poniedziałek, 18 stycznia 2016

I pozostanie pamięć

Zastanawiałam się, czy napisać. Przed godziną "pożegnałam" się z mamą. Stało się. Dzisiaj po południu odeszła.
Wyłączyłam komentarze. Trochę to potrwa, zanim dojdę do siebie.


Trochę tego i trochę tamtego.

Polityka.
PiS wykupuje sponsorowane artykuły w zachodnich mediach w ramach akcji: „Cała prawda o Polsce”.
W Polsce chce wprowadzić ustawę, która spowoduje wycofanie się zachodnich koncernów prasowych, lub umożliwi ich przejęcie przez „państwo' (czytaj Pis). Już widzę te informacje: „o zaplutych karłach reakcji”, o „imperialistycznej stonce” oraz „Już płyną statki pełne cytrusów”. Moi rówieśnicy wiedzą, że użyłam ogromnej przenośni, i wiedzą, co takie słowa oznaczały- KŁAMSTWO- pożywką narodu. Boję się, że naród pisowskie kłamstwo łyknie w myśl prawidłowości- kłamstwo powtarzane wielokrotnie przybiera postać prawdy. „Odkłamywanie” PRLu trwało 20 lat i jesteśmy w tym samym miejscu, z tym, że to już nie ta łagodniejsza twarz socjalizmu- to zamordyzm pisowski szerzy kłamstwo. Szałamacha twierdzi- polska gospodarka ma się wyśmienicie, a przecież wszyscy pamiętamy, kiedy przed wyborami pisiury wmawiali wyborcom- Polska jest w ruinie, a nasza jęcząca Beti fotografowała się na tle opuszczonej fabryki.
W Londynie, w Nowym Jorku i w Paryżu zebrały się grupy, po około 100-200 osób, by manifestować pod hasłem: „Ręce precz od Polski”, popierając w ten sposób rząd Kaczora. Pocieszające, że to tak małe grupy i chyba Polonia zaczyna lepiej „widzieć', co się u nas wyprawia.
Dobrze wiedzieć, jak się odbywa wojna w sieci i jakimi metodami PiS wygrał. Warto przeczytać ten post:
Przeciętny internauta, czytając komentarze pod różnymi informacjami, szybko zorientuje się, kto jest płatnym hejterem. Nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że całe zastępy hejterów PiS finansuje z moich podatków.
Trzeba też przyjrzeć się powiedzeniu, które nabrało teraz znaczenia, a PiS wykorzystało je, jako zarzut przeciwko opozycji:„Zły to ptak, co własne gniazdo kala” ( A. Fredro), nie pamiętając, że za rządów PO, samo wniosło do KE siedem skarg.
Może czas przypomnieć, jak dopełnił owo powiedzenie C.K. Norwid: „Nie ten zły ptak, co własne gniazdo kala, ale ten zły, co mówić o tym nie pozwala”.
Prokurator Piotrowicz ciągle śni i marzy o czasach, kiedy mógł masowo wsadzać ludzi do pudła. Tak bardzo, że naszą współczesną ojczyznę, nazywa Polską Rzeczpospolitą Ludową. Wychodzi z Piotrowicza to „coś”, podświadomego, na całego.
Więcej tu:
A o Pawłowicz nawet tworzy się dzieła. Matko- pośmiejcie się też, zanim to cenzura wywali z Internetu. WARTO!
Dom.
Mróz niewielki i przepiękne słońce, a śniegu pod nogami tylko 5 centymetrów. Przyleciało stado kwiczołów, które często obsiada wierzchołki ogrodowych brzóz. Ptaki coś sobie „gaworzą' i od razu robi się radośniej. Kosy przemykają w niższych partiach gałęzi i raczej nie garną się do jabłek, które wysypuję im pod krzakami. Widać jeszcze nie zgłodniały na tyle, by korzystać z ludzkiej pomocy. Pewnie w sadzie nie wszystkie jabłka, pozostałe na ziemi po zbiorze,  zjadły. Dokarmiamy też sikory i cały stada wróbli oraz gołębi. Te ostatnie, niestety, często padają łupem jakiegoś drapieżnika. Bywa- rano w lasku widzimy kupki piór. Dnia przybywa, co wprawia mnie w coraz lepszy humor.
Zakupy
Jeżeli ktoś kupuje ryż i kaszę w woreczkach, niech uważa- pojawiły się pudełka tej samej wielkości, co zawsze, ale w środku są dwa woreczki, a nie cztery- cena oczywiście niższa, wygląda to na promocję, więc można się nieźle nabrać.
W ogóle, pewnie zauważyliście, że bardzo często producent zostawia opakowanie takiej samej wielkości, co dotychczas, a gramatura „wnętrza' jest niższa. Dotyczy to również napojów w butelkach.
Uwaga- kiszone to nie to samo, co kwaszone. Kiszenie przebiega dłużej i jest procesem naturalnym, kwaszenie to proces sztucznie przyspieszony. Więcej tu:
Robótki
Coś tam dłubię, coś tam zszywam, coś tam skręcam. Zabrałam się też za uszycie poduszki z heksagonów. Do zszycia 34 sztuki- może do grudnia skończę:):) Ata wyśmiałaby mnie, bo ona narzuty z heksagonów robi ekspresowo.
Zawsze kilka prac na tapecie i przeważnie długo czekają na zakończenie. Pocieszam się, że więcej osób, parających się robótkami, „tak ma”.
Na razie zrobiłam to.
Wzory znalazłam na Pintereście. Dałam inne  kolory i ściegi.
 Poduszka dla najmłodszego- tradycyjnie z kotem. Kot w towarzystwie wesołych sów.
 Poduszka z monogramem dla synowej. Kwiatek w środku jest wyszywany  ściegiem kamal kadai. Nie znalazłam gotowego haftu według tego wzoru, to sobie poimprowizowałam. I z kolorami, i ze ściegami


 Trochę mdłe są te zdjęcia. Haft jest naszyty na etaminę w róże, lekko podhaftowane.
  
