sobota, 26 kwietnia 2014

Wielkie hamowanie



Zaczynam wielkie hamowanie. Hamuję przed drzwiami do mieszkania Seniorki- już tam nie muszę chodzić. Hamuję po śniadaniu, obiedzie, kolacji, albo przed- nie mam już dla kogo robić dodatkowych posiłków. Nagle mizernie zrobiło się prania. Hamuję, żeby nie łapać za słuchawkę i już natychmiast dzwonić, jak Seniorka odbiera zmianę miejsca zamieszkania? Oddziałowa wyraźnie zaznaczyła, żebym parę dni zluzowała, a przed odwiedzinami zadzwoniła. Dobra…. Nagle tyyyyyyyyyyyyyle czasu wolnego się zrobiło. Czuję się nieswojo, czasami wręcz nijako. Dręczy mnie poczucie winy, jakieś niedopowiedzenia, niejasności. Czy aby na pewno dałam z siebie wszystko? Może powinnam się jednak przełamać i dalej to ciągnąć? Przecież matka cały czas leżała i.. TYLKO trzeba było to i tamto zrobić. Ciągle wątpliwości. Jaskół mi w ostatnią niedzielę uświadomił jedną rzecz.
- Ty nie patrz za siebie, gdzie dawałaś radę. Popatrz przed siebie. Nie będzie lepiej, będzie gorzej. Wystarczy, że raz podciągając matkę wyżej na poduszkę, chrupnie ci kręgosłup w karku….- zawiesił głos.
Rzeczywiście, żeby matkę wyżej na poduszce ułożyć, kazałam jej uwiesić się rękami na moim karku i tak, „rzutem na taśmę”, podciągałam ją wyżej. Bezwładne 70 kilo na moment wisiało tylko na moim kręgosłupie. Tak parę razy dziennie, ponieważ ciągle zsuwała się w tył łóżka. Zmiana pampersa…. Kolejne bezwładne kilogramy do przesunięcia, podniesienia chociaż troszeczkę, żeby tego czystego pampersa wsunąć. Zmiana podkładów albo prześcieradła i podkładów. Najpierw zajmowało mi to pół godziny. Ściągnięcie przemoczonego prześcieradła i podkładów, które były pod nim  do środka łóżka, „przekulnięcie” matki za ten wałek. Wyjęcie i nałożenie wzdłuż łóżka suchej „warstwy”- podkłady na środku i prześcieradło- zwinięte wszystko „do środka”, „przekulnięcie” matki na to suche, podebranie spod niej wałka i rozciągnięcie na drugiej stronie łóżka. A to wszystko w strachu, że jak mocniej matkę przesunę, to siłą bezwładności przeleci mi na podłogę po drugiej stronie. Tak więc, często jedną ręką przytrzymywałam mamę, a drugą rozciągałam prześcieradło. Łóżko na ten moment odsuwałam od ściany. Te medyczne łóżka są świetne, ale mają jedną wielką wadę. Są cholernie ciężkie, a kółka, kiedy natrafią tylko na minimalną przeszkodę, nie chcą „współpracować’ i łóżko leci nie tam, gdzie trzeba. Czasem dobre parę minut męczyłam się z tym dziadostwem, zanim znowu stanęło równo pod ścianą. Doszłam do rekordowego czasu- 15 minut (prześcieradło i dwa podkłady pod nim w poprzek łóżka). Był dzień, kiedy zmieniałam prześcieradło trzy razy i wtedy mnie olśniło (dopiero tydzień temu). Przecież mogę kłaść dodatkowy podkład na prześcieradło. Super. Od tego momentu zmieniałyśmy prześcieradło tylko po umyciu matki, czyli dwa razy w tygodniu. I byłyśmy z opiekunką we dwie, co niezmiernie ułatwiało pracę. O zmianie pampersów i myciu nie będę tu pisać, ale był moment, kiedy zużyte zostały