czwartek, 27 kwietnia 2017

Kosy

Woda, woda, wszędzie woda. Ogród zalany, pod nogami chlupie. Piwnica- trochę mniej niż w poprzednich latach, ale trochę szuflowaliśmy. Na szczęście po południu nie padało, a  każda godzina bez deszczu, to mniej wody pod nogami. Ptaki z determinacją robią gniazda, nie patrząc na zimno i deszcz. W  rogu między ścianami, w załomku rynny kosica siedzi na gnieździe. Drozd ma chyba gniazdo w tujach przed oknem kuchennym, bo ciągle go tam widzę, a rano siedzi na balustradzie balkonu nad oknem sypialni i wydziera się w niebo głosy. Fajnie by było, gdyby nie to, że zaczyna koncert o 5 rano.
A tu filmiki zrobione pod koniec marca. Filmy kręciłam przez szybę, by ptaków nie spłoszyć.

sobota, 22 kwietnia 2017

Mistrzostwo.

Kiedy pierwszy raz się pojawił z pomocnikiem, byłam sceptycznie nastawiona. Drzewa do wycinki duże, wokół krzewy ozdobne, kwiaty. Trzeba było wycinać tak, by nie zrobić szkód. Pan wyjął liny z samochodu, dwie piły, zdjął z dachu drabinę. Wszystko bez pośpiechu. Wprost siła spokoju. Ustaliliśmy, co ciąć, gdzie odkładać gałęzie i panowie wzięli się do roboty. Na pierwszy ogień poszła potężna wierzba, rosnąca trzy metry od wejścia do domu i pod drutami elektrycznymi. Nie będę opisywać, sami zobaczcie, jak ekipa pracuje. Panowie drwale odwiedzają nasz ogród raz w roku, od czterech lat i nie złamali ani jednego krzewu, ani jednej gałęzi nadprogramowo, nie zniszczyli żadnego kwiatka. Mistrzostwo.
Pan drwal każdego roku wyjeżdża do Szwecji i tam pracuje przy wycince drzew. A że góralem wiślańskim jest, to jako hobby uprawia bieganie na nartach. Ostatnio opowiadał, że zrobił dzienną trasę w górach, licząca 40 kilometrów.
PS. Na filmie ścinane gałęzie lecą swobodnie w dół, bo jest dużo miejsca. W naszym ogrodzie, każda gałąź była spuszczana na linie, powoli, by nie uszkodziła innych roślin. Tak samo były traktowane konary i odcinane kawałki pnia.

piątek, 21 kwietnia 2017

Bliskie spotkania trzeciego stopnia



Wkurzające jest to zimno. Cały czas trzepię się o rośliny. Wczoraj okryłam fortegillę, bo zaczyna kwitnąć, a głoszono -3 stopnie mroziku. Zastanawiamy się, jakie owoce pokażą się latem. Prawdopodobnie nici z czereśni i brzoskwiń. Morela zdążyła przekwitnąć przed śniegiem, ale czy pszczoły zdążyły z zapylaniem? Dobrze, że borówki amerykańskie i wiśnia spóźniają się z kwitnieniem. Ciężar śniegu złamał dorodną sosnę, a drugą pochylił mocno.  Ta złamana padając zaliczyła po drodze tuję, która też padła. Obie oparły się na młodej jarzębinie. Tę Jaskół uratował, na szczęście, szybko tnąc czub powalonej sosny. Są już pierwsze pisklaki kosów. Chyba kosów, bo gniazdo na jodle jest spore i stamtąd popiskiwania dochodzi, ale nie widziałam żadnego dorosłego ptaka w pobliżu. Przezimowały nasze piękności syczące. 


Pod tarasem mieszkają dwa zaskrońce. Ta wielka Donna już trzeci rok, a mniejszy chyba drugi. Może jest ich tam więcej, ale na razie dwa się ujawniły. Donna (muszę ją jakoś nazywać i to imię  mi pasuje do jej pełnych gracji ruchów) tak się oswoiła, że nie reaguje na nasze podglądanie. Miałam z nią dwa razy bliskie spotkania trzeciego stopnia czyli face to face.


 Raz, kiedy wygrzewała się na kompoście, a ja weszłam za płotek po grabie. Wtedy spłoszyła się, ale niespecjalnie szybko się ewakuowała. Drugi raz doszło do spotkania przy hydrancie. Pewna byłam, że syczących tam nie będzie, bo chodziłam parę razy odkręcać i zakręcać kran. Dotychczas, kiedy się pojawiałam, właziły pod taras i długo tam czekały. Tym razem byłam pewna, że też tak zrobiły, a tu suprajs. Ja sięgam ręką do kranu, a spod ściany wyskakuje na mnie Donna z sykiem. Scena jak z filmu z Luisem de Fine, gdzie bohaterowie na przemian wykrzykują ze zgrozą na swój widok.


