piątek, 30 września 2016

Po prostu DIO (wersja łagodna)

Strasznie przygnębia mnie "dyktatura' i głupota pisiurów. Kiedy stres, kiedy przygnębienie, wtedy rock.






Szaleńcy przeciw kobietom- nowy projekt w Sejmie



"Podczas gdy kobiety w całej Polsce szykują się do protestu przeciwko zmuszeniu ich do rodzenia za wszelką cenę, do Sejmu wpłynął kolejny projekt. Jego autorzy powołują się na Watykan i postulują zmiany w prawie, które w praktyce odetną kobietom dostęp do antykoncepcji.

Projekt jest już w Sejmie - został złożony w trybie petycji, więc nie wymagał 100 tys. podpisów. Podpisało się pod nim 86 organizacji dążących do delegalizacji przerywania ciąży i ograniczenia lub odebrania kobietom dostępu do antykoncepcji. O sprawie napisała na Twitterze Agnieszka Rogal, reporterka Radia TOK FM.



Projekt ten również zakłada zmuszenie do donoszenia ciąży kobiet zgwałconych, chorych umierających i w innych przypadkach ciąży powikłanej, ale oprócz tego postuluje taką zmianę prawa, która w praktyce zdelegalizuje antykoncepcję.

Art. 154a. Kto wytwarza, wprowadza do obrotu, reklamuje, zbywa lub nieodpłatnie udostępnia środek o działaniu poronnym lub antynidacyjnym, podlega karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.”
Jak podkreśla dr Grzegorz Południewski, medycyna nie zna pojęcia "środka antynidacyjnego", ale to enigmatyczne sformułowanie, odnoszące się prawdopodobnie do zapobieżenia niechcianej ciąży, jeśli zostanie przegłosowane, w efekcie doprowadzi do tego, że lekarze będą mogli pójść do więzienia za wypisanie kobietom pigułek antykoncepcyjnych (zarówno klasycznych jak i awaryjnych, zażywanych w przypadku np. pęknięcia prezerwatywy lub gwałtu).



W sobotę 1 października pod Sejmem odbędzie się protest przeciwko odrzuceniu projektu obywatelskiego Ratujmy Kobiety. W poniedziałek 3 października odbędzie się Ogólnopolski Strajk Kobiet przeciwko pracom Sejmu nad zaostrzeniem przepisów ws. przerywania ciąży. Strajk zainicjowała Marta Lempart z Wrocławia, ale poszczególne wydarzenia są organizowane indywidualnie przez mieszkanki/-ców poszczególnych miejscowości"




Więcej o projekcie można przeczytać tu http://www.gazetacz.com.pl/artykul.php?idm=741&id=19533 
Włos na głowie staje:(

środa, 28 września 2016

Mężczyzno....jeśli kochasz naprawdę....

 Na facebooku ukazał się tekst "supermana"

Na szczęście nie wszyscy mężczyźni są takimi skurwysyńskimi dupkami.

Jestem przekonana, że przeczytają na facebooku  ten (poniższy) tekst i może coś dotrze. Nie sądzę, że będą gremialnie popierać panie. Wystarczy jak nie będą przeszkadzać i rzuca takich "wypocin", jak niejaki A. Błaszczak, w eter.

"Wy idiotki! Co wy myślicie? Że coś zwojujecie, że organizując kolejną demonstrację, kolejny marsz, ba nawet strajk, ktoś was zauważy? Czytam o sukach, o dziwkach, o kuhwach, które mogą pracodawcę pocałować w dupę i jeśli tylko nie przyjdą w poniedziałek do pracy w ramach kobiecego strajku, bo on na ich miejsce znajdzie kilka innych za głodową stawkę. To nie jest wyssane z palca. Takie komentarze pojawiają się w internecie, pod każdą inicjatywą organizowaną przez kobiety, które chcą wyrazić swój sprzeciw na to, co się dzieje w naszym państwie.
Bo problem macicy i jej praw jest nadal problemem jednej płci, o którym z chęcią dyskutuje ta druga bez jajników, bez możliwości porodu i zajścia w ciążę w wyniku gwałtu.
Może czas najwyższy otworzyć oczy i powiedzieć głośno, że odbieranie godności kobietom, nie jest tylko naszym – kobiecym problemem. Jest zagrożeniem dla nas wszystkich.
Ty, który jesteś mężem, partnerem, który kochasz swoją kobietę, zamknij na chwilę oczy. Wyobraź sobie moment, kiedy ona ci mówi, że jest w ciąży, kiedy radość, szczęście miesza się ze strachem. Kiedy nie rozumiesz jeszcze głaskania się po brzuchu i jej huśtawki nastroju. Za to czujesz w sobie odpowiedzialność za dwa życia – za jej i tego nienarodzonego. Wyobraź sobie przez chwilę, że nagle szczęście przerywa choroba, która wdarła się w wasze życie. To moment, kiedy TY biorąc odpowiedzialność, kochając i szanując musisz współdecydować: jej życie, czy nienarodzonego dziecka. Proszę, zobacz to – jak siedzisz przy szpitalnym łóżku, kiedy ona płacze, bo wszystkie nadzieje i marzenia zostają nagle pogrzebane, kiedy stajecie oboje przed wyborem, który przecież nigdy nie miał być waszym udziałem. Jej życie, czy życie dziecka… A teraz wyobraź sobie, że tego wyboru nie macie… Że możesz się z nią tylko pożegnać, modlić się i liczyć na cud… Możesz pozwolić jej napisać list… do siebie, do waszego dziecka, które nie wiadomo, czy przeżyje… Jedyne co możesz zrobić, to oswoić się z myślą, że za chwilę nie będzie przy tobie kobiety, którą kochasz. Nic więcej zrobić nie możesz. Już nie dzisiaj. Klamka zapadła, żaden lekarz nie zdecyduje się ratować życia twojej kobiecie, gdy może zapłacić za to więzieniem…
Wyjeżdżasz na delegację. Jak zawsze, bez obaw do niepokoju. Przecież wracasz za chwilę. Za chwilę, w której ona dotknęła piekła gwałtu, kiedy nie było ciebie przy niej, kiedy nie mogłeś jej obronić. Czujesz jak bezsilność zabiera ci oddech, jak niemoc, która cię ogarnia, odbiera ci zmysły. Patrzysz na nią – poniżoną, wzgardzoną, obolałą, tak inną od tej, która przecież jeszcze przed chwilą całowała cię na pożegnanie… Teraz już nigdy jej nie zostawisz, zawsze będziesz przy niej. Dźwigniecie to razem, choć przecież jest i tobie tak cholernie ciężko. Ale kochasz ją, dziś czujesz, że kochasz ją jak nikogo innego na świecie, jak twoja miłość jest w stanie uleczyć to, co się stało… Ale ona jest w ciąży… Nie chce tego dziecka, nie chce przedłużać traumy, wykrzykuje ci w twarz, że nienawidzi siebie, nienawidzi tego, co w sobie nosi. Chce zapomnieć, chce wyjechać, chce to wszystko odciąć jak najgrubszą kreską zapomnienia… A ty po raz kolejny nie możesz jej pomóc… Płaczesz, walisz pięściami w poduszkę, głową w ścianę… Bo po raz kolejny skazujesz ją na cierpienie, z którego nie wiesz, czy ona będzie w stanie się podnieść. To ją niszczy… oddala od życia. A ty nie masz wyboru… ona też go nie ma. Tak, wiem, myślałeś: „To nas nigdy nie będzie dotyczyć”…
Jesteś ojcem? Masz córkę? Córkę, którą kochasz nad życie, której ufasz, której nikt nigdy nie skrzywdzi, bo przecież ty bronisz jej bezpieczeństwa… Ale ona się zakochuje. Poznaje chłopaka. Tak bardzo się o nią boisz, ale rozumiesz, przynajmniej starasz się zrozumieć… Ona tak prosi o ten ich wspólny wyjazd, ognisko, namiot… Gwałcą ją we trzech. On i dwóch kolegów. Nie… nie otwieraj oczu, nie uciekaj od tego. WYOBRAŹ TO SOBIE. Widzisz tę twoją małą bezbronną córeczkę, której wszystko co najcenniejsze odebrało trzech pijanych nastolatków… Nie… nie mogłeś nic zrobić. Teraz? Jeśli jest jakieś teraz możesz tylko przy niej być, wspierać ją i próbować pomóc jej przejść przez to piekło… Ciąża jest gwoździem do tej tragedii. Ona łyka tabletki, płukanie żołądka, nie chce żyć… Ma 17 lat. Przecież wszystko, co najlepsze przed nią. A musi zostać matką. Tak MUSI, choć nie ma w niej na to zgody… Choć nie ma jej w tobie. Choć sprawcy gwałtu zostali ukarani, oni nie poniosą prawdziwej odpowiedzialności za to, co zrobili. Poniesie ją ona… Twoja córka. Bo odebrano jej prawo wyboru.
A może chcesz już zostać dziadkiem? Szalejesz z radości, gdy córka oznajmia ci, że nim będziesz. Już oglądasz auta, klocki, planujesz wspólne z wnukiem wycieczki. Nawet nie wiedziałeś, że taką radość ci to sprawi… taką frajdę, że wleje w ciebie tyle szczęścia i czułości. Ale zamiast szczęścia, spędzasz czas przy szpitalnym łóżku twojej córki. Nie wie, kiedy urodzi. Musi czekać. Nie ma niebieskiego kocyka, nie ma pieluch, ani misia, który czekałby na swojego małego właściciela. Są łzy, smutek i śmierć, która siada obok was, by chwilę po tym, gdy na świecie pojawi się twój wnuk, go odebrać. Twoja córka nie wiedziała, jak ci to powiedzieć… Nie chciała zagłuszać twojego szczęścia. Jeździła od lekarza do lekarza, od badania do badania, by potwierdzić, że dziecko, które nosi w sobie, przez minutę swojego życia będzie cierpieć ogromny ból, by zaraz odejść… Nie chciałeś, żeby twoja córka była bohaterką, szukałeś rozwiązań, pomysłów, żeby przerwać ten koszmar, który gasił w twojej córce chęć do życia. Ale już dawno odebrano jej prawo wyboru, prawo do zadecydowania…
Masz syna? Wyobraź sobie, że ten syn dzwoni do ciebie w środku nocy, bo nie wie, co robić, bo nie ma pojęcia, kogo prosić o pomoc. Bo wie, że jeśli jego żona nie przerwie ciąży to umrze. Albo wie, że ona urodzi martwe dziecko, albo dziecko, które żyć będzie przez chwilę. I on nie ma wyboru! Nie może jej pomóc, nie może o niczym zadecydować, nie może nawet podjąć dyskusji, bo ta niczego nie zmieni… I ty… Ty też nic nie możesz zrobić, bo kilka lat wcześniej pomyślałeś: To ich, kobiet, problem, mnie on nie dotyczy…
I wiesz… Życzę ci dzisiaj, żebyś nigdy nie musiał wybierać, żeby nigdy żadna kobieta, która pojawi się w twoim życiu takiego wyboru nie musiała dokonywać. Masz w sobie tę pewność? Naprawdę? A co, jeśli się trafi? Co, jeśli konieczność wyboru dotknie – twojej żony, partnerki, córki, przyjaciółki, przyjaciółki twojej córki? Też się odwrócisz, powiesz: Nie moja macica, nie mój problem. Też uznasz, że to o co dziś walczymy ma tylko jedną płeć? Dotyczy tylko nas? Kobiet?
Zamknij na chwilę oczy… i wyobraź sobie swoją żonę, córkę, kochankę, która nie ma prawa wyboru… Wtedy już jej nie pomożesz. Jeśli kochasz naprawdę – zrób to teraz!
WSPIERAMY PONIEDZIAŁKOWY STRAJK KOBIET. POMYŚL O KOBIECIE, KTÓRĄ KOCHASZ I PRZYŁĄCZ SIĘ DO NAS. TA SPRAWA NIE DOTYCZY TYLKO JEDNEJ PŁCI!"