trzy pampersy podczas jednej zmiany. Ten ostatni to już był szczyt pecha. Kiedy jeszcze raz umyłam matkę i podłożyłam trzeci suchy pampers, podniosłam ją lekko w górę a na króciutko ona sama trzymała biodra w górze, przegięłam się nad nią i chwyciłam szybko brzegi pampersa, żeby je wyciągnąć spod niej. W tym samym momencie matka całą bezwładnością opadła i duża część pampersa została mi w ręce (impet wyciągania= rozerwanie). Nawet za bardzo nie zaklęłam. Człowiek robi się taki obojętny. Nie było wyjścia i już bez przygód, założyłam czwartego pampersa. Zmian koszulki też wymagała ode mnie wysiłku. Na leżąco matka wkładała ręce i głowę w otwory, ale już obciągnięcie koszulki wymagało podciągnięcia bezwładnego tułowia do pozycji siedzącej. I znowu jedną ręką podtrzymywałam bezwładną matkę, a drugą ściągałam szybko koszulkę na ciało. Po tygodniu miałam nadwyrężony prawy nadgarstek, nadwyrężony bark i łokieć w lewej ręce, rwę kulszową w lewej nodze i bolał mnie cały pas miednicy. Wstawałam jak stara babcia. Dopiero maści i przeciwbólówki postawiły mnie trochę na nogi. Wszystkie pokarmy rozgniatałam lub miksowałam. Karmiłam małą łyżeczką, poiłam z kubka z dziobkiem. Każde rano trzeba było matkę „oklepać’, żeby jej w płucach nic nie zalegało, umyć twarz i oczy, które ropiały. No i te pampersy. W życiu nie przypuszczałam, że człowiek potrzebuje tylu pampersów. Ponieważ było zalecenie dopajać matkę i na dobę powinna pić 1,5 do 2 litrów płynów, ganiałam zmieniać te pampersy nieraz i 7 razy dziennie. Liczymy: powiedzmy, że normą jest 5 pampersów na dzień x30- wychodzi 150 pampersów miesięcznie. I tyle samo do wyrzucenia. No i zużyte podkłady. Wory śmieci. Nie wiem, czy pisałam już o tym, matka uzyskała w skali Barthel 5 punktów na 25 możliwych. A to oznacza, że w ogóle nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Te 5 punktów dotyczy jedzenia. W szpitalu uznali, że matce można posmarować kromeczkę, a ona już sama ją zje. Śmiechu warte. Matka nie potrafi siedzieć, kromeczki utrzymać w ręce oraz trafić z nią do ust. Tak naprawdę, to matka na 25 punktów uzyskała 0 punktów, dotyczących samoobsługi i poruszania się oraz jedzenia.
Nie piszę tego, żeby się użalać, skarżyć. Teraz dopiero widzę, kiedy zaczyna się tworzyć czasowa perspektywa, że to wszystko… no można połapać, można wytężyć siły… można znaleźć czas… wszystko można, tylko jakim kosztem. Przecież ja od 3 lat nigdzie dalej nie wyjechałam. Cały czas w pogotowiu, cały czas w „trosce”, cały czas na kombinowaniu, jak to wszystko zgrać. Przecież ja oprócz tego bez przerwy pracuję ”na etacie”. Kiedyś na uczelniach, a teraz we własnej firmie.
