poniedziałek, 27 czerwca 2016

Góra urodziła mysz

Tyle konsultacji, tyle jeżdżenia po całej Polsce, multum konferencji i co?
Mamy kolejną "dobrą zmianę", czyli powrót do przeszłości. Tyle szumu i nic nowego. Z małymi poprawkami wracamy do szkoły PRLu.
Nie potrafię tego skomentować.  A może nie mam już ochoty wypowiadać się na temat kolejnej reformy oświaty. W swojej pracy zawodowej przeżyłam 19 ministrów. Co minister to zmiany, nowości, kombinowanie jak nie tak, to siak i zawsze politycznie, i zawsze na zasadzie populistycznego "w trosce o dobro ucznia", a w rzeczywistości: "w trosce o oszczędności".
To nie jest dobra zmiana w oświacie. Kolejny raz dochodzę do wniosku, że niesprawiedliwy kop, który mnie wyautował z oświaty, okazał się w rezultacie kopem zbawiennym. 
Oto, co wyszykowała nowa, pyskata i arogancka minister oświaty

1. Osiem lat podstawówki 
Szefowa MEN powiedziała, że w klasach I-IV szkoły powszechnej będzie "poziom podstawowy", zaś w kasach V-VIII - "poziom gimnazjalny". Jednocześnie zapowiedziała, że w klasie IV pojawi się wprowadzenie do przedmiotów, mające złagodzić dotychczasowe bezpośrednie przechodzenie z edukacji wczesnoszkolnej do nauczania przedmiotowego. Przejście to ma złagodzić także to, że uczniowie IV klasy mają mieć tego samego wychowawcę, którego miały przez trzy pierwsze lata szkoły. 
2. Zmiany w szkołach średnich
 Po ośmiu latach nauki uczniowie będą mieli do wyboru czteroletnie liceum ogólnokształcące, pięcioletnie technikum lub dwustopniową szkołę branżową (która zastąpić ma dzisiejsze szkoły zawodowe). Pierwsze szkoły branżowe ruszą w 2017 r. 
3. Kiedy zmiany 
Pierwszy rocznik zostanie objęty nową podstawą programową w roku szkolnym 2017/2018. To uczniowie, którzy rozpoczną wtedy naukę w szkołach powszechnych, czyli tegoroczne sześciolatki oraz uczniowie, którzy powinni wówczas pójść do I klas gimnazjów (czyli ci, którzy w minionym roku chodzili do klas V szkół podstawowych), trafią oni do VII klas szkół powszechnych. 
Klasy VII będą mogły znajdować się albo w budynku gimnazjum, albo szkoły podstawowej. Docelowo klasy I-IV i V-VIII mają uczęszczać do tej samej szkoły. Uczniowie, którzy jesienią 2017 r. trafią do I i VII klasy szkół powszechnych, będą pierwszymi rocznikami, które będą uczyć się zgodnie z nową podstawa programową kształcenia ogólnego. Jednocześnie uczniowie pozostałych roczników będą kończyć rozpoczęty cykl nauczania w szkołach podstawowych i gimnazjach. W efekcie w roku szkolnym 2019/2020 do liceów, techników i szkół branżowych trafi podwójny rocznik uczniów, po VIII klasie szkoły powszechnej i III gimnazjum. Jak mówiła szefowa MEN, trwa dyskusja na temat egzaminów i podkreśliła, że nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie. W liceach – w okresie przejściowym, czyli do pojawienia się w 2019 r. pierwszych absolwentów szkół powszechnych - nauka będzie prowadzona według tzw. starej podstawy programowej, czyli tej, która obowiązywała przed 2012 r., wprowadzonej przez Katarzynę Hall."