Posłuchajcie

https://vimeo.com/184583782

poniedziałek, 26 września 2016

"Białe rzodkiewki"

- Jak ci się podobają moje nowe truskawy?- pytam Jaskóła i z dumą demonstruję mu nowe dzieło.
- Jakie truskawy?- Jaskół wyraźnie nie jarzy o co chodzi.
- No te- pokazuję palcem na nowe zawieszki, wiszące na kredensie.
- To są truskawki?- pyta ze zdziwieniem.
- No truskawy. - mówię i dodaję stanowczo- Wszędzie tak je nazywają: strawberry, kłuboczki, truskawki…
- Powiedziałbym raczej, że to biała rzepa- Jaskół stara się określić, o co mu chodzi- Jadaliśmy takie na wiosnę. Mama przynosiła je z targu.
- Rzepa?- teraz mnie deczko zatchnęło. Rzepa to taka wielka rzodkiew/ biały burak. Przynajmniej u nas się ją  określało- Nie, chyba raczej białe rzodkiewki jedliście.
- No, białe rzodkiewki. Takie długie i białe- potwierdza Jaskół.
- No dobra- śmieję się- Jak zwał, tak zwał, niech będą białe rzodkiewki, ale chodzi mi o dzieło. Jak ci się podoba moje dzieło.
- Fajne- usłyszałam pochwałę.
Czyli zrobiłam nowy gatunek zawieszek- białe rzodkiewki. Tylko jakoś te listki nie są rzodkiewkowe. Wszystko jedno- rzodkiewki czy truskawki- nowe zawieszki powstały. Nie powiem, swoim zwyczajem rzuciłam się od razu na głęboką wodę i wyhaftowałam je dosyć bogato. Dodatkowo obszyłam koralikami. Nie liczyłam, jednak przy trzeciej truskawie/rzodkiewie już mnie diabli brali, tyle tego było.
Zamiar był taki- każda z haftem robionym inną techniką. Jedna- haft płaski (z malinami), druga-rococo (z fioletowymi owijkami) i ostatnia- jakobiński (fioletowe kółka). Ta z jakobińskim jakby trochę mniej była w tym stylu, ale ogólnie jestem zadowolona.
Wiszą....na kredensie... trzy białe rzodkiewy
 En face, czyli to co powinno być widoczne./
 Tyły. Raczej nie do oglądania. Nie chciało mi się, po zszyciu, uzupełnić perełek. Mdliło mnie już od tych perełek. Na razie nienawidzę przyszywania perełek. Perełkom mówimy (do czasu) zdecydowanie: "NIE"
 Prawa strona
 Lewa strona
 Góra, czyli nietypowe dla "białych rzodkiewek" listki. Jedna bez perełek. Też ujdzie.
 W towarzystwie "prawdziwych" truskaw.

sobota, 24 września 2016

Państwo terroru i dyktatury

"Nie jestem zła, zawiedziona ani smutna. Jestem wściekła zimną furią. To co się stało, to  czystej wody tyrania dyktatura i zachłystywanie się władzą. Nie tą powierzoną przez wyborców, nie. Władzą absolutną. Władzą nad życiem i śmiercią, nad zdrowiem drugiego człowieka. Do takiej władzy nikt nie ma mandatu. Mało, że to niedemokratyczne. To nieludzkie. To działanie na naszą szkodę i zgubę. To nienawiść i próba władania ludźmi, obywatelami kraju, jak i tymi, którzy mieli nieszczęście w tym samym czasie co rządzący na terenie tego kraju przebywać –  jak swoją własnością. 
Nie jesteśmy niczyją własnością. Nie macie prawa. Nie macie prawa do bezprawia. Nie macie prawa zagrażać naszemu życiu. Nie macie prawa doprowadzać do naszej tragedii, cierpienia i śmierci. Nie macie prawa zamykać nas w więzieniach. Nie macie prawa odmawiać nam dostępu do decyzji, do zdrowia, do leczenia. Do walki o nasze chciane ciąże i chciane dzieci. Do decyzji o terminacji ciąży legalnie, bezpiecznie i w najlepszych warunkach nowoczesnej medycyny.

