niedziela, 24 marca 2013

Coś miłego


Napisałam post, który będzie potem. Teraz coś ważniejszego dajęJ. Dostałam wyróżnienie od PanteryJ))  Pantero, stokrotnie dzięki. Nie wkleję na pasek, bo znasz moje zasady, ale czuję się ogromnie, ogromnie zaszczyconaJ. Mam maleńkie „ale”- w związku z zadaniem dotyczącym wyróżnienia, zabawa fotograficzna, zaproponowana przez Ciebie, znowu się przesunie w czasie. Mam z nią kłopot, bo nie potrafię zebrać kompletu zdjęć, odpowiednich do postawionych pytań.
Dobra- odpowiadam na pytania Pantery
1.     Przyjmując brak ograniczeń terenowo-finansowych, jakie zwierzę chciałabyś mieć w domu i dlaczego?
OsłaJ. Osły są mądre, tak mądre, że uważa się je za głupie i uparte, a one dobrze wiedzą, czego nie chcąJ. Swoją wiedzę uzupełniają stanowczością oraz konsekwencją. Poza tym są śliczne, mają miękkie, fajne w kolorze futerko i jak się je odpowiednio wychowa, mogą być bardzo przyjacielskieJ
2.     Najpiękniejszym imieniem jest dla Ciebie...
     Berenika
3.     Miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać na stale.
 Dom w samym środku puszczy
4.     Gdybyś wygrała w totolotka milion złotych.
Część dostałyby wszystkie nasze dzieci, cześć dałabym jakiemuś schronisku dla zwierząt ( dlaczego nie na dzieci?, bo nie- i taką wredą zostanę), a resztę przeznaczyłabym na remont domu i nasze ( z Jaskółem) hobby
5.     Gdybyś miała nieograniczoną władzę.
Nigdy nie dążyłam do władzy (chociaż trochę jej miałam w pewnym momencie mojego życia) i nawet, gdybym ją mogła dostać, zrzekłabym się. Nie ja będę naprawiać i przebudowywać świat.
6.     Najprzystojniejszym aktorem jest według Ciebie.
Jack Nicholson, jest tak wredny, tak brzydki, i tak charakterny, że aż przystojny z tym wszystkim
7.     Chciałabyś wyglądać jak...
Ja sama. Generalnie (poza małymi chwilkami) zawsze uważałam, że nie jest źle z moim wyglądem i nigdy nie miałam określonego typu urody, żeby chcieć w takim być.
8.     Chciałabyś, aby Twoim przyjacielem został... i dlaczego?
Mam już prawdziwego przyjaciela- Jaskóła, ale dobrych przyjaciół nigdy za wiele, więc mógłby nim być również Martin Luther King- jest mi bliski ideologicznie. Oglądałam kiedyś serial o nim i jeżeli nakreślono w nim jego prawdziwą sylwetkę, to właśnie taki typ człowieka mógłby być moim przyjacielem.
  9. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Pierwszego przeniosłam z pewnego portalu, żeby móc kontynuować znajomość z opisanymi przeze mnie gnomami. Potem, kiedy gnomy zaczęły się świnić, blog ten zamknęłam. Po miesiącu doszłam do wniosku, że nie będę mną jakieś wredne baby „kierowały” i nie będę z powodu nich zamykać bloga. Otworzyłam najpierw „Jeszcze nieraz zatańczę”, a potem „Świat…..”. Ten pierwszy zaczął być ciasny. Ten drugi jest po to, żeby się zgryźliwić i być niegrzecznąJ. Jest jeszcze trzeci- poetycki, ale chyba go zamknę.
9.     Twoje życiowe credo to...
Na przekór wszystkiemu i wszystkim nie dam się upodlić i złamać. (a do tego refren…. Możecie mnie pocałować w ….ę)

Nominuję kolejne blogi ( nie jest to łatwe, bo już się zaczynają powtarzać)
1.     Nic specjalnego
2.     Gżegżółka
3.     Gantuell
4.     Hanna
5.     Codzienne życie Agaty
6.     Recykling domowy
7.     Uroki dnia codziennego
8.     Ogród i ja
9.     Pragmatyk na wsi sielskiej
10.  Tu nie mam już kogo typować, bo nie bywam i nie wiem, kto jeszcze mógłby bez powtórki wziąć udział
  I moje pytania

