środa, 14 października 2015

Czapla w stylu jakobińskim

Nazwy „haft jakobiński” i „haft wełniany” często stosuje się zamiennie, co może być mylące.
Haft wełniany to technika hafciarska polegająca na nakładaniu ściegów włóczką, czyli wełną - i stąd jego nazwa. Właściwie można by tak określić każdy haft wykonany wełną, jednak pojęcie to oznacza nie tylko robótkę wyszytą określoną przędzą, ale również charakterystyczny styl ze wzorami o śmiałych barwach i liniach, który zaczął się rozwijać w szesnastym stuleciu, a szczyt popularności osiągnął w wieku siedemnastym.
Wzory zaczerpnięte są ze świata natury - to drzewa i kwiaty, zwierzęta i owady, czasami oddane bardzo realistycznie, a czasami stylizowane i całkowicie nierzeczywiste. Z punktu widzenia hafciarzy właśnie owa dowolność form stanowi o ich atrakcyjności. Kiedy nie ma sztywno określonych zasad dotyczących przedstawienia w hafcie drzewa lub kwiatu, twórcę ogranicza jedynie jego wyobraźnia.
Haft wełniany był popularny w wielu krajach, i to już od chwili jego powstania, jednak do naszych czasów zachowało się bardzo niewiele takich prac. Prawdopodobnie najbardziej znany jest gobelin z Bayeux - gobelinem nazywany zresztą całkowicie błędnie - przedstawiający sceny podboju Anglii przez Normanów. W rzeczywistości jest to płótno haftowane wełną w odcieniach brązu, czerwieni, indygo i złota, długości ponad 70 metrów, a szerokości zaledwie 50 cm.
Znany obecnie haft wełniany rozwinął się w siedemnastym wieku, w czasach ożywionej wymiany handlowej między Europą a Dalekim Wschodem. Statki Kompanii Wschodnioindyjskiej przywoziły wówczas do Anglii kolorowe portiery i parawany z wzorem „drzewa życia", na którym widoczne były fantazyjne kwiaty, liście i niewielkie zwierzęta. Wkrótce wzór ten stał się popularny wśród angielskich hafciarek i dał początek nowemu stylowi, w którym powszechnym motywem były stylizowane, zupełnie odrealnione owoce i kwiaty różnych gatunków wyrastające z jednej rośliny. Dzisiejsze hafciarki powinny być wdzięczne swoim poprzedniczkom z tamtej epoki, ponieważ to one stworzyły podwaliny haftu wełnianego. Biorąc pod uwagę technikę wykonania, haft taki powinno się nazywać haftem jakobińskim, należy jednak pamiętać, że choć haft jakobiński jest haftem wełnianym, nie każdy haft wełniany jest zarazem haftem jakobińskim.
W osiemnastym wieku fantazyjne wzory haftu wełnianego przeniknęły z Europy do Nowego Świata. Żony osadników, na wzór angielskich gospodyń domowych, ozdabiały haftem wełnianym kapy, poduszki i zasłony, choć musiały wcześniej same utkać płótno i zafarbować włóczkę. Prawdopodobnie właśnie problemy z farbowaniem domowym sposobem sprawiły, że większość amerykańskich haftów z tamtej epoki utrzymana jest w kolorystyce białej i niebieskiej, ściegi zaś układają się wzdłuż zgrubień materiału.
Charakterystyczne wzory powstałe w siedemnastym i osiemnastym stuleciu uległy pewnym modyfikacjom, ale nadal oddziałują na haft współczesny. Choć teraz nie korzystamy już z parawanów czy kotar do łoża, haft wełniany nadal wykorzystuje się do ozdabiania przedmiotów użytkowych.
Tkaniny. Tradycyjnie haft wełniany wykonuje się na mocnym płótnie w kolorze naturalnym lub twillu bawełnianym i lnianym.
Pierwotnie haft wełniany wykonywano włóczką na płótnie lnianym, ponieważ były to materiały ogólnodostępne, co więcej, gospodynie domowe musiały same prząść przędzę i tkać płótna oraz prząść i farbować wełnę. Obecnie nadal stosuje się twill, ale już jako tkaninę spodnią (podszycie), wierzchnią zaś wybiera się z dostępnych w sklepach materiałów. Mamy też wiele zamienników włóczki. Są kordonki, muliny bawełniane i lniane, nici jedwabne (naturalne i sztuczne) oraz nici metalizowane.”
Skusiły mnie wzory jakobińskie i postanowiłam się zabawić. Ponieważ lubię kombinować przy doborze ściegów i kolorów, właśnie ten rodzaj haftu dał mi wiele możliwości do popisu.
Najpierw wyhaftowałam czaplę z rybami. Trochę jej podrasowałam oko. Teraz ma powłóczyste spojrzenie:)

