sobota, 28 lutego 2015

I chciałoby się trzasnąć w łeb, ale co wtedy z własną kulturą?

Pojechałam więc do Sądu dokończyć sprawę z wpisem nowych właścicieli do Księgi Wieczystej. Czekało mnie również załatwienie sprawy w Geodezji. Musiałam ustawić kolejność, bo mogło się okazać, że w jednym, albo drugim urzędzie czegoś zabraknie i będę tak latać od jednego do drugiego. Postanowiłam najpierw załatwić sąd. Na korytarzu było dwoje ludzi, na tablicy wstęp do kasy ”Wolne”, wstęp do Informacji ”Wolne”, Księgi Wieczyste ”Zajęte”. Bo sąd jest nowoczesnym urzędem- teraz tablica informuje, które stanowisko wolne. Z marszu weszłam i zapłaciłam za znaczki skarbowe. Jedna kolejka mniej. Wyszłam na korytarz, a tam już dwie osoby, do Ksiąg, ustalają kolejkę. O nie, tym razem nie stać było mnie na uprzejmość, w końcu stałam się stałym bywalcem tego miejsca, jakiś przywilej mi się należy.
- Ja zaraz wchodzę, bo moja kolej, byłam w kasie zapłacić.- rzuciłam zdecydowanie. Nikt nie zaprotestował.
- Skoro jesteśmy za panią, to wejdziemy tylko zapytać o coś- starsze małżeństwo weszło do pokoju i zaraz zaświeciło się na czerwono „Zajęte” przy „Informacji”. Po dwóch minutach byli z powrotem na korytarzu lekko skonsternowani.
- Nie udzieliła nam informacji- zdumiony starszy pan jeszcze się oglądnął za siebie na drzwi, z których wyszedł.
-Jak nie udzieliła informacji? - tym razem mnie ogarnęło zdziwienie- Przecież po to jest informacja.
- Nie udzieliła, bo to dotyczy Ksiąg Wieczystych i tylko tam udzielają informacji na ten temat- pani była zbulwersowana. Ja również.
- To znaczy, że na temat Ksiąg Wieczystych tylko tam udzielają odpowiedzi? W Informacji nie?- też nie mieściło mi się w głowie- Przecież po to jest stanowisko Informacji, żeby się przy nim dowiedzieć tego, czego się chce.- dla mnie to było oczywiste, ale widać sąd ma inne pojęcie na temat „udzielanie informacji” przy stanowisku „Informacja”.
Nie miałam czasu dłużej zastanawiać się na tym zjawiskiem. Weszłam do pokoju i spokojnie usiadłam przy stanowisku Ksiąg Wieczystych.
- Byłam tu w zeszłym tygodniu, żeby dowiedzieć się, jaki jest numer Księgi Wieczystej. Pan mi podał taki- tu pokazałam dokument (mapkę z tabelką na której była ta tajemnicza rubryczka „nomenklatura prawna' i w niej numer Księgi)- natomiast w Urzędzie Skarbowym twierdzą, że jest to stary numer, a nadano już nowe numery- na razie jestem bardzo spokojna, bo nie mam ochoty na szarpaniny. Zresztą nic niepokojącego się na tym etapie nie dzieje. Pan patrzy na dokument, patrzy na monitor i potwierdza, że to jest właściwy numer. Nie czepiam się, Urząd Skarbowy to kolejny etap.
- No dobrze, to proszę teraz, żeby pan przejrzał mój wniosek i powiedział, co mam wpisać tu w te kratki, bo nijak nie rozumiem, o co chodzi- faktycznie teksty obok kratek są bardzo zawiłe. Nie mam ochoty z powodu źle postawionego x na nowo wszystko wypełniać
- E, tu pani nic nie musi wpisywać- rzucił pan lekko.
- A tu rozumiem, że mam wpisać ten numer księgi, który pan podał?- na wszelki wypadek też go nie wpisywałam.
Tak, a tu pani wpisze dokument, który załącza- pokazał miejsce palcem. Nie pytałam o jaki dokument chodzi, bo dla mnie było jasne, że o Postanowienie, ale od razu mówię, że pan, na żadnym etapie naszej rozmowy nawet nie zająknął się, jakie pismo mam dołączyć. Pewnie miałam zadać następne pytanie. Nie zadałam i to był mój błąd. Z drugiej strony, do cholery, przecież jeżeli tam i tylko tam się udziela informacji, to ten bufon powinien już za pierwszym razem dokładnie mi powiedzieć co i jak, a nie namnażać kolejkę po każdą informację, bo na tym się to pewnie w innych przypadkach kończyło. I ja pewnie też stanęłabym po raz kolejny przed drzwiami, gdyby… nie moja logika, która nawiasem nijak nie przystaje do logiki urzędników.
Wracając do wątku przy biurku urzędasa, wzięłam długopis (mój zresztą) i chciałam uzupełnić numer oraz to jedno zdanie o dokumencie. JEDNO zdanie.