PS. Kończyłam ósmą klasę, zaliczyłam 4letnie liceum. Uważam, że ten system był dobry. I nadal twierdzę, że jest dobry, ale... na litość boską, dlaczego co dwa lata miesza się w tej oświacie? Jeżeli uznano, że system działający w PRLu był niedobry, były poważne przesłanki do jego zmiany i wprowadzono inny, to należało ten nowy/obecny doskonalić, a nie z powrotem przewracać całej społeczności szkolnej świat do góry nogami. I to w takim ekspresowym tempie. Wiadomo, co po nagle, to po diable i tempo wprowadzania może zaważyć, po raz kolejny, na jakości i dopracowaniu całej sprawy.
Mam wrażenie, że to chodzi li tylko o to, że w Polsce pisowskiej nie może nic istnieć, co było w Polsce POwskiej. Wszystko na zasadzie zrównać z ziemią, a potem choćby potop.



39 komentarzy:

  1. Odejdzie pis (w zapomnienie), nadejdzie inna formacja i znow beda nowe dobre zmiany. Nie dlatego, ze stare byly zle, ale zeby zatrzec pamiec po poprzedniej ekipie. Radzilabym za bardzo sie nie przyzwyczajac do nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to już nie dotyczy. Nawet moich dzieci. Jeden wnuk zalicza szkołę brytyjską, a te, które ewentualnie się zjawia, może już na lepsze czasy trafią:)
      Współczuję wszystkim, którzy teraz będą zmagali się z tą nową reformą, bo nic nie jest porządnie dopracowane. Tylko pomysł i daty wdrażania podano.

      Usuń
  2. W moim odczucie są dwie przyczyny tej zmiany. Pierwsza wiąże się z ambicjami Pani minister Anny Zalewskiej. Bez względu na ocenę tej „reformy” jej nazwisko na dłużej utrwali się w oświacie. Druga potwierdza przypuszczenia, że PiS, mimo umieszczenia jej po stronie konserwatyzmu, najbliżej do (post)komunistycznej lewicy i w ogóle o tęsknotę za takim światem chodzi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po raz pierwszy jesteśmy tego samego zdania:):):)

      Usuń
  3. ten "gimnazjalny" poziom klas "V - VII" brzmi intrygująco, ale chyba pojąłem, co wykoncypowała pani minister /może powinno być "pani ministra", ale chyba czułaby się urażona takim "genderowym" określeniem?/... chodziło o poziom najważniejszego przedmiotu w szkole państwowej, czyli lekcji religii /tej najsłuszniejszej, rzecz jasna/... program 9-letni /6 + 3/ wciśnie się w 8 lat... co to oznacza?... to oznacza większą ilość godzin... ponieważ niektórzy nauczyciele żywią obawy, czy nie stracą pracy, to katecheci akurat mogą być spokojni, nawet nie jest wykluczone, że miejsc pracy dla nich przybędzie...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczyna się oświatowy horror. Nie jest określone co z rocznikami idącymi teraz do I klasy podstawówki-spotykają się 6,7 i 8latki w jednej klasie. nie ma podstawy programowej do żadnego etapu. Bazuje się na kolejnych starych. Podręczniki są ministerialne i z wydawnictw zaakceptowanych przez RR szkoły. Nie ma siatek godzin- wydaje mi się, że trzeba stworzyć nowe dopasowane do reformy.

      Ta baba chyba nie zdaje sobie sprawy, z ilu elementów składa się cały system. A tego nie da się w biegu poskładać.
      Z tymi katechetami może być tak, jak piszesz.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. tak poważniej, to poprzedni system 8 + 4 uważam za lepszy, więc powrót do niego mi nie przeszkadza... jedyny problem w tym, kto się do tego zabiera i jak...
      natomiast co do owej religii i katechetów, to wcale nie jest żart... już gdy obecną ministrę powołano do rządu wiadomo było, że wzmocni to i utrwali władzę klechów nad szkołą publiczną /państwową/...

      Usuń
    4. 8+4 nie jest złe, ale nie ma programów nauczania dla poszczególnych szczebli. Poza tym, co z budynkami? Co z całym zapleczem?
      I jeszcze jedno- zwolniono mnóstwo nauczyciele a ta baba kłamie, że na reformie żaden nauczyciel nie straci.
      Ano nie straci, bo już stracili pracę. Nauczyciel dostaje wypowiedzenie w maju (3 miesiące do września. Obłuda i zakłamanie.
      Celowo to zostało przemilczane, a społeczeństwo nie orientuje się w takich niuansach.