 Jeden drugiego się wystraszył, jeden drugiego się nie spodziewał. I identycznie z nami było. Ja odskoczyłam wrzeszcząc, ona z sykiem władowała się w szczelinę pod okienkiem piwnicznym. Kiedy to zobaczyłam, poleciałam na dół (wołając Jaskóła na pomoc), by zobaczyć, czy gad nie spadł do kotłowni. Byłaby zabawa, gdyby gdzieś w piwnicy utknęła i, nie daj boziu, tam padła z głodu. Wchodzę cicho do kotłowni i czekam na jakiś szelest. Cisza. Jaskół wchodzi za mną. Szukamy gada między oknami. Jest. Widać ją między ramami okienek. Szukam wiadra z pokrywką. Nie mamy pojęcia, jak ją do tego wiaderka zepchnąć. W ogóle jak podnieść okienko, by ona w popłochu nie spadła na podłogę. Byłoby amen i alleluja, bo nie złapalibyśmy jej w piwnicy za Chiny. Ale ona jest mądralą nad mądralami. Kiedy poczuła, że ktoś jej koło zadeczka coś kręci, wysunęła się na zewnątrz przez tę samą szczelinę, którą wpełzła. Huk spadającego kamienia z mojego serca ogłuszył chyba z pół Europy. Rzuciłam się po jakiś worek, by zapchać tę szczelinę pod okienkiem. Złapałam reklamówkę, wyleciałam na zewnątrz, nawet nie patrzyłam, czy ona gdzieś tam jest. Jej biznes, by mi nie wejść pod nogi. Utkałam, upchałam, ucisnęłam szczelnie worek w dziurze i nazad do piwnicy, by go jakoś od wewnętrznej strony zablokować. Podomykałam, podociskałam i wreszcie lekko odetchnęłam. Nie życzę sobie gadów w piwnicy. Odkąd zrobiło się cieplej,  otwierałam zewnętrzne drzwi, by suszyć i wietrzyć piwnicę, i za każdym razem stawiałam w poprzek wejścia styropianową płytę. A co robiła piękna gadzina, kiedy w piwnicy pracowałam w pocie czoła, by uszczelnić okienko? Ano podpełzła pod hydrant i bacznie kontrolowała sytuację. Jaskół stał na tarasie i obserwował gada. Potem ja cicho podeszłam do barierki- rzeczywiście wygrzewała się spokojnie na słońcu pod hydrantem. 

Wieczorem moje dorosłe dziecko wyśmiało mnie lekko:
- Mami, przecież ona sama wyszłaby z tej piwnicy, wystarczyło zostawić jej otwarte drzwi. A jak masz wątpliwości, to wystarczyło jej oprzeć deseczkę o schody.
No fakt, przecież w zeszłym roku wpełzła na schody tarasowe, a w ogóle to gady włażą na drzewa.
No i mam kolejne lęki, bo nie chciałabym, żeby gadzina, ośmielona naszym spokojem, wpełzła kiedyś do pokoju, lub znaleźć ją pod łóżkiem w sypialni.
Zeszłoroczne zdjęcie małego gada i Bezy 
I mały gad w powiększeniu
Ta duża jest dwa razy taka.



piątek, 14 kwietnia 2017

Hallelujah


„Śląsk Cieszyński pod względem religijnym ma najbardziej ekumeniczny charakter ze wszystkich regionów Polski, bowiem od wieków zamieszkują go w znaczącej części wyznawcy dwóch wielkich religii: rzymsko- katolickiej i ewangelicko- augsburskiej. 
W okresie Wielkanocy zwykle wiele mówi się o świątecznych uroczystościach katolików, dlatego tym razem zajrzymy do kościoła luteranów. Kościół ewangelicki wyznaje pochodzącą od Marcina Lutra „teologię krzyża”, która opiera się na poznaniu miłosiernego i zbawiającego Boga w Chrystusie ukrzyżowanym. Właśnie dlatego kulminacyjnym dniem czasu pasyjnego dla każdego praktykującego ewangelika jest Wielki Piątek – dzień szczególnie uświęcony i cichy, w którym odprawiane są dwa nabożeństwa ze spowiedzią i sakramentem ołtarza. Dzwony cichną, a liturgia ma charakter żałobny. Zarówno ksiądz jak i wierni ubrani są na czarno.

