poniedziałek, 27 czerwca 2016

Góra urodziła mysz

Tyle konsultacji, tyle jeżdżenia po całej Polsce, multum konferencji i co?
Mamy kolejną "dobrą zmianę", czyli powrót do przeszłości. Tyle szumu i nic nowego. Z małymi poprawkami wracamy do szkoły PRLu.
Nie potrafię tego skomentować.  A może nie mam już ochoty wypowiadać się na temat kolejnej reformy oświaty. W swojej pracy zawodowej przeżyłam 19 ministrów. Co minister to zmiany, nowości, kombinowanie jak nie tak, to siak i zawsze politycznie, i zawsze na zasadzie populistycznego "w trosce o dobro ucznia", a w rzeczywistości: "w trosce o oszczędności".
To nie jest dobra zmiana w oświacie. Kolejny raz dochodzę do wniosku, że niesprawiedliwy kop, który mnie wyautował z oświaty, okazał się w rezultacie kopem zbawiennym. 
Oto, co wyszykowała nowa, pyskata i arogancka minister oświaty

1. Osiem lat podstawówki 
Szefowa MEN powiedziała, że w klasach I-IV szkoły powszechnej będzie "poziom podstawowy", zaś w kasach V-VIII - "poziom gimnazjalny". Jednocześnie zapowiedziała, że w klasie IV pojawi się wprowadzenie do przedmiotów, mające złagodzić dotychczasowe bezpośrednie przechodzenie z edukacji wczesnoszkolnej do nauczania przedmiotowego. Przejście to ma złagodzić także to, że uczniowie IV klasy mają mieć tego samego wychowawcę, którego miały przez trzy pierwsze lata szkoły. 
2. Zmiany w szkołach średnich
 Po ośmiu latach nauki uczniowie będą mieli do wyboru czteroletnie liceum ogólnokształcące, pięcioletnie technikum lub dwustopniową szkołę branżową (która zastąpić ma dzisiejsze szkoły zawodowe). Pierwsze szkoły branżowe ruszą w 2017 r. 
3. Kiedy zmiany 
Pierwszy rocznik zostanie objęty nową podstawą programową w roku szkolnym 2017/2018. To uczniowie, którzy rozpoczną wtedy naukę w szkołach powszechnych, czyli tegoroczne sześciolatki oraz uczniowie, którzy powinni wówczas pójść do I klas gimnazjów (czyli ci, którzy w minionym roku chodzili do klas V szkół podstawowych), trafią oni do VII klas szkół powszechnych. 
Klasy VII będą mogły znajdować się albo w budynku gimnazjum, albo szkoły podstawowej. Docelowo klasy I-IV i V-VIII mają uczęszczać do tej samej szkoły. Uczniowie, którzy jesienią 2017 r. trafią do I i VII klasy szkół powszechnych, będą pierwszymi rocznikami, które będą uczyć się zgodnie z nową podstawa programową kształcenia ogólnego. Jednocześnie uczniowie pozostałych roczników będą kończyć rozpoczęty cykl nauczania w szkołach podstawowych i gimnazjach. W efekcie w roku szkolnym 2019/2020 do liceów, techników i szkół branżowych trafi podwójny rocznik uczniów, po VIII klasie szkoły powszechnej i III gimnazjum. Jak mówiła szefowa MEN, trwa dyskusja na temat egzaminów i podkreśliła, że nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie. W liceach – w okresie przejściowym, czyli do pojawienia się w 2019 r. pierwszych absolwentów szkół powszechnych - nauka będzie prowadzona według tzw. starej podstawy programowej, czyli tej, która obowiązywała przed 2012 r., wprowadzonej przez Katarzynę Hall."


PS. Kończyłam ósmą klasę, zaliczyłam 4letnie liceum. Uważam, że ten system był dobry. I nadal twierdzę, że jest dobry, ale... na litość boską, dlaczego co dwa lata miesza się w tej oświacie? Jeżeli uznano, że system działający w PRLu był niedobry, były poważne przesłanki do jego zmiany i wprowadzono inny, to należało ten nowy/obecny doskonalić, a nie z powrotem przewracać całej społeczności szkolnej świat do góry nogami. I to w takim ekspresowym tempie. Wiadomo, co po nagle, to po diable i tempo wprowadzania może zaważyć, po raz kolejny, na jakości i dopracowaniu całej sprawy.
Mam wrażenie, że to chodzi li tylko o to, że w Polsce pisowskiej nie może nic istnieć, co było w Polsce POwskiej. Wszystko na zasadzie zrównać z ziemią, a potem choćby potop.



sobota, 25 czerwca 2016

Zanim spadnie deszcz

Trochę wody na upał








A tak nawiasem, czy to była rocznica wydarzeń radomskich, czy święto KK.? Nie do przyjęcia jest dla mnie taki obraz. Jest to zawłaszczanie robotniczego święta. To nie purpuraci walczyli o godność, sprawiedliwość i wolność robotników. To jest ciągle świeckie państwo.


