sobota, 12 grudnia 2015

Bo ja złą kobietą jestem, czyli jak w Jaskółkowie wymieniano rury kanalizacyjne (cz.3)

 Prolog

Ja kobietą jestem małą, drobną, ale zdecydowaną i umiejącą walczyć o swoje. W związku z tym nierzadko muszę walczyć pyszczyskiem. Jednak zanim do tego dojdzie, to można mi długo nudle na uszach wieszać i nie reaguję. A jak ktoś przegnie.... nie ma zmiłuj...., bo ja złą kobieta jestem.... wtedy...
 I.... pan Franciszek... taki uczynny, taki słodki..kochany misio..majster nad majstry... a ja złą kobietą jestem i tyle...
 
Wtorek
Przyjechał po dziewiątej i od razu mnie poinformował, że zamówił ten zawór.
-To świetnie, ale jaki pan ten zawór zamówił, bo wie pan, są dwuklapowe i jednoklapowe- mądra byłam, bo przestudiowałam kilkanaście stron internetowych i parę dyskusji na forach- Bo wie pan, jak zawór dotyczy kanalizacji z fekaliami, to musi być dwuklapowy i jest tam jeszcze takie urządzenia, które tym steruje, a jak jest kanalizacja tylko burzowa, to wystarczy zawór jednoklapowy. To jaki pan zamówił?- dokończyłam słodziutko. Taki cios na wstępie. Pan Franciszek w milczeniu przetrawiał informacje, wkręcając wiertło do wiertary.
- Co teraz pan będzie robił- zapytałam po chwili.
- Teraz wykuję pod rurkę od pralki- odpowiedział nienaganną polszczyzną pan Franciszek.
- No dobra, ale niech pan uważa, bo tu jest cienka ścianka- rzuciłam jeszcze i zamknęłam drzwi do łazienki. Po chwili rozległ się straszny hałas wiertary. Zajęłam się obiadem. Potem poszłam do sklepu na chwilę. Wracam, wiertara warczy, drzwi do łazienki otwarte, pełno kurzu. Zamykam drzwi i idę do kuchni. Warczało mi okrutnie w kuchni. Przez chwilę wiertara umilkła, a potem jakby bardziej się wściekła. Nie no, poszłam do łazienki. Akurat zrobił przerwę w wierceniu.
- I jak idzie?
- Bardzo pjyknie, jeszcze tylko kapke, o widzi pani, jak to wyglóndo?- pan Franciszek przyłożył rurkę do wywierconego kanału- Jeszcze tylko tu trocha podwiercym.
-Ale niech pan naprawdę uważa, bo ta ścianka jest cienka. Nie chcę, żeby mi pan w kuchni kafelki zniszczył.
Pan Franciszek się tylko uśmiechnął i włączył wiertarę. Ewakuowałam się do kuchni.
Po chwili przyszedł na herbatę. Jaskół też miał chwilę oddechu- usiadł za stołem. Pan Franciszek wsypał cukier do szklanki, zamieszał i z namaszczeniem zapytał:
-A pani to jakjygo je wyznania? Niy, żebych chcioł wiedzieć, ale jo je katolik, wjy pani?-
dodał odkładając łyżeczkę na obrus. Jaskół zastygł i trzymając szklankę z herbatą prawie przy wargach, czekał w niemym zdumieniu, co pan Franciszek „ma na myśli?”. A ja z rozpędu odpowiedziałam.
- Ewangeliczka, panie Franciszku, ale czy to ważne?- nagle dotarło do mnie, że to kawał wścibusa i narusza pewne granice. Już w poniedziałek próbował uciąć sobie pogawędkę na tematy polityczne, ale go ostudziłam i powiedziałam, że w tym domu o polityce się nie dyskutuje, to i z nim też nie będę. Jednak zaraz na wstępie mnie wkurzył stwierdzeniem, że nareszcie PiS zrobi porządek. Teraz też chciałam go ukrócić, ale nie zdążyłam.
