czwartek, 14 stycznia 2016

Do szkoły pod górkę, czyli wielkie oświatowe kłamstwo PiSu

Cztery lata wprowadzano reformę. Owszem, powoli i sprawiało to wrażenie niedopracowania. Jednak każde uwagi rodziców, nauczycieli, polityków, MEN starało się uwzględniać, wprowadzając stopniowo poprawki, udoskonalając i pilnując, żeby szkoły były przygotowane. Niech nikogo nie zwodzi jazgot Pisiurów, że programy, że podręcznik, że zabieranie dzieciństwa. Nic z tych rzeczy. Odkąd pamiętam programy ( Podstawą Programową włącznie) ciągle się doskonaliło, zmieniało, podręczniki były niedoskonałe, wyposażenie szkół ciągle zbyt małe itp. Tu nie chodzi o dzieci 6letnie, które doskonale sobie radzą w szkole- w ciągu ostatnich 20 lat, skok rozwojowy jest duży. Współczesne 6 latki pracują na poziomie i mają możliwości intelektualne 7 latków z lat 70tych. Współczesny 6 latek liczy do dziesięciu, ma dobrze opanowaną motorykę i odpowiednio wyćwiczoną pamięć, by pomieścić w łepetynie materiał, objęty Programem (mówię o dzieciach w normie). Natomiast za przystosowanie społeczne, w ogromnej mierze odpowiedzialni są rodzice i jeżeli nie zechcieli posłać dziecka do przedszkola lub sami nie poświęcili mu zbytniej uwagi w tym względzie, to dziecko może społecznie odstawać od reszty. Zresztą, o czym my tu mówimy. Przepracowałam w szkole mnóstwo lat (w tym parę w nauczaniu początkowym), miałam okazję hospitować zajęcia w nauczaniu początkowym, miałam okazję obserwować dzieci i nauczycieli (są to przeciętne nauczycielki, które realizują zajęcia według zasad) zarówno na przerwach, jak i na zajęciach, i nie zauważyłam, żeby dzieciom działa się jakaś szczególna krzywda i odbierano im dzieciństwo.
Ludzie, to, że są ławki w klasach (a tego czepiają się najczęściej), to nie świadczy o tym, że taki maluch siedzi w nich przez 4 godziny. Byłam przy wprowadzaniu „dywanów” w klasach (strasznie trudno utrzymać w czystości i na pewno nie są higieniczne- wywaliłabym od razu) i przeciętny nauczyciel przez sporo czasu wykorzystuje je do prowadzenia zajęć. Jeżeli ktoś krytykuje zajęcia w edukacji wczesnoszkolnej, mówiąc, że odbiera się dziecku dzieciństwo to znaczy, że nie ma zielonego pojęcia, co dzieje się w klasach, a jego wiedza jest oparta na plotach lub uwagach „wiecznieniezadowlonych” rodziców. Mało tego, kiedy ktoś mi mówi, że trzeba program zmienić, bo jest do niczego, to pytam- a w którym miejscu?- Cisza- krytykanci najczęściej nie widzieli programu na oczy, a chcą go zmieniać, że nie wspomnę, iż kompletnie nie mają pojęcia, według jakich zasad i kryteriów takie programy się układa.
Ktoś inny twierdzi, że szkoły nie są przystosowane do przyjęcia 6 latków, bo…. sedesy/umywalki są zbyt duże/wysokie. Noż opamiętajcie się, czy ktoś w domu ekstra montuje sedes dla małego dziecka? Przez wiele lat maluchy korzystały z normalnych sedesów w ubikacjach szkolnych i sobie radziły. Nie było również problemu z korzystaniem ze wspólnego WC dzieci w różnym wieku. Ale uspokoję takich malkontentów- poprzednia minister tak dostała po uszach- wytykano jej że szkoły nieprzystosowane- iż w przedostatnim roku jej rządów NIK stwierdziła- tylko niewielki odsetek szkół (na wszystkie w Polsce) ma jeszcze trochę do zrobienia.
Tu dane pokontrolne z 2014 roku: http://www.wprost.pl/ar/460627/NIK-sprawdzila-przygotowanie-szkol-do-przyjecia-6-latkow/
Tak więc, wydzielono pomieszczenia, wydzielono sanitariaty (z małymi sedesami i umywalkami „na poziomie”) dopasowano stoliki (czym się różni siedzenie przy stoliczku od siedzenia w ławce lub na krześle przy stoliku w starszych klasach?)- tu dygresja- w pierwszy dzień każdego nowego roku szkolnego, dzieci są mierzone i w każdej klasie stawia się odpowiednie do wzrostu stoliki oraz krzesła- każdy uczeń ma swoje miejsce i tego się pilnuje, bo SANEPiD nie puści- karze, kiedy dziecko nie siedzi w ławce odpowiedniej do wzrostu (ułatwialiśmy sobie malowaniem sprzętu w odpowiedniej wysokości danym kolorem- np. żółte najmniejsze, aż do zielonego dla dzieci wysokich- nie pamiętam, ale kolory chyba wytyczyło MEN)
Jeżeli gdzieś są głosy nauczycieli lub rodziców, że 6 latki nie nadają się do nauki szkolnej (zajęć edukacyjnych), to należy się zastanowić, czy wobec nich poprzeczka nie została podniesiona zbyt wysoko lub, czy nauczyciel stosuje zasady, metody odpowiednie do wieku ucznia, a nie od razu podciągać całą grupę wiekową do „odroczenia”.
A teraz, kiedy wszystko było prawie dograne organizacyjnie, kiedy roczniki rozpoczynające naukę były „dopięte”, ministerka pisowska rozwala w miesiąc pracę i wysiłek mnóstwa ludzi (czy ktoś w ogóle popatrzył na to pod tym kątem?). Można byłoby to uznać za pozytywne, gdyby miała coś naprawdę sensownego do zaoferowania, albo przynajmniej miałaby porządnie zrobiony plan przeprowadzenia tej (sory) rozpierdalanki w oświacie, na szczeblu przedszkolnym i edukacji wczesnoszkolnej.

Kłamstwa PiS- Co miało być:
- szerokie społeczne konsultacje;
- stopniowe, po konsultacjach, wprowadzanie nowych przepisów;
- opracowanie nowych programów lub programu ( a raczej Podstawy Programowej)przed wprowadzeniem zmian,
- wszyscy nauczyciele zachowają pracę;
- niskie koszty wprowadzania zmian;
- nowe podręczniki odpowiednie do nowych programów.