- Dokumenty uzupełnia się na korytarzu- rzucił pan arogancko. Zgłupiałam, ale pomyślałam sobie, co mi szkodzi, przecież tu już nie przyjdę, to nie muszę tu, a mogę na korytarzu. Bo ja byłam święcie przekonana, że potem składam wniosek w biurze podawczym...ostatnim razem tak było… ostatnim, i tu znów moja logika dostała w pysk. Wyszłam na korytarz, a tam biurko pod ścianą, żadnego krzesła, ciemno… jakoś wpisałam dane do wniosku, przyklepałam znaczki i maszeruję do biura podawczego.
-Dzień dobry, przyszłam złożyć wniosek, ale chciałam się upewnić, czy ja muszę do niego dołączyć oryginał dokumentu, czy ksero, bo mam tylko oryginał, czy w sądzie jest ksero?- wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu. Nie miałam zielonego pojęcia, czy w Geodezji nie zechcą oryginału, a miałam tylko jeden egzemplarz. Starsza pani wzięła ode mnie wniosek
- To się składa w Księgach Wieczystych, nie u nas. - oddała mi wniosek- I musi pani dołączyć oryginał. U nas nie ma ksero, ale na rynku w papierniczym mają i pani skserują- uprzejmie dorzuciła. We mnie tym razem piorun strzelił
- Gdzie się to oddaje???- aż mnie zatkało z wściekłości, ale byłam spokojna, bo przecież pani była bardzo miła i widać było, że chce mi pomóc.
- W Księgach Wieczystych, tu obok w pokoju, jak pani wyjdzie to w lewo i zaraz są drzwi- naprawdę wszystko robiła, żeby mi pomóc
- Przecież ja teraz stamtąd wyszłam- chyba widać było, że tracę panowanie- I ten pan nawet słowem nie pisnął, że trzeba u niego ten wniosek złożyć- teraz już nie hamowałam złości- No przecież byłam tam dosłownie przed chwilą i załatwiałam sprawę…- głos mi się załamał. W pokoju była jeszcze jedna kobieta, spojrzały na siebie, ale milczały. Złapałam oddech.
- No nic, teraz idę zrobić ksero, potem załatwić jeszcze jedną sprawę… jak panie usłyszą za godzinę awanturę w Księgach Wieczystych, to będę ja- starałam się obrócić to wszystko w żart, jednak aż mnie zemdliło z wściekłości. Czułam, że muszę wyjść na powietrze, zanim stanie się coś niedobrego. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ten drań nie poinformował mnie, gdzie mam wniosek złożyć. Wpis jednego zdania trwa minutę, odbiór dokumentu drugą, wydanie poświadczenia odbioru, trzecią. Czy jego zachowanie to brak kompetencji? Złośliwość, a może ogromna arogancja? Tak, czy siak, sprawił, że muszę stanąć po raz kolejny w kolejce i odczekać, nie wiem, jak długo, może 5 minut, a może godzinę. Drań i tyle.
Wyszłam z sądu zrobić ksero. Postanowiłam pójść najpierw do Geodezji, potem zrobić zakupy, a na koniec zanieść wniosek do sądu. Musiałam ochłonąć i poskromić w sobie tysiąc furii, które dyszały z ochoty, aby wziąć faceta za krawatkę i porządnie nim potrząsnąć.
W Urzędzie Miejskim, w którym mieści się Geodezja, zaraz za drzwiami ogromna tablica informacyjna. Szukam numeru pokoju Geodezji. Czytam „Geologia” II piętro. Kurcze… jeszcze po schodach się tłuc. Nagle uświadamiam sobie, że przecież nie geologia, a geodezja. Noż babo, weź się w garść, bo musisz być po raz kolejny uprzejma i spokojna- idziesz swoją sprawę załatwić. Czytam Geodezja- pokój 190, parter. Wchodzę w korytarz, a tam numery 159, 160- Naczelnik Wydziału Geodezji, Sekretariat. Idę dalej 161… parę drzwi bez oznakowań, dochodzę do przepierzenia i składu rupieci. Zaraz mnie szlag trafi, wracam. Nie mam ochoty na dalsze ceregiele. Otwieram drzwi do sekretariatu i swoim wejściem zatrzymuję panią sekretarkę, jak mniemam, w pół drogi do pokoju sąsiedniego. Zazwyczaj nie jestem taka bojowa, ale tym razem łażenie po urzędach sprawiło, że nie mam ochoty na ekstra uprzejmości.
-Dzień dobry, szukam biura Geodezji- rzucam stanowczo.
- Zaraz pani pokażę.- kobieta jest bardzo miła i od razu stara się mi wskazać biuro- Wyjdzie pani na korytarz i tam na lewo, na wprost jest biuro- wychodzi ze mną na korytarz- O tam zaraz przy wejściu.