piątek, 24 czerwca 2016

Żart

Ona z czerniakiem, leczy się drugi rok i robi często niezbędne badania kontrolne. Ma skierowanie do prześwietlenia płuc od lekarza rodzinnego. Na skierowaniu jest wpisany symbol choroby. On od pół roku kaszle, nie potrafi wyjść z zapalenia oskrzeli, ma skierowanie do prześwietlenia płuc od lekarza rodzinnego, ale z sąsiedniego powiatu.
Miejsce akcji- Szpital Śląski w Cieszynie, pracowania rentgenologiczna.
- Proszę skierowanie. Po co pani robi prześwietlenie?- pracownica odbiera od niej skierowanie i uważnie się mu przygląda.
- Mam skierowanie od lekarza, tam jest napisana choroba- ona nie widzi potrzeby tłumaczenia. Doświadczona dziwnymi reakcjami ludzi, kiedy mówi na co choruje, unika takich sytuacji. Ma skierowanie z symbolem choroby i to powinno tej pani wystarczyć. Nie wystarcza.
- Ale na co pani choruje- pracownica dalej nachalnie dopytuje.
- Mam czerniaka…- nie kończy, bo, jak zawsze, widzi niedowierzające spojrzenie pielęgniarki, która bez ogródek wywrzaskuje ze zdziwieniem, aż się wszyscy w poczekalni wzdrygają- Pani ma czerniaka????
No tak, powinna być wymizerowana, łysa z wypadającymi zębami, szarą skórą i słaniająca się na nogach. W dodatku powinna mówić słabiutkim głosem. A ona śmie być promieniejącą, śliczną kobietą. Milczy. Nie ma ochoty gadać z tą babą. Odwraca się i idzie do kabiny.
Przychodzi kolej na niego. Ta sama pracownica;
- To skierowanie jest z ……- mówi z pretensją
- No tak, od lekarza rodzinnego. Chcieliśmy za jednym zamachem razem zrobić prześwietlenie i szybko- mówi on zdziwiony, że pojawia się problem.
- Ale my nie możemy przyjmować skierowań z ….- mówi ona z pretensją
- Jak to nie możecie. To jest szpital, a w szpitalu wszystkie skierowania są ważne, prawda?- on twardo obstaje na swoim.
- Ale to jest skierowanie od lekarza prywatnie- ona dalej się upiera
- Przecież to nie robi różnicy w szpitalu, prawda?- on też nie popuszcza.
W ostateczności ona przyjmuje skierowanie, on wchodzi do kabiny. Po chwili wychodzi i mówi do dziewczyny:
- Coś jest nie tak. Powiedziała mi, że jest coś na płucu.
Pod nią nogi się uginają, on też jest blady. Ona panicznie się boi. Coś na płucu jest dla niej niczym innym, jak guzem, czyli kolejnym rakiem w rodzinie. Patrzy na niego i wie, że to samo myśli.
- Idziemy- rzuca ona stanowczo. Podchodzą do pracownicy, która ich przyjmowała i robiła zdjęcia.
- Podobno coś u mojego męża jest nie tak? - pyta dziewczyna z niepokojem.
Kobieta patrzy na nich przez chwilę:
- No, ma pan guza na płucu- rzuca lekko i dodaje, wchodząc do dyżurki- Jutro będą wyniki.
Stoją i jedno patrzy na drugie. Boja się oddychać. Przerażenie sparaliżowało im myśli. W końcu w milczeniu wychodzą na zewnątrz- jadą do domu.
Ona całą noc nie śpi, on budzi się z bólem głowy, otępiały ze strachu. Jadą po wyniki. Są dobre. I ona, i on mają płuca czyste.
Kiedy łapią oddech, postanawiają nie zostawiać tak tej sprawy. Jadą złożyć skargę na pracownicę, która w tak okrutny sposób ich potraktowała. Za ten całodobowy horror, za te nerwy, jakie przeszli w oczekiwaniu na wyniki.
Opowiadają całą historię i spotykają się z niedowierzaniem. Jak to, przecież ta pani pracowała 15 lat na onkologii, nie, to niemożliwe. Młodzi są stanowczy, grożą, że złożą oficjalną skargę do dyrekcji i nagłośnią na całą Polskę, jak to sobie pracownica w rentgenie żartuje z pacjentów. Zjawia się kierownik, dzwoni do tej pani, ona się wypiera. Jasne. Młodzi nie odpuszczają. Otrzymują obietnicę, że kierownictwo wyciągnie wobec tej pracownicy konsekwencje.
Zdają sobie sprawę, że to tylko obietnice, ale równocześnie mają świadomość, że błogi spokój żartownisi został naruszony, współpracownicy dowiedzieli się, jakie to żarciki wobec pacjentów pani sobie robi. I o to chodziło. Ruszyć to draństwo, które bezkarnie, okrutnie traktuje chorych.

wtorek, 21 czerwca 2016

Ej Sobótka....Sobótka...


