace. Często w tych blogach czytam informację, że to są wytwory własne i prosi się, żeby nie kopiować, albo zapytać o  zgodę na to właścicielkę bloga. Prośba często brzmi tak:
Proszę nie wykorzystywać zdjęć i innych treści mojego bloga bez mojej zgody.”
Albo już całkiem groźnie brzmiące:
Wszystkie zdjęcia i ilustracje, filmy oraz treści zamieszczone na tym blogu są moją własnością. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony oraz nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, czy rozpowszechnianie bez mojej wiedzy”.
Czyli ogólnie mówiąc, blogerki zastrzegają sobie prawa własności do tego, co znajduje się na ich blogu. I wszystko byłoby Ok., gdyby nie pewne dziwne zjawisko. Otóż całkiem niedawno przeczytałam na jednym blogu, że pewna pani, nazwijmy ją A, zgłosiła do konkursu torebkę, którą otrzymała od właścicielki tegoż bloga, nazwijmy ją B, w  ramach wymianki. Pani B nie zorientowałaby się, gdyby nie zgłosiła do tego samego konkursu identycznej torebki, wykonanej przez siebie. Obie torebki miały charakterystyczną ozdobę. I zrobiła się draka. Oczywiście pokrzywdzona wystosowała list otwarty do wszystkich blogerek, oczywiście w komentarzach padły słowa potępienia i ostrzeżenia względem pani A. I tu zaczęło mi w głowie alarmująco dzwonić. Coś bardzo, ale bardzo mi nie grało. Oczywiście, że pani A postąpiła podle, a w dodatku głupio. Nie mam zielonego pojęcia, jakimi drogami chodzą jej myśli, skoro wysłała na konkurs otrzymaną torebkę, wiedząc, że pani B też będzie w konkursie uczestniczyła. Jednak nie mnie dociekać jej motywów postępowania.
Natomiast zaczęłam się zastanawiać nad tymi blogerkami, które wklejają zastrzeżenia, dotyczące swoich prac, tym samym przypisując sobie prawa autorskie. Odwiedziłam wiele blogów i słowo honoru, rzadko która podaje, skąd brała inspiracje, a przysięgam, że te prawie identyczne prace oraz  pomysły są powielane na wielu blogach. Na przykład, taki wzór panienki Sue w czepeczku. Motyw powtarza się w różnych wariantach, a czasem jest prawie taki sam, tylko sukienka jest z innego materiału. I nie ma  informacji, skąd taki pomysł został zaczerpnięty. Często aplikację Sue wykonują Angielki na swoich patchworkach (przypuszczam, że wzór stamtąd przywędrował). A Hello Kitty? Wszędzie pełno tego kociaka- żadna nie podaje autora, a sporo je umieszcza w swoich pracach. Inny przykład- maskotki czy też breloczki (zwłaszcza filcowe) szyte z materiałów. W polskich blogach pełno ich zdjęć, a pomysł? Pomysł jest zaczerpnięty z rosyjskich blogów. A te sławne sowy, które rozpleniły się dosłownie we wszystkich blogach robótkowych. Żadna blogerka nie zaznaczyła, skąd pochodzi wzór. Koty- klamkowce i tzw. lalki Tilda (charakterystyczne lalki szmacianki); co druga robótkowa blogerka je szyje. Żadna nie podaje, skąd pomysł i wzór zaczerpnięty. Inny przykład- ptaszki- i tu Cię mam- wzór takiego ptaszka jest w książce J. Turskiej: „Haft dla dzieci” z 1987 roku. W tej pozycji znajduje się również wzór Sue. Zresztą wiele innych pomysłów, a także wzorów, które zauważam w tych blogach, pochodzi z książek, poradników, czasopism. Ja mam stare Burdy, w których jest sporo wzorów haftów. Mam również czasopisma z różnymi  wzorami, szablonami, wykrojami, z rozmaitymi pomysłami na maskotki, ozdoby. Mam piękne wydawnictwa dotyczące szycia poduch, mnóstwo w nich ciekawych wariantów ozdabiania i szycia poszewek. Spotykam na blogach rzeczy identyczne, jak te z tych wydawnictw. Powtarzam, rzadko która blogerka podaje, skąd wzięła pomysł lub wzór. Ale napis na jej blogu o nie kopiowaniu jest. Ale zastrzeżenie, że to jej prace, jest. Ale paragraf dot. praw autorskich jest. Inna rzecz, która również mnie zastanowiła- tak zwane tutoriale (gdzie się podziało swojskie słowo – instrukcja?). Często autorki, które umieszczają napis zabraniający kopiowania, prezentują tutoriale, dotyczące wykonania jakiejś rzeczy. Dokładne opisy wykonania, dokładne wzory, często filmiki. To co, mamy korzystać i „kopiować”, czy też te tutoriale udostępnione są tylko sobie, a muzom?