Dziękuję i idę w stronę wskazanych drzwi. No i teraz konia z rzędem temu, kto od razu trafiłby do pokoju numer 190. Wchodząc do urzędu widzi się na wprost szerokie schody, z lewej jest opisany przeze mnie korytarz, a z prawej… no właśnie pokój 190- jak oni to numerowali? I jeżeli ktoś nie wie, to mija te drzwi, wchodząc od razu na schody. Dobra, weszłam do małego pomieszczenia. Z boku otwarte drzwi do dużego biura. Od razu podniosła się jedna urzędniczka i podeszła do mnie. Nie będę to rozwijała, ale właśnie w Geodezji spotkałam się z obsługą taką, jaka pewnie marzy się każdemu petentowi urzędu. Miło, szybko, pomoc w wypełnianiu wniosku, ksero dokumentu, bez fochów, bez pośpiechu, pełna informacja. Załatwienie sprawy zajęło mi 15 minut. Teraz Geodezja prześle dokumenty do UG. Moja rola skończona. Wyszłam podniesiona na duchu. Trochę mnie popuściło. Zrobiłam sobie spacer po mieście i stwierdzam, że Cieszyn podupada. Przykre to bardzo, bo to klimatyczne, fajne miasto.
Wróciłam do sądu. Bałam się, że natrafię na przerwę, ale nie…. Ale NIE!… miałam wolne wejście, bo nie było kolejki. Weszłam do pokoju, zdecydowanie podeszłam do biurka urzędasa. Położyłam torebkę na krześle, nie, nie będę siadać, do tego, co chcę powiedzieć, muszę patrzeć z góry. Jak mówi Baba, to taki chłyt matertintowy. Wyjęłam dokumenty.
- Dlaczego nie powiedział mi pan, że ten wniosek mam u pana złożyć- znowu zaczęła narastać we mnie wściekłość.
- Powiedziałem- stwierdził facet tonem beznamiętnym. O kurcze,bratku, to ty masz taki sposób kłamania- wpieranie czegoś, czego nie było, poczekaj…
- Nie powiedział pan- byłam nieugięta- A to, że dołącza się oryginał dokumentu do wniosku też pan powiedział? Bo widzi pan jakoś sobie nie przypominam- syczałam cicho. Pan milczał, ale chyba już go kamienny spokój opuszczał.
- Tu jest wniosek, tu jest dokument- położyłam dokumenty stanowczo na biurku- Mam jeszcze coś zrobić? A może mam odwiedzić inny pokój, żeby w końcu to załatwić?- miałam na myśli kierownika Wydziału i urzędas chyba prawidłowo odczytał moje pytanie.
-Nie, to wszystko, mam wydać potwierdzenie odbioru?- zapytał uprzejmie i chyba, nareszcie, zaczął wypełniać swoje obowiązki tak, jak trzeba, bo ja nie pomyślałam o tym w ogóle, ale...
- Oczywiście- zagrałam oburzoną przypuszczeniem, że mogłabym nie chcieć takiego dokumentu- I proszę jeszcze raz powiedzieć mi, jaka jest dalsza procedura- ciągnęłam. Ty draniu, teraz sobie popracujesz, mimo, że już dwa razy pytałam o to.
- Teraz trzeba czekać trzy miesiące i dostanie pani zawiadomienie o wpisie do Księgi- urzędas udzielał mi informacji jednocześnie drukując potwierdzenie odbioru. Postawił na nim pieczątkę, podał do ręki i spojrzał z nadzieją, że pewnie teraz sobie pójdę. Nie tak szybko, kotku…
-A jak będę potrzebowała dokument potwierdzający wpis w Księdze, to co mam robić?- w sumie potrzebne mi są te informacje, można by moje pytania odebrać w ten sposób, ale ja też bardzo chciałam, żeby jednak wysilił się troszeczkę za pieniądze z moich podatków i opłat skarbowych. Zostawiłam w sądzie, załatwiając tylko tę jedną sprawę, 260 zeta. Jak ktoś mi nadepnie na odcisk, to… a tak… „wymagająca” jestem.
- To pani weźmie tutaj wniosek, wypełni go, wniesie opłatę i złoży- biedak miał mnie chyba dosyć, bo zaczął coś z ogromnym natężeniem oglądać na monitorze. Do diabła….
- Czy ten wniosek mogę zabrać od razu, czy macie go jako druk…- nie dokończyłam, bo facet gwałtownie wziął różowy kwitek ze stosika leżącego przy drukarce i energicznie wcisnął w moją dłoń.
-Tu jest ten wniosek- było czuć w powietrzu tę ogromną, z jego strony, ochotę, żeby mnie wywalić za drzwi.
- No cóż, to chyba wszystko….- zawiesiłam głos, na chwilę zastygłam z kwitkiem w ręku… nabrałam powietrza… byście widzieli minę faceta. Bezcenna. Pewnie myślał, że znowu zadam jakieś durne, według niego, pytanie. Też zastygł przy kompie wyczekująco. A ja naprawdę gorączkowo szukałam w myślach jeszcze czegoś, co może mi się przydać i dowiedzieć się od razu wszystkiego, żeby nie latać co chwilę do sądu oraz stać w kolejkach. Przy okazji smażyłam faceta na brązowo.