Ten wzór także nie miał gotowca wyhaftowanego.  Zdjęcia nie oddają kolorów. Tu wychodzi rudy, a w oryginale, na hafcie, jest stare złoto. Haft "podrasowałam" koralikami. Cała poducha jest z jasnoszarego materiału w białe śnieżynki. Koronka, którą dodałam to haftowany atłas.
 Poducha jest dla Danuty.

sobota, 16 stycznia 2016

Dla tych, co jeszcze mieli złudzenia czyli Orban bis

Są pierwsze przecieki z klubu PiS w Jachrance. Kaczyński planuje tam wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej!

Pojawiają się pierwsze przecieki o tematach, które poruszano podczas obradującego w Jachrance klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Politycy z kierownictwa partii rządzącej mieli już zdradzić, iż na zamkniętym spotkaniu z parlamentarzystami Jarosław Kaczyński mówił między innymi o możliwości zmiany ordynacji wyborczej.
"Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy..."
Takie informacje podała w piątkowy wieczór Polska Agencja Prasowa. Potwierdzają one środowe doniesienia naTemat, iż Prawo i Sprawiedliwość po sparaliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego, zmianach w Służbie Cywilnej, upolitycznieniu mediów i wzmocnieniu inwigilacji internetu weźmie się za zminimalizowanie zagrożenia utraty władzy w kolejnych wyborach.
Jak informowaliśmy, można spodziewać się, iż pomysł PiS na nową ordynację to będzie pewien ukłonu w stronę Pawła Kukiza i spełnienie jego marzeń o jednomandatowych okręgach wyborczych. I powrót do projektu przedstawianego już w 2004 i 2006 roku, zakładającego wprowadzenie mieszanego systemu wyborczego, w którym wyborca ma dwa głosy i 230 posłów wybiera się w JOW-ach, a druga połowa Sejmu pochodzi z głosowania na 16 list wojewódzkich, na podstawie wyników którego mandaty przydziela się proporcjonalnie.
Kolejny etap orbanizacji Polski
Odpowiednie ułożenie nowych okręgów wyborczych mogłoby pomóc PiS w utrzymaniu władzy. Wcześniej z powodzeniem taki sposób na "wyborczą nietykalność" zastosował na Węgrzech Viktor Orban.
– Gdyby dziś wprowadzać zmiany korzystne dla partii rządzącej, to wcześniej powinna ona pozwolić na przeprowadzenie jeszcze jednych wyborów w starym systemie. Tak, by umożliwić poddanie się weryfikacji na tych samych zasadach, na których zdobywała władzę. Tego wymagałby dobry obyczaj... – komentował dla naTemat politolog, dr Olgierd Annusewicz.”
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

czwartek, 14 stycznia 2016

Do szkoły pod górkę, czyli wielkie oświatowe kłamstwo PiSu

Cztery lata wprowadzano reformę. Owszem, powoli i sprawiało to wrażenie niedopracowania. Jednak każde uwagi rodziców, nauczycieli, polityków, MEN starało się uwzględniać, wprowadzając stopniowo poprawki, udoskonalając i pilnując, żeby szkoły były przygotowane. Niech nikogo nie zwodzi jazgot Pisiurów, że programy, że podręcznik, że zabieranie dzieciństwa. Nic z tych rzeczy. Odkąd pamiętam programy ( Podstawą Programową włącznie) ciągle się doskonaliło, zmieniało, podręczniki były niedoskonałe, wyposażenie szkół ciągle zbyt małe itp. Tu nie chodzi o dzieci 6letnie, które doskonale sobie radzą w szkole- w ciągu ostatnich 20 lat, skok rozwojowy jest duży. Współczesne 6 latki pracują na poziomie i mają możliwości intelektualne 7 latków z lat 70tych. Współczesny 6 latek liczy do dziesięciu, ma dobrze opanowaną motorykę i odpowiednio wyćwiczoną pamięć, by pomieścić w łepetynie materiał, objęty Programem (mówię o dzieciach w normie). Natomiast za przystosowanie społeczne, w ogromnej mierze odpowiedzialni są rodzice i jeżeli nie zechcieli posłać dziecka do przedszkola lub sami nie poświęcili mu zbytniej uwagi w tym względzie, to dziecko może społecznie odstawać od reszty. Zresztą, o czym my tu mówimy. Przepracowałam w szkole mnóstwo lat (w tym parę w nauczaniu początkowym), miałam okazję hospitować zajęcia w nauczaniu początkowym, miałam okazję obserwować dzieci i nauczycieli (są to przeciętne nauczycielki, które realizują zajęcia według zasad) zarówno na przerwach, jak i na zajęciach, i nie zauważyłam, żeby dzieciom działa się jakaś szczególna krzywda i odbierano im dzieciństwo.
Ludzie, to, że są ławki w klasach (a tego czepiają się najczęściej), to nie świadczy o tym, że taki maluch siedzi w nich przez 4 godziny. Byłam przy wprowadzaniu „dywanów” w klasach (strasznie trudno utrzymać w czystości i na pewno nie są higieniczne- wywaliłabym od razu) i przeciętny nauczyciel przez sporo czasu wykorzystuje je do prowadzenia zajęć. Jeżeli ktoś krytykuje zajęcia w edukacji wczesnoszkolnej, mówiąc, że odbiera się dziecku dzieciństwo to znaczy, że nie ma zielonego pojęcia, co dzieje się w klasach, a jego wiedza jest oparta na plotach lub uwagach „wiecznieniezadowlonych” rodziców. Mało tego, kiedy ktoś mi mówi, że trzeba program zmienić, bo jest do niczego, to pytam- a w którym miejscu?- Cisza- krytykanci najczęściej nie widzieli programu na oczy, a chcą go zmieniać, że nie wspomnę, iż kompletnie nie mają pojęcia, według jakich zasad i kryteriów takie programy się układa.
Ktoś inny twierdzi, że szkoły nie są przystosowane do przyjęcia 6 latków, bo…. sedesy/umywalki są zbyt duże/wysokie. Noż opamiętajcie się, czy ktoś w domu ekstra montuje sedes dla małego dziecka? Przez wiele lat maluchy korzystały z normalnych sedesów w ubikacjach szkolnych i sobie radziły. Nie było również problemu z korzystaniem ze wspólnego WC dzieci w różnym wieku. Ale uspokoję takich malkontentów- poprzednia minister tak dostała po uszach- wytykano jej że szkoły nieprzystosowane- iż w przedostatnim roku jej rządów NIK stwierdziła- tylko niewielki odsetek szkół (na wszystkie w Polsce) ma jeszcze trochę do zrobienia.
Tu dane pokontrolne z 2014 roku: http://www.wprost.pl/ar/460627/NIK-sprawdzila-przygotowanie-szkol-do-przyjecia-6-latkow/
Tak więc, wydzielono pomieszczenia, wydzielono sanitariaty (z małymi sedesami i umywalkami „na poziomie”) dopasowano stoliki (czym się różni siedzenie przy stoliczku od siedzenia w ławce lub na krześle przy stoliku w starszych klasach?)- tu dygresja- w pierwszy dzień każdego nowego roku szkolnego, dzieci są mierzone i w każdej klasie stawia się odpowiednie do wzrostu stoliki oraz krzesła- każdy uczeń ma swoje miejsce i tego się pilnuje, bo SANEPiD nie puści- karze, kiedy dziecko nie siedzi w ławce odpowiedniej do wzrostu (ułatwialiśmy sobie malowaniem sprzętu w odpowiedniej wysokości danym kolorem- np. żółte najmniejsze, aż do zielonego dla dzieci wysokich- nie pamiętam, ale kolory chyba wytyczyło MEN)
Jeżeli gdzieś są głosy nauczycieli lub rodziców, że 6 latki nie nadają się do nauki szkolnej (zajęć edukacyjnych), to należy się zastanowić, czy wobec nich poprzeczka nie została podniesiona zbyt wysoko lub, czy nauczyciel stosuje zasady, metody odpowiednie do wieku ucznia, a nie od razu podciągać całą grupę wiekową do „odroczenia”.
A teraz, kiedy wszystko było prawie dograne organizacyjnie, kiedy roczniki rozpoczynające naukę były „dopięte”, ministerka pisowska rozwala w miesiąc pracę i wysiłek mnóstwa ludzi (czy ktoś w ogóle popatrzył na to pod tym kątem?). Można byłoby to uznać za pozytywne, gdyby miała coś naprawdę sensownego do zaoferowania, albo przynajmniej miałaby porządnie zrobiony plan przeprowadzenia tej (sory) rozpierdalanki w oświacie, na szczeblu przedszkolnym i edukacji wczesnoszkolnej.

