niedziela, 7 maja 2017

Było ekstremalnie.

Woda w piwnicy pokazała się po dwóch dniach ulew i jeszcze w jednym miejscu stoi. Pod kupą opału- nie do ruszenia. Musi sama zejść. Na szczęście moje uszczelniania odniosły skutek i wyszuflowałam w sumie 6 wiader wody z różnych pomieszczeń. Dla porównania w zeszłym roku wodę szuflowaliśmy do wiader, laliśmy do beczki i z niej pompowaliśmy na zewnątrz. Dwa dni trwała taka akcja.
Tak wyglądał nasz ogród, a zwłaszcza lasek podczas ostatnich ulew.
Alejka sosnowa. Na początku jest zakopana studzienka do której dochodzi peszel podciągnięty od wału odsączającego wodę z oczyszczalni. Zauważyliśmy, że teraz peszel ściąga wodę nie tylko z wału i ogrodu, ale też z pola za naszą bramą (i za drogą dojazdową) oraz z posesji sąsiada. Czyli wody, która pojawia się na naszej posesji jest teraz sporo. Prawo wodne mówi, że właściciel posesji ma obowiązek przyjąć wodę z sąsiednich, o ile nie ma tam innego odwodnienia i przesłanie wody dalej, poza swoją posesję. Przez 20 lat nie miałam tu z wodą problemu, ale woda szuka pod ziemią swoich dróg no i znalazła dobrą drogę- peszel. Kiedy zaczęło nas podtapiać w miejscach dotychczas suchych nawet w czasie największych ulew, zdaliśmy sobie sprawę z sytuacji podbramkowej. Sprawę pogarsza fakt, iż gleba tu jest przepuszczalna na głębokość około 1 metra, a później jest lita glina i po niej ( podskórnie) woda spływa. Jak w glebie jest wody zbyt dużo, stoi w niej i jest grząsko.
My wodę przyjmujemy i posyłamy dalej, ale... dalej teraz nie istnieje. W każdym razie wykopałam  (od razu mówię, wolę kopać niż sprzedawać w sklepie, dlatego Jaskół nie brał w akcji kopania udziału, tylko sprzedawał) rowki, by jakoś górą tę wodę posłać dalej. Mieszkamy na górze stoku i po czasie  woda zaczęła schodzić  w dół, tworząc wręcz strumienie na ścieżkach. na zdjęciu widać krótki rowek od studzienki i dodatkowy od peszla. Kiedy kopałam, to woda strumieniem rwała za szpadlem.
Ścieżka równoległa do sosnowej, po drugiej stronie lasku. Tu woda znalazła ujście przy pniu brzozy. pewnie gdzieś pod ziemia dren jest przerwany, lub zapchany i zaczęło górą wybijać. No i całe szczecie, bo wiedziałam już gdzie kopać drugi rowek, by  wodzie pomóc zejść z góry. Tu widać, jaki jest spad stoku.
Potem poszłam na dół i wykopałam rowki z boku tego lecącego od brzozy, bo i w lasku zaczęły tworzyć się kałuże. Jeden modrzew jest tak podmyty, że musimy go wyciąć. Przechylił się na drugi- nie ma szans na dalszy wzrost, a temu drugiemu przeszkadza. Tam na dole jest płot graniczący z sadem.
Ujście wody z naszego ogrodu do sadu.
A to sad. I tu ktoś może powiedzieć- a to świnie, zalewają sadownika i niszczą mu piękny sad. Otóż świnią jest sadownik, który przez 10 lat jeździł ciężkim sprzętem i zarwał,  na długości około 100 metrów, główny dren, do którego szła woda z posesji położonych wyżej, w tym z naszej. Jego obowiązkiem jest przejąć wodę z tych posesji i posłać ją dalej, co w jego przypadku oznacza wpuścić do rowu melioracyjnego. Wniosek jest taki, że to nie my go zalewamy, a on zalewa naszą piwnicę, bo woda nie ma już gdzie uchodzić, jak gleba jest nasączona wskutek braku odbioru. Zgłosiliśmy ten fakt do Spółki Wodnej i czekamy. Zresztą ja już w zeszłym roku to zgłaszałam, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Tym razem pojechał Jaskół.
Sprawa jest chyba beznadziejna. Sadownik to człowiek konfliktowy i wszystkich ma w "głębokim poważaniu". On doskonale wie, że jedyną drogą wyegzekwowania naprawy drenu jest droga sądowna. Ja nie mam ochoty się z dziadem sądzić, nawet mnie nie stać na założenie sprawy. Dlatego z premedytacją zrobiłam rowki i wpuszczam mu wodę do sadu. Z premedytacją i determinacją, bo przecież woda nie idzie w górę, a w dół i zdaję sobie sprawę z tego, że facet będzie nas albo olewał, albo szykanował, co już dwa razy zrobił. Spółka Wodna może mu nakazać, ale nie jest władna wyegzekwować naprawy drenu. Na sąsiadów nie mam co liczyć. Moja sister, która mieszka za ścianą i której też zalewa ogród, powiedziała, że jej to nie przeszkadza. Jej nie... inni nie mają interesu.
Koniec ( od strony domu) ścieżki w ogrodzie kwiatowym.
Miejsce na ognisko- głębokie na 30 cm. Jeszcze teraz stoi w nim 10 cm wody.
Przed ulewami wykopałam liliowca i nie zdążyłam zasypać dołu po nim. Na zdjęciu tego tak nie widać, ale jest to głęboka kałuża. Ognisko i ten dół pokazują, jak wysoko woda stoi, bo gleba nie odbiera.
Ofiara śniegu i podtopień- dorodna sosna. Korzenie podmyte i zawaliła się pod ciężarem śniegu, z opadów przed ulewami. To z lewej strony to "brudny" kompost, na który wyrzucam ogrodowe badziewie (korzenie chwastów szybko pleniących się, gałązki, szyszki, twarde łodygi itp.), którego nie chcę przerabiać (lub nie da się), na dobrą ziemię ogrodową (jest drugi kompost).
A teraz czekam na większe opady (oby się nie zdarzyły), bo chcę zobaczyć, jak dalej działają rowki. Wkurzona jestem- ogród stracił na urodzie przez te przekopy, ale je zostawiam, ponieważ to chyba jedyny ratunek przez podtapianiem naszej posesji.









