niedziela, 5 stycznia 2014

Figi

Nowy rok zaczął się leniwie. Pochodziłam po blogach i ze zdziwieniem spostrzegłam, że dużo ludzi mówi o postanowieniach noworocznych. A, rzeczywiście, coś takiego ponoć istnieje. Kompletnie zapomniałam o  zjawisku po tytułem „postanowienia noworoczne”. Jedni zarzekają się, że już nie robią listy, inni robią, ale z przymrużeniem oka, jeszcze inni piszą, iż twardo postanawiają zrealizować i tu leci cała litania, co to będzie. Nic nie postanawiam, plany mamy ogólne. Co będzie, to będzie. Nie mam ochoty niezrealizowanymi postanowieniami fundować sobie stresów pod koniec roku. No i potem jeszcze szukać usprawiedliwień oraz winnych, że nie wyszło. I tak wiem, że nie powstrzymam się od wcinania czekolady i innych słodyczy (połowa babskich postanowień- nie jeść słodyczy), i tak wiem, że nie pójdę na żadne męczące ćwiczenia, żeby schudnąć (tu deklaracje: fitness, zumba, łażenie z kijkami, spacery, rower i … sama nie wiem, co tam na schudnięcie wpływa, i tak dbam o, powiedzmy, urodę, więc nie mam potrzeby deklarowania zaliczania: kosmetyczki, fryzjerki,  masażysty, liftingu, lekarza medycyny estetycznej (Ha! Ha! Ha!),bo to się robi niejako automatycznie, w biegu; dla rodziny tudzież sąsiadów oraz klientów staram się być w miarę uprzejma, wyrozumiała, spokojna, cierpliwa itp. itd., dlatego deklarowanie „poprawy się” odpada…„Nie mam pomysła”, jak mówił Kiepski, na dalsze wyliczanki postanowień, a wierzcie mi, było ich na tych blogach całkiem sporo. I naprawdę były one seriozne.
A żeby była równowaga w przyrodzie, to i posty podsumowujące stary rok również często się zdarzały. „Spojrzałam za siebie”- głęboka norma. W sumie nic do jakiegoś ekstra zachwytu, ale i porażki większej nie było.
I tak sobie spokojniutko weszłam w ten nowy rok, który wiosennie, ciepło się zaczął.
A teraz z innej beczki. Figi. Takie z afrykańskich krain, normalne figi. Figi suszone dla ścisłości. Co w nich dziwnego? Niby nic. Ładne, zapakowane w taki okrągły, płaski pakiecik. Figi zawsze kojarzą mi się ze świętami Bożego Narodzenia, kiedy to dostawałam je na ekstra talerzu, razem z innymi słodyczami. Tu dygresja- ponoć to jest zwyczaj śląski, albo moja matka wprowadziła go jako rodzinny mówiąc, że śląski- nie wiem, nie sprawdziłam. Otóż po podzieleniu się opłatkiem, złożeniu życzeń oraz  rozpakowaniu prezentów, każdy dostawał duży płaski talerz z mnóstwem słodyczy. Były na nim same, wówczas, rarytasy: pomarańcza, banan, czekoladowe batoniki, czekoladowe różne cukierki, czekolada, orzechy włoskie, orzechy laskowe, suszone daktyle i suszone figi. No i te figi jadło się takie suszone- trochę twarda, gumowata skórka, w środku trochę kwaskowatego miąższu i dużo drobniutkich pesteczek. Wyrzucało się tylko twardy ogonek. Dobre, ale wymagało mocnego gryzienia. Figi suszone kroiło się również do wypieków.
Ale do brzegu- posłużę się słowami Klarki
Wczoraj, gryząc suchą figę, rozmarzyłam się, jak to dobrze byłoby zjeść figę prosto z drzewa. Nawet nie bardzo wiem, jaki smak ma świeża figa, no bo skąd?  Przypuszczałam jednak, że są mięciutkie i nie trzeba  w nie wbijać zębów z całej siły. Snując marzenia, zapomniałam się trochę- ciach- ugryzłam się w język- cholerna twardawa skórka. Jak nagły ból to i mocny, wściekły impuls do mózgownicy poleciał.  Olśniło mnie- to jest suszone! A jakby tak, jak rodzynki, trochę taką figę rozmoczyć? Wrzucam do garnuszka parę fig i zalewam wodą. Zobaczymy.
- Czy u was moczyło się figi?- pytam Jaskóła, z niejasnym przeczuciem, że może ja nie wiem, jak takie figi prawidłowo się traktuje przed jedzeniem.
-Nie- mówi Jaskół- Nic mi nie wiadomo o moczeniu. Jedliśmy zawsze takie suszone.
Hmmmmmm… szukam w necie- może jest jaki inny sposób jedzenia fig. Nie znajduję. Ja kombinuję, a figi się moczą. Trochę niefajne mi się wydaje przeżyć 50+ lat i nie wiedzieć, jak się niektóre rzeczy je.

A teraz czekam na Wasze zdanie na temat konsumowania fig, które do nas przyjeżdżają suszone.
Bezy zamiast fig




30 komentarzy:

  1. Świeże to za duzo powiedziane ,ale nie suszone figi można kupić w supermarketach ,nawet dzisiaj widziałam w Lidlu .Kilka razy takie jadłam ,ale wolę suszone ,te bardzo lubię ,własnie takie twarde ,są mniej słodkie od tych miękkich ,które można kupić na wagę .Jeśli chodzi o moczone figi to znalazłam kiedyś przepis ,jako lekarstwo na ból gardła . Nawet próbowałam tych moczonych fig ,ale czy wyleczyły mi gardło to nie pamiętam ,nie zastosowalam ściśle kuracji ,bo tam na raz trzeba było zjadać okolo dziesięciu fig :)
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj:):):) I wzajemnie wszystkiego dobrego. Nie byłam dawno w dużym markecie, nie wiem, czy tu w naszych są teraz te niesuszone, ale dawniej ich nie było. Figi mają dużo właściwości leczniczych. Namoczyłam moje, są bardzo dobre.

      Usuń
  2. Świeże figi jadłam w ilościach sporych w...Bułgarii.Świeże czy suszone- mają działanie przeczyszczające, właśnie przez te pesteczki. Jesienią często są u nas świeże figi w Tesco lub Lidlu, a w tym roku były nawet w moim spożywczaku. Ale świeże smakowały mi tylko w Bułgarii- były tzw. prosto z drzewa. Te w naszych sklepach są znacznie gorsze, bo zbierane są nim dojrzeją na słońcu. To tak jak z bananami - te, które jadłam w Singapurze (malezyjskie) były zupełnie inne niż te, które do nas docierają.Nie miałam pojęcia,że to taka różnica.
    Jeszcze coś o zastosowaniu fig - w krajach arabskich służyły do depilacji okolic bikini - nakładało się klejącą papkę na owłosienie, czekało aż zaschła i szybki ruchem odrywało od ciała.
    Istnieje również kuracja odchudzająca - codziennie rano należy zjeść na czczo suszone figi. Pierwszego dnia jedną, następnego dwie, aż dojdziesz do siedmiu fig zjedzonych na czczo . Od ósmego dnia redukujesz codziennie jedną figę.
    Po dwóch tygodniach ważysz 2 kg mniej. Nie wiem czy to prawda, ja po dwóch figach zjedzonych na czczo miałam dość z powodu kłopotów jelitowych.
    Bezunia jest słodka, zupełnie jak jej "koleżanki po imieniu" Pomiziaj sunieczkę ode mnie, proszę.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa... anabell, Ty zawsze mi tu dużo fajnych informacji podeślesz:):) o tej figowej diecie czytałam. taki sposób depilacji to raczej dla tych bardziej wytrzymałych na ból. od dwóch dni zajadam te figi tudzież suszone śliwki- nie zauważyłam jakichś dodatkowych sensacji. Może ich wzajemne oddziaływanie uzupełnia się bez skutków ubocznych?
      Bezka pomiziana. Ale zamruczała fajnie:)

      Usuń
    2. To Ci jeszcze coś o daktylach napiszę - choć są piekielnie słodkie nie podnoszą (po ich skonsumowaniu) poziomu cukru we krwi. I pyszny jest domowej roboty chlebek daktylowy. A w Sylwestra jedliśmy domową "gębosklejkę" zrobioną z podziabanych drobno fig, daktyli, orzechów, miodu, czekolady i rumu. To była wielce uzależniająca "gębosklejka". A te śliwki i figi zajadasz na czczo, przed śniadaniem?

      Usuń
    3. Nie zajadam na czczo w takiej ilości, po jednej dziubnę, a potem śniadanie. Wiem, wiem... powinnam na czczo.
      Daktyle są dla mnie za słodkie. Po dwóch owocach mam dosyć
      Hmmmmm. rum z figami:):):):) musi dobre być:)

      Usuń
  3. Ja, szczerze powiedziawszy, wole memlac suszone figi, ktore tez nieodmiennie kojarza mi sie ze swietami w dziecinstwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Memlac też lubię, ale czasem zdarza mi się przy memlaniu zgryźć własny język lub policzek od wewnątrz. brrrrr wściekły ból:( Chce takie przygody wyeliminować:)

      Usuń
  4. Jaskółko, ja znam figi świeże i podsuszone i czuję jakby to były dwa rodzaje owoców. Taka jest w moim smaku różnica między nimi. Najbardziej mi odpowiadają takie trochę podsuszone, sprawowane, słodkie swoją słodyczą. Lubię smak figi i jej zapach i nawet te pestki. Przypominają mi mak :) lub malinę moroszkę :) (w zębach bo smak inny).
    Ja robię dżem figowy. Szklanka soku żurawinowego, opakowanie pokrojonych i odogonkowanych półsuchych fig. Zagotowywuje, zmniejszam ciepelko i pod przykrywka w rondlu susze jakieś 10-15 minut. Dodaję wyciśnięty sok z malej/połowy cytryny i ogrzewam następny kwadrans. Można dodać cukier. Ja nie dodaję. Wystudzam i do słoiczka. Taki dżem zastępuje inne i dodaje dodatkowy smaczek. Na jego podstawie robię ciasto na kwaśnym mleku z dodatkiem przypraw piernikowych. Mogę podać dokładniejszy przepis :).
    Pokazując figę, pozdrawiam serdecznie z wczorajszej zimy (w ciągu dnia bo wieczorem znów bezśnieżnie :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ps. Po wysłaniu zauważyłam automatyczne zmiany mojej pisowni :). Poprawiam słowo 'sprawowane' na z prasowane i 'suszę' na duszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za przepis. Może wypróbuję. Te suszone mają twardawą skórkę, ale też je bardzo lubię.