W 1998 roku wśród młodych ewangelików z regionu zrodził się nowy, zupełnie wyjątkowy zwyczaj zwany „Bezsenną Nocą”. W nocy z Wielkiej Soboty na Niedzielę Zmartwychwstania luterańska młodzież spotyka się w kościołach, aby oddać się refleksji nad sensem świąt Wielkiej Nocy. Uczestnicy spotkania wspólnie kontemplują śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W tym czasie odbywają się również spokojne koncerty o charakterze pasyjnym. „Bezsenna Noc” z roku na rok przyciąga coraz więcej osób, również tych starszych.

Zmartwychwstanie Pańskie w kościele ewangelickim inauguruje Jutrznia Wielkanocna odprawiana wczesnym rankiem o godzinie 5:00. Do nabożeństwa zapraszają bijące dzwony, które milczały przez trzy poprzednie dni. Świątynię wypełnia wielkanocna radość, w liturgii wielokrotnie wybrzmiewa Alleluja, pastor odziany jest w białą albę, a ołtarz zdobią białe kwiaty. Po rezurekcji odbywają się jeszcze dwa nabożeństwa połączone ze spowiedzią i komunią pod postacią chleba i wina. Zgodnie z ewangelicką tradycją podczas wielkanocnego śniadania malowane jest jajko będące symbolem życia.

W Poniedziałek Wielkanocny cały kościół luterański wspomina biblijną opowieść o dwóch uczniach idących do Emaus, którym ukazał się zmartwychwstały Chrystus. Rozpoznali go dopiero, gdy zasiedli z nim przy wspólnym stole, a on pobłogosławił chleb i podał im go do spożycia. Opowieść ta przypomina wiernym, że im częściej będą uczestnikami stołu pańskiego, tym częściej ich oczy będą się otwierać, aby dostrzec więcej. Podczas nabożeństwa śpiewana jest pieśń „Szli do Emaus dwaj uczniowie.”

Diecezja Cieszyńska Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego jest największa w całym kraju. Warto podkreślić, że w Polsce żyje około 80 tysięcy ewangelików, z czego blisko połowa zamieszkuje Śląsk Cieszyński. Ekumenizm w regionie ma się dobrze i stanowi jego wizytówkę – cieszyniacy zawsze umieli pokojowo współistnieć i dogadywać się ze wszystkimi – bez względu na światopogląd, wyznanie czy pochodzenie.”


 

piątek, 31 marca 2017

Fiołki, fiołki, łany fiołków.

Rosną wszędzie- na grządkach, przy tujach, pod krzakami, pod brzozami, w trawniku. I pachną obłędnie. Zwłaszcza, kiedy są nagrzane słońcem. Same się sieją i rozrastają w tempie ogromnym. Fiołki, takie ogrodowe "chwasty", a dają niesamowitą radość.





Zakończyłam haftowanie kilimków, obszyłam je i oto są.
Więcej o nich TU

sobota, 25 marca 2017

Wróble paskudy.



Wiosna powoli się rozkręca. Jest zimno, ale moje prace w ogrodzie postępują. Ptaszydła rozgościły się na dobre. Kosy prowadzą rozeznanie, gdzie założyć gniazda. Często kręcą się przy oknie pokoju komputerowego. W zeszłym roku miały gniazdo po lewej stronie okna, w tym roku penetrują obie strony. Od niedawna mieszka w naszym ogrodzie duża sowa. Często słyszę ją wieczorami. Niesamowite. Sowa w ogrodzie. Nie pójdźka, wielka sowa. Czasem, kiedy już o zmroku szłam alejką sosnową, „spływała’ majestatycznie z dużego modrzewia i frunęła w stronę ogrodu sąsiada. A teraz odzywa się prawie codziennie w tamtej stronie ogrodu. Gołąb wędrowny już też przyleciał. Oj dzieje się, dzieje…
Filmik z wróblami. Zobaczcie, co te paskudy wyrabiają w moich donicach.
Zrobiłam sobie etui na nożyczki.
Ptaki- dziwaki dostarczyły mi dużej radochy. Lubię takie "wariacje"

poniedziałek, 20 marca 2017

Drozdy

Przyleciały na początku marca, ale dopiero teraz rozśpiewały się na dobre. W tym roku przesiadują na drzewach bardzo blisko domu. Jeden, codziennie rano, budzi mnie śpiewem, siedząc na orzechu, rosnącym na przeciw okna sypialni. Inny siedzi na drzewie obok okna kuchennego i wydziera się w w niebogłosy. Kompletnie nie przeszkadza mu kręcący się w pobliżu kos. Ten z kolei obrał sobie słupek płotu, jako punkt obserwacji i kilkakrotnie w dzień siada na nim. Mam wrażenie, że buduje, w tujach obok, gniazdo. "Przykuchenny" drozd też ciągle się przy tych tujach kręci. Może będą sąsiadami?
Wieczorem odzywają się również w ogrodzie, dalej od domu, inne drozdy. W tym roku naliczyłam pięć równocześnie śpiewających ptaków. Chyba rekord.