Noc Kupały, Sobótka lub Noc Świętojańska to święto obchodzone w nocy, w czasie przesilenia letniego. Jest to noc, która poświęcona jest... miłości! Czyli takie trochę polskie walentynki! Tyle, że z rdzenną tradycją, sięgającą całych wieków wstecz!
Rodzime walentynki, czyli Noc Kupały, przypadają na 23 czerwca, w wigilię wspomnienia św. Jana. Jest to święto powitania lata, a zarazem święto miłości. Dawniej w tę magiczną noc rozpalano wielkie ogniska, przy których zbierali się ludzie. Wokół ogniska tańczono, śpiewano i wróżono.
Głównie w tańcach brały udział niezamężne panny, które śpiewały miłosne pieśni i chciały w te noc dowiedzieć się, czy wyjdą za mąż. Przez ogniska też skakano. Robili to przeważnie chłopcy, ale skakano też w parach. Jeśli trzymającej się za ręce parze udało się przeskoczyć razem przez ogień, wróżyło to szczęście ich miłości.

Z sobótkową nocą, czyli Nocą Kupały wiąże się również zwyczaj puszczania na wodzie wianków. To młode panny wiły wianki z ziół i kwiatów, a później puszczały je na wodę. Każdy wianek musiał mieć wpięte małe, zapalone łuczywo. Gdy wianki płynęły niesione przez fale rzeki czy strumienia, po drugiej stronie czekali chłopcy, którzy wyławiali wianki.
Później przy ognisku szukali właścicielki swojego wianka. Gorzej było, gdy wianek zaplątał się w szuwarach, to znaczyło nieodwzajemnioną miłość, smutek lub to co najgorsze – staropanieństwo!”

Kwiat paproci to mityczny, legendarny kwiat, zakwitający raz w roku. Według niektórych źródeł ma to miejsce w noc przesilenia letniego, czyli najkrótszą noc w roku z 21 na 22 czerwca. Większość podaje jednak inną datę - wigilię św. Jana, potocznie zwaną „Nocą Świętojańską”, przypadającą z 23 na 24 czerwca.


Ten przepiękny kwiat, mieniący się cudownym blaskiem, rozświetlający ciemne bory i lasy, miał przyciągnąć swym niezwykłym światłem śmiałka, który odważy się go zerwać. A była to bardzo kusząca wizja, bowiem kwiat paproci zapewnić miał swemu znalazcy: zdrowie, bogactwo, dostatek i szczęście…aż do końca jego dni. Brzmi imponująco i zachęcająco, ale aby było to możliwe, musiał zostać spełniony jeden, najważniejszy warunek! Swoim dobrobytem i majątkiem posiadacz kwiatu paproci nie mógł się z nikim podzielić. W  przeciwnym razie, straciłby wszystko co posiada. Niesamowite opowieści o kwiecie paproci, na przestrzeni minionych wieków, wywarły tak silny wpływ na ludzi- zwłaszcza mieszkańców wsi i małych miasteczek, że każdy pragnął ujrzeć na własne oczy tę zjawiskową roślinę i przekonać się o jej magicznej mocy. Z tego względu poszukiwania kwiatu stały się nieodłącznym elementem obchodów słowiańskiego święta „Kupały” oraz na dobre zapisały w legendach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Kwiat paproci od zawsze był u nas pomyślną wróżbą, tak szczególną jak czterolistna koniczyna w Irlandii, jemioła u Celtów, czy biały wrzos w Szkocji. Dlatego też szukano go z taką wytrwałością. Botanicy są bardzo sceptyczni wobec tych mitów i legend, twierdząc że paproć nie kwitnie, ponieważ należy do rzędu roślin bezkwiatowych. Jednak, gdy wnikliwie przejrzymy bardzo stare katalogi roślin, to okaże się, że nazwy spłatały nam figla. Otóż, wyraz paproć(albo paprotka) pierwotnie nie stanowił nazwy żadnej konkretnej rośliny. Był terminem ogólnym, oznaczającym zbiorowo wiele rodzajów roślin rosnących na gruntach podmokłych. Sam wyraz „pap-r” oznaczał sitowie. Naturalnie rośliny nazywane „paproć”, podobnie jak rośliny określane słowem „trawa”, „ziele” lub „chwast”, miały także swoje szczegółowe, rodzajowe nazwy. Paprociami były zatem np. długosz, gnieśnik, karlik, mokrzyca, zapartnica czy zylwa. W większości są to znacząco różne odmiany roślin z rodziny paprociowatych, ale są tu też rośliny innych rodzajów, np. storczykowatych, których kwiaty otwierają się albo pachną tylko w nocy. Tak więc legendarny „kwiat paproci” mógł należeć do którejkolwiek z tych roślin, gdyż wiele z nich zakwita właśnie w czerwcu. „

http://www.przyjaznywroclaw.pl/felietony/305-czy-istnieje-kwiat-paproci

Obrazy-źródła
nfo-poster.eu/noc-kupaly-jaka-byla-naprawde/


http://luszka.blogspot.com/2012/05/kwiat-paproci.html

Wszystkim komentującym na mym blogu życzę dużo miłości w życiu:)
 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Jedną nogą w Czechach, drugą w Polsce, czyli wielka promocja

Nareszcie doczekałam się fajnej promocji Cieszyna. Lekko, łatwo, przyjemnie i pokrótce o wszystkim, co w obu Cieszynach warte odwiedzenia
Trochę mnie ten film podbudował, bo ja od dobrych kilku lat zauważam w polskim Cieszynie zmiany, niestety na gorsze. Dzisiaj spojrzałam na Cieszyn okiem turysty. W tym kontekście nie jest tak źle.