Jeszcze inne blogerki podają strony, gdzie można znaleźć tutorial lub dany wzór. Ciekawa jestem, czy zapytały właściciela danej strony o pozwolenie podania do szerszej wiadomości treści na jego blogu? W ten sposób znalazłam wiele linków do rosyjskich blogów robótkowych na blogu, w którym blogerka zachęca innych do ściągnięcia sobie wzorów.
Jak to jest- tu sobie zastrzegają, a tu prezentują i zachęcają do wykonania danej rzeczy. Występuje tutaj również inna niekonsekwencja- prace są wystawiane, panie są chwalone, podziwiane, komentarze aż puchną od pochlebstw i , jak mówi Anka Wrocławianka, „budyniu”. Taaaaaaaaa, to się podoba, ale jak ktoś zrobi podobną rzecz, to wrrrrrrrr……. No miłe panie, jak nie chcecie, żeby ktoś wykorzystywał Wasze pomysły, to ich nie ujawniajcie. Proste. A jak ujawniacie, to musicie się liczyć z ich kopiowaniem bez pytania o zgodę.
Sporo tych pań szyje takie rzeczy taśmowo i sprzedaje je potem na różnych kiermaszach jako rękodzieło.  Jest to sposób na życie, na zarobek. Przypuszczam jednak, że niewiele z nich ma opatentowane swoje pomysły, żeby je zastrzec. A jednak na swoich blogach takie wpisy czynią.
Czy nie jest to nieuczciwa walka z ewentualną konkurencją? Czy taki wpis nie ma znamion, w pewnym sensie, zastraszania? Taki „odrzutnik”  na wszelki wypadek, a może się uda, a ja będę miała korzyści? Że brzydkie posądzenie? Że tak wcale nie musi być? Ano nie musi, ale może być i to już budzi wątpliwości, co do uczciwości takich wpisów.
Internet rządzi się swoimi prawami. To, co w nim pokazujemy, jest ogólnie dostępne. Oczywiście, że się powinno podawać źródło. Tylko, że przy tego typu pracach ciężko znaleźć to pierwotne. Najczęściej prezentowane prace są kopiami kopii. No chyba, że są tak oryginalne, charakterystyczne, iż od razu można się domyślić autora.
Jak rozróżnić, że dana rzecz jest pomysłem tych pań, a inna skopiowana i w niewielkim stopniu (jeszcze naruszającym prawo autorskie innej osoby) zmieniona? To jest rękodzieło, a nie tekst, gdzie łatwo można udowodnić plagiat. Czy nie należałoby pod każdym postem prezentującym jakiś wytwór uczciwie podać praźródło pomysłu, a pod swoim pomysłem zastrzec prawa autorskie?
Tylko, gdzie byśmy wtedy zaszli? Przecież nie mamy pewności, że podany autor jest tym właściwym autorem i ile tych odnośników musiałoby być pod każdym postem? Nie jest również pewne, czy poproszona osoba o udostępnienie wzoru lub pomysłu, który podaje jako swój, jest naprawdę pierwszym autorem tegoż lub ma prawa do tegoż? Szaleństwo jakieś.
W dodatku prawa autorskie trzeba udowodnić, co w przypadku rękodzieła uprawianego na blogach będzie trudne. Zatem te napisy o nie kopiowaniu są tak naprawdę tylko sennym marzeniem blogerek.
Na koniec jeszcze dodam, że chciałam skopiować za zgodą właścicielek wzory. Na trzech blogach nie było podanego adresu mailowego chociaż panie wyraźne napisały w formułce- „napisz do mnie”, a dwie w ogóle nie odpowiedziały na mojego maila.
PS. Żeby odtworzyć broszkę, kwiatek, poszewkę, torebkę czy daną maskotkę nie trzeba wcale mieć w domu Internetu. Wystarczy takiego kupionego na kiermaszu np. kociaka popruć i mamy szablon.  I kto komu udowodni, że jest to skopiowane z bloga, i jak pani, która sprzedaje maskotkę udowodni swoje prawa autorskie, skoro wcale nie musi ich mieć, a ten, kto kupił może w ogóle do kupna się nie przyznać lub podać zagraniczną stronę internetową, albo w ogóle powiedzieć, że jest to jego osobisty pomysł? Że nie ma takich przypadków? Ależ zdarzało się, że na ten sam pomysł wpadały osoby na dwóch krańcach świata.