- Bo wjy pani, jo je katolik, ale tyn dekorz, co to jo panióm zsnim umówił, to ón je jehowa, wjy pani? Ón je porzóndny człowiek, jak ón robił dach u mojygo syna, to ón porzódnie to robił- pan Franciszek cmoknął z zachwytem.
- Panie Franciszku, znam kilku „jehowych” i są to bardzo wierzący, pracowici i uczciwi ludzie, ale mnie nie obchodzi, kto kim jest. Ma mi to porządnie i szybko zrobić- starałam się stanowczo zakończyć tę rozmowę. Jaskół spokojnie pił herbatę, a potem opowiedział o swoim pracowniku tego wyznania. Był z niego  bardzo zadowolony.
- No jo chcioł tylko pani powiedzieć, że ón je jehowy, ale niech mu pani tego nie mówi.-pan Franciszek kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jaki jest nietaktowny i w sumie wredny, opowiadając w ten sposób o dekarzu.
-Jeszcze raz panu mówię, że mnie to nie interesuje. Mnie interesuje dobrze, szybko i tanio położony nowy dach- ucięłam stanowczo. Pan Franciszek, widząc, że nie mam ochoty na dalszą rozmowę, dopił herbatę i zniknął w łazience.
Po chwili mogłam oglądać zmontowany odpływ z pralki. No proszę. Szybko, zwinnie i bez marudzenia. Od razu rurkę zapiankował. Popatrzyłam na lekko wystającą rurkę ze ściany (na całej długości był wybrzuszone) i pytam, czy nie można było głębiej jej schować.
- Na dyć mi pani mówiła, że tu postawicie ścianke, żeby wyrównać, to wtedy nie bydzie tego widać.- pan Franciszek popatrzył na mnie z wyrzutem, że coś mi się nie podoba.
- Ale zanim te ścianki będą, to jakoś to musi teraz wyglądać- mówię rozżalona-No niech pan zobaczy, jakie wybrzuszenie tu jest?- przesunęłam ręką wzdłuż wystającej rurki.
- Na dyć jo to pjyknie pani zamażym.- pan Franciszek znowu jest pełen dobrych chęci. Nie rozumie, że spartaczył robotę, a najgorsze, że do czasu remontu (ze dwa lata) to wybrzuszenie będzie widoczne. Wyszłam zdenerwowana.
Nie minęło 10 minut, gdy z łazienki dobiegł mnie ryk rozpaczy. Matko boska! Coś sobie zrobił! Lecę, otwieram drzwi i widzę, jak pan Franciszek wyciera zalaną głowę w ręcznik. No, zemsta za wczorajsze się dokonała. Jak się jest roztrzepanym, niefrasobliwym i zapominalskim, to potem tak to wygląda. Nieświadoma Młoda, bo nikt jej nie powiedział, że rurka został przecięta, spuściła wodę z umywalki wprost na pana Franciszka.
-Panie Franciszku- zaczęłam patetycznie, a w środku skręcona ze śmiechu- Dlaczego pan nie powiedział, że teraz robi ten pion. Nie byłoby prysznica.
- Nic się nie stało, ale niech pani jeji powjy, żeby teroz wody nie loła- pan Franciszek ze stoickim spokojem wrócił do skręcania rurek. Od tego momentu każdy z nas pytał, na wszelki wypadek, z którego sanitariatu może teraz korzystać, bo to zmieniało się jak w kalejdoskopie. Otóż niewątpliwą wadę tego fachowca było rozpoczęcie kilku robót naraz i przeskakiwanie od jednej do drugiej, nie kończąc poprzedniej. Ja rozumiem, że np. piankę trzeba położyć i zostawić, żeby zastygła, a w tym czasie robi się coś innego, ale pan Franciszek rozkręcił umywalkę, zaraz potem poszedł wykuwać rurę od muszli, a umywalka nie do użytku, bo odpływu nie miała itp. W końcu wściekłam się i zaczęłam dyrygować. Najpierw zrobić do końca umywalkę, potem