Lektura na dziś
https://www.youtube.com/watch?v=oGFvBgvd0d4

niedziela, 19 czerwca 2016

Bez powera na pół gwizdka

Chyba zaczęło się naprawdę lato. Bardzo ciepło, a ma być cieplej i jeszcze cieplej. Sucho, a ma być jeszcze bardziej sucho. Niech chociaż burza jakaś deszcz przyniesie. Chodzą one sobie to z jednej strony, nad górami, to z drugiej strony, od północy, ale przesunąć się nad nasz ogród, ani z jednej, ani z drugiej strony nie chcą. Podlewam rośliny wodą z basenu. Za wcześnie napełniony, zazielenił się glonem. Nie pomógł chlor. I kąpiel była też tylko jedna, bo ciągle zimne noce, wychładzały wodę przez dzień nagrzaną. Nic to, kupiono środek przeciw glonom, zwiększy się dawkę chloru a nadchodzące upały nagrzeją wodę. Kosów chyba zbyt dużo się namnożyło. Zdziobały trzy czwarte na pół dojrzałych porzeczek, teraz żerują na czereśniach. Ziemia twarda, trudno wydobyć robacze żarełko. Dzisiaj na czereśni miały konkurencję. Dwa małe rudasy przyszły na śniadanie i wcinały owoce, aż miło było patrzeć. Tak więc w ogrodzie są dwie mocno rude, prawie pomarańczowe, młode i jedna, ciemnobrązowa, stara. Myślę, że jest ich więcej. Jaskół mówił, że rankiem obserwuje dwie młode, które są bardzo ciemne. Ptaki przycichły. Wieczorami tylko jeden drozd jeszcze koncertuje. Dzisiaj zobaczyłam na pniu orzecha kowalika, a od paru dni, w okolicach sekwoi, pokrzykuje dzięcioł. No i wilgi czasem też na dole ogrodu się odzywają. Te to raczej przylatują w odwiedziny, bo trochę pośpiewają i potem parę dni jest cisza. Jeszcze parę dni i zaczną się wakacje. Znów czas za szybko leci.
Dalej nie mam żadnej weny, ani ochoty do pisania, ale mam sporo fajnych zdjęć.
Niektóre z nich











sobota, 18 czerwca 2016

Pomysły zacnych i przyzwoitych mężczyzn.


Odnoszę wrażenie, że panowie, występujący, skądinąd, w słusznej sprawie, jaką jest obrona ojców przed niesprawiedliwymi wyrokami w sprawach rozwodowych oraz ich dzieci, tym razem strzelili sobie samobója, przy okazji faulując na potęgę przeciwniczki.
 Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy tak pisze o swoich celach: "Fundacja stara się pomóc obecnym i przyszłym ojcom w Polsce, a także w wielu innych krajach, szczególnie chrześcijańskich. Jeżeli Świat idzie w złym kierunku, należy starać się naprawiać go, tak robili i robią przyzwoici i zacni ludzie. Dlatego skupiliśmy się na najważniejszym aspekcie życia człowieka (około 95% społeczeństwa) na rodzinie" (pisownia oryginalna).