-Do widzenia, panu- powiedziałam i złośliwie dodałam- Mam nadzieję, że nie będę miała już z panem do czynienia- wzięłam swoje tobołki i z godnościom osobistom powoli wyszłam na korytarz.
Stanęłam przed drzwiami na chwilę. Na korytarzy byli sami mężczyźni. Musiałam mieć interesującą minę, bo jeden z nich rzucił z uśmiechem
-No niech sobie pani zaklnie.
- Oj przydałoby się- westchnęłam i wyszłam. Planowałam jeszcze odwiedzić mamę.
Mam nadzieję, że skończyła się na razie moja wędrówka po urzędach. Na razie...
I nasuwają mi się takie wnioski
1. Nie wiem, czy we wszystkich sądach jest takie beznadziejne rozwiązanie, że wszystko- informacja, druki- wydawanie i przyjmowanie dokumentów- dotyczące Ksiąg Wieczystych robi to tylko ta jedna komórka. W cieszyńskim sądzie tak jest i sprawia to tworzenie się wiecznych kolejek. Bo- idziesz po informację, bierzesz druk. - jedna kolejka, potem wypełniasz druk, ale znaczki kupujesz w Kasie- druga kolejka, chcesz oddać druk- trzecia kolejka, okazuje się, że druk jest źle wypełniony ( co przy zawiłości sformułowań może zdarzać się często), bierzesz drugi, lub uzupełniasz pierwszy- nie na miejscu, ale np. na korytarzu- ponownie chcesz oddać- czwarta kolejka, okazuje się, że brakuje dokumentu- musisz donieść- piąta kolejka. To minimum. Rozmawiałam z ludźmi na korytarzu, niektórzy byli 6 raz i to nie z ich winy, tylko niekompetencji urzędasa, tego samego, z którym miałam do czynienia.
2. Nie rozumiem dlaczego pełnej dokumentacji nie można złożyć w biurze podań, a znowu w Księgach Wieczystych.
3. Nie rozumiem, dlaczego druków nie można wystawić w gablotach na korytarzu, skoro nie są to druki ścisłego zarachowania. Każdy mógłby sobie potrzebny druczek zabrać, bez czekania w kolejce. Sad jest strzeżony, po korytarzu spacerują ochroniarze, nikt gabloty z papierami nie świśnie.
4. Nie rozumiem, dlaczego nie udostępni się interesantom godnego miejsca do wypełniania wniosków, skoro muszą to robić na korytarzu- odpowiedni stolik z krzesłem i dobre światło nad nim.
5. Nie rozumiem, dlaczego gabloty, w których wiszą wzory, dotyczące wypełniania wniosków, są wysoko zamontowane i nieoświetlone, a same wzory są napisane małym drukiem.
6. Nie rozumiem, dlaczego sądowi jest potrzebny dokument, który jest w moim posiadaniu- oryginał Odpisu Postanowienia (ODPISU!), kiedy samo oryginalne Postanowienie ma w swojej dokumentacji. A kiedy mnie będzie potrzebny ODPIS Postanowienia- oryginalny, to mam ponownie składać wniosek i uiścić odpowiednią (najmniejsza opłata to 20 zeta). Odbieram to jako wyłudzanie, oczywiście w majestacie prawa, pieniędzy przez sąd.
Tu następny przykład- skarżył mi się jeden pan, ze wszedł i prosił o numer Księgi Wieczystej, bubek kazał mu złożyć wniosek i zapłacić 20 złotych. Chodziło tylko o słowną informację, nie o wydanie dokumentu. Nie mógł? Naprawdę nie mógł w ciągu minuty kliknąć i podać ten numer za darmo? Jak to nazwać? Złodziejstwo i tyle. Pan poszedł do swojej Spółdzielni i tam za darmo wypisano mu dokument z numerem Księgi Wieczystej.
7. Dlaczego nie można uprościć procedury- mam Postanowienie, na nim są wypisani wszyscy spadkobiercy, czyli obecni właściciele- wystarczy, żeby urząd na tej podstawie (niech sobie ksero Postanowienia trzyma) wpisał w swój rejestr i na każdym dokumencie ten stan uwieczniał. Nie! Za każdym razem sryliony papierzysków i multum opłat, wycieczki po urzędach, stanie w kolejkach i często złe traktowanie przez urzędasów … szkoda słów.
8. Ja wiem, że nasze prawo jest straszne, ale co się dzieje z pracownikami urzędów? To przecież od nich zależy, jak obsłużą klienta i jaka atmosfera panuje w urzędzie. Tego ciągle, choć tyle urzędów w życiu już zaliczyłam, nie pojmuję. Co to za ludzie? Nie chcę generalizować, jednak nawet mały procent chamskich urzędników wyrabia pozostałym negatywną opinię. 
 