  1. Jakie cechy Twojego charakteru utrudniają Ci życie?
  2. Twój najszczęśliwszy moment w życiu?
  3. Kiedy widzisz mysz na swojej drodze, co wtedy robisz?
  4. Twoja ulubiona dziedzina wiedzy?
  5. Twój największy wybryk szkolny- opisz.
  6. Czego najbardziej nie lubisz u kobiet?
  7. Wymień 5 rzeczy, które zawsze zabierasz ze sobą w podróż.
  8. W jaki sposób poprawiasz sobie humor?
  9. Co MUSISZ mieć zawsze w swojej torebce?
  10. Jak się zachowasz w takiej sytuacji: Plaża, jesteś w bikini, podchodzi do Ciebie przystojny brunet, zgaduje, flirtuje i nagle znienacka klepie Cię mocno w pupę…
A teraz niniejszym oświadczam… TO BYŁA OSTATNIA ZABAWA, W KTÓREJ WZIĘŁAM UDZIAŁ.
Miłe to wszystko, zabawne, prześmiewcze, czuję się doceniona, wyróżniona, jednak zabawom, konkursom i innym tego typu rzeczom mówię zdecydowane: NIE.
Naprawdę wolę, kiedy pojawiają się komentarze pod moimi postami i to już jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem.
Dlatego, dziewczyny, lubię Was bardzo, doceniam Wasze wyróżnienia i mam nadzieję, że moja odmowa nie urazi Was.
To się teraz robi.
 Na razie jest to tylko przód poduchy. Już ją zaklepała Młoda. jest jeszcze druga do zrobienia. Ma różę herbacianą ( no powiedzmy- pomarańczową)
 Te plamy pod listkami to mazak samoznikający po 4 dniach. Ciekawa jestem, co z nim będzie. Kupiłam też biały i na razie to znaczy wodą. Takie bajery oferują, a potem wyłazi z tego bubel:( Generalni brakuje mi "sprzętu" do tego typu robótek. Tu trzeba podkładki, linijki, dobrych nożyczek czy właśnie pisaków do nanoszenia wzorów.
 Chciałam zrobić gąsienicę "przestrzenną" i nie haftowaną. To sobie taką wymyśliłam. To jest nietypowy "crazy". Na razie ćwiczę na nim różne rzeczy.

 Taki klasyczny "crazy" jest na full napakowany szlaczkami, hafcikami, aplikacjami, koralikami, cekinami i czymś, co się pcha w ręce i chce na nim być. W dodatku wszystko ma się złocić, srebrzyć, pachnieć "starą epoką".

niedziela, 17 marca 2013

Krótko dzisiaj

W naszym domu pojawił się nowy domownik. Od razu wszyscy zwariowali na jego punkcie. Młoda siada na podłodze, Jaskół kładzie się przy legowisku, sprząta podłogę i w kieszeni trzyma cukierasy- nagrody za mądre sprawowanie się smarkatej. Ma na imię Beza i jest krzyżówką Szetlanda (matka) z mieszańcem Husky (ojciec). Ma sześć tygodni i w tej chwili wywraca nam życie. Za parę dni przyjdzie przesyłka ze specjalnie zamówionym w specjalistycznym sklepie materacykiem, a z innego  atestowane zabawki dla psiaków. Psinka jest przeurocza, przemądra i taki mały chuliganik.
 Na pierwszym spacerze. Na trawniku psiak oszalał  z radości. Biegała, skakała, chwytała do pyszczka patyczki, listki. Samo psie szczęście.
 Matka- rasowa Szetlandka. Niestety, przydarzyła jej się wpadka z wieloowocowcem.
 Ojciec- Bari, mieszaniec Husky. Pies wzięty ze schroniska z wielką traumą. Włóczykij i samotnik.
"Zapolował" na rasową panienkę skutkiem czego dostaliśmy pieska nierasowego, ale za to z dobrego domu.
Brat Bezy. Taki misiek dobroduszny. Podobno śpioch. Większy od Bezy.Ma też dłuższe futerko i na mój gust za dużo łat.
Beza na śniegu. Podobno była tylko raz na dworze, więc ten spacer to dla niej nowość. Jest odważna i przebojowa. Udało jej się wypłoszyć bażanta. Najpierw kawałek zwiewała, a potem poszła w to miejsce z nosem przy ziemi.


poniedziałek, 11 marca 2013

Plotę i przeplatam :)