22 komentarze:

  1. O kurczę, kiepsko to wygląda.Lata temu, na obiekcie, na którym mieliśmy manufakturę, po każdym deszczu mieliśmy małą powódz. A potem przyjechał jeden z klientów, popatrzył na wszystko i przysłał człowieka z jakimś ceramicznymi "kijkami". Facet powsadzał te kijo-rurki w ziemię w kilku miejscach i powiedział, że teraz już nie będzie zalewało. Grosza za tę usługę nie wziął więc pomyślałam, że pewnie zgłupł, ale faktycznie od tej pory woda się nie zbierała. A ta miejscowość nazywała się Glina, zapewne od właściwości gruntu na którym była.
    Dziś u nas znowu padało i coś miauczeli w radiu, że w ciągu najbliższych dni znów będzie padać.
    Szkoda, że nie można było budować gdzieś wyżej. Jak widać Bezce bardzo się podoba taki "strumyczek".
    Ciekawe co Wam odpowie Spółka Wodna. A Twojej siostrze nie zalewa piwnicy? Przecież to piwnica obok piwnicy jest.Mam nadzieję, że nie odwodnia swojej piwnicy jakimiś ukrytymi dziurkami.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sister ma stary dom, do którego dobudowaliśmy nasz- nowy. Ja mam cały podpiwniczony, a ona nie ma piwnicy pod połową domu, graniczącą z naszym. W związku z tym nas zalewa, jej nie. Ale nas nie tyle zalewa, co nie odprowadza wody.Nie można było budować wyżej, bo wyżej już nie ma. Jeszcze tylko 6 metrów od domu idzie wyżej droga i z niej też woda ścieka do naszego ogrodu. Rodzice kupili stary dom do remontu i do niego dobudowaliśmy nasz. Przez prawie 20 lat nie było większych problemów z wodą. Zaczęły się dopiero, kiedy w sadzie został zniszczony główny dren. I jest coraz gorzej.17 lat temu nie było tu sadu, było pole uprawne i traktory nic nie psuły. Potem to pole kupił sadownik, posadził jabłonie i wjechał ciężkim sprzętem. 17 lat dewastacji terenu zrobiło swoje.
      Nie mam pojęcia, co ten magik zastosował w waszym zakładzie. My puściliśmy dwa peszle i wzdłuż całej ich długości w ogrodzie jest w miarę sucho. Dalej zaczyna się dramat. niestety, ten drugi peszel, bliżej domu nie ściąga wody z piwnicy. Jest dosyć płytko wsadzony w ziemię.

