poniedziałek, 28 lipca 2014

Środek lata



Puste niebo. Niepokoi brakiem. Tu, nad naszym domem, jest korytarz zachód-wschód  i abarotno, dla lotów dalekich (Frankfurt- daleki Wschód). Jeszcze niedawno sunęły nim, prawie jedna za drugą, w obie strony, potężne maszyny. Bawiliśmy się śledzeniem ich lotu na radarze w Internecie. O, teraz leci do Kuala Lumpur…. Frankfurt- Kuala Lumpur…A teraz z Delhi do Frankfurtu…wysokość- 11 kilometrów, a one wielkie, majestatyczne… Jestem na tarasie.. w ogrodzie, patrzę na niebo w kierunku zachodnim- pusto. Patrzę w kierunku wschodnim- pusto. Od czasu do czasu przeleci samolot z północnego wschodu na południe lub odwrotnie. To najczęściej z Moskwy do Wiednia, Włoch lub Hiszpanii. Widzę również te startujące lub lądujące w Krakowie czy w Katowicach…
Upał codziennie nie do wytrzymania. Próbuję ogarnąć ogród. Wytrzymuję w nim do jedenastej. Potem już tylko chłód w domu przynosi ulgę. Od tygodnia nie spadła kropla wody. Wczoraj mocno się zachmurzyło, ale deszcze przeszły bokiem. Dziwne jest to lato. W ogrodzie i lasku cisza. Nawet wilg w tym roku nie ma. Wcześniej też  (na początku lipca)  zaczęły wieczorami grać świerszcze. W niedzielę, nad ogrodem, bardzo nisko, przeleciało stado dzikich gęsi. Strasznie się kłóciły. Próbuję wróżyć z przyrody zimę. Orzechów włoskich i laskowych zatrzęsienie. To sugeruje ostrą  zimę. Z kolei na jarzębinach szlachetnych owoców na lekarstwo. To, z kolei, byłby znak, że zima będzie łagodna. Wszystko się plącze, zmienia.
Zastanawiam się też nad „przemeblowaniem” dalszej części ogrodu kwiatowego. Nie mam sił odchwaszczać takiego areału. Coraz częściej boli mnie kręgosłup, coraz mniej mam sił. No i ta pogoda- albo za sucho, albo za mokro, albo leje, albo upał nie do wytrzymania. A chwasty nie czekają, tylko rosną jak szalone. W miejsce grządek, na których siałam rzodkiewkę, fasolkę i inne, tych co to trzeba ciągle skopywać i na których najszybciej zachwaszcza się, chce posadzić byliny. Najlepiej takie, które tworzą duże kępy i pod nimi chwast nie rośnie. Myślę o dalszych odmianach liliowców. Może jakieś chryzantemy. Nie wiem- coś, co nie wymaga dużego nakładu pracy.
Gad jednak mieszka pod tarasem. Dzisiaj Jaskół przyłapał go na wygrzewaniu się w konwaliach obok tarasu. W zasadzie zobaczył koniec majestatycznie wsuwającego się pod taras cielska. Brrrrr, a już myślałam, że się wyniósł. Zastanawiam się, dlaczego różnej maści zwierzaki tak upodobały sobie nasz dom. Często zwiedzają nasze mieszkanie kosy- ostatnio zaplątał się tu taki kosi podlot. Była też jaskółka. Obleciała cały dom i zanim się zorientowaliśmy, że poleciała na piętro i otwarliśmy jej okno na świat, przesiedziała tam pół dnia. Wczoraj wleciał do pokoju młody nietoperz. Latał po całym parterze, potem przefrunął na klatkę schodową. Malutki taki. Często przysiadał, bo chyba był zmęczony i oszołomiony światłem. Udało mi się go nakryć miską, podsunąć pod nią gazetę i tak wyeksmitowałam nietoperza za okno w czarną noc. Nawet nie pomyśleliśmy o zrobieniu zdjęć. Te zwierzaki są tak zdezorientowane, że chcemy jak najszybciej wypuścić je na wolność. Tydzień temu, późnym wieczorem, przed progiem drzwi wejściowych, siedziała ogromna ropucha. O tych to już nawet nie wspominam, bo bardzo często wynosimy je z piwnicy, po czym, nie wiem dlaczego, one znowu się tam znajdują. Mam nadzieję, że gad nie nabierze ochoty na zwiedzanie domu.
Ostatnio wyhaftowałam małą baletnicę . Jest cała seria tych haftów. Już mam pomysł, jak je wykorzystać. Teraz bawię się haftowaniem  następnej pary ptaków „oszołomów”. I kto by pomyślał, że z powrotem wciągnie mnie haft krzyżykowy?
 Lubię sobie pokopać
Zobaczmy , co tam jest?

A może z tej strony więcej zobaczę?
 Nie, jednak z tej....
Paskudne korzenie,wrrrrrr.....muszę się tam dostać.

 Już... już ... go mam... już.....eeeeeeeeeeeeee nie udało się,  trzeba jednak przyznać, że się solidnie  napracowałam
 Ubabrana, ale szczęśliwa:)

P.S." W dawnej Litwie zaskroniec uważany był za zwierzę święte, wierzono bowiem, że domostwo, w pobliżu którego węże te zamieszkają, czeka pomyślność."
 http://istotyzywe.pl/gady/zaskroniec-zwyczajny

niedziela, 13 lipca 2014

Ptasior i Ptaszka, czyli dramat w jednej odsłonie

 Tygrysówka rzeczywiście kwitnie tylko jeden dzień. Ta moja ma jeszcze jeden pąk. Pewnie zakwitnie jutro.
Ptasiora już poznaliście, a to jest Ptaszka. Ptaszka bardzo się denerwuje i piórka gubi.
 Bo ten głupol stroi zalotne miny i zapomniał że siedzi na bardzo kruchej gałązce.

sobota, 12 lipca 2014

Tygrysówka pawia.


Kolejny okaz, kupiony w Biedronce, który zakwitł w naszym ogrodzie.
 En face
 Z profilu


Obok frezje. Niestety w "mieszance" były same białe. I przyznam, jestem trochę rozczarowana, bo liczyłam na więcej kolorów. Niemniej bardzo mnie cieszy, że rośliny kupione w tak "obśmianej" Biedronce nie okazały się bublem i pięknie kwitną.


Tygrysówka pawia- Tigridia pavonia
Pochodzi z Meksyku, a w Europie znana jest od XVI w. Atrakcyjność tej rośliny nie wynika tylko z pięknego ubarwienia (pokryta cętkami), ale i kształtu. Trzy zewnętrzne listki okwiatu są większe i lekko odgięte ku dołowi w przeciwieństwie do wewnętrznych, mniejszych i wyprostowanych. Średnica kwiatów wynosi około 10-15 cm, które są osadzone na pędach wysokości 30-50 cm. Liście są mieczykowate i ociągające do 40 cm wysokości. Ze względu na różnorodność odmian, mamy całą masę roślin charakteryzujących się wspaniałym ubarwieniem np. białe, czerwono nakrapiane, żółte z czerwonymi plamami i odwrotnie, różowawe z cętkami w barwie karminu. Wadą kwiatów tygrysówki jest to, że kwitną tylko jeden dzień, rozwijając się przed południem a więdnąc już pod wieczór. Tygrysówka rozwija się z cebulki, która wytwarza od jednego do kilku pędów, na których pojawia się 2-5 pąków, które stopniowo się rozwijają.