 To takie sobie dywagacje, prawda?


 Ta ważka po zderzeniu z szybą połamała odnóża, ale przeżyła. Po zrobieniu zdjęcia wypuściłam ją na dwór. Poleciała.






44 komentarze:

  1. Cześć Jaskółko :)
    Faktycznie dużo racji , jest w tym co napisałaś , ja nie mam na blogu , tego typu formułek , ale często je czytam u innych , ze zdjęciami zgoda , zwłaszcza jak dotyczą naszych zdjęć , osób na tych zdjęciach , nawet zwierząt , ale w dobie internetu , takie właśnie rękodzieło to już inna broszka .
    Można sobie coś samemu wymyślić , tylko trzeba to opatentować i wtedy można straszyć na blogu kodeksami i paragrafami , a tak kto to udowodni , że to był jego pomysł ?

    Ściskam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, zdjęcia trzeba, zwłaszcza te bardziej osobiste, chronić, ale nie uchronisz, bo program zabraniający kopiowania na blogspocie w zasadzie nie działa. Po prostu trzeba rozważnie szafować prywatnością. A w rękodziele trudno coś oryginalnego teraz wymyślić. Ale są artystki, które robią takie rzeczy, że dech zapiera. Jednak je naprawdę trudno powiedzmy "skopiować".

      Usuń
  2. Kali kopiowac u kogos - dobrze.
    Skopiowac cos od Kalego - plagiat.
    Ale i tak ten interes robotkowy kreci sie jak karuzela i juz teraz nikt nie wie, kto od kogo i dlaczego. Z kazdym dniem dochodza nowi, najpierw sie przygladaja, probuja niesmialo i ucza sie rzemiosla, by po jakims czasie umiescic na swoim blogu groznie brzmiace ostrzezenie.
    Panta rhei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie ukrywam, że są te blogi dla mnie inspiracja. Ale podczas realizowania mojego planu i tak prawie więcej niż połowa jest zmieniona. poza tym, one maja odpowiednie narzędzia do swoich wyrobów. jak nie masz takiego, to wyjdzie ci chała. Na przykład formy do filcowania kwiatów. Kupi sobie taką formę 10 blogierek i postanowią zrobić filcowy mak, niezależnie jedna od drugiej, i potem na 10 blogach masz takie same maki. 5 z nich zrobi wpis o niekopiowaniu, a 5 nie. I dochodź teraz czy te, które zastrzegły miały swój oryginalny pomysł, a te 5 innych ten pomysł zerżnęło.

      Usuń
  3. Na moim blogu, Jaskółko, mozna sobie kopiować, ile wlezie! Natomiast mych praw autorskich strzeże skutecznie ZAiKS, a dotyczy to wyłącznie tekstów na użytek estrady: piosenek, monologów, skeczów.
    uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaterku- teksty łatwo ochronić, gorzej z rękodziełem takim, jakie prezentowane jest na blogach. Ja również nie mam złudzeń. Nie chciałabym, żeby moje zdjęcia były kopiowane i podawane przez kogoś jako swoje, ale wiem, że jak zamieszczę to i tak się może stać. To zamieszczam, takie "bezpieczne". Natomiast robótki, które wykonuję wybieram do zdjęć i pokazuje tylko takie, które mogą być skopiowane. A na zdrowie, jak się komuś chce, to niech pracuje:)