wykuć rurę i założyć tak, by z tej ubikacji można było korzystać, potem ewentualnie poprawić syfony, a jutro robimy górę i to tak, żeby można było się w niej wieczorem umyć. Jak ja takiego czegoś nie lubię. Człowiek siłą rzeczy robi z siebie heterę, jędzę. Nie znoszę takiej szarpaniny. Ktoś przychodzi coś zrobić, naprawić, robi szybko, sprawnie, czysto, ja płacę i już. To jest układ klient-usługodawca, bez zbędnych sentymentów, a tu gawędziarz się trafił, który nie lubi w domu siedzieć i chodzi na fuchy. Sam mi to powiedział. I jak tu teraz egzekwować, kiedy to taki miły, usłużny człowiek? Do cholery z takimi. Po raz kolejny wpadłam we własne sidła i zaufałam fachowcowi „z doświadczeniem”. W dodatku miłym, spokojnym, a że tempo jego pracy jest ganc wolne, a w porywach wolne, że to bałaganiarz, człowiek niepozbierany, z krótką pamięcią i próbujący przeforsować swoje widzi mi się, to już pestka. No PIKUŚ!
O 14 przyszedł umówiony przez pana Franciszka dekarz. Poszliśmy przed dom, powyjaśniałam, o co nam chodzi, co ma być zrobione. Pan dosyć rzeczowo pytał, rzeczowo odpowiadał. Umówiliśmy się, że zadzwonię, bo obiecał zrobić wstępny kosztorys.
Na razie staram się nie myśleć, czy to też będzie taki „fachowiec”, jak ten od chodnika czy pan Franciszek. Przyznam szczerze, że jak dotąd najlepiej spisywali się ludzie młodzi. Konkretni, nie opowiadający o pierdołach,szybko robotę robili i nie fuszerowali jej. O 16tej pan Franciszek swoją pracę „na dziś' zakończył. Pojechał, a ja zabrałam się do usuwania gruzu. Cholera, cholera, cholera… babrok i tyle. Jak on potrafi pracować w takim bajzlu? Tu wykuje- gruz zostawi na podłodze, tam zakłada cybanty, nie pasują, rzuci na podłogę. Tu leży uszczelka, tam kawałek starej rurki…
Po zamknięciu sklepu Jaskół pojechał po towar, a ja zabrałam się do posprzątania kuchni. Zabrałam talerze z suszki i włożyłam do szafki. Zamykając drzwi zauważyłam, że w rogu, przy ścianie jest jakiś proszek. Proszek, pyłek...Sory, teraz już nie wyhamowałam- noż kurwa… gruz! Ja naprawdę przepraszam, ale… ludzie!!!!!. Jeszcze miałam nadzieję, ruszam szafką, osypuje się. Ruszam mocniej, dalej się sypie. Wkładam nóż w szczelinę i czuję opór, a potem znowu sypie się na podłogę za ścianką. Przebił się, Nasz Ptyś wybił dziurę w ścianie. Na razie szafki nie odsuwam, bo to bardziej skomplikowane. Trzeba najpierw wysunąć jedną wielką szafkę z garami na środek kuchni, a potem dopiero tę. Nie mam teraz czasu, muszę jeszcze parę rzeczy rozważyć, a poza tym, nie mogę blokować szafkami kuchni. Zrobię to rano. Waham się też, czy powiedzieć Jaskółowi. Nie jestem pewna jego reakcji. Jak w banku, że się wścieknie i może naszemu milusińskiemu kazać zabrać się z tym całym kramem w cholerę.
W końcu powiedziałam, a Jaskól stwierdził, że pan Franciszek wiedział, że się przekuł, bo od razu poleciał do kuchni zobaczyć, co tam jest. Jaskół siedział przy kompie, widział to, ale nie skojarzył. Wychodziło mi, że pan Franciszek liczył na to, iż się uda zatuszować sprawę, a jak już się wyda, to jego dawno tu nie będzie. Wściekła poszłam spać.