Zakłamanie informacji o tym, że teraz rodzice będą mogli decydować, kiedy dziecko posłać do szkoły- kłamstwo polega na tym, iż to nowa minister „dała” takie przyzwolenie.
Otóż, rodzice mogli decydować o tym, kiedy dziecko posłać do szkoły, również w „reformie” Kluzik-Rostkowskiej. Zawsze mieli wybór. I masowo z tego korzystali.

Co będzie:
- brak miejsc w przedszkolach dla trzylatków
oraz na żądanie rodziców:
- powtarzanie zerówki,
- powtarzanie I klasy- na stronie MEN taka informacja:
„– Dzieci urodzone w 2009 r., które są już w szkole w roku szkolnym 2015/2016, będą mogły na wniosek rodziców – kontynuować naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej w roku szkolnym 2016/2017. Rodzic musi złożyć stosowny wniosek do dyrektora szkoły do 31 marca 2016 r. Dziecko nie będzie podlegało klasyfikacji rocznej, a tym samym promowaniu do klasy drugiej; jeżeli rodzice zdecydują, że ich dziecko będzie kontynuować naukę w klasie pierwszej w szkole, do której uczęszcza, wobec tego dziecka nie będzie przeprowadzane postępowanie rekrutacyjne.”
- powtarzanie II klasy ( to jest jakieś kuriozum)
„– Dzieci urodzone w I połowie 2008 r., które w roku szkolnym 2015/2016 chodzą do klasy II szkoły podstawowej, na wniosek rodziców, złożony do 31 marca 2016 r., będą mogły – w roku szkolnym 2016/2017 kontynuować naukę w klasie II.” czytam na stronie MEN

- dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, będą mogły chodzić do przedszkola do 9 roku życia. To jest prawdziwa perełka, bo dotychczas takie dzieci odpowiednio wcześnie edukowano (oczywiście dopasowując metody i tresci do możliwości dziecka), by jak najwięcej różnić zniwelować i dać im szanse na, w miarę prawidłowy, rozwój. Tymczasem:
-Dzieciom, które mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego będzie można odroczyć obowiązek szkolny, jednak nie dłużej niż do końca roku szkolnego w tym roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 9 lat. W tym przypadku dziecko będzie kontynuowało przygotowanie przedszkolne.” Nazwę to radykalnie- dzieciom tym, odbiera się szanse na wczesną edukację i skazuje na opóźnienie w rozwoju, w sytuacji, kiedy można swobodnie przedłużać odroczenie obowiązku szkolnego.
I jeszcze
- małe klasy pierwsze;
- w niektórych szkołach nie będzie i klas- pusty rok;
- brak pracy dla nauczycieli klas III, którzy zaczynają cykl w pierwszej klasie (szacunek wstępny- 20 tysięcy nauczycieli/ w skali kraju, Warszawa- 1200 etatów do likwidacji)
- nie ma programów, adekwatnie opracowanych do zmiany,
- nie ma odpowiednich podręczników,
- nie ma odpowiednio przygotowanych nauczycieli- chodzi o nauczycieli, którzy znaleźli się w sytuacji „powtarzania” przez dzieci zerówki, kiedy materiał już został zrealizowany, a ta sama grupa dzieci jeszcze raz znajduje się na danym poziomie edukacji.
Napisałam, co ja o tym sądzę, luźno, pod wpływem chwili i przeczytanych informacji, dlatego pominęłam wiele rzeczy.
Mogłabym tu jeszcze mocno rozpisać się merytorycznie na temat wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej oraz rozwoju dzieci w wieku 3-9, ale wiem, że od razu zarzuci mi się wymądrzanie itp.
Mnie po prostu w głowie się nie mieści to, co wyczynia obecna minister MEN- to jest zaprzeczenie wszelkim zasadom, teoriom i praktykom oświatowym, a najbardziej szkodzi dzieciom (sic).
I proszę mnie nie przekonywać, że 6 latki nie nadają się do edukacji szkolnej- mam twardy na to pogląd- nadają się (mówię o dzieciach w normie i o tych, których rodzice wykoncypowali sobie, że im dzieciństwo się kradnie), jak najbardziej- nadają:)
Muszę jeszcze dodać, że akurat w kwestii oświaty, to ja nie mam politycznych nastawień- przeżyłam sporo ministrów i dwie reformy, więc mam wyrobione zdanie. Podzielam też obawy rodziców (czasem przesadne lub często nieuzasadnione), znam ich lęki, troskę o własne dziecko, nie każdy nauczyciel „się nadaje” (to jest względne i zależy od opinii osobistych).
Prawda jest taka, że to, co rodzic dziecku „da” (wiedzę, zachowania, samodzielność itp), to szkoła nie zepsuje, a to czego „nie da”, to szkoła nie naprawi, albo naprawi z mniejszymi rezultatami. Dziecko należy od małego edukować, a nie traktować jak niedorozwiniętego bobaska (niektórzy rodzice tak traktują dzieci, nawet jak są dorosłe). I co to znaczy „zabrać dzieciństwo”? Dobrze wiemy, jak u większości małych dzieci, to dzieciństwo (zwłaszcza, kiedy rodzice pracują, dziecko jest u schorowanej babci lub opiekunki na godziny- polegające li tylko na opiece i na niczym więcej) wygląda i właśnie przedszkole, szkoła to „dzieciństwo” w pozytywny sposób realizuje.
Nie bronię również poprzedniej minister, bo to, co sobą reprezentowała, to było prawie dno, ale te 4 lata trudów wprowadzenia reformy nie powinno być w taki sposób potraktowane- to był dobry kierunek. Zgadza się, że reforma była wprowadzana przy protestach wielu rodziców (w tej chwili widać, że akcja Elbanowskich „Ratuj maluchy” wcale nie była na korzyść dzieci, a raczej na rzecz wizerunku Elbanowskich). Zgadza się, że na początku była niedopracowana, jednak minister nie bała się opóźniać wprowadzania roczników do szkoły, kiedy wiedziała, że coś jest jeszcze niedopięte. To jej zarzucano, wręcz wyśmiewano (ja też nie jestem bez winy), a może należało spokojnie poczekać, aż wszystko, co jest potrzebne do prawidłowego funkcjonowania 6latków w szkole, zostanie dopracowane?
Okazało się, że może być jeszcze dno-dna: obecna minister oświaty.
Gdyby minister pisowska zechciała wprowadzić dobre, sensowne zmiany- na pewno, tym razem poparłabym to. Nawet powrót 7 latków do I klasy, gdyby rozłożono to w sensownym czasie i z sensownymi zmianami programowymi (z oporami, ale tak). Tymczasem popełnia się „gwałt” na dzieciach i rodzicach, i tu mocno protestuję.

