wtorek, 4 października 2016

Dalej nadrabiam.

Trzeba złapać oddech po tych wszystkich politycznych emocjach. Pogoda dzisiaj pod wściekłym azorkiem. Leje, wieje, zimno. Zrobiłam przegląd w zdjęciach i postanowiłam pokazać poduchy, które ostatnio uszyłam. Zresztą teraz dosyć często maszyna jest w ruchu, a ja szyję zaległości, głównie poszewki na jaśki.

Takie hafty z damami są bardzo wdzięczne. Wybrałam z dwiema. Jest mnóstwo wzorów z pojedynczą damą.  Zrobiłam dwie poszewki  i uznałam, że dosyć. Przekonana, iż taki haft szybko się robi, nacięłam się deczko. Samych francuskich pętelek jest na nich bez liku. Niemniej hafty są dosyć proste.
 Kiedyś w szmateksie kupiłam dosyć duży kawałek białego, haftowanego w liście papirusu, lekko błyszczącego rypsu. Włożyłam do szafy. Przeleżał chyba dwa lata. Wyjęłam, by uszyć białą bluzkę, taką prostą- materiał złożony w pół, zszyty po bokach (robi się rękawek kimono) wycięty dekolt- gotowe. Coś mnie zniechęciło- odłożyłam do szafy. Rok temu potrzebowałam materiał do haftów. Wyjęłam ryps, pocięłam na kwadraty z myślą, że będą haftowane jaśki. Następnie szukałam długo sensownych wzorów. Nie znalazłam- odłożyłam kawałki do kredensu.


 W lipcu skończyłam jakiś haft, nie pamiętam już który, bo przecież dużo ich ostatnio robiłam i potrzebowałam materiał do następnego. Natknęłam się na kawałki rypsu. Tym razem nie odkładałam. Zrobiłam serię "sercowych ptaków". Akurat trzy wzory wpasowały się w deseń materiału.

Wyhaftowałam ptaki, po czym wyhaftowane kawałki trafiły do kredensu. Przy okazji szycia poduszek z innym haftem (pokażę je w następnym poście) w końcu uszyłam i te.
Niedawno przegrzebałam wszystkie możliwe miejsca, w których trzymam tkaniny, w poszukiwaniu aksamitu. No nie powiem, takie wywalanie wszystkich szmat z koszy oraz kredensu, nie jest zajęciem, które lubię. Przy okazji wyjęłam reklamówkę z haftami typu: "to zakończę potem". Wysypałam zawartość na podłogę. No tak... Pozbierałam te, w których brakuje mało elementów do wyhaftowania i staram się teraz je dokończyć.
Jeden z nich już mi się udało.

Obrusik. Ma już co najmniej 15 lat. Zaczęłam go haftować, kiedy jedyne wzory do haftu dostępne były w czasopismach. Ten akurat pochodzi z „Anny”. Pamiętam, że najpierw wyhaftowałam kawałek, potem coś szyłam i przy okazji taki niedokończony, obszyłam koronkową wstawką. I to był błąd. Zrobiło się dużo materiału do trzymania podczas haftowania. W dodatku ta wstawka jest ciężka. Pewnie dlatego odłożyłam haft na później i zapomniałam o nim, bądź przekładałam go z miejsca na miejsce. Teraz dokończyłam.







































4 komentarze:

  1. Ale z Ciebie pracus! Bardzo podoba mi sie seria serduszkowych ptakow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to chyba jestem "holik", bo muszę coś haftować, szyć, kombinować. Teraz szyję sobie filcowe ptaki. Takie zawieszki:)
      miałam kłopot z dobraniem kolorów przy tych sercach. Jeden mógł być zielony. No dobra,każdy kolor byłby teraz lepszy:)

      Usuń
  2. Wszystko mi się podoba, wszystko. A najbardziej to, że cierpisz na tę samą dolegliwość co ja- też mam masę niedokończonych prac. Rekord pobiła szyfonowa bluzka, którą szyłam dla córki zaledwie...8 lat. W efekcie nigdy nie została ukończona, bo się modelce wymiary zmieniły a i fason "wyszedł z mody". Podbudowałam się, bo zawsze jawisz mi się jako wielce uporządkowana osoba, a wiadomo, że "uporządkowane osoby" nie miewają niedokończonych projektów poupychanych w pudełkach.
    Mam do dokończenia dwa hafty- w jednym muszę dorobić na hafcie formatu A-4 tło-przerwałam, bo mi zabrakło wtedy muliny DMC w kolorku ecru. Zwinęłam , schowałam, zeszło z oczu i już z 7 lat leży odłogiem. Podobnie jest z bieżnikiem wyhaftowanym we fiołki- brak tylko obrąbka , a do niego z kolei zabrakło mi szafirowego cienkiego kordonka.Tak to jest gdy z głupoty zakupisz tylko jeden mały kłębek- następny , z tym samym numerem ma już inny odcień, więc muszę chyba spruć to co jest i zrobić obrąbek szydełkiem od nowa.
    Lubię takie konturowe hafciki, są takie leciutkie w wyglądzie.I wcale nie wymagają mniej pracy- to takie hafty-pułapki.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja jestem uporządkowana- to jedna szala mojego znaku. Druga to fantazja i twórczy bałagan. A jak twórczy, to nieokreślony czas tworzenia. Serio-takie duże hafty potrafią być męczące i żeby się do końca nie zniechęcić, odkładam. Praca pod przymusem jest do kitu. Mam jeszcze parę dużych, czekających w kolejce do wykończenia. Często haft leży, bo nie wiem, do czego go wykorzystać. Kilka razy przekonałam się, że po czasie przychodzi fajniejszy pomysł, albo nowy wzór do dodania w przypadku crazy.
      Te kwiaty na obrusiki są w dwóch odcieniach błękitu. Nie potrafiłam do już wyhaftowanych dobrać nici. Trzeba się mocno przyjrzeć, żeby wyłapać różnicę.
      Zdarzyło mi się wyhaftować jeden kwiat starą nicią, a drugi nową. Wściekałam się przy tym pierwszym, że nić jakaś twardawa i źle się nią haftuje, a to była stara mulina bawełniana. Nowa jest śliska i cieńsza.
      Masz rację, nawet teraz nici o tym samym numerze potrafią się lekko różnić kolorem.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.