W czwartek rano seniorka przeprowadziła się do innego domu. Byłam tam potem. Warunki świetne. Jasno, czysto, wesoło, kolorowo. Dużo ludzi na wózkach, obok pielęgniarki i rehabilitantki. Atmosfera przyjazna- to się czuje. Pensjonariuszy tylko 30. Podpisywałam różne dokumenty i cały czas rozmawiałyśmy z oddziałową. Ponieważ mama pojechała wcześniej, oddziałowa już troszkę jej się przyjrzała. Interesowało mnie w jakiej kondycji psychicznej matkę odnajduje. Ja, z racji tego, że cały czas z seniorką przebywałam, nie miałam dystansu. Matka raz mówiła całkiem przytomnie, a często bez składu i traciła się. Miała też momenty „zawieszenia”. Zastygała, gubiła się, nie można było do niej dotrzeć. Oddziałowa określiła stan matki jako średnio zaawansowaną chorobę Alzheimera. I dodała, że to się będzie posuwać dosyć szybko. Faktycznie, przez ostatnie dni matka zachowywała się raczej dziwnie. Przesuwała w rękach skraj kołdry z prawej strony w lewą i z powrotem. Kołdra cała na piersi, nogi lodowate. Kładłam na nie  koc, a kołdra była poprawiana i „do dyspozycji”. Przecież nie będę jej tej kołdry wyrywać. Raz to był żakiet do przeszycia, raz szal do wykończenia. Kłóciła się ze mną o druty, nożyczki (koniecznie miałam jej podać). Dwa razy w jednym dniu rozebrała się „do rosołu”. Globalne przebieranie, ścielenie łóżka. Przeciętnie byłam u matki co godzinę sprawdzić, czy wszystko w porządku. Ostatni raz zawsze przed spaniem, gdzieś około 23. Ona kolację jadła około 18tej i zasypiała. Nie była specjalnie agresywna, ale parę razy zostałam poszczypana i podrapana. Kilka razy znienacka strzeliła ręką w kubek i bryzgi leciały na ręcznik, który jej przed jedzeniem zakładałam jak śliniak. Przytrzymywała również zębami łyżeczkę i nie mogłam jej wyjąć z jej ust. Bardziej uciążliwa była ta bezwładność i częsty upór, brak reakcji na prośby czy polecenia. Niby się odwracała, ale tylko troszeczkę, podciągała- troszeczkę, a potem zastygała i koniem nie ruszy. Czy się denerwowałam? Bardzo, ale w środku. Nauczyłam się, że to choroba i matka raczej nie kontroluje swoich zachowań. Trudno czasem było powstrzymać się od kontrreakcji, ale dałam radę i uważam to za moje małe zwycięstwa. Jednak z czasem rosła we mnie zrezygnowana obojętność i bezsilność. Doszłam do stanu, kiedy przestałam wierzyć, że kiedykolwiek to miejsce się zwolni. Dochodzę do wniosku, że chyba zaczynała się u mnie depresja. Taki wstępny etap. Bezsilność, zdołowanie, brak wiary i obojętność. Myślę- nie szukam usprawiedliwienia, chociaż z drugiej strony jest to chyba naturalne- że nie dałabym rady dalej się nią opiekować. Podziwiam, naprawdę podziwiam osoby, które zdecydowały się opiekować swoimi leżącymi, chorymi bez pełniej świadomości, bliskimi. Nie myślę tu teraz o niepełnosprawnych dzieciach i ich matkach. To zupełnie inne relacje i inny rodzaj „poświęcenia w opiece”, chociaż praca i cierpliwość ponad ludzkie siły. Mnie chodzi o opiekę nad dorosłymi: teściami, rodzicami, mężem lub żoną. Pewnie jeszcze nie raz tu o tym napiszę, bo to we mnie tkwi bardzo głęboko. Od bardzo dawna zostałam „zawłaszczona” (do pomocy i opieki) przez rodziców, a zwłaszcza matkę. Potem te 5 lat, dzień i noc, opieki nad nią. To tak szybko nie zejdzie.
Na razie zostałam wrzucona „w odwyk” i powoli, powoli… zaczynam wkraczać w normalne życie.



