poniedziałek, 1 września 2014

Mokro



Mokro, bardzo mokro. Bardzo, bardzo mokro. Wczoraj po południu przyszła burza i spadła ściana deszczu. Prawie pół godziny lało tak, że świata nie było widać, a ja sama, Jaskół na motocyklowym zlocie setki kilometrów od domu. Nie wiedziałam, czy ratować piwnicę, czy pędzić przetykać upust rynny na dachu sklepu.  Wody leciało tyle, że z rynien przelewało się górą. Pod oknem kuchennym, w mig, zrobiła się ogromna kałuża, bo z tej strony domu woda nie ma możliwości spłynąć. Chyba, że do wnęki przy okienku do piwnicy. Stamtąd już tylko po ścianie na piwniczną podłogę. Horror. Babskim sposobem na zasadzie- radź sobie babo sama- zatkałam starym ręcznikiem spojenie dolnej ramy z murem i ocaliłam tę piwnicę przed zalaniem. Suchuteńka. Za to w piecowej, jak zawsze, trzeba będzie wybierać. Na szczęście po ostatniej akcji Jaskóła, dotyczącej uszczelniania podłóg, wody już jest o wiele mniej. Powoli „przepychamy” ją poza obręb domu. Na dachu sklepu jezioro. Przetkałam spust. Usunęłam liście, gałązki i igły, które go zapchały. Po pół godzinie woda spłynęła. Przy normalnych opadach nie ma problemu, przy takiej ilości wody, jaka wczoraj spadła, w tak krótkim czasie, trzeba ratować, co się da. Ale to chyba nie tylko nasz problem, bo piwnice w okolicznych domach są również zalewane, mimo, że wszystkie są na niewielkim wzgórzu. W ogrodzie ogromne kałuże. Na dole ogrodu, w sąsiednim sadzie- jeziorko. Pisałam już o zarwanym w tym miejscu głównym drenie, którego właściciel sadu nie ma zamiaru naprawiać, a który to ma odbierać wodę z naszego wzgórza. Jak tam woda nie schodzi, to po pewnym czasie zaczyna nam zalewać piwnicę. Zgłaszałam problem do Spółki Wodnej, ale jak grochem o ścianę. Burza nie była z tych ogromnych. Kilka razy huknęło porządnie zaraz po błysku. Pomyślałam sobie, że być może następne któreś drzewo w naszym ogrodzie dostało. Potem, podczas wieczornego spaceru z Bezką, wszystkie dokładnie obejrzałam. Tym razem to nie w nasze rąbło.
Jutro ma wrócić słońce i wyższa temperatura. Przydałby się teraz z tydzień suchej pogody, żeby to wszystko wróciło do normy.
Brzoza rażona piorunem chyba umiera. Już wyraźnie to widać. Jeszcze mamy nadzieję, że może wiosną się zazieleni, ale coraz bardziej ta nadzieja niknie. W powietrzu czuć jesień.
Takie pozy ptaszki prezentują, aż się chce uwieczniać je w hafcie


Ogród przed burzą 

No i zmokłam
 Poranny krajobraz


17 komentarzy:

  1. Wczoraj u mnie też była burza z dużymi błyskawic brrrr. .Podobno w przyszłym tygodniu ma być ładna pogoda . Liczę jeszcze na upały ...;-)
    Pozdrówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prognostycy mówią o powrocie lata. oby tak było. Przyda się trochę ciepła, żeby tę wilgoć wygoniło.

      Usuń
  2. Biedna brzoza...A niebo sfotografowane przez Ciebie w ogrodzie przez burza ma cudny kolor.Zywioły robia z nami i z całą naturą to ,co chcą. Jestesmy bezradni w walce z nimi. Tylko patrzeć i czekać aż sie skończy. U nas wprawdzie burzy nie było (grzmiała gdzieś w oddali), ale lało nieźle. Nie mamy piwnicy i w związku z tym nam jej nie zalewa, ale na podwórku i przy kurnikach ohydne błoto.
    Oby teraz było juz przez dłuzszy czas ładnie. Dosc juz tej wody!
    Jaskółko, jak zrobiłaś te szerokie zdjęcia? Sa piękne a ich szerokosc omalże panoramiczna!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzoza wyraźnie marnieje. Zaczekamy do wiosny. Jak się nie pozbiera, będziemy musieli wyciąć. Ona ma 25 lat. Dorodna jest. Szkoda, bo sama ja sadziłam i jakoś mi się smutno robi. na podwórkach, gdzie są kury zawsze jest takie błotko. Nie lubiłam chodzić na "kurze" podwórze, bo to błotko ma jeszcze specyficzny smrodek. kiedy mieliśmy kurzą fermę, podwórze rzadko było suche.
      Te szerokie zdjęcia? Obcięłam zdjęcia u góry i u dołu. Wtedy wychodzą takie panoramiczne. Mam wprawdzie funkcję w aparacie na zdjęcia panoramiczne, ale one zawsze wychodzą takie lekko wklęsłe.

      Usuń
  3. Nawet jakieś podtopienia w regione były jak słyszałem w radio
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jak leje, to szybko podtapia, bo z gór woda leci jak szalona i nie nadąża spływać do rzek. Jednak też szybko potem teren obsycha, Najczęściej podtopienia są w rejonach pasm stawów. Tam woda z rowów awaryjnych wylewa się na łąki.

