wtorek, 23 maja 2017

Miarka się przebrała




Moi drodzy, miarka się przebrała. Ten post jest wyjaśnieniem pewnej sprawy. Ono powinno być zupełnie gdzie indziej, ale...
To znalazło się na blogu, kiedy po ostrej wymianie maili stanowczo odmówiłem dalszego "pobytu" na tym blogu. Chciałam załatwić to pokojowo, spokojnie. I napisałam tak,  a w "podziękowaniu" podsumowano mnie "elegancko"

  1. Bardzo dziękuję Andrzejowi, że zechciał mnie u siebie, na blogu, gościć. To dla mnie zaszczyt i przyjemność.
    Dziękuję wszystkim za miłe słowa, skierowane do mnie. Wprawdzie Andrzej zapowiedział dalszą część tej gościny, ale poprosiłam, aby na tym jednym poście poprzestał. Myślę, że poznaliście mnie trochę i tyle wystarczy.
    Jeszcze raz dziękuję i wszystkich serdecznie pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń

    Odpowiedzi





    1. Ze swojej strony również dziękuję Jaskółce, że zdecydowała się tu gościć!
      serdeczności
  2. @Andrzej - A.K...
    bez szwanku dla mego szacunku dla Ciebie pozwolę sobie wyartykułować informację zwrotną, że wpis "Zdjęcie usunięte na prośbę Jaskółki" uważam za denny... myślę, że pewne nieporozumienia pomiędzy sobą można było ogarnąć pomiędzy sobą, a nie robić z tego spektaklu na blogowym forum...
    no, chyba że oboje do spółki ustaliliście, iż tak właśnie ma być... jeśli tak było, to przepraszam i jestem gotów moją uwagę usunąć...
    Odpowiedz
  3. W mojej naiwności sądzę, Piotrze, że nie jesteśmy jeszcze z naszym Gościem skonfliktowani.
    Nasze jakieś wspólne specjalne ustalenia też właściwie nie miały miejsca. Być może opacznie zrozumiałem tu wyraz "wspólne" Zastosowałem się jedynie do polecenia Jaskółki (ochrona wizerunku itp.), wyrażone w poczcie mailowej.
    Moje szczątkowe poczucie taktu, powoduje, że mam "związane ręce", dlatego też wstrzymam się od dalszego komentowania tego incydentu.
    Spektaklu nie będzie, finita la commedia, kurtyna.
    pacia.

    Kiedy przeczytałam ostatni komentarz, poczułam, że ktoś mocno przegiął. 
    Napisałam do właściciela bloga maila, który chyba wszystko Wam wyjaśni.

    To mój list
    Dziękuję.
    Nie mam nic więcej do powiedzenia. Czytałam Wasze komentarze. Twój jest
    mówiąc oględnie niefajny. Te komentarz, dotyczące usunięcia zdjęć,
    też przedstawiły mnie w niekorzystnym świetle. Prosiłam- bez
    komentarza. Możesz być urażony, ale faktycznie "związane
    ręce" były poniżej pasa. 
    Oczywiście, wyszłam na awanturnicę. Już Ci pisałam, przywykłam. Tu
    upomnienie się o swoje racje zawsze zostanie tak odebrane. Od początku
    czułam, że nie należy w to wchodzić. Przekonałeś mnie i.... potem
    wszystko robiłeś, by przeforsować swoje racje, choć prosiłam, by
    przedstawić mnie tak, jak ja tego chcę. Zapomniałeś , że to o mnie
    chodziło i ja miałam tu główny głos, co chcę, a czego nie chcę. Z
    jakimi Ty ludźmi masz do czynienia, że nie rozumiesz takiej prostej
    rzeczy? Twój blog, Twoje warunki, ale do pewnego stopnia. Z moich
    odpowiedzi wyciąłeś dokładnie to, co dla mnie było ważne. Przed
    zamieszczeniem treści nawet nie zapytałeś, czy tak to może być. Nie
    mówiliśmy nic o autoryzacji, ale przyzwoitość nakazywała posłać to,
    co chcesz zamieścić. A teraz sie dziwisz, ze protestowałam. nie na
    blogu, bo było za późno. Tam przyjęłam wszystko z dobrodziejstwem
    inwentarza, ale powiem szczerze, byłam wściekła. A Ty teraz piszesz
    "mam związane ręce" Elegancki jesteś?
    To nie ja, to ona... gdybym mógł, tobym jej przy....Dziękuję Ci z
    całego serca za ten wpis, którym dokładnie mnie podsumowałeś.  
    Ze zdjęciami też nie raczyłeś ustalić, które wkleić. To w pierwszym
    poście bezczelnie ściągnąłeś i wkleiłeś bez mojej wiedzy i
    pozwolenia. Dopiero  przed zamieszczeniem drugiego posta wyprosiłeś moje
    inne zdjęcia. A w komentarzu piszesz "jakieś specjalne ustalenia nie
    maiły miejsc". Nie miały?  A te maile??? Sporo maili? Czy ja tam mam
    je zamieścić? Nie, może ja je przytoczę na moim blogu, będzie weselej.
    Lubisz takie żarciki.
    Twoim największym błędem było forsowanie czegoś, czego nie chciałam,
    bo to były moje osobiste sporawy. Głęboko osobiste, a Ty chciałeś
    zrobić sobie "szoł" na blogu. Nie zważałeś na moje protesty.
     