Filmiki niedoskonałe, ale tym razem chodzi o te wspaniałe koncerty- ucztę dla ucha, nie dla oka.

piątek, 10 marca 2017

Zwierzyniec Beth Cavener Sticher


Obok rzeźb Beth Cavener (Sticher) trudno przejść obojętnie. To dzieła przepiękne i głęboko symboliczne. Przedstawione są one w niezwykle emocjonalnych, dynamicznych i dramatycznych pozycjach. Antropomorficzne rzeźby, zwisające z lin lub przymocowane do ścian, często zestawiane są w parach





Podczas tworzenia artystka koncentruje się na tym, by oddać za pośrednictwem form zwierzęcych obraz psychiki ludzkiej, jej skrajnych emocji. Faliste kształty ponadgabarytowych królików, kotów, lisów, kóz i innych zwierząt symbolicznie obrazują zewnętrzne i wewnętrzne zmagania człowieka z naturą i  samym sobą.





„Na pierwszy rzut oka, są to dzikie i domowe zwierzęta ukazane w chwili napięcia, ale podskórnie ucieleśniają konsekwencje ludzkiego strachu, apatii, agresji, nieporozumień.” mówi artystka. To obrazowanie zarówno skrajnych ludzkich emocji jak i zachowań zwierzęcych: drapieżników i ich ofiar, miłości i nienawiści, strachu i spokoju. Jest to również próba odkrycia granic między człowiekiem a zwierzęciem i wyraz frustracji wobec ludzkiego okrucieństwa oraz braku zrozumienia. Rzeźby Beth Cavener to metafora ludzkich portretów psychologicznych







Rzeźby wywołują również kontrowersje, dotyczące wykorzystania do nich materiału oraz techniki tworzenia. Powstają one z bloków gliny, w których drążone są kształty w sposób nierafinowany i surowy





Artystka najpierw montuje dużą bryłę gliny na metalowym szkielecie, a potem zaczyna jej obróbkę poprzez przycinanie i drążenie, szlifowanie, odcinanie małych fragmentów, które rzeźbi. Stosuje przeważnie technikę reliefową (wygniata, wydrąża, gładzi glinę- terra sigillata). Tak „przycięta” rzeźba trafia do pieca. Po wypaleniu, artystka całość montuje za pomocą żywic epoksydowych. Potem rzeźbę pokrywa farbą lateksową




Beth Cevener urodziła się w Pasadenie w Stanach Zjednoczonych. Jej ojciec był biologiem molekularnym, a matka nauczycielem  ceramiki. Od ojca uczyła się szacunku do nauki, poznawała z nim świat w skali mikroskopowej. Z kolei matka  nauczyła ją języka gliny i zdradziła tajemnice  rzeźbienia. Beth studiowała fizykę i astronomię, planując pójść w ślady ojca, ale na ostatnim roku podjęła dodatkowe studia z dziedziny rzeźby i otrzymała tytuł licencjata sztuki.

 
Początkowo w karierze zawodowej łączyła naukę ze sztukę, by w późniejszym okresie podjąć praktykę u Alana Lequire w Nashwille. Interesowała ją rzeźba surrealistyczna oraz współczesne jej kierunki. Rozpoczęła studia w Columbus, poszukując własnego stylu i rozwijając swe umiejętności rzeźbiarskie. Po czterech latach otrzymała tytuł magistra ASP w ceramice.



Jej wystawa „Drżenie i dreszcze” była przejściem od rzeźbienia ludzkich sylwetek do wyrażania ludzkich emocji oraz przedstawiania ludzkich portretów psychologicznych w rzeźbach zwierząt.
Prace Beth Cavener znajdują się w wielu galeriach na świecie i wystawiane są na wielu wystawach.





Jeżeli ktoś chce widzieć, jak powstają jej rzeźby, wystarczy wejść na stronę portfolio (jej blog) i otworzyć zakładkę proces.


