piątek, 30 września 2016

Po prostu DIO (wersja łagodna)

Strasznie przygnębia mnie "dyktatura' i głupota pisiurów. Kiedy stres, kiedy przygnębienie, wtedy rock.






Szaleńcy przeciw kobietom- nowy projekt w Sejmie



"Podczas gdy kobiety w całej Polsce szykują się do protestu przeciwko zmuszeniu ich do rodzenia za wszelką cenę, do Sejmu wpłynął kolejny projekt. Jego autorzy powołują się na Watykan i postulują zmiany w prawie, które w praktyce odetną kobietom dostęp do antykoncepcji.

Projekt jest już w Sejmie - został złożony w trybie petycji, więc nie wymagał 100 tys. podpisów. Podpisało się pod nim 86 organizacji dążących do delegalizacji przerywania ciąży i ograniczenia lub odebrania kobietom dostępu do antykoncepcji. O sprawie napisała na Twitterze Agnieszka Rogal, reporterka Radia TOK FM.



Projekt ten również zakłada zmuszenie do donoszenia ciąży kobiet zgwałconych, chorych umierających i w innych przypadkach ciąży powikłanej, ale oprócz tego postuluje taką zmianę prawa, która w praktyce zdelegalizuje antykoncepcję.

Art. 154a. Kto wytwarza, wprowadza do obrotu, reklamuje, zbywa lub nieodpłatnie udostępnia środek o działaniu poronnym lub antynidacyjnym, podlega karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.”
Jak podkreśla dr Grzegorz Południewski, medycyna nie zna pojęcia "środka antynidacyjnego", ale to enigmatyczne sformułowanie, odnoszące się prawdopodobnie do zapobieżenia niechcianej ciąży, jeśli zostanie przegłosowane, w efekcie doprowadzi do tego, że lekarze będą mogli pójść do więzienia za wypisanie kobietom pigułek antykoncepcyjnych (zarówno klasycznych jak i awaryjnych, zażywanych w przypadku np. pęknięcia prezerwatywy lub gwałtu).



W sobotę 1 października pod Sejmem odbędzie się protest przeciwko odrzuceniu projektu obywatelskiego Ratujmy Kobiety. W poniedziałek 3 października odbędzie się Ogólnopolski Strajk Kobiet przeciwko pracom Sejmu nad zaostrzeniem przepisów ws. przerywania ciąży. Strajk zainicjowała Marta Lempart z Wrocławia, ale poszczególne wydarzenia są organizowane indywidualnie przez mieszkanki/-ców poszczególnych miejscowości"




Więcej o projekcie można przeczytać tu http://www.gazetacz.com.pl/artykul.php?idm=741&id=19533 
Włos na głowie staje:(

środa, 28 września 2016

Mężczyzno....jeśli kochasz naprawdę....

 Na facebooku ukazał się tekst "supermana"

Na szczęście nie wszyscy mężczyźni są takimi skurwysyńskimi dupkami.

Jestem przekonana, że przeczytają na facebooku  ten (poniższy) tekst i może coś dotrze. Nie sądzę, że będą gremialnie popierać panie. Wystarczy jak nie będą przeszkadzać i rzuca takich "wypocin", jak niejaki A. Błaszczak, w eter.

