środa, 30 września 2015

Obrzydliwiec

Miałam pisać, bo się nazbierało. Miałam… ale trafiłam na to coś, na strasznie obrzydliwego obrzydliwca

No i jak się nie podzielić z innymi, kiedy trafia się na taki surowy, kapitalny kawałek dobrej muzy? Wkleiłam. Piję czerwone wino o smaku czereśniowym i słucham… taki dekadencki klimat się zrobił. Tylko te muszki… muszki owocówki, które koniecznie chcą wypić toast na cześć fajnego bluesa, a ja nie chcę się z nimi dzielić winem...biorę z pojemnika, stojącego na biurku, ołówek i tym ołówkiem łowię w winie muszki… że co? Że wylać, bo te muszki… „Panie, a ile taka mała mucha wypije?”:)

4 komentarze:

  1. Machnij ręką na te muszki, faktycznie ile one mogą wypić... ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest plaga muszek owocówek. Chyba przychodzą z sadów, gdzie leży pełno jabłkowych spadów.
      Trudno je zwalczyć, ale przeczytałam w necie jak się z nimi rozprawić i to działa.
      Sposoby:
      1. Do miseczki włożyłam połówkę cytryny. Wierzch miseczki przykryłam naciągniętą folią spożywczą (woreczek może też być) W naciągniętej powierzchni zrobiłam wykałaczką trzy dziurki. Muszki zwabione zapachem cytryny wchodzą do środka, ale nie potrafią wyjść z powrotem.
      2. Do miseczki nalać trochę soku i płynu do mycia naczyń rozrobionego z odrobiną wody. Miseczkę postawić gdzieś, gdzie te muszki się zlatują. Muszki zwabione zapachem topią się. Brrrrrrr....
      3. Postawić otwartą butelkę po kolorowym alkoholu ( może być resztka alkoholu na dnie) tam, gdzie dużo muszek. Zwabione alkoholiczki (strasznie je ciągnie do alkoholu) same się unicestwią włażąc do butelki.

      Usuń
  2. klasyczny blues właśnie na tym polega... siedzi sobie przed chatą Murzyn, taki Wuj Tom, który całe życie nic innego nie robił, tylko bawełnę zbierał... obok leży wyliniały pies, nieopodal kilka kur robala szuka grzebiąc glebę pazurem i dziobiąc tu i tam... na drugim planie mała czarnoskóra dziewczynka w podartej sukinczynie tarmosi się z jeszcze mniejszym umorusanym szkrabem wzniecając kurz na podwórku... a nasz Wuj Tom brzdąka na czymś, albo dmucha w rozstrojone stare organki i nieco przepitym od kukurydzianego samogonu głosem pojękuje śpiewnie o tym, jak mu w życiu jest źle...
    ...
    wino z muszkami... we Francji są takie sklepy warzywniaki, gdzie można kupić winko "oemowo" /czyli z beczki do własnego naczynia/ i się zdarzają muszki... ale to znaczy, ze winko dobre... nawet mała muszka ma swój rozum i do byle bełta nasyconego SO2 nie poleci... muszka owocówka ma duże geny, to co w tych genach może siedzieć?... tylko rozum i dobry gust, bo cóż innego?...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ci się scenariusz wkręcił z bluesem w tle:) Tak, to te klimaty, to życie, ta muzyka. Zrodzona z bólu, tęsknoty, upodlenia, smutku. Blues wszystko opowie:)
    Co \roku mam ochotę zrobić domowe wino i co roku leń zwycięża.
    Znaczy się, kupujemy dobry alkohol, skoro owocówki chmara pchają się do butelki:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.