      Usuń
  2. @_@ Okolica jak z Tolkiena normalnie. A co do wody to faktycznie może ekstremalnie być. Nawet bez wielkich deszczy, ot śnieg w górach zacznie się topić.

    Nie lubię burz po tym jak kiedyś nad ranem piorun uderzył w bliskie nas drzewo, powodując huk, jakby się świat kończył.

    Kurczaki. To faktycznie historia tragiczna można rzec. I emocje z nią związane zrozumiałe w pełni.

    No u mnie też wrócił deszcz i zimno. Trudno. Nie można mieć wszystkiego w końcu. O to zazdroszczę widoków na kosy małe.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okolica, mimo nadmiaru wody, piękna, czasem tajemnicza, zawsze klimatyczna:)
      Burzy boje się od zawsze, a szczególnie od momentu, kiedy piorun strzelił w dzwonek elektryczny wiszący na werandzie, a ja byłam w tym czasie w holu, może z 4 metry od drzwi. To jest trauma i nie sądzę, ze kiedyś mi przejdzie.Tym bardziej, że teraz burze są bardziej gwałtowne, z wichurami i częstymi, silnymi wyładowaniami.
      Jakoś przetrzymać jeszcze ten tydzień. Potem ma być o wiele cieplej. Ale tam w Polsce, na północ od nas, zawsze jest zimniej niż tu.

      Usuń
  3. Ja piernicze, tyle roboty, tyle dbania i taka jazda. Moze wreszcie skoncza sie te deszcze. U mnie deszcz potrzebny i nawet ostatnio kilka razy padal, ale tyle co kot naplakal. Podobno jeszcze ma padac. Szkoda, ze nie da sie tak rowno rozdzielic po calej ziemi, tylko u jednych susza a gdzie indziej powodzie. Nic na to nie poradzimy, tylko szkoda mi Twojej roboty. Wiem jak bardzo oboje dbacie o Wasz dom i caly teren.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem płakać mi się chce, kiedy kolejne drzewo trzeba ciąć, bo się od podsiąkania wali. No i te rowki na alejkach. Paskudztwo. Mam nadzieję, że spełnią swoje zadanie przy kolejnych opadach.

      Usuń
  4. Wspolczuje wody wszedzie, nadmiernych opadow i glupiego sasiada. Tylko drzew szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzew wszystkich szkoda, tych w sadzie również. To bardzo dorodne jabłonie i mocno owocują. One i tak w przyszłym, a może za dwa lata pójdą do wycięcia, bo Unia narzuciła,do jakiego okresu mogą sady istnieć, a potem trzeba nowy zakładać. Ten ma już z 15 lat, a czas trwania sadu, zdaje się, jest 17 lat. mnie i tak ich szkoda, bo stoją w wodzie. Moje padają od nadmiaru wody w glebie, a tamte wręcz w niej stoją. Głupi ten sadownik i tyle, pazerny chciwus.