Jeżeli ktoś ma cierpliwość posłuchać pisowskiej kłamczuchy i manipulantki faktami, to podaję linkę

O kompetencjach sześciolatków do podjęcia nauki w szkole można przeczytać tutaj:

1) Drogaedukacyjna sześciolatków – szkoła czy przedszkole?

2)
"Aneczko, nie martw się, w ciągu roku rozp...dolimy to całe oświatowe dziadostwo i nareszcie odpoczniesz"

28 komentarzy:

  1. Nie pierwsza to rzecz i na pewno nie ostatnia, ktora PiS postanowil rozwalic tylko dlatego, ze sam nie jest tego autorem.
    I mala dygresja. W Japonii dzieci zaczynaja szkole w wieku 3 czy 4 lat i jakos nikt nie histeryzuje o zabieraniu dziecinstwa. Teraz spojrz na osiagniecia Japonii i spojrz na katolicka najjasniejsza. Widzisz roznice? PiS ma dalekosiezne plany deedukacyjne, przy pelnym poparciu kosciola. Latwiej bowiem rzadzic rozmodlonymi idiotami niz wyedukowanymi i pewnymi siebie i swoich pogladow ludzmi.
    Jakies pytania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytań może nie, ale założenie, że lepiej się rządzi rozmodlonymi idiotami niż wykształconymi jednostkami (poniekąd słuszne) musi być postawione na konkretnych przesłankach. W tym przypadku muszą być do dyspozycji rozmodleni idioci, a tych, mimo wszystko, w Polsce jest coraz mniej. Ludzie już nie dadzą sobie tak łatwo wmawiać byle ciemnoty. Prawdą jest, ze dzieci, odpowiednio do wieku, edukowane we wczesnych latach dzieciństwa, mają większe sukcesy i są bardziej rozwinięte.Czekam, kiedy wściekną się zawiedzenie rodzice i zwalniani nauczyciele. Teraz PiS już nie będzie mogło na nikogo zwalić swoich głupich pomysłów.

      Usuń
    2. Coraz mniej idiotow, dlatego tak wazne jest (nie)wyedukowac ich kolejne zastepy.

      Usuń
    3. :):):) Faktycznie, coś w tym jest:):):)

      Usuń
    4. Oczywiście, że PIs zwali wszystko na poprzedników, oni to zawsze potrafią.

      Usuń
    5. Teraz już grają w swojej drużynie, jak to nazywają, wprowadzają "dobra zmianę" na własny rachunek. Niech nie myślą, że nie zostaną z tego rozliczeni.
      Rezultaty tego, co wyczynia Zalewka pojawią się szybko. A wtedy ...mam nadzieje, że rodzice i nauczyciele sprawiedliwie ocenią:

      Usuń
  2. Kto te współczesne dzieci teraz wychowuje? Matka z ojcem od rana do wieczora w pracy, babki pracują. Rodzice wynajmują na weekendy opiekunkę, zdarza się (znam osobiście) że nawet na urlop jadą bez dzieci "bo muszą sobie odpocząć". Pięciolatki noszą pampersy bo rodzice nie mają czasu nauczyć ich korzystania z toalety. Dzieci potrafią czytać, obsługiwać tablet i smartfon ale mówiąc kolokwialnie walą w gacie i uważają to za naturalne. To po co się rzucać o te toalety i umywalki dla maluchów. Żeby komentarz nie był taki hmm zasrany - jeść te dzieciaki też nie potrafią, nie znają wielu produktów, jedzą z talerza rękami rozrzucając żywność wokół siebie. Oczywiście nie wszystkie dzieciaki. Może mam pecha, akurat kilkoro takich właśnie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Klarko uzupełniasz mój post. Dokładnie to należało dopowiedzieć. Takiego wychowania nie można zwalić na szkołę i przedszkole. Dzieci są coraz bardziej infantylne emocjonalnie i niedostosowane społecznie, przede wszystkim, z winy rodziców.
      Głównym zadaniem rodziców dzieci w wieku przedszkolnym jest nauczyć te dzieci samodzielności, panowania nad emocjami (oczywiście odpowiednio do możliwości w tym wieku)oraz umiejętności skupiania uwagi krótkotrwałej. Jak to dzieci mają wykształcone i są na odpowiednim do wieku poziomie intelektualnym, to śmiało mogą podjąć edukację.

      Usuń
  3. Mam 30 lat... przy tablicy. W pełni zgadzam się z tym, co napisałaś. W dzisiejszych czasach rodzice hodują, nie "wychowują" swoje dzieci. Dzisiaj ośmiolatek rzucając na moje biurko dzienniczek, powiedział "gówno mnie to obchodzi". Kilka dni temu, zadając pracę domową, usłyszałam od niego podczas lekcji komentarz "pani oszalała".
    Rodzice podjeżdżają samochodami tuż pod furtkę płotu wokół szkoły. Niosą dzieciom, nie tylko tym najmłodszym, ale i 10-11 latkom tornistry pod drzwi klasy. Mamy też tatusia, pana w garniturze i pod krawatem, który po odstawieniu córci (IV czy V klasa) plecaka pod drzwi klasy, całuje ją na pożegnanie w obie ręce, szepcząc coś o jakiejś "królewnie".
    Coraz trudniej doprosić się, aby dzieci miały w tornistrach lub szafkach w klasie, podstawowe wyposażenie ucznia.O tamborkach do haftowania, guzikach do przyszywania, już dawno nawet się nie wspomina.
    Mam w pamięci "Balladę o Januszku", w której nieposłuszna mamusia była karana przez ukochanego synka... Nam też rośnie pokolenie Januszków, którzy już niedługo "dadzą popalić" swoim rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezły staż:):) Co tam-ogromny staż pracy. Gratuluje wytrwałości:) Fajnie, że wiesz, o co mi chodzi. Mogłam napisać tezę- dzieci są emocjonalnie i społecznie zaniedbane z winy rodziców, ale wyhamowałam, bo kto nie uczy na co dzień i nie widzi tego, to zeżarłby mnie z kośćmi i skórą. Na szczęście teraz (na życiowo- wtedy na nieszczęście) przestałam uczyć po 20 latach pracy w podstawówce. Długo by pisać o dzieciach, z których rodzice robili "kaleki życiowe" i żadne argumenty do nich nie trafiały. Wydaje mi się, że większość tych rodziców jest infantylna, ulega różnym presjom i w ogóle nie zagłębia się w rozważania, co dla dziecka będzie dobre. Większość, bo są też rodzice, którzy świadomie odraczają dziecko mając ku temu poważne powody.