Niech zapłoną opony, niech stanie ruch w całym kraju. To nasz czas. Ten kraj powinien stanąć w miejscu. W miejscu jak wryte powinno stanąć PKB. Ubrać się na czarno? Mało. Wyjść pod Sejm? Mało. Organizować protesty? Mało.

Uderzają tam gdzie nas będzie bolało. Wszystkie. Te które chcą mieć dzieci nie dostaną opieki medycznej w ciąży. Być może ktoś pomoże umierającym, ale większość lekarzy nawet przy łóżku umierającej ciężarnej pacjentki będzie się bała, że za wykonywanie zawodu i przestrzeganie przysięgi Hipokratesa – primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić) – trafi za kratki. Te, które dzieci mieć nie chcą, będą żyły w większym jeszcze niż dotąd strachu, stracą wszelkie prawo do własnej decyzji, zamiast lekarza dostaną prokuratora i kratki. Pseudopopuliści uderzyli w te najsłabsze – biedne, pełne obaw i strachu, bez pieniędzy, wiedzy, bliskich, znajomości. Uderzyli w nas wszystkie, bo wszystkie mamy wolną wolę, prawo do decydowania o sobie, do bezpieczeństwa zdrowia i życia.
Chcę, żebyśmy wyszły na ulice. Chcę, żebyśmy zaprotestowały nie idąc do pracy, zatrzymały produkcję. Chcę, żeby miasta i autostrady stanęły, żeby zapłonęły opony. Miara się przebrała. Chcę, żebyśmy stały pod Sejmem aż uzyskamy dostęp do należnych nam praw reprodukcyjnych. 
Chcę strajku w domach. Twój partner, Twoja partnerka odmawia kobietom prawa do decydowania o sobie? Do antykoncepcji? Do legalnej bezpiecznej aborcji? Zgwałconym, dzieciom również odmawia tego? Odmawia Ci prawa do rodzicielstwa za pomocą in vitro? Odmawia prawa do leczenia gdy jesteś w cią
także do leczenia płodu? Strajkuj.

Nie chce aborcji, to niech jej sobie nie robi. Na seks, seks z Tobą, też nie zasługuje.

Apeluję także do partnerek i partnerów posłów i posłanek, którzy odrzucili projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie,  którzy dali zielone światło nieludzkiemu projektowi ustawy kryminalizującej aborcję i leczenie kobiet w ciąży – nie uprawiajcie z nimi seksu. Chcą penalizować seks? Chcą, żeby seks naznaczony był strachem, widmem utraty zdrowia i życia, więzienia? Sami na ten seks nie zasługują, na Was również nie zasługują.
Polska jest kobietą i chcę żeby Polska stanęła, aż na powrót uznane zostaną nasze prawa, prawa człowieka, prawa kobiet. Aż rządzący nigdy więcej nie ośmielą się podnieść na nas ręki. Czym jest kilkuset ludzi? Nas są miliony. I to jest nasze życie."

Sosińska: Dziś pod Sejmem powinny zapłonąć opony


Podpisuję się pod tym tekstem całym sercem. Niech kobiety zrozumieją wreszcie, że to dotyczy wszystkich kobiet. Nie ma migania się na zasadzie: "Co mnie to obchodzi, mnie to nie dotyczy". Jeżeli nie ciebie bezpośrednio, to może to dotknąć twoją córkę, wnuczkę, synową, siostrę, przyjaciółkę....
Najpierw zabiorą nam prawo o decydowaniu o własnym ciele, zdrowiu i prokreacji, a potem dobiorą się do innych sfer kobiecego życia. Kobieta dla pislamistów jest nikim.
Wklejajcie teksty o nieludzkiej ustawie, chociaż w ten sposób pomagajmy sobie.
Zaznaczenie na czerwono jest moje 
Komentarze wyłączyłam

czwartek, 22 września 2016

Co można zrobić z pudełkiem po butach, czyli o prezentach pod choinkę.

"Czy miłość można spakować do pudełka? Uczestnikom ogólnopolskiej akcji „Prezent pod choinkę” udało się to już ponad 65 tysięcy razy! Uczestnikiem tej akcji charytatywnej dla dzieci zagrożonych ubóstwem z trzech państw Rumunii, Ukrainy i Białorusi może zostać każdy. Już dziś.
Akcja „Prezent pod choinkę" rozpoczyna się po raz kolejny. Aby prezenty dotarły do dzieci na czas, trzeba już zacząć działać. Do listy koordynatorów akcji można przyłączyć się w każdym miejscu w Polsce, zachęcając do zrobienia paczki znajomych, rodzinę, pracowników firmy, członków parafii czy organizacji społecznych. Materiały promocyjne bezpłatnie przekazuje główny organizator akcji - Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP z Dzięgielowa.
Jak można pomóc w tej akcji? - Działania dla każdego uczestnika akcji są bardzo proste: odłożenie tekturowego pudełka (najlepiej po butach) i skompletowanie rzeczy, które będą miłą niespodzianką, ale także pomocą dla dzieci zagrożonych ubóstwem w Rumunii, Ukrainie i Białorusi - wyjaśnia Bożena Giemza z Centrum Misji i Ewangelizacji.
Dlatego obok zabawek organizatorzy zachęcają do zakupu szczoteczki i pasty do zębów, rękawiczek, czapki, ciepłej bielizny, drobnych artykułów szkolnych i higienicznych. Oczywiście ważne są słodycze, ale uwaga: ich data ważności do spożycia musi być po 1 kwietnia 2017 roku.
- Przede wszystkim jednak darczyńca musi zdecydować dla kogo przygotowuje paczkę i taką informację zamieścić na pudełku. Po pierwsze wybrać: chłopiec czy dziewczynka, po drugie wskazać grupę wiekową pomiędzy: 2-5, 6-8, 9-11, 12-15 lat. To bardzo ważne - podkreśla Bożena Giemza. Tak zrobioną paczkę należy dostarczyć do najbliższego koordynatora. Nie wiesz gdzie konkretnie na terenie powiatu cieszyńskiego przyjmowane są gotowe paczki? Rzuć okiem na mapkę
Jeśli nie chcesz lub nie masz czasu na przygotowanie paczki, zrób przelew. Osoby te mogą wpłacić kwotę 60 zł (50 zł - prezent, 10 zł - koszty przesyłki paczki do dziecka) na konto: ING Bank Śląski SA o. Cieszyn 81 1050 1083 1000 0022 8838 0138, Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, ul. Misyjna 8, 43-445 Dzięgielów, z dopiskiem „Wirtualna paczka”.
Akcja robienia paczek trwa do 13 listopada br. Po tym terminie organizatorzy rozpoczynają prace związane z transportem paczek z całej Polski i ich ekspedycją zagraniczną oraz restrykcyjnymi przepisami celnymi."