      Usuń
  5. sprawę tego sadownika kojarzę, kiedyś o nim już wspominałaś...
    natomiast tak sobie pomyślałem, że może przydałaby się jakaś porządna epidemia malarii, aby sąsiedzi /włącznie z Sister/ zmądrzeli?... natomiast miejscowy lekarz reumatolog z pewnością nie ma powodów do narzekań na brak pacjentów...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mlaria....hmmmm... jakoś mi się nie uśmiecha. Reumatyzm tu ludzie mają, bo to okolica mocno stawami i rzeczkami usiana. Do tego jary i dużo lasów. Wilgotno jest na co dzień. Sister nie zmądrzeje, to taka osoba, której bozia poskąpiła empatii i rozumu. Może inaczej, to baba, która jest zachowawcza i trzyma się swojej chałupy. Byle mieć spokój. Zresztą tu ludzie są w większości tacy. Mili, uczynni, ale rewolucji z nimi nie zrobisz.
      Sadownik wyciął mi połowę leszczyn, chociaż w niczym mu nie przeszkadzały i traktory mieściły się bez problemu między płotem, a rzędem jabłoni. Teraz jak robi opryski, to leci nam prawie do domu taka smierdząca mgiełka. Te leszczyny to był p[as ochronny zasadzony przez nas, bo on doprowadził taki pas z tui tylko do granicy, a potem na całej szerokości naszego ogrodu jest bezpośrednio sad. On ma obowiązek sadzić taki pas ochronny. Nie dość, że nie zasadził, to jeszcze wyciął chroniące leszczyny, niszcząc krzewy przy okazji. Mogłabym go pozwać do sądu za przekroczenie granicy posesji i zniszczenie zieleni ogrodowej, ale...Sister przejechał po leszczynach jeszcze mocniej, ale ona ponoć na to zezwoliła ( mnie nikt nie pytał, zobaczyłam ten horror, kiedy było po wszystkim i żywej duszy w sadzie) i jej to nie przeszkadza, że teraz ma pełno trucizny w ogrodzie.
      Szkoda gadać.

      Usuń
  6. Wspolczuje Ci tego sasiada-sadownika, ktory tylko widzi pieniadze, niszczy przyrode, przeczytalam wyzej ze wycial leszczyny, zniszczyl tak jak piszesz pas ochronny, paskudztwo jak wiatr wieje taka chemie-opryski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy trochę marudzę na sąsiedztwo sadu- tylko trochę, bo lubię te jabłonie bardzo, to wszyscy mi mówią, że mogło być gorzej np. świniarnia lub kurniki. owszem, mogło... i tym się pocieszam, niemniej sad jest bardzo uciążliwy, bo ciężkie, głośne maszyny chodzą w nim prawie codziennie. poza tym pryskają na okrągło, jak nie trawę pod drzewami, to opryski przeciw najróżniejszym chorobom i szkodnikom. A my mamy sad za płotem, na wprost domu i parę posesji dalej, z boku.

      Usuń
  7. No to masz sąsiada; każdy ma wszystko w d...e. Podejrzewam, że na Twoim miejscu toczyłabym wojnę ze wszystkimi. Czy ci ludzie nie rozumieją, że skoro niszczy u Ciebie, niszczy także i u nich? Przeraża mnie obojętność ludzka i myślenie, że jakoś to będzie. Z tego co słyszę deszcze nie ustają. Odwagi i siły Jaskółko... może i cierpliwości by przetrzymać tę obojętność!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyzwyczaiłam się, ale i odsunęłam od wsi. I liczymy tylko na siebie. Sąsiadów mam bardzo fajnych, pomogą coś przenieść, popilnują, jednak w takich sprawach to głowa w piasek i przeczekać.
      U nas nie pada tak, jak dalej w Polsce. Teraz się uspokoiło i raczej prognozy są dobre. Tylko zimno będzie. my tu mieszkamy na najbardziej wysuniętym na południe terenie Polski, ale na linii dzielącej wschód i zachód, bo bardziej wysunięte na południe są Tatry i Bieszczady. Mamy klimat dziwny, bo w stosunku do całej Polski jest cieplej i mimo wszystko mniej opadów. Ale jak spadnie to porządnie. Ja oglądam czeskie prognozy dla Moraw/Ostrawy. Ostatnio w Katowicach padał śnieg, a u nas przelotny deszcz i było w miarę ciepło. To 100 kilometrów, a jaka różnica.

