poniedziałek, 24 września 2018

Powtarzalność


Wkoło szepty, szmery, krzyki…. Jesień, jesień, jesień przyszła. Ano przyszła i zrobiło się jesiennie. Wichura w nocy spać nie dała. Ulewa, wprawdzie krótka, również. A dzisiaj wieje, od czasu do czasu przeleci deszcz, z krupami nawet, a poza tym słoneczko na błękitnym, ostrym niebie też świeci.  W ogrodzie tak sobie- jeszcze pół letnio i już pół jesiennie. Niektóre byliny już wycięłam, inne jeszcze bardzo zielone zostawiam do pierwszego przymrozku. Orzechów włoskich spadło tyle, że nie nadążamy zbierać. Obfitość ich wielka. A rude? No właśnie zastanawia mnie, dlaczego rude w tym roku jakoś opieszale te orzechy „zwijają”.  I ptaki również nie kwapią się do obżerania owoców cisa, czy jarząba. Wprawdzie duże stado szpaków kilkakrotnie zasadzało się na lipie i próbowało zrobić nalot na owoce bluszczu, ale nic z tego nie wyszło. One tak śmiesznie się zachowują. Wysyłają zwiadowców w pobliże obiektu ataku, potem obsiadają najbliższe drzewo i czekają na znak. Co jakiś czas słychać nawołujące gwizdy zwiadowców. Jak jest spokojnie, to jak na komendę, całe stado rzuca się na bluszcz, tłucze skrzydłami, skrzeczy, popiskuje  i żre, żre, żre jak najwięcej owoców, by potem z hałasem nagle odlecieć. Obserwowałam taką akcję w zeszłym roku. W tym roku jeszcze nie miałam takiej okazji. A może jeszcze czekają. Wydaje mi się, że szpaki są ptakami, które bardzo późno odlatują na południe. Nie odleciał jeszcze gołąb wędrowny, ale drozdów już nie widać. Gadziny też jeszcze się wygrzewają w słońcu- widuję je na schodach, na taras, i na chodniku przed domem. Piękne są,
W tym roku chyba po raz pierwszy w życiu doceniłam ciepło słońca i upały. Wprawdzie upały mnie męczą, ale możliwość postania w gorącym słońcu, została przeze mnie doceniona. A z drugiej strony, bardzo lubię takie wczesnojesienne klimaty. To różnoniebieskie niebo- od szarego do głębokiego błękitu, te przelotne deszcze, ranne zamglenia i leniwe słońce na niebie. I kolory, które jeszcze się w pełni nie ukazały, ale już jest ich zapowiedź.
W domu remont prawie zakończony. Pozostało mi jeszcze pomalować stolarkę- drzwi, progi. Najbardziej cieszy mnie wyremontowana łazienka- taka niepopularna, bo nowoczesna. Piszę niepopularna, ponieważ teraz łazienki są w typie- mur ze starej cegły i starocie jako meble, wanna na krzywych nóżkach, najlepiej na środku pomieszczenia, lustro w drewnianej ramie i koniecznie dzbanek z suchym bukietem na komódce przecieranej. Hmmmmm…Podobają mi się takie łazienki…. U kogoś. Nasza łazienka jest tak prosta, że już chyba prościej jej zaprojektować nie można było. Kabina prysznicowa- bez brodzika, szklana ściana (bez lustrzanych pasów) i z jednej strony zasłonka, na podłodze mata antypoślizgowa, a na ścianach, w środku  kabiny, półeczki plastikowe na przyssawki (łatwe w umyciu, nie rdzewieją). Zresztą wszystkie wieszaki, półeczki są na przyssawki- łatwo je umieścić w innym miejscu i nie trzeba wiercić w kafelkach. Klopik- prosty kompakt (nie kryty w ścianie, bo trudno potem naprawić, czy wyregulować), komplet- lustro z półeczką z boku i umywalka na szafce. Jedyna fanaberia, ale i konieczność, to tapeta za drzwiami. Drzwi są tak fatalnie wmurowane (zawiasy prawie w ścianie), że nie było za nimi (na ścianie) miejsca na kafelki (drzwi nie otworzyłyby się w całości). No i musiałam kupić nową pralkę- wąska, otwierana od góry. Najpierw byłam wkurzona, bo to wydatek nieprzewidziany, a teraz jestem zakochana w tej pralce. Mała, zgrabna, nie muszę się schylać i pierze rewelacyjnie. Jest na sensory, a największym udogodnieniem jest możliwość dopasowania sobie czasu prania w wybranym programie. Programów też jest sporo i o dziwo, jak w poprzedniej używałam przeważnie dwa programy, to teraz korzystam z kilku. Łazienka jest wykafelkowana od podłogi (na niej są duże kafle) do sufitu. Oświetlenie też banalne, okrągłe lampki w obniżonym suficie. Naprawdę banał, ale teraz już nie czas na bajery w naszej łazience, a na maksimum funkcjonalności i możliwość łatwego utrzymania w niej porządku. Kabina jest szeroka (80x90) i zmieści się w niej wózek, albo krzesełko. Między klopikiem a kabiną jest uchwyt. Takie ułatwienie dla coraz starszych mieszkańców.
I co by tu jeszcze….