      Usuń
  4. A tak naprawdę, dopóki to co zrobisz nie jest wzorem zastrzeżonym lub opatentowanym, każdy może to "zerżnąć". Nie da się ukryć, że i za patent i za zastrzeżenie wzoru lub nazwy trzeba słono zapłacić a i procedura długa i dość męcząca. Mam wrażenie, że szanowne blogerki dające takie teksty chcą w ten sposób dodać sobie powagi. Ja tylko na zdjęciu piszę swój nick, bo wtedy jest szansa, że ktoś nie zamieści na własnym blogu jako swoje. A wzory biorę z wielu, wielu miejsc -np. z książek o sztuce użytkowej z różnych okresów.
    Ważki cudne, ale tak strasznie trudno zrobić ważkę z koralików (przynajmniej mnie jest trudno). Wiesz, chodzi mi po głowie mała torebka z haftem koralikowym tylko dwubarwnym, taka wieczorowa. Pomału do niej dojrzewam, jak dojrzeję to może zrobię?
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nick tez Cie nie uchroni, bo zdjęcie można "obrobić" usunąć nick i podać jako swoje. Ja tez podaje nick jako informację, że to moje a nie kogoś, a jak mam zdjęcia z Netu to podaje źródło, ale nie pytam o zgodę, bo uważam, że to już wystarczy. To zastrzeżenie z pytaniem o zgodę też jest bez sensu, bo wystarczy podać źródło, a już podejrzenie o plagiat upada.
      Ja wzory roślinek czerpię ze starej niemieckiej książki do botaniki. Cudo!
      Taaaa.... torebka z haftem z koralików. Dobry pomysł. Na aksamicie, czy jedwabiu, a może tafcie lub satynie? Jak skończę to pokażę tu zdjęcia kosmetyczki z crazy:)

      Usuń
    2. Wczoraj po raz setny "studiowałam" albumy z pracami A. Muchy. I już mi coś kiełkuje. Sam haft jak zwykle będzie na podkładzie i dopiero do gotowego haftu doszyję resztę. Czekam niecierpliwie na zdjęcia tej kosmetyczki.

      Usuń
    3. Uwielbiam A.Muchę. W ogóle uwielbiam sececsję:) Będzie to pewnie arcydzieło w wykonaniu anabell.
      Kosmetyczka, jak to bywa, jest na ukończeniu, ale ciągle coś mi przeszkadza dokończyć "dzieła". Ostatnio był to mój osobisty leń:)

      Usuń
  5. A może chodzi o zdjęcia? Spotkałam się nie raz, że zdjęcia blogerek kulinarnych są bezczelnie kradzione przez np. restauracje. Jedna pani nawet napisała książkę z kradzionymi przepisami i nawet z takim samym tekstem jak blogerka. To już jest typowa kradzież, mimo, że pewnie przepisy nie były autorskie...
    Ja, mimo, że jestem amatorką, to chciałabym aby moje zdjęcia nie były kradzione, tylko aby mnie pytano o zgodę. Wtedy z chęcią jej udzielę. :)

    Piękna jest ta rosa na listku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosa piękna:)Uwielbiam fotografować kropelki:)Ja liczę się z tym, że ktoś sobie moje zdjęcie skopiuje. Czy ja wiem, czy to mnie dotknie jakoś specjalnie? To najczęściej zwierzaczki i rośliny:)Możliwe, że gdyby moje zdjęcie wygrało jakiś konkurs,a autor byłby inny, to wtedy wściekłabym się. To co zrobiła ta pani z przepisami, to skandal.

      Usuń
  6. Slusznie zauwazone zjawisko.
    Ja to rozumiem tak:
    1. 'Idea' nie podlega ochronie, mozna pomysl na cos sobie przywlaszczyc i wg wlasnych umiejetnosci go rozwijac dalej. Zmiana koloru sukienki wystarczy jako wlasna zmiana. Na rynku miedzynarodowym i na wieksza skale przykladem sa np 'crocsy'- wystarczy zmienic ilosc dziurek lub ich ksztalt i sa innym produktem niz patent.
    2. Zastrzezenia niekopiowania dotycza gotowcow np zdjecia, ktore zostalo wlasnie obrobione przez kogos i wymagalo sprzetu, programu, czasu itp a ktos kopiuje i robi na tym pieniadze (firmy reklamowe np). Gotowy towar mimo prekazania go innej osobie jako prezentu nie powinien dawac prawa do udzialu w konkursie na wlasne prace.
    Czytalam kiedys przypadek: Ktos zrobil zdjecie (ladne) lodzi na falach jeziora i wstawil do bloga. Po tym otrzymal maila, w ktorym ktos poprosil go o przeslanie pelnej rozdzielczosci fotki, na co autor sie oburzyl, ze to jego zdjecie i nic nie wysle. Odpowiedz przyszla: ale ta lodz na zdjeciu nalezy do mnie, jest moja wlasnoscia. :) Oczywiscie mozna dyskutowac dalej (lodz byla na publicznych wodach itp) ale jest to przyklad na bardziej skomplikowane zjawisko.
    3. Wzory umieszczane w necie (wlasne czy z odzysku) mozna kopiowac ale dla siebie a nie na wytwarzanie czegos i sprzedawanie (regionalna tradycja jest troche inna i decyduje 'reka wykonawcy').
    4. Dobrze zorganizowane 'jarmarki' powinny miec w regulaminie wczesniejsze przedstawienie projektu sprzedawanego towaru, nawet na rok wczesniej. Male 'jarmarczki' sa jednak marginalne i mieszcza sie w ramach hobbystycznej sprzedarzy.
    5. Wprowadzona co takiego jak 'design'/projektowanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprostowanie pt 5. (jakis chochlik :) fryzyjski :)sie wkrecil:)))))) powinno byc: Wprowadzono cos takiego...
      I pozdrowienia - eM

