środa, 14 grudnia 2016

Zwaiować można...

Rzygam już tymi dżingelbenami, verychristmasami i innymi czerwonymi z długą brodą... nie mogę już...Cholerna komercja potrafi zepsuć każdy świąteczny nastrój, a przecież w zamiarze ma go tworzyć... do bani... do kitu...
No sorry, jeżeli ja nawet w WC w markecie prześladowana jestem dżingelbenem, to może człowieka zemdlić. Po galerii włóczy się znudzony, przybrudzony anioł (nawet bardzo ładny, ale trochę zblazowany). Na choince wystawionej obok kas parę świeczek nie świeci, a dekoracja chyba dostała kopa, bo jest przekrzywiona. Gdzieś na blogu przeczytałam hymn  pochwalny na temat przygotowań do świąt i apel do tych, którzy krytycznie do sprawy podchodzą, żeby nie psuć nastroju przygotowań innym. Toteż nie chcę psuć, ale odpuście sobie z tym przekonywaniem mnie, że święta to cudo, a to co trzeba zrobić, by były cudne, to sama przyjemność. No i wyłączcie to cholerne dżingelbens:(
Muzyka taka na łapu capu byle nie verychristmasowa.





A może tak odwrócić całą sytuację? A może to właśnie mi/nam narzucono całą celebrę świąteczną? I dlaczego tak dużo ludzi dziwi się, kiedy mówię, że nie obchodzę świąt? I dlaczego tak wielu jest oburzonych, zgorszonych tym faktem? Jak to? Przecież to takie ważne święta? A z drugiej strony inna grupa oburzonych pyta- "Dlaczego obchodzisz to święto, kiedy jesteś niewierząca?"
Pomijam już fakt dziwnego zawłaszczania świąt przez wierzących, ale to nie ja, tylko moi rodzice wprowadzili zwyczaj do domu- oni jeszcze byli wierzący albo nie (nigdy nie wnikałam- nie praktykowali), mnie wychowali bez wiary, ale zwyczaj, tradycja  pozostała i długo była kultywowana w moim domu rodzinnym  ( aż do wyprowadzenia się mamy do ZOL). A teraz mam już dosyć tego nachalnego "świętowania", bombardującego mnie ze wszystkich stron. Gdziekolwiek się obrócisz tam ci serwują ten bożonarodzeniowy kit i jeszcze każą ci się dostosować, a jak nie, to jesteś BE , odszczepieniec i zakała. Jak chcecie świętować, to róbcie to w swoich domach, a nie tak ostentacyjnie, na pokaz... blichtr i pozłota, a pod spodem świńska skóra :(
Jetem wkur...na...

20 komentarzy:

  1. Jak dobrze, ze juz nie pracuje, bo dopoki pracowalam zwlaszcza w roznych zakladach, w tym w jednym mieszczacym sie w domu handlowym Bloomingdale's to ocipiec mozna bylo w tym okresie. Do dzis sie dziwie, ze nikogo nie zabilam ani nawet nie pogryzlam.
    Teraz mam spokoj, nie pracuje, nie szwedam sie po zadnych centrach handlowych i na dobra sprawe gdyby nie dekoracje na domach w okolicy to pewnie nie zorientowalabym sie, ze sa swieta.
    Tez nie obchodze, tzn. nie obchodze w wymiarze religijnym, za to przyjedzie Tatek i bedzie jak zawsze wyzerka:)) Nie mam zamiaru nawet dekorowac choinki (gdzies w czelusciach garazu jest takie cos sztuczne:)) bo nikt nie jest zainteresowany ubieraniem choinki a juz rozbieraniem jej tym bardziej. Ostatni raz jak mialam choinke to stala do kwietnia:)))
    I po kiego licha mi to potrzebne?
    Podobnie nie interesuje mnie co mowia ludzie, niech sobie mowia, takie ich prawo, ja wiem swoje. To tez moje prawo:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo współczuję pracownikom dużych i mniejszych marketów, że muszą pracować przy dennej muzyce. I nie chodzi tylko o te upiorne dżingelbensy, ale i w dni zwyczajne, to co leci z głośników może wywołać wściekliznę.
      Nie robimy świąt i mamy zamiar przebimblować te dni. Kompletnie nic nie robić. Wyżerki też nie będzie. To będzie wzmocniona odzipka- spolszczone słowo weekendu

      Usuń
  2. Dekoracje w centrach handlowych nie przeszkadzaja mi, nawet lubie je podziwiac bo co roku sa inne i naprawde potrafia byc piekne. Natomiast muzyki, tych Christmasowych utworow nie moge wytrzymac jak robie zakupy, doslownie utrudniaja mi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marigold...hmmmm....:):):):):)Dekoracje mi też nie przeszkadzają. Pod warunkiem, że są robione z głową i starannie.Muzyka "świąteczna' jest upiorna, nie ma nic wspólnego z wprowadzaniem w nastrój.

      Usuń
    2. Jaskolko, o tak masz racje co do wykonania dekoracji, ja mieszkam w Melbourne, bywalam u Ciebie jako anonim Teresa.

