poniedziałek, 30 stycznia 2017

Spacerkiem po śniegu



Znaleźliśmy sposób ucieczki od tych politycznych zawirowań, głupoty, chamstwa i arogancji polityków rządowych. Owszem, robimy przegląd najważniejszych i tych mniej ważnych informacji, bo trzeba wiedzieć, co w trawie piszczy, ale już nie łazimy tak po stronach Internetu, jak dotychczas. Ponieważ oboje jesteśmy sportowcami z krwi i kości, i zawsze interesowaliśmy się sportem, wykupiliśmy abonament na Eurosport. Teraz przez większość dnia lecą  transmisje z różnych zawodów. Jaskół ogląda, a ja słucham, haftując, albo robiąc inne drobiazgi.
 Zaliczyliśmy finały Australian Open w tenisie ziemnym. Ponieważ każdy finał (kobiet i mężczyzn) trwał po kilka godzin, mieliśmy wspaniałą ucztę relaksacyjną. Przede wszystkim, relacje z tenisa ziemnego prowadzą sprawozdawcy, którzy mówią spokojnym, wyciszonym głosem. Są to także profesjonaliści, znawcy tenisa - wiedzą, co i kiedy powiedzieć. Kiedyś trochę grywałam, dlatego, nawet słuchając, wiem, co się dzieje na korcie. Oglądamy skoki, piłkę ręczną i sporty narciarskie. Możemy sobie podyskutować na temat różnych dyscyplin, sportowców i zasad oraz przepisów. Jest to doskonała ucieczka od rzeczywistości.
Wczoraj byliśmy na godzinnym spacerze. U nas jest jeszcze mroźno nocami, ale w dzień świeci wspaniałe słońce. Tym razem wyż odchodzi na południowy wschód i trzyma nas dłużej niż resztę Polski. Mam już serdecznie dość zimna. Na spacerze nie było co fotografować. Wszystko gołe, bez polotu, bez kolorów, bez ciekawych akcentów. Rzadko zdarza mi się nie mieć obiektów do fotografowania.
W drodze "tam", obok sadu.
 Czerwona świdwa pięknie wygląda, kiedy nie ma liści.  Jest bardzo dekoracyjna. Zwłaszcza  zimą, gdy jej gałązki są intensywnie purpurowe.
 Bardzo lubię fotografować Bezkę w biegu. Za każdym razem wyraz jej mordki jest fajny. Pędzi, bo jej ukochany pan zaczął się oddalać
 A tu się uśmiecham, bo pani jeszcze stoi i nie zostanę sama z tyłu.
 Widok na zachód. Za sadem jest mały zagajnik, w którym jastrzębie mają gniazda. Często też słychać stamtąd pohukiwania sowy.
 Stara grusza u sąsiada. Ma na pewno ponad 50 lat. Mnie urzekła jemioła.
 To są chyba kwiczoły. Każdego roku na zimę takie stadko przylatuje do naszego ogrodu.
 Kiedy zrobiłam zbliżenie, nie jestem już pewna, że to kwiczoły. Mają zbyt żółte pióra na torsie. Żółte są dzwońce, ale dzwońce są dużo mniejsze. Wychodzi na to, że to jednak są kwiczoły, tylko zachodzące słonce je tak podświetliło na żółto
 Trwa dokarmianie skrzydlatych. Codziennie kilogram ziarna dla wróbli i innych oraz 8  pokrojonych jabłek dla kosów. Sikorki mają do dyspozycji duże kule wtopionego w tłuszcz ziarna. Idzie ocieplenie, ale ptaki mają mało pokarmu "w naturze" i będzie go coraz mniej.