No tak… sama się „wydałam”. Plotę…. szyję…. na szydełku też dziabię… haftuję… „łapię sny” za pomocą łapaczy, przyszywam jakieś aplikacje, a teraz jeszcze „szaleję” patchworkowo. No i mam ciągle kaca twórczego, bo odwiedzam mnóstwo blogów robótkowych. Cuda, cudeńka poganiane cudnościami na tych blogach są prezentowane. Szydełko, druty, kartki, masa solna, patchworki, koraliki w prześlicznych układach oraz mnóstwo  rzeczy wykonanych w różnych technikach. Do pięt nie dorastam:(
Na razie nie mam zdjęć poduch, ale może na początek przypinki i naszyjniki? Robiłam sobie katalog, dlatego są przy nich numerki. Niektóre są już zafoliowane do sprzedaży. Wrzucam tylko te, których zdjęcia są najbardziej udane. Nie robię taśmowo jednego wzoru. Bawi mnie wymyślanie połączeń kolorystycznych, różnych układów z wielkościami płatków oraz różne wykończenie środka. Bawię się też gatunkami włóczki. Najfajniej wychodzą z dodatkiem mohairu. Robię przypinki, naszyjniki (różne- na plecionym rzemyku, na sznurku z tasiemką, na sznurku), z frotkami do włosów, breloczki. Technika? A takie sobie kołkowe plecenie po cieszyńskuJ)))







piątek, 8 marca 2013

Kurde balans


Chyba dostanę rozdwojenia jaźni dzisiaj. Z jednej strony cieszę się przeogromnie, bo w końcu otrzymałam egzemplarz autorski książki z moimi dwoma rozdziałami, a z drugiej strony jestem wściekła. Spieprzyli mi teksty (sory, inaczej tego się nie da określić). Jeszcze przed świętami dostałam maila z tekstami oraz z prośbą, żeby zrobić ostateczną ich korektę. Otwieram teksty i widzę, że tabele są poprzestawiane co sprawia, że tekst traci logikę. Poprawiłam a potem wysłałam z gruntownie uzasadnioną prośbą, aby tego nie ruszać. Na co dostałam odpowiedź, w której pan dał mi do zrozumienia, że on nie pierwsze takie teksty czytał, że co nieco wie o redagowaniu i mam być spokojna. Dobra, myślę sobie, panie obrażalski, ja tam się szarpać nie będę, mam nadzieję, że wiesz, co robisz- ponownie poprosiłam żeby tekstów nie ruszać i …. Zaufałam. Do kitu…. Człowiek po raz kolejny okazał się naiwniakiem. Otwieram dzisiaj świeżutki egzemplarz, szukam moich rozdziałów, czytam i o mało jasna cholera mnie nie strzeliła. Jeszcze gorszy bałagan. Do diabła… jak myślicie, kogo czytelnik będzie wyklinał, kiedy będzie musiał szukać końcówki, przedzielonego tabelą zdania? Na jednej stronie jest początek zdania, jeden wyraz: „Tylko…”, potem odwracam kartkę i na drugiej stronie… nie… nie ma  dalszej części zdania, za to jest tabela i dopiero pod nią przerwane zdanie się kończy. Na innej stronie jest tabela na samym początku, a dopiero pod nią wprowadzenie do niej i pod wprowadzeniem, omówienie wyników. Miało być: wprowadzenie, tabela i pod tabelą omówienie. Noż… kurde….na pocieszenie mam (takie lipne pocieszanie się), że nie tylko moje teksty tak schrzanił pan obrażalski (redaktor wydania). W niektórych jest identyczna sytuacja z tekstem i tabelami. Od redaktora naukowego dostałam list z podziękowaniami oraz nadzieją na dalszą współpracę. Oooooo….właśnie, na dalszą współpracę. Nie wypada nie odpisać, toteż wystosuję do pana redaktora naukowego miły list, że owszem, że chętnie i, że bardzo się cieszę z książki, i och… i ach… a potem… dokładnie napiszę, że jestem wściekłaL. Tego nie można zostawić, bo taki jeden redaktorek obrażalski, co to jawszystkowiemlepiej psuje im/ nam cały wysiłek naukowy. Każdy z nas chce, żeby czytelnik miał przyjemność z czytania, a nie wkurzał się na źle zredagowany tekst.
No i tak sobie od radochy, do ataków złości dzisiaj balansuję.

PS. Babo, dziś „pojechałam” w emocjach, no i jak wyszło? J


niedziela, 3 marca 2013

Rude harcują :), wiosna idzie :)


Zauważyłam pewną prawidłowość. Jak się wścieknę i napiszę ostry tekst na drugim blogu, spotyka się on z milczeniem. Jakoś nikt nie chce podyskutować. Najpierw mnie to dziwiło, teraz odpuszczam. W dodatku zauważyłam, że ten blog, który w założeniu miał zawierać moje zgryźliwości, jest taki łagodniutki w porównaniu z moim drugim blogiem. Coś mi chyba nie wyszło. Może ten drugi powinien nosić miano „zgryźliwca”?
OK., ludzie nie chcą już dyskutować na tematy polityczne. Na tematy gospodarcze  i społeczne zresztą też nie chcą.  Najchętniej na takie bardziej prywatne. O zwyczajach, o swoich znajomych, o tym, co ich zadziwia lub o braku normy. Dobra. Ja nie przestanę tam pisać, bo jak się wkurzam na maksa, to muszę gdzieś to wyrzucić. Raz tu, raz tam.  Oba blogi służą, między innymi, do wyrzucanie tego, co mi nie pasuje. A w ogóle to trzeba  mieć silne nerwy, żeby we współczesnej rzeczywistości jakoś normalnie funkcjonować.
Robi się (a jednak) wiosennie. Wczoraj rudasy dały prawdziwy spektakl. Jaskół naliczył ich 5. Ja widziałam, odrobinę później, cztery wiewióry, śmigające jak szalone po drzewach. Po pniu, raz w górę, raz w dół, po gałęziach tam i z powrotem, skoki z drzewa na drzewo. No obłęd. Dzisiaj jedna kursowała po tarasie i trawniku, a druga poszła się napić wody z rynny, znajdującej się  przy okienku  pokoju na piętrze. Może być awantura, bo zeszłorocznym lokalem w wywietrzniku obok okna sypialni, w którym okociła się Bazylka, a potem wynosiła z niego młode, zainteresował się kos. Już tam się kręci. I rudas też się tam kręci. Zobaczymy, kto wygraJ.
Nareszcie wysłałam rozdział do trzeciego tomu serii wraz z pytaniem, jaką tematykę będzie zawierał następny tom. Otrzymałam zwrotną informację: na razie zbierane są rozdziały do tomu drugiego (pierwszy tom jest wydany i mam swój egzemplarz w domu), nie wiadomo, co z tomem trzecim, a czwarty tom mam traktować jako kolejną epokę, czyli filozofię/pedagogikę w Oświeceniu. Dowiedziałam się również, że dr hab.- redaktor serii, stracił właśnie drugi etat na uczelni, która miała współfinansować serię. Powód- coraz mniejsza liczba studentów na kierunku pedagogicznym. Drugi etat stracili wszyscy drugoetatowcy. No proszę… tak dobrze żarło i zdycha. To ja sobie poczekam teraz spokojnie, kiedy pewien dziekan wreda spadnie z hukiem z krzesełka. Ja nie życzę mu źle, ja po prostu nie życzę mu dobrze. I mam ku temu niemałe powody. Zatem czekam i widzę, że moje oczekiwania idą w dobrym kierunkuJ.
Nie otrzymałam jeszcze (mimo, że już wydana) egzemplarza książki, w której znajdują się moje dwa rozdziały. Miesiąc temu proszono mnie o adres i od tego momentu głucha cisza nastała. Książki ani widu, ani słychu. Mam wrażenie, że celowo „zapomniano”. Wszak to dodatkowy egzemplarz darmowy dla znajomych. Jeszcze dzisiaj wyślę maila ze „słodziutkim” pytankiem. Nie dość, że nie dostaję ani grosza za moje pisanie, to jeszcze skąpią na jednym egzemplarzu. Paranoja jakaś. Ta książka powinna się dobrze sprzedawać, bo tematyka jest dosyć nośna i ciągle mało jest takich pozycji na rynku. Rozdziały oddałam prawie trzy lata temu. Wtedy miałam nadzieję, że może jednak z tą habilitacją coś ruszę, to nimi dorobek powiększę. Teraz? Teraz piszę już tylko do szuflady, bo być może, rynek się otworzy i to wydrukują.
Na razie mam ochotę zrobić poduchę w stylu Crazy patchwork. Trochę to czasochłonne, ale ciągnie mnie bardzo.
Dostałam od elfi. Przepiękna precyzyjna robota:). Stoją na regale obok kompa (tu tylko do fotki postawiłam na pianinie)
A to dostałam od Anabell. Równie misternie wykonane dwa przeurocze koty. Sobie wiszą też obok kompa.
 Takie już duże mamy narcyzy w ogrodzie.

 I oczar, który teraz jest w pełnym rozkwicie.