piątek, 5 września 2014

Pod górę.



Wczoraj seniorka znalazła się w szpitalu. Wylądowała na SOR około 10tej, a informację o jej stanie otrzymałam dopiero około 15tej i to niepełną, bo takiej przez telefon szpital nie udzieli. No i tu pytanie – a jak ktoś ulegnie wypadkowi 300 kilometrów od domu, to rodzina musi przyjechać, bo lekarz przez telefon nie udzieli odpowiedzi? A co ma taka rodzina zabrać. A może w czasie, kiedy rodzina jedzie, członek rodziny już umarł? No chore jakieś to jest, ale zostawiam.
Pojechaliśmy z Jaskółem do szpitala po 18tej. Ja na 6 piętro, na oddział ortopedyczny, bo sprawa dotyczy złamanej kości udowej, wleciałam na piechotę. Z nerwów źle odczytałam na głównej tablicy piętro, a potem… potem, gdzieś na 3. piętrze, jak się zorientowałam, z nerwów nie chciało mi się stać i czekać na windy. Jaskół tradycyjnie z Bezą na spacerku przy szpitalu.
Najpierw poszłam do seniorki. Leżała taka blada i jakaś zagubiona. Pocieszyłam ją i poszłam do lekarza dyżurnego. I owszem, rozmowa bardzo rzeczowa, bardzo spokojna, ale dlaczego, młody w końcu lekarz, nie poprosił, abym usiadła. Jeszcze nie do końca ci nasi lekarze są „wyedukowani społecznie”. No dobra, dowiedziałam się, że dzisiaj ma być konsultacja, bo nie wiadomo czy operować, nie wiadomo, co powie anestezjolog, a w zasadzie to lepiej operować, bo organizm powinien być pionizowany, ale z drugiej strony pani ma mnóstwo lat i w tym wieku operacja może być ryzykowna. W końcu stanęło na tym, że dzisiaj po 13 podejdę i dowiem się, co zadecydowano. Dzisiaj rano dzwoni brat- operacji nie będzie, będzie usztywnienie nogi w bucie ortopedycznym, trzeba do szpitala zajść, zapłacić (but kosztuje 300 złotych, ja płacę 30, resztę pokrywa NFZ) za ten but, a w ogóle to dzisiaj po południu seniorka wraca do ZOL. No to pojechałam do szpitala wcześniej. Tym razem skorzystałam z windy, bo ledwo do tego szpitala się doczłapałam. Dlaczego? Sprawa prosta. Jeszcze wiosną można było wjechać za jednorazową, bez ograniczenia czasowego, opłatą (2 złote pobierał „szlabanista”) na bardzo obszerny przyszpitalny parking. Już wtedy trudno było o miejsce do parkowania. Gdzieś w połowie wakacji zmieniono zasady. Ograniczono parking dla chorych i odwiedzających do minimum (reszta dla pracowników szpitala), postawiono szlabany z urządzeniami do wydawania kwitów, a płaci się za czas postoju w kasie przy głównym wejściu. Wczoraj wieczorem znaleźliśmy wolne miejsce, ale dzisiaj bałam się, że rano mogę nie mieć gdzie postawić samochodu. Zaparkowałam na swoim parkingu (tam mam zawsze wolne), ale do szpitala trzeba lecieć ze dwa kilometry. I to pod górę. Ciekawe, że w Cieszynie, kiedy idzie się „po coś”, to zawsze jest pod górę, a kiedy idzie się z powrotem, to też zawsze jest…. pod górę. Po takim marszu, to już tylko winda…. Kupiłam ten but u rehabilitantki. Pani życzliwa, wypełniła jakiś formularz i obiecała go zanieść w poniedziałek d NFZ. A seniorka? „Przypilnuj tych ziemniaków”, „Nie zapomnij o ziemniakach”, „A kury zamknęłaś?”, „Bo wiesz, nie przypal tych ziemniaków”. Kompletnie oderwana od rzeczywistości. Może i lepiej?
Po powrocie do domu zadzwoniłam do oddziałowej w ZOL i mówię jej, że zostawiłam matce dwie bluzeczki, pakiet pampersów, oliwkę, krem przeciw odparzeniom, ręczniki i że to spakowałam, ale  trzeba sprawdzić czy to dotrze do nich. Rozmawiałam z pielęgniarką, która obiecała dopilnować tego. I dodałam, że zaniosłam to wszystko wczoraj matce, bo nie wiedziałam, co jest potrzebne. Okazało się, że dobrze zrobiłam, ponieważ szafka matki była pusta. Tylko w szufladce leżała samotna dyskietka NFZ. Oddziałowa chwilę pomilczała, po czym powiedziała mniej więcej tak
- A wie pani, że my daliśmy mamie całą wyprawkę? Taką wyprawkę dostaje każda osoba, która idzie od nas do szpitala.
Milczę i słucham. Szafka przy łóżku matki była kompletnie pusta. Matka miała na sobie bluzę, a obok na szafce stał taki kubeczek z dziobkiem, z herbatą i to było wszystko. Sama upychałam rzeczy, które przywiozłam, do szafki i szuflady.
- Mama dostała dwie koszule, pampersy mydło, gąbkę- wylicza oddziałowa- oliwkę, ręcznik…
-Ręczę pani, że nic nie było.- mówię, a we mnie rośnie niedowierzanie, czyżby „szpital” sobie przywłaszczył te rzeczy? W Sali raczej żadna z pacjentek, bo niechodzące. Może na SORze zostały? Trudno, proszę oddziałową, żeby upewniły się, że te moje z matką dotarły i kończymy rozmowę.
Seniorka, która mieszka już 3 miesiąc w ZOL, jest rehabilitowana po poprzednim złamaniu kości w stawie biodrowym, w prawej nodze. Najpierw ją sadzano na fotel inwalidzki, niedawno pionizowano i uczono chodzić z balkonikiem. I nawet sobie podobno nieźle radziła, ale… ona ma daleko posunięta osteoporozę. Nie wiadomo w jaki sposób  złamała kość. Tym razem udową w lewej nodze. Zauważono, że coś jest nie w porządku, kiedy na drugi dzień noga zsiniała i natychmiast wysłano ją na SOR. No cóż, widocznie już nie dane jej chodzić.