      Usuń
  4. Jak to fajnie, że mi to zwisa i powiewa- moje wnuki nie chodzą tu do szkoły.Ja chodziłam do szkoły podstawowej 7 letniej, potem 4 lata liceum. Moje dziecko -8 klas podstawówki, 4 lata liceum.
    Z własnego podwórka wiem (jeszcze pamiętam), że w podstawówce podręczniki były takie, że w razie nieobecności w szkole wszystkiego można się było nauczyć z podręcznika. Gdy moja chodziła do szkoły to podręczniki nadawały się co najwyżej jako rozpałka do ogniska, bo niczego z nich się nie można było nauczyć.
    Pani minister od edukacji jest rodem z Tomaszowa Mazowieckiego i w moim odczuciu to wszystko tłumaczy.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzowałam podręczniki do I-III i wypisywałam często całe multum uwag do korekty. Podręcznik zostawał zatwierdzony przez MEN, a po wydruku okazywało się, że moje uwagi pominięto.
      Uczyłam z różnych podręczników. trudno było wybrać dobry. W jednym były fajne treści, ale cała reszta do niczego, w innym odwrotnie. Tak naprawdę, to podręcznik jest tylko narzędziem dydaktycznym. Można uczyć bez podręcznika i też będzie jak trzeba. Wszystko zależy od umiejętności i inwencji nauczyciela. Niestety, był taki okres, kiedy na potęgę zaczęto drukować różnego rodzaju "ściągi' "opracowania"-tworzono łatwiznę dla uczniów i nauczycieli. Zaczęto drukować kupę zeszytów ćwiczeń, w których wypełniano, domalowywano, wklejano... no i mamy teraz "bezradnych" nauczycieli i nie myślących uczniów oraz studentów, którzy nagminnie stosują zasadzę:kopiuj-wklej, pisząc prace dyplomowe.
      Ciągle zastanawiam się, dlaczego ministrem oświaty nie zostanie ktoś, kto zęby zjadł w praktyce w szkolnictwie, a nie nauczycielka z przypadku.

      Usuń
    2. Jaskółko - bardzo mądrze to nazwałaś, w samo sedno i po imieniu. Zaczyna się rzeczywiście dziwne pokolenie i to pokolenie pewnie następne będzie na swoja modlę układało ... i nikomun nie bęzie wkrótce potrzebna prawdziwa Pani od polskiego albo Pan od matematyki ... królowa nauk pójdzie do świata gdzie królują rachunki a poezja zamknie się w domu ze strachu, że ją zamkną w domu dla dziwnych osób ...

      Usuń
    3. Ostatnio czytałam komentarz, że ktoś dla kogoś jest autorytetem. Pomijam już to, że osoba, która rzekomo była autorytetem, mnie raczej z nim się nie kojarzy, ale właśnie odbywa się proces zanikania autorytetów.
      Dla dziecka pierwszymi autorytetami są rodzice, a zaraz potem pani w przedszkolu i nauczyciel w szkole. Kidy kończyłam karierę w szkole, pojawiło się pokolenie rodziców roszczeniowych. To pociągnęło zjawisko lekceważenia nauczycieli przez uczniów. Z tego, co czytam i co słyszę, zjawisko to nasila się. Minister oświaty swym zachowaniem jeszcze bardziej utwierdza rodziców i uczniów w roszczeniowym i lekceważącym stosunku do nauczycieli.
      Szkoda, że rodzice jeszcze nie widzią, iż i oni są lekceważeni. Kto tak traktowany, sfrustrowany- mówię o nauczycielach i pewnie rodziców to również dotyczy- będzie autorytetem?
      Nie ma już pani w klasie 1, która przytuli, pocieszy, nie ma już pani od przyrody, która wprowadzała w świat roślin i zwierząt, nie ma już pani od polskiego, która czytała legendy, nie ma już pana od w-fu, w którego wyczyny na koźle uczniowie patrzyli z zachwytem. Wieczny galop w dydaktyce, brak odpowiedniego systemu nagród i kar, komputery, które wyparły kontakt bezpośredni i rozleniwiają umysłowo, brak funduszy na dodatkowe zajęcia, wycieczki, zaostrzenie przepisów bezpieczeństwa, coraz dziwniejsze wymagania względem nauczycieli....to wszystko spłyca proces dydaktyczno-wychowawczy i prowadza całość do "chodzenia do szkoły".

