sobota, 6 lutego 2016

Maszyna, pokrowiec i dalsza część o wredzie

Mam doła z wiadomej przyczyny. Mam doła i doła „leczę” szyciem. Pozbierałam większość haftów co to niewiadoimocoznimizrobić i uszyłam ubranko dla maszyny. Cudna ona jest, szyje rewelacyjnie, znosi mój brak profesjonalizmu w tym zakresie, dlatego należy jej się coś więcej niż brzydki, nieszczelny plastikowy pokrowiec. Zgodnie z moim niespokojnym duchem, zrobiłam „szaleństwo”. Miejscami niedoskonałe, ale moje własne:)
 Trochę za duży. Z drugiej strony, bardziej zabezpiecza dół maszyny przed kurzem.
 Do uszycia szerszych boków wykorzystałam chusteczki do nosa, zalegające w szafce chyba od stu lat i czekające na szyciowe zmiłowanie. Nad drzewem jakaś zapomniana pszczoła krzyżykowa. Coś zaczynałam i poszło na długo w kąt. teraz wpasowało się w patchwork. Na dole listwa w ptaszki odcięta od ekstra materiału, który sprzedająca w internetowym sklepie tak odcięła, że i z góry i z dołu brakowało do pełnego wzory po 1 centymetrze. 
 Baletnice ozdobiły pokrowiec. Miała być seria baletniczek, ale odrzuca mnie od haftu krzyżykowego.
 Góra z materiału imitującego patchwork.

 Każdy bok ma na dole wszyty pasek ze scenkami. A 'propos materiałów kupowanych w sklepach internetowych- są często tak cięte, że trzeba mocno się nagimnastykować, żeby pełny wzór odzyskać. Jeżeli są pasy, to często wszycie takiego paska (szew) zabiera cześć wzoru np, ucina nogi misiom.
 W środku podszewka. Całość wykończona lamówką, której wszycie dało mi nieźle popalić, bo trochę za wąska była.

Historia z panem Franciszkiem, chamidłem, które nam robiło kanalizację w domu, miała swój dalszy ciąg.
W zasadzie to nie jego dotyczy dalszy ciąg, ale niewątpliwie on na zakończenie mocno wpłynął. Jak napisałam, ostatni dzień remontu zakończył się awanturą. Nasz „fachowiec” naciągnął nas na zapłacenie półtora dniówki, której nie zaliczył i dotychczas nie rozliczył się z materiału, za który zapłaciliśmy. W ogóle się nie pokazał. I jak pisałam, zagroził mi, że powie dekarzowi, jaka to ja jestem wredna baba i niech on u nas roboty nie bierze. Dobra- pomyślałam wtedy- Chyba ten dekarz nie jest idiotą i chyba mu na robocie zależy. Zadzwoniłam do niego, tydzień po rozstaniu się z panem Franciszkiem, z pytaniem, czy już zrobił kosztorys. Pan powiedział, że jeszcze nie i żebym zadzwoniła za tydzień. Nie zdzwoniłam, bo były święta- nie chciałam mu głowy zawracać. Zadzwoniłam zaraz po świętach- przeprosił, nie zrobił, bo miał pogrzeb w rodzinie, ale już się zabiera i za dwa dni zadzwoni, a jak nie, to ja mam się przypomnieć. Zadzwoniłam raz- nikt telefonu nie odbiera, zadzwoniłam następnego dnia- to samo. Potem u nas był pogrzeb. Potem napisałam SMSa z pytaniem o kosztorys i prośbą, o informację, czy podejmuje się pracy, bo jak nie, to niech mi to napisze. Cisza. Ani telefonu, ani odpowiedzi na SMSa. W zeszłym tygodniu doszliśmy do wniosku, że teraz już jest czas na załatwienie sprawy. Wzięłam komórkę i dzwonię. O dziwo, facet od razu odbiera
-Dzień dobry, ja w sprawie remontu dachu- mówię ucieszona, że facet w końcu odebrał.
-Halo… halo… słabo panią słyszę.
- Dzwonię w sprawie kosztorysu dachu w…., ja zaraz poszukam lepszego miejsca. Halo, słyszy mnie pan?- zrywam się z wersalki i lecą do miejsca, gdzie zawsze jest zasięg- Halo, słyszy mnie pan….?-pip,pip,pip połączenie przerwane. Odczekuję 5 minut i próbuję dodzwonić się do naszego milusińskiego. Miła pani informuje, że abonent czasowo niedostępny. Po kilku takich próbach doszliśmy do wniosków takich:
1. Kiedy dzwoniłam z domowego przez półtora miesiąca, pan nie odbierał- miał tylko numer domowego.
2. Zadzwoniłam z komóry i pan „wpadł”, widocznie SMSa na szybko nie skojarzył z numerem komóry.
3. Skurczypapuć, wreda kanalizacyjna, jednak zrobiła złą robotę. Pewnie naopowiadał cudów niewidów i dekarz mu uwierzył. Musiało się to stać po świętach.
4. Jeżeli dekarz jest podatny na teksty oczerniające przyszłych klientów, to znaczy, że nie warto z nim współpracować. Jego strata, bo mógł nieźle zarobić.