Kłamstwa PiS- Co miało być:
- szerokie społeczne konsultacje;
- stopniowe, po konsultacjach, wprowadzanie nowych przepisów;
- opracowanie nowych programów lub programu ( a raczej Podstawy Programowej)przed wprowadzeniem zmian,
- wszyscy nauczyciele zachowają pracę;
- niskie koszty wprowadzania zmian;
- nowe podręczniki odpowiednie do nowych programów.

Zakłamanie informacji o tym, że teraz rodzice będą mogli decydować, kiedy dziecko posłać do szkoły- kłamstwo polega na tym, iż to nowa minister „dała” takie przyzwolenie.
Otóż, rodzice mogli decydować o tym, kiedy dziecko posłać do szkoły, również w „reformie” Kluzik-Rostkowskiej. Zawsze mieli wybór. I masowo z tego korzystali.

Co będzie:
- brak miejsc w przedszkolach dla trzylatków
oraz na żądanie rodziców:
- powtarzanie zerówki,
- powtarzanie I klasy- na stronie MEN taka informacja:
„– Dzieci urodzone w 2009 r., które są już w szkole w roku szkolnym 2015/2016, będą mogły na wniosek rodziców – kontynuować naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej w roku szkolnym 2016/2017. Rodzic musi złożyć stosowny wniosek do dyrektora szkoły do 31 marca 2016 r. Dziecko nie będzie podlegało klasyfikacji rocznej, a tym samym promowaniu do klasy drugiej; jeżeli rodzice zdecydują, że ich dziecko będzie kontynuować naukę w klasie pierwszej w szkole, do której uczęszcza, wobec tego dziecka nie będzie przeprowadzane postępowanie rekrutacyjne.”
- powtarzanie II klasy ( to jest jakieś kuriozum)
„– Dzieci urodzone w I połowie 2008 r., które w roku szkolnym 2015/2016 chodzą do klasy II szkoły podstawowej, na wniosek rodziców, złożony do 31 marca 2016 r., będą mogły – w roku szkolnym 2016/2017 kontynuować naukę w klasie II.” czytam na stronie MEN

- dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, będą mogły chodzić do przedszkola do 9 roku życia. To jest prawdziwa perełka, bo dotychczas takie dzieci odpowiednio wcześnie edukowano (oczywiście dopasowując metody i tresci do możliwości dziecka), by jak najwięcej różnić zniwelować i dać im szanse na, w miarę prawidłowy, rozwój. Tymczasem:
-Dzieciom, które mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego będzie można odroczyć obowiązek szkolny, jednak nie dłużej niż do końca roku szkolnego w tym roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 9 lat. W tym przypadku dziecko będzie kontynuowało przygotowanie przedszkolne.” Nazwę to radykalnie- dzieciom tym, odbiera się szanse na wczesną edukację i skazuje na opóźnienie w rozwoju, w sytuacji, kiedy można swobodnie przedłużać odroczenie obowiązku szkolnego.
I jeszcze
- małe klasy pierwsze;
- w niektórych szkołach nie będzie i klas- pusty rok;
- brak pracy dla nauczycieli klas III, którzy zaczynają cykl w pierwszej klasie (szacunek wstępny- 20 tysięcy nauczycieli/ w skali kraju, Warszawa- 1200 etatów do likwidacji)
- nie ma programów, adekwatnie opracowanych do zmiany,
- nie ma odpowiednich podręczników,
- nie ma odpowiednio przygotowanych nauczycieli- chodzi o nauczycieli, którzy znaleźli się w sytuacji „powtarzania” przez dzieci zerówki, kiedy materiał już został zrealizowany, a ta sama grupa dzieci jeszcze raz znajduje się na danym poziomie edukacji.
Napisałam, co ja o tym sądzę, luźno, pod wpływem chwili i przeczytanych informacji, dlatego pominęłam wiele rzeczy.
Mogłabym tu jeszcze mocno rozpisać się merytorycznie na temat wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej oraz rozwoju dzieci w wieku 3-9, ale wiem, że od razu zarzuci mi się wymądrzanie itp.
Mnie po prostu w głowie się nie mieści to, co wyczynia obecna minister MEN- to jest zaprzeczenie wszelkim zasadom, teoriom i praktykom oświatowym, a najbardziej szkodzi dzieciom (sic).
I proszę mnie nie przekonywać, że 6 latki nie nadają się do edukacji szkolnej- mam twardy na to pogląd- nadają się (mówię o dzieciach w normie i o tych, których rodzice wykoncypowali sobie, że im dzieciństwo się kradnie), jak najbardziej- nadają:)
Muszę jeszcze dodać, że akurat w kwestii oświaty, to ja nie mam politycznych nastawień- przeżyłam sporo ministrów i dwie reformy, więc mam wyrobione zdanie. Podzielam też obawy rodziców (czasem przesadne lub często nieuzasadnione), znam ich lęki, troskę o własne dziecko, nie każdy nauczyciel „się nadaje” (to jest względne i zależy od opinii osobistych).
Prawda jest taka, że to, co rodzic dziecku „da” (wiedzę, zachowania, samodzielność itp), to szkoła nie zepsuje, a to czego „nie da”, to szkoła nie naprawi, albo naprawi z mniejszymi rezultatami. Dziecko należy od małego edukować, a nie traktować jak niedorozwiniętego bobaska (niektórzy rodzice tak traktują dzieci, nawet jak są dorosłe). I co to znaczy „zabrać dzieciństwo”? Dobrze wiemy, jak u większości małych dzieci, to dzieciństwo (zwłaszcza, kiedy rodzice pracują, dziecko jest u schorowanej babci lub opiekunki na godziny- polegające li tylko na opiece i na niczym więcej) wygląda i właśnie przedszkole, szkoła to „dzieciństwo” w pozytywny sposób realizuje.
Nie bronię również poprzedniej minister, bo to, co sobą reprezentowała, to było prawie dno, ale te 4 lata trudów wprowadzenia reformy nie powinno być w taki sposób potraktowane- to był dobry kierunek. Zgadza się, że reforma była wprowadzana przy protestach wielu rodziców (w tej chwili widać, że akcja Elbanowskich „Ratuj maluchy” wcale nie była na korzyść dzieci, a raczej na rzecz wizerunku Elbanowskich). Zgadza się, że na początku była niedopracowana, jednak minister nie bała się opóźniać wprowadzania roczników do szkoły, kiedy wiedziała, że coś jest jeszcze niedopięte. To jej zarzucano, wręcz wyśmiewano (ja też nie jestem bez winy), a może należało spokojnie poczekać, aż wszystko, co jest potrzebne do prawidłowego funkcjonowania 6latków w szkole, zostanie dopracowane?
Okazało się, że może być jeszcze dno-dna: obecna minister oświaty.
Gdyby minister pisowska zechciała wprowadzić dobre, sensowne zmiany- na pewno, tym razem poparłabym to. Nawet powrót 7 latków do I klasy, gdyby rozłożono to w sensownym czasie i z sensownymi zmianami programowymi (z oporami, ale tak). Tymczasem popełnia się „gwałt” na dzieciach i rodzicach, i tu mocno protestuję.

Jeżeli ktoś ma cierpliwość posłuchać pisowskiej kłamczuchy i manipulantki faktami, to podaję linkę

O kompetencjach sześciolatków do podjęcia nauki w szkole można przeczytać tutaj:

1) Drogaedukacyjna sześciolatków – szkoła czy przedszkole?

2)
"Aneczko, nie martw się, w ciągu roku rozp...dolimy to całe oświatowe dziadostwo i nareszcie odpoczniesz"

wtorek, 12 stycznia 2016

PiSk kretynki


Zobacz też  filmik pokazujący, co mamy bojkotować


poniedziałek, 11 stycznia 2016

I tak do przodu...

Dwie informacje wczoraj mną wstrząsnęły. Pierwsza- Dawid Bowie nie żyje. Kolejna legenda , kolejna sława muzyczna, która odeszła w ostatnim miesiącu.
Więcej informacji o nim tu:
i tu:

Druga informacja- w mieście powiatowym Cieszyn, nie był zorganizowany 24 Finał WOŚP. Ta informacja to ostatni gwóźdź do trumny, w której grzebię moją miłość do tego miasta. Dotychczas zbiórki organizował hufiec cieszyński. W tym roku zrezygnował. Komendantka podała oświadczenie, które kompletnie nic nie mówi. Żal mieszkańców jest o to, ze informacja o nieorganizowaniu zbiórki na rzecz WOŚP została podana w sobotę, kiedy nikt już nie mógł się tego podjąć. Komentatorzy na lokalnym portalu oskarżyli również ten portal o „zatajenie' tej informacji, lub jak kto woli, „przeciągnięcie terminu jej podania do ostatniego dna przez imprezą. Wprawdzie zbiórkę na terenie miasta i szpitala miejskiego przeprowadzili wolontariusze z innych miejscowości powiatu, to i tak pozostał niesmak, wstyd i zażenowanie. Natomiast w całym powiecie kwota ze zbiórek na rzecz WOŚP grubo przekroczyła dotychczasowe rekordy, a ludzie podobno świetnie się na towarzyszących imprezach bawili.
Z fajniejszych rzeczy- jest +5 stopni i pachnie wiosną, dzień jest dłuższy o 10 minut, o 17tej jest jeszcze w miarę jasno.
Przynudzania fotkami ciąg dalszy.
 Zdjęcie zrobił Jaskół na Słowacji
Poniżej- gdzieś na wyspie w zachodniej Kanadzie. Zdjęcia robiła koleżanka, która tam mieszkała jakiś czas.
 W czasie odpływu
 Góry Nadbrzeżne, część Kordylierów. Bardzo dziko, bardzo bezludnie, bardzo surowo.
 A to gość, który zawitał do naszej piwnicy.
 Zdjęcie profilowe
 Samotnik
 No i nasza ruda bździągwa bardzo czymś zainteresowana po drugiej stronie płotu.