Ano znowu przeszła ulewa z krupami a teraz świeci słońce…. Czy nadal pisać, czy sobie odpuścić z tym blogiem? Wiem, wiem… nie odpowiadajcie, bo to pytanie czysto retoryczne. Zadaję je sobie zawsze, kiedy widzę, że zaniedbuję blog i to nie tylko z powodu braku czasu. I zadaję je sobie, kiedy widzę pod innymi blogami różne komentarze, i zadaje je sobie, kiedy przestaję widzieć sens w tym wszystkim, albo widzę jakąś nudną powtarzalność tematów.  I zdjęcia te same, chociaż nie te same… słoiki, przetwory, przepisy…szmatki, nici, łatki.... samo życie. Marność nad marnościami z takim dylematem.







sobota, 8 września 2018

W każdym z nas tkwi blues z Bensonhurst

Jeszcze nie mam weny do pisania. Idzie jesień, a to nastraja mnie bluesowo.
W dodatku świetnemu bluesowi towarzyszą sceny z filmu z moim ulubionym Jackiem Nicholsonem.
Kręci, kombinuje, ale na końcu już nie jest mu do śmiechu. Biedny " uroczy łajdak".
Ten sam blues, ale film zupełnie inny. Historia pewnej pięknej kobiety.

środa, 15 sierpnia 2018

"Popatrz szefie, jaka piękna katastrofa"

To mój kultowy film. Genialna gra aktorska, genialna fabuła i genialna muzyka oraz bardzo ważne przesłanie.
Obejrzałam go pierwszy raz w połowie lat 70tych w filmotece w Warszawie. Byłam tam w ramach warsztatów filmowych, które musiałam zaliczyć na studiach, z fakultetu "Film".
Obejrzałam wtedy sporo filmów, nie wyświetlanych w polskich kinach. Weszły na ekrany z dużym opóźnieniem.
"Grek Zorba" jest takim moim rozjaśniaczem życia. To od niego uczyłam się widzieć w porażkach "piękną katastrofę".
Tu można obejrzeć cały film z polskim lektorem
 https://www.cda.pl/video/8593621

poniedziałek, 30 lipca 2018

" Nie pytaj, za co się kocha..."


Piosenki Kory posiadają piękne, osobiste teksty, z których można utkać historię wielkiej miłości. Śpiewa o swoich doznaniach, emocjach, przeżyciach. W tle przewija się wielkie uczucie do mężczyzny. TEGO mężczyzny. To, co się dzieje w jej piosenkach jest bardzo naturalne, bez zadęcia, bez patosu,  dzieje się tak po prostu. 

Słucham, przymykam oczy i przesuwają mi się pod powiekami całe obrazy, malowane słowami piosenek Kory. 

Jedne piosenki  są radosne, inne nostalgiczne. Kora śpiewa je lekko, melodia płynie nierzadko „od niechcenia’, a jednak  jest w jej śpiewaniu wielka ekspresja. Ona śpiewa całą sobą. Zachwyca mnie jej dykcja oraz timbre głosu. Kora potrafi delikatnie, prawie piano, śpiewać jeden fragment, by nagle w drugim fragmencie piosenki „wybuchnąć” (prawie „ryknąć”) mocnym, czystym głosem w wysokich tonacjach.

 Jest  niedościgniona w piosenkach, w których jest szalone tempo. 


Potrafi wyśpiewać każdą głoskę w tym tempie. Jej piosenki mają świetną oprawę muzyczną. To utwory o niebanalnych, interesujących aranżacjach. 
Mogła zmieniać gatunki wykonywanej muzyki, a jednak pozostała do końca wierna rockowi. 

Sama Kora to barwny, "szalony" ptak estrady, piękna kobieta w „kostiumach” dopracowanych do perfekcji. Była szczera, nie owijała w bawełnę, nie kryła za obłudą swoich poglądów i zachowań. Przeszła wiele, często było jej ciężko w życiu, ale zawsze KOCHAŁA...kochała swoich mężczyzn, kochała życie, kochała śpiewać. Była pełna optymizmu, radości, nawet podczas choroby.
Odeszła, jednak pozostawiła po sobie cały świat w piosenkach.

Wiecie, jak to piszę, to jestem wręcz chora z żalu…puszczam jej utwory i prawie płaczę ( nie jestem aż tak sentymentalna, a jednak…). Nie wiem, jak Wy, ale ja nie potrafię się pogodzić z tym, że odeszła.