To takie moje spostrzeżenia dotyczące stosunku sądu do interesantów. Jaki on jest? OLEWAJĄCY. Mam wrażenie, że nad cieszyńskim sądem fruwają ciągle duchy austriackich urzędników Franza Jozefa. Mam także cichą nadzieję, że ktoś młodego aroganta z Ksiąg Wieczystych w końcu upupi.

 Sory za przydługi post:)

29 komentarzy:

  1. Jaskolko, to WLADZA! Takie zero dostaje w lapy namiastke WLADZY i trwa w postanowieniu te WLADZE zawsze i wszedzie wszystkim okazywac. Gdyby sprawy zalatwial od reki, sprawnie i z usmiechem, utracilby poczucie WLADZY, i poczul nagle tym, kim w rzeczywistosci byc powinien: sluga systemu i uslugodawca dla petenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaaaaaaaaaaaaaaaa usługodawca, on dla mnie, a nie ja dla niego. Młodego aroganta taki układ bardzo bolałby. no i wozi się, jak może.
      Ja tu jeszcze wyczuwam, niestety, wredne odnoszenie się takich facecików do kobiet, zwłaszcza starszych. Przyjdzie taka kobiecina i coś chce- a spadaj babo na drzewo:(

      Usuń
  2. Pod wpływem Twojego wpisu postanowiłam uregulować swoje sprawy doczesne i spisać testament u notariusza, by nie narażać swoich spadkobierców ( córki i zięcia) na niepotrzebne korowody i pierepałki urzędnicze.
    Poza tym w przyszłym tygodniu sprzedaję mieszkanie i nawet mi się mysleć nie chce o tych wszystkich formalnościach i nadętych urzędnikach.
    Choć wydarzenie samo w sobie jest pozytywne , to mimo wszystko uffff....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo w sobie pozytywne, ale mogło być to za jednym zamachem załatwione. Miałam Postanowienie, wypisałabym przy urzędniku-10 minut, wkleiła znaczek i zostawiła. Doświadczenie na własnej skórze uczy. Też mam spisany testament, ale nie poświadczony przez notariusz. Chyba trzeba nadrobić.