    Zachowałeś ( w ostatnich mailach) się jak typowy samiec- kobieta mówi
    NIE, a Ty to odbierasz jako TAK, bo co ona tam wie, Ty wiesz lepiej.
    Chciałeś, bym targała po szczękach, dokopywała, miało być ostro.
    Zapomniałeś o jednym- pisałam w tych swoich wywodach o mnie i tego też
    nie zamieściłeś- ja nie jestem człowiekiem, który wali po szczękach,
    a na pewno nie daje się do tego podpuścić. Właściwie dlaczego nie
    zamieściłeś tych najważniejszych treści. miałam być taką fajna
    kobietką? Nie jestem fajną, przymilną kobietką, czego dowodem jest ten
    list. Taką mnie miałeś pokazać. niezależną, nieuginającą się. Nie,
    Ty wiedziałeś lepiej jaka jestem. Po cholerę Ci był jakiś post, kiedy
    miałeś materiał o mnie samej. Po co to robisz, kiedy lekceważysz to, co
    się pisze. jestem pacyfistką, nie znoszę przemocy. Nawet tej listownej,
    a taką zastosowałeś. Ten Twój ostatni komentarz spowodował, że
    zweryfikowałam zdanie o Tobie. Farbowany lis.
    Baw się dalej w takie rzeczy, może znajdziesz następnych naiwnych.
    Sonia
     
    PS. Mam najazd trolli na moje blogi. To też Cię nie obchodziło, kiedy
    pisałam, że nie chcę się odkrywać. Ty na swoim pisałeś o jakiejś
    ochronie przed nimi, ale nie masz wpływu na to, co na moich sie dzieje. O
    tym też nie pomyślałeś, forsując swoje zachcianki.


     Tym listem zakończyłam jakiekolwiek relacje (blogowe, bo innych przecież nie było)  z tym panem.


    A na blogu adresata znalazłam to
    Unik? Może , ale już wiem, że na pewno "Nie wszystko złoto, co się świeci."

    PS. Będzie mi trudno ustosunkować się do komentarzy, chociaż interesuje mnie Wasze zdanie na ten temat.
    Chciałam wyjaśnić, a ten pan niech idzie "z Bogiem' i da mi święty spokój.

35 komentarzy:

  1. Mylisz się Pkanalio, pewnych spraw nie należy przemilczać. A już na pewno kłamstewek i uników.Być może ja tylko miałam "pecha, ale dzisiaj ja, jutro ktoś inny. "Z wierzchu pozłota. a pod spodem świńska skórka" (H,CH. Andersen)
    Kusiolki, buziaczki i całuski jak kluski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sorry, ale ja w tym zacytowanym komentarzu nic nie wspomniałem o tym, by jakieś sprawy przemilczać... chodziło mi tylko o to jedno zdanie, które pojawiło się zamiast fotek i którego być nie powinno...

      Usuń
    2. No i tak to odebrałam.
      Zważ, że ja nie dostałam żadnej odpowiedzi na wartość moich tekstów, które mu posłałam. Kilkakrotnie o to się upomniałam- groch o ścianę.
      A można było napisać- nie o to mi chodziło, albo nie wykorzystam, albo wykorzystam, jeżeli tak chcesz.

      Miał być nie wiem co? Jakiś ekstra tekst według widzimisię? To po co ja traciłam tyle czasu. Posyłałam systematycznie, upominałam się o jakieś słowo, proponowałam zamieszczenie i nie dostałam odpowiedzi- dość, nie pisz więcej.

      Usuń
  2. Szczerze? Zabrało panu Klaterowi kultury dziennikarskiej. To często występująca w Polsce przypadłość,która zaczyna mieć znamiona epidemii.
    Pisałam kiedyś z facetem jeden blog- to był swego rodzaju eksperyment, bo na ogół Marsjanie i Wenusjanki inaczej patrzą na te same sprawy. Było to ciekawe doświadczenie, ale żadne z nas nie pozwoliło sobie na jakieś okrojenie tekstu drugiej strony bez jej zgody.
    Nie przejmuj się Jaskółeczko,po prostu pan Klater cierpi na brak weny ( każdemu się to zdarza) i zapewne w ten sposób chciał wypełnić puste strony swego bloga.
    A jak się nie ma weny to lepiej to ogłosić i nieco pomilczeć- to bardziej eleganckie i honorowe rozwiązanie.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko dziennikarskiej, ale jak to się mówi- nie kopie się skórki od banana.
      Jak się nie ma weny to się zaprasza na blog gościa, a potem zmusza do pisania, łamiąc jakiekolwiek zasady. Na koniec ogłasza się, że to nie z jego winy sprawa się rypła. I w dodatku szpanując "kulturą" używa "eleganckich zwrotów "związane ręce", sugerując, że gość za mordę go trzyma.
      Wysiadam.