Pomysł tej intercyzy jest dość interesujący. Rodzi bowiem wiele nie mniej interesujących implikacji. To dobry temat do rozmyślań na weekend, a jeszcze lepszy w sytuacji kiedy to ktoś was nie daj bosze  bierze właśnie ślub. Sprawę opisał już Super Express, więc ja tylko odniosę się do niektórych rozwiązań, budzących daleko być może idące konsekwencje. Panów proszę o skupienie, panie niech przez chwilę zajmą się odkurzaniem. 
Oto tajemniczy dość dla mnie twór jakim jest Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy, proponuje aby nim wejdziecie w tzw. związek małżeński zawrzeć rodzaj specyficznej intercyzy.
Miała by ona regulować i to na piśmie, wszelkie kwestie związane z życiem codziennym małżonków. Co ciekawe, autorzy tego „dokumentu“ podkreślają, że „proponowane zasady w 90% opierają się na prawie biblijnym“. To wystarczy żeby było ciekawie, a momentami nawet hardkorowo.
Przeto nie dziwi podstawowe i biblijne jak najbardziej motto owej intercyzy która zakłada, iż to mężczyzna przejmuje w małżeństwie władzę w najistotniejszych dla rodziny obszarach, a kobieta ma mu się potulnie podporządkować. Jak będzie inaczej to pewnie od razu w ryj, ale uczciwe stwierdzam, że o tym akurat w intercyzie – jak na razie przynajmniej – nie ma ani słowa.
Według proponowanego dokumentu, mąż, czyli facet (acz w związkach jednopłciowych może to być oczywiście kobieta, bowiem liczy się rola społeczna a nie płeć), powinien decydować o wszystkim co najistotniejsze. O wyborze przedszkola i szkół dla dzieci, o miejscu w którym rodzina spędzi wakacje, jak również o sposobie spędzania wolnego czasu tudzież o karach dla krnąbrnych bachorów i krnąbrnej – tak się może zdarzyć – żony."
I dygresja  zawarta na stronie, między wierszami treści artykułu
"Pamiętajcie katolicy o złotej zasadzie: baba przynajmniej dwa razy do roku nie bita jak należy, psieje!
Żona zgodnie z zapisami intercyzy, powinna zajmować się domem, nie pracować co najmniej do drugiego roku życia dziecka, a najlepiej w ogóle nie pracować, oraz – co najważniejsze i co budzi moje niezdrowe wręcz zainteresowanie – powinna bezwzględnie godzić się na seks, kiedy tylko mąż ma na to ochotę. Zajebiste, prawda!
Paragraf 19 intercyzy mówi:
Żona będzie mogła odmówić mężowi współżycia seksualnego, tylko wówczas, gdy będzie miała zwolnienie lekarskie, dwa dni przed i po menstruacji”.
Intercyza tego nie precyzuje, ale rozumiem, że w przypadku tego zwolnienia lekarskiego i braku zgody na małżeńskie ruchanko, żona zobowiazana jest ustanowić na czas zwolnienia jakieś sensowne zastępstwo, lub też sfinansować usługę zewnętrznej firmy świadczącej tego typu usługi. Jest ich multum, więc nie powinno być problemu. Ten pomysł akurat bardzo mi się podoba i jedyne czego żałuję to to, że nie mam żony tylko partnerkę, a związki z partnerkami nie są niestety przedmiotem rzeczonej intercyzy.
Interesujący jest tez zapis paragrafu 24, określającego wygląd i ubiór żony.
[żona] zobowiązuje się do: noszenia długich włosów (minimum do ramion), i co najmniej w każdą niedzielę i święta, będzie chodzić w sukienkach, podczas trwania małżeństwa”
Skąd ten pomysł? „Kobiety z krótkimi włosami mogą być pomylone przez dzieci z mężczyznami. Trzeba zapobiegać ich dezorientacji. Poza tym, tak okaleczone, stają się mało atrakcyjne dla mężów” – mówi prezes Janusz Faliński, pomysłodawca i autor intercyzy.
Jeśli by to wszystko wcielić w życie, a tym zapisy dotyczące wyglądu, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że w sprawach seksu żadne zwolnienie lekarskie nie będzie potrzebne. I bez zwolnienia nie będę chciał za czas jakiś tknąć takiej kobiety a zewnętrzny outsourcing seksualny będzie codziennością. Co oczywiście wydaje się dość interesującą perspektywą w każdym nawet nie objętym intercyzą a zwłaszcza bardzo katolickim małżeństwie.
A pomysleć, że wedle autora tego pomysłu, niejakiego pana Falińskiego, cała ta intercyza i zapisane w niej zasady mają być po to by – uwaga – „uzdrowić polską rodzinę“.”
Źródło:

Poszukałam w necie stron powiązanych z tematem i znalazłam jeszcze wzór tej Intercyzy tu:

natomiast strona Fundacji:

http://www.fundacjaojcow.org.pl/ Nie otwiera się.

A tu cały tekst z  "Gazety Wyborczej"

"Zasady życia małżeńskiego według fundacji

Pracownicy fundacji wychodzą z założenia, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, dlatego oferują wsparcie nie tylko pokrzywdzonym ojcom, ale też mężczyznom, którzy dopiero planują związek małżeński i ojcostwo. Przed problemami w związku ma chronić... intercyza, której wzór publikuje. To dokument mający gwarantować mężowi i ojcu należne mu miejsce w rodzinie. Pracownicy fundacji rozumieją to bardzo specyficznie.

"Po urodzeniu dziecka i kolejnych dzieci, Barbara Kowalska do 2-ego roku życia dzieci, będzie opiekować się nimi nie pracując poza domem. Roman Nowak zobowiązuje się do pokrywania kosztów utrzymania rodziny w tym okresie na poziomie adekwatnym do jego zarobków. W przypadku rażących braków w utrzymaniu domu, Barbara Kowalska będzie mogła zatrudnić się poza domem" (pisownia oryginalna) - to jeden z pierwszych punktów.

Żona będzie więc mogła pracować, nie oznacza to jednak zwolnienia jej z obowiązków domowych takich jak gotowanie: "Rodzina będzie spożywać posiłki razem, przygotowane przez Barbarę Kowalską. Tylko w uzasadnionych przypadkach, może rodzina niekompletna spożywać posiłki". "Żona będzie zajmować się domem i zarządzać nim po konsultacji z mężem" - to kolejny zapis określający małżeńskie powinności kobiety.

