środa, 5 listopada 2014

Jak to z oczyszczalnią było (2)



No i oczyszczalnia zaczęła sobie pracować, a my odetchnęliśmy, bo duży problem spadł nam z głowy. W jeden dzień. Tyle trwał cały montaż. U siostry pracowała inna firma. „Bawiła się” z całym kramem półtora tygodnia. Jasne, że ona miała więcej do zrobienia, ale ekipa przychodziła o 9tej rano i kończyła pracę równo o 16tej. Zawsze mi się wydawało, że taka branża, kiedy jest sezon, to pracuje na cały gwizdek, bo przecież wystarczy parę dni deszczu i robota stoi. Nie wiem, czy to lato było deszczowe, czy nie. Mnie wody przelało się po kokardy. I w piwnicy, i…. w ogrodzie. Po paru dniach deszczowych, zauważyliśmy, że przed kopcem stoi woda. Zrobiła się ogromna kałuża i dopiero po dwóch dniach zniknęła. Nigdy przedtem takiego czegoś nie było. Zasypaliśmy wgłębienie, w którym stała woda. Było to miejsce „pracy” koparki. Ziemia ubita, trochę wklęsła, toteż woda zbierała się w tym zagłębieniu. Po kolejnym deszczu woda zebrała się nieco dalej i znowu była kałuża. Fakt, że kopiec jest usypany jakby w poprzek spadu, ale bez przesady, nie powinien stanowić aż takiej zapory dla wód deszczowych. Po następnych deszczach zobaczyłam, że azalia  oraz magnolia, rosnące obok kopca, mają lekko brązowe liście. I katalpa też. Był sierpień, jeszcze nie czas na żółknięcie liści. Podreptałam za kopiec i doznałam wstrząsu. Za nim stała woda. Nogi ugrzęzły mi w bajorze. Rany….. Postanowiliśmy wykopać rowek, żeby woda spłynęła niżej. Potem wykopaliśmy studzienkę i z niej pompowaliśmy wodę dalej w ogród. Rezultat? Zerowy. Woda ciągle stała i w studzience, i w rowku, i wzdłuż kopca. Wyglądało na to, że cała woda gruntowa pchała się do „wanny” pod kopcem, w której były rury rozsączające. Woda z oczyszczalni też nie miała szans odpływać, więc wszystko to wylewało  się spod kopca. Pompowaliśmy wodę  z tej studzienki codziennie, przez prawie miesiąc i nic jej nie ubywało. Prawo naczyń połączonych. Woda z terenu wlewała się teraz też do studzienki.  Spróbowaliśmy jeszcze „wpuścić’ słońce na ten teren, żeby go osuszało. Kopiec od strony południowej zacieniały ogromne tuje.  Wycięliśmy je. Na cały zalany kawałek terenu, oraz kopiec, weszło światło i ciepło. Po tygodniu stwierdziliśmy, że nic się nie zmieniło. Tylko woda miała teraz większy teren, po tujach, do zalania i bagienko robiło się  coraz szersze.  Rozpacz, no czarna rozpacz.  Coś ekipa schrzaniła i tyle. Brakowało wodzie odpływu. A już na wiosnę, podglądałam, jak montują oczyszczalnię u siostry i zastanawiałam się, dlaczego z poletka rozsączającego wyprowadzili jeszcze jedną rurę w pole. Teoretycznie ziemia w naszym kopcu miała nasączać się wodą z oczyszczalni i potem jej nadmiar miał powoli wsączać się w grunt. A tu nie chłonęło. Cała woda stała w gruncie. Czyli trzeba tę wodę „wyprowadzić” dalej. Rura! Taka sama, jak w oczyszczalni u siostry. Taką trzeba zakopać. Na samą myśl o następnym ryciu ogrodu zimno mi się robiło. Traf chciał, że we wrześniu na zakupy przyjechał szef innej firmy z tej branży. To on najpierw robił nam na wiosnę rozeznanie, podpowiadał, co robić, jednak później coś stanęło na przeszkodzie i wzięliśmy inną firmę. Ciekawski, pochodził wokół oczyszczalni, wokół kopca i jak pochwalił robotę wokół oczyszczalni, tak zaklął, kiedy zobaczył wodę za kopcem. Zapytałam, czy dobra byłaby  rura odprowadzająca wodę w ogród, bo widziałam taką przy oczyszczalni za płotem. Przytaknął. Dobra, połaziłam po ogrodzie, pokombinowałam (Jaskół każdą moją decyzję w sprawie ogrodu akceptuje, dlatego piszę tu tylko o swoich pomysłach). Dużo możliwości nie było, ale chciałam mieć jak najmniej rycia między roślinami. Zadzwoniliśmy do firmy z reklamacją. Nie robili żadnego problemu. Umówiliśmy się na oględziny. Przyjechali, zobaczyli i zgłupieli. Nie spodziewali się, że ziemia zamiast chłonąć wodę, pod jej wpływem tak się zbije. No niestety, taki gatunek gleby. Zrobił się ziemny beton, który wody nie przyjmuje. Z miejsca odkopali kawałek kopca z tyłu. Woda, kiedy poczuła ujście natychmiast wylała się szerokim strumykiem. Potem powoli ściekała.
Zrobili odwodnienie w pół dnia. I znowu szybko, czysto, schludnie. Pociągnęli w wyrytym przez koparkę wąskim wykopie peszel, zasypali żwirem, położyli na żwirze włókninę i to zasypali ziemią.  Przelecieli tak 40 metrów. Nawet nie wiedziałam, że na tych 40 metrach jest aż 40. centymetrowy spad. A to już dużo. Minął tydzień. Woda na razie zeszła i nie wylewa się na boki kopca. Jest piękna, sucha jesień. Mam nadzieję, że kiedy spanie deszcz, nadal nie zobaczę wody w tych miejscach, w których nie powinna się pojawić. A po wycięciu tui, zrobiła nam się piękna przestrzeń ogrodowa. Nie żałuję tej decyzji.