czwartek, 7 stycznia 2016

Czas przynudzić :)

Dano już nie przynudzałam fotkami. Maliniak podpisał wszystkie ustawy jak leci, dlatego muszę trochę odreagować, zanim mnie coś na takie pipipipiopipipi nie trafi.
Niedziela, 3 stycznia, godzina prawie 8 rano, - 15 stopni :)




I trochę zabawy





środa, 6 stycznia 2016

I dobre wieści :)

"Projekt nowelizacji ustawy o prawie łowieckim zgłoszony przez posłów PiS spotkał się z przeciwem ekologów mówiących o "ponadpartyjnym lobby myśliwskim". Jak poinformował we wtorek wieczorem na swoim profilu na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński, jego zdaniem projekt należy wycofać. Według doniesień 300polityka.pl, władze klubu PiS zdecydowały, że projekt ustawy nie będzie procedowany w obecnym kształcie. "Projekt nowelizacji ustawy #Prawo łowieckie należy wycofać" - napisał na swoim profilu na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński. W ten sposób skomentował krytykowany przez ekologów projekt zgłoszony przez posłów PiS. Z kolei jak podał we wtorek wieczorem portal 300polityka, władze kluby PiS zdecydowały, że projekt ustawy nie będzie dalej procedowany w obecnym kształcie.


Teraz poczekamy, jak będzie wyglądać nowa ustawa, ewentualnie „mocna modyfikacja” starej
I proszę, nie zarzucajcie mi fantazjowania, kiedy opisuję, jak to u nas wygląda. To, że moje opisy zakrawają na surrealizm, nie oznacza, że tak nie jest. A to, że gdzie indziej jest inaczej, normalnie, należy uznać za dobrodziejstwo i się tylko cieszyć.
 http://www.ozywicpola.pl/artykul205.php
Suplement do poprzedniego posta. Możecie wierzyć lub nie, ale to było:)
Opiszę historię "zasadzania się na lisa", zabrzmi niewiarygodnie, ale całe zdarzenie miało miejsce wczesną jesienią tamtego roku, a ja dowiedziałam się o wszystkim miesiąc po od sąsiadku, która przyszła na zakupy.
Mój sąsiad jest myśliwym (stąd też trochę znam historii o tym, co się dzieje w kole, ale niewiele, bo nie bardzo się lubimy) i pod koniec lata sąsiadka poskarżyła się mu, że lis wybrał im kury z kurnika. Dwa razy pobuszował. Sąsiad zaproponował jej, że się na lisa zasadzi niedaleko kurnika. Uzyskał od niej zgodę. Uzyskał też zgodę innej sąsiadki (mieszka 30 metrów od kurnika po przekątnej, przez uliczkę) natomiast nic mi nie wiadomo, czy uzyskał zgodę sąsiadów mieszkających naprzeciwko skarżącej się sąsiadki (około 20 metrów od kurnika)oraz innej (dom, przez pole-50 m od kurnika). Następny budynek jest nasz-około 50 metrów do kurnika po przekątnej, przez otwarte pole i następnych sąsiadów, budynek za naszym i budynek w linii tej skarżącej się-około 80 metrów przez pole. Dlaczego podaję odległości? Bo to ważne. Tylko z jednej strony, za sobą myśliwy miał puste pole (do następnego budynku, za nim około 50 metrów). Z trzech stron domy mieszkalne- mimo to propozycja padła. Nie wiem gdzie siedział, chyba najwyżej 30 metrów od kurnika, bo więcej nie mógł, a pole strzału miał w kierunku kurnika tylko. Lisa nie upolował, spryciura nie pojawiła się już. Mnie zastanawia fakt, że on nie tylko nie zapytał nas o zgodę, ale nawet nie ostrzegł, że w okręgu góra 50 metrów będzie pole odstrzału. Nie ostrzegł też, że to będą strzały nocne.
No więc, o jakim przestrzeganiu prawa przez naszych myśliwych my tu mówimy, kiedy takie hece się dzieją pod naszym bokiem?


wtorek, 5 stycznia 2016

Szykuje się łowiecka apokalipsa, czyli nie bądź obojętny, przeczytaj i podaj dalej.