      I mam wrażenie że nie przesadzam- patrzyłam na przychodzących młodych nauczycieli, których trzeba było wręcz zmuszać, by zainteresowali się czymś więcej, związanym z życiem szkoły, a nie tylko lekcją w klasie (tacy, co po ostatniej swojej lekcji wsadzali dziennik do przegródki i od razu szli do domu)
      A gdzieś tam jeszcze tkwi we mnie świadomość, że jest spora grupa nauczycieli, dających z siebie wszystko, mimo tych wszystkich przeciwności. I to ich zasługa, że ta nasza oświata jeszcze się nie zawaliła. Ciekawa jestem, co będzie we wrześniu.

      Usuń
  5. A mi, niestety, nie zwisa i nie powiewa. Też "zaliczyłam" wielu ministrów i wydawało mi się, że już gorszego niż ten, który aktualnie panował, być nie może. Jeśli pani ministra jest stęskniona zmian, to niech sobie mieszkanie przemaluje. Mam 31 lat pracy przy tablicy i już nawet zębami nie mogę zgrzytać.W oświacie panuje chaos i biurokracja, czy nas stać na tak drastyczne zmiany? Kto za to zapłaci? Tak sobie tylko pytam rozgoryczona, bo przecież wszyscy wiemy kto. I zastanawiam się, jak, jako 64 letnia nauczycielka,będę skakać na balu z moimi uczniami (kl. I-III)? A jeśli zlikwidują, albo wydłużą czas pracy do emerytury, to co? "Zejdę" pod tablicą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci współczuję, bo teraz to się zacznie jazda. No i jeszcze majstrowanie przy Karcie Nauczyciela.
      Poza tym, bardzo trudno jest się nauczycielowi z wieloletnim stażem przekwalifikować. A jak już znajdzie branżę, to trudno o pracę. To tak w wypadku zwolnień. Do tego dochodzi podejście społeczeństwa do nauczycieli.
      Ja jeszcze dobrze nie skończę informacji, że jestem nauczycielem, a już widzę grymas na twarzy, politowanie i przekąs- no tak nauczycielka... w domyśle, że to wreda, zarozumialec itp.

      Usuń
    2. ...i leń, bo w pracy nic nie robi, uczniowie muszą brać korepetycje i jeszcze te długie wakacje...W ramach "dobrej zmiany" w mojej szkole wygrała konkurs na dyrektora pani wywodząca się z grupy bardzo roszczeniowych rodziców, którym wręczono cały bukiet uprawnień podpartych nowymi przepisami.

      Usuń
    3. Nie znam tych 'drobnych" przepisów. Pracę w podstawowej zakończyłam we wrześniu 2006 roku. Jednak z całą odpowiedzialnością za słowo stwierdzam, że przez dwa lata dyrektorowania myślałam, że nie przebrnę przez te zwały papierów i codziennie nowych przepisów. Już wtedy było to trudne do ogarnięcia. A nauczyciele pisali na okrągło jakieś sprawozdania, raporty i to nie był mój wymysł, a zalecenia odgórne. No i te teczki awansowe.
      Na temat wymiaru godzin i wakacji nauczycielskich też się ludziom nagadałam. Z marnym skutkiem, bo oni wiedzą lepiej. Dwa pierwsze tygodnie wakacji to sprzątanie po roku szkolnym, konferencje, planowanie na nowy rok. Dwa ostatnie tygodnie wakacji to konferencje, układanie planów, pisanie rozkładów, przygotowywanie klas , dopinanie wszystkiego przed nowym rokiem.
      Na nic nie miałam czasu. I jako nauczyciel, i jako dyrektor. W tym ostatnim przypadku wakacji miałam dwa tygodnie, bo doszły remonty.
      No i układy, układziki, koterie, atmosfera w szkole. Najczęściej do ......