PS. Firma robiła oczyszczalnie  z kopcem na terenie bardzo piaszczystym teoretycznie najlepsze warunki przepuszczalności. Po miesiącu rozpaczliwy telefon od właściciela oczyszczalni- woda zalewa teren. Pojechali. Faktycznie woda stała. Okazało się, ze gleba była piaszczysta, ale piasek pod wpływem wody zmineralizował się w beton. Też robiono odwodnienie. Ta firma robi takich oczyszczalni około 120 na rok. Najczęściej sypią kopce, ale takich przypadków jak nasz i ten drugi, to bardzo rzadko doświadczają.
A ja się już nie dziwię, bo użeranie się z wodą mam chyba wpisane do życiorysu na stałe.
To jest jedyny ślad (oprócz kopca), że na terenie jest oczyszczalnia. Daliśmy lampki, żeby podczas nocnego spaceru nie uszkodzic kominków. Trudno jest się przyzwyczaić do przeszkody na trawniku. Na wiosnę zagospodarujemy ładniej.
Kopiec. Na razie wygląda tragicznie. Poczekamy do wiosny, żeby ziemia siadła. Potem położymy agrowłókninę i obsadzimy roślinami płożącymi. Z przodu zasadzimy krzewy, żeby zasłoniły kopiec od strony tarasu.
Kopiec z tyłu, już po wkopaniu peszla odwadniającego.
Wejście w alejkę sosnową. Tu jest wykopana studzienka, do której dochodzi peszel. Od tego miejsca jest już spory spad.
Miedza, którą poszedł peszel. Trochę podniszczyli korzenie brzóz, ale im to nie zaszkodzi. Mam nadzieję.
Od strony alejki sosnowej.
Taką oczyszczalnię mamy zamontowaną i nazywają ją biologiczną. Czyści ścieki i wypuszcza wodę II klasy czystości. Zamiast kopca może być poletko drenażowe, jeżeli gleba jest przepuszczająca. Montuje się też studnie drenażowe, jeśli gleba dobrze przepuszcza i jest mało miejsca.
Ten typ ma moja siostra i nazywa się go ekologiczny. Tak naprawdę to jest to szambo jednokomorowe z wkładką kermazytową (wstępnie filtruje, ale tylko filtruje gnojowicę), tyle, ze plastikowe i poletko drenażowe, które ma przefiltrować gnojowicę i rozrzedzony ściek ma wchłonąć gleba.. Pozostałości potem (po 10 latach) wybiera się na całej powierzchni poletka.
Nie wiem, dlaczego nazywa się to ekologiczną oczyszczalnią, skoro do gruntu i tak wpuszcza tylko przefiltrowaną, ale nie oczyszczona gnojowicę.








10 komentarzy:

  1. Jaskolko, uff, ciesze sie, ze jakos udalo sie zlikwidowac problem "wodny". A Ty nie jestes Wodnikiem?;)
    A tak powaznie, to gdy sie przeprowadzalismy z Warszawy, pod miasto, to jednym z warunkow , ktpry postawilam, szukajac ziemii, bylo podlaczenie do kanalizacji mejskiej. Dosc sie napatrzylam na klopoty kolezanki, ktorej po wiekszym praniu, szambo wybijalo.