I jeszcze to-piękne


sobota, 28 lipca 2018

Taka "gmina".

Ja wiem, że Kora... że żal... o niej potem, kiedy się to przeleje, kiedy już na spokojnie będę mogła.
A teraz na razie to.
 Do tej pory komendant powiatówki jakoś się maskował, nadrabiał, ale nie zdało się to na wiele. Teraz po prostu błysnął. Wykonał akt strzelisty, dopadło go szczytowanie włazidoopstwa sukienkowym. A Ten na górze jak nie zagrzmiał do tej pory, to nadal nie grzmi. Czy to nie dowód na to, że Go nie ma?
http://polityczek.pl/uncategorised/8143-cieszyn-policjanci-otrzymaja-kieszonkowa-wersje-biblii-niedlugo-zamiast-palek-rozdadza-kropidla


wtorek, 17 lipca 2018

Marianna




„Właściwie Marian Evelyn Faithfull. Aktorka i autorka tekstów. Jedna z najlepszych wokalistek rockowych XX wieku. Współpracowała między innymi z Angelo Badalamentim, Beckiem, Davidem Bowie, Nickiem Cave, Billym Corganem, PJ Harley, Metallicą, Keithem Richardsem, Tomem Waitsem, Rogerem Watersem czy Stevem Winwoodem.
Urodziła się 29 grudnia 1946 roku w Hampstead w Londynie. Córka austriackiej baronowej Evy von Sacher-Masoch i filologa prof. Roberta Glynna Faithfulla. 


Zadebiutowała w 1964 roku singlem „As Tears Go By” autorstwa Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Znajomość w owym czasie z wokalistą The Rolling Stones nie tylko przysparzała o niej materiałów w prasie – ich związek był niezwykle burzliwy, ale także w krótkim czasie obarczyła ją ogromną popularnością, którą przypłaciła uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. 

Występowała w filmach - „I'll Never Forget What's'isname” (1967), „Anna” (1967), „The Girl on a Motocycle” (1968) oraz „Hamlet” (1969), a także w sztukach teatralnych „Trzy siostry” i Hamlet (1967). Mieszkała wtedy na Soho w squatach. W jej karierze było kilka krytycznych momentów, gdy przeżywała załamanie, nigdy jednak nie porzuciła pracy artystycznej. 

Prawdziwy comeback i przełom nastąpił wraz z płytą „Broken English” (1979), na której znalazły się ostre rockowe kompozycje z nietuzinkowymi tekstami. Komercyjny sukces przyszedł z parze z uznaniem krytyków. Tym wydawnictwem Marianne wróciła do czołówki najlepszych brytyjskich wokalistów. Dziś, po latach, krążek ten uznawany jest za jedną z najlepszych płyt w historii muzyki XX wieku.
Kolejne płyty „Dangerous Acquaintances” (1981) i „A Child’s Adventure” (1983), mimo, że w podobnym stylu, nie powtórzyły sukcesu poprzedniczki. Kolejne krążki – „Rich Kid Blues” (1984) oraz „Faithless” (1987) również nie zostały docenione przez krytykę Faithull poddała się kuracji odwykowej w Bostonie. Dopiero nagrany po wyjściu z kliniki „Strange Weather” (1987) przyniósł artystce długo oczekiwany sukces.



W 1994 roku opublikowała autobiografię „Faithfull”, a w 2007 wspomnienia „Memories, Dreams and Reflections”.
Kolejne płyty potwierdziły wielki talent Faithfull. Krytycy i słuchacze byli zgodni – mimo różnych charakterów kompozycji, kolejne krążki były niezwykle udane – „Blazing Away” (live, 1990), „A Secret Life” (1995) z kompozycjami Angelo Badalamentiego, dwie płyty z utworami Kurta Weilla „20th Century Blues” (1996), „Seven Deadly Sins” (1999) oraz „Vagabond Ways” (1999), „Kissin Time” (2002) czy wreczcie „Before the Poison” (2004).
Od lat 90. znów regularnie gra w filmach. Można było ją zobaczyć w obrazach - „Shopping” (1994), „Moondance” (1995), „Intymność” (2001), „Far from China” (2001), „Zakochany Paryż” (nowela Gusa Van Santa (2006), „Maria Antonina” (2006) oraz „Irina Palm” - owacyjnie przyjęty podczas festiwalu Berlinale 2007 .
W 1997 roku wzięła również gościnny udział w nagrywaniu płyty „Reload” grupy Metallica.
W 2004 roku wystąpiła w spektaklu Roberta Wilsona „The Black Rider”, w którym wykonywała piosenki Toma Waitsa.
W Polsce koncertowała trzykrotnie - podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2002), w Sali Kongresowej w Warszawie (2005) oraz podczas Festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu (2007). 
W grudniu 2007 roku została zarejestrowana, a w 2008 wydana dwudziesta płyta w dorobku artystki – „Easy Come, Easy Go”. Krążek nagrano w najstarszym studiu w Nowym Jorku – Sear Sound. O doskonałej formie artystki niech świadczy fakt, że większość kompozycji została zarejestrowana za pierwszym podejściem! To drugi taki przypadek, gdy Marianne wykonuje kompozycje nie swojego autorstwa. Na krążku znalazły się między innymi utwory tak różnych wykonawców jak - „Dear God Please Help Me” Morrissey'a (lidera The Smiths), „Solitude” Billie Holiday'a, „Down From Dover” Dolly Parton i „Salvation” Black Rebel Motorcycle Club. Ponadto do współpracy zaprosiła znanych muzyków - Keitha Richardsa, Antony’ego Hegarty’ego (Antony and The Johnsons), Nicka Cave’a oraz syna Johna Lennona – Seana.”