28 komentarzy:

  1. W glowie sie nie miesci, jak mozna okradac chora, stara i malo kontaktowa osobe!
    Mam nadzieje, ze Mamie chociaz przyjdzie zyc bez bolu, skoro z chodzeniem bedzie miala problemy. Trzymam kciuki za powodzenie terapii.
    Piekne zdjecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle mam nadzieje, że cała "wyprawka' zawieruszyła się na SORze. No ale jeśli tam została, to powinni zanieść ją na oddział. Ale jest realna możliwość, że pampersy rozdysponowano, kosmetyki... dzisiaj mama miała na sobie koszulę nocną, ale nie wiem czy to ta z ZOL.
      W poniedziałek pojadę już do ZOL i sprawdzę, czy dostaje środki przeciwbólowe.

      Usuń
  2. Jaskolko, az mnie zaklulo w okolicach serca. Nic nie jest tak, jak byc powinno. Rece opadaja:((
    Chyba rzeczywiscie lepiej, ze mama zyje we wlasnym swiecie..Sciskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, nic, masz rację, co krok to ciągle wiatr w oczy. Ja też myślę, że jej świat jest o wiele lepszy, bo z przeszłości, a wtedy chyba było jej dobrze. Ona ma też coraz słabszą pamięć.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o mamę to gorzej było w lutym, kiedy umierała. Wyciągnęli ją z tego. To złamanie przechodzi o wiele lepiej. Ale nerwówkę przeszłam, to fakt.

