środa, 13 lipca 2016

Regionalne niuanse

Jeśli nie jesteś stela, to nie jesteś nasz, a to oznacza brutalne- nigdy nie będziesz cieszyniokiem. Doświadczyłam wiele razy na własnej skórze tego „bycia nie stela”. Nie były to przyjemne momenty. I mimo, iż rodzina ojca to rodowite cieszynioki, noszę nazwisko popularne w tym regionie, mieszkam tu, z przerwami, prawie 35 lat. Ciągle nie jestem stela. I chyba coś jest na rzeczy, bo raczej nie utożsamiam się z mentalnością cieszynioków, chociaż, nieodmiennie, od wielu lat, zachwyca mnie gwara, zwyczaje no i ten niepowtarzalny klimat krajobrazów Śląska Cieszyńskiego. Nie rozumiem tego ciągłego (dosłownie wszędzie) podkreślania pochodzenia cieszyńskiego, które charakteryzuje się właśnie krótkim stwierdzeniem „stela”. Taki swoisty regionalny nacjonalizm, a może coś innego?
Próbowała to wyjaśnić redaktor lokalnego, cieszyńskiego portalu internetowego.

Wszystko zaczęło się od sporu. Koleżanka z redakcji zarzuciła mi, że używam niepoprawnej formy ''stela'', a - jej zdaniem - powinno być wyłącznie ''tu stela''. Jako rodowita istebnianka oburzyłam się nieco, bo - choć gwary używam jedynie w domowym zaciszu - to przecież w świecie gwarowym się wychowałam i jest ona stale obecna w moim życiu.
Pamiętałam z dzieciństwa, jak mówiło się – np. wskazując, skąd należy ciąć, że „stela”, czyli stąd, że odpowiadało się na pytanie „Skiyl żeś jest” - „stela” i że forma „tustela” (bardziej tak ją słyszę, jako pisaną łącznie) też była, choć z nią rzadziej się spotykałam. Moim zdaniem obie formy były uprawnione, choć bardziej skłaniałam się do „stela”. Ponieważ nie jestem językoznawcą ani etnologiem, postanowiłam zapytać mądrzejszych od siebie i odpowiedzi przekazuje Wam. Mam nadzieję, że od tej pory potencjalne spory (nie tylko wśród redakcji OX.PL, ale i wśród naszych Czytelników) na temat użycia tych dwóch słów zostaną definitywnie zażegnane.
- Obie, a właściwie wszystkie formy: styl, tustyl, stela, tustela są i były w użyciu. Ale bywa tak, że ktoś używa tylko jednej, a pozostałe uważa za niepoprawne. Chodzi o gwarę, a więc system naturalny, nie kodyfikowany czyimkolwiek autorytetem i mówienie o poprawności nie jest uzasadnione. Pisownia (tustyl czy tu styl) także nie jest ostatecznie ustalona. Z moich obserwacji wynika, że stela używa się częściej bliżej Cieszyna – tłumaczy mi w mailu dr hab. prof. IJP PAN Jadwiga Wronicz, z pochodzenia koniakowianka, współautorka i redaktor „Słownika gwarowego Śląska Cieszyńskiego” (Wisła-Ustroń 1995), którego, nawiasem mówiąc, parę egzemplarzy można wyłowić jeszcze w ustrońskim muzeum.