      Usuń
  6. To prawda, że już się nawet komentować nie chce
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to ja mam chaos w głowie. Nie potrafię sobie wyobrazić tej reformy i naprawdę jestem ogromnie zadowolona, że mnie to już nie dotyczy. Ale przekonanie, że to narobi wiele szkód wywołuje we mnie bezsilność i tak wielki dyskomfort, że nie potrafię spokojnie o tym myśleć.

      Usuń
  7. Witaj, Jaskółko.

    Współczuję wszystkim, których to będzie dotyczyć. Nie chce mi się nawet tego bajzla komentować. Zresztą - wszystko zostało powiedziane powyżej. Zmienili dobry ośmioklasowy system na sześcio- i trzyletnie badziewie tylko po to, by po paru latach znowu wszystko wywracać do góry nogami. Może jeszcze doczekamy zmiany skali ocen na np. dziesięciostopniową. No bo czemu - taka mać - nie?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogłoszono po rozpoczęciu wakacji. Cwane- nauczyciele nie będą protestować, bo są wakacje.
      Nie wiadomo, bo te oceny ciągle się zmieniają. Ciekawe, czy 6 wywalą, wszak za PRLu nie było takiej oceny.

      Usuń
  8. @All...
    tak historycznie zapytam, kto wie, pamięta, jak to było z "dziesięciolatką"?... mnie to już nie dotyczyło, ani się tym nie interesowałem, ale wiem, że coś takiego miało miejsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam. Miała wejść 10latka w latach 70tych, ale za bardzo kojarzyła się z systemem radzieckim. No to wymyślili, że dobrym będzie system wzorowany na przedwojennym polskim. Stąd gimnazjum, a potem liceum. na początku był pomysł małej matury po gimnazjum, tak, jak przed wojna, ale zaniechano go. Tworzeniu gimnazjum towarzyszyła swoista histeria, że koniecznie musi ono być w osobnym budynku, no w ostateczności powinno mieć odrębne wejście. A w ogóle to wszystkie "szczeble" nauczania miały być oddzielone. Tym sposobem "ubito' niejako naturalne wychowanie w środowisku szkolnym, gdzie są różne roczniki.

      A 10 latka nie była takim złym pomysłem.Po niej miały być 2 letnie szkoły-zawodowa i ogólna, przygotowująca do studiów. To się nie udało, ale powołano wtedy zbiorcze szkoły gminne itd.

      Usuń
  9. Mój niespełna sześcioletni wnuk pobije rekord swoich wujków, bo jeszcze tak na dobre nie zaczął, a już zaliczy dwie reformy.
    Podejrzewam, duży opór nauczycieli i jeszcze większy bałagan we wrześniu, ale najważniejsze, że prezesa sen o powrocie PRL się spełnia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, teraz wykiwano nauczycieli i ogłoszono reformę 4 dni po zakończeniu roku szkolnego. W maju dostało wymówienie mnóstwo nauczycieli. Chytre. Gdzie maj, a gdzie czerwiec. Kto ośmieli się powiązać te dwie sprawy?
      Myślę, że jeszcze dużo przed nami, jeżeli chodzi o to co się będzie działo w związku z reformą.

      Usuń
  10. Ha, niestety, to nie tylko polski sposób macenia w oswiacie. W "moim grajdolku" dwa lata temu wprowadzono egzaminy w 4, 6 e 9 klasie, a w tym roku wlasnie sie konczy wprowadzanie "nowej" podstawy programowej. Minister, który sie wlasnie dorwal do koryta, zlikwidowal examiny dla klas 4 e 6 jakies dwa miesiace przed ich realizacja. Tydzien temu dowiedzielismy sie, ze od przyszlego roku mamy obowiazkowe examiny diagnostyczne z róznych przedmiotów w klasach 3, 5 e 8. Zmienic sie ma tez podstawa programowa i cala organizacja dotychczasowego modelu. Dotad bylo, w nauczaniu podastawowym 4+2+3 (tzw. 1º, 2º e 3º cykl), a pózniej 3 lata liceum. A co teraz wymysla, tego jeszcze nikt nie wie. W sumie, co 4 lata, jesli nie krócej, wyrzuca sie w bloto, to co zrobili poprzednicy, bo musza wykazac, ze za cos ta forse biora. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te egzaminy po poszczególnych etapach to jeszcze rozumiem, tzn. rozumiem idę sprawdzania osiągnięć uczniów, ale przeciwna jestem egzaminom w dosłownym sensie po 1 i 2 etapie. U nas dobrze sprawdzał się egzamin do szkoły średniej, po podstawowej 8 letniej (stary PRLowski system. Ale do ma być egzamin "do szkoły" (przeprowadzony w szkole średniej), a nie "po szkole". Taki egzamin "do szkoły" ukierunkowuje przygotowanie się ucznia. Skrytykowano to, ze nie daje uczniom, szans. No i stało się modne hasło"wyrównywanie szans". Tylko, ze nie na tym rzecz polega, żeby znieść egzamin do elitarnych szkół, a na ogólnodostępnej oświacie i porządnym wyposażeniu szkół, porządnym wykształceniu nauczycieli i porządnym udostępnieniu różnych zajęć po nauce.
      A u nas "wyrównano szanse" obniżając wymagania. Miałam studentów, którzy powinni ukończyć naukę najwyżej na gimnazjum z powodu, nazwijmy to delikatnie, niezbyt lotnego umysłu, a co za tym idzie, bardzo skromniutkiej wiedzy.
      kto powiedział, ze wszyscy muszą kończyć studia? Kto powiedział, że wszyscy muszą mieć maturę? Wystarczy uzupełnić treści z przedmiotów humanistycznych w zawodowych i technikach.
      Teraz młody człowiek, który w naszej młodości ukończyłby ledwo zawodową i poszedłby pracować na taśmę, kończy licencjat i nie ma zamiaru fizycznie pracować, bo on ma studia. A że główka nie puszcz i inwencji oraz pomyślunku do pracy umysłowej brak, to siedzi na bezrobociu,ponieważ nikt go nie chce zatrudnić.
      Tak świat jest ułożony, że są elity intelektualne i są ludzie, którzy nie przeskoczą swojego umysłu, nadają się do pracy fizycznej. Oczywiście każdy człowiek i każda praca zasługuje na szacunek i w takim kontekście to mówię. Jednak nie należy na siłę robić z każdego ucznia "geniusza intelektualnego" z maturą.

      To wasz model jest taki, jak u nas teraz z małą różnicą na pierwszym szczeblu nauczania. u nas są w nim klasy I-III. czwarta klasa wchodzi w drugi szczebel nauczania.

      Usuń
  11. Też juz nie mam siły i nerwów komentować
    Nie rozumiem 4-letniego nauczania początkowego.
    Nie rozumiem dlaczego nowa reforma obejmie również dzieci idące od września do 6 klasy
    No, ale ja dużo rzeczy nie rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To 4 letnie nauczanie początkowe to tylko kwestia nazewnictwa, bo i tak się nie zmienia prawie nic. Wychowawczyni zostanie rok dłużej. To jednak nic nowego, bo kiedy chodziłam do podstawówki w takim właśnie systemie, też mieliśmy tę samą wychowawczynię aż do 4 klasy włącznie.
      Od czegoś trzeba zacząć, zaczęli od 6 klasy.
      Prawidłowy przebieg reformy to stopniowe wdrażanie począwszy od I klasy i po kolei każdy rocznik idzie nowym systemem, a stare kończą poprzedni system.

      Usuń
    2. Rozumiem, no u nas 3 lata było nauczanie początkowe.
      No właśnie dla mnie też prawidłowo byłoby od 1 klasy, no, ale ja się nie znam ;-)

      Usuń
    3. Znasz sie i prawidłowo odczytujesz. Nauczanie początkowe- edukacja wczesnoszkolna, nauczanie zintegrowane-jeden diabeł, jak zwał, tak zwał to były klasy 1-3. Do teraz. W nowej reformie maja to być klasy 1-4 i prawdopodobnie wprowadza się przedmioty, zamiast zintegrowanego. Tego nie jestem pewna. No i obowiązkowa zerówka dla 6 latków.
      Klasy 1-4 to poziom podstawowy
      klasy 5-8-poziom gimnazjalny
      potem 4 lata LO lub 5 lat technikum lub 3lata zawodówki I stopnia+ 2 lata zawodówki II stopnia kto chce mieć po niej maturę. Ta matura ma być łatwiejsza niż w LO itd.