Krótki film o artystce
http://www.thisiscolossal.com/2015/09/interview-with-sculptor-beth-cavener/


Źródło:

Zdjęcia:

PS. Teksty piszę na podstawie tłumaczenia za pomocą translatora. Nie ma tekstów po polsku, dlatego nie zawsze moje teksty odzwierciedlają dokładnie pełny, angielski tekst. No i musiałam się piorunem dokształcać „ze sztuki”, by coś z tego wyszło w miarę zjadliwego.








poniedziałek, 6 marca 2017

Marcowo



Jako kobieta mam jedno ogromne marzenie- niech nikt nie zabiera mi wolności wyboru we wszystkich moich życiowych sprawach, oraz w każdej mojej rzeczywistości. Tego i Wam, odwiedzający mój blog kobiety, życzę.



poniedziałek, 27 lutego 2017

Jeden z dwóch

Będą dwa kilimki, haftowane w stylu jakobińskim. Oba będą miały jednakowe obszycie. Jeden haft jest gotowy, w drugim została jeszcze jedna czwarta do wyhaftowania.
To pierwszy.






piątek, 24 lutego 2017

W szkle zaklęte



Zauroczyły mnie. Są niesamowite. Są piękne i pięknie wkomponowane w przestrzeń. Przedstawiam artystę "szklarza" Chihuly'ego

Chihuly pochodzi z Tahomy. Wychowała go matka, ponieważ ojciec zmarł na atak serca. Wcześnie stracił również brata, który zginął w wypadku pilotażu samolotu. Po zdaniu matury w liceum publicznym w rodzinnym mieście, podjął (1959) studia w College of the Puget Sound. Drugi rok studiów kontynuował jako student głównego stanowego University of Washington, w granicach miasta Seattle, gdzie uczył się projektowania wnętrz i studiował architekturę. 
W 1967 ukończył studia magisterskie, uzyskując stopień Master of Scence w rzeźbie, na centralnym naukowo- badawczym w stanie Vinsconsin, University  of Visconsin-Madison, gdzie uczył się techniki i tradycji szklanych, pod kierunkiem artysty tworzenia w szkle Harvey Littletona.




W 1971 przy pomocy wsparcia finansowego osób trzecich, założył  Pilchuck Glass School w miasteczku Stanwood.
Artysta mieszka i pracuje w liczącym prawie 3,5 ha. Studio, nazwanym „The Boathause” (hangar łodzi). Nazwa pochodzi od pierwotnego jego znaczenia, ponieważ usytuowane jest na brzegu jeziora Lake Unnion.



W 1976 roku artysta uległ wypadkowi samochodowemu, wynikiem którego była utrata wzroku w jednym oku. Dla Chihuly’ego był to cios, ponieważ stracił  zdolność  oceny trójwymiary, potrzebnej do dmuchania szkła. Nie załamał się i zaczął malować swe projekty na płótnie, po czym zleca ich wykonanie ekipie artystów i techników w szkle, z którymi współpracuje.




Chihuly’ego interesuje abstrakcja form w naturze. Zwróciła na nią uwagę w ogrodzie matki jeszcze jako  dziecko. Jego sztuka odzwierciedla także umiłowanie morza i fauny morskiej. 



Jego rzeźby charakteryzują się innowacyjnością, bogactwem barw i złożonością form. Artysta jest najbardziej kojarzony z wielkimi wieloelementowymi, abstrakcyjnymi dziełami ze szkła dmuchanego. Jego dzieła są monumentalne, ale seria szkła ciętego pt. Irish Cylinder jest raczej kameralna.





Niektóre rzeźby zdobią sufity w kasynach i hotelowych westybulach, inne z kolei to abstrakty  form kwiatowych , wielkości zaledwie ludzkiej dłoni.
Chihuly jest zwolennikiem intensywnego pigmentowania szkła. Używa również neonu oraz efektów uzyskaniem domieszaniem argonu.
Artysta używa form i opraw naturalnych, a jego rzeźby często bywają wkomponowanie w środowisko naturalne np. szklane gałęzie wkomponowane w naturalne lub w grupę drzew, zawieszane lub spławiane w taflach stawów.



Nie jest to ogólnie znanym faktem, że elementy jego wielkich wieloelementowych rzeźb są wykonane w szkle akrylowym, a nie w tradycyjnym szkle krzemowym.
Jego rzeźby są instalowane na całym świecie: w ogrodach, parkach, w budynkach, na stałych wystawach, w hotelach. W 2008 roku, na świecie było co najmniej 225 stałych instalacji muzealnych prac Chihuly’ego, Niektóre z nich wypożyczane są na wystawy okresowe.



Prace artysty  znajdują się w sprzedaży detalicznej w dwóch sklepach założonych za pośrednictwem przemysłu hotelarsko-rozrywkowego MGM Miraże. Jeden ze sklepów znajduje się  w Las Vegas, drugi w Chinach w dawnym portugalskim Makau.

Źródła: