niedziela, 14 czerwca 2015

Nadchodzi godzina "0".

Zaczyna się II połowa czerwca, a to zawsze wiąże się u nas (Jaskóła i mnie) z meetingiem motocyklowym, który organizujemy tutaj, na Ziemi Cieszyńskiej, dla miłośników motocykli marki Royal Enfield. To będzie Rajd X, jubileuszowy. Co roku staramy się organizować noclegi w innym miejscu i uczestnikom pokazywać coraz to inne atrakcje regionu. Formuła jest taka- wszyscy zjeżdżają się w piątek na miejsce noclegowe, w sobotę zaliczamy trasę z różnymi atrakcjami turystycznymi, wieczorem ognisko i w niedzielę, do południa, bractwo wyrusza w drogę do domów. Oczywiście trasa zaliczana jest głównie na Enfieldach (bywają i inne marki motocykli, ale są w mniejszości). Jeżeli na motocyklach, to jadą motocykliści oraz/ewentualnie „plecaczki”. Jednak od paru lat formuła nam się zachwiała. Na spotkania zaczęły przyjeżdżać rodziny- żony i dzieci motocyklistów przyjeżdżają samochodami. No i rajdy przekształciły się w pikniki rodzinne. Wszystko fajnie, ale… jak na początkowych rajdach było nas na trasie od 5 do 10 motocykli, to teraz jedzie 15 motocykli, a za nimi wlecze się karawana samochodów z żonami i dzieciakami. Jak więcej ludzi, to więcej „grymasów”, „oczekiwań” i innych zawirowań. Teraz, oprócz trasy, którą zaliczają panowie na motocyklach, trzeba zapewnić ich rodzinom dodatkowe atrakcje. Jednym słowem, mimo, że jest kapitalna atmosfera, zaczyna się to robić trudne do ogarnięcia. Zatem wracamy do starej formuły i XI Meeting będzie tylko dla motocyklistów oraz ich „plecaczków.
Co wymyśliliśmy w tym roku, napiszę po rajdzie.
To są zdjęcia z dzisiejszej wyprawy. Objeżdżaliśmy samochodem trasę, żeby wszystko się zgadzało i nie pomylono drogi.
Dwa lata temu odkryliśmy świetną bazę dla naszych zlotów. Jest to "Rezydencja. M." na górze Chełm w Goleszowie koło Cieszyna. Kiedyś tu było schronisko i szkoła szybowcowa. Teraz w budynku mieści się restauracja oraz pokoje noclegowe. Doskonałe miejsce na urządzanie różnych imprez.
Takie widoki można zobaczyć, stojąc na północnej stronie parkingu.
Na zdjęciach poniżej widoki rozciągające się na wschód i na południe od góry Chełm.
Dolina Ustronia. Daleko po lewej stronie widać szczyt Baraniej Góry, po prawej kawałek Czantorii.
Pasmo Czantorii. Od lewej Wielka Czantoria, przechodzi w pasmo Małej Czantorii. Na zboczu widać budynki Goleszowa.
Niżej pasmo Błatnej (Błotnego) oraz, bliżej, pasmo Równicy, z górą Lipowiec od strony lewej. Między pasmami jest dolina Brennicy.

Widać, że pierwsze sianokosy już za nami. Kiedyś zżętą trawę przegrabiało się takimi szerokimi drewnianymi grabiami, pilnując, aby szybko przeschła. Często trawę przerzucało się ze dwa razy dziennie, nierzadko w wielkim upale. Pot się lał po plecach, a ręce mdlały od tych długich pociągnięć i podrzutów trawy grabiami. Potem przesuszoną trawę stawiało na ostropcach (orstwiach), żeby jeszcze doschła.  
Tak wyglądają ostropce,  po góralsku orstwie ( na zdjęciu jest ich kilka).
Kiedy już siano porządnie przeschło, zbierało się kopy na wielki wóz drabiniasty i zwoziło do stodoły, wrzucało do sąsieka. Naszym zadaniem było jak najbardziej to siano "udeptać', żeby się wszystkie zmieściło. Zapach świeżego siana był zabójczy, a nogi po takim deptaniu całe w małych rankach ciętych. Nie daj boże wejść z takimi nogami do wody. Ogień piekielny szedł po całych łydkach  oraz wyżej i wyciskał łzy. A teraz traktor skosi, potem maszyna przerzuci, a suche siano zwija się maszynowo w baloty, które nierzadko ustawia się w pryzmy na polu i przykrywa plandeką. Nie ma to jak nowoczesność w polu i zagrodzie. 
A to już coraz rzadszy widok. Cielaki na wybiegu.
Wracając do zlotów, tak było w zeszłym roku
A tak dwa lata temu
Niestety, na obu nie byłam, bo musiałam pełnić "dyżur" w sklepie oraz pilnować Bezki. W tym roku również mnie ta fajna atrakcja ominie. Młoda jest po operacji i na razie dochodzi do siebie. Nie ma mowy, żeby zastąpiła mnie w sklepie. Na razie mogę tylko wspierać Jaskóła duchowo i trzymać kciuki, żeby znowu się udało i wszyscy byli zadowoleni.