      Usuń
  4. We wszystkich szpitalach kradną- to norma. I dlatego, gdy się np. idzie na operację, wszystko co "cenne", deponuje się w torbie opatrzonej wizytówką u oddziałowej. Tak to funkcjonuje np. w Instytucie Kardiologii w Aninie. W innych szpitalach uprzedzają, by miec tylko to co niezbędne a jeśli masz fart i leżysz w sali 2-osobowej to na operację idą obaj pacjenci jednego dnia a sala jest zamykana na klucz aż do powrotu przytomnego i kontaktującego pacjenta. Złodziejstwo jest powszechne, bo nie jest karane- jakiś patafian pisząc K.K. uważał, że kradzież rzeczy osobie prywatnej jest czynem o znikomej szkodliwości społecznej. Jaskółeczko - dla mamy lepiej, że nie kontaktuje, chociaż dla Ciebie jest to szokiem. Wierz mi - tak jest lepiej.A u tego lekarzyny nie był krzesła w pokoju? Przepraszam, ale nie jesteś już podfruwajką, więc nie byłoby błędem "towarzyskim" wygłosic zdanie "pozwoli pan, że usiądę" i klapnąc na krześle. Skoro Mamy nie będą operowac to pozostaje kwestia bólu-but tylko ustabilizuje nogę ,ale każde złamanie boli jeśli nie jest dostatecznie mocno ustabilizowane, np. gipsem.Wiesz, to zaczyna byc kwadraturą koła, bo każde unieruchomienie pogłębia osteoporozę a do tego w zaawansowanym wieku powoduje b. szybki zanik mięśni. Będziesz miała teraz gorszy czas. Trzymam kciuki za Was obie.
    Przytulam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kradną, ale to, co kradną jest istotne.. albo i nie? Ukraść starej kobiecie pampersy i koszule nocną? Żenujące.
      Miałam zamiar tak zrobić w dyżurce lekarskiej, ale po chwili dałam sobie spokój . Tam były takie głębokie fotele, a jak w nie wpadniesz to potem ciężko się wygramolić. Może to mnie powstrzymało. Swoja drogą, jakimi dziwnymi drogami chodzą myśli. On mi tłumaczył stan matki, a ja wahałam sie czy klapnąć czy nie w ten głęboki fotel.
      Ten lekarz też mówił, że lepsza byłaby operacja i późniejsza nauka chodzenia. Widać anestezjolog zadecydował inaczej. W ZOL jest lekarz, rehabilitantki, pielęgniarki. Wierzę, że dobrze zadbają o mamę. jednak będę tam często bywała. Mój brat też się mobilizuje. Nawet siostra bywa u mamy dosyć często.

      Usuń
  5. Życzę zdrowia seniorce a ta nasza służba zdrowia - szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie, strasznie to smutne... Dobrze, że Seniorka jest "cast away" . Przynajmniej nie zdaje sobie sprawy z tego, co sie dzieje. Tak pewnie jest dla niej lepiej :-(
    Co do tego szczawia lekarskiego. Chodzę na trzech nogach, bo tak mam. Rzadko, bardzo rzadko, ktokolwiek proponuje mi żebym usiadła. Zwykle stoję. No chyba, że akurat mam taki całkiem niefajny dzień i sama oznajmiam: "pozwoli pan/pani, że usiądę, bo nie bardzo mi w pionie".
    I również rzadko jeżdżę komunikacją miejską (wolę swój samochód). Ale jak już mi się trafi taka atrakcja, to grzecznie stoję, licząc na to, że JAKOŚ dam radę, bo młódź rozparta na siedzeniach, sterana życiem, z nosami w komórkach na wszelki wypadek nie pacza na sieroty kurczowo uczepione "chwytaka" w autobusie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że i Ty znalazłaś się w kręgu lekceważonych. Nie rozumiem zjawiska siedzącej młodzieży w środkach lokomocji i nieustępujacych miejsca. Jestem przekonana, że i w domach i w szkole o tym się mówi. Zatem, co? Bezczelność w grupie?
      Moje nogi tez wysiadają. Wczoraj , kiedy wróciłam do domu, po tych galopadach po Cieszynie, obie nogi dały mi popalić i to od bioder po stopy. W pewnym momencie przeleciała mi myśl, że może sie to wózkiem skończyć.
      To jest pokłosie sportu wyczynowego.
      A mama? Czasem mówi bardzo przytomnie, ale częściej jednak gubi się i nie bardzo kojarzy gdzie jest.
      Problem w tym, że nie wiem co sobie myśli, kiedy ma pełną świadomość . Może to być straszne.