      Usuń
  3. O Boże, a ja myślałam, że jesteście dobrymi przyjaciółmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy blogowymi znajomymi i tylko tyle.Dałam się wciągnąć w coś, co miało być zabawą, ale w zabawie zaczęły się naciski, wymuszanie i pewnie Klater sobie nie zdaje sprawy z tego, albo i zdaje, ale pewien rodzaj przemocy. Ja mówiłam NIE, a on ciągle drążył. Nie docierało do niego, że jak mówię nie, to znaczy to dokładnie NIE. Poza tym manipulował moimi treściami i nie raczył przed opublikowaniem uzgodnić ze mną, czy to może tak wpuścić na blog.
      Ja tam zamieściłam na początku pewien rodzaj wyjaśnienia w tej kwestii.

      A potem sugerowanie, że nie było żadnych uzgodnień, a ja pewnie mam fochy i fumy. Słowem babie odbiło, a on nie może prostować, bo on taki elegancki wobec dam.

      Klater, było tak, czy nie?

      Usuń
    2. W takim razie ze strony Andrzeja wygląda to nie w porządku. Ale nie rozumiem w jakim celu to wszystko?

      Usuń
    3. Nie wiem, być może jest to jego pomysł na zapełnianie sobie bloga postami i tłumem gości? Nie mam pojęcia, może chce nadal błyszczeć, bo emerytura się zbliża i kariera chyli się ku końcowi? Te naciski były tak natrętne, jakby miało od napisania tego posta zależeć czyjeś życie. I to sterowanie, co mam tam pisać.

      Ja mam te wszystkie maile, jak będzie trzeba to je bez skrupułów puszczę.

      Na ogół przechodzę na takimi rzeczami ponadto, ale tym razem zagrywa była paskudna, a komentarz naprawdę uwłaczający mi.

      Może też trzeba ostrzec przed takimi rzeczami?

      Usuń
    4. Dobrze, że ujawniłaś. Nikt nie ma prawa manipulować drugim człowiekiem.

      Usuń
    5. W dniu 21 maja 2017 18:54 użytkownik napisał:


      Zawsze zdawałam się na swą intuicję i ona teraz mówi NIE. Kiedy tylko łamałam ją, gorzko tego żałowałam. Przestałam odkrywać swoje słabe strony, a o silnych też nie będę pisała. Jestem odważna i mogę o tym mówić, ale w realu i kiedy widzę, z kim rozmawiam. Już ,kiedyś SN oczernił mnie na swoim blogu, a to poszło w świat. Nie masz do końca pewności, czy ktoś mojego tekstu nie wykorzysta, nie obróci przeciwko mnie.
      Powiem szczerze, nie będę prowokować kolejnych stanów depresyjnych. Nie gniewaj się. Masz jeszcze sporo materiału. Może to wystarczy.

      na co dostałam odpowiedź
      Od:
      Andrzej Skupiński.com>HistoriaZablokuj nadawcęPorządkuj
      Do:
      Sonia Czudek- Ślęczka

      A świstak te sreberka...
      Siniu, nic się nie bać tylko...
      Kto to jest SN?!!!
      Moja brzytwa czeka...
      kusiole na noc



      Usuń
  4. Dobrze, ze wyjasnilas, jakie byly miedzy Wami ustalenia i kto ich nie dotrzymal. Nie wchodzilam juz pozniej na blog Andrzeja, nie czytalam dalszych komentarzy, bo czas na to nie pozwalal. No coz, nieladnie, jakiekolwiek zmiany w Twoich wypowiedziach powinny byc z Toba skonsultowane i zamieszczane jedynie za Twoja zgoda. Przykre, ze tak sie skonczylo, bo caly wywiad jest moim zdaniem bardzo interesujacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie puszczam tego tak sobie. Mam całą korespondencję. Uzgodnienia polegały na tym, że ja ciągle oponowałam, bo nie chciałam pisać zbyt dużo osobistych rzeczy o sobie, a on naciskał by pojechać ostro, opisać swoje porażki i sukcesy, ale tak na brzytwie.
      Pierwsze zdjęcie ściągnął bez mojej wiedzy i zgody z fejsa. Po naleganiach posłałam inne(wiem, błąd) i powiedziałam, które jest najlepsze. Oczywiście wkleił zupełnie inne.

      Miałam wrażenie, że on w ogóle nie czyta? Nie przyjmując do wiadomości to, co ja do niego piszę. Ciągle naciskał i forsował swoje. No to podziękowałam.

      Art, było tak?

      Usuń
  5. Szkoda, bo intuicja mowila Ci zeby w to nie wchodzic. Wywiad ciekawy, oczywiscie ze nie powinno byc zmian w tym co mowilac poprzez skracanie wypowiedzi, bez uzgodnienia z Toba. Paskudnie ze nie sluchal kiedy cos Ci nie pasowalo, tylko napieral zeby bylo 'po jemu', takie wymuszanie bardzo mi sie nie podoba. Co z tego ze blog jego, kiedy ten post jest tak bardzo Twoj. Dobrze ze napisalas, wyjasnilas, najgorsze to meczyc sie z czyms takim w sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby pan na swoim blogu poprzestał na mojej ostatniej wypowiedzi, a zdjęcia usunął bez komentarza, byłoby w miarę spokojnie i pewnie rozeszłoby się bez echa. Jednak pan pozwolił sobie na bardzo brzydkie sugestie w stosunku do mnie, w odpowiedzi do Pkanali, a ja nie pozwolę sobie na coś takiego.