      Usuń
    3. Fajnie, mnie ten nick przypomina inną osobę. Widać jest w miarę popularny:)Cieszę się, że zalogowałaś się i już nie jesteś "anonimowa":)

      Usuń
  3. U mnie w domu nie ma nawet jednej swieczki (Bulka) ani gwiazdki. Choinki tez nie bedzie, a jedzenie jak codzien. Dzieci sie uparly i cos tam szykuja u siebie, wiec pojde w gosci, a potem wroce do domu i bede miala spokoj. Do sklepow nie uczeszczam, tylko wysylam meza, niech on slucha dzingelbelsow i sie meczy.
    Czy ci reklamodawcy nie zdaja sobie sprawy, ze im wieksza nachalnosc reklam, tym okazalszy rzyg odbiorcow?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie reklamy wkurzają i odstraszają od zakupów. Zakupy często robi Jaskół. Ja nie lubię, ale są sytuacje, kiedy już trzeba. Robię listę i jej się trzymam, byle szybko mieć to z głowy. Już dawno spostrzegłam, że to wszystko, co związane ze świętami jest wmówione, narzucone. Najtrudniej było mi się uwolnić od poczucia winy, że nie podtrzymuję tradycji, choćby rodzinnej.
      Bardzo pomogło mi "oderwanie się' od grupy zawodowej. Przestałam chodzić do pracy, skończyły się te rozmowy typu: "A zrobiłaś już ciasteczka...?", "Matko, kiedy pierniczki upiekę?", "Pierniczki już mam, ale okna nie wymyte i szkło trzeba tez pomyć". Ten wyścig, ta licytacja,których nie znosiłam, zaczynały się już w listopadzie i do (sorry) zrzygania obracane na około. Każda chciała być lepsza od innych i wszystkie "ledwo stały na nogach", bo trzeba było jeszcze to, jeszcze śmo. A to kalendarz adwentowy, a to stroik na drzwi, a to jeszcze jakieś ozdóbki na okna, a tu zabrakło lampek i nie wiadomo gdzie takie dokupić.Teraz nie słyszę takich rzeczy, nie muszą się opowiadać i mam święty spokój. To ułatwiło podjęcie decyzji o przestaniu organizowania świąt. Tym bardziej, że jednak ta otoczka religijna w ogóle do mnie nie przemawia.

      Usuń
  4. Zawsze mówię, że ludzie sami nie wiedzą co czczą i dlaczego. Wg wszelakich możliwych dostępnych danych Jezus urodził się .....w sierpniu. Stąd czczenie tych urodzin w grudniu jest po prostu śmieszne. Równie dobrze mogłabym swoje urodziny z 13 kwietnia przenieść na 13 lipca- bo pogoda lepsza i można je zrobić na świeżym powietrzu;)
    Nim zapanowała era chrześcijańska, w dniach 21-22 grudnia czczono przesilenie zimowe, które na półkuli północnej przypada na 21-22 grudnia. A teraz skąd data 25.XII- wg kalendarza juliańskiego na początku ery nowożytnej przesilenie zimowe wypadło 25 grudnia i stąd pewna "pokrętność" (bo wszystko co związane z wiarą zawsze pokrętne jest) - po przesileniu zimowym następuje powolne przybywanie długości dnia, wg dawnych wierzeń odnawia się Słońce,nadchodzą nowe , dłuższe dni, więc najprościej było upiec przy jednym ogniu dwie pieczenie- zadławić dawne wierzenia obchodząc w czasie przesilenia zimowego narodziny nowej, chrześcijańskiej ery, czcząc narodziny Jezusa.Zresztą nie da się ukryć, że wszystkie pierwsze kościoły i świątynie chrześcijańskie powstawały na dawnych miejscach geomantycznych, czyli w miejscach pogańskich świątyń.
    Nikomu nie mówię w co ma wierzyć i dlaczego wierzyć lub nie. To indywidualna sprawa.
    Ja tylko wyjaśniam jak to jest z tą datą 25 grudnia.
    Wczoraj byłam w "swoim" super markecie- nie było na szczęście "bożonarodzeniowych" szlagierów muzycznych, choć półki uginały się od przeróżnych ozdóbek- niektóre były nawet ładne i gustowne.
    Nie obchodzę świat BN, nie wycinam choinki by nasycić się jej wonią w domu, jedynym "świątecznym" akcentem będzie makowiec- oczywiście bezglutenowy dla mnie,czyli mak bez ciasta, a dla męża- sernik. Pomijam już fakt,że sernik to dość często i bez okazji gości na moim stole- to istny samograj do pieczenia.
    Prezenty też są u nas raczej bezokazyjne;)
    A życzenia złożę na blogu wszystkim i tym co świętują i tym co tego nie czynią;)
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie uczy się tego w szkole:( Nawet nie jestem pewna czy jeszcze "Dziady" się omawia. Zakłamano wszystko, co pogańskie, wtranżolił się KK na siłę w wierzenia i tradycje i teraz panoszy się wszędzie.
      Choinki pochodzą ze specjalnych plantacji. Nie robi się szkody w lasach. Tu jestem spokojna o ekologię. Ja sobie włożę kilka gałęzi iglaków do wazonu ( bez strojenia), żeby mieć ten zapach.
      Nic nie piekę. Zamówiłyśmy z Młodą kilogram ciasteczek cieszyńskich i styknie.