      Usuń
  8. Mój najstarszy potomek ma problem z odprowadzaniem wody. Jego dom stoi na dużej skarpie, a developer źle zabezpieczył stok, podczas potężnej ulewy w zeszłym roku obsunęła się skarpa na której stoją domy, niby niewiele, ale jednak.
    Niestety nie idzie się dogadać z sąsiadami w temacie wspólnego zabezpieczenia skarpy.
    Zastanawiamy się teraz jak zabezpieczyć jego część, jak na razie postanowiliśmy położyć takie żółte rury-dreny, nie są drogie może wystarczą.
    Mogę tylko współczuć sąsiada bez wyobraźni.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy dwa takie żółte peszle pociągnięte do połowy ogrodu- dalej rosną wysokie drzewa, ale tam już jest dosyć duży spad. I te peszle ściągają wodę z całej okolicy w promieniu co najmniej 20 metrów. Zrobił się nadmiar wody, której dren w sadzie nie odbiera, bo.... napisałam wyżej. Gdyby sąsiedzi z obu stron posesji też takie dreny pociągnęli, to przynajmniej odciążyliby te nasze, ale im to powiewa, że woda niżej stoi.
      Skarpę chyba trzeba obdrenować- co już zrobiliście, a potem jakieś mocne murki oporowe zrobić. Oby domy nie spłynęły z kolejnymi ulewami.
      W Cieszynie tak obsunęła się cześć drogi i zagroziła domom na zboczu. Przez prawie rok droga była nieprzejezdna, bo każdy na każdego palcem wskazywał, kto winny.

      Usuń
  9. Właśnie patrzę i nawet w tej wodzie okolica wydaje się bardzo ciekawa dla oka. :)

    No to kumam. Faktycznie takie zdarzenie nie łatwo wyrzucić z pamięci. Mi Rodzicielka opowiadała jak ze 40 lat temu w czasie burzy piorun wpadł przez otwarte okno i w gniazdko elektryczne strzelił. Reakcja taka sama jak Twoja, może dziś strach nieco mniejszy, ale ostrożność jednak nadal ze strony Rodzicielki.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzi w człowieku coś atawistycznego. Od zawsze burza była dla wielu czymś nie do ogarnięcia. Stąd i strach przed nią. A przecież burza jest niebezpieczna. Ludzie lekceważą często ostrzeżenia przed piorunami i zdarza się, że kogoś trafi, bo chojrakował.

      Usuń
  10. Wystarczy w górach (choć nie tylko pewnie) rozejrzeć się trochę i znaleźć tablice o ludziach zabitych przez pioruny. Smutne to na pewno historie, ale oparte na braku rozsądku.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że najwięcej od pioruna ginie rolników. No i w górach, zwłaszcza w takich wysokich jak Tatry, ale i na połoninach też się coś takiego zdarza.

      Usuń
  11. Przykra sprawa... To teraz sadownik będzie musiał coś z tym zrobić, jeśli nie chce mieć zalanego sadu, to może w końcu naprawi ten dren. Pomimo mokradeł i wykopanych rowków, sad,lasek jest bardzo pociągającym miejscem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała komedia polega na tym, że sadownikowi widok stojących jabłoni w wodzie nie przeszkadza. Jego ta woda nie rusza. Najwyżej maszyny dwa dni później wejdą. Teraz zrobiło się ciepło i bagno cuchnie.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.