Podobne zdanie przekazuje mi inna moja krajanka, Małgorzata Kiereś, etnolog, Dyrektor Muzeum Beskidzkiego w Wiśle, autorka wielu pozycji o historii i kulturze górali beskidzkich, która odwołuje się do badań terenowych: -
Rzecz polega na tym, że zasięg tego słowa, jest różny, istebniańscy górale od 4 wieków powiadali skiyl, żeś je? odpowiadali „stu stela” albo „styl” ( co już zostało zapomniane). Natomiast, kiedy prowadziłam badania do monografii w Ustroniu, to wszyscy respondenci podkreślali „stela”, wszystko jest „stela”, „skąd?” –odpowiedź była „stela”, np. on je stela, czyli z Ustronia- zauważa Kiereś i podkreśla: - ale do tego jeszcze dochodzi ważniejsza kategoria mianowicie „stela-stąd” to znaczy, że się tu urodził, i to jest podstawowe kryterium, mówimy i używamy tego pojęcia wtedy, gdy odnosimy się do zasiedziałości rodów, urodziliśmy się więc i otrzymaliśmy nasz tutejszy kod kulturowy i on nas ukształtował, czyli będąc stu stela np. z Istebnego, roziumiymy jak tacik rzóndzón do nas żie janko szie spuszczoł na skidzach i szie roznimógł, obcy – spoza nie zawsze rozumie wtedy treść tej wypowiedzi. Ale stu stela lub stela znaczy jeszcze coś więcej niż sam fakt urodzenia, to jeszcze przyjęcie i akceptacja naszego tutejszego kodeksu obyczajowego, sposobu postepowania i zachowywania, także do szeroko rozumianego historycznego i kulturowego dziedzictwa, które jest wtedy podkreślane jako NASZE, bo jest stąd, więc stu stela powiedzą jyny na terenie beskidzkiej Trójwsi, a stela poza nią.
Kolejny głos w sprawie zabiera prof. dr hab. Zbigniew Greń z Zakładu Slawistyki Zachodniej Uniwersytetu Warszawskiego, autor m.in. książki „Śląsk Cieszyński. Dziedzictwo językowe” (Warszawa 2000) czy „Tradycja i współczesność w językowym i kulturowym obrazie świata na Śląsku Cieszyńskim” (Warszawa 2004). - Właściwie to obie Panie mają rację. Oba wyrażenia "stela" i "tu stela" są dopuszczalne w gwarze cieszyńskiej i oba też umieszczono w „Słowniku gwarowym Śląska Cieszyńskiego” pod redakcją Jadwigi Wronicz (choć tu stela jest tam zapisane łącznie, jako jeden wyraz, czyli "tustela", moim zdaniem niepotrzebnie). Są to więc w pewnym stopniu synonimy, ale chyba tylko w pewnym, a nie w pełnym. Wydaje mi się, że różnica miedzy nimi polega na tym, że w wyrażeniu "tu stela" cząstka "tu" pełni rolę partykuły wzmacniającej - "tu stela" byłoby więc bardziej wyraziste - językoznawcy mówią w takim wypadku o nacechowaniu stylistycznym - niż wyrażenie "stela". Być może jest między nimi jeszcze jedna różnica - ale nie sprawdzałem tego, pisze "na wyczucie", że nie zawsze są one w pełni wymienne we wszystkich wyrażeniach, np. w funkcji tzw. orzecznika w zdaniu mogą występować oba, tzn. "jo je stela // jo je tu stela", ale w funkcji przydawkowej częściej raczej "stela" niż "tu stela", a więc przede wszystkim: chłapiec, synek, chłop stela, rzadziej ... tu stela (choć u Nogawicy jest "synek tu stela"). Tak czy inaczej, oba są używane, a w wypadku gwary, która nie jest unormowana - nie napisano podręcznika do gramatyki, to użycie językowe (tzw. uzus) jest rozstrzygające.
Na to nacechowanie „tu stela” w stosunku do „stela” zwraca uwagę prof. Daniel Kadłubiec, etnograf i historyk literatury, badacz kultury, folkloru i języka Śląska Cieszyńskiego: - Szanowna Pani Redaktor, ma Pani rację. Mówi się: jeżech stela. Gdyby było TU STELA, chodziłoby o tautologię, czyli masło maślane. Ludzie stela itp. jest konstrukcją jak najbardziej właściwą. Mówimy o ludziach, że są stąd (stela), zaimek wskazujący TU nie wnosi żadnej nowej informacji, czyli jest balastem.

Podsumujmy, obie formy istnieją i mają się dobrze, co pokazuje mój spór z redakcyjną koleżanką. Spór, dodajmy, bezzasadny, bo obie formy są uprawnione, obie są poprawne. I bez względu na to, Drodzy Czytelnicy, czy jesteście stela, tustela, tu stela – czy może stu stela - mjyjcie sie dobrze a uż sie nie wodźcie…”
 


 Zdjęcia: Internet

23 komentarze:

  1. Ja, mimo asymilacji ;-), tez nie czuję się mieszkanka Roztocza (Roztoczanką?, mój Tata jest stąd, przyjeżdżałam co wakacje, mieszkam tu 12 lat, zaczynam mówić jak "tutej" kocham to miejsce, ale w sercu nadal Kociewiaczka ;-)chyba bardziej teraz niż jak mieszkałam na Kociewiu :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roztoczanka? Tam jest pięknie. Kociewianka. Tam jeszcze piękniej. Chyba sie starzeje, bo ciągle wracam myślami do leśniczówki, chociaż mieszkałam w kilku innych miejscach. Tu są niesamowite krajobrazy, ale ludzie coraz bardziej "inni". Nie to, że nieprzychylni, ale nie czuję się "stela". Cieszyniacy maja mentalność... no sama nie wiem. To taki ludek spolegliwy. Ich główne motto to chyba: "Jakim mie Panie Boże stworzyłeś, takim mie mosz". Z nimi rewolucji się nie zrobi. I tak sobie trwają nad granicą w spokoju i w pokoju.