Akt seksualny w akcie notarialnym

Intercyza proponowana przez fundację szczegółowo reguluje życie seksualne w małżeństwie. "Szczęśliwie" dopuszcza sytuacje, w których żona może ze współżycia zrezygnować. "Żona będzie mogła odmówić mężowi współżycia seksualnego, tylko wówczas, gdy będzie miała zwolnienie lekarskie, dwa dni przed i po menstruacji. Może żona także odmówić współżycia, gdy mąż będzie chciał współżyć seksualnie więcej niż raz dziennie".

Mąż także ma swoje zobowiązania. "Mąż ma obowiązek współżyć seksualnie z żoną, nie mniej jak trzy razy w tygodniu" - wynika z dokumentu. Brak tu jednak informacji o sytuacji, w której mąż nie będzie w stanie wypełnić tego zobowiązania.

Na przykład dlatego, że będzie przeciążony podejmowaniem istotnych dla rodziny decyzji. A ich zakres jest szeroki. "Roman Nowak, w każdym miejscu zamieszkania, tam gdzie będzie przebywał, będzie decydował o wyborze programu TV". Mąż decyduje też o miejscu spędzania wakacji oraz o wyborze szkół i przedszkoli dla dzieci. "Żonie pozostaje troska o właściwy wygląd. Barbara Kowalska zobowiązuje się do: noszenia długich włosów (minimum do ramion), i co najmniej w każdą niedzielę i święta, będzie chodzić w sukienkach, podczas trwania małżeństwa".
Co na to prawnicy?
Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy rekomenduje współpracę z adwokatem Marcinem Muśnickim. Pytamy go więc, jak ocenia treść proponowanej przez fundację intercyzy. - W moim przekonaniu takie zapisy są nieskuteczne pod względem prawnym. Czym innym jest intercyza, a czym innym są kwestie wynikające z kodeksu rodzinnego i związane z wolnością osobistą - komentuje.

Podobnego zdania jest prof. Monika Płatek. - Wątpię, żeby jakikolwiek notariusz zgodził się na podpisanie dokumentu o takiej treści. To jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, nie mówiąc już o konstytucji. Jeśli ktoś ma odbyć stosunek seksualny pod przymusem, to jest to gwałt - mówi.

- Jeśli są w Polsce mężczyźni, którzy myślą w taki sposób, to jest to dowód na to, że przez ostatnie 25 lat władze promowały patriarchalną wizję dominującego mężczyzny. To kolejny dowód na to, że powinniśmy ratyfikować konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy - podkreśla.

Prezes: Kobieta staje się wampirem

- Ludzie mogą ustalić między sobą to, co chcą, przecież to ich decyzja. Intercyza jest dla młodych, żeby nie obudzili się z ręką w nocniku - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Janusz Faliński, prezes Fundacji Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy. Jak tłumaczy, "wystarczy, że kobieta dowie się, że jest w ciąży, a już staje się wampirem, zaczyna pomiatać mężczyzną". Dlaczego? "Bo tak może i nie ma prawa, które by jej zabraniało cwaniakować w takiej sytuacji".

Według Janusza Falińskiego typowy schemat wygląda tak: kobieta rodzi dziecko i wyrzuca mężczyznę z domu, on traci dom, majątek i wszystko. - To jest sposób na życie. Rodzi dziecko, pozbywa się faceta i on jej musi płacić alimenty. Poznaje drugiego mężczyznę, śpi z nim i on jej też daje pieniądze. A czasem taka kur... jeszcze trzeciego pozna, taką działalność gospodarczą z tego robi - mówi Faliński.

Podaje też przykłady skrzywdzonych mężczyzn, którzy dzwonią do niego i opowiadają swoje historie. - Jeden z nich, wykształcony, kulturalny, inżynier. Wrócił do domu, zobaczył, że wszystko jest wyrzucone z lodówki. Żona celowo wszystko wyrzuciła, wysmarowała się ketchupem i zadzwoniła na policję, że jest awantura w domu. Przyjechali i go zabrali - relacjonuje. - Polska policja nie odróżnia krwi od ketchupu? - pytam. - A to pewnie pominęli w protokole - tłumaczy Faliński.

Według Janusza Falińskiego największą szansę na wygranie w sądzie sprawy o opiekę nad dziećmi mają geje, choć sam Faliński takich wyrzuca, jak się zgłaszają po pomoc. - Te geje to nie są mężczyźni, to są kobiety, więc jak przychodzą do sądu, to tak potrafią śpiewać, że przekonają. A normalny honorowy mężczyzna nie będzie o swoich sprawach rodzinnych opowiadał, na wszystko się zgodzi - mówi prezes fundacji.

Jego zdaniem 100 proc. mężczyzn przegrywa sprawy o opiekę nad dzieckiem. Kiedy zauważam, że osobiście znam ojca, który taką sprawę wygrał, prezes kwituje: - To pewnie gej.”
Podkreślenie na czerwono jest moje


piątek, 17 czerwca 2016

Nazywają to spadkiem formy, bo tak najłatwiej. Trudniej, zamiast pochopnie definiować, przyjąć do wiadomości.