piątek, 27 stycznia 2017

Wprawki

Dalej wprawiam się w filcowaniu na sucho. Większe formy jeszcze, jeszcze, ale te malutkie są ciągle poza zasięgiem moich umiejętności. Na razie ufilcowałam takie drobne.
Serducho z ptakiem dziwakiem. Już wisi u Młodej w pokoju.
Lubię takie dziwadła ptasie. W pracy też są ułatwieniem, bo nie trzeba trzymać się wierności oryginałowi. A poza tym, nie może być ciągle wszystko na jedną modłę.
Panna różowa. Powstała głównie dlatego, że przyszła mi ochota na wypróbowanie umiejętności w tworzeniu  nowej fryzury. Podobają mi się koczki. W dodatku ta panna nie jest zawieszką- wypróbowałam też ufilcować inny rodzaj sukni, takiej, która pozwala na postawienie lalki na półce.
Panna z tyłu
Następne ptaszki- zawieszki. Powiesiłam je w kuchni. Tworzą kolorowy akcent.
Dotychczas wszystkie gnomy, które ufilcowałam, nie miały oczu. Ten dostał policzki i oczy z koralików. Teraz śledzi każdy mój ruch, siedząc na kredensie. A poza tym, już chyba nie kojarzy się niektórym dwuznacznie.
Małe serduszka zawieszki z filcowymi kwiatami jarzębiny, obszyte koralikami. Komplet powiesiłam na drzwiach szafy.
Próba filcowania "obrazka". Ptak jest ufilcowany na arkuszu kremowego filcu. Całość jest podszyta drugim arkuszem filcu. Kolory są trochę przekłamane. To, co jest na ptaku niebieskie, to jest seledyn, a kwiat jest jasnofioletowy, liście szarozielone. Reszta, mniej więcej, w takich kolorach, jak na zdjęciu
Szukałam dla niego miejsca i chyba trafiłam. Bardzo mu dobrze w towarzystwie tych filiżanek




wtorek, 24 stycznia 2017

"Rozdmuchanie" smogu.



Problem jest i to wielki, i ja wszystkie zagrożenia, jakie smog stwarza, przyjmuję do wiadomości. Staram się być proeko- jeżeli nie jestem zmuszona do działania nieekologicznie, to staram się działać jak najbardziej pro. Problem jest i trzeba go niewątpliwie rozwiązać, ale zabrano się do tego jak zwykle od ogona, by nie powiedzieć wulgarnie od d…y strony, zastraszając ludzi karami i wymuszając  natychmiastowe rozwiązania, przy jednoczesnym braku pomocy dla tych, którzy nie mogą się dostosować. Zrobiono to za pomocą manipulacji i, oględnie mówiąc, puszczaniu naciąganych informacji. Oczywiście społeczeństwo się podzieliło. Najczęściej na tych blokowych, których domkowicze „trują” i na domkowiczów, postawionych pod ścianą., a także domowiczów, którzy mają, powiedzmy, piece ekologiczne (tak przynajmniej im się wydaje), i tych, którzy palą w starych piecach, a koszty założenia nowego, przerastają ich możliwości. No i jak to bywa w naszym kochanym polskim grajdole, już są ochotnicy do donoszenia, gdzie trzeba, na „trucicieli”, bo według donosicieli, jak taki dostanie karę, to już, zaraz, natychmiast przestanie palić śmieciami w piecu. Grunt to nasza piękna, polska empatia.
Jest kilka spraw, które pokazują, że niezupełnie jest tak, jak nam się ostatnio starają wmówić ekolodzy i ,przede wszystkim, rządowi.
Będę pisać w punktach, łatwiej wtedy uchwycić wszystkie argumenty, głównie przeciw histerii w jaką wpadło społeczeństwo na wieść o zakazaniu palenia w piecach różnym opałem, na wieść o przymusie wymiany tychże pieców itp. oraz w jaką wpadło społeczeństwo, kiedy zaserwowało mu się straszne informacje o smoku/smogu.


1) Sprawa ma się tak- najpierw zdjęcia, które mają zobrazować, jak strasznie dymią kominy i jaki to ogromny smog wytwarzają. Oczywiście zdjęcia są zamieszczane po to, by zwrócić uwagę głównie na dymy, w domyśle również dymy unoszące się na domkami jednorodzinnymi i kamienicami w mieście., bo kiedy patrzysz na czarny dym unoszący się nad elektrociepłownią, to nasuwa ci się zaraz obraz dymu z komina domowego. Taki obraz poparty jeszcze odpowiedni udramatyzowanym tekstem, robi wrażenie.
Tak wygląda przeciętna ciepłownia. Wysokie kominy, obok takie grube. Dym lecący z kominów bardziej szary/biały niż czarny- na kominach założone są filtry.

 A tak wygląda ciepłownia o zachodzie słońca
Fajne robi wrażenie. Straszne dymy z kominów lecą w eter, a zwłaszcza z tych szerokich, grubaśnych. ZONG- te grubaśne służą do schładzania i z nich leci tylko para wodna. Ale... ale w informacjach puszcza się tylko takie ciemne zdjątka i te grubaśne schładzarki, bo efekt jest piorunujący. Każdy, kto robi zdjęcia wie, że robione pod słońce daje efekt przyciemniania. To tyle o efektownych obrazowaniach strasznych informacji, dotyczących smogu.