 Nasz Royal Enfield w całej krasie.



13 komentarzy:

  1. To musi byc fajna sprawa, jednak ja boje sie jazdy na motorze. A moze po prostu jestem juz za stara na tego typu atrakcje? I masz racje, zlot motocyklowy to nie wczasy rodzinne z dziecmi, babcia i psami "przyjechanymi" samochodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie jest za stary na jazdę na motocyklu. Zwłaszcza na takim motocyklu. On jest z tych bardziej "spacerowych', ale i w Himalajach sprawdza się znakomicie, i na piachach pustyni też:)

      Usuń
  2. Jaskółko, ludzie są po prostu up....dliwi - rajd motocyklowy to nie samochodowy i trzeba tego przestrzegać. Niektóre grupy motocyklistów to nawet na pasażerów nie pozwalają, na zasadzie, że pasażer to nie motocyklista. Tak szczerze, to nie przepadam za podróżowaniem motocyklem, to jednak tylko dwa koła i zbyt duży wpływ na podróż mają czynniki atmosferyczne.Dobrze,że już Młoda po operacji, szybko dojdzie do siebie- wszak ...młoda jest, a to duży atut.
    Najlepszego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to miło, że żony też chcą przyjeżdżać. Niektóre musiały zobaczyć, co tez ten mąż na takich zlotach wyczynia... no jeździ i tyle. Jak zona, to i dzieciaki, bo z kim zostawić? I tak zrobiło się piknikowo, zamiast rajdowo. Całe towarzystwo jest w miarę zgrane. Nam się jednak marzy jazda w pierwotnej grupie. Było 5 motocykli i 6 osób. Jechało się bez ograniczeń, a teraz... ta się zgubiła, tej samochód wysiadł, tamci nie zdążyli...

      Ja nie mogę jeździć, bo mi kręgosłup nie pozwala. Po ostatnim długim (400 km w jedną stronę) rajdzie mam uraz. Tak bolało, że teraz nie potrafię się przełamać. I tak się miotam- "i chciałaby i boi się":)

      Usuń
    2. Bo to nie jest pojazd dla kręgosłupa najlepszy pod słońcem. Przy dolegliwościach tego typu nawet samo siedzenie, bez drgań, nie służy.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Super, pod warunkiem, że jadą same motocykle:)

      Usuń
  4. no dobrze... powrót do formuły powrotem do formuły, ale wata cukrowa i "chinol" z kebabem /albo "turas" z sajgonkami, na jedno wychodzi/ muszą być... mobilne stoisko z bursztynowymi syrenkami uzbrojonymi w ciupagi /z napisem "Pamiondka z Ciechocinka"/ można rzeczywiście sobie odpuścić...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymienione elementy to nie nasze klimaty. Nawet palenia gumy na tych zlotach nie uświadczysz. Nie ten styl, nie ta "banda".
      Spójrz, jaki elegancki to motocykl- dla ludzi z klasą i jeżdżą na nim ludzie z klasą:)

      Usuń
  5. A z tym sianem to u nas całkiem nienowocześnie. Ktoś nam ino skosił a my musimy przewracać i zwozić, na strych widłami wrzucac a tam udeptać. Ale zanim do udeptania i zwiezienia dojdzie musi być mozliwe do zwiezienia z pola. Tymczasem dzisiaj sianko nam na polu ogromny descz zlał. Jutro pewnie będzie przewracanie. A jak znowu zmoknie? Cos pogoda sie popsuła. Akurat teraz. Och, żeby na zmarnowanie siano nie poszło, bo trzeba będzie drugi pokos robić.
    Pozdrowienia serdeczne jaskółko!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to kicha z tym sianem:( Jak raz przemoczy, to potem trudno go znowu przesuszyć. Robi się taki gnoik. Ciężko go przewracać. No chyba, ze wielki upał znowu nadejdzie, czego wam życzę.

      Usuń
  6. Fajna sprawa taki zlot. U nas jest otwierany i zamykany sezon motocyklowy, organizuje klasztor. Trochę inna formuła, ale jaka atrakcja dla Dziedzica, tyle "buuuuu" w jednym miejscu ;-)
    Masz rację, ze im więcej ludzi tym więcej oczekiwań, a szkoda, bo powinno być, ze im więcej tym weselej ;-)
    Pięknie tam u Was :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wesoło i nawet, gdy są fumy i fochy, to na wesoło się to łagodzi. Niemniej już jesteśmy zmęczeni taką ilością ludzi i problemów. Wracamy do zlotów stricte motocyklowych i stricte marki Royal Enfield.
      Beskidy.... ciągle nie potrafię się na nie napatrzeć:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.