      Usuń
  4. Mnie też zawsze wszelkie dopusty boże dotykały jak mój Ślubny był kilometry od domu, absolutnie nieosiągalny... a to się karnisz urwał do połowy i smętnie zwisał do połowy okna przez tydzień (bałam się pociągnąć, żeby sufitu nie urwać), a to przelot się w piecu zatkał i cugu nie było... jednym słowem rozrywki niebywałe. U mnie leje, niebo sine, w domu ciemno... ckni się za złotą polską jesienią... Psica w ulewne deszcze odmawia wyjścia na dwór, swoje lata już ma to trudno się dziwić, najwyraźniej obawia się coby od tej wilgoci "romantyzm" ją w kościach nie zaczął łamać ;)
    Zdjęcia fantastyczne, obejrzałam je już kilka razy i pewnie jeszcze do nich wrócę :)
    Buźka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Zosiu, ja z takim sprawami musiałam sobie przez naście lat sama radzić, bo jeszcze Jaskóła wtedy w naszym domu nie było. Dlatego daje radę...ale faktycznie tak jest, że jak pana nie ma w domu, to wszystkie plagi egipskie się nań walą.
      U nas jest tak wilgotno i ciepło, że na bramce pojawił się drobny mech. Kiedy idę przez ogród, ziemia pod nogami "kląska", Tak jest nasączona wodą. Jedyna korzyć z ulewy taka, że pozalewało korytarze krecie i chyba ich lokator nareszcie wyniósł się poza trawnik.

      Usuń
  5. Wysylam nasze babie lato. Piekne zdjecia. Nawet tej mokrej Bezy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie:) Beza wyraźnie była zdegustowana, bo dodatkowo umoczyła futro w krzakach:)

      Usuń
  6. co to za ptaszydło?...z grubsza przypomina mi sójkę, ale chyba się mylę...
    sesja z kroplą wody i muchą na dokładkę super...
    zaś Beza, choć wygląda jak mokry psiak, to wygląda na dobrze wybawioną, tyle że już trochę zmęczoną ta zabawą...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ptaszydło jest maluteńkim ptaszkiem. To chyba pierwiosnek:) W ogrodzie jest ich sporo.
    Beza nie dość, że zmokła to jeszcze doprawiła futro wodą z krzaków pod którymi buszowała. Generalnie jest pogodnym, zabawowym psiakiem i mokre futro jej nie przeszkadzało w dalszym brojeniu:)
    Mucha siedziała na mokrym floksie. W ogól nie mnie nie reagowała.

    OdpowiedzUsuń
  8. zazwyczaj drzewa rażone piorunem żyją w części. Tak miałam z dębami - pół pnia martwego, ale druga połowa zdrowa, jakby nigdy nic. Pięknie na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzoza dostała solidnie i piorun nie szedł po pniu- wzdłuż z góry na dół- jak w przeważnie w dębach, tylko owinął się dookoła pnia. Na pniu dęba widzimy rynnę po piorunie i najczęściej pozostała kora jest prawie nie ruszona, W dodatku dąb ma bardzo grubą i twarda korę. W naszej brzozie kora została odłupana na dużych powierzchniach z każdej strony pnia od góry do dołu. To są takie wyrwy. Nie chciałabym jej stracić, ale chyba ona nie da rady się odrodzić. Nie chce też obcinać jej do połowy, bo mnie razi takie okaleczone drzewo. A poza tym to już nie ta uroda. Lepiej wtedy wyciąć.
      Na wiosnę, kiedy drzewa już miały liści, sąsiad obciął drastycznie wierzchołek i gałęzie ogromnej brzozy. Byłam przerażona taką dewastacją. teraz stai pień, wysoki na 2 piętra, z lichymi gałązkami. Taka zielona kolumna. Sąsiad tłumaczył, że za każdym razem, kiedy była wichura lub burza, bał się, że brzoza zwali mu się na dom. To rozumiem, ale dlaczego aż tak strasznie ją okaleczył i dlaczego w czasie, kiedy była już zielona? Tego nie zrozumiem.
      Jaskół twierdzi, że w ten sposób sąsiad chce się pozbyć drzewa bez chodzenia do urzędu o pozwolenia wycinki. Pień uschnie i tyle drzewo widzieli.

      Usuń
  9. Pięknie u Ciebie. Lubię oglądac krajobrazy przed burzą - ten nastrój oczekiwania i postępującej grozy ma swój urok.
    Piękne te Twoje zdjęcia. U mnie dziś nawet słońce, ale wieje. Codziennie obiecują nam upały, ale jakoś ich nie ma, powiedziałabym, że wręcz jest chłodno. Bo 25 stopni w pełnym słońcu trudno nazwac upałem. Wiesz, ostatnia powódz u mnie (sąsiedzi mnie zaleli) dotknęła mnie właśnie wtedy gdy mój był w pracy. Dobrze, że mi dozorca pomógł opanowac sytuację, bo mój w pracy był zawsze nie do ruszenia - jego przekonanie, że bez niego w pracy wszystko by padło, było nie do pokonania.
    Miłego,;)
    P.S.
    Pomiziaj Bezunię, proszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezka została pomiziana z komentarzem, że to od anabell. Pomachała w odpowiedzi ogonem.
      To jest jakaś dziwna prawidłowość, że awarie mają miejsce, kiedy faceta w domu nie ma.
      U nas wieje mocno. Wiatr trochę osuszył ziemię, ale jest chłodno i raczej nieprzyjaźnie. Czekam na te upały:)

      Usuń
  10. U mnie teraz prawie cały czas leje:(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.