      Usuń
    2. Do wszystkich osób, które gościł na swym blogu artysta. Być może mieliście takie same przecierki z szanownym panem, być może wymusił coś na Was, być może nie.
      Ja piszę, co mnie spotkało i proszę, by nikt tego nie kwestionował, bo ma bardzo dobre relacje z artystą.
      Ja piszę, jak na mnie wymuszał po kolei- udział, zdjęcia, tekst ostatniego postu, a równocześnie bez uzgodnienia ze mną puszczał zdjęcia i teksty..

      Usuń
    3. Od:
      Andrzej Skupiński >HistoriaZablokuj nadawcęPorządkuj
      Do:
      Sonia Czudek- Ślęczka
      Soniu Kochana!
      Na razie wszystko przebiega doskonale, co widoczne jest w komentarzach. Nie mam absolutnie najmniejszego zamiaru, aby namawiać Cię do dalszej konfesji. W odpowiedziach na moje pytania otwarłaś się wystarczająco i dasze drążenie Twej intymności, prywatności itd mijałoby się z jakimkolwiek celem!
      Masz zapewne swoje osobowe wzorce, masz , przypuszczam, również swoją "czarną listę" głupców, oszołomów, tzw. klugszajserów (piękny niemiecki idiomatyzm, który określa pryncypialnych i niedouczonych mądrali!) czy, po prostu, skończonych kanalii.
      Mogłabyś np. rozwinąć znakomity bon - mot jednego z naszych wybitnych malarzy (zabij mnie, nie pamiętam kogo!):

      "Utalentowany artysta takim artystą pozostaje na zawsze, mniej utalentowany sprawdza się jako wybitny pedagog, a zupełne beztalencia zostają... krytykami sztuki!".

      Na zwyczajne szare życje mogło by to się przekładać następująco:

      " Ci, którzy przeżyli swe życie godnie i w szczęściu, pozostaną do końca swego życia spełnieni. Ci, którzy mają na sumieniu parę grzechów, potrafią perfekcyjne doradzać innym, jak żyć. Natomiast najpodlejsze kanalie kreują się na bezwzględnych i surowych... stróżów moralności.".

      Gdybyś pokusiła się o rozwinęcie powyższego wywodu, to byłoby świetnie!
      Oczywiście, mogą Ci wpaść do głowy inne przemyślenia, tematy i refleksje i też na pewno będzie dobrze!
      Termin do czwartku 25 bm. też nie jest aż tak rygorystyczny, możemy Twój post opublikować np. w następny poniedziałek, 29 bm.
      ściskam ochoczo z lekką nutą wielkiej nieśmiałości mej
      Andrzej

      Usuń
    4. Od:
      sonia1256@interia.pl
      Do:
      Andrzej art-Klater
      Miły Andrzeju!
      Nic nie zrozumiałeś z mojego tekstu. Nie myl mojej konsekwencji z
      kokieterią. Jak ja mówię NIE, to oznacza NIE. Nie będę już nic
      więcej pisała. Wystarczająco odkryłam się i to wystarczy. Nie jestem
      żadnym z typów z tego powiedzenia
      "Utalentowany artysta takim artystą pozostaje na zawsze, mniej
      utalentowany sprawdza się jako wybitny pedagog, a zupełne beztalencia
      zostają... krytykami sztuki!".
      Jeżeli chciałabym coś więcej napisać, to dawno zrobiłabym to u siebie
      na blogu. I tak posunęłam się za daleko posyłając Ci moje zdjęcia.
      Pisząc tak dużo o sobie, nie przypuszczałam,że tego nie zamieścisz, a
      chcesz, abym napisała tekst dodatkowego posta. Czy to jest przedstawianie
      mnie, czy testowanie mojej "twórczości"? W tym wszystkim, co
      napisałam o sobie jest mnóstwo wskazówek, informacji o tym, jaka jestem.
      Nie myliłam się, połowa nie dotarła. Nie pisałam tego sobie a muzom.
      To są konkretne informacje o mnie. Nie zamieściłeś nawet połowy z
      tego. Szkoda.
      W ostatnim tekście napisałam o podejściu ludzi do takich rzeczy- też
      chyba nie zrozumiałeś. Problem polega na tym, że większość ludzi
      uważa słowa innych za nieważne, takie błahostki, może właśnie za
      kokieterię, lansowanie się i diabli wiedzą, co jeszcze. Ja mówię
      konkretnie i wymagam zrozumienia tego, co mówię.
      Nie rozumiem, dlaczego nerwy i hercklekoty- miała być zabawa, a robi się
      dziwowisko.
      Czego Ty ode mnie wymagasz- otwierania ledwo zasklepionych ran?
      Górnolotnie zabrzmiało, ale pisałam Ci, że całe moje przecieranki z
      życiem, zakończyły się depresją. jakie przykłady, jakie ostro. Ja
      staram się wszystko łagodzić, zapominać, zamykać drzwi. Jeśli
      kiedykolwiek chciałam Ci to wszystko opisać to tylko prywatnie. Nie
      będę opisywać ani głupców, ani kanalii, które stanęły na mojej
      drodze- nie są tego warci. Nie będę opisywać wzorców, bo ich po prostu
      nie miałam. Jakie wzorce? literackie, rodzinne? polityczne? muzycy?
      Napisałam, że moim jedynym i absolutnym idolem był Martin Luther King.
      Wystarczy. Nie rozumiem, dlaczego nie puścisz tych wszystkich treści,
      które jeszcze zostały.
      Andrzeju- podałeś dwie sekwencje do rozwinięcia- sory, ja nie jestem na
      klasówce. Proszę, masz gotowe myśli, rozwiń je. Idę teraz na zwarcie?
      Oczywiście. Nie znoszę, jak ktoś upiera sie przy swoim, wiedząc lepiej,
      co jest dla mnie dobre, lepsze, lepsiejsze ( zwrot celowy).
      Możesz mnie uważać za dziwadło, możesz być wściekły, możesz
      zerwać ze mną kontakt. Pewnie mnie zaboli, ale przywykłam do
      niezrozumienia.
      NIE będzie dalszego pisania z mojej strony.
      Miłego dnia
      Sonia