      Usuń
    2. Tak, masz rację
      Mnie się wydaje, ze te pani po prostu 'zastraszają" konkurencje, bo większość z nich sprzedaje swoje produkty na jarmarkach rękodzieła. Im się wydaje, że jak wszyją metkę swojej pracowni, to już mają prawa zastrzeżone. Ja wcale nie muszę znać takiego kota-klamkowca z Internetu. Mogę go znać z jakiegoś czasopisma i odgapić wzór. Mam ochotę go produkować i sprzedawać. Pojadę na jarmark, a tam trzy stragany z klamkowacmi:) I co? Niech mi teraz udowodnią, że ja z netu zerżnęłam, jak nie mam komputera? natomiast wpis w blogu zastrzegający nie kopiowanie już daje przewgę tej blogierce, bo skąd mam wiedzieć, że ona tak naprawdę nie ma praw autorskich, a tylko "zwalcza" potencjalną konkurencję takim wpisem? Jest to nieuczciwe tym bardzie, ze takich różnych rzeczy jest mnóstwo na zagranicznych blogach i nie wierze, żeby pytały o zgodę właścicieli. Ja nawet nie wierzę, że jedna drugą w Polsce pyta o zgodę.Jednak wpisy robią i panoszą się jako właściciele pomysłu.
      Ja już Panterze napisałam na temat narzędzi do produkcji kwiatów filcowych. masz formę, masz dany kwiat, który ma określone kolory i robisz taki kwiat z filcu w danej formie. Jeżeli 5 osób ma taką formę i wymyśli sobie zrobić broszkę białą lilię, to wyjdzie pięć prawie identycznych lilii ( a w dodatki zapięcia są takie same). Kto kogo kopiuje?
      Pomysł na poszewkę, na poduszkę z białego lnu z wszytą pionowo szeroką koronką. No ludzie, takie poduchy szyły nasze babki i matki. Jaka tu kradzież i jakie zastrzeżenie, że pomysł jest tylko mój.
      Ja się zgadzam co do zdjęć i tekstów. Tu łatwiej wykryć plagiat, kradzież i łatwiej dojść autora pierwotnego. Ale robótki? Ja już nie wspomnę o YouYub, gdzie od zagranicznych filmików instruktażowych aż się roi.
      Te panie kopiują pomysły innych, a na swoim blogu robią wielkie zastrzeżenia. To mnie tak zastanowiło. Ta pseudouczciwość i jakieś chciejstwo bycia wielkim artystą no i chciejstwo wyeliminowania konkurencji, przede wszystkim, na rynku, bo w domowych pieleszach to każdy sobie może.

      Usuń
    3. Pomysl/idea moze byc podgladnieta ale wykonanie jest juz pozostawieniem wlasnego odcisku rak, pewnej maniery, pewnego typu, pewnej kombinacji czegos wlasnego, charakterystycznego dla wlasnej tworczosci.
      A ta zakupiona maszyna do produkcji filcowych li 'liliji' jest tak cholernie droga, ze placi sie jak za zakup licencji :/.

      Nasunelo mi sie jeszcze jedna refleksja zdjeciowa.
      Dawniej to bylo proste z tymi zdjeciami. Przesylalo sie papierowe zdjecie na prosbe 'wyslij mi swoje zdjecie'. Po przeczytaniu na odwrocie zapewnien o wiecznej przyjazni czy (nawet) milosci odwracalo sie i patrzylo na wystrzezone zeby, ulizana fryzurke, choc wyretuszowana ale rozpoznawalna twarz.
      A dzisiaj? Na taka sama prosbe ktos wysle kilka zdjec swoich. Po otwarciu (bo mailem) widac malpe, strusia, cos rogatego, wsze, prusaka. Dobrze jak jest maly tekst: wczoraj bylismy w zoo, potem w szkole i na koniec w gosciach u Pantery w latach 80-90, na blogu :). (Pantero tylko mi nie odwarknij:) to przyklad).

