czwartek, 5 października 2017

:):):)


13 komentarzy:

  1. Nie będę zaśmiecał polityką miejsca pod muzyką. :) Po prostu napiszę, że brak słów na to co się dzieje na świecie i u nas też. A dziś przynajmniej udało mi się załatwić na uczelni jedną rzecz szybko i do końca, więc jest jak należy.

    W sumie tak, choć swoje płyty CD z muzyką trzymam w kilku miejscach i w różnych pozycjach. Wydaje mi się, że nic im nie grozi, poza tym to nie winyle. Z tymi płytami to dopiero jest roboty. Choć jak kiedyś usłyszałem taką płytę to aż mnie zatkało. :) Na razie nie mam jednak ani pieniędzy na ten cały winylowy osprzęt jak i miejsca na płyty. Ale może kiedyś, kto wie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka z winyli ma niepowtarzalny urok. Teraz. Kiedy były tylko takie płyty, często były zarysowane, bo trudno się z nimi było obchodzić. Wystarczył lekki wstrząs i igła adaptera osuwała się, robiąc rysę. Zaczynało się przeskakiwanie, albo zacinanie się w jednym miejscu. Popychało się lekko igłę i muzyka leciała dalej.Mam jeszcze trochę takich płyt. Czytałam, że winyle wracają do łask:)

      Usuń
  2. Muzyka uniwersalna, miło posłuchać :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie tylko muzyka z winyli daje taki pozytywny efekt. Od dawna już zauważono, że także wzmacniacze lampowe są znacznie lepsze od tranzystorowych. Na szczęście to jest zauważalne tylko przez koneserów.
    A Barry White? Zawsze miałem problem z wyborem pomiędzy B. White'm i L. Cohenem, bo dla mnie to były podobne klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obu lubię, ale zdecydowanie bardziej podoba mi się Barry. Przepięknie operuje głosem, a te pomrukiwania, przydechy, śpiewne mówienie mają niepowtarzalny urok. na wzmacniaczach to raczej się nie znam. W ogóle te wszystkie urządzenia na prąd omijam z daleka. Wolę mechanikę samochodową i inne w tym guście techniczne sprawy.

      Usuń
  4. ot, po prostu taki fajny, sympatyczny przytulaczek na coraz wcześniej zapadające wieczorne zmierzchy...
    ...
    winyl vs. inny /cyfrowy/ nośnik i sposób zapisu... tępe trójki, ich oszczędność miejsca w zapisie opiera się na odrzuceniu wszystkich dźwięków, których ludzkie ucho i tak nie percepuje... nie jest to jednak tak do końca prawda z tym niepercepowaniem, bo nie tylko via ucho drgania, fale dźwiękowe do nas docieraja... tak więc winyl daje nam większą pełnię odbioru, ale trzeba też wzmacniacza lampowego /analogowego/ oraz kolumn, głośników stosownych do tego, bo inaczej nic z tego nie będzie...
    ale cóż to wszystko jest wobec koncertu, podczas którego słuchamy nie tylko uszami, ale np. także kościami /kośćmi?/, no, w ogóle całym sobą... co ciekawe, nieraz lepszy od gigu na stadionie jest wtedy koncert w mniejszej sali, nawet gdy huknie metalowo, po całości, stopy stają się wtedy uszami i zdawać by się mogło, że zaraz budynek się rozleci, a gleba rozstępuje pod nami...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooooooooooo, czyli kolega ma tak samo- niech gdzieś tylko rytm poleci i już "chodzę" :):). I uderzenie musi być. A w moich głośnikach siadły basy- muza jest teraz jakaś taka przytłumiona:(

      Usuń
  5. I to nawet z przytupem. Podobno w Polsce istnieje nawet tłocznia winyli, choć do niedawna musiała wspierać się tłocznią w Czechach w pewnych technicznych sprawach (wysyłano na jakimś etapie pliki z dźwiękiem czy też taśmy, a w Czechach obrabiano je chyba jakoś, o ile dobrze pamiętam).