      Usuń
  3. Nie znoszę załatwiać spraw po urzędach... Jako, że mieszkam gdzie diabeł mówi dobranoc, to często zdarza mi się, że urzędnik/czka spojrzawszy na adres patrzy na mnie i próbuje mnie traktować jak babinę ze wsi... Nie ma lekko! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie najbardziej wkurza. To nie ja jestem niekumata, tylko język urzędniczy jest zawiły i czasem sam urzędnik nie potrafi sobie z nim poradzić. Jednak najlepiej zgrywać ważniaka "póna na stołku", zamiast starać się pomóc w załatwieniu sprawy.
      Pamiętam, jak kiedyś moja ciotka z pietyzmem wypowiadała się o pewnej osobie: "O, ona to je tera urzyndniczkom". Długo nie rozumiałam, dlaczego mówi o niej z takim namaszczeniem. Kilka lekcji, jakie dostałam w urzędach uświadomiło mi, w czym rzecz.

      Usuń
  4. Byłam kiedyś przez rok urzędniczką. Myslałam, że sie uduszę w morzu idiotycznej biurokracji, głupoty, lekceważacego stosunku do petentów, łapówkarstwa oraz wzajemnej zazdrosci o byle co. Szykowała mi sie tam kariera - he, he! Ale ja za nic to mając zwiewałam stamtąd na bezrobocie, żeby nie zwariować i nie zarazić sie urzędniczym syndromem półgłowka i władcy udzielnego!
    Wspólczuję Ci Jaskółko tych przejsć. Aż zębami zgrzytałam czytając!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jakiś świat nieprzystający do rzeczywistości. Przecież ci urzędnicy też załatwiają sprawy w innych urzędach. Czy oni tego nie wiedza, nie czują, nie są tak samo traktowani podle? Pewnie są, a potem innym udowadniają swoją wyższość.
      Nie wyobrażam sobie Ciebie jako urzędniczki. Nie ta wrażliwość, a w zasadzie musiałabyś nie być tak wrażliwa, jak jesteś.

      Usuń
    2. Gdybyż na świecie królowała zasada: nie czyń drugiemu, co tobie niemie - jakiż ten świat byłby cudowny.Ale niestety, jest jak jest i człowiek jakoś musi w nim zyć. I robić wszystko by mieć czyste sumienie, nie stępieć i nie zwariować.
      A wrażliwosc bardzo czasem w życiu przeszkadza - sama wiesz, jako nadwrażliwiec Jaskółeczko!
      Dobrej niedzieli Ci zyczę!:-))*

      Usuń
  5. Niedawno bylam w pewnym urzędzie , pod ktory podlegają tzw.instytucje kultury.Pani rzucila okiem na dokumenty i karcącym tonem oznajmila ; ale tu brakuje ksera:) To proszę zrobić - ja na to.Ale my nie mamy kserokopiarki,można iść dwie ulice dalej do papierniczego.Myślałam,że źle słyszę:) Dodam,że rzecz dzieje się w centrum dużego miasta.
    Poczułam się,jak w latach 80,90 w Moskwie,gdzie dosyć często jeździłam służbowo.Tam w kazdej instytucji,banku,tudzież ichnich"uniwermagach" ,słyszało się najczęsciej : u nas niet:))
    serdecznosci,Jaskółko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Geodezji bez problemu wykonano ksero i oryginał oddano mi. W sądzie, bądź co bądź, powiatowym nie ma kserokopiarki. Zastanawiam się, gdzie wykonałabym ksero, gdyby to w papierniczym było zepsute. Musiałabym pewnie lecieć na drugi koniec miasta. Poza tym, w urzędach są nowoczesne urządzenia wielofunkcyjne, które kopiują, skanują, drukują. Takie urządzenie prawdopodobnie miał arogant w Księgach Wieczystych, ale mnie na myśl wtedy nie przyszło, że muszę coś kserować.