      Usuń
    5. A tu jest tekst, który też zignorował

      Coś Ci posyłam. To takie moje rozmyślania o łamaniu człowieka.
      Człowiek to jednak do końca istota nieodgadniona. I małe piwo, gdy taką
      istotą jest ktoś inny. Problem zaczyna się, kiedy sam siebie do końca
      nie potrafisz rozgryźć. Taka sytuacja- zgadzasz się najpierw na coś, co
      wydaje się być fajną zabawą, a potem okazuje się, że żarty w pewnym
      momencie się kończą. Przynajmniej dla Ciebie. Zabawa trwa, a ty nie
      potrafisz powiedzieć, że wystarczy, że twój udział i tak aż nadto
      odkrywa ciebie samego. I sam siebie nie rozumiesz. Nie rozumiesz, bo nie
      bardzo masz racjonalne powody, by powiedzieć stanowczo STOP. Wiesz tylko,
      czujesz, że kontynuowanie tej zabawy może się dla ciebie źle
      skończyć. Zastanawiasz się, w jaki sposób to zakomunikować pozostałym
      uczestnikom tak, by dokładnie zrozumieli, o co ci chodzi. Może żartem? A
      może wprost powiedzieć, o co chodzi? Jednak nie, zaraz zacznie się
      przekonywanie, argumentowanie, namawianie. Niedobry sposób, bo nie masz
      siły, ani przebicia, by odeprzeć atak. Ile razy jest tak, że mówisz
      wprost, a zawsze znajdzie się ktoś, kto koniecznie chce ci powiedzieć,
      że nie masz racji. Jak to zrobić, by nie urazić ludzi, by nie odczuli,
      że ich inteligencja została wystawiona na próbę.

      Usuń
    6. Czasem masz wrażenie,
      że to, co mówisz śmiga innym koło uszu i kiedy przyjdzie do ostatecznej
      rozgrywki, to masz wrażenie, że kompletnie zostałeś zignorowany. Każdy
      twój sygnał, słowo, ważne w interpretacji twoich treści, gdzieś się
      w odbiorze zagubiło. I należałoby od początku tłumaczyć, o co chodzi,
      albo, że jesteś kimś innym, co właśnie w tych zignorowanych przez
      słuchaczy słowach zostało przekazane, a nie dotarło. Mówisz-jestem
      nieśmiały, boję się rozmów, a dostajesz radę typu powinieneś
      pójść i porozmawiać. Mówisz-mam kompleksy, a taki ignorant, który
      puszcza twe sygnały mimo uszu mówi- jesteś rudy, chudy, piegowaty,
      powinieneś ćwiczyć na siłowni. Mówisz- mam dość, wychodzę z gry, a
      słyszysz- ależ nie, jeszcze powinieneś powiedzieć/zrobić/napisać/ to
      i to. I wtedy masz ochotę trzasnąć pięścią w stół, ordynarnie
      przykląć, potrząsnąć człowiekiem i wywrzeszczeć prosto w twarz-
      stop! A może powinieneś mimo wszystko zgiąć kark i zgodzić się na
      dalszą grę ? Mimo, że umoczysz, będzie ci z tym źle, nie chcesz, bo
      wiesz, że to niedobry pomysł?
      Dasz się złamać?


      To napisałam, przed tymi listami które zamieściłam wyżej. Myślałam, że zrozumie i da mi święty spokój.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. I teraz moja dygresja- na ilu blogach jest tak słodziutko, milutko, a gospodarz siedzi przed kompem i szczerzy zęby?