    Tylko taka przyjemność to droga przyjemność. O ile płytę można jeszcze kupić powiedzmy za 50-60 złotych, takie oszczędzanie względem adaptera czy głośników jest błędem. Niedawno parę sieci sklepów spożywczych oferowało adaptery za 300 złotych bodajże. Nie skusiłem się, bo wiedziałem już jak ,,je się winyle". Może kiedyś przerzucę się na taki format słuchania muzyki. Na razie jak mam ponad 200 płyt CD nie jest to zbyt opłacalne. Po prostu wszedłem w inne koryto rzeki muzycznej. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to nie chodzi o zapis dźwięku, tylko o wygodę obsługi... płyta to dla jednych celebracja, rytuał, ale dla większości innych upierdliwa czynność... teraz wystarczy klik tępej trójki i masz co chcesz... były kiedyś gramofony obsługujące nawet do dziesięciu płyt po kolei, ale słabo się przyjmowały, bo niszczyły te płyty... za pereelu polska płyta kosztowała 65 zł, węgierska 95 zł, nie był to majątek, ale zachodnie potrafiły swoje już kosztować, i te z Pewexu, i te na giełdach płytowych... nieco tańsze były te tłoczone np. w Indiach, ale też w sumie niewiele... potem pojawiły się kasety, ale one też zbyt tanie nie były, więc na muzę polowano z radia i nagrywano na czyste kasety... były audycje w "Trójce", gdy puszczano całe płyty dla nagrywaczy, np. "Minimax" Piotra Kaczkowskiego, który udostępniał swoje zbiory i nie tylko... dziś w czasach praw autorskich takie praktyki są nie do pomyślenia, ale wtedy była inna sytuacja...

      Usuń
    2. @mozaika rzeczywistości
      Ja tylko tak a propos w kwestii trwałości zapisów i na CD i na mp3. Magnetooptyczne (CD) ścieżki "gubią bity" i po czasie - średnio od 3-12 lat - są nie do odtworzenia. Nieco dłużej działają CDRW, o ile raz na jakiś czas są defragmentowane. Mp3 z kolei rozprogramowują się, gdy wrzuca się na nie nagrania z nieznanymi kodekami. Winyle też nie są wieczne, lepszy był kiedyś bakelit, ale te czasy odeszły. W sumie rację ma PKanalia, że najlepiej słuchać muzyki au naturel.

      Usuń
    3. Też nagrywałam z radia, ale na szpule w magnetofonie. Bakelitowe płyty mieli moi rodzice. Chyba gdzieś na strychu jest jeszcze skrzynka z nimi- Fogg, Chór Dana i te klimaty, ale i muzyka poważna. Puszczało się je na adapterze z taką półokrągłą zasuwą w dół. Ja jestem i tak zadowolona, bo YT dał mi możliwość poznania w końcu tych wszystkich zespołów, jakich słuchałam w radio w latach 60tych i później. Puszczam muzę z kompa-zasilacz-głośniki. Nieprzebyte zasoby muzyki w YT dały mi pełnie szczęścia. I w dodatku można odsłuchać utworów w różnych wersjach. Puszczam sobie np utwór Chopina, grany przez różnych pianistów i mam możliwość zauważyć różnicę w interpretacji i w wykonaniu.
      Jak jeszcze sobie dopełnię muzykę informacjami o utworach lub zespołach, o cała historie danego gatunku, to żyć nie umierać. Oczywiście, chciało by się mieć sprzęt ekstra, ale jednak to nie jest priorytet życiowy. Natomiast nie potrafię słuchać muzyki ze słuchawkami na uszach. Po kilku minutach zaczyna mnie ogarniać irytacja. Być może to jest wynik klaustrofobii, a słuchawki jednak ograniczają, a być może jednak ten dźwięk nie brzmi tak, jak w Przestrzeni.

      Usuń
    4. Sory, mam wkurzający mega katar- miało być "odsłuchać utwory"

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.