      Usuń
  6. Na uspokojenie nerwów
    https://www.youtube.com/watch?v=baQ13xsQapE
    Przed podróżą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysłuchałam połowę i stwierdzam, że ta tajga wcale nie jest tak straszna, a z głodu to tam trudno umrzeć:)

      Usuń
  7. No nie wiem do końca jak to jest u nas- ale jak wiadomo, ryba śmierdzi od głowy, więc jaki prezes taki i sąd. Bo to prezes sądu odpowiada za to, co się w nim dzieje. Ostatnio gdy siedziałam na korytarzu sadowym dwoje adwokatów wymieniało wielce niepochlebne uwagi właśnie o działaniu różnych sędziów w tym właśnie sądzie. W pewnej chwili się zorientowali, że mówią głośno i pani adwokat powiedziała do mnie: my mówimy samą prawdę, nie obgadujemy. Rozbawili mnie setnie.
    A w tym sądzie tym w którym załatwiałam to był podział na północ i południe dzielnicy i dwa różne okienka podawcze. I leżały na stolikach różne druki i w holu obok okienek podawczych były stoliki z krzesłami - widać u Was jakieś inne obyczaje ktoś wprowadził.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała więcej czasu i była jeszcze bardziej wkurzona, to na bank poszłabym do kierownika wydziału. Warunki w sądzie powiatowym są okropne.

      Usuń
  8. O matko... Toż to jakiś matrix! Aż się wierzyć nie chce!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz co???
    Jesteś niesamowicie spokojną i kulturalną osobą.
    Ja niestety... no wyszła by ze mnie wredna, kłótliwa baba i nie jestem pewna czy pan wszechmogący by się na stołu utrzymał. Przecież to urzędasy nam, a nie odwrotnie... znaczy służyć mają bo pensję to niestety my - im... i nie powinni o tym zapominać!!! Oooo!!!
    No mówiłam, że wredna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że to jest jedna informacja. Mimo, że starałam się wszystko z niego wyciągnąć, to nie dowiedziałam się, ile kosztuje znaczek na wniosek o wydanie oryginału Odpisu Postanowienia. Czyli najpierw do kolejki, żeby z się dowiedzieć, potem do kolejki do kasy i potem do kolejki, żeby wniosek oddać- taka droga może mnie czekać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Niedobrze, że takiego urzędnika tam posadzili. Księgi Wieczyste to najczęściej "odwiedzane' przez interesantów biuro.
      W potocznym rozumieniu tych słów, pan nie był chamski ani bezczelny, on po prostu nie wykonywał swojej pracy jak należy. Lekceważył petentów nie informując ich w pełni. Spokojnie, ale niekompetentnie.
      A ja najbardziej właśnie czegoś takiego nie cierpię. Nie mam czasu ciągle stać w kolejkach i nie mam cierpliwości dopytywać jak jakiś półgłówek i wyciągać podstawowe informację z urzędasa. To on powinien mi w pełni wszystko wyjaśnić. Taka jest jego praca.

      Usuń
  10. Współczuję. Masz rację, sądowa biurokracja jest bardzo zawiła. Na wiele z tych niedogodności nie mamy wpływu, ale w kwestii organizacji miejsca dla interesantów i wyłożenia formularzy? Tu bym dyskutowała. Piszesz ciemny kąt i biurko bez krzesła, formularze powinny być dostępne wraz z wzorami, jak należy je wypełniać - zgoda. W innych sądach tak jest. Denerwujesz się, żalisz na blogu i bardzo dobrze, trzeba się wygadać. Czasami jednak sami jesteśmy trochę winni takiej sytuacji. Jest jak jest, nikt się nie skarży oficjalnie (pisemnie), tzn. urząd nie musi nic zmieniać. Proponuję Ci złość konstruktywną:))) w postaci pisemnej skargi do Prezesa sądu na złe warunki (biurko w ciemnym kącie, brak światła, brak krzesła, niedostępność formularzy) zresztą sama wiesz najlepiej. Czasem zmiany trzeba wymusić oddolnie i sami musimy o to zadbać. Nie piszę tego gołosłownie, ja tak robię. Piszę. Otrzymuję odpowiedzi, bo urząd ma obowiązek udzielić odpowiedzi. Zapewniam, że to działa np. zmiana regulaminu konkursów w jednym z dużych banków. W regulaminie pisano, że skierowany jest do wszystkich klientów banku. Napisałam im, że to nieprawda, gdyż nie ma możliwości, by głuchy klient banku, przeszedł telefoniczną weryfikację głosową. Reakcja banku (centrali banku) była bardzo szybka. Regulamin został dostosowany do potrzeb osób niesłyszących. Dlatego namawiam do działania, nie czekajmy aż ktoś się domyśli, domagajmy się naszych praw i właściwego traktowania.
    Serdecznie pozdrawiam.