      Je nie jestem doskonała, jestem zgryźliwa, ale nie boję się wywalić to, co mnie boli i co mi się nie podoba szczerze. Wiem, że dużo ludzi mnie za to potępi.
      Artysta może tu w każdej chwili przyjść i skomentować.

      Usuń
    9. To tak w kwestii odpowiedzi na jawne kłamstwo zawarte w komentarzu artysty, że nie było ustaleń. Nie było (według niego), bo pan sobie postanowił "zgwałcić mnie za wszelką cenę" i , że to on będzie robił co chce.

      To jest ogromna przestroga dla innych, że nawet człowiek publiczny, potrafi mieć dwa oblicza. Zwłaszcza w wirtualnym świecie, a ja zapomniałam o tej prawdzie.
      Te wszystkie milutkie słóweczka.... to przymilanie się do wszystkich, to głaskanie, cmoktanie, zwabianie...każdy dałby się nabrać.

      Obrabiam tyłek? Tak, świadomie i z premedytacją, bo pan zrobił ze mnie wredną babę, co to z artystą nie chciała współpracować, a on przecież taki słodziaszek.
      No i zachował się jak normalny tchórz nie zamieszczając sprostowania, zwalając wszystko na mnie oraz zastosował "ucieczkę' od bloga.

      Usuń
    10. Ostatni mój list
      W dniu 22 maja 2017 09:51 użytkownik <sonia napisał:
      Andrzeju, zostaw już to, spasuj. Ja na końcu komentarzy w Twoim blogu napiszę, że się wycofałam., że to mój "kaprys".
      Chciałam Ci podziękować, że mnie gościłeś na swoim blogu. Doceniam to, doceniam, że umożliwiłeś mi udział w fajnej dyskusji, Doceniam, że mnie tam przedstawiłeś.
      Szkoda, ze to wszystko potoczyło się według znanego mi już scenariusza. Domyślasz się, dlaczego staję się powoli odludkiem? No właśnie. I nie czuję się już absolutnie winna takich sytuacji. Albo ktoś respektuje moje słowa, albo nie mamy sobie już nic więcej do powiedzenia. No cóż, jedni nazywają to uporem, inni mówią, ze jestem radykalna, a ja jestem konsekwentna i wiem, czego oczekuję w swoich relacjach z ludźmi. I na pewno nie dam się już "zgwałcić", by je utrzymywać.
      Brzmi to gorzko.
      Nadal Cię cenię, nadal uważam, że jesteś nieprzeciętny.
      Wracam do swojego bloga. Być może kiedyś zamieszczę w nim cały wywiad, i tę treść, którą Ci przysłałam jako memento dla innych. oczywiście, jeżeli nie będziesz miał, jako autor pytań, nic przeciwko temu.
      Miłego dnia Andrzeju
      Sonia


      La commedia finita.
      kusiolki, całuski, buziole..... kurtyna

      Usuń
  6. przede wszystkim, jak to się sportowo mówi, "uspokójmy piłkę" i ogarnijmy temat po kolei, na tyle, na ile się da, zacznijmy jednak od tyłu, czyli od kwestii fotek...
    fotki widziałem, potem przestałem widzieć, zniknęły... niestety zniknęły bez klasy, bo na ich miejsce pojawił się kompletnie zbędny, do tego nietaktowny komunikat - nietaktowny, gdyż świadczący o braku dyskrecji... tak się takich spraw nie załatwia /w moim pojęciu rzecz jasna/... gdyby fotki zniknęły i już, wszystko byłoby okay... dla każdego byłoby jasne, że miało miejsce jakieś nieporozumienie pomiędzy Tobą i A-AK, ale jego detale pozostałyby pomiędzy Wami i nikt by nie wnikał w te detale... niestety A-AK postanowił zrobić z tego szopkę komunikatem zwalającym winę na Ciebie... nie spodobało mi się to, a konkretnie ów SPOSÓB ZAŁATWIENIA SPRAWY i dałem temu wyraz, w końcu będąc na widowni mam prawo spektakl nagrodzić oklaskami lub go wygwizdać...
    ...
    i na tym dla mnie centralnie sprawa się kończy... tymczasem okazuje się /jak wynika z Twoich wyjaśnień pod tym postem/, że to tylko czubek góry lodowej, że problem jest grubszy...
    po wnikliwym zbadaniu materiału podsumuję to tak:
    A-AK nieraz już praktykował projekt polegający na zapraszaniu innego blogera do siebie, mnie ten pomysł się podoba i sam kiedyś dałem się zaprosić do współpracy... nie było żadnych nieporozumień, a na pewno nie było akcji polegających na cięciu tekstu, czy wprowadzaniu jakichkolwiek zmian bez mojej zgody... co się takiego stało, że tym razem wykonał takie dziwne manewry?... tego niestety nie wiem i chyba nie chce mi się wchodzić w głębszą analizę i szukanie przyczyn... ograniczę się jedynie to konstatacji faktu, że coś mu się popierdoliło... a ponieważ lubię gościa, to mam nadzieję, że mu przejdzie i coś z tym zrobi, gdy ochłonie...
    ...
    oczywiście sprawą Twoich relacji z A-AK nie będę się zajmował, a na pewno nie w formie publicznej wypowiedzi na forum...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że Twoja sugestia nie dotarła, a napis czerwony nadal bije po oczach, już coś świadczy o autorze. A komentarz pod Twoim, potwierdza chęć zwalenia winy za całą sytuację na mnie.
      Nie wnikam, jak załatwiał sprawy gościny z innymi osobami. Być może osoby te miały tak interesujące wpisy, że uznał za niekoniecznie ingerowanie w nie.
      Przyznam, że na blogu Klatera bywałam sporadycznie i często wtedy, kiedy na moim blogu zamieszczał komentarz z linkiem do swojego, a dopiero od pół roku częściej. O zabawie w "goszczenie" dowiedziałam się w sumie, gdy mnie zaprosił.
      Zrobił to na moim blogu w którymś komentarzu. Początkowo w ogóle zignorowałam, bo nie miałam ochoty na takie rzeczy, a na swoim blogu też nie zawsze mam czas coś zamieścić. I, powiem szczerze, od początku byłam niechętna idei odrabiania za kogoś roboty na blogu.
      Potem sytuacja na moim blogu się powtórzyła i odpisałam, że nie chcę. Przyszedł mail, że może jednak spróbuję, a on mi powie co i jak. Nie odpisałam od razu. A potem się zgodziłam i zaczęła się jazda.
      W dodatku nie przyszło mi na myśl, że będę musiała oprócz wywiadu, pisać jeszcze jakiś ekstra post. Dla mnie treść wywiadu to jest post i myślałam, że tylko o takie posty chodzi
      Dopiero wtedy weszłam na jego blog i poszukałam "gościn". Ponieważ zaczął sugerować, bym napisała o tym, co mnie w życiu spotkało- odmówiłam. Zresztą, ja naprawdę nie miałam ochoty nic więcej pisać. Same odpowiedzi na pytania wywiadu zajęły mi 3 wieczory, a tu jeszcze jakiś post, jakieś terminy, żądania... protekcjonalne poklepywanie, łaskawe przesuwania terminów...