      Tak, "Ballada o Januszku" to dobry przykład dziecka rozwydrzonego,bez cienia empatii, którego babcia i być może przedtem rodzice, "wychowali odpowiednio", usuwając mu kłody sprzed nóg i spełniając wszystkie życzenia.

      Usuń
  4. A ja mam inne zdanie uważam, że obowiązek szkolny od lat 7 jest najbardziej optymalnym czasem rozpoczęcia edukacji szkolnej w naszym systemie edukacji tzn. w naszym systemie mentalności szkolnej. Prawdą jest to, że uczniowie z krajów zachodu zaczynają edukacje wcześniej, ale tam są inne programy nauczanie dzieci nie uczą się tyle ile polscy uczniowie. Niemiecki uczeń w szkole średniej uczy się działaniach na ułamkach zwykłych a polski uczeń wielomianów lub innych bzdur. Patrzyłam na testy gimnazjalne z części matematyczno przyrodniczej wielu ludzi, którzy nigdy nie mieli kłopotów z matematyką mówili, że tego egzaminu by nie zdali, więc nie jest to takie banalne. Jeśli młody człowiek pójdzie o rok wcześniej do szkoły nie poradzi sobie na wyższych stopniach edukacji także pod względem emocjonalnym. Miałam kolegę, który rok wcześniej poszedł do szkoły był zdolny ładnie pisał, czytał i liczył a potem w szkole średniej dwa razy nie przeszedł i na tym zakończyła się jego szkolna kariera.Takich sytuacji jest wiele gdzie ktoś sobie po prostu nie radzi ponieważ poszedł do szkoły rok wcześniej .
    Komentatorka wyżej napisała o Japonii no sorry uczniowie w Japonii są najbardziej znerwicowanymi uczniami na świecie najczęściej popełniają samobójstwa to samo w Korei Południowej. Nie chciałabym, aby w Polsce było tak jak na dalekim wschodzie.
    Wiem, ze można nie lubić PiS ja też się ich obawiam, ale przywrócili obowiązek szkolny od lat 7 tak jak obiecali. Społeczeństwo nie zgadzało się na to, aby 6 letnie dzieci obowiązkowo szły do szkoły, ale PO miało gdzieś podpisy rodziców ich zdanie, dlatego przegrali.
    Tu ci podaję linki na ten temat.Takich stron i relacji jak sobie sześciolatki radzą jest wiele.
    http://ratujmaluchy.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=168&Itemid
    http://kurierzurominski.pl/216919,Smutna-diagnoza-Szesciolatki-nie-sa-gotowe-do-nauki-w-szkole.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julianne- program nauczania -edukacji dla 6latków jest dobry. Wiem, uwierz mi. jeżeli trzeba poprawić, to w niewielkiej części. Podręcznik-ten darmowy jest do d..., ale podręcznik jest TYLKO środkiem dydaktycznym i nauczyciel wcale nie musi z niego korzystać.
      Od klasy I do edukacji gimnazjalnej bardzo daleko, dlatego podałaś przykład nietrafny. Edukacja wczesnoszkolna w naszej oświacie jest w miarę dobrze ustawiona ( nie gorzej niż w innych krajach)- nie należy jej przeszkadzać, rozwalać, a tylko poprawiać i doskonalić. Niemniej, masz racje- cyrki zaczynają się już po 3 klasie. Błędem było zniesienie podziału na przedmioty i zrobienie bloków przedmiotowych. Nauczyciele uczą tego, w czym się lepiej czują no. Jak ktoś soli biologię, to podczas uczenia bloku-przyroda- kładzie nacisk na biologię a "olewa" np. fizykę. W gimnazjach i liceach programy są przeładowane, bo nagle trzeba "wszystkiego" uczyć. To, czego kiedyś spokojnie uczono od 4 klasy po maturę na lekcjach przedmiotowych, zostało zmiksowane i trudno teraz złapać jakiś porządek w realizowaniu treści tych ważnych i tych mniej ważnych. Dlatego nauczyciele uczą na wszelki wypadek wszystkiego.

      Nie generalizuj, że społeczeństwo się nie zgadzało na 6ltki w szkole, bo tak nie jest. Część społeczeństwa i nie ta większa. Napisałam, że gdyby obecna minister przeprowadziła zamysł przywrócenia obowiązku od 7 roku spokojnie etapami, rozważnie, to nie miałabym nic przeciwko temu, chociaż nadal uważam, że marnuje się dzieciom rok w przedszkolu-marnuje czasowo i nie rozwojowo, bo one już mogą się uczyć tego, co dzieci w 1 klasie(mówię o 6 latkach). Protestuje przeciw sposobowi, w jaki minister to robi.
      W oświacie nie wolno robić tak gwałtownych rewolucji, z takimi skutkami- popatrz na co minister pozwala np. powtarzanie II klasy.

      Przed napisaniem tego posta czytałam różne artykuły za i przeciw. Niestety, argumenty przeciw posyłaniu 6 latków-oprócz tego, który mówi o emocjonalnym nieprzygotowaniu- są nietrafne.
      natomiast przeczytaj to co ja podałam, i zauważysz, że argumentacja jest zupełni inna(naukowo oparta na badaniach)
      Już dawno stwierdzono, że 6latki są tak rozwinięte, iż spokojnie mogą rozpocząć naukę/edukację w 1 klasie.

      Ucziwie trzeba na to spojrzeć- nie podobało sie, bo
      - reformę wprowadziła PO i trzeba było z tego tylko powodu coś zmieniać
      - siła wymuszania przez Elbanowskich swojej idei podziałał właśnie na minister z PiS-była jej mocno na rękę (mogła podeprzeć swoje działania żądania społecznymi), bo miała argument, że nie robi to tylko z czystych politycznych pobudek PiSu, z chęci dokopania PO. Nie jestem pewna, czy gdyby był inny minister, to uległby Elbanowskim tak szybko i tak "skutecznie".

      I ostatnie- na temat dziecięcej matematyki jest wiele książek, które napisała profesor Gruszczyk-Kolczyńska. Wszystko oparła na rzetelnych badaniach, które prowadzi od lat 90tych. Pomagałam jej w tym, dlatego, wierz mi, warto sobie przeczytać jej prace. Z prac dowiesz, dlaczego dzieci w klasach od 4 wzwyż mają kłopoty z matematyka. I tam również dowiesz się, że "edukację" matematyczną należy u dzieci rozpoczynać, kiedy mają 3 lata.