sobota, 17 września 2016

W pełni się zgadzam- po konferencji kłamczuszki- krętaczki

"Doczekałam się. Wreszcie minister Zalewska raczyła wystąpić publicznie i przekazać informacje na temat reformy edukacji. Wprawdzie wciąż jeszcze nie wyszłam z mgły smoleńskiej, jaką mi wczoraj zafundował Macierewicz, jednak dałam radę. Nieźle podskoczyło moje ego, bo pisowski język okazał się płynny i zrozumiały, dzięki czemu wiem, co i jak z tą reformą. Będzie wspaniale, będzie sielsko i anielsko, a szkoły polskie wreszcie wypełnią się dobrymi nauczycielami, dobrymi uczniami, dobrymi programami. Alleluja i do przodu… ku chwale Ojczyzny.
Pani minister nie wspomniała nawet jednym słowem, że cała reforma opiera się na powrocie do systemu sprzed 1999 roku, czyli 8-klasowa szkoła podstawowa, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum i dwustopniowa szkoła zawodowa. Tak więc mamy odgrzewany kotlet, a nie żadną nowość. Czy można więc traktować to jako swój, pisowski, sukces?
Bardzo podobało mi się odwołanie do szerokich konsultacji z rodzicami, nauczycielami, samorządami czy związkami zawodowymi. Mając tyle lat, ile mam, może już demencja się u mnie odzywa, ale pamiętam, że z tym konsultowaniem nie było tak różowo, jak to przedstawia Zalewska. Coś tam się działo, były jakieś spędy nauczycieli. Czasami tylko pani minister nie dojechała, czasami powiedziała, co chciała i szybko się ewakuowała. A co z głosem pół miliona osób, które podpisały się pod apelem o pozostawienie gimnazjów? Tego wołania nie uznaje się za społeczną konsultację, albo inaczej, tak właśnie te konsultacje wyglądały. Niby MEN rozmawiał, niby słuchał, ale i tak zrobił, co chciał. Tak samo trudno mi uwierzyć w euforię samorządów, które poniosą koszty tej zmiany. Jeżeli uświadomimy sobie, w czyich rękach są samorządy, to jasne się staje, kto będzie obarczony winą za każdą, najmniejszą nawet wpadkę organizacyjną czy edukacyjną. Oczywiście – PO.
Reforma obejmuje tegorocznych pierwszoklasistów i w przyszłym roku szkolnym czwartoklasistów oraz uczniów klas siódmych. Zupełnie nie potrafię zrozumieć, jak można wprowadzać zmiany, kiedy wciąż brak bazy. To jak oddać pacjenta w ręce osoby, która jest na pierwszym roku studiów medycznych, a ma przeprowadzić operację. Taką bazą jest podstawa programowa, która pokazuje nauczycielowi kierunek edukacji, poziom umiejętności i zakres wiedzy, niezbędną dla rozwoju ucznia na danym etapie. Opracowanie podstawy wymaga wielkiej wiedzy, doświadczenia zawodowego i przede wszystkim czasu. Kiedy usłyszałam słowa ministerki, że nauczyciele teraz mają pełną dowolność edukacyjną, mogą sobie być sami sterem, żeglarzem, okrętem, bo dopiero potem dostaną fragmenty podstawy programowej, to wcisnęło mnie w fotel. Tak powiedzieć może tylko ktoś, kto nie ma pojęcia, czym jest podstawa. Kto nie rozumie, że podstawa programowa obejmuje cały cykl edukacyjny. Kobieto, z choinki się urwałaś? Fragment tu, fragment tam, a potem to się jakoś połączy w jeden cykl nauczania i będzie dobrze? Oj nie, nie będzie. A co z podręcznikami? Już teraz powinien funkcjonować podręcznik dla klasy pierwszej, a do czerwca powinny pojawić się podręczniki dla klasy czwartej i siódmej. Tylko jak zacząć prace nad nim, jeśli nie ma podstawy programowej? Praca nad podręcznikiem to olbrzymi wysiłek zespołu ludzi, to też czas dla recenzentów, czas na konsultacje, poprawki, uzupełnienia. To się nie da tak, hop siup i jest. Nierealne.
Kolejnym, „miłym” dla mojego ucha stwierdzeniem, była pewność pani minister, że nikt nie straci pracy w szkole, że ilość klas będzie taka jak powinna, więc nie trzeba obawiać się nauki na dwie zmiany, że 14-latek nie będzie stanowił zagrożenia dla 7-latka. Piękna wizja, której jednak nawet moja wybujała wyobraźnia nie ogarnia. Spójrzmy realnie. Mamy niż demograficzny, mamy nauczycieli w szkołach podstawowych i liceach, którzy pracują w niepełnym wymiarze godzin bądź łączą pracę w dwóch szkołach, by wyrobić etat. Dodajmy do tego koszty utrzymania szkół, co obciąża głównie samorządy, te, niezbyt obecnie lubiane przez władzę. No i wychodzi nam na to, że po pierwsze klasy będą bardzo liczne, bo to mniej kosztuje. Po drugie – szkoły będą pracowały pełną parą od świtu do wieczora, bo to też taniej niż inwestycja w budynki, które nie będą czasowo wypełnione uczniami. Przepełnione szkoły, przepełnione klasy to zdecydowanie niższy poziom nauczania, brak szans na indywidualizację edukacji, a co za tym idzie, planowana jakość nie ma szans. Po trzecie, szybciej mi kaktus wyrośnie niż uwierzę, że wielu nauczycieli nie poleci na zieloną trawkę. Teoria swoje, ale życie to życie.
Sporo czasu poświęciła pani minister zmianom w nauczaniu, dotyczącym głównie korelacji historii WOS-u i j. polskiego, ale jak ona to widzi, nie wiadomo. Tak jak nie wiadomo, jakie będą treści w nauczaniu historii, szczególnie tej najnowszej. Na czym będzie polegało wychowanie patriotyczne? Jaką rolę będzie odgrywał Centralny Rejestr Dyscyplinarny dla nauczycieli? W jakim zakresie będzie zmienione prawo oświatowe i zasady finansowania szkół? Potok słów, konkretów mało, a ja obawiam się jednego. To już nie będzie szkoła wolna od polityki, szkoła kształcąca wolne umysły, mająca apolitycznych nauczycieli. To będzie szkoła PiS-u, przygotowująca wyborców tej jedynej, słusznej partii. Obym się myliła.
Tamara Olszewska"

I Jeszcze
"
Wracamy do modelu szkoły rodem z PRL-u, tak znienawidzonego przez PiS. To, co budowaliśmy w szkole przez ostatnie niemal 20 lat, PiS rozmontowuje dziś jednym pstryknięciem. Centralizuje edukację – na negatywnych emocjach i pod narodową nutę.
Ministra edukacji Anna Zalewska przypieczętowała w piątek likwidację gimnazjów, powrót 4-letnich liceów i 5-letnich techników oraz wcześniej już przeprowadzone wycofanie 6-latków ze szkół. Podczas prezentacji założeń nowej ustawy Prawo Oświatowe powtarzała wielokrotnie sformułowanie:  „po raz pierwszy w historii”.
Po raz pierwszy rządzący słuchają głosu rodziców, po raz pierwszy zadbają o nauczycieli, po raz pierwszy zatroszczą się o dzieci, po raz pierwszy uporządkują prawo oświatowe – słowem: wreszcie ktoś się zabrał za porządki w szkole.
To oczywiście nieprawda. Cokolwiek PiS robi w edukacji, nie jest to żadna "pierwszyzna".