"Wy idiotki! Co wy myślicie? Że coś zwojujecie, że organizując kolejną demonstrację, kolejny marsz, ba nawet strajk, ktoś was zauważy? Czytam o sukach, o dziwkach, o kuhwach, które mogą pracodawcę pocałować w dupę i jeśli tylko nie przyjdą w poniedziałek do pracy w ramach kobiecego strajku, bo on na ich miejsce znajdzie kilka innych za głodową stawkę. To nie jest wyssane z palca. Takie komentarze pojawiają się w internecie, pod każdą inicjatywą organizowaną przez kobiety, które chcą wyrazić swój sprzeciw na to, co się dzieje w naszym państwie.
Bo problem macicy i jej praw jest nadal problemem jednej płci, o którym z chęcią dyskutuje ta druga bez jajników, bez możliwości porodu i zajścia w ciążę w wyniku gwałtu.
Może czas najwyższy otworzyć oczy i powiedzieć głośno, że odbieranie godności kobietom, nie jest tylko naszym – kobiecym problemem. Jest zagrożeniem dla nas wszystkich.
Ty, który jesteś mężem, partnerem, który kochasz swoją kobietę, zamknij na chwilę oczy. Wyobraź sobie moment, kiedy ona ci mówi, że jest w ciąży, kiedy radość, szczęście miesza się ze strachem. Kiedy nie rozumiesz jeszcze głaskania się po brzuchu i jej huśtawki nastroju. Za to czujesz w sobie odpowiedzialność za dwa życia – za jej i tego nienarodzonego. Wyobraź sobie przez chwilę, że nagle szczęście przerywa choroba, która wdarła się w wasze życie. To moment, kiedy TY biorąc odpowiedzialność, kochając i szanując musisz współdecydować: jej życie, czy nienarodzonego dziecka. Proszę, zobacz to – jak siedzisz przy szpitalnym łóżku, kiedy ona płacze, bo wszystkie nadzieje i marzenia zostają nagle pogrzebane, kiedy stajecie oboje przed wyborem, który przecież nigdy nie miał być waszym udziałem. Jej życie, czy życie dziecka… A teraz wyobraź sobie, że tego wyboru nie macie… Że możesz się z nią tylko pożegnać, modlić się i liczyć na cud… Możesz pozwolić jej napisać list… do siebie, do waszego dziecka, które nie wiadomo, czy przeżyje… Jedyne co możesz zrobić, to oswoić się z myślą, że za chwilę nie będzie przy tobie kobiety, którą kochasz. Nic więcej zrobić nie możesz. Już nie dzisiaj. Klamka zapadła, żaden lekarz nie zdecyduje się ratować życia twojej kobiecie, gdy może zapłacić za to więzieniem…
Wyjeżdżasz na delegację. Jak zawsze, bez obaw do niepokoju. Przecież wracasz za chwilę. Za chwilę, w której ona dotknęła piekła gwałtu, kiedy nie było ciebie przy niej, kiedy nie mogłeś jej obronić. Czujesz jak bezsilność zabiera ci oddech, jak niemoc, która cię ogarnia, odbiera ci zmysły. Patrzysz na nią – poniżoną, wzgardzoną, obolałą, tak inną od tej, która przecież jeszcze przed chwilą całowała cię na pożegnanie… Teraz już nigdy jej nie zostawisz, zawsze będziesz przy niej. Dźwigniecie to razem, choć przecież jest i tobie tak cholernie ciężko. Ale kochasz ją, dziś czujesz, że kochasz ją jak nikogo innego na świecie, jak twoja miłość jest w stanie uleczyć to, co się stało… Ale ona jest w ciąży… Nie chce tego dziecka, nie chce przedłużać traumy, wykrzykuje ci w twarz, że nienawidzi siebie, nienawidzi tego, co w sobie nosi. Chce zapomnieć, chce wyjechać, chce to wszystko odciąć jak najgrubszą kreską zapomnienia… A ty po raz kolejny nie możesz jej pomóc… Płaczesz, walisz pięściami w poduszkę, głową w ścianę… Bo po raz kolejny skazujesz ją na cierpienie, z którego nie wiesz, czy ona będzie w stanie się podnieść. To ją niszczy… oddala od życia. A ty nie masz wyboru… ona też go nie ma. Tak, wiem, myślałeś: „To nas nigdy nie będzie dotyczyć”…
Jesteś ojcem? Masz córkę? Córkę, którą kochasz nad życie, której ufasz, której nikt nigdy nie skrzywdzi, bo przecież ty bronisz jej bezpieczeństwa… Ale ona się zakochuje. Poznaje chłopaka. Tak bardzo się o nią boisz, ale rozumiesz, przynajmniej starasz się zrozumieć… Ona tak prosi o ten ich wspólny wyjazd, ognisko, namiot… Gwałcą ją we trzech. On i dwóch kolegów. Nie… nie otwieraj oczu, nie uciekaj od tego. WYOBRAŹ TO SOBIE. Widzisz tę twoją małą bezbronną córeczkę, której wszystko co najcenniejsze odebrało trzech pijanych nastolatków… Nie… nie mogłeś nic zrobić. Teraz? Jeśli jest jakieś teraz możesz tylko przy niej być, wspierać ją i próbować pomóc jej przejść przez to piekło… Ciąża jest gwoździem do tej tragedii. Ona łyka tabletki, płukanie żołądka, nie chce żyć… Ma 17 lat. Przecież wszystko, co najlepsze przed nią. A musi zostać matką. Tak MUSI, choć nie ma w niej na to zgody… Choć nie ma jej w tobie. Choć sprawcy gwałtu zostali ukarani, oni nie poniosą prawdziwej odpowiedzialności za to, co zrobili. Poniesie ją ona… Twoja córka. Bo odebrano jej prawo wyboru.
A może chcesz już zostać dziadkiem? Szalejesz z radości, gdy córka oznajmia ci, że nim będziesz. Już oglądasz auta, klocki, planujesz wspólne z wnukiem wycieczki. Nawet nie wiedziałeś, że taką radość ci to sprawi… taką frajdę, że wleje w ciebie tyle szczęścia i czułości. Ale zamiast szczęścia, spędzasz czas przy szpitalnym łóżku twojej córki. Nie wie, kiedy urodzi. Musi czekać. Nie ma niebieskiego kocyka, nie ma pieluch, ani misia, który czekałby na swojego małego właściciela. Są łzy, smutek i śmierć, która siada obok was, by chwilę po tym, gdy na świecie pojawi się twój wnuk, go odebrać. Twoja córka nie wiedziała, jak ci to powiedzieć… Nie chciała zagłuszać twojego szczęścia. Jeździła od lekarza do lekarza, od badania do badania, by potwierdzić, że dziecko, które nosi w sobie, przez minutę swojego życia będzie cierpieć ogromny ból, by zaraz odejść… Nie chciałeś, żeby twoja córka była bohaterką, szukałeś rozwiązań, pomysłów, żeby przerwać ten koszmar, który gasił w twojej córce chęć do życia. Ale już dawno odebrano jej prawo wyboru, prawo do zadecydowania…
Masz syna? Wyobraź sobie, że ten syn dzwoni do ciebie w środku nocy, bo nie wie, co robić, bo nie ma pojęcia, kogo prosić o pomoc. Bo wie, że jeśli jego żona nie przerwie ciąży to umrze. Albo wie, że ona urodzi martwe dziecko, albo dziecko, które żyć będzie przez chwilę. I on nie ma wyboru! Nie może jej pomóc, nie może o niczym zadecydować, nie może nawet podjąć dyskusji, bo ta niczego nie zmieni… I ty… Ty też nic nie możesz zrobić, bo kilka lat wcześniej pomyślałeś: To ich, kobiet, problem, mnie on nie dotyczy…
I wiesz… Życzę ci dzisiaj, żebyś nigdy nie musiał wybierać, żeby nigdy żadna kobieta, która pojawi się w twoim życiu takiego wyboru nie musiała dokonywać. Masz w sobie tę pewność? Naprawdę? A co, jeśli się trafi? Co, jeśli konieczność wyboru dotknie – twojej żony, partnerki, córki, przyjaciółki, przyjaciółki twojej córki? Też się odwrócisz, powiesz: Nie moja macica, nie mój problem. Też uznasz, że to o co dziś walczymy ma tylko jedną płeć? Dotyczy tylko nas? Kobiet?
Zamknij na chwilę oczy… i wyobraź sobie swoją żonę, córkę, kochankę, która nie ma prawa wyboru… Wtedy już jej nie pomożesz. Jeśli kochasz naprawdę – zrób to teraz!
WSPIERAMY PONIEDZIAŁKOWY STRAJK KOBIET. POMYŚL O KOBIECIE, KTÓRĄ KOCHASZ I PRZYŁĄCZ SIĘ DO NAS. TA SPRAWA NIE DOTYCZY TYLKO JEDNEJ PŁCI!"