      Usuń
    2. Jaskółko problem polega na tym, że inna mentalność szkolna jest w krajach zachodu gdzie dzieci uczą się mniej a inna jest w Polsce gdzie nasze programy są przeładowane. Dlatego od zawsze początek rozpoczęcia szkoły zaczynał się od lat 7 ponieważ taką a nie inną mamy specyfikę szkolną. Ta reforma rzeczywiście mogła być dostosowana do etapu początkowego, ale w późniejszych latach nie była dostosowana do dzieci, które szły rok wcześniej do szkoły i o ile mnie pamięć nie myli nie planowano na wyższych etapach edukacji dostosować programu do dzieci, które poszły do szkoły w wielu 6 lat. Myślę, że dlatego wiele rodziców protestowało przeciwko tej reformie edukacyjnej. Ona po prostu była niedopracowana.
      Gdyby np. wprowadzono programy z krajów zachodnich i podręczniki z tych krajów np. programy szkolne niemieckie lub z innego kraju gdzie obowiązek szkolny jest w wielu 6 lat i dobrze to funkcjonuję i obniżono wiek szkolny do lat 6 to myślę, że nie byłoby takiej afery a Państwo Elblanowcy by nie protestowali. Byłby wilk syty i wca cała. A takto teraz mamy zamieszanie w tym temacie .
      A jakie ty masz zdanie na temat likwidacji gimnazjów i powrocie do 8 klas szkoły podstawowej i 4 lata szkoły średniej? Bo ja przyznam się szczerze, że mam mieszane uczucia. Niby jestem, za, ale sama nie wiem jakby to miało wyglądać, bo czas szkoły sprzed reformy to czas, w którym jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej. W starej szkole podstawowej nie uczono dwóch języków obcych, nie było takich przedmiotów jak podstawy przedsiębiorczość czy wiedza o kulturze. Dzisiejsi gimnazjaliści kończą gimnazjum z poziomem j angielskiego minimum B1 a uczniowie sprzed reformy, jeśli angielskiego się uczyli na poziomi A1 góra A2 to jest przepaść.

      Usuń
    3. Wiedziałam, ze wrócisz:):):) Mentalność -masz racje. Ja na razie odkąd zauważam, ze polska mentalność widzi w szkole samo zło. I nie zaprzeczaj, bo sama nieraz słyszałaś, byłaś świadkiem straszenia dzieci, młodzieży szkołą i nauczycielami. Nauka dla dzieci to kara. I dlatego należy to zmieniać od najmłodszych lat. Przecież te 6latki nie uczą się tak, jak starsze dzieci, a ich nauka polega na uczeniu się przez zabawę. I tak jest w 1 klasie. Nie rozumiem, dlaczego tak uparcie wszyscy twierdzą, że te dzieci uczą się w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Trzeba iść, zobaczyć, pobyć na tych zajęciach i potem mówić. Naprawdę nie wierzysz mi, że ja to widziałam, hospitowałam, byłam na takich zajęciach?
      Mówisz programy przeładowane. Powiedz mi tak z ręka na sercu- w którym momencie program dla klas 1-3 jest przeładowany? Pisałam, że to ambicja niektórych nauczycieli sprawia, że dzieci mogą tak to odczuć-niektórych, ale większość pracuje prawidłowo i dzieci nie przeciąża. Jeżeli rodzice się skarżą, że dzieci muszą pracować w domu, to trzeba to wyjaśnić w szkole, bo być może jest to kwestia dogadania sprawy z konkretnym nauczycielem.

      Usuń
    4. Jeżeli jesteśmy przy programach i przy treściach nauczania, to powiem, że zawsze byłam za nauczaniem przedmiotowym w nauczaniu początkowym. Uważam, że wiedza była wtedy lepiej uporządkowana i nauczyciel mógł lepiej utrwalać, co jest niesamowicie ważne. Teraz są bloki tematyczne i to jest niebezpieczne, bo są nauczyciele, którzy lepiej czują się w edukacji polonistycznej (większość, są którzy lepiej czuja edukację przyrodniczą większość nie czuje edukacji matematycznej. I dalej już wiesz, co taki nauczyciel w bloku tematycznym chętnie realizuje, a na co często "brakuje mu czasu".
      To samo dotyczy edukacji w klasach 4-6. nie wiem po jakiego groma zniesiono w tych klasach przedmioty. Tu jest dopiero bałagan. No ale...minister wiedział lepiej niż pedagodzy-metodycy.

      Rostkowskiej nie dano czasu na dopracowanie- myślę, że do 2017 byłoby to dograne.

      Wprowadzenie gimnazjów uważam za duży błąd. naprawdę 4 lata liceum było świetnym okresem na wykształcenie młodego człowieka. Przede wszystkim w wiedzę ogólną, taką, która była potrzebna do funkcjonowania w życiu i do podjęcia nauki na studiach.A teraz ani wiedzy, ani umiejętności zawodowych, a poziom tragiczny.Ciągle nie jest dopracowane, jaką wiedzę mają posiąść gimnazjaliści, a jaką licealiści.
      Jedną z przyczyn są progi adaptacyjne, inną różnica poziomów różnych szkół( świetne i marne)- trzeba dużo czasu, żeby wyrównać i nadrobić braki itp.
      Sprawy wychowawcze zostawiam. Może tylko powiem tyle, że uczyłam w 8klasówce i integracja maluchów z uczniami 8 klas była dobra i wcale nikt nikogo nie szykanował. Uczniowie uczyli się hierarchii i współżycia na różnych poziomach wiekowych. To tak jak w rodzinie, gdzie starsze musi opiekować się młodszym, a młodsze musi podporządkować się starszemu. Świetna szkoła życia.

      Usuń
    5. Stara szkoła, jak to nazywasz, jeżeli była wola i zgoda rodziców często organizowała naukę dodatkowego języka.
      To, czym piszesz na końcu zależy wyłącznie od nauczycieli oraz chęci do nauki uczniów. I dodam, że uczeń na poziomie A1 może być o niebo lepszy od ucznia na poziomie B1- chodzi mi o język czynny a nie wykuty na test.

      Na koniec- powiem, jak stary, doświadczony belfer (30 lat w zawodzie)- kto powiedział, ze w życiu ma być łatwo? Szkoła ma przygotować dzieci do życia, a nie zbierać spod nóg kłody i głaskać po główce. Nauka to ciężka praca i nauczyciele doskonale wiedzą,że dziecko wkłada w nią ogromny wysiłek. Dziecko od momentu wejścia w progi szkoły powinno być uświadamiane, że uczenie się jest ważne i ze to nie jest lekka sprawa. Oczywiście w taki sposób, jaki jest wymagany dla danego wieku. I tu wracamy do mentalności. Dopóki rodzice będą histeryzować, że dziecko idzie do szkoły i w tym momencie odbiera mu się dzieciństwo, dopóki będzie negatywne nastawienie do nauczycieli i samej nauki, to obojętnie czy dziecko pójdzie w wieku6 lat, czy 7 do 1ej klasy to i tak nie będzie miało dobrej motywacji do podjęcia trudu uczenia się.

