piątek, 26 maja 2017

Żarłok


21 komentarzy:

  1. Swietny film! Biedni ci rodzice... Karmia i karmia, a dziecko nawet nie probuje samo :) Moja para koso musiala trzy takie pasozyty karmic, podrzucalam im codziennie jedno, dwa jablka - wszystko wchlanialy! Ale moj film nie jest tak fajny jak twoj :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam zdziwiona, bo przecież to już duże pachole, a takie pazerne.
      Gdzie masz ten film? Każdy filmik kręcony przez amatora wymaga szacunku. Przecież to bardzo trudne jest.

      Usuń
    2. Moj filmik jest na moim blogu http://basia-kolorowyblog.blogspot.de/2017/05/koniec-upalow-robota-czeka.html
      Balam sie blizej podejsc, bo by uciekly. Ale i tak daly sie moje pasozyty kilka dni podgladac! :)

      Usuń
    3. Coś mi umknęło, bo tam przecież byłam po południu.

      Usuń
    4. Byłam- świetny filmik. Dokładnie pokazuje "pasożyty":):):):)Nawet ręka Ci nie drgnęła. Ja musiałam prawie na jednej nodze stać i lekko się potem przesuwać, bo szpaczydła przelatywały coraz dalej.

      Usuń
  2. Pasozyt jeden! Taki duzy, wiec moglby sam sobie robala znalezc i wydlubac spod ziemi, a nie w biednych starych rodzicow orac. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie takie mają zwyczaje. Jednak, on sam też coś tam dłubał, czyli potrafi. mnie się podobało, jak ona mu wpycha do dzioba kąsek, on ten kasek upuszcza, a ona ze zniecierpliwieniem znowu ładuje mu go do dzioba- nic nie może się zmarnować, albo wie, że kasek da nogę pod ziemię.

      Usuń
  3. Super film. Szczególnie ten fragment jak rodzic podaje robaczka, a młody sobie nieradzi i rodzic cierpliwie ładuje robaczka ponownie do dzioba potomka. Wychowanie potomstwa to ciężka robota. Czasami zazdroszczę zwierzakom, że ich pociechy dość szybko są samodzielne i idą w świat. Człowiek jak już ma dzieci to raz i na całe życie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młody sobie radził, ale robal mu spadł, a stara pewnie bała się, że ucieknie do ziemi. Zdecydowanie wepchnęła tego robala z powrotem do dzioba. Moje dzieci się usamodzielniły, ale troska pozostała nadal. Silna więź, to i troska. Zresztą one też o mnie się troszczą i zagadują, czy wszystko w porządku. To lepsze niż kwiaty na Dzień Matki.

      Usuń
  4. Interesujący film. Zawsze wzruszają relacje: rodzice - dziecko. A ptasie w szczególności, bo co roku podglądam u siebie w ogrodzie.
    Zasyłam pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu mam na okrągło spektakl. Dzisiaj młody gołąb usiadł na bluszczu,na tarasie, dwa metry od nas. Zjedliśmy obiad, zdążyliśmy wypić herbatę, a on sobie nadal spokojnie siedział.Dopiero po jakimś czasie spostrzegłam, że sobie odleciał. na trawniku, jak nie kosy, to drozdy, albo szpaki urzędują przez cały dzień. Długo opowiadać. Teraz są jeszcze pisklęta kosa w gnieździe, na bluszczu, zaraz przy oknie pokoju. Co chwile rodzice kursują z robakami, by je nakarmić. Tych różnych ptasich podlotów jest w ogrodzie pełno i w ogóle się nas nie boją.

      Usuń
  5. Komentarz Ci zostawiłam na YT.
    Dziś widziałam srokę, która coś zdziobywała na świerku rosnącym przed moim
    oknem kuchennym, ale siedziało ptaszysko kuprem do mnie i nie widziałam co tak wydziobywała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo przyleciała z łupem, albo dziobała jakieś drzewne stworzonko. Często widuję rożne ptaki na sosnach, jak coś wydziobują. Może to spadź? Prędzej szkodniki.

      Usuń
  6. to jest taki moment przełomowy, gdy odruch dokarmiania, troszczenia się walczy z odruchem gonienia "na swoje"...
    obserwowałem to kiedyś nie na ptakach, ale na kotach u jednej mojej byłej teściowej... matriarchalna rodzinka, czyli samotna matka i kociaki... w pewnym momencie zaczęło się gonienie od cyca... na innych zasadach funkcjonował tylko jeden kociak, trochę niewydarzony był taki, niepełnosprawny... jego nie goniła, a gdy cyc już mleka nie dawał, dzieliła się z nim tym, co udało się upolować lub uzłodziejować...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suki też tak mają.Karmią do pewnego momentu, a potem odganiają. Zastanawiam się nad zachowaniem tej kotki. Zazwyczaj działają prawa naturalnej selekcji i słabsze osobniki są ignorowane. Ptaki wręcz, gdy za dużo pisklaków, wyrzucają te najsłabsze z gniazda.