Posłuchajcie

https://vimeo.com/184583782

poniedziałek, 26 września 2016

"Białe rzodkiewki"

- Jak ci się podobają moje nowe truskawy?- pytam Jaskóła i z dumą demonstruję mu nowe dzieło.
- Jakie truskawy?- Jaskół wyraźnie nie jarzy o co chodzi.
- No te- pokazuję palcem na nowe zawieszki, wiszące na kredensie.
- To są truskawki?- pyta ze zdziwieniem.
- No truskawy. - mówię i dodaję stanowczo- Wszędzie tak je nazywają: strawberry, kłuboczki, truskawki…
- Powiedziałbym raczej, że to biała rzepa- Jaskół stara się określić, o co mu chodzi- Jadaliśmy takie na wiosnę. Mama przynosiła je z targu.
- Rzepa?- teraz mnie deczko zatchnęło. Rzepa to taka wielka rzodkiew/ biały burak. Przynajmniej u nas się ją  określało- Nie, chyba raczej białe rzodkiewki jedliście.
- No, białe rzodkiewki. Takie długie i białe- potwierdza Jaskół.
- No dobra- śmieję się- Jak zwał, tak zwał, niech będą białe rzodkiewki, ale chodzi mi o dzieło. Jak ci się podoba moje dzieło.
- Fajne- usłyszałam pochwałę.
Czyli zrobiłam nowy gatunek zawieszek- białe rzodkiewki. Tylko jakoś te listki nie są rzodkiewkowe. Wszystko jedno- rzodkiewki czy truskawki- nowe zawieszki powstały. Nie powiem, swoim zwyczajem rzuciłam się od razu na głęboką wodę i wyhaftowałam je dosyć bogato. Dodatkowo obszyłam koralikami. Nie liczyłam, jednak przy trzeciej truskawie/rzodkiewie już mnie diabli brali, tyle tego było.
Zamiar był taki- każda z haftem robionym inną techniką. Jedna- haft płaski (z malinami), druga-rococo (z fioletowymi owijkami) i ostatnia- jakobiński (fioletowe kółka). Ta z jakobińskim jakby trochę mniej była w tym stylu, ale ogólnie jestem zadowolona.
Wiszą....na kredensie... trzy białe rzodkiewy
 En face, czyli to co powinno być widoczne./
 Tyły. Raczej nie do oglądania. Nie chciało mi się, po zszyciu, uzupełnić perełek. Mdliło mnie już od tych perełek. Na razie nienawidzę przyszywania perełek. Perełkom mówimy (do czasu) zdecydowanie: "NIE"
 Prawa strona
 Lewa strona
 Góra, czyli nietypowe dla "białych rzodkiewek" listki. Jedna bez perełek. Też ujdzie.
 W towarzystwie "prawdziwych" truskaw.

sobota, 24 września 2016

Państwo terroru i dyktatury

"Nie jestem zła, zawiedziona ani smutna. Jestem wściekła zimną furią. To co się stało, to  czystej wody tyrania dyktatura i zachłystywanie się władzą. Nie tą powierzoną przez wyborców, nie. Władzą absolutną. Władzą nad życiem i śmiercią, nad zdrowiem drugiego człowieka. Do takiej władzy nikt nie ma mandatu. Mało, że to niedemokratyczne. To nieludzkie. To działanie na naszą szkodę i zgubę. To nienawiść i próba władania ludźmi, obywatelami kraju, jak i tymi, którzy mieli nieszczęście w tym samym czasie co rządzący na terenie tego kraju przebywać –  jak swoją własnością. 
Nie jesteśmy niczyją własnością. Nie macie prawa. Nie macie prawa do bezprawia. Nie macie prawa zagrażać naszemu życiu. Nie macie prawa doprowadzać do naszej tragedii, cierpienia i śmierci. Nie macie prawa zamykać nas w więzieniach. Nie macie prawa odmawiać nam dostępu do decyzji, do zdrowia, do leczenia. Do walki o nasze chciane ciąże i chciane dzieci. Do decyzji o terminacji ciąży legalnie, bezpiecznie i w najlepszych warunkach nowoczesnej medycyny.

Niech zapłoną opony, niech stanie ruch w całym kraju. To nasz czas. Ten kraj powinien stanąć w miejscu. W miejscu jak wryte powinno stanąć PKB. Ubrać się na czarno? Mało. Wyjść pod Sejm? Mało. Organizować protesty? Mało.