Reforma według politycznego rachunku

Popularny na świecie edukator i autor bestselerów o szkole Ken Robinson napisał: Jednym z najpoważniejszych moich zmartwień jest, że choć systemy na całym świecie są poddawane reformom, to w wielu z nich reformy są przeprowadzane z motywów politycznych i komercyjnych (Ken Robinson, "Kreatywne szkoły", wyd. Element, 2015 r.). Nie inaczej jest z reformą PiS.
Wracamy bowiem do modelu szkoły rodem z PRL-u, tak znienawidzonego przez tę partię. Niewiarygodne zresztą, że PiS sam się w te buty chętnie pakuje. Przyczyna jakże banalna: każda zmiana w edukacji wprowadzana przez rząd Beaty Szydło jest prostą i szybką odpowiedzią na postulaty rozgoryczonego elektoratu. Rodzice od lat narzekają na gimnazja? Zlikwidujmy. Nauczycielom (sic!) nie wystarcza 3-letnie liceum? Wydłużmy. Egzaminy bolą? Wycofajmy. Takie populistyczne "mówisz – masz" ma zapewnić PiS-owi polityczny spokój i następną kadencję. Nikt nie może narzekać, że ten rząd nie słucha ludzi.
Reforma z 1999 r. (czyli wprowadzenie gimnazjów) nie sprawdziła się, czas podjąć decyzję – mówi twardo Anna Zalewska.
Uzasadnienia, jakich na potrzeby konferencji i wypowiedzi medialnych szuka ministra Zalewska, to tylko przyszywanie liczb do tez. Nie wytrzymują one jednak testu na logiczną argumentację. W jaki sposób np. MEN wydedukowało, że widoczny zwłaszcza w gimnazjach problem przemocy rówieśniczej, szkolnego rozwarstwienia, nadmiaru zajęć i ciśnienia na wynik rozwiąże właśnie prosta rezygnacja z tego elementu edukacji? Skąd pomysł, że wydłużenie nauki w liceach akurat o rok pozwoli uczniom na lepsze przygotowanie do studiów i pracy?
Stąd tylko, że to wszystko już było i… jakoś działało. W PRL-owskiej szkole, którą pamięta z osobistych doświadczeń każdy dorosły, każdy w rządzie PiS. Wystarczy szkołę zorganizować według starego przepisu i problemy się skończą?

Szkoły łączymy, nauczycieli nie wyrzucamy?

MEN obiecuje, że zadba o bezpieczeństwo nauczycieli, którym grozi bezrobocie, z powodu reformy. Związek Nauczycielstwa Polskiego obliczył, że pracę może stracić aż 36 tys. nauczycieli. W piątek Zalewska temu przeczyła. MEN proponuje w nowej  ustawie, żeby nauczycieli, dla których w pierwszych latach reformy zabraknie pracy, przenosić w tzw. stan nieczynny. Dostawaliby wtedy pensję zasadniczą (ok. 75 proc. tego, co normalnie), mieliby też pierwszeństwo w staraniach o nową pracę, gdyby pojawiały się takie miejsca w szkołach, które będą się przekształcały. Sęk w tym, że te zasady dotyczą nauczycieli mianowanych – to trzeci stopień awansu zawodowego, dostępny po ok. pięciu latach pracy  szkole.
W podobny sposób nie będą więc chronieni nauczyciele z krótszym stażem pracy. Skoro  dopuszcza się łączenie szkół w zespoły, likwiduje gimnazja, a do przedszkoli już przeniesione są 6-latki, należy się spodziewać zwolnień właśnie wśród młodej kadry. Może to spowodować za kilka lat lukę pokoleniową wśród nauczycieli – w szkołach pozostaną tylko najstarsi, a kiedy odejdą na emerytury, nie będzie kogo zatrudnić. Zwłaszcza po latach zniechęcania kandydatów do tego zawodu. Podobny problem miały niektóre stany USA, kiedy uciekli im ze szkół młodzi nauczyciele przedmiotów przyrodniczych, zniechęceni obniżoną liczbą godzin i niskimi pensjami.

Szkoła na pasku

Prognoza, że szkolna PiS-reforma spowoduje wielki chaos, nie jest oczywiście odkrywcza. Proszę sobie wyobrazić dwie klasy pierwsze w liceum, w których w tym samym 2019 roku uczą ci sami nauczyciele. Z tym, że w jednej klasie siedzą absolwenci gimnazjów, a w drugiej – ci z „nowych” podstawówek. Otóż będą się uczyli czegoś innego i będą zdawali kiedy indziej oraz całkiem inną maturę - ci pierwsi po trzech latach, pozostali: po czterech i według nowych zasad. A to tylko malutka część problemu.”

A może kaczy gniot tym razem ma rację? 




czwartek, 15 września 2016

Łamigłówka ze "spadami".


Liczyłam razem z p. Muchą. I stanęłam w tym samym miejscu, co ona. W każdym razie faktycznie ci, co będą repetować w podstawówce, dostaną dziwne świadectwa. Teraz świadectwo klasy 6tej szkoły podstawowej to „świadectwo ukończenia” szkoły. To jak to…. powtarzający klasę gimnazjaliści ukończyli szkołę i… nie ukończyli szkoły?
Obawiam się czegoś jeszcze innego. Być może, kiedy ministra kłamczuszek- krętacz o końskich zębach i rozumku myszy, kapnie się, że jest problem z gimnazjalnymi uczniami repetującymi, każe ich po prostu- rozporządzeniem, a jakże- przepuścić/wypuścić. O… i znowu wyniki poszybują w górę.
No i kto aroganckiemu nieukowi zabroni bawić się polską oświatą? No kto?

Próbuje to rozgryźć, pomóżcie:
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 3 klasie gimnazjum - trafi do 3 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 2 klasie gimnazjum - trafi do 2 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 1 klasie gimnazjum - trafi do 7 klasy szkoły podstawowej, którą już skończył i ma świadectwo ukończenia! (rok młodsi uczniowie);
Im dalej, tym bardziej ciekawie.
Jeśli w przyszłym roku szkolnym uczeń nie zda w 3 klasie gimnazjum - trafi do 3 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w przyszłym roku szkolnym uczeń nie zda w 2 klasie gimnazjum - trafi do 8 klasy szkoły podstawowej, czyli po dwóch latach gimnazjum trafi do podstawówki! (rok młodsi uczniowie);
Pierwszej klasy gimnazjum nie będzie.
Jeśli w kolejnym roku szkolnym uczeń nie zda w klasie trzeciej gimnazjum, a klasy drugiej gimnazjum i pierwszej gimnazjum już nie będzie, trafi do 8 klasy szkoły podstawowej, a po pierwsze, po trzech latach gimnazjum wróci do podstawówki, po drugie, przejdzie do rocznika nie o rok, ale o dwa lata młodszego!
Czy możecie sprawdzić, to rozumowanie, bo - szczerze mówiąc - można się mocno pogubić!"

Nie potrafiłam wybrać który z memów najlepiej obrazuje naszą oświatową kłamczuszkę i krętaczkę, zatem wkleiłam  te:



czwartek, 8 września 2016

Gorzka prawda o opozycji

Zbigniew Hołdys - Mój ruch oporu

Dziś felieton Zbigniewa Hołdysa "Mój ruch oporu". Skopiowany w całości, bez przeróbek. Zamieszczam, gdyż moim zdaniem tekst warty przemyślenia.
Szóstego września prezydent Gdańska Paweł Adamowicz umieścił na twitterze dość bezradny wpis: „Stało się #MKIDN łączy od 1grudnia muzeum IIWś i Muzeum Westerplatte, to nie jest #dobrazmiana :(”. Odpowiedziało mu kilka kwęknięć w rodzaju „To niech zapłacą za działkę w takim razie” i to wszystko. Protest. Nikt nie napisał (sorki, ja w końcu napisałem) „Nie ma co biadolić tylko zapowiedzieć ponowne rozdzielenie, gdy stracą władzę. Połączenie nazwać chwilowym.” Kropka.
PIS okłada Polskę bejbzolem propagandy, Kukiz tańczy mu w rytm jak pajacyk na sznurkach, a opozycja bezradnie rozkłada ręce. Za chwilę Macierewicz każe odczytać apel „poległych w Smoleńsku” u wrót krematorium w Auschwitz – i nie będzie żadnej mocnej reakcji, poza wyrażonym niesmakiem na ekranach telewizji. Wkurza mnie to od wielu tygodni. Chyba od chwili nocnego gwałtu na sejmie w wykonaniu komunisty Piotrowicza, który nie obcyndalając się zbytnio rechotał, olewał głosy opozycji, rozdawał klapsy, manipulował pracami, odmawiał prawa wygłaszania zastrzeżeń, a gdy padały pytania o wyjaśnienie, mówił „Koniec dyskusji, przechodzimy do głosowania”. Tyle. Gdy raz głosowanie wyśliznęło mu się z rąk, uznał je za sfałszowane i wbrew prawu je powtórzył, a posłowie opozycji karnie wzięli w nim udział. Jak te biedne owce w „Milczeniu owiec”, które nie kwękając szły na rzeź. Nikt nie powiedział: „To, co robicie, jest nielegalne” i nie odmówił wzięcia udziału w farsie. Odwrotnie – wszyscy obecni ją przyklepali.
Opozycja kwili. Nie walczy. Nie ma programu. Nie szturmuje. Ba, nawet nie ma odpowiedzi, ani utalentowanych mówców-specjalistów od ripost, ani wspaniałych nośnych argumentów, które popłynęłyby samodzielnie w stronę społeczeństwa i stanowiły zasiew pod ruch oporu. Opozycja jest obijanym workiem bokserskim, w który wali byle kto, w rękawicach lub bez, a ona tylko dynda na sznurze i czasem się bujnie z wgniecionym nosem. Obita wydusza z siebie niczym wągra żałosne hasło „Zasługujecie na więcej”, po czym wyśmiana chowa je pod fartuszkiem (i słusznie, bo denne).
Walka to jest walka, a nie pokorne przyjmowanie wszystkich ciosów i akceptowanie fauli. To, że pisiści chcą strącić sędziów z boiska i zmienić przepisy gry, wymaga twardego odporu, a tu okazuje się, że tylko Nadzwyczajny Kongres Sędziów i niezmordowani prezesi – Pani Gersdorf, Panowie Stępień, Zoll, Safjan i Rzepliński – go okazali. Bezwzględny, mądry, taktowny, nie do obalenia. A teraz, gdy zaczyna się ich kompromitowanie – opozycja milczy. Żadna partia nie podjęła uchwały stającej naprzeciw szkalowaniu sędziów. Tak, jakby losy Trybunału były zadaniem tych paru sędziów, a nie członków opozycji i jakby nie chodziło o obronę demokracji w Polsce. Nikt nie wydał komunikatu: „Gdy dojdziemy do władzy, odwrócimy wszystkie nielegalnie podjęte przez PIS uchwały i ustawy, przywrócimy godność sponiewieranym ludziom. Unieważnimy podejmowane dziś decyzje, ich autorów postawimy przed sądem, przywrócimy prawdę i szacunek.”
W uroczystościach rocznicy Sierpnia Szydło nie wspomina ani słowem nazwiska Lecha Wałęsy. Dlaczego opozycja nie zorganizowała masowych pokazów filmu „Robotnicy ‘80”, gdzie z ekranu bije prawda o przebiegu strajku w 1980? Tam widać rolę Wałęsy, znakomite wystąpienia Andrzeja Gwiazdy i Anny Walentynowicz, Bogdana Lisa – i nie widać Kaczyńskich, bo ich tam nie było. Nie macie sal w miastach? Gdy zalinkowałem ten film w internecie, obejrzało go półtora tysiąca ludzi w dwa dni, z czego większość była zszokowana – są tak młodzi, że o jego istnieniu nie wiedzieli. A przecież to dokument historyczny! Dlaczego opozycja nie zawalczyła o prawdę przy pomocy tak bezdyskusyjnego i ośmieszającego pisowskich propagandystów dowodu?
Po premierze filmu „Smoleńsk” ministerka, która nie wie gdzie leży Jedwabne, zapowiada, że film powinna obejrzeć młodzież szkolna. Czytaj „należy jej wbić do głów, że był zamach i że Tusk maczał w tym palce”. Dlaczego opozycja nie zorganizuje w całej Polsce otwartych pokazów filmu „National Geographic” o katastrofie smoleńskiej, gdzie są pokazane dowody na jej przebieg? Dlaczego nie ustanowi Dnia Filmów Prawdy? Dyskusji nad nimi?
Przygotowywany jest program reformy edukacji, który nie ma nóg i rąk, chwilami zahacza o szaleństwo indoktrynacyjne, jego zapowiedzi demolują intelektualną siłę nowego pokolenia, wszczepia się jakieś nieokreślone idee patriotyczne, za którymi kryje się kłamstwo; tysiące nauczycieli wylecą na bruk, ci co zostaną, nie wiedzą czego będą uczyć i pod jaką polityczną presją. Co będzie teraz lekturą obowiązkową w szkołach? Książki Wildsteina? Czym będzie Okrągły Stół? Stołem zdrady? Dlaczego opozycja miauczy i biernie się przygląda skutkom tej mentalnej dintojry? Dlaczego jedynie odwarkuje, że "to jest nieprzygotowane"? Dlaczego nie podejmuje uchwały i deklaracji w brzmieniu: „Gdy dojdziemy do władzy przywrócimy z powrotem właściwy system edukacyjny, a ten narzucany dziś siłą chory eksperyment zlikwidujemy na pewno. Damy szansę młodzieży, by dołączyła szybko do reszty świata”
KOD był nadzieją wielu ludzi. Wędruje ulicami coraz mniejszymi grupami, niekiedy w niejasnym celu, dla samego protestu bez tytułu, ktoś przemawia na placach o konieczności obony demokracji, chwilami wydaje się, że ruch KOD jest coraz bardziej wątły, a na pewno nie ma żadnej projekcji na przyszłość. Obrona demokracji to dość ogólne hasło. Dla niektórych aktywność w tym względzie sprowadza się do klikania lajków w internecie, dla innych zaledwie do czytania tam treści, śmielsi coś wystukają na twitterze. Tyle. Kiedy ma miejsce protest w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie zachodzi podejrzenie poważnego naruszenia zasad demokracji – nie słychać, żeby zjawił się tam obserwator KOD, który by przyjrzał się protestowi, zbadał atmosferę, przekazywał obiektywne raporty reszcie społeczeństwa i ewentualnie zaapelował do centrali KOD o wsparcie. Żeby aktorzy wiedzieli, że mają to wsparcie, żeby społeczeństwo wiedziało, że KOD wykonuje pracę na jego rzecz. Że w ramach obrony demokracji broni praw pracowniczych i twórczych innych ludzi, a nie jedynie zaprasza ich na kolejne manifestacje. Kiedy powstał praojciec KOD-u, KOR (Komitet Obrony Robotników), jego wysłannicy jeździli na procesy protestujących robotników Radomia i Ursusa, obserwowali je, zdawali stamtąd relacje (ryzykując aresztowania), na tej podstawie wysyłano znakomitych adwokatów-społeczników, zbierano fundusze na zapomogi dla rodzin ludzi osadzonych w więzieniach. Tak zaczynał Ludwik Dorn, świeżo upieczony długowłosy maturzysta czy 25-letni instruktor harcerstwa Andrzej Celiński. Wydawano biuletyny o prześladowaniach, ludzie je sobie przekazywali z rąk do rąk. Nawet dziś chętnie bym dostał zadrukowaną kartkę papieru z opisami tego, co się w Polsce złego dzieje i co KOD dobrego robi, internet jest zbyt rozproszony, a na dodatek natychmiast jest kontrowany zniewagami, zarzutami o kłamstwo. Papier to papier. Dziś jedynie frunie komunikat „Spotykamy się pod siedzibą Trybunału w niedzielę” - to wszystko. To nie jest praca u podstaw. Nie tak ją sobie wyobrażałem. Nie chodzę na marsze KOD.
Podczas spotkania z młodymi ludźmi KOD zachęcałem ich do stworzenia występu parateatralnego, który by całą Polskę rzucił na kolana. Jak kiedyś Kaczmarski czy Kleyff i jak dziś ruch „Black Live Matters” (Czarne Życie Ma Znaczenie). Jęknęli z podziwu (pokazałem im jak protestuje młodzież w USA) i… wymiękli. Nie oddzwonili, woleli stanąć obok Mateusza na manifestacji i pomachać chorągiewką. Tak wygląda ich praca od postaw. Włożyć nieco trudu, stworzyć wiersz, pieśń, pantomimę, zgrabne hasło, wybębnić je i zaśpiewać je tak, by wzbudzić podziw milionów innych młodych Polaków, okazało się za trudne. Instruktorów w ich otoczeniu zabrakło. A to jest właśnie praca u podstaw. A wyzwanie dla młodych - postawienie nowej sceny na manifie i pokazanie jak walczy Generacja Y.
KOR i jego otoczenie stworzyło tzw. Latający Uniwersytet, a potem Towarzystwo Kursów Naukowych, przenoszone z mieszkania do mieszkania wykłady z rożnych dziedzin, spotkania z autorytetami na tematy merytoryczne; coś, co w jakimś sensie i ogromnej skali powtórzyłem jako Akademia Sztuk Przepięknych na Przystanku Woodstock. Na wykłady ASP przybywają tysiące – tak są spragnieni prawdy i wymiany myśli. Swoje niby „ASP” miał PIS w postaci Klubu Ronina, gdzie brednie i jad gromadziły tysiące ludzi – i tak tworzyły się kręgi aktywistów tej partii. Gdzie mają się spotkać dzisiejsi zagubieni? Nikt się nimi nie interesuje. Kto ich poprowadzi? Tych, co się nie godzą na PISowską ideologię kłamstwa, poszukiwacze prawdy i sprzeczności? Przywódców stada nie ma. Ani wykładowców, ani miejsca, choć tyle kawiarni powstało… Mógłbym tak klepać bez końca, ale nie chodzi o to, bym tu wrzucił katalog bezczynności – chodzi o to, by partie polityczne i ruchy protestu skumały, że klepanie treści w internecie to nie jest ruch oporu. Polityka i służba narodowi to nie jest udzielanie wywiadów. Udział w programie Olejnik czy Lisa to nie jest aktywność polityczna i działalność społeczna. Aktywność polityczna Kuronia zgodna była z jego hasłem „stawiajmy własne komitety”, wraz z przyjaciółmi tworzył świetnie zorganizowaną siatkę pomocy wszelkiej (był harcerzem, może tu tkwi przyczyna?), prawnej, informacyjnej, finansowej, organizacyjnej. Z tą wiedzą wspierali ludzi doraźnie, edukowali młodych robotników, którzy potem stanęli na czele strajków, a kiedy trzeba było zjechali do Stoczni Gdańskiej doradcy z kręgu KOR i świata nauki, tytani wiedzy – to oni uczynili protest robotników jednym najbardziej efektownych i efektywnych wydarzeń w historii ruchów oporu XX wieku.
Dziś w Polsce indoktrynacja ruszyła pełną parą. Żadna z grup opozycyjnych nie ma swoich oddziałów szybkiego reagowania. Od kilku miesięcy jesteśmy pojeni nową historią Polski. To takie zjawisko, jak przy oraniu ciężkimi pługami płytkiej gleby, gdzie pozostałości upraw, korzenie, resztki łodyg i rżyska po wywróceniu znajdują się pół metra pod ziemią, zmieszane z gliną i przestają być naturalnym nawozem. Tak powstaje ugór. Jeśli się go nie obsieje choćby łubinem, nic z tej ziemi nie zostanie i nic na niej nie urośnie. A chętnych do orki i siania nie ma. Kreacji - zero. Trwa ślizganie się od studia do studia. Opozycja jest chętna do zebrania plonów, ale nie do pracy od podstaw.
Zbigniew Hołdys”
 
