piątek, 27 lutego 2015

Logika, logiką, a kwitek musi być


Od razu zaznaczam- jestem uczulona na tzw, biurwy, na ich arogancję, niekompetencję i wręcz lenistwo, jednak to wszystko, co opisuję dzieje się naprawdę. Nie muszę niczego ściemniać, żeby im dołożyć. Same na to uczciwie „pracują”.

We wtorek rano pojechałam do UG zgłosić nowych współwłaścicieli domu i działki. Już nie pukam do drzwi bura. Skończyły się te czasy, kiedy trzeba było na korytarzu czekać na burkliwe „proszę”, a i zdarzało się, że na aroganckie ”wejść!”. Wchodzę do biura, w którym zajmują się podatkiem gruntowym. Jedna pani stoi przy oknie i obserwuje rynek, druga stoi przy szafce i grzebie w aktach. Po chwili ta przy oknie leniwie puszcza firankę, podchodzi do „kontuaru” i podpierając się ręką o niższy blat, staje do mnie bokiem.
-Słucham- pani ledwo musnęła mnie spojrzeniem. Oż ty królewno z bożej łaski.
- Przyszłam, zgłosić, że zmienili się właściciele i na tym- tu pokazuję miejsce na dokumencie- Trzeba zmienić nazwiska.
Baba z łaską bierze dokument do ręki- A w Geodezji pani była?- pyta tonem takim, jakby za chwilę miała zemdleć- Bo to w Geodezji trzeba najpierw załatwić.
Ha, jakby ktoś myślał, że po poprzednich perypetiach w sądzie, pójdzie mi teraz łatwiej, to grubo się mylił.
- Jak to, w Geodezji? A nie w Księgach Wieczystych?- autentycznie jestem zdumiona.
- A po co w Księgach?- ton urzędasa mówi za siebie- „ty nędzny ćwoku, to ty nie wiesz, że to GEODEZJA załatwia?”
- Czyli, jak to ma wyglądać?- jestem jeszcze spokojna, bo nastawiłam się na to, że coś wyskoczy, ale powoli zaczyna mnie ogarniać lekka wściekłość. Co innego trudności na miejscu, a co innego latać znowu po urzędach w innym mieście. Nasz UG jest na jednym końcu powiatu, a Geodezja na drugim końcu powiatu- raptem od jednego do drugiego- 40 minut auteczkiem. Bagatela!
- Pójdzie pani do Geodezji, tam wypisze wniosek i złoży- kilka słów i cisza.
- I co dalej?- pytam nauczona, że należy drążyć i drążyć, bo taki urzędas rzadko coś od siebie poinformuje.
- I nic, należy czekać- odpowiedzi towarzyszy wzruszenie ramionami.
No dobra, jeżeli należy czekać, to pewnie na jakiś dokument, który przyniesie listonosz- tak sobie wydedukowałam. W każdym razie logika na to wskazywała. Ja wniosek- urząd dokument- dokument "poczta" przyniesie i ja z tym dokumentem do UG. Widząc, że pani wyczerpała wszystkie informacje na ten temat, zmieniłam kierunek.
- No dobrze, proszę mi powiedzieć, dopóki nie będę miała tego dokumentu z Geodezji, to mogę wpłacać podatki na podstawie tego, tak?- machnęłam jej deklaracją przed oczami- Bo nie chcę jakichś kar płacić, od razu tu pytam.
Urzędas łaskawie jeszcze raz spojrzała na dokument i…
- Zaraz pani kwit wypiszę.
- Kwit? A na co?- trochę mnie wybiła z rytmu.
- Chce pani podatek zapłacić, prawda?- popatrzyła na mnie jak na głupola.
- Nic podobnego, chodzi mi tylko, czy ten dokument jest ważny jeszcze zanim nie zmienicie właścicieli na nowym?- ludzie, czy naprawdę trzeba jak krowie na rowie ….
- I nie chce pani płacić teraz?- urzędas jeszcze raz się chciała upewnić, czy ja aby nie kombinuję czegoś.
- Nie, zapłacę przelewem.- odpowiedziałam zdecydowanie, ale zainteresowała mnie sama procedura, bo zaczynało mi tutaj wyraźnie nie grać. Coś zakrawało na absurd.
- Proszę mi powiedzieć, gdybym chciałam zapłacić tu obok w kasie (kasa jest dosłownie 2 metry od biurka urzędasa i kasjerka wszystko słyszy), to pani musi taki kwit wypisywać?- zapytałam lekko zdezorientowana tym, co do mnie docierało.
- Tak. Pani daje deklarację, ja wypisuję kwit i z tym kwitem idzie pani do kasy- nareszcie baba zaskoczyła i otrzymałam płynną informację.
- Ale po co pani wypisuje kwit, przecież ja mam dokument, na którym jest kwota, idę do kasy i tam płacę, i pewnie dostaję pokwitowanie- dla mnie taka wersja jest logiczne, ale nie dla urzędasa. Patrzy na mnie lekko zaczadziałymi oczami, nie pojmuje, że wypisywanie kwitów, kiedy jest dokument i kasa obok jest absurdalne. Daję sobie spokój. Pewnie powinnyśmy obie wzruszyć ramionami i każda pomyśleć odpowiednio o drugiej. Świat urzędasów jest nie z tej planety. Zabrałam dokument, podziękowałam i poszłam sobie. Perspektywa zaliczania dodatkowego (oprócz sądu) urzędu, trochę mnie podłamała.
A dzisiaj byłam i w Geodezji i w sądzie, ale na razie muszę ochłonąć, bo „to se ne da” tak z marszu opisać.

13 komentarzy:

  1. Nie tyle "z marszu" co na trzeźwo :)))
    Ja muszę coś tam w geodezji pozałatwiać, bo rejestr budynków mało kompatybilny z rzeczywistością, co jest na polu to nie w ichnim komputrze, ale najpierw coś tam muszę znaleźć, papióry jakieś i...

    wcale mi się nie kce :D

    Biurokracji nie przeskoczysz, u nas troszkę wójt nowy próbuje, jak w pokoju siedziały dwie stare, przyrośnięte do krzesła i młoda na przynieś, podaj, pozamiataj to zostaje tylko ta młoda, a prawdziwe biurwy fruuu z roboty.
    Tyle, że to też są ludzie i gdzie taka kobita po 50 znajdzie prace jak przez wszystkie kadencje poprzedniego wójta (20 parę lat) na tym jednym stołku przesiedziała???
    Jak się nie obrócisz to doopa z tyłu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedobrze. Mnie nie zależy, żeby one leciały z roboty, ale skończyły się czasy "pani poczeka". A im bardziej uświadamiam sobie, ze moje podatki i opłaty skarbowe idą na pensje urzędnicze, tym bardziej chce mi się z ich strony ludzkiego traktowania. No i żeby ich robota był konkretna, a nie odsyłanie z biura do biura.

      Usuń
    2. Fakt, żal każdego. Ale "stare prukwy" miały czas na dostosowanie się do nowych "warunków pracy". Żal Ci Aniu, tych dwóch pań, a nie tych "setek" przez nie (być może) sponiewieranych?

      Usuń
    3. nie wiem, co zrobił nasz wójt ze starą kadrą ale u nas w gminie młode, miłe dziewczyny, a przede wszystkim kompetentne, wiele rzeczy załatwiają na oświadczenie (jak pani tego nie ma to proszę tu na kartce napisać oświadczenie, podpis i data i już) a kiedy sprawa jest do odebrania, dostaję sms, że wtedy i wtedy można przyjść i odebrać to, co chciałam. A już po prostu mnie wzruszyły gdy wyszukały przyczynę, abym nie musiała uiszczać opłaty. Mam nadzieję, że wkrótce wszędzie tak będzie.

      Usuń
    4. Bardzo często młode urzędniczki tak się zachowują. Takie przyjazne podejście spotkało mnie w ZUS i w PKO, a także w jednym z referatów w US.

      Usuń
  2. Jak mawia nasz przyjaciel "z chamstwem i urzędem nie wygrasz". Wcale się nie zdziwię, gdy dowiesz się w Geodezji, że działka był ewidencjonowania 1500 lat temu, dokumenty zaginęły i nie mają jej w rejestrze. Myśmy tak mieli przy odgrzebywaniu tej sprawy spadkowej- dobrze, że był oryginalny akt nabycia tej działki z 1930 r. a i tak trzeba było organizować sesję wyjazdową sądu, coby pierwsza prowadząca sprawę sędzina i coś na kształt urzędnika Geodezji obejrzeli owe włości na własne oczy.
    Jeszcze dużo przed Tobą, oj dużo, zaopatrz się w nervosol lub coś z tego gatunku.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie moglabym juz tam zyc. Rozbuchana biurokracja odwrotnie proporcjonalna do kompetencji.
    Ide dac na msze w intencji uwolnienia sie z tamtego urzedniczego piekielka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś zagubiliśmy się kulturowo:( Gdzieś zatraciła się przyzwoitość względem drugiego człowieka. Nie bardzo potrafię znaleźć przyczynę tego. Przecież nie system, nie rząd, nawet nie prawo są tego przyczyna. Nawet gdyby te trzy czynniki były straszne, to człowiek może to złagodzić.

      Usuń
  4. Bardzo niemile wspomnienia wracaja, zwiazane z ta geodezja. Mnie juz rece lataly, dobrze ze z chlopem bylam, ktoren w takich sytuacjach , jakos daje rade.Chyba przyzwyczajony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się, że Geodezja nie taka straszna:)

      Usuń
  5. O matko... Droga przez mękę po prostu... Ciekawa jestem, co geniusze z geodezji wymyślili. Czekam na kolejny wpis :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.