2) Ostatnio, w ramach Prawa Murphy’ego, które mówi, że jak strzeli w domu jedna rzecz, to natychmiast strzeli druga i następna, musieliśmy wymienić w piecu CO wewnętrzne drzwiczki.
Wiedząc już o „niecnych zamiarach” rządu umilenia życia ludziom posiadającym domki, w kwestii ogrzewania, sumiennie przepytałam serwisanta naszego pieca, o wszystko, co dotyczy pieców, instalacji i możliwości montowania w naszym domu. I co się okazało:
- zgodnie z zarządzniami rządu, piec musi mieć 5 klasę (chodzi o emisję trutki w powietrze. Nasz piec ma chyba 3 lub 4 i ma 6 lat. Jest to tak zwany śmieciuch i zeżre wszystko, co mu się wrzuci.
- można zamontować piec na ekogroszek- koszt nowego pieca to od 4000 do 6000+ oprzyrządowanie komputerowe+ instalacja= około 10-12 tysięcy (fajnie nie?).
- z ekogroszkiem fajna sprawa- wynosi się raz w tygodniu pojemnik nieduży z popiołem, piec działa na automatach, wsypuje się tylko worek groszku węglowego co drugi dzień i gra i buczy. Owszem, teoretycznie. Ekogroszek jest bardzo drogi-tona może dochodzić nawet do 1000 złotych. Jeżeli się wie, ile piec spala, to nie ma sprawy, nastawia się na minimum i jakoś tę roczną kwotę- około4000 złotych się przełknie. Jest tylko jedno „ale”... trzeba wiedzieć skąd brać ekogroszek, bo jak się trafi w worze większy kawałek węgla lub kamienie, to po ptokach. Zatyka się zsyp, wszystko siada i czasem trzeba wołać serwisanta. No i trzeba mieć forsę na całą instalację nowego pieca.
- można zainstalować piec CO na gaz. No można. U nas jest gazociąg, rurka dochodzi do licznika przy płocie- 2 metry od ściany domu. Nie chciałam dalej, bo już na wstępie wiedzieliśmy, że ogrzewanie domu gazem nie jest w naszych możliwościach finansowych. Ale zapytałam pana jak to mogłoby wyglądać. Otóż, żeby doprowadzić gaz do domu trzeba zrobić dokładną dokumentację- około 2000 zeta. Potem trzeba rozprowadzić rurki zainstalować piec. Razem z ceną pieca- około 10 tysięcy (w naszym domu). Czyli wychodzi znów około 12 tysięcy. Na plus jest to, że teraz są piece, które podłącza się do starego systemu (grube rurki, żeliwne kaloryfery- nawet przy tych piecach lepszy jest taki system). Nie musielibyśmy wszystkiego wymieniać. No i fajnie, każdy chciałby wejść do piwnicy, włączyć guziczek z gazem i ciepełko w domu mieć. Jest tylko jeden ogromny mankament- cena gazu. Teraz ogrzewam dom za 3000 złotych (góra), a paląc gazem płaciłabym 6000 i więcej. I jedna zasadnicza rzecz- był taki czas, że była moda na auta napędzane gazem. Gaz był tani, mnóstwo kierowców poprzerabiało samochody na paliwo gazowe. Po niespełna roku cena gazu poszła drastycznie w górę, a teraz wcale to paliwo nie jest dużo tańsze od innych. Kto mi zaręczy, że jak zamontuję piecyk gazowy, to chytry rząd nie podniesie cen gazu? Nie wierzę żadnemu rządowi, jeżeli chodzi o opłaty- jak może, to podnosi.
- pozostaje jeszcze paliwo płynne-olej, ale o to nie pytałam- trzeba mieć miejsce obok domu na zbiornik i również zrobić nową instalacje oraz kupić piec na opalanie olejem.
- zapytałam o ogrzewania energią słoneczną. Pan tylko się roześmiał- takimi panelami to można sobie zagrzać wodę do kąpieli, a nie ogrzać taki dom. A te fotogalwaniczne potrzebują zgody elektrowni, bo chodzi o instalację elektryczną. Nie będę Wam tu szczegółowo pisać, ale taka rzecz w naszym kraju zupełnie odpada. W każdym razie dla prywatnego posiadacza.