      Pojecie 'moje' sie troche zmienilo :)

      Usuń
    4. Ale tu i o pomysły jest walka. Zainspirujesz się jakąś rzeczą i zrobisz coś "na kształt". Wrrrrrrrrrrrrr....leci z tamtego bloga. To mój pomysł, wara ci od niego, ja mam prawo do niego i mam prawo tylko ja, wkleić go na moim blogu...

      Hmmmmmmmmmmmm... a równocześnie panie te organizują warsztaty, szkolą, uczą jak szyć...

      Usuń
    5. Takie formy do filcowania kosztują przeciętnie 50/60 złotych, do tego trzeba igły, filc, i wodę z mydłem.

      Usuń
    6. Pewnie mamy na mysli zupelnie inne 'formy do filcowania' :) Ja mam na mysli takie z oprogramowaniem komputerowym, cala kupe zelastwo-plastyku profesjonalnego. :)

      A nie chodzi o to, ze strony bloga, z tymi zastrzezeniami, sa czescia firmy, ktora ktos prowadzi? Bo wtedy zdjecia tam wstawiane sa dla reklamy firmy, zorientowaniu sie w asortymencie czy wrecz oferta. Czasem sa tez 'bonusy' w formie wzoru lub filmiku ale dla hobbystow (ewentualnych nabywcow) a nie konkurencji.
      Czy tu tez nie chodzi o to, ze firme nalezy zarejestrowac, oplacac co trzeba i placic podatki z handlowanego utargu? Inni, bez rejestracji powinni byc scigani za kopiowanie bo nie placa tylko zbieraja drobniaki do wlasnej kieszeni.
      Kursy na zywoto znow 'inna inkszosc' (szkoleniowiec jest uprawniony) a caly kurs ma pomagac (odplatnie) w doskonaleniu wlasnego warsztatu, nawiazania kontaktow (roznych), w rozgladnieciu sie w mozliwosciach (za chlebem) zarobkowania itp. albo tylko z ciekawosci ktos idzie bo ma na to. Kursow przez internet nie rozumiem, chyba, ze na pomoc na rzecz... :))))) ale i tego nie do konca rozumiem.
      Jesli nie mam z powyzszym do czynienia to nic sobie nie robie z takich ostrzezen, prosb ale dbam sama oby nie naruszyc niczyjej wlasnosci okreslonej prawem, bo mnie to moze slono kosztowac :). Znajomosc prawa w elementarnej chocby czastce w tej materii jest dobra :)

      Usuń
    7. Ja musiałam zarejestrować dodatkowy profil dla firmy- drobna galanteria:) Rękodzieło też musi być zarejestrowane jeżeli prowadzi sprzedaż, ale w jego ramach nie musi być opatentowań. No i tu jest właśnie sprawa zastrzeżeń na blogach. One nie mają patentów, a zastrzegają. Co do szkoleń, masz rację. Jak są odpłatne, to wszystko musi być drogą urzędową, jak jest w ramach np zajęć Domu Kultury i nieodpłatne, to nic nie musza, jak maja zlecone, to odprowadzają forsę jak za zlecone. Opłaty na jarmarkach muszą uiścić.
      Tutoriale są z dobrej chęci podzielenia się swoimi umiejętnościami i wiedzą.

      Usuń
    8. Piszesz, ze wrrrrrrr... leci z blogu za zainspirowanie sie? :D A niech sobie warcza... (nawet na kiszce sztolcowej), jak im to sprawia przyjemnosc :D. Dosadniej trudno to wrrrrrr odebrac :)

      Usuń
    9. Jak sie na przyklad robi kolekcje jesienna mody to nikt wzorow nie wstawia na publiczny oglad a dopiero zaprasza widzow, prase na wybieg podczas prezentacji i otwarcia sezonu. Rowniez pracujacy przy tym projekcie podpisuja cyrograf, ze nawet gdyby ich w smole... to nie pisna slowa co przygotowywuja. Jak sie cos upublicznia to znaczyc moze, ze juz tego nie potrzebuje sie trzymac w tajemnicy: bierzta ludziska ile wlezie, za friko lub kupujcie za wor pieniedzy!

      Usuń
    10. No i o to też mi chodzi. Jeżeli ktoś nie chce, żeby ktoś inny zrobił taką samą lub bardzo podobną rzecz, to chroni to i nie pokazuje lub kupuje patent, a potem dopiero sobie zastrzega. A tu zastrzeżenie bez pokrycia.