A ja z kolei skopiowałam go z tej strony
 http://www.liiil.pl/1473353067,Zbigniew-Holdys-Moj-ruch-oporu.htm


czwartek, 1 września 2016

Naród nie zapomina- cytuję Kijowskiego


Szanowni Państwo! Spieszę wpisać się w sposób działania ministra Błaszczaka, premiera Gowina i premier Szydło. Insynuuję, bo kiedy piszę co myślę, nie słuchacie. Jestem zatem zmuszony napisać, co piszą, myślą i mówią inni. Mam nadzieję, że tym razem spotka się to z Waszym zainteresowaniem. Zwłaszcza, że będzie sensacyjnie. W końcu plotki, insynuacje i fabrykowane zarzuty zawsze są ciekawsze, niż rzetelna, nudna informacja.

Spieszę zatem donieść, że minister Błaszczak, wypowiadając się wczoraj w Jeden na jeden (TVN24) oskarżył ONR o udział w wydarzeniach gdańskich z 28 sierpnia 2016 roku. Spodziewam się doniesienia do prokuratury w obronie dobrego imienia ONR-u.

Informuję uniżenie, że wskazani przez Pana Ministra ONR-owcy oraz ich sympatycy
w czasie podniesienia w trakcie mszy św. pogrzebowej Inki i Zagończyka krzyczeli „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. Można to usłyszeć na filmach, które sami opublikowali w internecie. Pan Minister odwoływał się dzisiaj do naszej „kultury cywilizacji chrześcijańskiej”, w której się nie zakłóca uroczystości. Przedstawiciele ONR-u nawet wskazali dzisiaj odpowiedni artykuł kodeksu karnego – art. 195 p. 1. I 2. kodeksu karnego. Mam nadzieję, że i tę informację uda się wykorzystać w obronie naszego porządku prawnego.
Pragnę również donieść, że Bierut i Jaruzelski, wymienieni przez Pana Ministra, byli twarzami państwa totalitarnego. Państwa, które mówiło, kto jak ma myśleć, co ma robić, gdzie może chodzić i w jakich godzinach. W stanie wojennym ogłoszono nawet godzinę milicyjną.
Pan Minister był łaskaw dzisiaj twierdzić, że przedstawiciele KOD-u nie powinni byli przychodzić na uroczystości pogrzebowe bohaterów narodowych. Nie chciałbym nic insynuować, ale czy te tradycje nie wydają się zbieżne?

Muszę również odnotować, że w naszej tradycji „kultury cywilizacji chrześcijańskiej” nie ma zwyczaju sprawdzania,
czy osoba wchodząca do świątyni spełnia jakieś standardy. Nikt nie weryfikuje poglądów politycznych przy wejściu, przy zbieraniu na tacę nie jest potrzebne świadectwo chrztu, nikt też nie sprawdza legitymacji partyjnych przy udzielaniu Komunii Świętej. Rozumiem, że Pana Ministra to nieco martwi. Ale przykro mi. Taką mamy tradycję...

Muszę również dyskretnie poinformować, że
KOD nie chodzi na miesięcznice smoleńskie. Zbyt wielki mamy szacunek dla 96 ofiar katastrofy, żebyśmy mogli uczestniczyć w uroczystościach, które wydają się wykorzystywać ich śmierć wyłącznie dla celów politycznych. Jeżeli ktokolwiek próbował brać udział w tych wydarzeniach – wszystko jedno czy krytycznie czy afirmatywnie – wykorzystując nazwę czy logo KOD-u, jest to prowokacja i z KOD-em nie ma nic wspólnego. Tutaj nie musi Pan Minister podejmować żadnego śledztwa. Zapewniam.