Poszukałam w Internecie- znalazłam 13 firm dekarskich w powiecie. Zadzwoniłam do pierwszej z brzegu i po dwóch godzinach mieliśmy dekarza na placu. Bez fochów, bez szumu. On tu dwa lata temu dach oglądał, ale musieliśmy zrobić najpierw oczyszczalnię i sprawa dachu ucichła. A potem zapomnieliśmy o tym, że już był. Widać, co ma wisieć nie utonie, że tego akurat „wydzwoniłam”.

A pan Franciszek? Nadal nie potrafię uwierzyć, że chodzą po świecie takie mendy, które nie dość, że zdemolują pół domu, narobią fuszery, obrażą gospodarza w jego własnym domu, naciągną na pieniądze. To jeszcze oczerniają przed innymi. O dekarzu nie będę mówiła. Trudno, chciał uwierzyć, jego sprawa, ale ciekawa jestem ile „zamówień” stracił na takiej „wierze”. Poza tym, chyba lepiej, że tak się stało, bo jeżeli facet nie potrafił uczciwie napisać, że się nie podejmuje roboty (nawet bez rozmowy, tylko SMSem), to może nie warto było z nim się umawiać na naprawę dachu?



6 komentarzy:

  1. Strata Franciszka i jego kumpla od flaszki, nie ma sie czym przejmowac, bo dach i tak zostanie zrobiony.
    Pokrowiec, jak wszystko, co dotychczas stworzylas - to male arcydzielko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to kumpel od flaszki. Chyba nie, bo kupę młodszy i jest z Jehowych, a oni nie piją i raczej są porządni. Właśnie to mnie zastanowiło- co mu naopowiadała wreda, że dał się wypuścić. No chyba, ze to jakiś odszczepieniec.
      A w ogóle, to podkreślam- o jego wierze piszę tylko w kontekście tego, co mi wreda opowiadała, bo dla mnie to w ogóle nie odgrywa roli, czy wierzy, czy nie wierzy i jakiego jest wyznania.

      Usuń
  2. Ale się narobiłaś przy tym pokrowcu! Ale jest świetny!!!
    Wiesz, po doświadczeniach z tym Franiem to w życiu bym nie skorzystała z usług kogoś poleconego przez niego. Po prostu bałabym się, że będzie taki sam "fachman" jak Franio. Bo ludzie jednak w pewien sposób dobierają się do siebie i taki cham i krętacz z całą pewnością nie ma znajomych godnych polecenia.
    Też kiedyś nakupowałam chusteczek i - wyleciały na wieś z okazji remontu- nie doczekały się biedactwa obrębienia przeze mnie.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa dni (w podskokach) trwała produkcja.Potrzebuję chusteczki do innego projektu i okazuje się, że trudno kupić jakieś fajne. Z tym polecaniem to tak szybko się odbyło, ze nawet nie spostrzegliśmy się, kiedy facet był w ogrodzie. Wreda zadzwoniła i już był.Może faktycznie "swój swojego" polecał?

      Usuń
  3. Pewnie, że nie warto zadawać się z niesłownym gościem! Jego strata. Pokrowiec, obłędny, te szalone kolory, patrząc na nie, od razu weselej na duszy:)))
    Trzymaj się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Już jest inny i mam nadzieję, że teraz nie będzie problemów. Na zdjęciach pokrowiec wyszedł trochę mdławo. W oryginale jest faktycznie bardzo kolorowy.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.