Uderzają tam gdzie nas będzie bolało. Wszystkie. Te które chcą mieć dzieci nie dostaną opieki medycznej w ciąży. Być może ktoś pomoże umierającym, ale większość lekarzy nawet przy łóżku umierającej ciężarnej pacjentki będzie się bała, że za wykonywanie zawodu i przestrzeganie przysięgi Hipokratesa – primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić) – trafi za kratki. Te, które dzieci mieć nie chcą, będą żyły w większym jeszcze niż dotąd strachu, stracą wszelkie prawo do własnej decyzji, zamiast lekarza dostaną prokuratora i kratki. Pseudopopuliści uderzyli w te najsłabsze – biedne, pełne obaw i strachu, bez pieniędzy, wiedzy, bliskich, znajomości. Uderzyli w nas wszystkie, bo wszystkie mamy wolną wolę, prawo do decydowania o sobie, do bezpieczeństwa zdrowia i życia.
Chcę, żebyśmy wyszły na ulice. Chcę, żebyśmy zaprotestowały nie idąc do pracy, zatrzymały produkcję. Chcę, żeby miasta i autostrady stanęły, żeby zapłonęły opony. Miara się przebrała. Chcę, żebyśmy stały pod Sejmem aż uzyskamy dostęp do należnych nam praw reprodukcyjnych. 
Chcę strajku w domach. Twój partner, Twoja partnerka odmawia kobietom prawa do decydowania o sobie? Do antykoncepcji? Do legalnej bezpiecznej aborcji? Zgwałconym, dzieciom również odmawia tego? Odmawia Ci prawa do rodzicielstwa za pomocą in vitro? Odmawia prawa do leczenia gdy jesteś w cią
także do leczenia płodu? Strajkuj.

Nie chce aborcji, to niech jej sobie nie robi. Na seks, seks z Tobą, też nie zasługuje.

Apeluję także do partnerek i partnerów posłów i posłanek, którzy odrzucili projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie,  którzy dali zielone światło nieludzkiemu projektowi ustawy kryminalizującej aborcję i leczenie kobiet w ciąży – nie uprawiajcie z nimi seksu. Chcą penalizować seks? Chcą, żeby seks naznaczony był strachem, widmem utraty zdrowia i życia, więzienia? Sami na ten seks nie zasługują, na Was również nie zasługują.
Polska jest kobietą i chcę żeby Polska stanęła, aż na powrót uznane zostaną nasze prawa, prawa człowieka, prawa kobiet. Aż rządzący nigdy więcej nie ośmielą się podnieść na nas ręki. Czym jest kilkuset ludzi? Nas są miliony. I to jest nasze życie."

Sosińska: Dziś pod Sejmem powinny zapłonąć opony


Podpisuję się pod tym tekstem całym sercem. Niech kobiety zrozumieją wreszcie, że to dotyczy wszystkich kobiet. Nie ma migania się na zasadzie: "Co mnie to obchodzi, mnie to nie dotyczy". Jeżeli nie ciebie bezpośrednio, to może to dotknąć twoją córkę, wnuczkę, synową, siostrę, przyjaciółkę....
Najpierw zabiorą nam prawo o decydowaniu o własnym ciele, zdrowiu i prokreacji, a potem dobiorą się do innych sfer kobiecego życia. Kobieta dla pislamistów jest nikim.
Wklejajcie teksty o nieludzkiej ustawie, chociaż w ten sposób pomagajmy sobie.
Zaznaczenie na czerwono jest moje 
Komentarze wyłączyłam

czwartek, 22 września 2016

Co można zrobić z pudełkiem po butach, czyli o prezentach pod choinkę.

"Czy miłość można spakować do pudełka? Uczestnikom ogólnopolskiej akcji „Prezent pod choinkę” udało się to już ponad 65 tysięcy razy! Uczestnikiem tej akcji charytatywnej dla dzieci zagrożonych ubóstwem z trzech państw Rumunii, Ukrainy i Białorusi może zostać każdy. Już dziś.
Akcja „Prezent pod choinkę" rozpoczyna się po raz kolejny. Aby prezenty dotarły do dzieci na czas, trzeba już zacząć działać. Do listy koordynatorów akcji można przyłączyć się w każdym miejscu w Polsce, zachęcając do zrobienia paczki znajomych, rodzinę, pracowników firmy, członków parafii czy organizacji społecznych. Materiały promocyjne bezpłatnie przekazuje główny organizator akcji - Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP z Dzięgielowa.
Jak można pomóc w tej akcji? - Działania dla każdego uczestnika akcji są bardzo proste: odłożenie tekturowego pudełka (najlepiej po butach) i skompletowanie rzeczy, które będą miłą niespodzianką, ale także pomocą dla dzieci zagrożonych ubóstwem w Rumunii, Ukrainie i Białorusi - wyjaśnia Bożena Giemza z Centrum Misji i Ewangelizacji.
Dlatego obok zabawek organizatorzy zachęcają do zakupu szczoteczki i pasty do zębów, rękawiczek, czapki, ciepłej bielizny, drobnych artykułów szkolnych i higienicznych. Oczywiście ważne są słodycze, ale uwaga: ich data ważności do spożycia musi być po 1 kwietnia 2017 roku.
- Przede wszystkim jednak darczyńca musi zdecydować dla kogo przygotowuje paczkę i taką informację zamieścić na pudełku. Po pierwsze wybrać: chłopiec czy dziewczynka, po drugie wskazać grupę wiekową pomiędzy: 2-5, 6-8, 9-11, 12-15 lat. To bardzo ważne - podkreśla Bożena Giemza. Tak zrobioną paczkę należy dostarczyć do najbliższego koordynatora. Nie wiesz gdzie konkretnie na terenie powiatu cieszyńskiego przyjmowane są gotowe paczki? Rzuć okiem na mapkę
Jeśli nie chcesz lub nie masz czasu na przygotowanie paczki, zrób przelew. Osoby te mogą wpłacić kwotę 60 zł (50 zł - prezent, 10 zł - koszty przesyłki paczki do dziecka) na konto: ING Bank Śląski SA o. Cieszyn 81 1050 1083 1000 0022 8838 0138, Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, ul. Misyjna 8, 43-445 Dzięgielów, z dopiskiem „Wirtualna paczka”.
Akcja robienia paczek trwa do 13 listopada br. Po tym terminie organizatorzy rozpoczynają prace związane z transportem paczek z całej Polski i ich ekspedycją zagraniczną oraz restrykcyjnymi przepisami celnymi."




