czwartek, 24 października 2013

Seans z Rudą

Pojawiają się zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Wczoraj też tak było. Wróciłam ze sklepu i miałam zamiar zabrać się za gotowanie obiadu, kiedy Jaskół z parkingu zawołał: Młoda jest na leszczynie. 
Jasne... teraz...ale piorunem porwałam aparat i nawet niezbyt cicho podeszłam pod ogromny orzech, na którym Ruda już sobie urzędowała. Beza, myśląc, że to zabawa,  w podskokach poleciała za mną.
 Trochę się obawiałam, że  Ruda zaraz zwieje, bo pod nogami miałam suche liście i nie było możliwości, żeby stąpać cicho. Poza tym Beza robiła hałas, ganiając z patykiem tam i z powrotem, okrutnie warcząc i raz po raz waląc nim w pień orzecha. Ruda raczej nie miała zamiaru wiać. Wspinała się coraz wyżej. I tu pojawiły się trudności w robieniu zdjęć.  Pierwsza z nich to plątanina gałęzi, która przysłaniała mi Rudasa, a druga- ostre słońce. Musiałam szukać cienia, żeby w ogóle widzieć, co fotografuję. Jak na złość, kiedy stałam tyłem do słońca, wiewióra była mało widoczna spoza gałęzi. Dlatego większość zdjęć jest robiona "pod słońce", a futrzak musiał być potem "rozjaśniony"
 Tu już jest bardzo wysoko. Zauważyła nas. Zastanawiała się pewnie, co to tak na dole warczy i goni jak głupie, i co to jest to drugie, które co chwilę podnosi ręce i piszczy.
 Chwilę rozglądała się dokoła. Przyszła na obiad, szukała pozostałych jeszcze na drzewie orzechów.
 Potem popatrzyła na dół po czym zapadła w stupor. Trwała tak i trwała, a mnie już kark bolał od spoglądania w górę oraz ręce od trzymania aparatu na wysokości oczu. A Ruda nic, siedziała i gapiła się. Wiewiórki, kiedy czują zagrożenie, zastygają i potrafią w jednej pozycji trwać długo. Oczywiście cykałam i cykałam te zdjęcia, ale większość z nich musiałam wyrzucić, bo do bani były. A wiewióra w tym czasie ani drgnęła. Na szczęście po kilku minutach postanowiła się ruszyć.
 Przekicała po konarze w stronę orzecha.
 Hejka!!!! Tam na dole!!!! Jesteście jeszcze????- ciekawski futrzak zwisnął przez konar głową w dół, kontrolując nasze poczynania. A było na co popatrzeć, bo Beza postanowiła zachęcić mnie do zabawy, atakując moje kostki. Gryzła moje gumiaki, a ja "odkopywałam" się jej z wdziękiem, ciągle robiąc zdjęcia z zadartą w górę głową. Im bardziej kopałam, tym zajadlej Beza poszczekiwała.
 - Boszszszszszsz, co wy wyprawiacie?! Czy ja mogę spokojnie zjeść obiad?- Ruda zniecierpliwiona przyjęła pozycję "do ataku" , a potem zaczęła na nas pofukiwać. Znalazłam jakiś patyk, rzuciłam go szczeniarze i nareszcie moje kostki "odetchnęły". Beza poleciała z patykiem do lasku.
 Wiewióra zabrała się do pałaszowania orzecha, rozrzucając łupiny na wszystkie strony, a ja robiłam zdjęcia w spokoju.
 -A gdzie jest szczeniara?- nagle zainteresowała się Ruda. Nie musiała długo na odpowiedź czekać. Beza  w szalonym pędzie przeleciała pod orzechem i z impetem zaatakowała moje gumiaki. Odzywa się w niej owczarek. Ma w zwyczaju "zaganiać" mnie, gryząc po pęcinach. Nie potrafimy jej tego oduczyć.
 Ruda ze zdziwieniem przyglądała się przez chwilę wyczynom szczeniary.Odniosłam wrażenie, że była deczko zdegustowana tym, co się na dole wyrabia.
 Potem spojrzała w górę. Oceniała możliwość ewakuacji z tego niezbyt spokojnego otoczenia. Przyznam, że też czekałam, kiedy sobie pójdzie. Powinnam iść gotować obiad, a żal mi było odchodzić, bo zawsze jest jakaś nadzieja, że jeszcze ciekawsze ujęcie się zdarzy. Toteż stałam tam pod drzewem ze świadomością, że czas ucieka.
 W końcu postanowiła pójść sobie. Najpierw pobiegła na koniec gałęzi. Już miałam nadzieję,
 że wykona cudny skok na tuję, a ja- oczywiście- zrobię zdjęcie tygodnia pt. Latająca wiewiórka, kiedy zawróciła i poleciała w kierunku pnia.
 Młode toto, widocznie jeszcze "latać' nie potrafi.
Wybrała leszczynę. Potem mignęła wśród liści i tyle ją widziałam. Poszłyśmy z Bezą do domu. Obiad był o normalnej porze:)