34 komentarze:

  1. Myślę, że to co tu napisałaś pomoże wielu ludziom, przejść przez ciężki okres w życiu. Zrobiłaś wszystko co mogłaś i jeszcze trochę... czas wrócić do własnego życia i po prostu cieszyć się nim.
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno wrócić do normalności. Nawet zakupy są teraz problemem, bo ciągle wrzucam do koszyka produkty dla mamy. Potem łapie się, że to niepotrzebne i z powrotem na półki kładę. Ten czas opieki to czas ubezwłasnowolnienia- wszystko było temu podporządkowane. Czas poszatkowany, rwany, wyliczony... No nic, będzie ciraz lepiej dla mnie a i dla mamy również.

      Usuń
  2. Pewnie czujesz sie troche jak na odwyku, a ulga przeplata sie z pustka. Nie jest sztuka robic z siebie bohatera na sile, w obawie przed wlasnymi wyrzutami sumienia. Wazniejszym jest umiec w pore podjac wlasciwa decyzje, z korzyscia dla rodziny i dla siebie. A takze, wbrew pozorom, dla Mamy.
    Powinnas, Jaskolko, zafundowac sobie chocby krotki urlop regeneracyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulga jest ciągle podszyta wyrzutem sumienia. Taka prawidłowość - cieszę się, ale czyimś kosztem. Takie paskudztwo.
      Nad urlopem regeneracyjnym pomyślę.

      Usuń
  3. Jaskółeczko -masz mieć ZERO wyrzutów sumienia -mimo wszystko lepiej, że mama trafiła w miejsce fachowej opieki. Gdy miałam takie problemy z babcią, nie istniały takie jak teraz możliwości specjalistycznej opieki, a ja na dodatek miałam w tym czasie maleńkie dziecko. Pantera ma rację - powinnaś choć na trochę ruszyć się z domu by odtajać.
    Miłego, ;)
    P.S.
    Do mamy możesz pojechać dopiero za dwa tygodnie - taki jest czas adaptacji takich stanów do nowych warunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie taję w ogrodzie:):) Zrobiło się luźno czasowo, ale odzywa się ciągle we mnie ten "ciąg" do zobaczenie, czy wszystko w porządku:) Na ruszenie się z domu dalej na razie nie ma szans. Na spacery już tak:)

      Usuń
  4. Postaraj się nie mieć wyrzutów sumienia. Tam Seniorce będzie dobrze pod fachową opieką.
    Jaskół ma rację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się:) A opieka rzeczywiście jest tam fachowa. Nie to, co w domu:)

      Usuń
  5. Mogę Cię uściskać?
    Serce mnie bolało jak moja mama leżała bezwładnie w szpitalu, nie miałam siły jej przewrócić na drugi bok i nie wolno mi było (byłam po usunięciu wyrostka robaczkowego)Co przeżyłam wiem tylko ja, a zdaję sobie sprawę, że Tobie było ciężej.
    Mama ma doskonała opiekę, a Ty zrobiłaś co w Twojej mocy. Jaskół ma rację - pozdrowienia dla Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściskajmy się serdecznie, bo mało w życiu takich serdecznych ścisków i przesłań:):):

      Usuń
  6. Ciężko wrócić z życiem do normy.Bo cóż to w końcu jest norma?
    Korzystaj z tych chwil wypoczynku, jest zasłużony Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno. Ale to jeszcze wszystko trwa krótko.

      Usuń
  7. Bardzo duzo przeszłaś Jaskółko. Podziwiam Cię i współczuję...Gdy minie ten szok i poczucie pustki po zniknieciu mamy z domu napewno nareszcie odetchniesz! Odpoczniesz! Wrócisz do samej siebie, gdzieś tam w kąt wcisnietej, zapomnianej. Bo zrobiłaś co mogłaś. A nawet więcej. Ileż siły jest w człowieku! Ale i słabości...
    Ściskam Cie mocno, wierząc że juz wkrótce poczujesz sie lepiej!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy czytam Wasze komentarze, to myślę o dwóch ostatnich miesiącach, a przecież ja tak przeżyłam 5 minionych lat. Ciekawe, ze one mi bardziej umykają, mimo, że nie było wcale łatwiej. Było inaczej.
      Wierzyć mi się nie chce, ze to 5 lat. Na razie szukam w sobie tej spontanicznej radości, którą miałam dawniej. Na razie odnajduję ją w zabawach z Bezką. No i czas.... dużo teraz mam czasu do zagospodarowania tylko swoimi sprawami:)