      Usuń
  2. W moich Gorcach zawsze byłem Krakusem. A na wesele czyli jako swój zostałem pierwszy raz zaproszony już po 10 latach. Potem worek z zaproszeniami się rozwiązał.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wsi, w której teraz mieszkam dużo pracowałam na rzecz środowiska lokalnego, paru osobom konkretnie pomogłam. Wydawało mi się, że dosyć dobrze dogaduję się z ludźmi tutaj. Ale w krytycznej dla mnie sytuacji, okazało się, że jestem obca i zostałam sama. Nie szukam już "przyjaźni" i kontaktów z tutejszą społecznością. Tu ludzie, kiedy coś się dzieje, często przeczekują, a potem funkcjonują, jakby nic się nie stało.
      Mieszkam z dala od centrum i to jest idealne miejsce.

      Usuń
  3. Ha ha... ja, całkiem obca. Wychodzę z założenia, że mój dom jest tam, gdzie ja jestem. Staram się odnajdywać pozytywne strony nowego miejsca zamieszkania, ale czasem, jakoś dziwnie mi się robi, kiedy czytając historię kolejnego zabytku, dowiaduję się, że w przeszłości, była to własność rodziny niemieckiej, austriackiej, rzadko polskiej. Nie czuję tu polskich korzeni. W starym miejscu, szłam na Stare Miasto, a tam XIII/XIV wieczne budynki, od zawsze należące do polskich właścicieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bielsko to było zawsze miasto niemieckie w odróżnieniu od polskiego Cieszyna. Zresztą mieszkańcy tych dwóch regionów raczej nie darzą się sympatią. Mało tego, kiedy tworzono z powrotem 17 województw, to Bielsko optowało za Krakowem. Biała, kiedyś osobne miasteczko, zawsze była w Małopolskim. Komorowice dzieliły się na Śląskie i na Krakowskie. Granica biegła rzeczką Białką. Granicząca z Bielskiem gmina Jaworze nie pozwoliła wciągnąć się w granice miasta i zawsze była cieszyńska.
      Lublin i tamte ziemie, to kiedyś była rdzenna Rzeczpospolita, a te ziemie, chociaż zawsze Cieszyniacy czuli się Polakami, przechodziły z rąk do rąk: czeskich, austriackich, niemieckich...

      Usuń
    2. O tym, że Bielszczanie nie czują się Ślązakami, dowiedziałam się na etapie kupowania domu:)
      Po roku, stwierdzam, że ogromna część obecnych Bielszczan, przyjechała z innych części kraju, wraz z powstaniem fabryki Fiata. To przedziwne miasto, nie znalazłam jeszcze pomysłu, jak mogłabym je określić:)

      Usuń
  4. Taaa, a ja ilekroć byłam na wakacjach poza miejscem zamieszkania byłam "warszawianką", zupełnie jakbym imienia nie miała. No co ja poradzę, tu się urodziłam i
    wychowałam.Nie mniej jest kilka miejsc w Europie, gdzie z chęcia bym zamieszkała na stałe.
    Jak zauważyłam w każdej niemal wiosce czy miasteczku w Polsce jest silny instynkt terytorialny. Każdy, nawet zza miedzy to jest obcy, nie stąd i ma...przechlapane. Nawet gdyby wszystkim (wg.pewnego powiedzenia) tyłki miodem smarował. I nie jest istotne, że może jedno z rodziców było właśnie z tej wiochy, albo że od wielu lat tu mieszka- jest nie stąd, bo się tu nie urodził.
    Ostatnio się ogromnie uśmiałam, bo się dowiedziałam, że nie jestem właściwie warszawianką, ale lwowianką, bo cała rodzina i tata to byli od wielu, wielu pokoleń lwowiacy.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, kim się bardziej czuję. Chyba jednak Ślązaczką. Mimo wszystko:)
      Nigdzie nie spotkałam się z takim mocnym akcentowaniem swego pochodzenia. Martwi mnie jednak to, że te młodsze pokolenia nie bardzo rozumieją, o co w tym "stela" chodzi. Często nie potrafią godnie reprezentować tej ziemi, a ich poglądy przynoszą wstyd. Wystarczy przeczytać komentarze na miejscowym portalu. Pełno w nich nietolerancji, ksenofobii, szowinizmu.