      Ja się głównie inspiruję motywami Crazy z angielskich patchworków, ale one są tak bogate, że nawet gdybym chciała być świnią, a nie chcę,i zerżnąć, to nie mam szans. To są mistrzynie. Dlatego łapię główny zamysł, a potem i tak wychodzi zupełnie coś innego, bardzo mojego, osobistego:).
      W Polsce mało kto robi taki crazy patchwork w stylu barokowym.

      Usuń
    11. "strzyżonego pan bog strzyże" ( albo poprawniej 'strzeżonego pan bog strzeże' ) :DDD

      Usuń
  7. Zapomniałam jeszcze dodać- jeżeli któraś pani z zastrzeżeniem na swoim blogu, umieści na tmże blogu fotkę otrzymanego na dany produkt patentu, to wtedy uznam zastrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie ,jak się cos podoba to sobie próbuję robić.Nie ,nie na sprzedaż,ale gdyby była taka możliwość to pewnie bym sprzedawała.Na szczęście nie biorę się za handel,bo zginęłabym w gąszczu przepisów na pierwszym zakręcie (jestem bardzo ciężka w kontaktach z przepisami,przeważnie ,nie wiem o co chodzi,nie rozumiem takiego języka).
    A tym paniom z takim zastrzeżeniem może to się podoba jako ozdóbka blogowa,bo chyba nie ma ,za bardzo takiej możliwości,wg Twoich wniosków i rozważań,żeby komuś udowodnic,że własnie od niego ten pomysł pochodzi.
    Internet jest żródłem niespożytym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja robię i sprzedaję, ale dbam o to, żeby odpowiednio procentowo (30 procent swojego pomysłu) praca była już moim pomysłem. Często się inspiruję, ale podczas roboty i tak wychodzi rzecz daleko odbiegająca od inspiracji.

      Usuń
  9. A ja na swoim blogu nie umieszczam i nie groże. Ot róbta co chceta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie masz nic do stracenia, a ter panie tak. Każda tak zrobiona rzecz to potencjalny towar, który jest dla nich konkurencyjny. Ja też wychodzę z założenia, ze jeżeli ktoś potrafi, ma zdolności, to żadna siła nie jest w stanie mu przeszkodzić, a tym bardziej wpisy - zastrzeżenia, które tak naprawdę nie mają pokrycia prawnego. No chyba, że czegoś nie wiem i się mylę.

      Usuń
  10. U mnie na blogu jest taka formułka, ale dotyczy tylko zdjęć. Nie życze sobie, żeby ktoś powielał zdjęcia autorstwa mojego, lub którejś z moich córek, bez informowania mnie o tym fakcie. I tyle.
    Kursy na blogu są ogólnodostępne i każdy może się nimi "poczęstować" :-)
    Wspomniana przez Ciebie pani A dokonała jakby nie było podwójnej kradzieży: zdjęcia i wykonania. A to, że ma tę torebkę, nie oznacza, że może ją prezentować jako własny wyrób i pomysł. Jest tylko jej właścielką - fizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Akurat Ty uczciwie podajesz źródła Twoich inspiracji:):)Ja mówię o blogach, gdzie są wyłącznie zdjęcia rękodzieła. Rozumiem, że ktoś może sobie nie życzyć powielania zdjęć osobistych.
    I powiem Ci szczerz, że kiedy pisałam ten post to Ty jako jedyna, która uczciwie podaje źródła ciągle siedziałaś mi w głowie:)Znam jeszcze parę osób, które "robótkują" i też podają źródła inspiracji. Niestety, większość innych zastrzega sobie nie kopiowanie, a ... itp, itd...
    Masz rację, pani A zachowała się skandalicznie i nie zamierzam jej wcale bronić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko - bardzo mi miło! :-)

      Nie tak dawno, pisałam na temat "inspirowania się", powielania cudzych pomysłów i przestrzegania praw autorskich. Chodziło o pewne kolczyki frywolitkowe. Oj oberwałam po uszach! Nie na blogu, tylko na FB, bo tam się "aferka" rozpoczęła ;-D

      Usuń
    2. pamiętam:) Już wtedy mówiłam, że często praźródło pomysły jest nie do odnalezienia. A jednak uczciwie jest podać chociaż jedno, w którym się dana rzecz pojawiła:)albo po prostu powiedzieć- znalazłam w necie, ale nie pamiętam już gdzie:), bo rzeczywiście gdzieś tam przeleciało, w pamięci zostało, a strony już nie można odnaleźć.