3) Przyznam, że wiedzieliśmy już sporo na temat opału i pieców, ich instalacji oraz kosztów. Trzeba było jeszcze pojechać- zapytać „u źródła” o cenę tony węgla i zamówić opał na resztę zimy. Postanowiliśmy również kupić tonę węgla, żeby sprawdzić, jak on się pali w naszym piecu. Mamy dom ocieplony, okna wymienione, dach uszczelniony, to taka próba powinna być wiarygodna.
Skład opału prowadzi pan, który wozi nam opał więcej niż 20 lat. Nigdy nas nie naciął i zawsze byliśmy zadowoleni. No i zna się na rzeczy.
Mówimy mu, z czym przyszliśmy, żeby na pomógł, bo… i w ogóle…, i w szczególe, wyłuszczamy sprawę. No jasne, że zna, zastanawia się, bo sam też ma problem z ogrzaniem biura. I tak od słowa do słowa i cała sprawa się powoli klaruje.
-Pani, pani myśli, że ich smog obchodzi? No też, ale głównie chodzi o popiół. Gminy nie nadążają z wywozem popiołu. Popiołu z tony węgla niech jest, powiedzmy, 30 kilogramów, z tony miału- 60 kilogramów. O to chodzi. Zaraz wam coś pokażę.- chwilę szukał czegoś w komputerze- Popatrzcie, ze spalonej tony miału z Rydułtów, w powietrze leci 0,8 procent związków siarki. Ze spalonej tony węgla z kopalni Krupiński w powietrze leci 1,0 związków siarki… to jak to jest?- pytanie zawisło w powietrzu. Przyznam, że mnie trochę zszokowało. Wychodzi na to, że preferowany przez rząd węgiel, bardziej zasiarcza powietrze niż miał. Za radą pana decydujemy się na kupno trzech ton miału- niecałe 1000 złotych, żeby starczyło nam do końca sezonu grzewczego, a potem zobaczymy, co się z tych pomysłów rządowych wykluje.
3) Muszę tu jeszcze raz nawiązać do sporu blokowiczów i ludzi, którzy stanowczo obwiniają domkowiczów o tworzenie smogu i żądają natychmiastowego zakazu opalania domów węglem, miałem i czym tylko popadnie, a najlepiej niech taki domkowicz ogrzewa dom gazem. Naczytałam się komentarzy na lokalnych stronach po uszy. I tak:
- jak go stać na dom, to niech go też stać na ekologiczne ogrzewanie. To tak, jak się popularnie mówi- jak go stać na kupno mercedesa, to powinno go stać na paliwo do niego. Niby logiczne to jest, ale dom to nie mercedes. Jak nie mam na paliwo do mercedesa, to go sprzedaję. Domu nie da się od ręki sprzedać.
Są domy i domy. Nowe domy najczęściej mają już piece ekologiczne. Problem w tym, że właściciele tych nowych domków są często zadłużeni na 40 lat w bankach. Każda podwyżka cen ekologicznego opału może ich dobić. Jednak większość domów to stare budynki, mające po 20 i więcej lat. Są to budynki wymagające remontów, wymiany wszystkich instalacji, okien, dociepleń itp. Sama przez to przechodzę, chociaż mój dom jest stosunkowo młody (26 lat), ale budowany w „starej’ tradycji”. Popatrzcie na tzw. kostki gierkowskie- domy budowane z pustaków o płaskich dachach. Wszystkie teraz są docieplane, dachy mają podnoszone. Jak myślicie, kto za to wszystko płaci? Jasne… jak się chce mieszkać we własnym domku, to trzeba o niego dbać. I ja się z tym zgadzam. Pod warunkiem, że mam czas na uzbieranie finansów na kolejny remont. A ilu właścicieli nie ma już możliwości uzbierania, czy zaciągnięcia pożyczki? Ktoś traci pracę, komuś mąż/żona umiera, ktoś musi się drogo leczyć, kto w końcu musi pilnować, aby z nędznej wypłaty utrzymać dom, by nie popadł w ruinę- bieżące remonty.