      Usuń
  8. Bardzo dobrze,ze takie się znalazlo rozwiązanie.Nie rób sobie wyrzutów,choc bardzo dobrze rozumiem,ze to niełatwa decyzja.Do opieki nad leżącym ,bezwladnym czlowiekiem potrzebny jest sztab ludzi,fachowa opieka..Trzymaj sie , spróbuj
    sie oderwać choć trochę,wypocząć.Dobre myśli posyłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie odpoczywam- ogród, kosiarka ( tym razem ja koszę nie Jaskół- potrzebuję fizycznego zmęczenia, żeby zabić myśli)... malowanie... robótki.
      Dom opieki jet najlepszym w całym powiecie:) Wierzę, że jest jej tam spokojnie.

      Usuń
  9. Dobrze, że masz Jaskóła przy sobie, bo to mądry człowiek. Co byś nie zrobiła, będziesz próbowała się obwiniać, że nie dość dobrze, że za mało, że o czymś zapominałaś etc., bo wynika to z Twojego charakteru i tak pojmowanego poczucia obowiązku, a także w pewnym sensie sytuacji bez wyjścia. To ostanie do momentu, aż sama dla siebie zaczniesz poszukiwać wyjścia, bo organizm zbuntuje się i powie DOŚĆ. I to nastąpiło.
    Moja mama wiekowa, ale chodliwa, samodzielna, na każdym kroku podkreśla, że chce być w domu. Jest nas troje dzieci - brat z nowotworem, siostra i ja po zawale, ja z miażdżycą. Nie zawsze mogę wejść do sypialny na piętro, ale to nie ma znaczenia, bo przecież, ustalono, że mama nie zostanie powierzona opiece obcych, nawet jeśli byłaby to opieka komfortowa. Oczywiście jeśli dożyjemy to tak jak Ty będziemy przy mamie robić wszystko co potrzeba, by nie cierpiała, by miał najlepsze z możliwych samopoczucie. Jak znam życie to zostanie to w jakiś sposób zweryfikowane, bo co innego teoria, a co innego wykonanie.
    Głowa do góry, zacznij przyglądać się prawdziwym kolorom zycia, nie tylko tym szarym:) Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli Twoja mama jest w pełni świadoma, to z jednej strony komfort, a z drugiej właśnie trudność w zapewnieniu jej opieki w domu opieki. Moja żyje coraz bardziej w swoim świecie, gdyby była świadoma, to chyba dalej trwałabym przy niej. To, że ona nie kojarzy, gdzie się znajduje, ułatwia mi teraz życie.
      Jaskół niejednokrotnie trzeźwo oceniał sytuację i otwierał mi oczy. Często tym samym ratował mi skórę przed nieciekawymi konsekwencjami mojej ewentualnej decyzji. Może nie złej dla innych a fatalnej dla mnie samej.

      Usuń
    2. No co Ty, dom opieki? Tylko w kontekście do ewentualnie mojej starości i mnie jako pensjonariuszki;) Na dzień dzisiejszy nie wchodzi w rachubę nawet pomoc przychodząca do domu, z której wiele jej koleżanek dawno korzysta i bardzo sobie chwali:) To bardzo trudny człowiek, wiec nie sposób przewidzieć, co przed nami.

      Usuń
    3. No właśnie, to nieraz mnie zastanawiało- jeden człowiek i armia pomagających. Nie to, że tak nie należy, tylko czasem trzeba "przekalkulować"- nie chodzi mi o materialną stronę, chociaż też odgrywa dużą rolę- i naprawdę dobrze zadecydować.
      A może należy powiedzieć wprost ( nie odbieraj to teraz jako przykład Twojej mamy)- jeden człowiek w pewnym sensie "szantażuje" innych
      Jakkolwiek to napisze, to i tak zabrzmi źle.
      Z jednej strony stary chory człowiek z potrzebą bliskości i ten sam człowiek stawiający innym wymagania ponad ich możliwości.