sobota, 17 września 2016

W pełni się zgadzam- po konferencji kłamczuszki- krętaczki

"Doczekałam się. Wreszcie minister Zalewska raczyła wystąpić publicznie i przekazać informacje na temat reformy edukacji. Wprawdzie wciąż jeszcze nie wyszłam z mgły smoleńskiej, jaką mi wczoraj zafundował Macierewicz, jednak dałam radę. Nieźle podskoczyło moje ego, bo pisowski język okazał się płynny i zrozumiały, dzięki czemu wiem, co i jak z tą reformą. Będzie wspaniale, będzie sielsko i anielsko, a szkoły polskie wreszcie wypełnią się dobrymi nauczycielami, dobrymi uczniami, dobrymi programami. Alleluja i do przodu… ku chwale Ojczyzny.
Pani minister nie wspomniała nawet jednym słowem, że cała reforma opiera się na powrocie do systemu sprzed 1999 roku, czyli 8-klasowa szkoła podstawowa, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum i dwustopniowa szkoła zawodowa. Tak więc mamy odgrzewany kotlet, a nie żadną nowość. Czy można więc traktować to jako swój, pisowski, sukces?
Bardzo podobało mi się odwołanie do szerokich konsultacji z rodzicami, nauczycielami, samorządami czy związkami zawodowymi. Mając tyle lat, ile mam, może już demencja się u mnie odzywa, ale pamiętam, że z tym konsultowaniem nie było tak różowo, jak to przedstawia Zalewska. Coś tam się działo, były jakieś spędy nauczycieli. Czasami tylko pani minister nie dojechała, czasami powiedziała, co chciała i szybko się ewakuowała. A co z głosem pół miliona osób, które podpisały się pod apelem o pozostawienie gimnazjów? Tego wołania nie uznaje się za społeczną konsultację, albo inaczej, tak właśnie te konsultacje wyglądały. Niby MEN rozmawiał, niby słuchał, ale i tak zrobił, co chciał. Tak samo trudno mi uwierzyć w euforię samorządów, które poniosą koszty tej zmiany. Jeżeli uświadomimy sobie, w czyich rękach są samorządy, to jasne się staje, kto będzie obarczony winą za każdą, najmniejszą nawet wpadkę organizacyjną czy edukacyjną. Oczywiście – PO.
Reforma obejmuje tegorocznych pierwszoklasistów i w przyszłym roku szkolnym czwartoklasistów oraz uczniów klas siódmych. Zupełnie nie potrafię zrozumieć, jak można wprowadzać zmiany, kiedy wciąż brak bazy. To jak oddać pacjenta w ręce osoby, która jest na pierwszym roku studiów medycznych, a ma przeprowadzić operację. Taką bazą jest podstawa programowa, która pokazuje nauczycielowi kierunek edukacji, poziom umiejętności i zakres wiedzy, niezbędną dla rozwoju ucznia na danym etapie. Opracowanie podstawy wymaga wielkiej wiedzy, doświadczenia zawodowego i przede wszystkim czasu. Kiedy usłyszałam słowa ministerki, że nauczyciele teraz mają pełną dowolność edukacyjną, mogą sobie być sami sterem, żeglarzem, okrętem, bo dopiero potem dostaną fragmenty podstawy programowej, to wcisnęło mnie w fotel. Tak powiedzieć może tylko ktoś, kto nie ma pojęcia, czym jest podstawa. Kto nie rozumie, że podstawa programowa obejmuje cały cykl edukacyjny. Kobieto, z choinki się urwałaś? Fragment tu, fragment tam, a potem to się jakoś połączy w jeden cykl nauczania i będzie dobrze? Oj nie, nie będzie. A co z podręcznikami? Już teraz powinien funkcjonować podręcznik dla klasy pierwszej, a do czerwca powinny pojawić się podręczniki dla klasy czwartej i siódmej. Tylko jak zacząć prace nad nim, jeśli nie ma podstawy programowej? Praca nad podręcznikiem to olbrzymi wysiłek zespołu ludzi, to też czas dla recenzentów, czas na konsultacje, poprawki, uzupełnienia. To się nie da tak, hop siup i jest. Nierealne.
Kolejnym, „miłym” dla mojego ucha stwierdzeniem, była pewność pani minister, że nikt nie straci pracy w szkole, że ilość klas będzie taka jak powinna, więc nie trzeba obawiać się nauki na dwie zmiany, że 14-latek nie będzie stanowił zagrożenia dla 7-latka. Piękna wizja, której jednak nawet moja wybujała wyobraźnia nie ogarnia. Spójrzmy realnie. Mamy niż demograficzny, mamy nauczycieli w szkołach podstawowych i liceach, którzy pracują w niepełnym wymiarze godzin bądź łączą pracę w dwóch szkołach, by wyrobić etat. Dodajmy do tego koszty utrzymania szkół, co obciąża głównie samorządy, te, niezbyt obecnie lubiane przez władzę. No i wychodzi nam na to, że po pierwsze klasy będą bardzo liczne, bo to mniej kosztuje. Po drugie – szkoły będą pracowały pełną parą od świtu do wieczora, bo to też taniej niż inwestycja w budynki, które nie będą czasowo wypełnione uczniami. Przepełnione szkoły, przepełnione klasy to zdecydowanie niższy poziom nauczania, brak szans na indywidualizację edukacji, a co za tym idzie, planowana jakość nie ma szans. Po trzecie, szybciej mi kaktus wyrośnie niż uwierzę, że wielu nauczycieli nie poleci na zieloną trawkę. Teoria swoje, ale życie to życie.
Sporo czasu poświęciła pani minister zmianom w nauczaniu, dotyczącym głównie korelacji historii WOS-u i j. polskiego, ale jak ona to widzi, nie wiadomo. Tak jak nie wiadomo, jakie będą treści w nauczaniu historii, szczególnie tej najnowszej. Na czym będzie polegało wychowanie patriotyczne? Jaką rolę będzie odgrywał Centralny Rejestr Dyscyplinarny dla nauczycieli? W jakim zakresie będzie zmienione prawo oświatowe i zasady finansowania szkół? Potok słów, konkretów mało, a ja obawiam się jednego. To już nie będzie szkoła wolna od polityki, szkoła kształcąca wolne umysły, mająca apolitycznych nauczycieli. To będzie szkoła PiS-u, przygotowująca wyborców tej jedynej, słusznej partii. Obym się myliła.
Tamara Olszewska"