Trochę inaczej o Mariannie. A swoją drogą to bardzo piękne imię- Marianna. Poznajemy źródło jej niechęci do mężczyzn oraz przyczyn narkotyzowania się i picia alkoholu.
„Telewizja BBC 1 wyemituje poświęcony Faithfull program z serii "Sekrety rodzinne". Programy te pokazują zaskakujące i często nieznane losy przodków sławnych osób. Stale jest tu obecny element genealogii. Fani Marianne Faithfull usłyszą z jej ust naprawdę niezwykłe wyznanie. Aktorka i piosenkarka, której kariera obejmuje niemal pięć dekad, mówi, że nienawidziła mężczyzn i nie znosiła seksu do tego stopnia, że przez 30 lat nie mogła osiągnąć stanu fizycznej bliskości bez pomocy narkotyków i alkoholu.
Przypomnijmy, że jej karierę rozpoczęło wydanie w 1964 r. singla "As Tears Go By". Piosenkę napisali Jagger i Richards. Zarówno w wykonaniu Faithfull, jak i rok później Rolling Stones stała się ona wielkim przebojem. W zapowiedzianym programie 66-letnia dziś legendarna postać lat 60. mówi o swoim nastawieniu do seksu i mężczyzn. Faithfull twierdzi, że jej problemy sięgają korzeniami do gwałtu, jakiego dokonano na jej matce Evie i babce Florze. Obie kobiety pod koniec II wojny światowej mieszkały w Wiedniu. W dopiero co wyzwolonej stolicy Austrii napadli je żołnierze Armii Czerwonej. - Szczególnie moja matka i babcia, w sposób niejako naturalny, naprawdę nienawidziły mężczyzn - mówi w programie Faithfull, która na prośbę realizatorów specjalnie odwiedziła Wiedeń. - Ta sprawa spaczyła je same i ich życie. Babcia odeszła od dziadka, który naprawdę ją uwielbiał. Matka nigdy sobie z tym nie poradziła i do końca nienawidziła facetów. W rzeczywistości [taka postawa] przeszła więc i na mnie. Nawiązanie związku, przeżycie prawdziwej miłości i pozbycie się nawyku picia lub brania narkotyków przed uprawianiem seksu zabrało mi całe lata - do czasu, gdy osiągnęłam pięćdziesiątkę, a może nawet i później. Marianne Faithfull nagrała wiele znakomitych płyt, które odniosły sukces. Wymieńmy choćby słynne krążki "Broken English" czy "Vagabond Ways." Dziś mówi, że nieustannie kłóciły się w niej dwie persony: publiczna i prywatna. Szczególnie w swingujących latach sześćdziesiątych. W tym czasie kręciło się wokół niej wielu sławnych adoratorów. Choćby Jimi Hendrix czy Bob Dylan. Nawiasem mówiąc, obu nie udało się zdobyć jej serca. - Sądzę, że matka i jej nieuświadomiona oraz milcząca nienawiść do mężczyzn miały ogromny wpływ na moje życie. W latach 60. cała ta sytuacja stanowiła mój wielki problem. Zwłaszcza że nieustannie musiałam udawać, iż wszystko jest cudowne, szalone i przepełnione seksem. W rzeczywistości tak jednak nie było - mówi w "Sekretach rodzinnych" Faithfull. Jej reputację kobiety szalonej i żywiołowej jeszcze bardziej wzmocniło zdarzenie, do jakiego doszło podczas nalotu policyjnego oddziału ds. walki z narkotykami na dom Keitha Richardsa w West Sussex w 1967 r. Policjanci mieli znaleźć tam Faithfull nagą, okrytą tylko futrzaną narzutą. Całą historię jeszcze bardziej podkolorowano. Twierdzono, że jej samej i Jaggerowi - z którym miała czteroletni romans - przerwano seks, w trakcie którego zabawiali się batonem Mars. Prawdziwości tej historii sami zainteresowani zaprzeczyli dopiero całe dekady później. 
Rodzinne nazwisko matki Marianne Faithfull brzmiało Sacher-Masoch. Jej stryjecznym prapradziadkiem był sam słynny Leopold von Sacher-Masoch. Ten XIX-wieczny autor powieści erotycznych napisał między innymi "Wenus w futrze", gdzie swobodnie wprowadzał różnorakie fetysze seksualne. To od jego nazwiska i prac pochodzi termin "masochizm". W 1965 r., gdy Marianne miała 18 lat, poślubiła handlarza dziełami sztuki Johna Dunbara. Mają syna. Samo małżeństwo jednak trwało bardzo krótko, bo Faithfull rozpoczęła romans z Mickiem Jaggerem. Związek ze słynnym muzykiem skończył się w 1970 r. niedługo po tym, gdy Faithfull poroniła ich dziecko. - Kochał mnie, a ja kochałam jego. Po prostu odeszłam. Naprawdę nie wiem dlaczego. Musiałam iść do przodu. Był to oczywiście bardzo bolesny i bardzo, bardzo trudny krok, bo go kochałam - wyznaje w programie Faithfull. Od tego momentu sama zaczęła się pogrążać w nałogu narkotykowym. Próbowała popełnić samobójstwo. Przez niemal dwa lata była bezdomna i mieszkała w squatach w londyńskim Soho.

Jej matka, pół-Żydówka, była aktorką i tancerką. Babka Faithfull od strony matki miała pochodzenie żydowskie. Gdy w 1938 r. Hitler zajął Austrię, naziści zmusili Florę do zmiany imienia na Sara, tak aby nikt nie miał wątpliwości, że jest Żydówką. Matkę określano pogardliwym niemieckim słowem "Mischling" - kundel czy mieszaniec - bo Flora wyszła za mężczyznę niemającego żydowskich korzeni. Faithfull pokazuje także dokumenty związane z jej dziadkiem Arturem, który - jak dowiedziała się już znacznie później - był czołowym działaczem ruchu oporu. Flora i Eva przeżyły potworne cierpienie z powodu gwałtu dokonanego przez żołnierzy Armii Czerwonej. Faithfull mówi jednak, że miały one też dużo szczęścia, bo przeżyły samą wojnę. Niemal 60 tys. wiedeńskich Żydów zginęło w obozach koncentracyjnych. Ledwie dwa miesiące po gwałcie Eva von Sacher-Masoch, wciąż jeszcze mieszkająca w Wiedniu, została redaktorką naczelną pisma dla kobiet. W zamieszczonym w nim jej własnym artykule znajdujemy niezwykle wymowny fragment o potwornych zbrodniach popełnionych w Austrii i wszystkich innych krajach. Autorka pisze: "Teraz jednak jesteśmy wolne od zniewolenia i przymusu. Dlatego możemy… znowu być sobą - rzeczywistymi, prawdziwymi kobietami wypełnionymi pragnieniem bycia dobrą matką". Eva poślubiła stacjonującego w bazie wojskowej w Austrii brytyjskiego majora wywiadu Roberta Faithfulla. Rozwiedli się w 1952 r. Ich córka Marianne urodziła się 29 grudnia 1946 r. w Londynie.”

 



sobota, 14 lipca 2018

Juki

W naszym ogrodzie jest ich sporo. Każdego roku, latem, kwitną bardzo obficie. Są dosyć stare, bo mają ponad 20 lat. Każda roślina to kępa pojedynczych rozet. Same się rozmnażają (powiększają objętość) przez przyrosty. Świetnie nadają się na tzw. zapchajdziury. Bardzo łatwo się przyjmują i po dwóch latach zakwitają. Są zimozielone i nie przemarzają. W naszym ogrodzie są juki olbrzymie, ale widziałam także juki o połowę mniejsze.


"Jukka karolińska[2], juka karolińska, juka włóknista, krępla karolińska, krępla włóknista, juka włóknista, szpilecznica włóknista[3] (Yucca filamentosa) – gatunek zimozielonej rośliny z rodziny szparagowatych. Pochodzi z południowo-wschodnich stanów USA, rozprzestrzeniła się także w innych rejonach USA[4]. Jest uprawiana w wielu krajach świata jako roślina ozdobna.


Kwitnie na przełomie lipca i sierpnia[3]. W warunkach naturalnych roślinę cechuje specyficzny sposób zapylania, z udziałem molika Tegeticula yuccasella. Samica tego owada zeskrobuje pyłek z pręcików jednej rośliny i przenosi go na drugą, gdzie wwierca pokładełko w znamię słupka, składa w każdym jedno jajo, a następnie zatyka otwór pyłkiem. Gąsienice żywią się zalążkami, jednak część z nich pozostaje i rozwija się w nasiona[


Cała roślina wraz z korzeniami wykorzystywana jest w lecznictwie. Pozyskuje się z niej frakcję saponinową, zawierającą ok. 1,2% saponin, z których najważniejsze to sarsapogenina i tigogenina. Po izolacji składniki te są produktem do syntezy kortykosteroidów i hormonów płciowych[3]. Od niedawna wyciągi z jukki używane są także do leczenia zapaleń stawów, przebiegających z ich zesztywnieniem i obrzękami[8]. W przemyśle wykorzystuje się włókno pozyskane z liści, przerabiane następnie na grube tkaniny i wyroby powroźnicze[9]."




"Jukę kupujemy w formie niedużej sadzonki. W doborze stanowiska do sadzenie kierujemy się przede wszystkim następującymi czynnikami: stanowisko musi być słoneczne, tylko wtedy możemy spodziewać się obfitego kwitnienia, w miejscach zacienionych juka może nie kwitnąć wcale. Dobrze jest, gdy roślina osłonięta jest od porywów wiatru, które ze względu na jej rozmiary, mogą łamać kwiatostany. Ważna jest również gleba. Nie może rosnąć w ziemi, w której stoi woda i jest bardzo wilgotno. Gleba powinna być przepuszczalna, o alkalicznym odczynie. Gleba nie musi być żyzna, może rosnąć nawet w mało zasobnej ziemi.


Musimy pamiętać również, że ze względu na bardzo długie i głęboko wchodzące w ziemię korzenie, jukę ogrodową jest bardzo trudno całkowicie wykopać z ogrodu. Dlatego miejsce do sadzenia powinno być starannie przemyślane i wybrane z namysłem.



Przy uprawie juki ogrodowej trzeba pamiętać o kilku zabiegach pielęgnacyjnych. Mają one przede wszystkim na celu polepszenie walorów ozdobnych rośliny. Przede wszystkim, w okresie późnego lata, po przekwitnięciu kwiatów, usuwamy wszystkie uschłe części rośliny. Mogą one długo zalegać na roślinie, co nie wygląda zbyt efektywnie.
Podlewamy regularnie przez całe lato, dość obficie. Musimy jednak pamiętać, aby podłoże było przepuszczalne i nie zatrzymywało wody, gdyż nie jest to korzystne dla rośliny.
W czasie wiosny, warto jest do wody, którą podlewamy roślinę, dodać trochę nawozu płynnego. Pozwoli to na wzmocnienie juki po okresie zimowym oraz przygotowanie jej do okresu kwitnienia. W okresie letnim nawóz dodajemy regularnie, gdyż ze względu na dużą ilość kwiatów, roślina może być osłabiona."
 Ostatnie zdjęcie- "Pochód duszków ogrodowych", zrobiłam podczas pełni księżyca
Zaletą juk jest ich stosunkowo długie kwitnienie oraz ogromna dekoracyjność, zarówno liści, jak i kwiatów, i w sumie bezobsługowość.  To niekłopotliwa roślina.
 Przytoczyłam tutaj warunki uprawy, ale ja się tak z naszymi jukami nie certolę. Jak chcę przesadzić, to nawet z małe kłącza oderwane od rośliny głównej sadzę i one się przyjmują. Nie dbam również o rodzaj gleby. W ogrodzie juki rosną w miejscach- nasłonecznionych, gdzie gleba szybko przesycha, oraz w miejscach zacienionych, gdzie jest wilgoć.  Po prostu sadzę kłącze tak, by ziemia zakrywała je dokładnie w miejscu skąd wyrastają liście, potem mocno zalewam woda, lekko przydeptuję ziemię i gotowe. Nie zdarzyło mi się, by juka nie przyjęła się. Myślę jednak, że gdy ktoś sadzi juki po raz pierwszy, to dobrze robić to według podanych wskazówek.
Informacje pochodzą z:






poniedziałek, 25 czerwca 2018

Miały być kwiaty, ale

kwiaty teraz wiszą na co drugim blogu, dlatego u mnie będzie trochę innego ogrodu.
Ogród przed burzą, taki mamy widok ze wschodniego tarasu, na którym spędzamy większość letniego czasu. Wprawdzie taras wychodzi na wschód, ale ogród jest na południe od niego. Te dalekie drzewa to jeszcze nie koniec ogrodu. Za nimi jest rząd leszczyn, potem rząd jodeł, potem rząd sosen i na brzegu ogrodu rośnie rząd wysokich brzóz (odległość od tarasu. około 80 metrów).  Aparat robi dużą perspektywę, jednak w realu też ta odległość jest dosyć duża. W każdym razie, kiedy robi się obchód po obwodzie ogrodu, trochę to trwa.

Skorupki jaj drozda z pierwszego, kwietniowego lęgu. Sprytne drozdy podrzucają skorupki daleko od gniazda.  Te porzuciły na ścieżce w sosnowej alejce.

 
Kwiaty brzoskwini po zrzuceniu płatków. Nawet bez płatków są  śliczne.
 
To nie jest jesienne zdjęcie chociaż kolory wskazywałyby na to. To młode liście leszczyny czerwonej, podświetlone słońcem. Potem robią się ciemnozielono- brązowe i "mechate".

Kwiaty lipy.  Nasze lipy zawsze kwitły na początku lipca, bo to jest odmiana lipcowa. W tym roku lipy zakwitły o 3 tygodnie wcześniej. I nie zawiodły- były gęste od kwiatów i pięknie pachniały. Uwielbiam ciepłe, letnie wieczory, kiedy ptaki powoli cichną, ale jest jeszcze jasno, robi się coraz ciszej, a od lip dochodzi taki miękki, słodki zapach.
Wszyscy zamieszczają zdjęcia malin czerwonych, no to, by nie zanudzać, zrobiłam zdjęcie naszym żółtym malinom. Dwa lata temu kupiłam w Castoramie, w przypływie "chcenia", dwa krzaki żółtych malin. Zasadziłam je, wydały owoce. W zeszłym roku, na wiosnę,  musiałam zreorganizować grządkę i wykopać te krzaki. Przesadziłam je w inny kąt ogrodu. Tam owocowały. A w tym roku, zupełnie nieoczekiwanie, parę krzaków pojawiło się pod drugiej stronie chodnika, naprzeciw tej zreorganizowanej grządki.  Gdzieś musiały przeleźć rozłogi i powstał całkiem niezły maliniak żółtych malin. Tym sposobem w ogrodzie są dwa takie maliniaki. Żółte maliny są słodsze od czerwonych. Łapią też mniej chorób.
I wiśnie. W ogrodzie jest tylko jedna wiśnia. kiedyś było ich więcej, niestety zmarzły. W tym roku bardzo ładnie obrodziła. Było już ciasto z wiśniami, kompot wiśniowy, a teraz... co by tu jeszcze...może wiśnióweczkę?
Morwa też w tym roku wcześniej owocowała. I jak zawsze miała owoców full wypas. Wszyscy się  na niej dokarmiają: szpaki, drozdy, kosy, małe ptaszki, my i oczywiście rude. Rude prawie codziennie na niej siedzą. Lubią też czereśnie.

 

Szpaczysko usiadło na drucie i skrzeczało. One tak dziwnie skwirczą, a potem pogwizdują. Ten wyglądał na zwiadowcę. Posiedział chwilę, porozglądał się czujnie i poleciał. Jedna rodzina szpacza ma gniazdo w dużej jodle. Kiedyś podpatrzyłam jak stary zapikował między gałęzie, a potem rozległy się piski młodych. Trochę nietypowe wybrał miejsce na gniazdo, ale u nas wszystko jest ciut postawione na głowie, to i szpaki mają prawo do swoich dziwactw.
Na tych drutach często przesiaduje całe towarzystwo ptaszorów. Bywa, że na jednym drucie równocześnie siedzą wróbel, kos i sierpówki. Potem pojawia się muchołówka albo drozd. Nie zauważyłam, by ptaki te dokuczały sobie, albo przeganiały się. Owszem, kiedy usiądzie całe stado wróbli, to są tam przepychanki i kłótnie, ale krótko trwają.
Dzwońce też często pojawiają się na drutach. Ten akurat zabiera się do koncertowania.
Nie wiem czy to motyl, czy ćma i nie wiem, jak się nazywa. Poszukałam w necie, ale nie znalazłam nazwy. Oprócz motyla, podoba mi się, na zdjęciu, faktura ściany. Całość jest bardzo malownicza.
Taka sobie tęcza, nie tęcza. Czasem uda mi się przyłapać słońce na psoceniu.
Post bez Bezki, to post beznadziejny:)
Dzisiaj w roli strażnika ogrodu: " I tak sobie siedzę, i tak sobie patrzę...". Miejsce- granica ogrodu z sadem, ulubiony punkt obserwacyjny Bezki.


piątek, 22 czerwca 2018

"Upadał sto razy i podnosił się..."- Johnny Hallyday

" Żyj jak najlepiej
Ludzie, którzy szukają światła
W środku nocy
Ludzie, którzy uganiają się za miłością
I którzy przed nią uciekają

Ludzie wznoszący ręce do Boga
Którego nie widzą
Mam twoje ciało obok mojego ciała
W to wierzę

Żyć na dobre
Chcieć dać z siebie wszystko
I być bogatszym, bo zachowało się
Tylko miłość

Mężczyźni, którzy mają tylko złudzenie
Że czekają na znak
Kobiety, które opłakują swoje dzieci
I zachowują godność

Każdego dnia mnie umacniasz
Bez Boga i prawa
A kiedy nasze ciała się kochają
To wiem dlaczego

Żyć na dobre
Chcieć dać z siebie wszystko
I być bogatszym, bo zachowało się
Tylko miłość