      Usuń
  6. W Alzacji, jesli zima byla lagodna, mozna zjesc figi prosto z drzewa. bardzo lubiee:) Mieciutkie toto, slodkie, wyskakuje spod skorki i przyjemnie zgrzyta w zebach, drobnymi pesteczkami:)
    Dzem jadamy tez ,ale taki ze sklepu..
    A Beziki-slodkie;)
    Sciskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w tym roku jest szansa na figi prosto z drzewa:) Dżem kiedyś kupiłam i był bardzo dobry.

      Usuń
  7. Lubię obie wersje, w zalezności od nastroju. Suszone kojarzą mi się z babcią, która trzymała je dla mnie w kredensie i obdarowywała przy każdej wizycie.:)Nie moczyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. na figach się nie znam - niestety. To znaczy znam się tak jak Ty :))))
    a co do postanowień, to nigdy nie robię z końcem roku, tylko wtedy, kiedy najdzie mnie potrzeba, czyli niezależnie od daty. Mam coś zrobić, to postanawiam, ze zrobię i najczęściej dotrzymuję słowa, z naciskiem na najczęściej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jak coś postanawiam, to dotrzymuję, co niepomiernie dziwi ludzi. Jednak nim coś postanowię, to długo zastanawiam się czy to dam radę zrealizować. Postanowienia na cały rok nie maja sensu, bo przecież w ciągu tego roku mogą się zmieniać warunki i to może mieć wpływ na wypełnienie postanowienia.
      A takie postanowieni typu- nie będę jadła słodyczy... ja już skończyłam 14 lat dawno.

      Usuń
  9. Postanowienia mają to do siebie, że szybko się o nich zapomina ;)
    Co do fig. W tym roku, w zeszłym, oczywiście, latem jadłam je na surowo - po raz pierwszy w życiu. Byliśmy w Czarnogórze i akurat wtedy, czyli w sierpniu dojrzewały. Bardzo mi smakowały :) Trochę przywieźliśmy do domu, ale są bardzo trudne w transporcie, bo ledwo przeżyły dwudniową podróż. Marketowych nie kupowaliśmy, suszone jadłam kilka razy w życiu, myślę, że pomysł z moczeniem jest bardzo dobry.
    Co do tego zwyczaju, o którym pisałaś. Możliwe, że śląski, coś mi się kojarzy, że babcia opowiadała mi, że dostawali orzechy na talerzu po Wigilii. Babcia miała rodziców urodzonych na Śląsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namoczyłam figi i okazały się rewelacją. Boję się , że te marketowe, to będą tak, jak pisze anabell, pędzone

      Usuń
    2. Również, obawiam się ,że będą. Nie ma innej opcji, żeby kawał drogi przewieźć je i sprzedać w dobrym stanie. Dlatego nie kupowaliśmy ich, kiedy pojawiły się we wrześniu. Chociaż wiem, że z bananami, czy arbuzami jest to samo. Też ostatnio nie kupujemy.

      Usuń
  10. Na figach się nie znam ale bezy lubię i zdjęciem przypomniałaś mi o nich:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te białe są moimi ulubionymi ciastkami a ta ruda to łobuz i tyle:)

      Usuń
  11. A ja też nie postanawiam! Bo i tak figa z tego;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Figi kandyzowane czy suszone jem od tak, po prostu:)
    Tytuł skojarzyłam z figami damskimi;)))
    Pisałam u siebie, że ppstanowień nie składam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę do ciebie, bo gdzieś mis ie zgubiłaś:): aż mi głupio.
      Kiedy pisałam tytuł, to przemknęło mi przez głowę, że to może być ciut prowokacyjne:)

      Usuń
  13. Ja wolę świeże - delikatne i pachnące. A kupuję je w supermarkecie ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne... Socjo... narobiłaś mi chętki na świeże figi:)ale zapewniam Cię, że te suszone, potem namoczone, też są świetne w smaku.

      Usuń
  14. Ponoć w Chorwacji są świeże, nawet na Bornholmie mieliśmy pokazane drzewka figowe, które owocują. Widziałem w hali targowej wśród owoców, ale jakoś jak koń dorożkarski całe życie suszone i suszone. Ale spróbuję tych świezych.
    PS
    Może lekko zamoczyć i na chwilkę do mikrofali?

    OdpowiedzUsuń
  15. Za figi podziękuję, ale miskę z bezami zamawiam na luty:P J.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.