I Jeszcze
"
Wracamy do modelu szkoły rodem z PRL-u, tak znienawidzonego przez PiS. To, co budowaliśmy w szkole przez ostatnie niemal 20 lat, PiS rozmontowuje dziś jednym pstryknięciem. Centralizuje edukację – na negatywnych emocjach i pod narodową nutę.
Ministra edukacji Anna Zalewska przypieczętowała w piątek likwidację gimnazjów, powrót 4-letnich liceów i 5-letnich techników oraz wcześniej już przeprowadzone wycofanie 6-latków ze szkół. Podczas prezentacji założeń nowej ustawy Prawo Oświatowe powtarzała wielokrotnie sformułowanie:  „po raz pierwszy w historii”.
Po raz pierwszy rządzący słuchają głosu rodziców, po raz pierwszy zadbają o nauczycieli, po raz pierwszy zatroszczą się o dzieci, po raz pierwszy uporządkują prawo oświatowe – słowem: wreszcie ktoś się zabrał za porządki w szkole.
To oczywiście nieprawda. Cokolwiek PiS robi w edukacji, nie jest to żadna "pierwszyzna".

Reforma według politycznego rachunku

Popularny na świecie edukator i autor bestselerów o szkole Ken Robinson napisał: Jednym z najpoważniejszych moich zmartwień jest, że choć systemy na całym świecie są poddawane reformom, to w wielu z nich reformy są przeprowadzane z motywów politycznych i komercyjnych (Ken Robinson, "Kreatywne szkoły", wyd. Element, 2015 r.). Nie inaczej jest z reformą PiS.
Wracamy bowiem do modelu szkoły rodem z PRL-u, tak znienawidzonego przez tę partię. Niewiarygodne zresztą, że PiS sam się w te buty chętnie pakuje. Przyczyna jakże banalna: każda zmiana w edukacji wprowadzana przez rząd Beaty Szydło jest prostą i szybką odpowiedzią na postulaty rozgoryczonego elektoratu. Rodzice od lat narzekają na gimnazja? Zlikwidujmy. Nauczycielom (sic!) nie wystarcza 3-letnie liceum? Wydłużmy. Egzaminy bolą? Wycofajmy. Takie populistyczne "mówisz – masz" ma zapewnić PiS-owi polityczny spokój i następną kadencję. Nikt nie może narzekać, że ten rząd nie słucha ludzi.
Reforma z 1999 r. (czyli wprowadzenie gimnazjów) nie sprawdziła się, czas podjąć decyzję – mówi twardo Anna Zalewska.
Uzasadnienia, jakich na potrzeby konferencji i wypowiedzi medialnych szuka ministra Zalewska, to tylko przyszywanie liczb do tez. Nie wytrzymują one jednak testu na logiczną argumentację. W jaki sposób np. MEN wydedukowało, że widoczny zwłaszcza w gimnazjach problem przemocy rówieśniczej, szkolnego rozwarstwienia, nadmiaru zajęć i ciśnienia na wynik rozwiąże właśnie prosta rezygnacja z tego elementu edukacji? Skąd pomysł, że wydłużenie nauki w liceach akurat o rok pozwoli uczniom na lepsze przygotowanie do studiów i pracy?
Stąd tylko, że to wszystko już było i… jakoś działało. W PRL-owskiej szkole, którą pamięta z osobistych doświadczeń każdy dorosły, każdy w rządzie PiS. Wystarczy szkołę zorganizować według starego przepisu i problemy się skończą?

Szkoły łączymy, nauczycieli nie wyrzucamy?

MEN obiecuje, że zadba o bezpieczeństwo nauczycieli, którym grozi bezrobocie, z powodu reformy. Związek Nauczycielstwa Polskiego obliczył, że pracę może stracić aż 36 tys. nauczycieli. W piątek Zalewska temu przeczyła. MEN proponuje w nowej  ustawie, żeby nauczycieli, dla których w pierwszych latach reformy zabraknie pracy, przenosić w tzw. stan nieczynny. Dostawaliby wtedy pensję zasadniczą (ok. 75 proc. tego, co normalnie), mieliby też pierwszeństwo w staraniach o nową pracę, gdyby pojawiały się takie miejsca w szkołach, które będą się przekształcały. Sęk w tym, że te zasady dotyczą nauczycieli mianowanych – to trzeci stopień awansu zawodowego, dostępny po ok. pięciu latach pracy  szkole.
W podobny sposób nie będą więc chronieni nauczyciele z krótszym stażem pracy. Skoro  dopuszcza się łączenie szkół w zespoły, likwiduje gimnazja, a do przedszkoli już przeniesione są 6-latki, należy się spodziewać zwolnień właśnie wśród młodej kadry. Może to spowodować za kilka lat lukę pokoleniową wśród nauczycieli – w szkołach pozostaną tylko najstarsi, a kiedy odejdą na emerytury, nie będzie kogo zatrudnić. Zwłaszcza po latach zniechęcania kandydatów do tego zawodu. Podobny problem miały niektóre stany USA, kiedy uciekli im ze szkół młodzi nauczyciele przedmiotów przyrodniczych, zniechęceni obniżoną liczbą godzin i niskimi pensjami.

