poniedziałek, 3 lutego 2014

Z obłędem w oczach, czyli o szalikach boa.

Jesienią dostałam z Anglii, od Młodej, trzy motki włóczki. Popatrzyłam- ładna. Z takimi bąbelkami na brzegu. Hmmmm… ponieważ nie przepadam za drutami i szydełkiem, a miałam na tapecie zupełnie inne rzeczy do zrobienia- włóczkę schowałam do szafy „na potem”. Przed świętami mieliśmy obłędnie napakowany czas i nie były mi w głowie większe  robótki. Coś tam dziubdziałam z filcu; jakieś serduszka, jakieś breloczki i nic poza tym. Na początku stycznia, szukając pomysłu na zakładki, natknęłam się, na jednym z blogów, na zdjęcie szaliczka boa z fajnej włóczki. Autorka podała jej nazwę. Jeszcze raz przyjrzałam się szaliczkowi- lecę do szafy, wyciągam motek, rozciągam…. Bingo- to przecież moja włóczka od Młodej. Siateczka, bąbelki… no i co dalej? Na blogu informacja, że potrzebne druty i podana nawet strona do Tutorialu na YouTube. Dobra, myślę sobie, teraz już mam cię- szaliczek jest mój. Poszukałam drutów i Zonk- albo za cienkie, albo za grube. Nic to, spróbujemy. No i zaczął się horror. Nabieram oczka według pokazu na filmiku, zaczynam przerabiać. Jajco- oczka się zsunęły…. Nabieram jeszcze raz… mam 7 oczek- jak każą i teraz zabieram się do przerabiania następnych. W tym momencie zaczyna się jeszcze lepsza polka. Lewy drut trzeba trzymać prawie pionowo, prawym podbierasz oczko, potem trzeba prawy drut przytrzymać i prawą ręką narzucić oczko z siateczki. Pikuś….narzucam, przerabiam, „spuszczam” oczko z lewego- patrzę- ma być znowu jedno oczko na prawym drucie, a tu mi ciągle dwa wyskakują. Pruję… od nowa… nabieram, przytrzymuję lewy drut, prawy też, prawie łokciem, nabieram oczko z siateczki, podbieram, spuszczam…. ZONK- dwa oczka zamiast jednego….od nowa… zatrzymuję kadr po kadrze… no co jest? Robię tak, jak na filmie- …dwa oczka zamiast jednego… Nie jestem znowu taki tuman „druciany”- kiedyś wrabiałam wzory i robiłam różne ściegi, a tu… no masakra… za Chiny nie zrobię dwóch rzędów. Oczka się zsuwają, nie chcą wychodzić w rządku tak, jak przy normalnej włóczce, brakuje mi trzeciej ręki. Próbuję robić na ołówkach, jak zrobiła jedna z blogowiczek- wtedy oczka się tak nie zsuwają, jak z drutów. Szukam innego tutorialu, może prościej objaśnią. Wpatruję  się z natężeniem w ekran, robię krok po kroku. Czuję, że mam chyba obłęd w oczach. Nabieram, narzucam, spuszczam….DWA oczka zamiast jednego….jeszcze raz puszczam kawałek filmu…znowu  porażka. Nie, to nie. Ale uparta jestem, postanawiam odczekać. Może następnym razem zajarzę o co chodzi. Patrzę na etykietkę włóczki i… widzę obok znaczka- druty, inny znaczek- szydełko. Aaaaaa…. Czyli można i na szydełku…. Chodzę po blogach, szukam. Może któraś robiła na szydełku. Yupi! Jest- podany nawet link do YouTube z tutorialem. No i poleciało. Najpierw zaczęłam robić z włóczki „Argentina”.

 Jeden z motków składał się z trzech kawałków wiązanych. Wprawdzie na stronie sklepu, gdzie dokupiłem potem inne tego rodzaju włóczki, jest informacja, że po zrobieniu szalika łączeń nie widać, ale łączenia są w postaci węzłów i jednak nie jest w tym miejscu ładne. Sprułam i zrobiłam trzy krótsze.


Są dwa sposoby robienia na szydełku tego typu szalików. Jeden bardzo prosty i tym sposobem robiłam moje- nabiera się określoną liczbę
(zawsze co drugie) oczek i przeciąga przez pierwsze. I drugi- składa się przerobiony kawałek w zakładkę i z zakładki oczka przerabia się z nowymi. Bardziej pracochłonne i czasochłonne, a efekt niespecjalny. Sprułam.

Szukając w miarę czytelnego pokazu roboty szalika na drutach lub szydełku, zobaczyłam na jednym z filmików, że „instruktorka” naciągnęła włóczkę na wałki. Podkreślała parę razy coś, czego nie rozumiałam, bo po hiszpańsku mówiła, pokazując na te wałki z rozciągniętą włóczką. Pominęłam, ponieważ czekałam na instruktaż. Zresztą, po co sobie dodawać jakiejś roboty z przewijaniem włóczki.  Poza tym myślałam, że chodzi o to, żeby lewa strona włóczki, przy przerabianiu była zawsze od mojej strony, co jest chyba ważne, kiedy robi się na drutach i wychodzi „ścieg żabotowy”. Przy pracy na szydełku nie odgrywa to roli.  Dopiero podczas robienia któregoś z kolei szaliczka, kiedy  włóczka ciągle mi się zwijała, i cholera mnie brała z odkręcaniem, a w dodatku żarło mi to czas, przypomniałam sobie te wałki, pokazane na filmiku. Noż… przecież to chyba o to chodzi. Wzięłam pustą butelkę po coli i mozolnie, rozciągając siatkę przewinęłam całą włóczkę.  Impreza ta trwa przeważnie 15 minut. Trochę wkurzająca, bo włóczka ciągle się zwija w wałek, ale jak już się ją nawinie, to potem cudnie szybko oczka się przerabia. Włóczka jest  rozciągnięta, oczka widoczne, no i nic się nie okręca.
Zrobiłam też szaliczki z włóczki Frilly (inna nazwa- Samba). Jedne z 7. oczek inne z 10. oczek. Każdy sposób próbowałam modyfikować. Chodziło mi o to, żeby „falbanki” przylegały do siebie ściśle. Wtedy szalik jest bardziej puchaty. Tam, gdzie „falbanki” są bardziej „rozsunięte”, szalik sprawia wrażenie lżejszego i bardziej eterycznego.

Po „Argentinie” i „Frilly przyszła kolej na „Flamenco”. Sama siateczka z wąziutkim złotym rąbkiem. Oczka bardzo duże. Jak toto ugryźć. Na drutach pewnie prosto i wyjdzie „żabotowo”, ale ja tak nie chcę. Poza tym nadal nie opanowałam techniki robienia na drutach. Chyba przy tych włóczkach jakaś wybiórcza ułomność mnie dotknęła. Zrobiłam połowę szalika z 10. oczek każdą falbankę- za ciężkie. Sprułam. Nabierałam po 7 oczek- już lepiej. Próbowałam nabierać co trzecie oczko, ale za szerokie i ciężkie. Ostatecznie zrobiłam na szerokość 7. oczek.

 Generalnie szaliki robione na drutach mają „falbanki” ułożone jak żabot. Są bardziej ścisłe i sprawiają wrażenie cięższych. Te robione na szydełku są lżejsze, ale przybierają kształt falbanek. Mnie się podobają te na szydełku robione, ale to sprawa gustu. Jeden szalik na drutach wykonuje się około dwóch do 2,5 godzin. Podobno, bo tak pisały panie na blogach, jednak one są zaprawione w bojach z drutami.  Mnie pewnie zajęłoby zrobienie na drutach takiego szalika trzy dni. Na szydełku robię go w godzinę. I obrałam regułę- 10 oczek, a pierwsze kolejne nabierane jest tym, na którym zawieszone są wszystkie oczka, czyli bardzo ściśle na początku. Potem co drugie. Robota błyskawiczna. Z tego wszystkiego wyszły mi takie wnioski: „Argentina”- 10 lub 7 oczek- robi się bardzo szybko; „Flamenco” robi się najszybciej, ale najlepiej zbierać 7 oczek. „Frilly”- 10 lub 7 oczek, robi się najwolniej. We wszystkich nabiera się co drugie oczko. Długość szalika z jednego motka to około 140 cm (Argentina) do więcej. Oczywiście można sobie zrobić krótsze. Wszystkie robiłam szydełkiem nr6. Zalecane jest 5,5, ale wydaje mi się, że takim trudno będzie złapać ostatnie oczko i je przeciągnąć przez pozostałe. Ta włóczka jest dosyć śliska.
I to by było na tyle włóczkowego nudziarstwa.

PS. Podobno takie szaliczki były modne 2 lata temu. Musze przyznać, że w ogóle nie widziałam na nikim takiego szalika. Dopiero w Internecie spotkałam się z nim po raz pierwszy.









23 komentarze:

  1. O matko i córko! Pracowitaś i upartaś niesamowicie Jaskółko! Bardzo takie cechy i umiejętności podziwiam. Tyle tego dziergania, przewlekania, nawlekania, poprawiania, spruwania i zaczynania po raz setny! Głeboki ukłon Ci za to składam oraz za niezwykły talent do ręcznych robótek!
    Szale Twoje są wspaniałe - puchate, skręcone, wielowarstwowe, niezwykle urokliwe. I pewnie bardzo miło mieć takie cudo na szyjce! Jeszcze u nikogo takiech nie widziałam.
    Pozdrawiam Cię ciepło zdolna dziewczyno i dobrej nocki zycze!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amok, Olgo, amok mnie ogarnął. Robiłam i robiłam, i nie potrafiłam przestać. Mam czasem takie stany że muszę je "zapracować". Robię to robótkami ostatnio tak pracowałam z filcem.
      Na internecie jest trochę blogów, których właścicielki takie szaliki robiły. Na Allegro spotkałam się z dwoma, w internetowym sklepie z rękodziełem z jednym... Interesujące, że ich nie widać na ulicy, bo one naprawdę są oryginalne.

      Usuń
  2. Jestem dosc obeznana z robotkami, ale to, o czym piszesz, brzmi nader skomplikowanie. Pewnie nie jest, skoro zrobienie szalika zajmuje Ci godzine. Jesli mam byc szczera, nie bardzo podobaja mi sie te boa. Przy moim zamaszystym trybie zycia na pewno mialabym ciagle powyciagane nitki. Wole wiec klasyczne szaliki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To typ szalika do jakiegoś odpowiedniego ciucha. Do codziennej kurtki lub płaszcza też mogą, ale trzeba rozsądnie dobrać. Ja myślę, że młode dziewczyny do czegoś sobie skompletują.
      Na szydełku nie jest skomplikowane. Na drutach pewnie też nie, ale mi się coś zacięło w jednym punkcie i nie potrafię tego przeskoczyć.

      Usuń
  3. :-D A trzeba było mnie zapytać :-D Dwa lata temu trzaskałam tych szalików w hurcie - na drutach, bo szydełka nie lubię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero jak zrobiłam nty, to znalazłam adres Twojej strony z szalikami:):) Zapytam u Ciebie:):)

      Usuń
  4. Ale się napracowałaś :) Ślicznie wyszły :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Inny rodzaj pracy naukowej, bo trzeba było uporać się z "metodologią", która też wymagała wysiłku umysłowego. I to jakiego:)

      Usuń
  6. Ogrom pracy włożonej w Twe dzieła odpłacił się fantastycznym efektem!
    pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie potrafię na włóczkę i szydełko patrzeć. Brrrrrr... szaleństwo. Najpierw jak maniak dziergałam te szaliki, a teraz nagle puściło....:)

      Usuń
  7. podziwiam Twoją determinację i cierpliwość

    OdpowiedzUsuń
  8. To grzeje czy ozdabia?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej ozdabia, a te z bąbelkami są cieplutkie.

      Usuń
  9. Dobra z Ciebie zawodniczka, chylę czoła.Tak naprawdę to są szaliczki raczej dla kobiet od 170cm wzrostu w górę a do tego z niedoborem biustu, nie dla takich niskich jak ja, więc jakoś nigdy nie wzbudziły mego zainteresowania.Poza tym nie miałabym gdzie w tym chodzić- do sklepu zbyt niepraktyczne, w samochodzie tym bardziej. U nas też ich za dużo nie widywałam- raczej tylko jako towar, na dziewczynach raczej wcale.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się, czy one są kiczowate. Nie są. Ładnie wyglądają, ale rzeczywiście trzeba mieć dobraną długość. Zobaczymy, czy tutejsze dziewczyny się skuszą:)

      Usuń
  10. Zastanawiam się,czy jest coś,czego nie potrafiłabyś zrobić,odtworzyć:) Bardzo podziwiam twój upór i pracowitość.Rzeczywiście, chyba widziałam takie szaliczki na ludziach,ale obawiam się,że mnie by taki nie ogrzał.Zdarza mi się zimą chodzić bez czapki,ale bez solidnego szalika nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One raczej takie wiosenne. Na zdjęciach nie mają tego uroku, co w realu.
      Jest dużo rzeczy, które chciałabym zrobić, ale... Bozia nie dała talentów:)

      Usuń
  11. Polecialaaaas z tymi robotkami:)
    A szaliczki niczego sobie:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Podziwiam determinację, ja z pewnością bym to szmyrgnęła w kąt ;-)
    Mam taki szalik, ale nie widziałam, że można go samodzielnie stworzyć, Cudnie Ci powychodziły :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz już sama sobie zrobisz jaki zechcesz. Na szydłeku bardzo szybko się robi:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.