Moja decyzyjność mocno siadła. Za to uruchomiło się wahadło niepewności. Ciągle odchyla się w kierunku „za”, a potem siłą reakcji nabiera rozpędu w kierunku „przeciw”. Wahnięcia pomiędzy: „pisać- nie pisać' ; „cytować- nie cytować”; „wklejać- nie wklejać”. A to najważniejsze pojawia się coraz częściej: zamknąć blog i złapać oddech od „przymusu” prowadzenia- prowadzić dalej i kombinować tematy. Treści, które byłyby w miarę neutralne i nie naruszały niczyjej: a to godności osobistej, a to poglądów zgoła odmiennych, a to moralności rodem z polski XIX wiecznej, a to systemu wartości, z którego słynie jedyna słuszna opcja i nie naruszały, bozia wie, jakich rzeczy.
Chyba nie jestem wśród blogerów odosobniona w odczuwania takiej swoistej presji, dotyczącej prowadzenia bloga. Wiem, nie ma przymusu- to ja decyduję o częstotliwości i o tematyce wpisów. Teoretycznie i realnie tak powinno być. A nie jest. Już uwolniłam się od presji, którą odczuwałam na początku blogowania, presji pisania niejako w sposób, by nie „popsuć” sobie wizerunku. Nie chodzi o koloryzowanie, stawianie siebie w lepszym świetle, kreowania swego doskonałego „Ja”. Chodziło o to, by tak pisać, by nie prowokować komentujących do negatywnej oceny. Było- krótko trwało- minęło. Wszystkich nie zadowolisz, bo i tak, jak ktoś zechce, to nazwie cię feminazistką, kiedy mówisz o prawach kobiety do samodecydowania równocześnie nie popierając aborcji, albo ateoszują, kiedy krytykujesz postępowanie księży KK, nie mając takiego stosunku do wiernych.
Uważam, by nie pisać zbyt dużo o sobie i bliskich, o mojej pracy- kiedyś dostałam nauczkę, internetowy cham rozpowszechnił o mnie wyimaginowane w swoim zidiociałym mózgu, rzeczy. Zostałam oczerniona. To skutecznie wyhamowało we mnie chęć opisów tego, co się dzieje w moim domu i życiu. Myśl o pisaniu bloga ambitnego, porzuciłam już dawno, bo taki bardzo łatwo, z czasem, zamienia się w tragikomiczny.
W końcu wypracowałam w sobie postawę obronną, przestałam się przejmować tym, kto mnie jaką odbierze. Piszę oszczędnie, oględnie i tak zostanie.
Ale jestem zmęczona blogowaniem, znużona szukaniem pomysłu na blog, zniechęcona. Już nie interesują mnie dyskusje pod postami w różnych blogach. Przestały bawić gierki słowne.
Jestem polityczna, ale widzę, że to też nie bierze. Chciałam przedstawić propozycje nowych ustaw pisowskich, które to ustawy odbierają ludziom prawa, pozwalają pisiurom na zawłaszczanie mienia i powoli zrobią z nas społeczeństwo niewolników. Czy ktoś to tu przeczyta? Wątpię.
Nawet teraz, kiedy piszę ten post ,dzwonią mi w głowie dzwoneczki- uważaj, pisz tak, by się towarzystwo nie poczuło dotknięte, bo wystarczy słowo i….
Czy Wy też tak macie z prowadzeniem bloga?


poniedziałek, 13 czerwca 2016

To, co minęło, ale fajne

Znalazłam w czeluściach mojego, wiosennego archiwum i wgrałam na YT.
Ruda buduje gniazdo. Drzewo, z którego zdziera korę, to lipa.
Przepraszam, że film tak "wiruje". Kręciłam, stojąc na tarasie, a drzewo z rudą jest od niego około 30 metrów. Zrobiłam spore przybliżenie, co uwypukliło drgania rąk. Trzymałam je cały czas  przed oczami, w górze (głowę miałam zadartą). Myślałam, że mi odpadną, ale warto było pocierpieć.

piątek, 10 czerwca 2016

I co mi zrobią, jak pohandluję w niedzielę? :):):)

Czytam propozycje ustaw w wydaniu PiSowskim. Ostatnia, jaka mi wpadła w ręce, to ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę. I może nie wkurzyłabym się tak bardzo, bo zakaz handlu w niedzielę szykował się od dawna, ale sankcje, za łamanie tego zakazu... sankcje...Zresztą, podaję link. Przeczytajcie sami, co grozi za łamanie tych zakazów (końcówka Rozdziału III)
A sama ratuję się ponadczasowym Deep Purple
I równie ponadczasowe "Hey Joe". Tym razem  w wykonaniu Deep Purple. Mistrzostwo:)