      Nie widziałam programów z krajów zachodnich, mimo to nie jestem pewna czy to coś zmieniłoby. okrojenie programu wcale nie znaczy lepszego wyniku w nauczaniu. O tym decydują metody, zasady, środki dydaktyczne i organizacja pracy a przede wszystkim mądry nauczyciel. jak nauczyciel jest "dobry" w swoim fachu to i dwa razy więcej treści zmieści, z dobrymi wynikami, w czasie do nauczenia. Jednak lepiej niech nie eksperymentuje, niech nauczy to,co trzeba i dobrze utrwali.


      O matko, ja tu w tym poście cały wykład napisałam:(

      Usuń
    6. Myślałam o tej mentalności. Masz rację. Dla naszego społeczeństwa nauka jest karą, pójście do szkoły czymś strasznym, a praca.... szkoda gadać.
      Tylko ten pierwszy raz w szkole jest podobno wielkim świętem, a potem-"znowu ta szkoła". Zważ jak często mówi się małemu dziecku, zwłaszcza starsze rodzeństwo:"Poczekaj, jak tylko pójdziesz do szkoły, to zobaczysz..." albo o nauczycielach:"uważaj, bo ona/on da ci popalić", "Beznadzieja, ale trafiłeś..." i w tym stylu.. To jak potem czuć się dobrze w szkole, kiedy już z takim nastawieniem do niej się chodzi?
      Popatrz, jak się szkoły, nauczycieli przedstawia w mediach. nie spotkałam się z opisem sukcesów, zawsze o aferach.
      Ja tylko na lokalnych stronach czytam, co się w szkołach, w powiecie , dzieje, a dzieje się wiele dobrego. Nawet wyniki testów ogolnoeuropejskich krytykuje się i stara obniżyć znaczenie wyników naszych uczniów. A te są naprawdę dobre.
      Popatrz na Elbanowskich- ich akcja "ratuj maluchy" zupełnie wypaczyła obraz polskiej szkoły i edukacji wczesnoszkolnej. Słowo "ratuj" - pytam się przed czym? Słowo "maluchy"- maluchy to są 3-4 latki, ale nie dzieci 6 letnie-sugeruje, że naszym milusińskim bobaskom robi się krzywdę. Pytam się- jaką krzywdę,zwłaszcza teraz, po prawie 4 latach dopinania reformy i dopasowywania warunków nauki dla dzieci 6letnich.
      Prawdę ktoś powiedział, że maluchy należy ratować przed Elbanowskimi.

      Usuń
  5. Dzien dobry (z góry przpraszam za brak znaków diakrytycznych, ale w pracy nie moge zmienic ustawien) Podpisuje sie wszystkimi konczynami pod Twoim postem. Od ponad 30 lat zyje w kraju, gdzie dzieciaki ida do 1-ej klasy w wieku 5 - 6 lat (wg uznania rodziców), a wychowanie przedszkolne nie jest obowiazkowe. I co moge zaobserwowac? Nawet na poziomie tzw. 3 cyklu (odpowiednik polskiego gimnazjum) dzieciaki, które poszly do szkoly z jakiegos powodu pózniej, niz powinny, radza sobie znacznie gorzej, niz te, które rozpoczle nauke wczesniej. Dlaczego? Juz to dobrze wyjasnily Klara i Ulach. A pózniej ja i moi koledzy staramy sie to wyrównac (tak prawie juz od 30 lat) kosztem dodatkowych lekcji, które dla tych uczniów sa obowiazkowe i które odbieraja im czas na wypoczynek/zajecia dodatkowe. Od dawna sledze, co sie w tej dzidzinie dzieje w Polsce i wlos mi sie jezy, jak czytam o tej "dobrej zmianie". Z powazaniem, Leciwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Leciwa:):):) Koleżanko po fachu:):)Napisałam już sporo na ten temat. Dodam, ze ja mam wnuka w Anglii. ma 6 lat i od 2 at chodzi do szkoły- nie do przedszkola, a szkoły. Oczywiście zajęcia ma odpowiednie do wieku, ale on już zaczyna pisać literki, liczyć, czytać i świetnie się przy tym bawi. jest zadowolony, ze chodzi do szkoły ( wiem na podstawie szczegółowych rozmów telefonicznych). nie jest jakimś ekstra błyskotliwym dzieckiem, a miał utrudnienia w postaci nikłej znajomości angielskiego, kiedy szedł do szkoły. nadrobił je szybko i teraz w miarę dobrze mówi po angielsku i pięknie mówi po polsku, z czym też miał kłopoty, bo prowadzony był dwujęzycznie. Ma 6 lat i wszystko mu się układa jak należy w łepetynie. Piszę o nim, bo to dowód, ze dziecko w tym wielu bardzo szybko przyswaja i należy to wykorzystać.

      Na ten potencjał rozwojowy należy zwrócić uwagę i go wykorzystywać. Dlatego dziecko powinno jak najwcześniej zostać objęte odpowiednią edukacją. Ponieważ większość rodziców o to nie dba, nakłada się obowiązek. Rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy, że odraczanie dziecka wcale mu nie poprawi sytuacji rozwojowej, a czasem "opóźni".
      Nie rozumiem, dlaczego ministrowie oświaty Twojego, naszego kraju, nie korzystają z wyników badań psychologów oraz pedagogów. Jest udowodnione, że im wcześniej dziecko ( w normie) rozpoczyna edukację, tym większe szanse ma później. Dziecko powinno ćwiczyć umysł, doskonalić nawyki, łapać umiejętności przydatne w życiu społecznym- tego nie każdy rodzic nauczy, natomiast nauczyciel-tak.I to są badania już z II połowy XX wieku, a tu ciągle opóźnienia i opóźnienia