20 komentarzy:

  1. Śliczności rudaska. Zawsze zachwyca mnie ich kruchość a jednocześnie łatwość z jaką poruszają się na gałęziach.A ja jestem zadowolona, bo kupiłam nowe karmidełko dla sikorek - to taka ażurowa tuba plastikowa, w którą się wsypuje orzeszki arachidowe. I już te małe spryciule załapały, że to nowy karmnik i zaczęły przylatywać.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm......... rude to najbardziej cwane istoty w naszym ogrodzie. A ja cieszę się, bo następne pokolenie hasa sobie po drzewach i nie boi się nas:) No i szczeniarę mają w nosie.
      Już dokarmiasz ptaki?

      Usuń
  2. Masz prawdziwe szczescie do rudych! Tyle zdjec i jedno lepsze od drugiego. A dodatkowo mala zolza siedziala spokojnie i pozowala. Te "moje" rude zachowuja sie, jakby mialy owsiki w zadku i graly ze mna w chowanego. Zanim pstrykne, ta juz jest po drugiej stronie pnia.
    Swietnie Ci ta sesja wypadla!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, bo rude ganiają codziennie po drzewach, tylko ja nie mam czasu ich fotografować. Wczoraj była piękna pogoda i się skusiłam. Mała zołza postanowiła dobrze przyjrzeć się tym tam na dole, dlatego spokojnie siedziała na górze:) Mam jeszcze zdjęcia z sierpnia i chyba września. Kiedyś je tu wkleję:)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia do wspaniałej opowieści o Rudej i Bezie !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze! zazdroszczę, Ci ogrodu pełnego drzew i zwierząt, no i talentu do robienia pięknych zdjęć:) Całuski
    ps. mój pies, też gryzie mnie po kostkach, ale tylko mnie, czyżbym była najbardziej podobna do owcy w stadzie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Bezie przeważają geny szetlanda. Niespożyta energia, galop w iście zawrotnym tempie, zaganianie i gryzienie po kostkach. A, i jeszcze doskok do łokcia. To jest diable wcielone. Temperamentna jest okropnie i mamy kłopot ją ujarzmić. Najlepszy sposób, to branie do ogrodu i "przeganianie' z patykiem.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Być gryziona po kostkach, czy mieć rude w ogrodzie?

      Usuń
  6. rude "marchewy" są też u mnie i raczej innych tu nie ma... trzeba przyznać, że u Ciebie /w Twoich rejonach/ jest bogaciej, bo oprócz rudych są też szatynki i brunetki :D...
    pozdrawiać :D jzns...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw były dwie- ruda i ciemno brązowa. W zeszłym roku młode były różne. jedna była ruda z czarnym ogonem. A w tym roku pojawiają się różne: rude, ciemne i właśnie ruda z czarnym ogonem. ta na zdjęciu to chyba tegoroczna, bo bardzo drobna.
      Też pozdrawiać:)

      Usuń
  7. super, że udało Ci się ja 'złapać" na dłużej :) bardzo lubię wiewiórki, mogłabym siedzieć godzinami i obserwować co robią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jeszcze ganiają po ogrodzie, ale zimą potrafią harcować na tarasach, czasem słychać je na strychu. Bardzo je lubię.

      Usuń
  8. Cuuudna! Jedna z "moich" wiewiórek była tak oswojona z nami, że jak zbyt blisko podchodziliśmy - rzucała w nas łupinami orzechów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba w dowód miłości. Dzieliła się z Wami tym, co jej zostało:):)

      Usuń

  9. Piękna wiewiórka :)) W każdym regionie wyglądają inaczej :)) Niesamowiete...

    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  10. :) powrót starych dobrych wiewiórów;P J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano powrót, ale tematu, bo wiewióry raczej młodsze:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.