20 komentarzy:

  1. Zamiast cieszyc sie, ze szafka kuchenna nie legla razem z zawartoscia na podlodze, Ty marudzisz i wyrzekasz na biednego pana Franciszka, ktory nie dosc, ze wszystko umie i na wszystkim bardzo sie zna, to jeszcze stara sie jak moze.
    Nie da sie ukryc, ze jestes zlom kobietom. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :):):):):):):) No przecież cały czas to mówię. Wręcz od tego zaczynam- ja to złą kobietą jestem....przeca:)

      Usuń
  2. Też jestem złą kobietą- pokroiłabym faceta na kawałki i posoliła.
    Ty Kochanie to jesteś prawie święta. Jeden malarz, który mnie zostawił na weekend z rozbabraną kuchnia powiedział, że jestem gorsza niż jego żona.A on biedak miał "ymynyny" w czwartek i w piątek nie był w stanie malować.
    Jak się pojawił w poniedziałek to mu oświadczyłam, że nie obchodzi mnie jak to zrobi, ale ma do 16,00 skończyć całą kuchnię i powiesić szafki i ma to zrobić porządnie, bo jak nie, to doniosę do ADM, że wziął u mnie fuchę i spieprzył robotę.
    Bo ten patafian miał etat w naszej ADM a brał różne fuchy w godzinach pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ymynyny to bardzo ważne święto-jak mogłaś po nich coś od biedaczyny wymagać? Widzi mi się, że nas więcej- złych kobiet.
      Najgorsi są fachowcy na fuchach. Nasz misio sam przyznał, że lubi chodzić na fuszki. Ciekawa jestem, czy u innych też tak partaczy robotę i też się tak koncertowo obija? A może inni uważają, że ma do tego prawo, bo "taniej" bierze?

      Usuń
  3. Oj, oj...Ileż to nerwów, ileż niepotrzebnych stresów i zbędnego bałaganu. Wydawac by sie mogło, że co to tam takiego - parę rurek wymienic? A to istne trzęsienie ziemi w domu. Rozumiem i współczuję, Jaskółko!
    Jak dobrze, że dzis niedziela i świety spokój z tym wszystkim.
    Dobrej niedzieli zatem Ci zycze i odpoczynku!:-))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykuł w posadzce na dole 30 cm rury poziomej, na górze 40 cm, wybił w stropie dwa stare kawałki rur i wywiercił rowek pod rurkę odprowadzającą wodę od pralki-60 cm. To było całe kucie. Reszta to składanie i podłączanie.No i,oczywiście,"zamyzywanie". Pracy na dwie pełne dniówki. Niedziela? Dzisiaj to ja malowałam ścianie w łazience, sprzątałam dom, piorę poranie z całego tygodnia. Całe szczęście, że przynajmniej nasz syfon od pralki nie cieknie, bo u Młodych tak podłączył, ze leje się woda po wężu, kiedy pralka wypompowuje wodę. Muszą wrócić do starego rozwiązania-korek gumowy w ścianie i do tego podłączony wąż.

      Usuń
    2. No tak, sprzątanie po fachowcach i pranie! Każdy dzień dobry by to zrobić, bo przecież nikt za Ciebie nie zrobi. A jutro od nowa do pracy. Chociaż dzisiaj wieczorem odpocznij. Odpręz się. Nabierz nowego optymzmu i sił do kolejnej fali działania. Może już co najgorsze za Wami...? Ranek jest mądrzjeszy od wieczora. Wszystko sie w końcu uładzi. Jak zwykle przecież.
      Ściskam Cię uspokoajająco!:-))*

      Usuń
    3. Miłe, dobre, ciepłe słowa. Dziękuję. Już sobie usiadłam i chyba trochę pohaftuję:)Jutro drugi fachowiec. Do pieca CO:)Jednak on już z innej bajki.
      Dzięki za ściski i odwzajemniam.

      Usuń
  4. sZKODA CZASU I NERWÓW NA TO, BY ICH KROIĆ I SOLIĆ, BĄDŻMY SOBĄ, CZYLI KOBIETAMI BADZMY...aMEN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano byłam i jestem kobietą. Niestety- złą kobietą i wredną babą.