      Być może wyczuł we mnie pierwszą naiwną, którą jednak przymusi, bo... jak to będzie wyglądało na jego blogu... bo... nie udało mu się zapełnić posta... bo jego ambicje gospodarza zostaną naruszone... a należało po ludzku napisać tak, jak ja to wyjaśniłam i nie robić czerwonych cyrków. Należało za pierwszym moim NIE odpuścić i być może puścić pozostały materiał.

      Niech sobie zaprasza gości. Może będą lepiej traktowani, niż ta wredna, uparta, z fochami baba.
      I jeszcze jedno- u mnie nie gra takie coś- odpuść, napisz, to tylko blog- jak mówię NIE, to oznacza dokładnie NIE.

      Nie zatajam swojego adresu blogowego, ani danych. Nie mam nic do ukrycia, jak w życiu realnym, tak i tu w blogosferze.


      I pisze to nie tylko jako Jaskółka blogowa, ale jako konkretna realna Sonia

      Usuń
  7. Niechętnie, ale wypada ustosunkować się do tego...
    Po piewsze:
    - korespondencja mailowa jest chyba też objęta jakąś tam tajemnicą, ale to chyba pikuś
    Po drugie:
    - powinienem jednak posłuchać Cię, Jaskółko i odstąpić od mego pomysłu, by Cię gościć u mnie; stało się jednak inaczej i tego nie cofnę.
    Moim skromnym zdaniem wywiad z Tobą wyszedł pod każdym względem rewelacyjnie i to przede wszystkim z Twojej strony; moja bardzo skromna zasługa polegała wyłącznie na tym, że ogarnąłem cały przysłany mi przez Ciebie materiał, niestety, skracając Twoje wypowiedzi, na co mi, na samym początku przyzwoliłaś; taka redakcja jest zupełnie normalną procedurą w profesjonalnej edycji wszystkich dzieł.
    - gdyby nie moje naciski, Jaskółko, nie osiągnęłabyś prawdopodobnie tego, na czym mnie też zależało: TWEGO NIEWĄTPLIWEGO I NIEKWESTIONOWANEGo SUKCESU; tu nie ma żadnych wątpliwości.
    - "Być może wyczuł we mnie pierwszą naiwną, którą jednak przymusi, bo... jak to będzie wyglądało na jego blogu... bo... nie udało mu się zapełnić posta... bo jego ambicje gospodarza zostaną naruszone... a należało po ludzku napisać tak, jak ja to wyjaśniłam i nie robić czerwonych cyrków. Należało za pierwszym moim NIE odpuścić i być może puścić pozostały materiał".
    Moje intencje zostały opacznie odczytane, a wyrażenie mego poglądu na tę sprawę, przypominałoby mi gromadzenie dowodów na to, że nie jestem wielbłądem i nie biję Murzynów.
    Czerwony napis miał jedynie poinformować, że dostosowałem się do Twego kategorycznego polecenia i je wykonałem. Nic poza tym!
    - "Być może wyczuł we mnie pierwszą naiwną, którą jednak przymusi, bo... jak to będzie wyglądało na jego blogu... bo... nie udało mu się zapełnić posta... bo jego ambicje gospodarza zostaną naruszone... a należało po ludzku napisać tak, jak ja to wyjaśniłam i nie robić czerwonych cyrków. Należało za pierwszym moim NIE odpuścić i być może puścić pozostały materiał."
    Czerwony napis?!
    No cóż: było bardzo ładne, gustowne i niebanalne zdjęcie, a tu nagle zniknęło! Niepotrzebny powód do domysłów i innej mniemanologii.
    Co do reszty materiału to, wybacz, ale wobec Twego silnie emocjonalnego podejścia do mej skromnej osoby, to również naładowany bardzo negatywnymi emocjami, mogłem co najwyżej puścić... pawia!
    - "Niech sobie zaprasza gości. Może będą lepiej traktowani, niż ta wredna, uparta, z fochami baba.
    I jeszcze jedno- u mnie nie gra takie coś- odpuść, napisz, to tylko blog- jak mówię NIE, to oznacza dokładnie NIE."