      Usuń
  12. Witaj!

    Masz rację, że nie ma co komentować takich zmian. Podobne dotyczą podręczników szkolnych, co rok-dwa lata robi się rewolucję na skalę Polski w tym zakresie. I na logikę nikt (nawet sami twórcy zmian) chyba nie wie jak wyjaśnić takie działania.

    Przez jakieś dwa ostatnie tygodnie nie zajmowałem się za mocno tym co w polityce się dzieje, może poza Brexitem czy pomniejszymi sprawami. Skupiłem się na Euro 2016 bardziej. I nawet przegrana z Portugalią to jak dla mnie sukces. Bo nikt tak naprawdę nie wierzył w siłę tej kadry naszej.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała gra naszych w meczu z Portugalią. Nie ma co rozpaczać. Grali pięknie i drużyna jest dobra. A piłka to sport, w sporcie wygrywa lepszy:)
      O reformie chyba już wszystko powiedziałam:)

      Usuń
  13. To, że zamierzają powrócić do tego dawnego system to się nie dziwie .To wszystko zmierzało chyba do tego, aby było jak przed wojną, czyli po iluś tam latach zamierzano zlikwidować te gimnazja w małych miastach i wsiach i ograniczyć dostęp do nich. Ta zmiana tego systemu PRL na gimnazjum i liceum taki miała cel. Następna władza nie powróci już do etapu gimnazjów choćby chciała.
    Pytanie jest jedno czy oprócz formalnego powrotu do PRL to czy będą znowu te same PRLowskie programy nauczania, ten sam materiał i podobne książki, jakie były W PRL? Czy też program niewiele się zmieni tylko formalnie wrócą do starej podstawówki i liceum ?
    Myślę, że jeśli mają powrócić do programów szkolnych z PRL to ten program powinien obowiązywać osoby, które od samego początku będą szły tym programem a reszta, która zaczynała naukę w szkole Handkego powinien ich obowiązywać obecny program. Mi się wydaję, że tu powinny być programy przejściowe i powoli wracać do dawnych programów PRLowskich .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Program PRLu jest stary i nie do przyjęcia. Potrzebne są nowe programy(każdy przedmiot ma swój program nauczania, a nauczania zintegrowane ma jeden program na 3 lata) dostosowane do wymogów współczesności i solidna podstawa programowa (na bazie której tworzy się programy przedmiotowe), która nakreśli kierunki edukacji. Na razie nawet cel edukacyjny nie jest określony, a już wywrotka całej organizacji szkolnictwa. Taką głęboką reformę powinno się wdrażać powoli, od pierwszej klasy podstawówki- z nowym programem (i podręcznikami) i wygaszać stary system powoli równolegle z opuszczającym poszczególne szczeble rocznikami- wtedy automatycznie skończą się stare programy.
      To co teraz proponuje minister, to skończy się jednym wielkim bałaganem.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą ta reforma idzie za szybko. Pisząc o programach PRL miałam na myśli właściwie programy sprzed reformy tzn. z lat 1990 – 2004, bo to był też system PRL owski tylko chyba zmodyfikowany (Określając te programy typu PRL u żyłam skrótu myślowego). Te programy z lat 1990-2004 są rzeczywiście przestarzałe i niedostosowane do dzisiejszych czasów. Dzisiejsze programy a raczej książki, z których uczą się ludzie zawierają ciekawszy materiał, bardziej praktyczny i wyłuskujący to, co najważniejsze na danym etapie edukacji .
      Tu podaje link do strony internetowej tam są e podręczniki ze wszystkich przedmiotów
      https://www.epodreczniki.pl/begin/


      Usuń
    3. Te e podręczniki to komputerowa wersja podręczników papierowych. A wracając do programów i podręczników z PRLu, to wcale nie były mniej interesujące dla nas niż te obecne dla współczesnych dzieci. Czasy się zmieniły i rozbudowały się formy przekazu, co nie znaczy, że w czasach naszej młodości nie było ciekawie i bogato w treści.