- jak nie stać go na ekologiczne ogrzewanie, to niech się wyniesie do bloku. Myślę, że wielu ludzi chciałoby zamieszkać w bloku, ale problemy ze sprzedażą domu najczęściej im to uniemożliwiają. I nie chodzi tylko o samą procedurę. Bardzo dużo domów jest dziedziczone po rodzicach- sprawy spadkowe często uniemożliwiają sprzedaż takiego domu. Nawet, jak jest kupiec, to jest karencja (chyba 3 miesiące), podczas której sprzedający nie może obracać pieniądzem ze sprzedaży. Często jest tak, że te trzy miesiące nowy właściciel pozwala mieszkać staremu, zanim ten może sobie kupić np. mieszkanie. A co jak się ten nowy na taką rzecz nie zgodzi? Ten stary ma spać pod mostem? A ile jest takich domów, których cena przy sprzedaży jest tak niska, że mnożna kupić tylko kawalerkę? Do kawalerki z rodziną 5 osobową? No można, jasne, że można.
Często w domach mieszkają ludzie starzy, emeryci, którzy chcą dożyć w swoim domu, nie można ich zmuszać do zamieszkania w bloku.
- przecież są dofinansowania do pieców ekologicznych- ano są. Tylko, że to nie są dofinansowania, a refinansowanie. Najpierw musisz zanieść wniosek o refinansowanie wraz z całą dokumentacją dotyczącą instalacji, typu pieca i kosztorys do urzędu w określonym terminie. Potem musisz się zakwalifikować, co nie leci z automatu, bo wniosków może być 500, a kwota na refinansowanie zakłada 100 instalacji. Powiedzmy, że się zakwalifikowałeś, zatem musisz wyłożyć całą kasę, zainstalować piec i zgłosić do urzędu, że już można zrobić jego odbiór. Potem włazi ci do piwnicy najmniej trzech urzędasów. którzy oglądają piec ze wszystkich stron- szczegółowa kontrola. I jeżeli wszystko gra, dostajesz refinansowanie do 45 % całego kosztorysu. To jednak nie koniec. Przez trzy lata urzędasy mają prawo wleźć ci do piwnicy i kontrolować, czy nie palisz czym innym. Mogą również przeszukać pomieszczenia, czy nie składujesz zabronionego opału.
Nie chcę się tu wypowiadać na temat standardu życia w bloku, a w starym domku. Kto chociaż trochę się zastanowi, to wie, że ta „wolność” posiadania, ten kawałek li tylko własnego dachu nad głową, ten kawałek ogródka, jest okupiony wielkim wysiłkiem nie tylko fizycznym, ale głównie finansowym. Nie ma porównania dla skali troski o mieszkanie blokowca, do troski o dom domkowicza. Mieszkałam w bloku, mieszkam w domu na wsi, wiem, co piszę.
4) Trochę z prasy. Pisze mgr inż. chemik w dziale „Ludzie listy piszą” w „Angorze” (nr5/217, s. 60):
„(…) Wierzyć się nie chce, ale winni takiego stanu są politycy (chodzi o opalanie gospodarstw paliwami nieekologicznymi- przypisek mój), którzy tak naprawdę wyłącznie troszczą się o utrzymanie swoich stołków za wszelką cenę i nie są gotowi narazić się lobby górniczemu. Budżet państwa w bardzo dużym stopniu tworzony jest poprzez horrendalne opodatkowanie alkoholi, papierosów, paliw samochodowych, gazu ziemnego. Z drugiej zaś strony państwo też horrendalnie dotuje kopalnie. (…) Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego z jednej strony premier Beata szydło biadoli tej zimy z powodu smogu i mami społeczeństwo zainteresowaniem sprawą wicepremiera M. Morawieckiego, a z drugiej strony przekonuje górników, że nie ma planu likwidacji kopalń. Państwo dopłaca ogromne sumy do górnictwa, a ponadto płaci wysokie emerytury górnikom ze wspólnej kasy ZUS. Proszę sobie wyobrazić, jaka byłaby cena węgla, gdyby państwo nie dopłacało do górnictwa i gdyby renty i emerytury dla górników ( ja im nie zazdroszczę, ale uważam, że na renty i emerytury w normalnym państwie powinno zarobić górnictwo) wypłacane byłyby nie z budżetu państwa, tylko z górnictwa? Wszystkie dotychczasowe rządy boją się lobby górniczego i taka patologia trwa.(…) Nawet przy obecnym poziomie cen koszt opalania domu jednorodzinnego gazem ziemnym, z zastosowaniem odpowiedniego typu pieca odzyskującego ciepło kondensacji jest porównywalne z opalaniem węglem. No i takie piece są ekologiczne. (uwaga! Oferowane rzekomo ekologiczne piece węglowe do ogrzewania domów jednorodzinnych po prostu nie istnieją. Uważam, że to oszustwo. Także oferowany tzw. Ekogroszek to też oszustwo”