      Usuń
  7. co za sęp, żeby okraść człowieka w takim stanie:( bardzo Ci współczuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, przypomniałam sobie, że kiedy pakowałam wczoraj matki rzeczy, które jej przywiozłam przedwczoraj, nie było w nich całej paczki takich chusteczek nawilżanych dla dzieci. Wynikałoby z tego, że to na oddziale pielęgniarki kombinują. Chusteczki były w szufladzie szafki. Żadna pacjentka tam nie chodzi. Szkoda gadać. To nie o te chusteczki chodzi, ale o sam fakt zaistnienia czegoś paskudnego.

      Usuń
    2. nie wiem..,jakoś pielęgniarki mi, mimo wszystko, nie pasują.:) Moze te niechodzace pacjentki też odwiedzają rodziny, różni są ludzie,choć jak się nie złapało za rękę,trudno cokolwiek przypuszczać .. Obrzydliwość:((

      Usuń
    3. Te chusteczki były w szufladce. Żeby dostać się do szafki, trzeba obejść łóżko matki, które jest ostatnie. Szafka stoi pod oknem i jest ona ostatnia. Nikt nie zrobił tego prze pomyłkę, bo obok nie ma szafki innej. Ktoś musiał otworzyć szufladę i wyjąć cały pakiet. Pielęgniarki myją chorych takimi chusteczkami doraźnie, przy zmianie pampersa. Być może odruchowa\o wzięły całą paczkę i poszły dalej. Tam chusteczki... to pikuś, ale ta "wyprawka" z ZOL?
      Nawet, jak została na SOR, to był cały dzień na odniesienie na oddział.

      Usuń
  8. Zapominanie w pewnych sytuacjach jest największym darem, jak się okazuje...Służba zdrowia jak widzę kolejny raz "stanęła na wysokości zadania" - o tempora, o mores!
    Ściskam Cię mocno! ***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sama nie wiem, co ona jeszcze łapie, a czego już nie. Sama często mówi "nie pamiętam". A równocześnie rzuca zdaniami z przeszłości tak, jakby w niej była tu i teraz.
      Bardzo, bardzo nie chciałabym tak twierdzić, ale ostatnie przykłady świadczą o tym, że etyka zawodowa w służbie zdrowia padła na pysk w błoto i tam sobie leży.

      Usuń
  9. Naprawdę chyba lepiej, ze Twoja Mama nie wie, co sie dzieje. Wstyd i żenada w tych naszych szpitalach. Zreszta nie tylko tam.
    Jakos tak parszywieje to nasze społęczeństwo i wszystkie instytucje. Człowieczeństwo w zaniku. Chowa sie we własnym, oderwanych od brutalnej rzeczywistości świecie, gdzie nie grozi mu chamstwo i okrucieństwo.
    Przytulam Cię kochana, czujac mocno Twoją bezradnosć, troskę i lęk o Mamę.Jak dobrze, że masz swój piekny ogród i Bezunię.Troche usmiechu, oderwania, beztroski...
    Jaskółko, ściskam Cię mocno!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, coś się porobiło z ludźmi. ja jestem dosyć łagodna w załatwianiu spraw, ale chyba trzeba zacząć bezczelnie, arogancko stawiać ludzi do pionu. Parę razy tak zrobiłam i efekt był piorunujący. Natychmiast uzyskiwałam to, co chciałam.
      Ogród, dom, Jaskół, Beza... tak to mój azyl. I niechętnie go opuszczam. W ogóle nie ciągnie mnie już do ludzi.

      Usuń
  10. Jaskółko,bardzo Ci współczuję.Dobrze,ze jestes tak blisko Mamy,ale też drugie dobrze,ze w tej sytuacji ona jest nieco odklejona od rzeczywistosci.
    Bulwersujace,jak ktoś mogł okraść chorą osobę,ja bym przeprowadziła wnikliwe "śledztwo".:)
    Trzymaj się ciepło,uściski dla Was.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie będę przeprowadzać śledztwa, bo to trzeba było zrobić zaraz. Za późno zorientowałyśmy się. Wiem, że każda rzecz ukradziona to jakaś wartość i sam fakt kradzieży powinno się ujawnić, niemniej nie mam siły szarpać się o pampersy i parę ciuszków.
    Należałoby, bo bezkarny proceder może trwać. Wierz mi nie mam siły tam iść i udowadniać. Komu? do kogo się zwrócić? I jak udowodnić?
    Gdyby był następny raz, to sobie przypilnuję ekstra. Teraz w życiu nie przyszłoby mi na myśl, że takie coś zaistnieje.