Proszę Was, nagłaśniajcie tę sprawę, bo już jest tragiczne prawo łowieckie, a będzie jeszcze gorsze. Tak się złożyło, że interesuję się tym tematem, ponieważ od kilku lat obserwuję, jak wzrasta stan zagrożenia ze strony myśliwych nie tylko dla zwierzyny łownej, ale również dla ludzi. Na terenie naszego powiatu jest 5 obwodów łowieckich, a w nich działa 14 kół łowieckich. Na terenie okolicznych 5 gmin działa 5 kół łowieckich, czyli w każdej gminie jedno koło. W kole przeciętnie jest od 30 do 60 myśliwych. Każde koło ma swój obwód. Problemem na tutejszym obszarze jest to, że jest on gęsto zabudowany i w obwody łowieckie wchodzą oprócz lasów i nieużytków wchodzi wszystko-drogi, ogrody, sady itp. Obecne prawo mówi, że myśliwy może strzelać do zwierzyny w odległości nie mniejszej niż 100 metrów od budynków. Ja mam parcelę na 100 metrów długą. Mój ogród kończy się w odległości 100 metrów od domu. Oznacza to, że taki myśliwy może mi strzelić nad uchem nawet wtedy, kiedy stoję przy płocie mojej parceli. Pole przed moim domem też ma około 100 metrów długości. Jeżeli myśliwy stanie na przeciwległym końcu, to spokojne, zgodnie z prawem, może strzelać w kierunku mojego domu.
Inny przykład- droga, która idę do domu, biegnie przez pole, nie mam innego dojścia- myśliwy, kiedy ma taką wolę może sobie stać w polu i strzelać w kierunku tej drogi, bo akurat mu zwierzyna w tym kierunku umyka. Nawet, kiedy stoi daleko w polu, nadal jestem zagrożona, bo współczesna broń niesie o wiele dalej. Każde koło ma wyznaczone dni polowania (nasze środa i sobota, okoliczne w inne dni) Mieszkam na granicy trzech gmin- nie ma dnia, żeby wokoło nie rozlegały się strzały. Do lasu strach wchodzić nawet w niedzielę, bo nawet wtedy nie jest się pewnym, czy nie dostanie się kulki lub śrutu w łeb. Biedna zwierzyna jest przeganiana wte i wewte, nie ma chwili wytchnienia. Tylko w naszej i okolicznych gminach poluje na okrągło około 100 myśliwych. No właśnie, sami myśliwi to ludzie różnego pokroju. Często nie liczą się z prawem. Potrafią polować nawet w niedziele, kiedy ludzie wychodzą na spacer. W naszym kole jest kilku alkoholików „czynnych”, dwóch AA. Jeden myśliwy nie widzi na jedno oko, ale poluje, a jakże. Znam kilku, którzy w dyskusjach przejawiają butną postawę: ”a co mogą mi zrobić?”, czyli mówiąc po cieszyńsku: ”mogą mi skoczyć na pukiel. Na temat zasadności polowań nie będę się teraz wypowiadała, bo to temat rzeka. Powiem tylko- wiem, że odstrzały są konieczne i nie da się tego uniknąć, ale czy to musi przyjąć wymiar apokalipsy nie tylko dla zwierząt, ale i dla ludzi?
Tragiczne jest to, że pozwala się na udział dzieci w polowaniach, tragiczne jest to, ze dzieci oglądają po polowaniu całe pokoty martwych zwierząt, tragiczne jest to, że te polowania i pokoty święcą księża i nierzadko oni sami są myśliwymi i tragiczne jest to, że po polowaniu myśliwy zalewają pały na umór, bo muszą „zwycięstwo”oblać.

Myśliwi nie muszą przechodzić testów psychologicznych oraz badań lekarskich. Codziennie po naszych lasach i polach włóczą się ludzie z bronią, którzy mogą mieć nie teges pod kopułą. PiS chce im jeszcze dodać prawo do posiadania broni krótkiej. Przeciętny Polak, aby zdobyć pozwolenie na broń krótka musi przejść multum testów i badania lekarskie. 
To, co chce wprowadzić PiS jest tak absurdalne, że trudno w to uwierzyć.

Absurdy prawa łowieckiego, czyli noworoczny prezent PiS dla myśliwych

Adam Wajrak
Posłowie PiS postanowili zakończyć rok wystrzałowo i złożyli projekt ustawy łowieckiej, który jest twórczo rozbudowaną kompilacją najgorszych rzeczy z projektów rządowego i poselskiego z zeszłej kadencji, o którym już organizacje zajmujące się ochroną przyrody mówią, że dawno takiego pasztetu legislacyjnego nie widziały.

Jest to pasztet z wielu zwierząt oraz niepolujących współobywateli. Zacznijmy od tego, że w zeszłym roku podkomisja złożona z prawie samych myśliwych usiłowała przeforsować skandaliczny projekt ustawy Prawo łowieckie. W przepychaniu ich zapisów prym wiódł obecny minister środowiska Jan Szyszko, który zapewniał wszystkich, że "łowiectwo wyssał z mlekiem matki".

Projekt sankcjonował i potwierdzał ustawowo wiele myśliwskich przesądów i oczywistych głupot, które dotychczas były zawarte w ministerialnych rozporządzeniach, i które zamiast utrwalać, należało wykasować. Na przykład za etyczne i dozwolone uznawano strzelanie tylko do biegnącego zająca, a zabraniano do stojącego, co przysparzało cierpienia poranionym szarakom, gdyż do ruchomego celu trudniej trafić. Do jednych ptaków, np. kaczek, kuropatw i bażantów, można było strzelać tylko w locie, a do innych - takich jak gęsi - i w locie, i gdy siedzą na polu albo pływają sobie po wodzie. Podobnie wzbijać w powietrze, by zostać zabitym, nie musi łyska lub jarząbek. Teoretycznie nie można było strzelać do celów nierozpoznanych, ale do kaczek i gęsi można było walić nawet w nocy. Choć kilka gatunków kaczek jest w Polsce chronionych i powszechnie wiadomo, że myśliwi mają spory kłopot z odróżnieniem ich od tych, na które mogą polować nawet za dnia. Ale to pomysłodawcom zupełnie nie przeszkadzało, by zezwolić na nocne polowania na te ptaki. W projektach ustaw brakowało zakazu uczestniczenia dzieci w polowaniach, pomimo opinii Rzecznika Praw Dziecka, zakazu używania ołowianej amunicji, choć powszechnie wiadomo, jak jest szkodliwa dla środowiska i ludzi (w tym tych, co spożywają dziczyznę). Zezwolono na strzelanie już od stu metrów od zabudowań, co biorąc pod uwagę znacznie dalszy zasięg nowoczesnej broni, jawi się jak smutny żart. Protestowały organizacje pozarządowe uczestniczące w konsultacjach i pracach podkomisji. W końcu w zeszłym roku prezydium Sejmu interweniowało za sprawą marszałkiń Małgorzaty Kidawy Błońskiej i Wandy Nowickiej ze względu na rażące naruszenia w sejmowej procedurze, jakich dopuszczali się na podkomisji posłowie myśliwi. Projektów nie poddano pod głosowanie i skierowano do ponownego rozpatrzenia w komisjach.