I drugi list („Angora” (nr5/217, s. 60):
„(…)To, co jest normą w innych państwach, u nas ciągle jest nie do pomyślenia. Postępowanie rządu PiS zakładające, że podstawowym źródłem energii ma być węgiel, jest katastrofalne. Wymiana pieców, mimo że odpowiednie przepisy obowiązują już od kilku lat, idzie bardzo opornie.. W dodatku dopuszczono wymianę starych „kopciuchów” na nowe piece węglowe. To jest niewyobrażalna głupota. Co z tego, że nowy piec będzie emitował mniej szkodliwych substancji? ALE BĘDZIE. To nie jest żadne wyjście, w dodatku za nasze pieniądze (gminy dopłacają do wymiany). Wymiana będzie miała sens, gdy nowe urządzenia będą emitowały śladowe ilości pyłów lub żadne. To, że ogrzewanie będzie droższe, nie jest przeszkodą, bo gdy się opracuje sensowny system dopłat do ogrzewania, to problem znika.(…)”
5) I ja się zgadzam, ale muszę mieć pewność, że gdy zainstaluję piec na gaz, to rząd (obojętnie, jaki) nagle nie podniesie cen gazu w taki sposób, że nie będzie mnie stać na ogrzanie domu choćby na minimum. Na dopłaty nie liczyłabym,  bo to wicie- rozumicie, wasze dochody, nie ma kasy, pincet plus- zawsze władza ma tsiuńcpincetstodziywińcet wytłumaczeń, by nie dać ni grosza... ale chciałabym stałej ceny za paliwo.
6) Dziwi mnie również inna sprawa- podczas, gdy w polskim Cieszynie biją na alarm, bo smog, bo trucie, bo jezusmaria, w Czeskim Cieszynie, granica na Olzie-50 metrów szeroka, cisza. Szukałam na czeskich stronach informacji o smogu i ani dudu. A przecież to Czeski Cieszyn (polski w większości na wzgórzach) leży w dolinie i tam najwięcej jest smogu. Jakoś o smogu w Czechach się nie mówi. Teraz się mówi o smogu  na Węgrzech- ani chybi będą odbudowywać kopalnie, bo przecież dyrektywy unijne zakazują spalania węgla. Ale cóż- kaczor, Orban dwa bratanki...
Żywiec, Bielsko- miasta w dolinach między pasmami gór- tam zawsze będzie coś w dole siedziało. Pamiętam, kiedy latem, w Bielsku, stanęłam na kładce wiodącej nad drogą i spojrzałam w stronę miasta. Widać było tylko okoliczne szczyty. Smog w takich dolinach zawsze będzie siedział. Czy to latem ze spalin, czy to zimą z dymów i spalin.
Mimo wszystko uważam, że cała sprawa została celowo tak mocno rozdmuchana. Kaczor zapowiedział, że na Śląsk wróci przemysł taki, jaki był dawniej ( w PRLu), czyli nadal będą smrodziły kopalnie i huty, a my, domkowicze będziemy im napędzać rynek, kupując bardziej zasiarczony niż miał, węgiel. I dopóki rządy będą nastawione na darcie kasy z obywateli (obywatel według polskich rządów to wróg do łupienia), to nici z ekologii, bo ten łupiony obywatel zawsze znajdzie wyjście „korzystne” dla siebie. Wszak „Polak potrafi”.
7) Na koniec sprawa świadomości obywatelskiej. No właśnie- co z tego, że ja od dłuższego czasu nie palę śmieciami. Nie rzucam do pieca plastiku czy starego gumowca, choć wiem, że świetnie się palą i na podpałkę nie ma nic lepszego. Odkąd jest segregacja i odbierają śmieci spod domu regularnie, nie widzę potrzeby trucia atmosfery, no i niszczenia pieca CO substancjami smolistymi po takich sztucznych odpadach. Palę drewnem i miałem. Owszem, miał truje, ale jeszcze bardziej truje mój sąsiad, który regularnie pali jakimiś śmierdziochami. I nie jest to w tym przypadku kwestia forsy, bo miał on tez kupuje. To kwestia człowieka i jego sposobu myślenia. Co z tego, że ja mam oczyszczalnię najwyższego standardu, która wypuszcza wodę II klasy, kiedy sąsiedzi dookoła wypuszczają ścieki z szamb do rowu, albo w teren. Albo jak ten właśnie sąsiad od palenia śmieci, dwa razy do roku rozwija wąż strażacki i wypompowuje ścieki na pole. A co?! Jego pole, prawda? I tak to się tutaj w naszym kochanym, krajowym grajdołku toczy.