      Usuń
    2. ten mały fizycznie nawet był sprawny, chociaż do zabaw ruchowych z rodzeństwem raczej się nie palił... miał coś z okiem i w ogóle chyba z psychą na tle neurologicznym...
      to w ogóle było tak, że ja tam koczowałem kilka tygodni i miałem okazję sporo poobserwować... te koty ex-teściowej były chowane według twardej wiejskiej szkoły, można by rzec, że były takie ćwierć dzikie...
      natomiast wbrew stereotypom "kota samotnika" koty są bardzo rodzinne, pewne więzy potrafią utrzymywać i genialnie współpracują w grupie... to widać wyraźnie, gdy zbierze się spora grupa kotów w tzw. "kolonii"... chyba najbardziej taką znaną kolonią są koty z rzymskiego Colosseum... jest ich tam mnóstwo, a miasto je podkarmia... to nie chodzi o atrakcję turystyczną bynajmniej, tylko o politykę miasta w temacie trzymania szczurów za ryj...
      kiedyś w Stanach zebrano grupkę kotów na jakiejś wyspie... szybko wyeksterminowały wszystko, co się rusza, więc trzeba było im podrzucać żarcie... postawiono kamery i zebrano niesamowity materiał... np. kotki akuszerki, gdy jedna drugiej pomaga przy porodzie,wylizuje maluchy etc... sensacją zaś był kocur /prawdopodobnie brat/, gdy pomagał rodzącej kotce... pomoc polegała na tym, że tak się ułożył, że mogła się zaprzeć łapkami o niego... a jak urodziła, to sobie poszedł...

      Usuń
    3. Niesamowite. Przeczytałam z przyjemnością i ogromnym zdumieniem nad kocim światem.
      Mam awersje do kotów,od momentu, kiedy niosłam garnek z wrzątkiem, a kot ocierając mi się ciągle o nogi, nagle zrobił myk nie w tę stronę i wszedł prosto w mój kurs. Cud, że nie oparzyłam się wtedy. Poleciałam z impetem, i ten impet mnie uratował, bo garnek poleciał jeszcze z większym impetem. Mieliśmy takie dwa czarne koty cholery, które ciągle plątały się pod nogami i miauczały natrętnie. Głodne nie były, a socjalizacja nie pomagała.
      kota nie zabiła, bo zwiał chyba bardziej niż ja przerażony.
      Od tego czasu wolę koty oglądać z daleka.

      Usuń
    4. jak znam Twoje uwarunkowania, to kot chyba nie jest w nich wskazany... bo koty są cudowne, fascynujące, kochane, mnóstwo można się od nich nauczyć, ale nie można zgubić też aspektu, że jest to perfekcyjna maszyna do zabijania... w Twoim obejściu kot by wszystko totalnie przewartościował, zaburzyłby równowagę... chociaż, to nie jest takie pewne... Natura nie jest głupia i z kotem też sobie da radę, więc Donna /na przykład/ i Rude też by sobie poradziły... nie wiem, jak z Bezą, ale pewnie by się stwory dogadały i Ciebie wykręciły...
      faktem jest, że socjalizować kota trza umić... to jest kompletnie inna baja, niż z psiakiem...
      może umówmy się, że jak trafi Ci się kot, bo na przykład trafi się sierota na progu, to najpierw odezwij się do mnie... coś ogarniemy...
      bo bezmyślnego postępowania z kotami nie lubię, bywam wręcz wtedy fanatyczny...
      :D...
      a wiesz... dziś jadąc do domu rowerem napotkałem jeża... siedział sobie stwór na słońcu na chodniku, wręcz wylegiwał... dobrze, że na chodniku, bo obok była osiedlowa jezdnia... pogoniłem go w krzaczory pobliskie, ale tak podejrzanie powoli się przemieszczał... musi jakiś emeryt to był, bo na kotną jeżycę mi to nie wyglądało...

      Usuń
    5. Znawcą kotów jest mój mąż. Miał parę i zna kocią naturę. U nas kota nie ma ze względu na ptaki. Rude nie wiem, ale Beza jest wychowana na zasadzie "nie rusz, nie wolno", ale spokojnie, bez nerwów. Dlatego ona do ptaków,do jeża ma stosunek taki bardziej pokojowy. Rude pogoni, ale zaraz odchodzi spod drzewa. Gadzina gdzieś znikła, jestem niespokojna, że jednak coś ją zjadło. Z kotem pewnie by się dogadała. Natomiast nie jestem do końca pewna, czy Beza dogadałaby się z kotem.
      Jak znajdę kota, to oddam sąsiadom, bo oni lubią koty. Nie będę Bezie fundować konkurencji i stresów. No i te ptaki....
      Dzięki za miłą propozycję, gdybym miała pewność, że kota chce, zwrócę się do Ciebie:)

      Usuń
  7. Taki już spory ten podlot, mógłby się sam postarać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam próbował, ale łatwiej było atakować matkę i domagać się żarcia.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.