Szkoła na pasku

Prognoza, że szkolna PiS-reforma spowoduje wielki chaos, nie jest oczywiście odkrywcza. Proszę sobie wyobrazić dwie klasy pierwsze w liceum, w których w tym samym 2019 roku uczą ci sami nauczyciele. Z tym, że w jednej klasie siedzą absolwenci gimnazjów, a w drugiej – ci z „nowych” podstawówek. Otóż będą się uczyli czegoś innego i będą zdawali kiedy indziej oraz całkiem inną maturę - ci pierwsi po trzech latach, pozostali: po czterech i według nowych zasad. A to tylko malutka część problemu.”

A może kaczy gniot tym razem ma rację? 




czwartek, 15 września 2016

Łamigłówka ze "spadami".


Liczyłam razem z p. Muchą. I stanęłam w tym samym miejscu, co ona. W każdym razie faktycznie ci, co będą repetować w podstawówce, dostaną dziwne świadectwa. Teraz świadectwo klasy 6tej szkoły podstawowej to „świadectwo ukończenia” szkoły. To jak to…. powtarzający klasę gimnazjaliści ukończyli szkołę i… nie ukończyli szkoły?
Obawiam się czegoś jeszcze innego. Być może, kiedy ministra kłamczuszek- krętacz o końskich zębach i rozumku myszy, kapnie się, że jest problem z gimnazjalnymi uczniami repetującymi, każe ich po prostu- rozporządzeniem, a jakże- przepuścić/wypuścić. O… i znowu wyniki poszybują w górę.
No i kto aroganckiemu nieukowi zabroni bawić się polską oświatą? No kto?

Próbuje to rozgryźć, pomóżcie:
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 3 klasie gimnazjum - trafi do 3 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 2 klasie gimnazjum - trafi do 2 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w tym roku szkolnym uczeń nie zda w 1 klasie gimnazjum - trafi do 7 klasy szkoły podstawowej, którą już skończył i ma świadectwo ukończenia! (rok młodsi uczniowie);
Im dalej, tym bardziej ciekawie.
Jeśli w przyszłym roku szkolnym uczeń nie zda w 3 klasie gimnazjum - trafi do 3 klasy gimnazjum (rok młodsi uczniowie);
Jeśli w przyszłym roku szkolnym uczeń nie zda w 2 klasie gimnazjum - trafi do 8 klasy szkoły podstawowej, czyli po dwóch latach gimnazjum trafi do podstawówki! (rok młodsi uczniowie);
Pierwszej klasy gimnazjum nie będzie.
Jeśli w kolejnym roku szkolnym uczeń nie zda w klasie trzeciej gimnazjum, a klasy drugiej gimnazjum i pierwszej gimnazjum już nie będzie, trafi do 8 klasy szkoły podstawowej, a po pierwsze, po trzech latach gimnazjum wróci do podstawówki, po drugie, przejdzie do rocznika nie o rok, ale o dwa lata młodszego!
Czy możecie sprawdzić, to rozumowanie, bo - szczerze mówiąc - można się mocno pogubić!"

Nie potrafiłam wybrać który z memów najlepiej obrazuje naszą oświatową kłamczuszkę i krętaczkę, zatem wkleiłam  te:



wtorek, 13 września 2016

Haft dla niecierpliwych

Skończyłam haftować nowe truskawy i powinnam je uszyć, by wykończyć, ale nie mam czasu otworzyć maszyny do szycia. Tym sposobem haftuję, co mi do głowy wpadnie z postanowieniem, że potem wszystko hurtem uszyję. Szukałam, co by tu jeszcze i wyhaftowałam nieduże „rococo”. Tak zamiennie nazywa się haft brazylijski. Ten rodzaj haftu wymaga cierpliwości i zręczności, a te pętelki, owijki, podwójne pętelki, pikotki i tym podobne zawijasy nitkowe do najłatwiejszych nie należą. Jednak zaparłam się i w cztery wieczory zrobiłam to. 

  To dosyć prosty haft, który robi się kilkoma ściegami. myślę, ze nieźle wyszło jak na pierwszy większy haft rococo.

Zasadniczą trudnością jest dla mnie odczytywanie, jakim ściegiem poszczególne elementy robić. Jedne ściegi da się tłumaczyć na j. polski- są również w książkach do haftu, przetłumaczonych na j. polski- innych uczę się na wyczucie, patrząc na schematy (nie zawsze czytelne), albo z YT. A i tak posługuję się raczej nazwami angielskimi. W hafcie rococo są ściegi dosyć skomplikowane i dodatkowo niektóre podczas haftu nakłada się na inne.   
W pewnych momentach czarna magia. Ale ja jestem uparta.:)
Płatki kwiatów są haftowane jednym z wariantów pętelki francuskiej (Pistil stitch). Łodygi grube- jednym z wariantów ściegu łodyżkowego (Stem stitch). Środki kwiatów tworzą pętelki francuskie (French knot). 
 Cieniutkie łodyżki robione są ściegiem nakładanym (Couching stitch) i wreszcie te grubaśne owady to mnóstwo owijek (Bullion stitch).
Haftowałam na płótnie popelinowym (Ingrid 50ct), muliną Ariadna i muliną DMC Variations. Cieniutkie łodyżki haftowane są połyskującą nicią Madeira Multicolours (sztuczny jedwab).

Tyle o hafcie dla bardziej cierpliwych. A teraz o tym dla mniej cierpliwych.
  Bo i mnie czasem chce się haftu, który robiłby się szybko i by go szybko przybywało. Znalazłam na YT kiedyś tam, w zamierzchłej przeszłości, filmiki z bardzo interesującym haftem. Obejrzałam i postanowiłam, że może kiedyś… może…. A teraz wróciłam do nich. Nie mogłam znaleźć nazwy rodzaju haftów, która była mi potrzebna do dalszego szukania instrukcji do ściegów, no i wzorów do haftu. Panie na filmach mówiły w języku brazylijskim, dlatego szukałam pod hasłem: "haft brazylijski”. Ciągle wyskakiwało mi rococo. Nie będę zanudzać. Dotarłam wreszcie, po kilku godzinach poszukiwań, do nazwy. Ten rodzaj haftów nazywa się "haft fantazyjny" lub "fantastyczny" w znaczeniu niezwykły (fantastic). Fantazyjny ponieważ polega na wszelkiego rodzaju wariantach przeplatania nici na określonej „siatce". Dodatkową cechą jest to, że rzadko przeprowadza się nici przez materiał. Robi się kanwę na materiale, a potem się oplata. Super sprawa, bo rezultat można szybko zobaczyć. Mniej super kiedy się pomylisz -  klapa.
Znalazłam stronę z filmem, wzorem i gotowym haftem
Obejrzałam filmik. Ok. SWkopiowałam wzór, dobrałam materiał i nici, i włączyłam jeszcze raz filmik, by zacząć haftować równolegle z   haftem pokazywanym przez Brazylijkę.  
Trochę to uciążliwe, bo co ścieg, to STOP, ale jakoś szło. Po chwili zorientowałam się, że coś innego mi wychodzi. Pani miała pętelki, ja łańcuszek. Mimo puszczania kilkakrotnie potrzebnego momentu instrukcji, nie wychodziło. Pani zasłaniała ręką ten jeden, decydujący moment. No to odpuściłam sobie film i zaczęłam haftować tak, jak zaczęłam na początku.
O tak

 Przeciąga się igłę pod dwoma słupkami- pod tym, na którym jest oczko i pod następnym-wolnym. Następnie układa się odpowiednio pętelkę, przeciąga przez nią igłę z nicią i lekko zaciąga na słupkach. Problem jest w ułożeniu pętelki. Trzeba spróbować i patrzeć, jak układa się oczko, bo ja tu nie potrafię tego porządnie pokazać. Uwaga- nić sama układa się w pętelkę, ale to nie jest ten sposób, trzeba nic odwrócić i spróbować, czy wyjdzie oczko łańcuszka (w razie błędu łatwo się "cofnąć'- spruć).
I przeciągnąć igłę przez oczko
 Potem znowu położyć igłę pod słupek, na którym jest oczko i następny wolny słupek, zrobić pętelkę i przeciągnąć przez nią nitkę

 Zrobiłam dwa okrążenia czerwoną nitką, potem różową i żeby kwiat nie był zbyt ciężki, zostawiłam wolne na końcu słupki. Jednak kolorystycznie czegoś mi brakowało. Wykończyłam kwiat prostym ściegiem, białą nicią.

 Podkłada się igłę pod słupek i przeciąga pod nim nić. Następnie podkłada się jeszcze raz igłę pod ten sam słupek
 i lekko zaciska się pętelkę na słupku. I a piać od nowa, podkłada się igłę pod następny słupek....
Wychodzi taka ładna przeplatanka.
Ten ścieg, który zrobiłam, zamiast ściegu pokazanego na filmie, to nie jedyna zmiana.
Tak wygląda oryginał haftu, z "prawidłowym" ściegiem.

 Środek kwiatka jest haftowany pętelką francuską. Podobała mi się, więc zrobiłam tak samo.
 Liście...hmmmm... miał być haft szybki, to robiłam szybkim ściegiem- buttonhole, czyli taki do obszywania dziurek od guzików. Ale.... liść wydawał mi się jakiś pusty, a w tej pustocie nieproporcjonalny do dosyć "ciężkich" kwiatów. Wypełniłam go prostym ściegiem wszytym między podstawowy. I wyszło na to, że wcale nie było tak szybko:)
 Małe kwiatki zrobiłam w taki sam sposób, jak haftowany jest oryginał. Łodyżki również.
 Te długie liście też wyhaftowałam ściegiem takim samym, jak w oryginale. Nazywa się on ścieg cień, ale moja mama haftowała mnóstwo rzeczy takim ściegiem i nazywała go: "janina".  Tak mi zostało w pamięci- ścieg "janina"
 W rezultacie mój gotowiec wygląda tak
Dodaję jeszcze wzór, jeżeli ktoś chciałby się skusić na ten szybki i dosyć łatwy haft.

Mój haft:
- materiał: perllen 25ct, kolor naturalny
- nici:  czeski kordonek Snehurka (trochę cieńsza od polskiego kordonka 8), do haftu brałam nic podwójną, bo materiał jest dosyć mięsisty. Tylko małe kwiatki i jasne łodyżki są haftowane nicią pojedynczą.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że nie zanudziłam.

PS. Po oglądnięciu po raz n-ty filmiku i po kilku próbach na innym kwiatku, wreszcie zajarzyłam, jak te pętelki instruktorka robi. Próbujcie, może od razu wstrzelicie się we właściwy ścieg:)