sobota, 21 stycznia 2017

Idiotyzmów oświatowych ciąg dalszy




Projekt uchwały Rady Miasta  w Bielsku-Białej zakłada:

„Wraz z nowym rokiem szkolnym zaczną być wygaszane gimnazja, a do polskiego systemu oświaty wrócą ośmioletnie szkoły podstawowe. W Bielsku-Białej na skutek reformy dziewięć podstawówek prowadzonych będzie w kilku budynkach oddalonych od siebie nawet o kilkaset metrów. Jedna ze szkół kształcić ma pod… czterema adresami. (…)

Projekt zakłada, że od przyszłego roku szkolnego dziewięć szkół podstawowych prowadzić będzie zajęcia dydaktyczne w dwóch lub więcej budynkach. Rekordzistą w tym przypadku jest Szkoła Podstawowa nr 29, która od roku szkolnego 2017/2018 funkcjonować ma w… czterech siedzibach - przy ul. Czereśniowej, Krausa, Jana Chrzciciela oraz Mazańcowickiej (obecne Gimnazjum nr 14). W dwóch przypadkach - Gimnazjum nr 2 oraz Gimnazjum Dwujęzycznego nr 2 - klasy gimnazjum prowadzone będą w liceach ogólnokształcących znajdujących się w tych samych budynkach, co dotychczasowe szkoły."


czwartek, 19 stycznia 2017

Nowa szkoła czyli kształcenie patriotycznego matoła.