sobota, 4 czerwca 2016

Rezolucja

Rezolucja podjęta i ogłoszona 4 czerwca 2016 roku na wiecach Komitetu Obrony Demokracji przez jego członków, sympatyków i wszystkich Polaków, którzy w tym dniu chcą zamanifestować swoje przywiązanie do idei, które przed 27 laty doprowadziły Polskę do wielkiej zmiany.
Dzień Niepodległości 1989 roku nie nastąpił po prostu. Był kolejnym punktem na historycznej drodze Polaków ku wolności, która prowadziła ich od przegranej we wrześniu 1939 r., poprzez lata II wojny światowej, rok 1945, zwroty w latach 1956, 1968, 1970, 1976 i wreszcie powstanie Solidarności i grudzień 1981. 4 czerwca 1989 r. był dniem kolejnego zwycięstwa nadziei Polaków, zrealizowanym i przekutym w trwałą demokrację.
Komuniści musieli uznać wybór wolności dokonany przez wolnych obywateli, którzy postanowili zrzucić krępujące ich od dziesięcioleci więzy. To Polacy, jako wolni obywatele, skierowali Polskę w stronę demokratycznej Europy, od której oderwały ją dwa totalitaryzmy. Czas był najwyższy, ale też moment od wielu lat najbardziej sprzyjający. I został wykorzystany najlepiej, jak to było możliwe.
Przez 26 lat (w warunkach wolności, której mogą nam pozazdrościć wciąż liczne jeszcze kraje, żyjące w opresji wewnętrznej i w warunkach wojennych), zbudowano w Polsce nowe instytucje, powstały silne, wolne media, zreformowano system polityczny i gospodarczy, zbudowano trwałe samorządy, wreszcie przyłączono Polskę do najpotężniejszego sojuszu militarnego oraz zapoczątkowano integrację z Unią Europejską. Wszystkie te dokonania przeobraziły nasz kraj w stopniu, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Przybliżyły też poziom życia Polaków do standardów krajów Unii, czyniąc z Polski jeden z 30 najzamożniejszych państw świata. Dokonania ostatnich lat zagwarantowały nam też bezpieczeństwo militarne, nieporównywalne z żadnym okresem w naszej historii po XV wieku.
Nic jednak nie jest dane raz na zawsze, niezależnie od tego, czy wywalczyliśmy to poprzez wolne wybory czy w walce zbrojnej. Demokracja wymaga nie tylko zgody na nią – konieczna jest jej codzienna pielęgnacja oraz stała, ciężka praca obywateli dla umacniania kilku najważniejszych wartości: poszanowania konstytucji, podziału i zrównoważenia władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, wolności słowa, rozdziału Kościoła od Państwa, zakorzenienia w europejskim kręgu wartości, wreszcie – szacunku dla godności człowieka jako obywatela.
Wydarzenia ostatniego półrocza dobitnie pokazały, że Polska nie jest odporna na zagrożenia dla demokracji. Że zdyscyplinowana mniejszość, która przejmuje władzę w drodze demokratycznych wyborów może bez trudu – powołując się na dany jej mandat – zniszczyć nie tylko klimat wewnętrzny państwa, ale zachwiać jego sojuszami, osłabić pozycję międzynarodową, zdemolować instytucje konstytucyjne. Może zagrozić wolnościom, prawom człowieka i obywatela, wepchnąć Polskę na drogę prowadzącą do autorytaryzmu. Dialog, stanowiący fundament demokracji, został zerwany.
Prawo i Sprawiedliwość, izolując Polskę od idei i efektów wyborów z 4 czerwca 1989 roku, zagroziło równowadze państwa. Podzieliło, jak nikt nigdy dotąd, społeczeństwo. Utrudniło funkcjonowanie naszego kraju w ramach Unii Europejskiej, wystawiło kraj na krytykę i śmieszność.
My, obywatele zgromadzeni 4 czerwca 2016 roku oświadczamy, że zamierzamy nadal wcielać w życie demokratyczne dziedzictwo wyborów z 1989 roku. Że nie zgadzamy się na niszczenie dorobku politycznego, społecznego i kulturalnego Polski. Że zrobimy wszystko dla odbudowy niszczonych instytucji państwa i dla uzdrowienia klimatu w naszym kraju.
Dialog jest narzędziem, wymaga jednak uczestnictwa więcej niż jednej strony. Obóz rządzący z uporem odmawia nam prawa do uczestniczenia w dialogu o Polsce. Dlatego, nie zwracamy się do Prawa i Sprawiedliwości o rozmowę. Zwracamy się do poszczególnych osób uwikłanych w obecne rządy, dla których dobro Polski ma wartość najwyższą. Kierujemy do nich apel: rozmawiajcie!
Apel nasz ogłaszamy w rocznicę wyborów, które dały Polsce i Polakom WOLNOŚĆ. Rozmawiajmy! Aby jutro nasza ojczyzna znów mogła być wolna i silna. Nie nacjonalizmem i butą rządzących, ale siłą wolności jej obywateli. Aby Polska była znów szanowana w rodzinie europejskiej tak, jak to miało miejsce dotychczas.
Komitet Obrony Demokracji

 http://koduj24.pl/4-czerwca-swieto-wolnosci/



 https://obrazyintuicyjne.wordpress.com/kr-2/