Ochrona wymaga podpisu prezydenta

22 grudnia projekt ustawy Prawo łowieckie wrócił - jako projekt poselski złożony przez grupę posłów PiS. Ma on wszystkie wady poprzednich i wiele nowości. Na przykład wymienia w ustawie listę zwierząt łownych i nie podaje żadnego mechanizmu "zdejmowania" gatunków z kategorii "łowne" i przenoszenia do "chronione" albo "częściowo chronione". To znaczy, by na przykład zacząć chronić głowienkę albo łyskę, która na taką ochronę zasługuje, trzeba będzie przejść całą drogę parlamentarną, czyli głosowanie w komisjach Sejmie, Senacie i wreszcie należy uzyskać podpis prezydenta. Takich zwierząt, które należy zdjąć z listy zwierząt łownych i przenieść do kategorii "chronione" lub "częściowo chronione", jest w projekcie więcej. Chociażby to łoś, zając, tchórz, borsuk, kuna leśna, cyraneczka, kuropatwa albo jarząbek. Ale będzie to bardzo trudne, bo kto będzie nowelizował ustawę dla głowienki lub cyraneczki? W drugą stronę, czyli do wpisania na listę zwierząt "łownych", droga jest łatwa i prosta. Wystarczy wola ministra, który musi tylko spytać o (niewiążącą go w niczym) opinię Państwową Radę Ochrony Przyrody.

W dokarmianiu zwierząt, które zaburza jak mało co naturalne procesy, będzie oczywiście pełna dowolność. Można sypać, co się chce i gdzie się chce, tylko trzeba spytać o zgodę zarządcę terenu. Dokładniej - urządzający polowania leśnicy będą musieli spytać samych siebie. Będzie można strzelać do wabionych jedzeniem pod ambony dzików i jeleni, byleby nie był to paśnik, czyli konstrukcja drewniana z siankiem. Ale jak sianko się położy na ziemi albo wysypie kukurydzę, buraki lub cokolwiek innego - nie ma problemu. Kontrola nad Polskim Związkiem Łowieckim, jaką powinien mieć minister środowiska, jest iluzoryczna i taka też zostanie po przegłosowaniu tej ustawy. Plany łowieckie z kolei nie wymagają ocen oddziaływania na środowisko, tak jakby polowania w środowisko w ogóle nie ingerowały.

Prywatyzacja przez zastrzelenie

Inną nowością są przewidziane na dziesiątki milionów złotych dopłaty z budżetu do łowieckiego hobby. Obecny projekt podobnie jak wcześniejsze i stara ustawa łowiecka sankcjonowały coś, co sami myśliwi nazywali najszybszą prywatyzacją. Zwierzęta w stanie wolnym stanowią własność skarbu państwa i wszystkich obywateli, ale "po pozyskaniu" przechodziły na własność dzierżawcy obwodu, czyli myśliwych. Obrazowo wytłumaczyć można to tak, że zwierzę żywe, stojące na czterech łapach albo lecące, jest nasze, po czym jak dostanie kulę i spadnie lub upadnie - już jest prywatne. Założenie było takie, że myśliwi przejmują naszą wspólną własność i z tego płacą odszkodowania rolnikom. W skali kraju łowcy wychodzili na tym całkiem nieźle, bo przejmowali własność skarbu państwa wartą od 80 do 100 mln złotych rocznie, a szkody wypłacane rolnikom wynoszą około 60 mln złotych. Oczywiście wszystko zależało od koła, bo były takie, którym brakowało na wypłaty odszkodowań, i takie które mają spore nadwyżki. Posłowie z PiS, zamiast zająć się jednak redystrybucją tych środków, wymyślili, że do odszkodowań w połowie będzie dopłacał budżet. Oznacza to, że będziemy z naszej wspólnej kiesy jeszcze bardziej dokładać się do krwawej zabawy niektórych współobywateli. Za to myśliwi nie muszą przejmować się naszą prywatną własnością. Mogą sobie wchodzić na prywatny teren i polować. A ty, by temu zapobiec, drogi obywatelu, nie możesz po prostu powiedzieć "nie, bo mi się to nie podoba", tylko będziesz musiał udać się do sądu, przed którym będziesz musiał się tłumaczyć ze swych przekonań moralnych lub religijnych, które wskazują, że uważasz, iż zabijanie dzikich zwierząt dla sportu jest złe.

Samym myśliwym też będzie łatwiej. Do dobijania dostaną rewolwery, poza tym staż, jaki muszą odbyć w kole łowieckim, aby móc polować, zostanie skrócony z roku do pół. Oczywiście nikt nawet nie myśli o wprowadzeniu okresowych badań i testów psychologicznych, jakie inni posiadacze broni muszą przechodzić co 5 lat. Ktoś, kto dostał w wieku lat osiemnastu pozwolenie na rewolwer i sztucer, z którego można zabić słonia, będzie mógł z nim chodzić i strzelać do grobowej deski, bez obawy, iż ktoś wykryje u niego wadę wzroku, ciągoty do alkoholu lub chorobę psychiczną.

Projekt został złożony jako projekt poselski, więc nie musi podlegać w przeciwieństwie do składanego w poprzedniej kadencji projektu rządowego żadnym konsultacjom. Pójdzie więc tym razem szybko.

W kontekście tego wszystkiego zapowiedzi pani premier Beaty Szydło, przy okazji żony zapalonego myśliwego, że PiS będzie walczył z grupami interesów, brzmią co najmniej komicznie. „
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19418356,absurdy-prawa-lowieckiego-czyli-noworoczny-prezent-pis-dla.html#ixzz3wMMze2PG
Czesław Wasilewski: "Zachód słońca, sarny u wodopoju"- olej na płótnie
 http://artyzm.com/obraz.php?id=11214

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Czy prezes A. Rzepliński może być zatrzymany?

 Myślę, że warto przeczytać, bowiem Januszowi Wojciechowskiemu "pomyliły się kierunki".
Tekst jest rzetelną wykładnią prawa do zaistniałej sytuacji.
Nie dajmy sobie wmawiać bujd na resorach głoszonych przez PiSowców.