      Usuń
  5. żeby było zabawniej, to święto związane z przesileniem zimowym wynaleźli właśnie WIERZĄCY, tylko wierzący tak bardziej normalnie, w nieco rozsądniejszych bogów, a nie w jakiś tam cud na kiju...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzący inaczej bardziej mnie przekonują. Idę nalać mleka na spodeczek, bo skrzaty domowe czekają:)

      Usuń
  6. Dekoracje, świąteczne nachalne pienia a do tego dochodzi wigilia. Czyli "opłatkowanie". Wigilia klasowa, pracownicza, parafialna, dla ubogich (te zaszczycają księża różnych stopni i urzędnicy), sejmowa, senacka, partyjna, kółkoróżańcowa, stowarzyszeniowa, dla rodzin zastępczych, dla podopiecznych takich, dla podopiecznych innych.....
    Jeden taki dzień w roku, nie ukrywam, że dla mnie - niewierzącej - bardzo ważny, zamienia się w festiwal hipokryzji, obłudy i fałszu trwający od grudnia do końca karnawału roku następnego.
    Spospolitowano Wigilię w imię interesów politycznych i stworzono "nową świecką tradycję" w imię dominującej religii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i trafiłeś w sedno Nadkróliku:) A ja na górze napisałam, że z wierzchu pozłota, a pod spodem świńska skóra.
      Tradycja wigilijkowania jest dla mnie niezrozumiała. Łamanie się opłatkiem z osobami, których nie lubię, nie znam, albo w ogóle nie mam ochoty się łamać z kimkolwiek, jest w pewnym sensie przemocą.
      Pamiętam, kiedy pracowałam, nie znosiłam tych wigilijek. Czułam się zmuszona do uczestniczenia w czymś sztucznym, nieprzystającym do moich poglądów. Niestety, obecność była "mile widziana".
      Nawiasem, zastanawiałam się, dlaczego w naszym domu, w którym nikt nie latał do kościoła, nikt nie wierzył, rodzice z uporem organizowali święta. Nawet wtedy, kiedy wyrośliśmy i wcale nie było nam to potrzebne. Takim domowym terrorystą był ojciec. Już w listopadzie robił oczy kota ze Shreka i ... kolejny raz były "normalne' święta i kolejny raz kończyły się awanturą przy stole wigilijnym.

      Usuń
    2. no nie, akurat jedne wigilijki wspominam bardzo dobrze... tylko, że była to super firma i cała ekipa z szefem/właścicielem na czele również była super... wigilijki były neutralne światopoglądowo, tudzież konkretne i było o czym potem opowiadać :)...

      Usuń
    3. Wigilijki w gronach nauczycielskich, a takie zaliczałam... lepiej spuśćmy zasłonę milczenia:)
      To jest taki zboczony zawód, ze nawet podczas uroczystości "musi się" omawiać sprawy uczniowskie. Naprawdę jest to pewnego rodzaju ograniczenie ( umysłu) belferskie, mimo, że niektóre dziewczyny bardzo fajne były.

      Usuń
  7. Na szczescie w moim grajdolku nie ma specjalnego swiatecznego obledu. Tutejsze swieta to 1 dzien, do najblizszego hipermarketu 28 km, a zeby jakas galerie dopasc, to ze 100 km bym musiala zrobic. Jak ja kocham zyc na gluchej prowincji :))) (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głucha prowincja też podobałaby mi się, ale już nie te lata. Starość lubi jednak bardziej zaludnione okolice i większy dostęp do cywilizacji. Coraz częściej łapię się na tym, że nie wygoda, a konieczność powodowana wiekiem, wymusza przeorganizowanie życia.

      Usuń
  8. Na szczescie, jak na razie (i oby jak najdluzej), zdrówko jakos dopisuje, pomimo wieku. A ze w wiekszych miastas sluzba zdrowia tez do dooopy, nie bardzo jest róznica. Jedynie czego brak nieco odczuwam, to porzadne kino, bo do takowego te 28 km trzeba zrobic. Miejscowe stracilismy ze wzgledu na brak forsy na nowoczesny sprzet. Ale szybki net nieco sprawe ratuja, a jakosc zycia bez porównania lepsza :). (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbliżej mamy kino w Skoczowie i w Cieszynie, no i w Jastrzębiu i jeszcze w Żorach (wszędzie około 15-20 km) i multikino w Bielsku (40km). W sumie nie najgorzej. Gorzej z motywacją. I, jak piszesz, na szczęście można sobie filmy zobaczyć w Necie:). Służba zdrowia w miarę, ale my mało chorujemy (przeważnie grypa lub angina). Mnie się zawsze marzyła odludna okolica. Taka, gdzie do najbliższego zabudowania jest 500 metrów i dalej.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.