      Usuń
    4. ale to jest najwłaściwsze określenie - szantaż, nawet swoisty terror. Dokładnie wie, że przyjdzie taki czas, gdy i tak nie ona, lecz my zadecydujemy o wszystkim. Wychodzi jednak z założenia, że naszym obowiązkiem, powinnością jest spełniać wszystko czego sobie zażyczy. Przy czym wie z jakimi charakterami ma do czynienia - spolegliwy syn (dla świętego spokoju robi co mama każe), jedna córka bojąca się jej jak ognia od zawsze, godząca się na wszystko i druga córka, stanowcza, pragmatyczna, podobna do niej (ja). Może zabrzmi to dziwne, ale cały scenariusz umierania ma rozpisany w punktach. Taki typ - nie jest łatwy, ale matka, zawsze kochana.

      Usuń
    5. Scenariusz umierania? Niesamowite. Przypomniało mi się jak dawniej seniorzy przygotowywali się do odejścia. wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik. Ja tez zadysponowałam, co mają ze mna zrobić po mojej śmierci, ale ... no właśnie jakoś jeszcze lekko do tego podchodzę, a przeciez nie wiem, co mnie czeka jutro i czy to jutro nastanie.

      Nie wiem, czy kocham matkę. Trudno mi powiedzieć. Coś tam cieplejszego jest, ale nie jest to wylewne. Matka bardzo sobie zapracowała na to, żeby jej nie lubić. Ciekawe, czy ona wtedy zdawała sobie sprawę z tego, że to się w\w jakiś sposób na nie odbije?

      Usuń
  10. A może jakiś krótki wypad na majówkę, na dzień- dwa, choćby bardzo blisko? Zresetować emocje i wrócić. Pozdrawiam, ja śmigam na 3 dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wypad, a dłuuuugi spacer. Malujemy łazienkę a potem planujemy ogromne ognisko sobie zrobić:) Też fajny sposób na złapanie oddechu.
      Udanego wypadu:)

      Usuń
  11. Starosc, choroba, umieranie, o tym sie prawie nie mowi. Dobrze, ze o tym napisalas.
    O tym, jak trudno jest podejmowac decyzje, ze czesto serce i sumienie boli.
    Lap oddech, lap.
    Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja przez cały czas walczyłam, żeby wprowadzić do programów szkolnych tematykę starości, umierania, śmierci... Strach ludzki przed tymi tematami jest tak wielki, że trudno się przebić.
      Może jeszcze raz spróbuję? Może coś dokończę, co zaczęłam pisać? Teraz jeszcze więcej wiem.

      Ciągle nie wiem, czy decyzja była trafna- to znaczy wiem, ale nie potrafię jej przetrawić.

      Usuń
  12. Poczytaj sobie co o Kaliszu piszą, jak oddał matkę do zakładu opiekuńczego.

    http://www.fakt.pl/ryszard-kalisz-oddal-matke-do-domu-starcow,artykuly,458215,1.html

    No niestety ludzi "oceniających" mamy jakich mamy, a ci co oceniają, sami ani razu pampersa nawet nie zmienili o innych sprawach nie wspominając.
    Pogody życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam, chociaż Faktu nie czytam i omijam z daleka. tak strasznie zakłamanego brukowca to Polska jeszcze nigdy nie miała. Podawanie wielkiego majątku jako dowodu bezduszności jest wredne. Żadna prywatna opiekunka nie jest w stanie sama zapewnić starej osobie fachowej opieki. Tu właśnie chodzi o liczbę opiekunów i odpowiednie środki do natychmiastowej pomocy. Przy takiej osobie powinny być ciągle dwie osoby na okrągło. A zresztą.... warunki domowe? A może matka sama chciała iść do takiego domu, bo potrzebowała nie tylko opieki, ale i towarzystwa? Zresztą sama ju.z nie wiem...
      Tu nie chodzi o fakt oddania matki do domu opieki, a o to, że to KALISZ tak zrobił.