      Usuń
  12. trzecie zdjęcie od dołu - rewelacja!!!
    Prawo autorskie dotyczy nie tylko efektu końcowego, ale także czynności pośrednich np. podania zródła inspiracji/pomysłu. Lubimy sobie przypisać cudze prawa autoskie i je strzec jak swoje. Wg mnie jednak w większości przypadków bierze się to z niewiedzy, głupoty oraz z tego, że przecież wiemy najlepiej. Sprawa opisana przez Ciebie wg mnie świadczy o jej nieuczciwości, nieczystej grze, o zwykłym złodziejstwie polegajacym na przywłaszczeniu praw autorskich. Ja dwukrotnie byłam ofiarą przywłaszczenia przez innych moich fotografii. Nie było łatwo, ale powalczyłam skutecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rewelacyjnie ułożyła się rosa, ja tylko zarejestrowałam:) Myślę, że Internet daje takie możliwości i ludzie z tego korzystają, bo nijak im udowodnić, że to nie ich.
      Myślę, że dla wielu jeszcze "prawa autorskie" to czarna magia lub błahostka.

      Usuń
    2. masz rację czarna magia, ale gdy ktoś komuś zwróci uwagę w dobrej wierze, często napotyka niepojęty opór. Nagminnie są pobierane zdjęcia/grafiki z internmetu i zapisywane na dysk komputera, nie wiadomo po co, by następnie wstawić je na swoją stronę/bloga z informacją "z sieci", bez linka. Do każdego obrazka łatwo znaleź jego źródło. O ile łatwiej wstawić plik po adresie url - bezpiecznie i zgodnie z prawem bez potrzeby dodawania adnotacji. Odrobina dobrej woli i poszanowania drugiego człowieka, by żyło się lepiej;)

      Usuń
    3. Ja też czasem pobieram z netu i czasem trudno dojść tej właściwej strony. Wtedy podaję ogólna albo, niestety, piszę- źródło Internet. I nigdy nie jestem pewna, że jak podam stronę, to podam równocześnie tego właściwego autora, ale przynajmniej staram się:)

      Usuń
  13. w temacie zastrzegania sobie praw autorskich do treści /tekstów i nie tylko/ na blogu, to uważam to za bzdurę... pomijając fakt, że są one nieegzekwowalne, to byłoby tak, jakbym np. coś mówił publicznie na ulicy, a ktoś by te słowa później powtarzał, albo gdyby ktoś np. skopiował jakiś mój pomysł na ubranie się i ubrał się tak samo... nonsensem byłoby mieć jakieś pretensje do takiej osoby...
    owszem, miło mi jest, gdy ktoś mnie zapyta, czy może na swoim blogu zacytować /zamieścić/ jakiś materiał z mojego bloga, ale od nikogo tego nie wymagam...
    owszem, gdy ktoś się publikuje w formie książek, płyt i zarabia na tym /np. jak Andrzej Art Klater/ to rzeczywiście ma prawo rościć sobie prawa autorskie... ale przenoszenie tego na blogi uważam za idiotyzm...
    czytałem kiedyś /bardzo dawno tego/ opowiadanie "sci-fi", dystopię, która opisuje świat obstawiony urządzenia nasłuchowymi... gdy ktoś publicznie powiedział na przykład "k... mać", system reagował i delikwent płacił karę, bo ktoś sobie zastrzegł prawa autorskie do tej frazy... jakoś bardzo mi się kojarzy to opowiadanie, gdy słucham, czytam niektóre dyskusje na temat praw autorskich w necie...
    pozdrawiać :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celne uwagi. Rzeczywiście świat jest pełen plagiatów i trudno nadążyć za tempem powielania pomysłów. Najlepszą ochroną jest tajemnica:)

      Usuń
  14. Coś w tym jest. U mnie formułka wisi fakt, może powinnam ją uściślić, dodać, co "autor ma na myśli", bo tu głównie chodzi o bezczelną kradzież zdjęć i wstawianie ich jako swoich, z drugiej strony, jak ktoś będzie chciał to i tak zabierze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że takie uściślenie dużo dałoby.Jednak jak nie ma blokady, to i tak taki wpis na nic.

      Usuń
  15. od Anki przyszłam i z dużym zainteresowaniem przeczytałam Twoją notkę.
    dała mi dużo do myślenia

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że mnie odwiedziłaś.A jeszcze milej, że treść posta pobudza do myślenia:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.