      Usuń
  14. Taaaaaak.... Wracamy do modelu PRL-owskiego, dobrego. Tyle, że nazewnictwo się zmieniło. I był to model dobry, łącznie z nauką religii w salkach katechetycznych. Ale to jest opinia wygłoszona nieoficjalnie. Publicznie żaden oficjel tego nie przyzna - nie uchodzi chwalić czegoś, co pochodzi z "komuny". Nieistotne, że albo sami politycy albo ich rodzice w tymże PRL-u mieli niepowtarzalną szansę na wykształcenie.
    Podręczniki do nauczania początkowego napisane są "na kolanie", część tekstów "ścięta" z internetu. Sztandarowy przykład to wiersz Czechowicza. Część tekstów niezbyt dopasowana poziomem lub tematyką do wieku czytających. Nie należy się spodziewać niczego lepszego i w przypadku nowej reformy.
    Największym błędem było chyba przekazanie szkół samorządom. Ma być tanio, mniej ważny poziom, warunki, o wygodzie dzieci i nauczycieli nie wspominam. Zamykano szkoły, sprzedawano budynki, zwalniano nauczycieli. Dzieci dowozi się gimbusami, też oszczędnie. Jeden autobus objeżdża okolicę. Zamiast 20 minut, niektóre dzieci jadą godzinę. Po lekcjach czekają na transport bezproduktywnie, bo świetlice to w większości przechowalnie. Tam też oszczędności na etatach i wyposażeniu najważniejsze.
    Obsadzanie stanowisk dyrektorskich przebiega pod hasłem BMW. A jeśli dyrektor się nie sprawdzi - kopniak w górę i zostaje wizytatorem albo ma do wyboru 3 inne etaty w szkolnictwie. Oczywiście zmiana jest poprzedzona długą walką rodziców z gminnym samorządem twierdzącym, że ludziom się w głowach przewraca. Jak można krytykować dyrektorkę świetnie układającą sobie stosunki z burmistrzem, kuratorium i księdzem? Przecież poza tym, że jest już drugą złodziejką na tym stanowisku, niczego jej zarzucić nie można.
    Nauczycieli ograniczają przepisy, ustawy, góry sprawozdań. Strach przed utratą pracy też robi swoje.
    Umowa o pracę z nauczycielką nauczania początkowego - na 2 lata. Właśnie otrzymała wypowiedzenie. Dzieci będzie uczyła doświadczona nauczycielka, podejrzewam, że właśnie eks-dyrektorka z innej szkoły. Dla niej się etat znajdzie, co swój człowiek, to swój, jaki by nie był.
    Obsadzenie stanowiska dyrektora argumentowane owdowieniem osoby p.o. na tym stanowisku?
    A kto burmistrzowi zabroni?
    O poziomie nauczania nie wspominam. Szkoda słów. Matura? Trudno nie zdać. Studia? No problem.
    Czekam jeszcze na podręczniki - zwłaszcza te do historii. Wnioskując z odkrywczych wypowiedzi naszych polityków, będzie się działo!
    Termin ogłoszenia reformy - genialny. Dobra zmiana, szkoda, że nie dla dzieci i tych, co je uczą. Ale przecież to nie o dzieci i nauczycieli chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Nadkróliku unijny:):)Bardzo dobre podsumowanie całego posta i komentarzy. ten temat można rozwijać i rozwijać i pewnie nadarzy się znowu okazja, bo cała reforma da dużo możliwości do komentowania.
      na razie jakby przycichło. W szkołach podano spis podręczników na nowy rok. Na niedawnej sesji gminnej uchwalono nowy regulamin dodatków nauczycielskich. O reformie ani słowa.
      No to czekam, kiedy się zagotuje w tych urzędniczych łepetynach.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.