    prezes sądu nie otrzymuje żadnych teraz proponuję złość konstruktywną, czyli oficjalne pismo do prezesa sądu z tymi uwagami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś mi się "pokiciało" :))) Ostatnie zdanie, bez początku i bez końca powinno być skasowane, ale zagapiłam się i kliknęłam za wcześnie. Przepraszam za bałagan:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam tego posta dlatego, że chciałam się wyżalić, tylko aby podzielić się pewnym doświadczeniem. Jedyne uczucie, jaki mi towarzyszyło to była złość, a i ta po wyjściu z sądu szybko mi minęła a pozostało tylko zdziwienie, że takie urzędasy się trafiają. Byłam przygotowana na "trudności", jednak było ich trochę za dużo i były one nieco dziwaczne. Przy odrobinie dobrej woli urzędnika, mogłoby ich nie być w ogóle. Przede wszystkim, w moich postach są zawarte pewne wskazówki dla tych, których czekają podobne sprawy do załatwienia.
      Nie będę słała żadnych pism do sądu w tej sprawie. Nie dlatego, że jestem aspołeczna. Ja nieraz starałam się "zbawiać świat" i różne rzeczy w interesie ogółu bezinteresownie próbowałam załatwić. Czasem udawało się, czasem nie. Pytania, które postawiłam odnośnie warunków w sądzie, były pytaniami czysto retorycznymi. Gdybym była przekonana, że coś wskóram, poszłabym od razu do Kierownika Wydziału. Nie miałam tego przekonania i nie mam teraz. Mało tego, jestem pewna, że gdybym napisała pismo, to dostałabym wymijającą odpowiedź o trudnych warunkach osobowych i lokalowych. Dlatego nie mam ochoty bawić się w wysyłanie pism rodzaju "Pisz na Berdyczów". Nie do tego urzędu.

      Usuń
  12. Rozumiem, że dzielisz się swoimi doświadczeniami, tak też to odbieram:)) Życzę, jak najmniej spraw w urzędach:)
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elfi, na razie nie mam sił, ale niewykluczone, że jak jeszcze raz mnie coś takiego spotka, to już zadziałam.

      Usuń
  13. E, no Kochana, mówisz, ze w Urzędzie było miło i sprawnie :-)
    U nas ponoć, w sądzie, też bajzel, może to taka "moda" ;-)
    W urzędzie pracuje już kilka lat, wole pokazać palcem gdzie co wpisać, kompetentnie, w całości, udzielić informacji, z prostej przyczyny - żeby mi się kolejki nie robiły i żeby klient nie wracał po 5-6 razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to ostatnie zdanie powinno pracujących w urzędach przekonać. ja wcale nie dziwie się urzędnikom, kiedy po raz n-ty muszą coś tłumaczyć, a co jest naprawdę proste. Też swoje nerwy mają. Jednak.... itd:)

      Usuń
  14. :-)) Przeczytałam post i wszystkie komentarze. Psychicznie jestem przygotowana do działania a potem zobaczymy kogo przyjdzie mi spotkać na mej drodze. Faktem jest, że czytając, buzowało we mnie gdyż takie pozbywanie się klienta na pewno nie świadczy dobrze o żadnym urzędniku, nie tylko tym, który pracuje w sądzie. A może ten pan o którym piszesz ma syndrom niższości i tylko poniżając petenta czuje, że jego ego rośnie.
    Sprawdza się po raz kolejny powiedzenie: było lepiej kiedy było gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotykam różnych urzędników. Ten był wyjątkowo paskudny. Odniosłam wrażenie, że ja mu przeszkadzam, zachowywał się, jakby siedział tam za karę. Pewnie nigdy nie był bezrobotny.

      Usuń
  15. Podobno mamy czasy cyfryzacji. Utworzone różne bazy danych, klik - i widzisz wszystko. Co z tego? Do urzędu MUS "ksera" przynieść. Po co? Może dostojniej wyglądają regały, ugniające się pod ciężarem zbytecznej makulatury... W sądzie nie mogę dostać dokumentów, bo "ktoś gdzieś" zrobił błąd, zmienił literę w nazwisku mojego ojca i już mooim ojcem nie jest, "papierów nie zobaczę, póki się sprawy nie wyjaśnią. Bez nich nie mogę załatwić niczego w skarbówce, a jak nie dotrzymam terminów, to karę mi wlepią...
    Żeby nie było - całkiem niedawno w ZUSie miałam coś do załatwienia. Trafiłam na dwie różne osoby, jednakowo miłe, cierpliwe, takie, co niemal palcem pokażą co i gdzie wpisać :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.