      Usuń
  5. Ja jestem ze stron, gdzie chyba nawet gwary nie bylo, jedynie takie miejskie regionalizmy. Ze "stela" nigdy dotad sie nie spotkalam, ale tez nigdy nie mialam do czynienia ze Slaskiem Cieszynskim. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękny rejon, ale ludzie coraz bardziej nijacy.

      Usuń
  6. Od urodzenia mieszkałem w Katowicach. Od dziada i pradziada Ślązak, lub jak kto woli, hanys. Inni to byli gorole, czego nigdy nie mogłem pojąć. Gdy po pół wieku przeprowadziłem się na drugi kraniec kraju, przez „swoich” zostałem określony kimś gorszym niż gorol, bo gorol z wybory. Na szczęście ja się tym kompletnie nie przejmuję. W nowym miejscu czuję się doskonale, żadnych problemów z asymilacją.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na cieszyńskim mówi się na górali gorole, na Śląsku mówi się na napływowych gorole, albo werbusy. I bądź tu mądry, i pisz wiersze:):):)
      Ja też nie mam problemów z asymilacją w miejscach, w których mieszkałam, a było ich parę. To nie problem ze mną i moim pochodzeniem, to problem cieszynioków z odbiorem napływowych w kontekście swojego "stela"

      Usuń
  7. Pięknie opisałaś - znów dowiedziałam się czegoś nowego;D
    a widoki zachwycające!
    Buziaki kochana dla Ciebie i uściski dla Jaskóła;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Całkiem zgrabnie wytłumaczono pojęcie "stela"

      Usuń
  8. "tu stela" wydaje mi się logiczne... bo może być jeszcze "tam stela"... wyobraźmy sobie, że rozmowa dotyczy kogoś, kto przyjechał z... powiedzmy, że z Czukotki... stwierdzenie, że ów przybysz jest "tam stela" niosłoby informację, że ów przybysz jest rdzennym Czukczem, a nie np. Indianinem Hopi, który za młodu wyemigrował na Czukotkę i tam się osiedlił...
    ...
    te wszystkie rozważania przypomniały mi pewną zabawną sytuację... kiedyś siedzieliśmy w kilka osób na campingu Bogstad /Oslo, Norwegia/ jedząc kolację i gadając o dupie Maryni, nagle nieopodal zajechała ekipa /trzy samochody/ jakichś żółtych, skośnookich... zaczęli się rozstawiać namiotami, instalować, ogarniać etc, zaś wśród nas rozgorzała dyskusja, z jakiego "stela" oni są... z wawskiej Starówki znaliśmy trzy kategorie: Japończycy, Koreańczycy /południowi/ oraz Chińczycy /tajwańscy, innych nie było wtedy stać na wojaże/... znaliśmy jeszcze Koreańczyków północnych, takie biedulkowate sieroty w źle skrojonych gajerach z portretem "Wodza" w klapach, ale oni nie wchodzili w rachubę... w międzyczasie kumpel poszedł do... powiedzmy, że "umyć ręce"... poszedł tak trochę naokoło, by się tym przybyszom przyjrzeć... gdy wrócił, oświadczył:
    - nic nie wiecie, nic nie rozumiecie... to są RDZENNI Szwajcarzy...
    rozgorzała dyskusja, czy tabliczka "CH" na autach to wystarczający dowód na to, że oni są "tam stela"... wyszło nam, że nie bardzo, bo mogli przylecieć do Szwajcarii skądśtam i fury wynająć...
    następnego dnia jeden z kumpli zagadał z jedną dziewczyną z tej ekipy... potem ich widziano, jak gdzieś sobie szli... wrócił dość późno i nic nie chciał opowiedzieć... uciął rozmowę zdaniem:
    - dżentelmen o detalach nie opowiada...
    wywołało to ogólny rubaszny rechot, ale na tym sprawa się zakończyła... nie dowiedzieliśmy się niczego, ani tego z jakiego "stela" oni są, ani tego, czy ta panienka miała w poprzek, czy nie...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może być "tam stela", bo to się wyklucza. "Stela" to tylko "stąd".
      Fajne wspomnienia. Świat jest wielką globalną wiochą. Ważne jest nie zapominać skąd się pochodzi, ale nie jest to najważniejsze. Małe regionalizmy są fajne, ale nie mogą przysłaniać innych ważnych rzeczy i nie powinny wpływać na odbiór drugiego człowieka.