      I żeby podkreślić jego bezduszność, użyto strasznego słowa PRZYTUŁEK... Nie jeden starszy człowiek chciałby mieszkać w tych "przytułkach".

      Ja jestem przekonana, że większość ludzi nie umieszcza swoich schorowanych starych bliskich w do\mach opieki właśnie przez brak kasy. Ci ludzie mają świadomość, ze tam bliski miałby lepszą opiekę, ale ich na taki dom nie stać.

      Usuń
    2. Nie czytam tego rodzaju "czasopism", to znalazłem w internecie. Tutaj pokazuję tylko punkt widzenia "mediów" na takie sytuacje i co robią z człowiekiem. Gdzieś indziej wyczytałem, że płaci 3 tysiące miesięcznie za pobyt i że matka wielokrotnie prosiła go o to, że chce pójść gdzieś, gdzie są lekarze na miejscu.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. To nie jest takie proste. Lekarze na miejscu są w zakładach opiekuńczo-leczniczych i dostać tam może się tylko człowiek z orzeczeniem o dużej niesprawności, wydanym przez komisję. Nawet, gdyby chciał matkę w takim zakładzie umieścić, to kolejka duża i orzeczenie trudno dostać.
      3 tysiące za pobyt w domu opieki to przeciętna stawka. Mówię o państwowym. Bardzo często rodzina dopłaca, bo emerytury są zbyt niskie.
      Dziennikarze nie znają się, a na pewno chcą dokuczyć i przedstawić w złym świetle. Matka Kalisza nie prosiła go o zabranie, a o przeniesienie. To jest tu ważne, bo znaczy, że nie jest jej źle, tylko chce mieć opiekę medyczna na miejscu. No, ale....

      Usuń
  13. Przeczytałam i przebiegł mnie dreszcz. Szkoda, że nie wiedziałam, pomogłabym w kilku sprawach - chociażby w sprowadzeniu zwykłego sliding sheet, dzięki któremu przesuwanie mamy w łóżku stałoby się prosta dla was i bezbolesna dla niej sprawą. O innych ułatwiaczach nie wspomnę.
    Wiem jak ciężka jest opieka nad osoba niesprawną, ciężka nie tylko fizycznie ale na dodatek psychicznie drenująca. Nie da się żyć swoim życiem i opiekować się drugą osobą z poświęceniem. Znam osoby, które poświęciły się opiece nad rodzicem, bo tak wypadało, "tak być powinno". Niestety, w końcu musiały zmierzyć się z własną samotnością i zgorzknieniem. Ostatnio zrobiłam dyplom z czegoś co u nas nazywa się - opieka nad umierającym i jego rodziną. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, wiele było dla mnie nowością. Ze śmiercią, chorobą i cierpieniem mam do czynienia na co dzień (specjalizuję się w umierających na Parkinsona i choroby mózgu ), jest obecnie częścią mojego życia (wiem, że nie licuje to z tekstami, które pisze na blogu, i pewnie będzie dla Ciebie zaskoczeniem bo nigdy o tym nie piszę)), a kiedy dotyczyła mnie bezpośrednio (kiedy umierał mój ojciec) widziałam jak bardzo nie umiem złapać dystansu do sytuacji, jak bardzo się miotam i robię i mówię rzeczy, których nie powinnam. Nie obwiniaj się. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Niesamowite. Po pierwsze- nie wiedziałam, że są takie specjalności. Po drugie- pomijając blogi, które traktują o chorobie na raka i wolontariatem w hospicjum- trudno jest znaleźć osobę, która otwarcie pisałaby o śmieci, umieraniu, ludziach starych, bardzo otwarcie. A może ja niezbyt dobrze szukałam?
      Brakuje mi zwierzeń o doznaniach, uczuciach, rozterkach... no takie jawnego przyznania się do własnych słabości w tych tematach.
      Ja często potrzebuję wiedzy, ze nie jestem wredna, a uczucia towarzyszące mi- wciąż jeszcze- w związku z opieką nad matką, są nieobce innym w takich sytuacjach.