 Wzór znalazłam na Pintereście, ale nie mogłam znaleźć do niego „gotowca'” z kolorystyką i opisem ściegów. No to sama dobrałam kolory. Kiedy miałam już wyhaftowaną czaplę, znalazłam zdjęcie oryginalnego, gotowego haftu.

 Śliczny jest, ale ja już miałam co innego na tapecie. 
Postanowiłam zrobić czapli haftowaną w stylu jakobińskim ramkę. 
 Wzory kwiatów są dobierane z różnych propozycji haftu jakobińskiego. 

Ściegi i kolory dobierałam w trakcie haftowania poszczególnych elementów. Przy okazji uczyłam się różnych ściegów na bieżąco.
Całość wyhaftowałam w niecałe dwa miesiące
jak zawsze miałam kłopot z wykończeniem. Najpierw miała być poducha. Potem żal mi się zrobiło pracy, bo poduchy się spierają. Bałam się też, że Bezka pazurami zahaczy i zniszczy. Odłożyłam haft, żeby "dojrzał". Na wykończenie czekał też pierwszy crazy- kilimek. W rezultacie za jednym zamachem wykończyłam obie prace i wyszło coś takiego.
Oba hafty są podszyte grubą podszewką. Między haft i podszewkę włożyłam cienką ocieplinę . Ramki są uszyte z szerokiej aksamitki. W tym jakobińskim zależało mi, aby ramka podkreśliła haft, w tym crazy, żeby ramka się "zgubiła".
Znalazło się też miejsce na oba "kilimki". Jest to początek jaskółkowej kolekcji. Powstaje następne crazy- z pawiami.



19 komentarzy:

  1. Pamiętam tego krejzolka... i nadal się napatrzeć nie mogę, CUDO!!!
    I wiem dlaczego takiego nie zrobię, bo bym od ściany nie odeszła :)

    Z czaplą do kompletu mrauuu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra też długo studiowała crazy. Stała i odkrywała:) Te aksamitkowe ramki nie są takie krzywe. W oryginale lepiej to wygląda.

      Usuń
  2. Moge tylko popasc w niemy zachwyt, nie tylko nad Twoimi dzielami, ale rowniez nad Twoja bezmierna anielska cierpliwoscia do tej dlubaniny. Piekne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie niemy, bo Ci tak zostanie:):):):) To wymaga takiej samej cierpliwości jak przy innych pracach. Chyba bardziej czasochłonny i pracochłonny, już nie mówiąc o cierpliwości, jest haft krzyżykowy. Lubię krzyżyki, ale bardziej bawią mnie takie eksperymenty.