    A jak sobie obsadzicie kopiec, to bedzie pikniee:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, jestem wagą i to z pierwszej dekady. Nie wiem, czy czasem ktoś jakimś przekleństwem wodnym we mnie nie rzucił. Kiedy byłam niemowlakiem, Cyganka, która co roku przybywała z taborem i przychodziła do mamy ( nawet się zaprzyjaźniły, bo były w tym samym wieku), podobno stanęła nad moim łóżeczkiem i stwierdziła, że będę miała bardzo burzliwe i niezwykłe życie. Hmmmmm.... burzliwe to ono może i jest, ale niezwykłe?
      Pewnie ta niezwykłość przejawia się w ilości wody, z która walczyłam i nadal walczę. Została jeszcze piwnica.

      Wybijające szambo tez zaliczyłam, ale w dzieciństwie, na leśniczówce.Brrrrrrrrrrrrrrrrrr..... fuj!
      Kopiec musi być piękny, bo jest dosyć widoczny.

      Usuń
  2. Szambowe problemy też zaliczałam, nic przyjemnego. Należy mieć nadzieję, że już nie będziecie mieli więcej kłopotów z oczyszczalnią, a ogród? Z pewnością, wiosną pięknie go zagospodarujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że będzie spokój. Ogród już zaplanowany. Czekamy na wiosnę:)

      Usuń
  3. Nie tak tragiczny ten kopiec, przez jesień i zimę osiądzie i poprawi się jego wygląd. Ja bym go obsadziła irgą płożącą.Przy jednym z bloków zrobili taką mini skarpę i posadzili tam właśnie irgę i wygląda świetnie, zwłaszcza gdy kwitnie (na biało). Piszę Ci o tym a Ty i tak lepiej ode mnie wiesz czym to obsadzic. Myślę, że tym razem już ta woda nie będzie "się kopcowała". Ale z tą zalewaną piwnicą to masz nie fajnie. Mój znajomy wet, posiadacz domu jednorodzinnego w W-wie, twierdzi, że gdyby nie miał domu to byłby bogatym człowiekiem a tak to jest tylko ubogim niewolnikiem chaty, bo musi sam wszystko robic, od dachu po piwnicę.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie irga płożąca, żarnowiec płożący i róże okrywowe. To od strony tarasu i chodnika. Z tyłu zasadzę bluszcz pospolity. On szybko się rozrasta i mocno kryje.
      Niewolnikiem chałupy się nie czuję, ale daje nam ona mocno w kość. Teraz czeka nas wymiana dachu. Jak forsę uzbieramy.

      Usuń
  4. Czytałam kiedyś coś "fengszujowego" i pamiętam, że kłopoty z wodą czyli pękające, zatykające się rury, problemy z kanalizacją odzwierciedlają problemy rodzinne... U mnie się sprawdzało... ;) Miejmy nadzieję, że to już koniec.
    Pozdrawiam gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zielonego pojęcia jakiego rodzaju problemy rodzinne mają wpływ na wodne sprawy. Fakt, że, jak to w rodzinie, różnie bywa.
      Piwnicę uszczelniliśmy i czekamy teraz na deszcz, gdzie się następna woda ujawni. Tak po kolei przesuwamy się z tym uszczelnianiem, aż całą opanujemy.

      Usuń
  5. A twoja siostra to nie miała innych wydatków, żeby się taką głupotą jak szambo zajmować? Wydaje mi się to idiotyczne, bo skoro mogło to wasze wspólne szambo funkcjonować przez długi jeszcze czas to moim zdaniem siostra zrobiła problem z niczego Czyżby złośliwość i nieżyczliwość z jej strony powodowała takie zachowanie? Za jakieś 20 lat na pewno prawdziwa kanalizacja w waszej miejscowości powstanie, więc tego dodatkowego wydatku można było uniknąć.
    Z drugiej strony nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo teraz jesteście samodzielni i na przyszłość wasze dzieci i wnuki unikną konfliktów.
    Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w dziesiątkę. moja siostra chciała bardzo być już "na swoim" i nie mieć nic wspólnego z moi domem. To i wymyśliła odrębne szambo. Przewiozła się, bo też musiała nazbierać forsę. W sumie dwa lata zbieraliśmy na coś, co rzeczywiście mogło jeszcze poczekać. No ale... kanalizacji centralnej u nas nie będzie i w sumie na dobre nam wyszło. Jesteśmy niezależni od jej humorów. Szczerze mówiąc chyba żadne z naszych dzieci w tych domach nie zamieszka. Jej syn na pewno, a moje? No nie wiem. Najwyżej dom kiedyś pójdzie pod młotek. Taka oczyszczalnia jest plusem przy sprzedaży.
      Staramy się remontować dom na bieżąco, wtedy łatwiej go sprzedać. Część siostry jest strasznie zapuszczona. Ona nie przywiązuje do wyglądu aż takie wagi. Nie wiem, czy ktoś zdecyduje się kupić pół bliźniaka w takiej sytuacji.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.