      Usuń
  6. Najwyższy czas powiedzieć sobie prawdę w oczy -spora część naszego społeczeństwa jest, jak dla mnie, dość dziwna.To jest ta część nastawiona wielce roszczeniowo -"nam się należy", "jestem tego warta", "państwo musi mi dać". Sami od siebie niczego nie wymagają - dzieci nie wychowują bo to niemodne dziś- dziś kobieta musi się spełniać zawodowo, nawet jeśli jest głupia bardziej niż ustawa to przewiduje. Od końca lat osiemdziesiątych obserwuję, że dzisiejsze maluchy (te wiekowo przedszkolne) są znacznie mądrzejsze i bystrzejsze od swych rówieśników z lat 60' i 70'. Gdy wpadam w zachwyt nad własnymi wnukami córka mnie mityguje- tak samo zdolnych dzieci jak oni jest
    naprawdę sporo.Część rozwija się znacznie lepiej już choćby dlatego, że geny ich rodziców są "odległe", inne dlatego, że od pieluch są wychowywane dwujęzykowo. Poza tym
    trzeba uwzględnić fakt, że dzieci już w bardzo wczesnym wieku są "bombardowane" różnymi informacjami.Co do owego długotrwałego używania pampersów: pediatrzy zza Odry są zdania, że dziecko ma prawo korzystać z pampersa do 3 roku życia włącznie, bo dopiero wtedy zdaje sobie ono sprawę z tego, że przyciska go potrzeba fizjologiczna i
    trzeba ją zgłosić. Poza tym są zdania, że sadzanie dziecka na nocnik zbyt wcześnie powoduje skłonność do hemoroidów w przyszłości.
    Jak wiesz, mój Krasnal poszedł do szkoły kilka miesięcy przed ukończeniem 6 roku życia i nie zauważyłam by to go w jakiś sposób skrzywdziło. nie jest z tego powodu pozbawiony w jakikolwiek sposób dzieciństwa, na świeżym powietrzu przebywa znacznie więcej czasu niż polskie dzieci, a w szkole nikomu nie wadzi, że będąc administracyjnie
    w II klasie chodzi na część zajęć do kl.III i do IV.
    Wiem, że nasze programy szkolne są zbyt ambitne i zawsze mnie śmieszy, że w krajach, gdzie są one mniej ambitne jest znacznie więcej osiągnięć naukowych w różnych dziedzinach.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tyłu- nasze programy w nauczaniu początkowym nie są ambitne. Dopiero w gimnazjum zaczyna się jazda.
      Podstawa Programowa do nauczania początkowego zakłada, że nabywanie mnóstwa kompetencji, które ma mieć uczeń po skończeniu edukacji na tym szczeblu, jest rozłożone na trzy lata. To od nauczyciele zależy, jak to rozłoży. A ponieważ, lepiej pracuje się z dzieckiem, które szybko potrafi czytać i pisać, dlatego wielu nauczycieli goni z nauką literek, co jest błędem, bo nie ma czasu na utrwalanie. To nauczyciele są nadambitni. Długi czas prowadziłam ćwiczenia z metodyki nauczania polskiego w 1-3 i tłukłam do głowy studentom, że pospiech jest dobry podczas łapania pcheł, ale nie w nauczaniu początkowym. Ma czas 3 lata na wszystko. Lepiej utrwalić dobrze, niż lecieć z programem. Skarżono mi się, że czasem wymusza dyrektor, czasem metodyk(?), żeby program w taki, a nie inny sposób realizować, co dla mnie dziwne, bo to sam nauczyciel i tylko on ma prawo decydować, jak sobie treści rozłożyć do realizacji w czasie.

      Z tymi pampersami wprawiłaś mnie w stupor. Hemoroidy? Wczesne sadzanie na nocnik złe? A mnie wie wydawało, że to jest kształcenie nawyków higienicznych, w chodzące w zakres wychowania. Pampersy to zło konieczne. Faktycznie-"sucha pupa' może sobie w pampersie chodzić i do 5tego roku życia. Może ja miałam cudowne dzieci, ale one sygnalizowały potrzebę po ukończeniu 1roku życia a na pewno mając 2 latka wiedziały, że trzeba na nocnik- bez pampersa i pieluchy.

      Czytam uważnie wszystkie Twoje wpisy na temat wnuków i ich kariery szkolnej. bardzo mi się to podoba. A najbardziej Twoja, bardzo rozsądna, córka:)

      Usuń
    2. Fakt, rozsądna to ona jest,nawet mnie w tym przerasta, co czasem sprawia wrażenie, że jest zupełnie wyprana z emocji.To trochę nietypowe jak dla dziewczyny spod znaku Raka. Gdy była małym dzieckiem miała tylko dwa stany emocjonalne- albo łzy jak z deszczownicy albo uśmiech od ucha do ucha- żadnego marudzenia. I niemal od pieluch dobrze wiedziała co chce, ale można było z nią podyskutować i w drodze pertraktacji coś zmienić, o ile ją to przekonało.
      Jakoś automatycznie staram się w swoich wnukach odnalezć cechy i talenty rodzinne. Mam wrażenie, że starszy więcej cech ma po swym ojcu, młodszy raczej bardziej podobny do niej.
      Co do tych pampersów - mnie też zatkało gdy się o tym dowiedziałam, zwłaszcza, że moja była wcześnie "torturowana" nocniczkiem. I w ogóle wiele metod obsługi niemowląt zza miedzy wbijało mnie w ziemię.Ale jak widać jakoś im to na zdrowie wyszło.Natomiast wciąż mnie zachwycają ich metody wychowawcze , choćby to, że pierwszoklasiści mają swych "opiekunów" z kl.II i III. Te starsze dzieci cały rok dbają o tego pierwszaka, pomagają mu w wielu sprawach, pilnują by młody zjadł drugie śniadanie i by poszedł na obiad, jeśli jada w szkole. A gdy po dziecko przychodzi rodzic, to sprawdzają, czy dziecko wzięło ze szkoły wszystkie swoje rzeczy. Podoba mi się i to, że każda szkoła ma własny plac zabaw z "przyrządami",podwórko do wybiegania się i że dzieci spędzają dużo czasu na dworze. Te, które są na świetlicy nie odrabiają tam lekcji, lekcje należy odrabiać w domu, chociażby tylko po to, by rodzice interesowali się nauką dziecka. No i żeby nabrały nawyku uczenia się też poza szkołą. Starszy w godzinach "świetlicowych" jest zabierany na prywatne lekcje muzyki, (nauczycielka mieszka w budynku przylegającym do szkoły,więc po lekcji wraca na świetlicę) podobnie jest z angielskim, który też jest prywatnie.On od żłobka miał angielski- jedna z opiekunek żłobkowych mówiła do nich tylko po angielsku. Piątek w ich szkole jest "dniem sportu", dzieci są wiezione autokarem na basen i trenują odpowiednio do swych umiejętności, bo część, tak jak nasz, już w niemowlęctwie była pławiona w basenie.
      Ale wiesz co- bardzo się cieszę,że już nie muszę opiekować się jakimiś maluchami;))))

      Usuń
    3. No właśnie, piszesz o tych wspaniałych"dodatkach" do edukacji maluchów. Na to teraz powinno się u nas nacisk położyć, a nie na manewrowanie wiekiem przy podejmowaniu nauki. Bardzo przydałaby się opiekunka-pomoc nauczyciela w klasach 1 i 2. Przecież tych zwalnianych nauczycieli można byłoby delegować do takiej pracy- na zmianę ze względów ambicjonalnych. W 1 klasie jedna, w drugiej druga jako pomoc. W świetlicach też jest mało nauczycieli- mogłoby dwóch prowadzić zajęcia w tych samych godzinach- jeden na dworze, drugi w pomieszczeniu.jest tyle fajnych pomysłów , ale niestety, pewnie kasa nie puszcza.