Spieszę również poinformować, że my w KOD-zie mamy spore doświadczenie we współpracy z Policją. Co więcej, jest to pozytywne doświadczenie.
Na żadnej naszej manifestacji czy innej obecności w przestrzeni publicznej nie doszło do żadnego znaczącego incydentu. Mimo, że wielu naszych przeciwników przychodziło zademonstrować swoje poglądy. Jeżeli pańscy podwładni mają kłopot w przygotowaniu bezpiecznego przebiegu uroczystości, służymy pomocą i poradą.

Pragnę także nadmienić, że zamieszki w trakcie publicznych zgromadzeń zdarzają się w każdym kraju przy różnych okolicznościach.
W państwach demokratycznych jest taki zwyczaj, że chroni się atakowanych przed agresorami a nie odwrotnie.

Już zupełnie na marginesie donoszę, że w sprawie ścigania przestępstw można składać doniesienia nie tylko w Policji, ale i w prokuraturze. To taka organizacja podporządkowana niedawno Pana partyjnemu koledze, Zbigniewowi Ziobro. Tam złożyliśmy wniosek o ściganie przestępców z wydarzeń gdańskich. Awanturnictwem może być świadome manipulowanie, kiedy się mówi o braku doniesienia w KGP pomijając zawiadomienie w prokuraturze.
Wierzę, że robił to Pan z niewiedzy, a nie żeby świadomie podburzać nastroje.

Muszę również uprzejmie donieść Panu Ministrowi, że 10 milionów Polaków zgromadziło się w roku 1980 pod wybranym przywództwem i zmusiło władzę do historycznego kompromisu. Jeżeli chciałby Pan insynuować, że Ci Polacy walczyli pod kierownictwem agentów służb specjalnych PRL-u, to spieszę donieść, że służby ówczesne miały sporo rozsądku. Nie atakowały swoich przełożonych. Kiedy Pan sugeruje, przepraszam, insynuuje, że 10 milionów Polaków realizowało plan SB przeciwko PRL-owi, to się Pan po prostu ośmiesza. Czy warto?

Przy okazji pozwolę sobie prosić o przekazanie pańskiemu koledze z rządu, panu Gowinowi, że nie przystoi chrześcijaninowi piętnować źdźbła w oku bliźniego a nie zauważać belki we własnym. Proszę o pośrednictwo, ponieważ pan wicepremier nie odniósł się do mojej prośby o sprostowanie oczywistej nieprawdy na temat mnie i mojej rodziny kilka miesięcy temu, a zatem nie ma zdolności honorowych.

Muszę też zauważyć, że
Inka została zrehabilitowana 10 czerwca 1991 roku postanowieniem Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku. Pańskie twierdzenie, jakoby musiała czekać z oddaniem honoru do rządów prezydenta Dudy i premier Szydło, jest oszczerstwem wobec Rzeczypospolitej Polskiej. Bo w jej imieniu wydawane są wyroki niezawisłych sądów w Polsce. Panie ministrze... proszę tym razem o więcej szacunku dla Polski!

Rozumiem, że nie chce Pan, Panie Ministrze Błaszczak, wsłuchiwać się w wypowiedzi liderów KOD, w komunikaty, przemówienia i informacje. Ale...
jak się nie wie, to lepiej nie mówić. Od początku istnienia KOD-u mówimy, że nie ma powrotu do Polski sprzed 25 października 2015 roku. Powtarzamy to przy każdej okazji. Podkreślamy, że po zakończeniu rządów PiS-u konieczne będzie zbudowanie Polski od nowa. Pan nie insynuuje, ale wprost twierdzi, że KOD chce powrotu do tego, co było przed Waszym zwycięstwem w wyborach. Skoro Pan nie wie, to niech Pan słucha tych, którzy wiedzą. Bo bazując na nieprawdziwych informacjach można popełnić poważny błąd. Błąd, który może mieć konsekwencje na długie lata. A przecież chciałby Pan na pewno uniknąć takich błędów...

Kiedy mówi Pan, przepraszam, insynuuje i konfabuluje, o tym, jak wyobraża sobie tych, których nie lubi i się boi, to już nic nie idzie zrozumieć. Więc i trudno odpowiedzieć. Ale na pewno doskonale wzoruje się Pan na swoich idolach.
W ten sam sposób SB próbowała zohydzać Polakom ich bohaterów. Panie ministrze! Pan te metody doprowadził do perfekcji! Gratuluję? Myślę, że przystoi to powiatowemu mistrzowi manipulacji, konfabulacji, oszczerstw i insynuacji, ale nie Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji. Mam tylko jedną uwagę. Musi Pan bardziej wierzyć w to, co mówi. Pańskie rozbiegane oczy, przestraszona twarz i sztuczne uśmiechy niestety demaskują brak przekonania co do słuszności wypowiadanych słów. A to powoduje, że mało kto Panu uwierzy. A Pan to wszystko dla dobra. Dla korzyści. Dla sławy mołojeckiej. Prezes byłby zadowolony, gdyby zadziałało!

Chciałbym jeszcze na koniec przypomnieć Monteskiuszowską zasadę trójpodziału władzy. Pańskie i Pana prezesa plany ingerowania w obsady sędziowskie – zarówno w Trybunale Konstytucyjnym jak i w sądach powszechnych – są z nią sprzeczne. Tak, wiem, dacie radę. Ale zalecałbym więcej manipulacji i zasłony dymnej, bo na razie Wasze intencje są zbyt oczywiste.

Aha, jeszcze jedna prośba. Na sam koniec. Proszę Pana, bo wiem, że pańska oficjalna szefowa, pani premier, mnie nie posłucha. Tak.
Nie byliśmy w Gdańsku przez przypadek. Chcieliśmy uczcić polskich bohaterów walki z totalitarnym systemem. Dzisiaj ich spuścizna jest szczególnie istotna. Walczyli z hitlerowską III Rzeszą, walczyli z komunizmem narzucanym Polsce przez ZSRR. Dzisiaj na pewno walczyliby z totalitaryzmem narzucanym nam przez partię rządzącą. Przyszliśmy celowo. Chcieliśmy zamanifestować nasze przywiązanie do wartości patriotycznych, do wolności, za którą Inka i Zagończyk oddali życie. Byli szykanowani a w końcu zabici przez oficjalny aparat represji. Przez funkcjonariuszy systemu totalitarnego. Dzisiaj Pańska szefowa reprezentuje rząd wybrany głosami 18% uprawnionych do głosowania. Narzucony przez mniejszość. Dlatego, że w mniejszości, musi się umacniać demonstracjami siły. Race, dymy, wrzaski zwolenników... Tak zaczynał każdy reżim totalitarny. Na końcu jest rozliczanie tyranów. Trybunały i sądy. Każdy historyk zna tę kolejność.

Pozwolę sobie, z szacunkiem dla funkcji i stanowiska, wyrazić jednak pewną sugestię. To jest zła droga.
Naród nie zapomina.”
http://mateuszkijowski.natemat.pl/188851,uprzejmie-insynuuje

PS. Kogo interesuje wypowiedź Błaszczaka, to znajdzie ją tutaj.
 http://natemat.pl/188775,buta-glupota-wypowiedzi-mariusza-blaszaka-o-ataku-na-kod-nie-przystoja-ministrowi
 Warto przeczytać, by wiedzieć, jaki durny minister jest w polskim rządzie, a  my musimy jego "rewelacyjnych' wypowiedzi wysłuchiwać . Wstyd na całą, co najmniej, Europę.