      Usuń
  5. Podziwiam Cie, mimo wszystko jestes bardzo opanowana. Ale czy on wreszcie skonczyl ta robote, czy jeszcze bedzie ciag dalszy opowiesci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze środa i kulminacja w czwartek:) Jeszcze wszystko przed nami:)

      Usuń
  6. Jestem tu pierwszy raz ;) fajnie piszesz, no ..z zycia wziete ,bo kto z nas tego nie przerabial ;)? Kiedy budowalismy nasz dom w PRL -u mialam "fachowca " takiego swojaka ,znajomy spod sklepu...wiadomo ,z kasa bylo cienko ,to i fachowcy z "lapanki ";)mial postawic scianke z polowek pustakow wys.2,10 ,szer.1,50. w tym w srodku futryna 70 cm szer.takie malenstwo WC kolo garazu,zeby nie biegac w razie potrzeby na gore do lazienki ..tak sobie wymyslilam ,bo miejsce bylo .Robil to caly dzien ! od rana do ciemnego wieczora ,a bylo to lato !Bawil sie baardzo ..."no zrob szefowa kawe" ,no to zrobilam .potem cos tam musialo przeschnac ...a on opowiadacz i lejwoda znany,no to grzecznie sluchalismy ..juz meza upominalam co by na dol nie szedl ,bo tamten znowu temat podejmie ,a robota bedzie stala.W koncu po obiadku ,a jakze ,powiedzial ,ze musi skoczyc do domu po cos ..wrocil chyba za dwie godz.no to ja trzymajac nerwy na postronkach mile i z usmiechem : no szefie ,teraz to raz ,raz i skonczy pan,bo juz niewiele zostalo ,a ON spokojnie :Pani ,mnie to sie nie spieszy ,ja mam czas "! a skasowal niezle ...Po latach kiedy spotkal mojego M spytal sie czy nie ma dla niego pracy w Niemczech ? Tacy to fachowcy byli ! Masz byc "zla kobieta ",bo inaczej wykonczysz sie ! Uslyszalam niedawno ,ze Ci szybcy , mlodzi i dobrzy fachowcy robio kase w Anglii,Norwegii..pozostali to tacy wlasnie jak ten Twoj ..Przepraszam fachowcow jesli urazilam ;)Pozdrawiam i zycze szybkiego ukonczenia remontu .

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło mi, że zajrzałaś i skomentowałaś:)Twój fachowiec to wypisz, wymaluj nasz Ptyś. Gawędziarz, który ma dwie ręce do roboty. Jutro zobaczymy jak się młody fachowiec przy piecu Co sprawdzi. Ale on już tutaj jedną usterkę przy piecu naprawiał i trwało to niecała godzinę.
    Pan Franciszek to "dusza nie człowiek'. Wszystko by zrobił- spłuczkę nową zamontował, ścianki postawił, i "Jo pani przyńjdym te rurki tyż wymjynić". Wszystko....tylko nie to co trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  8. tak śledzę akcję od kilku postów i wyobrażam sobie ten sajgon u Ciebie w domu... najciekawszy jest u tych "panów Franciszków" ten stoicki spokój, który towarzyszy ich poczynaniom... choćby największego gnoju taki narobił i mu się to wytknie, to ptyś nie jest w stanie się tym absolutnie przejąć... z kamienną twarzą zagada temat i nikt nic nie jest w stanie mu zrobić... serial, cykl "Usterka" w tivi nie wziął się z niczego...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Impregnowane to jest niesamowicie. Ale ja nie jestem. Powoli zaczęły mi puszczać nerwy, a sajgon to jeszcze dzisiaj sprzątam.

      Usuń
  9. Pan Franciszek się rozkręca. Mój tata kiedyś, wyrzucił "fachowca" od kafelek na "szczęście" drzwiami, ale jego narzędzia już oknem.
    A tata był raczej życzliwie i radośnie nastawiony do ludzi.
    Czekam na cdn. polecam ziółka na uspokojenie, może ułatwią przetrwanie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogliśmy go wywalić, bo cwaniak porozpoczynał robotę w kilku miejscach i dobrze wiedział, że przed świętami to my raczej drugiego hydraulika już nie znajdziemy.
      Ja też jestem raczej pogodna, ale nie cierpię czegoś takiego. Poza tym, teraz naprawdę nie mam czasu na bawienie się w przeciąganie roboty u fachowca i na pogawędki.

      Usuń
  10. wiem, że jest jeszcze dalszy ciąg, dlatego nie liczę, że pan Franciszek został rano uduszony ;) ja zapewne już bym eksplodowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie został uduszyny, ale mnie trauma została:(

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.