Oto przyszłość



„Minister edukacji Anna Zalewska wprowadza w oświacie nowe porządki. Jednym z nich jest nauka posłuszenstwa
W oświacie PiS idzie jak tornado. Po podpisaniu przez MEN umowy o współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej, po zmianach programowych w nauczaniu historii i rugowaniu teorii ewolucji; po ofensywie w szkołach skrajnych narodowców oraz narzucaniu nowych, „wyklętych” bohaterów narodowych – przyszedł czas na „nauczanie posłuszeństwa”. Taki zapis znalazł się w projekcie nowej podstawy programowej do edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej.
Zwrócili na to uwagę eksperci Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. W opinii przygotowanej przez naukowców dla MEN czytamy m.in: „Wśród osiągnięć z edukacji polonistycznej ucznia w obszarze ‚Osiągnięcia’ w zakresie słuchania wymienia się takie, które pokazują, że uczeń ma rozwinąć predyspozycje do słuchania w sposób służący podporządkowaniu się innym. W zakresie edukacji polonistycznej nie przewiduje się dyskusji, negocjacji (…)”. Eksperci zauważają też, że „dziecko nie jest kreatorem i twórcą kultury, a tylko „wćwicza się” w przewidziane umiejętności zgodnie z założeniami transmisji kulturowej. (…)”.
Jak interpretować takie propozycje MEN? Wątpliwości nie ma Dariusz Chętkowski – nauczyciel, pisarz i publicysta. Pedagog napisał na swoim blogu, że zgodnie z takim myśleniem „absolwent przedszkola ma więc być dzieckiem ułożonym, cichym i grzecznym”. „Ma respektować zasadę, że dzieci i ryby głosu nie mają. Potem te cenne umiejętności ugruntuje szkoła podstawowa i zapewne liceum (czekamy na program). Egzaminy też pewnie będą oparte na sprawdzeniu, czy uczeń wie, gdzie jest jego miejsce” – podkreśla.
Dzieci i ryby głosu nie mają
Eksperci PAN potraktowali naukę posłuszeństwa jako wadę podstawy programowej, tymczasem o taką zmianę zapewne chodziło Prawu i Sprawiedliwości. „Szkoła ma uczyć milczeć, słuchać i wykonywać polecenia władzy. Likwidacja gimnazjów okaże się drobnostką w porównaniu z tym, co naprawdę zlikwiduje swoją reformą PiS” – ocenia Chętkowski.
Opinię na temat projektu nowej podstawy programowej do nauczania przedszkolnego i wczesnoszkolnego z 30 listopada 2016 roku przygotował dla MEN Zespół Edukacji Elementarnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN. Kieruje nim dr hab. prof. APS Józefa Bałachowicz.
Eksperci nie zostawiają na projekcie suchej nitki.
Z opinii ekspertów Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN
Możemy przypuszczać, że projekty opiniowanych dokumentów zostały przygotowane w pośpiechu (…) Dostrzega się w nich wyraziście brak jasnych założeń w zakresie filozofii edukacji, wartości w obszarze i indywidualnego i społecznego oddziaływania edukacji, wspierania rozwoju dziecka, jego autonomii i samodzielności poznawczej, konstruktywistycznej wizji społecznego uczenia się, budowania wspólnoty itp.
Braki w idei tolerancji
Naukowcy dodają, że język projektu jest „anachroniczny, wyraża nieaktualne naukowo poglądy dotyczące celów czy budowania środowiska edukacyjnego dziecka, a ponadto zawiera błędy gramatyczne oraz stylistyczne (…)”. Dalej czytamy m.in, że „w sformułowaniu celów edukacji dziecko traktowane jest przedmiotowo, jako osoba z deficytami, niezdolna do wykonywania czynności złożonych (…). Pomimo prób zaznaczenia w treści proponowanego dokumentu kwestii tolerancji i otwartości, zauważamy braki w wyartykułowaniu idei wychowania w i dla dialogu międzykulturowego”.
 Według Krystyny Szumilas (PO), byłej minister edukacji i wiceszefowej sejmowej komisji edukacji i młodzieży, nie można tutaj mówić o przypadku. – PiS rujnuje system edukacji, bo ja nie nazywam tego reformą. Te zmiany mają na celu wychowanie człowieka, który jest podporządkowany ideologii PiS, który jest nastawiony na słuchanie i wykonywanie poleceń, a nie na kreatywne patrzenie na świat, czy na analizowanie, wyciąganie własnych wniosków i krytyczne podejście do tego co się wokół dzieje – ocenia w rozmowie z naTemat Szumilas. – Dowodem na to jest właściwie cała nowa podstawa programowa. Następuje powrót do encyklopedyzmu; twórcze korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów – podkreśla posłanka.
Nowy model Polaka-patrioty
Podobnie uważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Ubolewamy nad tym, ale to jest chyba istota tej reformy. Miał odwagę publicznie to wyrazić były poseł PiS Marian Piłka. W rozmowie z dziennikarką TVN 24 stwierdził wprost, że prawdziwym celem tej reformy tej to by pojawił się nowy model, ucznia, absolwenta, nowy model patriotyzmu ala PiS – mówi w rozmowie z naTemat Broniarz. – To niszczy polską edukację i jeśli nie uda się temu postawić tamy to skutki będziemy odczuwać przez wiele, wiele lat – dodaje.
ZNP przygotowuje się do ogólnopolskiego referendum w sprawie reformy oświaty. W marcu ma dojść z kolei do strajku generalnego nauczycieli przeciwko pisowskiej reformie edukacji.”
Źródło: J. Karpiński: „Rząd kształtuje „nowego Polaka”. MEN chce uczyć dzieci w szkołach posłuszeństwa, a nie samodzielnego myślenia


I co się gapicie?
Przecież
 

czwartek, 12 stycznia 2017

Mucha- epilog



A tu jeszcze jeden, jak już jesteśmy w temacie much:)


Nawiasem mówiąc, dzisiaj pojawiła się na oknie biedronka:) Wiosna idzie?

wtorek, 10 stycznia 2017

Mucha

Ja wiem, że już to kiedyś u mnie było. Wiem... moja "ucieczka od', nadal trwa. Nawet najgłupszy filmik jest lepszy od widoku paszczy pisowskich zakłamańców, krętaczy, chamów.


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Jak Polacy z Czechami nowy rok witali.

Wprawdzie na początku klipu muzyka nijak ma się do charakteru noworocznej polsko- czeskiej imprezy, ale pokaz był całkiem,całkiem. Całość rozkreca się w mniej więcej połowie klipu i jest co pooglądać.
Po prawej strona czeska, po lewej polska, a w środku płynie sobie Olza.