    Wstrzymuję się od jakiejkolwiek oceny powyższsego fragmentu tekstu. Obiektywnie jednak stwierdzam, że mieści się on w regułach trudnej sztuki, będącej przybudówką retoryki, zwanej erystyką czyli sztuką prowadzenia sporów. Poza tym moje NIE oznacza także wyłącznie NIE. Chyba nas zatem łączy, ale i dzieli ta nasza asertywność.
    Według twardych zasad tejże właśnie erystyki, powinienem teraz ostro i boleśnie przywalić ciętą jak brzytwa, ripostą. Jestem jednak na to zbyt leniwy, choć, przyznaję ze skruchą, nadal potrafię być wredną cholerą, lecz coraz mniej mnie to bawi!
    Nie mam pojęcia, czy jeszcze się nakręcasz, bo mnie już przeszło.
    I tu bez zbędnych dywagacji, Jadskółko, najserdeczniej Cię przepraszam za tę, zupełnie niepotrzebną z mej strony, emocjonalną ekwilibrystykę.
    Nie zakładam, że się mylę, bo to może w naszych blogosferach jeszce jakoś się ułożyć.
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak pozostanę przy swoim.

      Usuń
    2. Co do tego, Jaskółko, nie mam żadnych wątpliwości.
      Z mojej strony nie naruszyłem na pewno tajemnicy naszej mailowej korespondencji (w postaci dosłownego przytaczania) i jakoś podnosi mnie to na duchu.
      Przeprosiłem, wyciągnąłem rękę na zgodę i z tym też czuję się dobrze.
      Moje skłonności konsyliacyjne często bywają utożsamiane z jakąś słabością mego charakteru (np. tchórzostwo, kunktatorskie uniki, tłumaczenie się na siłę itp.) i tu nie mogę nic na to poradzić!
      Ochłonąłem i tyle!
      I też pozostaję przy swoim.

      Usuń
    3. Trzeba było od początku tak się zachowywać. I to jest ostatnie moje zdanie w tej sprawie.

      Usuń
    4. Dziękuję za całą poswięconą mi uwagę.

      Usuń
  8. Jaskolko, jestem tylko czytelniczka blogow, w tym Twojego, i dosc rzadko pisze komentarze.

    Mysle, ze dobrze, ze napisalas o tym, lacznie z podaniem tresci maili. Masz prawo do obrony i przedstawienia swojego punktu widzenia. A jesli mozna ewentualnie bylo miec pytania wczesniej, to wypowiedz samego zainteresowanego powyzej chyba je wyjasnila. Odwracanie kota ogonem, klepanie po glowce (ten SUKCES!!! ktorego nie docenilas...), przerost formy nad trescia, przeintelektualizowanie. Tekst dlugosci kartki A4 na ukrycie tego, ze sie przyzwoicie zachowac nie potrafil, bo mial koncepcje inna niz smialas miec Ty.

    Na koniec, nie pisz o sobie, Jaskolko, "ta wredna, uparta, z fochami baba". Ja wiem, ze to ironicznie, ale tym samym w jakims sensie potwierdzasz to, co niektorzy moga myslec, deprecjonujesz sama siebie. Ja w tym widze walke o szacunek, nie wrednosc. A pan A-AK zapomina, ze bez wzgledu na osiagniecia zawodowe, jest czlowiekiem takim jakim ponad 7 miliardow ludzi na swiecie, tak samo jak oni je, pije i wydala. I zapomina, ze warto innych traktowac z szacunkiem.

    PS Nie zalezy mi, zebys opublikowala ten post, jesli uznasz z jakiego powodu, ze nie chcesz. Zadecyduj o tym sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, co nie jest "drastyczne" staram się puszczać. Dziękuję za te miłe słowa:)

      Usuń
  9. Klik dobry:)
    Czerwony komunikat zaszokował mnie do tego stopnia, że nawet wywiadu nie przeczytałam. Teraz, uświadomiona, idę przeczytać.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest nieautoryzowane, nie wszystko tam jest takie, jaka jestem:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.