      Usuń
  3. Twoja czapla ładniejsza i chyba bardziej w stylu, bo mieni się kolorami. Wiesz, jej spojrzenie jest wręcz uwodzicielskie.
    A na tej makatce crazy to te pieski też haftowałaś czy są to gotowce?
    Podobają mi się obie. Mam rozpoczęty haft wełną- zaczęłam tuż przed odejściem mego psa, a potem jakoś nie byłam w stanie go skończyć, bo ten pies jest bardzo podobny do mojego i co wyciągnęłam makatkę to ryczałam. I nie wiem czy go skończę.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory dobierałam patrząc na zdjęcia czapli. Zwłaszcza na czaplę błękitną i czaplę trójkolorową. Dohaftowałam jej czubek i tę krechę nad okiem. To też zgapiłam ze zdjęć.
      Pieski to gotowce wycięte z materiału w taki wzór. Natomiast zahaftowany jest namalowany na materiale ptak pod jednym z psów. To crazy jest trochę ciemne. Elementy się gubią. Już wiem, że lepiej robić crazy z jasnych materiałów.
      Może ktoś dokończy Twoją makatkę. Podaruj ja osobie, która takie rzeczy robi. Nic na siłę.
      Jeszcze nie próbowałam haftować wełną. To musi być taka specjalna, a to znowu koszty.

      Usuń
  4. Twoja wersja bardziej mi przypadła do gustu, a jak jeszcze dodałaś ramkę to klękajcie narody! :)
    Ja też mam problem z wykańczaniem, albo zrobię to z rozbiegu, albo ciągnie się i ciągnie...
    Już jestem ciekawa następnej Twojej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że powłóczyste spojrzenie dodaje niesamowitego uroku ptaszynie! :)

      Usuń
    2. Trochę haftów już wykończyłam i poszły w świat. Nie mogę robić ciurkiem jednego, bo umarłabym z nudów. Nawet, jak są tak urozmaicone. Poza tym, crazy wymaga pomysłu. czasem i miesiąc trwa zanim się coś "urodzi".
      Ptaszyna dostała długą krechę nad okiem. Oryginał ma smutne to oko.

      Usuń
  5. no popatrz, czego to ciekawego można się dowiedzieć... scenka jest urokliwa, bo czapla ma taką minę, jakby chciała tą rybę złapaną za ogon "wytrzepać", skruszyć, niczym krokodyl czasem tak robi... realnie, to czaple mają nieco inna technikę połykania zdobyczy i raczej nie łapią za ogon... jednak to jest gwoli uciechy oka zrobione, a nie dokument w stylu NatGeo... a te kwiatki dookoła, to jakby takie kaszubskie, czy co?... w sumie to by harmonizowało...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam wyboru. Czapla trzyma rybę za ogon i musiałam się z takim obrazem pogodzić. Zresztą te ryby "fruwające" też jakoś dziwnie wyglądają. Tak, jakby granat strzelił w wodzie:)
      Niektóre elementy w hafcie kaszubskim są podobne, ale te kwiaty to jak najbardziej egzotyczne są. Właśnie w stylu jakobińskim.

      Usuń
    2. ależ okay... to przecież ekspresja artystyczna, a nie haft dokumentalny...
      tu mi się przypomniało malowidło "Ostatnia wieczerza" Leonarda da Vinci... przed restauracją dzieła cały świat speców zastanawiał się, skąd się wzięła tajemnicza ręka z nożem?... co prawda po restauracji sprawa się wyjaśniła i ilość rąk się zgadza, ale tak się zastanawiam, po cholerę oni robili sobie z tego problem?... w obrazach surrealistów słoń ma skrzydła z czekolady lub kwadratowe kwiatki mu rosną w uszach i nikt nie robi z tego wielkiego joł... ekspresja artystyczna i tyle :)...

      Usuń
    3. Ja mam dość surrealizmu w realizmie, ale crazy mnie kręci. W hafcie musi się też coś dziać, dlatego krzyżyki mnie nudzą.
      Na razie nie rozwikłana jest zagadka, czy jedna z postaci "Ostatniej wieczerzy" to Maria Magdalena. Ja bym się skłaniała do stwierdzenia, że tak. Leonardo był bliżej tych "dokumentów" i przekazów dotyczących historii chrześcijaństwa tudzież żywota Jezusa. Mógł wiedzieć więcej, ale żył w czasach, kiedy Kościół katolicki już sekował kobiety i bezpieczniej było namalować tak, jak namalował (z pewnym podtekstem i przekazem)

      Usuń
    4. a ja to mam inną teorię, sięgającą głębiej istoty tematu...
      kojarzysz Carlosa Castanedę?... napisał serię książek o czarowniku indiańskim, szamanie z plemienia Yaqui... Don Juan Matus mu było... bardzo mądre książki zresztą... a on miał być niby jego uczniem... potem się okazało, że gość spotkał kilku nawiedzonych /pozytywnie zakręconych zresztą/ takich czarowników w Meksyku i ukręcił z tego syntetyczną postać literacką, wpakował w jej usta syntezę nauk tych czarowników...
      podejrzewam, że z Jezusem było podobnie... w tamtych czasach po Judei okupowanej przez Rzymian łaziło sporo takich religijnych freaków... gadali w sumie niegłupio /choć czasem trzy po trzy/, widzieli co się dzieje, jaki syf polityczny z udziałem żydowskich kapłanów się uskutecznia, to czasem któryś mocno podpadał... no, i z tego ukręcono klika historyjek z głównym bohaterem w roli centralnej... ktoś to spisał i wyszło, jak wyszło... a czy ten ich Jezus pukał na boku jakąś tam Marię Magdalenę, czy inna Brunhildę, to jest w sumie niewiele istotne... jeden z tych prekursorów pukał, inny też pukał, ale kozę, a jeszcze inny wcale nie pukał, bo na przykład nie lubił wcale... i to jest cała historyja... a dycha miliardów rocznie z polskiego budżetu leci na konto jej interpretatorów...

      Usuń
    5. No niezupełnie nieistotne.Nadano mu boskie cechy, równocześnie zakładając, że te boskie cechy wykluczają jego zainteresowania, nie mówiąc już o współżyciu, kobietami. Założono również, że nie mógł mieć potomstwa, bo cały mit o jego boskości, wniebowstąpieniu poszedłby się paść. Tym samym wyeliminowano równorzędną męskiej rolę kobiety/kobiet w życiu Jezusa. Wszystkie te, które przewijają się w opisach ewangelicznych są "służebnicami". Nawet Maria-matka boska, która ma niewątpliwie duże zasługi, pełni tylko ważną rolę do momentu porodu i fragmentaryczną po ukrzyżowaniu Jezusa.
      Jest kilka książek i kilka filmów paradokumentalnych, które pięknie przedstawiają historię rodu Jezusa. Mity o św. Graalu jako kielichu i jako synu Jezusa... może mity, może prawda, ale fajnie się to przyswaja:)

      Usuń
  6. ale to wszystko jest piękne. ile trzeba mieć cierpliwości i zdolności, żeby zrobić takie cuda :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest takie normalne. Kiedy oglądam hafty na Pintereście, to dopiero zazdrość bierze. Tam to wszystko równiutkie, śliczniutkie, wymuskane. inna sprawa, że z tymi materiałami, które sa w Polsce dostępne nie zawsze można uzyskać porządny efekt. Samoukiem jestem i tyle:(

      Usuń
  7. Prześliczne! Wybacz, Jaskółeczko, że skomentuję to może mało taktownie i prześmiewczo:
    "Dwa wyhaftowane pawie wisiały "kilimowo" na ścianie. A jeden z nich popadł w depresję, bo go rzuciła dziewczyna!"
    ściskam niemożebnie i zapraszam na mój skromny jubileusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty o pawiach prześmiewczo, a ja Ci powiem, że następne crazy będzie właśnie 'pawiowe".
      Dziewczyny to raczej pawie rzucają na zapleczu:( w przeciwieństwie do panów, którzy rzucają pawiami, gdzie popadnie. A FE!

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.