      Matka jest w domu opieki a ja nadal się miotam:(

      Usuń
    2. Są takie specjalności, z tym, że nie u nas. Są też wspaniałe metody współpracy z ludźmi w stanie demencji, z tym, że też nie u nas(a szkoda, szkoda). Opieka nad drugim człowiekiem, chorym i niepełnosprawnym to nie tylko zrobienie mu papu, i wyklepanie poduszki. To ciężka psychicznie orka, to ciągłe bycie w biegu, to strach, zniechęcenie, a w końcowych fazach i bunt. Ja pracuję dwa tygodnie, a później mam dwa tygodnie wolnego. Bo moja firma nalega. Bo muszę złapać dystans i pion.. Niestety nie znam żadnego bloga o tej tematyce, znam za to mnóstwo ludzi z podobnym do Twojego problemem, no i o chorobach, zniedołężnieniu, i cierpieniu mogę powiedzieć wiele. Widzę dziewczyny, które przyjmowane są do pracy jako opiekunki, najpierw płaczą nad biednym chorym staruszkiem, a po tygodniu maja ochotę zarąbać go siekierą. Ale one wracają w końcu do domu, zapominają o staruszku, i są w stanie prowadzić własne życie. Ty się tego pozbawiasz.
      Jaskółko, Twoja mama ma teraz dobrą opiekę, jest otoczona ludźmi, którzy wiedzą co robią, i po co tam są. To najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić, i dużo bezpieczniejsze dla chorej.

      Usuń
    3. To, że bezpieczniejsze, to ja od początku wiedziałam. i chyba to był główny powód, że zadecydowałam o domu opieki. Tylko, ze teraz wydaje mi się, ze jdnak mogłam bardziej się przyłożyć tu i tu zadbac bardziej o jej bezpieczeństwo. A z drugiej strony- w życiu nie byłaby bezpieczna, bo ja nie mogłam cały czas przy nie trwać. Przecież juz raz zrobiła podejście. Miała nogi przewieszone przez taka rurkę zabiezpieczającą przed wyjściem z łóżka- taka barierkę. tylko nie miała sił podnieść pupy, zeby się przetoczyc na podłoge. Nikt mi nie da pewnosci, ze za którymś podejściem nie udałoby jej sie. a wtedy mogłaby się wręcz zabić.
      Rodzina żyła wiedza, ze matka leży i nie wstaje, nawet nie bardzo siada. Zreszta rodzina ciagle uważa, ze mama jest komunikatywna, bo coś tam z sensem powie. A to są jedynie przebłyski- takie schematy słowne. Ja do nich mówie, a oni jakby nie rejestrowali co ja mówie. Mój brat zachwycony, bo matka teraz jada przy stole nożem i widelcem. On to odbiera jako poprawę. nie dociera do niego, ze już nie będzie lepiej a będzie gorzej....tak... to jedzenie nożem i widelcem jest wpojone... ja się też cieszę, że ją tam w jakiś sposób socjalizują. Tylko, ze oprócz tego coraz mniej jest w niej świadomego uczestniczenia w życiu.

      Ciężką masz pracę, bardzo...chyba nie potrafiłabym. Ja nigdy nie ukrywałam, ze z ludźmi starymi oraz z niepełnosprawnymi intelektualnie nie umiałabym pracować. Nie chciałabym zobojętnieć, a to oznacza, ze psychika by mi szybko siadła.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.