"Prezes TK Andrzej Rzepliński nie może zostać zatrzymany, jeśli nie dopuści do orzekania sędziów zaprzysiężonych przez Prezydenta RP.
Na swoim blogu eurodeputowany Janusz Wojciechowski wyraził pogląd, iż niedopuszczenie do orzekania sędziów zaprzysiężonych przez Prezydenta RP oznaczać będzie popełnienie przestępstwa z art. 224 § 2 k.k., – co usprawiedliwia jego zatrzymanie na podstawie art. 196 zdanie drugie Konstytucji, przewidującym interwencję o tym charakterze w przypadku ujęcia na gorącym uczynku przestępstwa.
 Stanowisko to jest pozbawione podstawy prawnej. Po pierwsze, dlatego, że przestępstwo to polega na działaniu w celu wymuszenia, przy wykorzystaniu przemocy lub groźby, przedsięwzięcia lub zaniechania czynności służbowej - podczas gdy działanie Prezesa nie odpowiada jego istocie, gdyż sprowadza się do wyznaczenia sędziów tworzących skład orzekający, czego nie sposób uznać za działanie poprzez groźbę lub przemoc. Po wtóre, dlatego, że do podstawowych obowiązków Prezesa TK należy wyznaczanie sędziów do składu orzekającego, to zaś, co jest nakazane przez prawo nie może równocześnie stanowić czynu bezprawnego.
Nie może być wątpliwości, że w sytuacji zaistniałej na skutek podpisania przez Prezydenta RP ustawy z dnia 22 grudnia o zmianie ustawy Trybunale Konstytucyjnym, powstał niezwykle zawiły stan prawny, bowiem ustawa ta weszła w życie z dniem ogłoszenia (bez vacatio legis), zaś jej postanowienia de facto uniemożliwiają dokonanie oceny, co do ich zgodności z Konstytucją. W ten sposób Prezes TK został postawiony w sytuacji konfliktu obowiązków: z jednej bowiem strony postanowienia Konstytucji obligują go do podjęcia czynności niezbędnych dla rozpoznania złożonego wniosku w przedmiocie zgodności ustawy z Konstytucją, z drugiej zaś ustawa ta zawiera uregulowania, które się temu sprzeciwiają. Prawo karne nakazuje – na mocy art. 26 § 5 k.k. – w takiej sytuacji dokonywać wyboru w oparciu o kryterium wartości dobra prawnego. Wobec tego należy skonfrontować ze sobą dwie wartości: dobro chronione normami rangi konstytucyjnej oraz dobro chronione przepisem ustawy zwykłej. Jest oczywistym, że wyższą wartość ma dobro, któremu ochronę przydaje Konstytucja. Zatem Prezes TK powinien podjąć działania zmierzające do rozpoznania złożonego wniosku, to zaś implikuje konieczność przyjęcia jako podstawy działania ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z dnia 22 lipca 2015 roku w pierwotnym brzmieniu.
Gdyby zaś zachowanie owych sędziów przybrało postać czynów uniemożliwiających prawidłowe funkcjonowanie TK (np. gdyby polegało na okupowaniu miejsc za stołem sędziowskim), wówczas po stronie powołanych do orzekania sędziów oraz prezesa TK powstanie prawo do powołania się na obronę konieczną, zaś obowiązkiem odnośnych służb powinno być zastosowanie kontratypu szczególnych uprawnień i obowiązków służbowych i siłowe ich usunięcie (na podstawie ustawy o przymusie bezpośrednim i broni palnej). Takie bowiem zachowanie tych osób stanowi wypełnienie istoty czynu zabronionego z art. 224 § 2 k.k. i art. 193 k.k.
Nawet gdyby przyjąć, iż przy wyznaczeniu członków składu orzekającego doszło do przekroczenia uprawnień przez Prezesa TK, to właściwej podstawy prawnej dla oceny jego postępowania należy poszukiwać w instytucji usprawiedliwionego błędu co do prawa, który wyłącza byt przestępstwa (art. 30 k.k.), gdyż stanął w obliczu konieczności podejmowania decyzji w sytuacji, dla której obowiązujące prawo nie zawiera unormowania.
Reasumując: postępowanie Prezesa TK nie narusza prawa karnego, a powołanie się J. Wojciechowskiego na „ujęcie na gorącym uczynku” jest całkowicie bezpodstawne, zaś ewentualne zachowania o takim charakterze stanowić będą naruszenie prawa.
Katowice 3 styczeń 2016 r.
*Prof. zw. dr hab. Teresa Dukiet-Nagórska kieruje Katedrą Prawa Karnego i Kryminologii Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach"

Tytuł oryginalny:" Czy prezes A. Rzepliński może być zatrzymany – J. Wojciechowskiemu do sztambucha"
 http://www.obserwatorkonstytucyjny.pl/trybunal/czy-prezes-a-rzeplinski-moze-byc-zatrzymany-j-wojciechowskiemu-do-sztambucha/
  
Fraktal zimowy
http://archiwum.wiz.pl/1996/96101900.aspmowy


niedziela, 3 stycznia 2016

"Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień..."

Pewnie powstało wiele podobnych projektów muzycznych. Ten jednak przypadł mi najbardziej do serca. Tym bardziej, że zawsze można go traktować jako załącznik do życzeń noworocznych- życzeń skierowanych do całej ludzkości na Świecie.
 
"Nadchodzi czas kiedy potrzebujemy pewnego wezwania
Kiedy świat musi przyjść razem jako jedność
Są ludzie umierający
Och, to jest czas kiedy musimy wyciągnąć pomocną rękę
To najwspanialszy podarunek z wszystkich

Nie możemy ciągle udawać, dzień w dzień
Ten ktoś, ktoś wprowadzi zmiany
Wszyscy jesteśmy częścią wielkiej rodziny Boga
I prawda - wiesz, że miłość jest wszystkim czego potrzebujemy

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja

Cóż, wyślij im twoje serce
Więc dowiedzą się, że komuś zależy
I ich życia będą silniejsze i wolne
tak jak Bóg nam pokazał
Przemieniając kamień w chleb
I wszyscy musimy wyciągnąć pomocną rękę

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja

Kiedy jesteś smutny i wyobcowany
Wygląda jakby nie było żadnej nadziei
Ale jeśli tylko uwierzysz
Nie ma sposobu w jaki możemy spaść
Cóż, cóż, cóż, zrozum
Że jedyna przemiana może tylko nadejść
Kiedy staniemy razem jako jedność

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja"


https://www.google.pl/search?q=Pacyfka+obrazy&tbm=isch&tbo=u&source=univ&
sa=X&ved=0ahUKEwjZn6D1tI3KAhVKvnIKHexaDmEQsAQIJQ&biw=1366&bih=631#imgrc=SHVztAEA_xTE1M%3A