    OdpowiedzUsuń
  12. o ja pukam!!!... się połaszczył ktoś na buchnięcie Starszej Pani kilka duperel? /dla niej akurat nie duperel/... tak z detektywistycznego punktu wiedzenia, to uderzyłbym do działu kadr... która piguła lub salowa ma aż tak podbramkową sytuację życiową?... tylko co z tego śledztwa?...
    wiesz, jak jest... w służbie zdrowia nieraz podkradane są różne rzeczy od firmy... ale obrobić prywatnie tak bezbronną pacjentkę... to już jest "hienizm"...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kradzież , a może zaniedbanie? Czort wie, ale tak czy siak niefajnie. Zostałaby bez niczego, gdybym jej wieczorem "w ciemno" nie zaniosła drugiej paki. I na co się tu łakomić- trochę pampersów, dwie sprane koszuliny i ręczniki:(

      Usuń
  13. Mam do czynienia od lat ze służbą zdrowia - najpierw mąż, a potem i ja musiałam rozpocząć leczenie, a teraz wnuki.
    Książki można pisać... Chyba dwa lata temu, zimą, mimo podanych nr kontaktowych nie udzielono mi informacji o .....śpiączce pooperacyjnej męża ze szpitala w odległej miejscowości. Kazano przyjechać, dopiero w nocy się dowiedziałam z prywatnego telefonu lekarki o stanie męża. Gdy rano z kilkoma przesiadkami dotarłam do celu, okazało się, że informacji może udzielić tylko "pani" ordynator. Najpierw były wizyty, potem przyjęcia, a potem weszłam ja i zostałam poproszona o zamknięcie drzwi - to nie pomogło "pani", bo żadnego prezentu nie dostała, natomiast wydarłam się odpowiednio, gdy udzieliła wstępnej informacji. Mogliśmy skarżyć szpital za pomyłkowo podany lek, na który maż był uczulony, o czym wiedzieli wszyscy, a przede wszystkim za nie udzielenie informacji na wskazany przy wpisie nr telefonu.
    Wspólne śledztwo z ZOL'em powinnaś przeprowadzić, mimo, że późno. Niech się ludziom nie zdaje, że nikt się nie przyczepi i wszystko im wolno.

    Współczuję Ci bardzo tych przejść, bo mama żyje w swoim świecie. Mam nadzieję, że w ZOL jej znowu pomogą, bo są jeszcze ludzie w Służbie Zdrowia, którym się chce.
    Mimo niechęci, mam nadzieję, że się w tym roku spotkamy na Zjeździe Zakręconych w Ustroniu.
    Pozdrawiam słonecznie !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informacja o stanie mamy wczoraj dotarła do mnie przez brata, bo on podał szpitalowi swój numer za pierwszym razem, On nawet ZOL nie informują, a to przecież jest opieka medyczna i tam teraz mama mieszka.. Paranoiczne jakieś przepisy.
      mama już jest w ZOL, ma założony but ortopedyczny i podobno ucieszyła się, kiedy zobaczyła znajome pielęgniarki. Ona ma tam bardzo dobrą opiekę i zaprzyjaźnione opiekunki. ja tam jestem co najmniej raz w tygodniu, brat tez, siostar trochę rzadziej. mamy podobne spostrzeżenia. Jest dobrze:)

      Nie wiem, czy pojadę do Ustronia. Miałam zamiar, ale ciągle mi się tu plany zmieniają.

      Usuń
    2. Masz szczęścia - na porządny ZOL trafiłaś :)
      W październiku jeszcze sobie o Ustroniu porozmawiamy :)
      Do miłego ...

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.