      Naprawdę, nikt nie zmuszał rodzica do posłania dziecka do szkoły w wieku 6 lat, kiedy było ono do tego niedojrzałe. Przepis stanowił tak, ale były możliwości, żeby dać dziecku szansę.
      Problem w tym, że albo rodzice nie czytają dokładnie przepisów, albo są nadmiernie opiekuńczy, albo odwrotnie, rzucają dziecko na głęboką wodę mimo, że jest do tego niedojrzałe. Myślę, że to właśnie ci rodzice są teraz niezadowoleni i są przeciwni albo w tę (6 lat) albo w tę(7lat) stronę.

      Zastanawiający jest ciągle fakt nieprzejmowania się przez kolejnych ministrów opiniami psychologów i pedagogów. O tym, że 6latki gotowe są do podjęcia nauki pisano już pod koniec XX wieku-na podstawie solidnych badań.

      I jeszcze jedno- w Polsce jest mnóstwo wspaniałych szkół , mnóstwo wspaniałych nauczyciel, ale o nich się nie pisze. Najczęściej o szkole i nauczycielach pisze się wtedy, kiedy są nieprawidłowości, a najlepiej jak jest to bardzo sensacyjne.
      Wystarczy wejść na strony szkół-tam dopiero widać ile fajnych,interesujących rzeczy się w nich dzieje.

      Usuń
  7. patrząc z pozycji czystego laika i odkładając na bok /być może niesłusznie/ kwestie polityczne, ideologiczne itp. wydaje mi się, że błąd popełniono wcześniej uchwalając obowiązek /OBOWIĄZEK/ szkolny dla sześciolatków... przedtem obowiązek był dla siedmiolatków, zaś sześciolatki szły ewentualnie z woli i rodziców i pozytywnego wyniku konsultacji psychologa... praktyka jeszcze z czasów peerelu... czy nie wystarczyło po prostu poluzować te wymagania i pozostawić rodzicom decyzję, kiedy dzieciak ma iść do szkoły, w wieku lat sześciu lub siedmiu, do uznania, do wolnego wyboru... wilk byłby syty, owca cała, nie byłoby zamieszania wtedy, nie byłoby teraz... podkreślam, że ja się na tym nie znam, ale tak na mój mały rozumek /w tym temacie/ to byłoby rozwiązanie eleganckie, piękne w swojej prostocie...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązek był formalny-rodzic miał wybór. I z tego wyboru wielu rodziców skorzystało- odroczyło swoje dziecko na podstawie opinii z poradni. Teraz też tak można, ale w drugą stronę- musi być opinia poradni o dojrzałości do podjęcia nauki w 6 roku życia. To jest powrót do czasów sprzed reformy Kluzik-Rostkowskiej. W sumie zawsze rodzic mógł decydować. Obowiązek jest dlatego, że są rodzice (i wcale ich nie jest mało), którzy gdyby nie było obowiązku, to przesuwaliby i przesuwaliby decyzję o posłaniu dziecka do szkoły, i są rodzice, którzy często zostawiają dzieci w domu nie realizując przepisu o obowiązku szkolnym ( najczęściej patologie).
      Słowo"obowiązek" może nas denerwować, ale w zasadzie wszystkie przepisy są "przymusem" do ich wypełniania.
      I jeszcze inaczej- w oświacie, w nauczaniu musi być określona cezura, bo inaczej byłby bałagan. I spójrz, właśnie taki bałagan wprowadza Zawadzka, pozwalając na powtarzanie, odraczanie. W rezultacie zawsze w klasach będą dzieci z różnych roczników i to nie sprzyja nauczaniu na tym szczeblu.

      Przeceniasz rodziców- nie ściemniam. Jest mnóstwo rodziców, którzy znają swoje dziecko i podejmują rozsądny wybór, ale jest mnóstwo rodziców, którzy ulegają różnym presjom i podejmują głupie decyzje, szkodzące ich dziecku.

      Możemy się buntować jednak oświata to nie jest miejsce, gdzie wszędzie można pozostawiać wolny wybór rodzicom.
      Dam Ci przykład dotyczący wychowania- było kiedyś takie piękne hasło:"Szkoła uczy i wychowuje". To miało być na zasadzie- rodzice wychowują, ale szkoła mocno ich w tym wspiera. Porobiło się. Rodzice poczuli się zwolnieni z wychowywania, no bo skoro szkoła to też robi...Popytaj starych nauczycieli, to powiedzą Ci, jak to wtedy funkcjonowało i popytaj młodych nauczycieli, jacy teraz są rodzice. Oczywiście bez generalizowania.

      Usuń
  8. Kurcze, sory, wszystkie zdania, gdzie zaczynam małą literą, powinny być zaczynane dużą- tra tak na wsiatkij słuczaj mówię, gdyby znowu jakiś gnom chciał mi "zwrócić uwagę".

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam za sobą również przeszłość nauczycielskąą (1972 - 1993). Moje młodsze siostry Hania (61) i Izunia (48) też dają ciała... pedagogicznego! Pierwsza ukończyła pedagogikę wczesnoszkolną i z powodów rodzinnych przerwała otwarty przewód doktorski. Druga posiada niemieckie magisterium z pedagogiki społecznej i zajmuje sie terapią osób niepełnosprawnych intelektualnie. Obie mają taki sam jak Ty i niżej podpisany poglad na edukacje sześciolatków!
    Niekompetencja, arogancja pisowych tandeciarzy, i to w tak drazlwej dziedzinie staje się już toksyczna, przynajmniej dla mnie, a nie mam pojęcia o jakimkolwiek antidotum!
    buźki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się wzmocniona, bo po wypowiedziach propisowców to czasem wydaje mi się, że te wszystkie psychologie rozwojowe czytałam we śnie.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.