      Usuń
  9. Tu gdzie mieszkam (środeczek Polszy) nie ma jakoś wyjątkowo rozwiniętej przynależności do krainy geograficznej. Za to naprawdę goły okiem widać np. w sklepach czy innych galeriach kto jest z kąd. Nie żebym się jakoś wywyższała ale...
    Ze wsi uciekniesz, wieś z Ciebie niekoniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej wsi, to czasami mam różne zdanie. Tu, do naszego sklepu przychodzi różna 'wieś". Jednak często nie jest ona reprezentacyjna i kulturalna. Niestety.
      Ja pochodzę ze wsi, ale wcale nie staram się, żeby to jakoś specjalnie ukrywać. Czasami wręcz podkreślam, ze mieszkam na wsi. I nie umiałabyś powiedzieć czy pochodzę ze wsi, czy z miasta:):):):):)

      Usuń
  10. Ja się odniosę do twoich wypowiedzi odnośnie rozczarowania ludźmi w twojej społeczności. Myślę po prostu, że mimo rodowodu rodzinnego różnisz się od mieszkańców tej miejscowości tak mentalnie, poglądowo światopoglądowo, poziomem intelektualnym a także np. stylem życia (z tego, co wiem miałaś trzech mężów a ludzie z wsi takich kobiet nie lubią, bo są szybkie w zmienianiu partnerów i nie ważne, jacy byli twoi mężczyźni. Taka jest wieś.
    To ze nie otrzymałaś wsparcia, kiedy go potrzebowałaś również mnie nie dziwi, bo zazwyczaj tak jest, że gdy upadasz nie ma zazwyczaj osób koło nas, nikt nie chce być z tymi, którzy upadli to jest taka mentalność wiejska. Jak jesteś kimś znaczącym np. masz stanowisko, działasz np. w radzie gminy to wszyscy chcą cię znać a jak już znikasz ze stanowiska lub tez masz upadek życiowy to nikt cię nie zna , i udają, że cię nie widzą. To nie tylko mentalność twojego regionu, ale tak jest wszędzie. Dlatego często się parzymy i trzeba mieć twardy tyłek, aby się nie załamać. Rzadko jest tak, że ci, którym pomogliśmy nam w przyszłości pomogą. Pomogą inni w najmnie jspodzieanym momencie. Takie jest niestety życie .


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie wyjaśnienie i mam nadzieję, że już nie będę musiała wracać do tej sprawy.
      O tych moich trzech mężach już wie cały Internet:):):):) Mało tego, ja ich po prostu zaciukałam- taka idzie fama:):):)Sprostowanie- było dwóch, a teraz jest trzeci i JEST NADAL! Pierwszy normalna życiowa pomyłka. Drugi zmarł- podobno go wykończyłam, bo jestem superharpia:):):)Jednak przysięgam, że sam zmarł, sam z własnej woli. Chciał- trudno, ale ja nie chciałam. To stało się wbrew mojej woli. Kompletnie nie miałam wpływu na to, że zostaję sama z dwojgiem dzieci na utrzymaniu, z zadłużonym domem i marną pensją nauczycielską. Taką masochistką to ja nie jestem i w dodatku wredną matką, co to dzieci pozbawia ojca oraz utrzymania na poziomie. I wcale nie miałam ochoty zapierniczać na dwóch etatach, żeby nie popaść w biedę. Ale stało się wbrew mojej woli, wbrew normalności domowej. Przestałam mieć drugiego męża.
      Co do trzeciego... od kiedy to wdowa nie może ponownie wyjść za mąż? I od kiedy jest to naganne? I czy rzeczywiście tylko dlatego, że pojawia się zaskakujący liczebnik przy słowie mąż, jest to nie do przyjęcia?
      Chyba tylko w naszej zakichanej, zaściankowej, polskiej mentalności.
      Miałam taki kaprys, by mieć jeszcze jednego męża i nikomu nic do tego.
      Aha, ja szybko tego trzeciego nie znalazłam. Wdową byłam 16 lat. Chyba długi staż, no nie?

      Oczywiście, Julianne, te słowa to gwoli wytłumaczenie, a nie przytyk do Ciebie.
      Co do reszty Twoich słów, to masz rację. Tak to wygląda na większości wsi, niezależnie od tego, w jakim rejonie dana wieś leży.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.