Tak - żyć, aby być wolnym
Kochać wszystko, co można kochać
Pragnąć jeszcze i zawsze
Tylko miłości, tylko miłości

Żyć na dobre
Chcieć dać z siebie wszystko
I być bogatszym, bo zachowało się
Tylko miłość

Tak - żyć, aby być wolnym
Kochać wszystko, co można kochać
Pragnąć jeszcze i zawsze
Tylko miłości, tylko miłości "
 

W tym roku mija 75 rocznica urodzin i pierwsza rocznica śmierci (grudzień 2017) słynnego,  francuskiego idola- rockmana, oraz  aktora  Johnnego Hollydaya.  
Jean- Phillipe Leo Smet (jego właściwe imię i nazwisko) urodził się w Paryżu 15 czerwca 1943 roku. Od początku swojej kariery stał się ikoną francuskiej piosenki, przyrównywaną do Elvisa Presleya. Zresztą, to właśnie pod wpływem twórczości Presleya i rewolucji rockowej w latach 60tych ubiegłego wieku, zaczął śpiewać piosenki rockowe. Pseudonim sceniczny zapożyczył od swego kuzyna Lee Hollidaya.




Jego pierwszy album „Hello Johnny” został wydany w 1960. roku. W tym samym roku Johnny brał udział w amerykańskim programie CBS The Ed Sullivan Show.
W ciągu swej piosenkarskiej kariery wydał 18 platynowych albumów, sprzedał ponad 100 milionów płyt i występował przed ponad 15 milionami ludzi.
W 2000. roku dał w Paryżu, po wieżą Eiffla, dał koncert, który zgromadził 500 tys. Widzów oraz 9,5 mln. osób przed telewizorami. Jego kolejne albumy zdobywały pierwsze miejsca na francuskich listach przebojów. Jednym z takich albumów był „Le Coeur d’un homme”. Ukazał się on w 2007 roku, a jedną z piosenek do niego  napisał Bono.


Johnny Hallyday był również popularnym aktorem Zadebiutował w 1950 roku  w dreszczowcu „Widmo”, u boku Simone Signoret i Michela Serraulta. Występował w wielu gatunkach filmów: dreszczowcach, kryminałach, komediach, dramatach oraz w filmach sensacyjnych.
Jak bardzo był sławny we Francji świadczy rozmach, z jakim Francuzi żegnali go na pogrzebie:
 


– Był tym, co Hugo nazywał siłą prącą naprzód (...). Był częścią nas, częścią Francji. (...) Upadał sto razy i podnosił się, dzięki waszemu uwielbieniu, waszej miłości – powiedział Macron do zebranego tłumu. Prezydent nawiązał do choroby muzyka i jego stylu życia. Fani przyjęli mowę oklaskami, a potem odśpiewali kilka przebojów Hallydaya.
Muzyka odprowadzały też setki motocyklistów. Gwiazdor słynął z miłości do motocykli, a do budowania wizerunek przez lata wykorzystywał skórzaną kurtkę. Blisko 1,5 tys. policjantów i śmigłowce pilnowały trasy, którą przebył kondukt pogrzebowy."




Pełna dyskografia oraz filmografia, a także informacje o jego życiu prywatnym można poczytać tu:


Tym razem, oprócz kilku piosenek zamieszczam również słowa do nich. Są tak piękne, że gdybym tego nie zrobiła, nie zostałby w pełni oddany ich przekaz, bo to, co śpiewa Johnny to nie są banalne pioseneczki. W dodatku ten jego fenomenalny głos, ta siła, ta ekspresja.



Przepraszam
"Przychodzę cię prosić
O przebaczenie dla wszystkich mężczyzn
Którzy nigdy się nie nauczyli
Czasownika "kochać"

Którzy nigdy nie pojęli
Siły miłości
Piękna życia

Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nie umieją kochać
O! Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nigdy nie kochali
O! Przepraszam

Przepraszam
Przychodzę cię prosić
O przebaczenie dla wszystkich mężczyzn
Którzy nie znają wartości
Przyjaźni

Którzy nigdy nie poznali
Łez dziecka
Uśmiechu kobiety

Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nie umieją kochać
Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nigdy nie kochali
O! Przepraszam

Daj mi swoje spojrzenie
Daj mi swoje światło
Daj mi trochę miłości
Tak, bez tego tracę nadzieję

Naucz mnie kochać
Naucz mnie czułości
Zniszcz moje nawyki
Zniszcz moją samotność

O! Przepraszam

Przepraszam
Przychodzę cię prosić
O ułaskawienie
Dla tych, których życie
Zraniło

A kiedy czas mija
Dostrzegają, że są nadzy
Zagubieni, zrozpaczeni

Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nie umieją kochać
Przepraszam
W imieniu wszystkich mężczyzn
Którzy nigdy nie kochali
Przepraszam."

 Requiem dla szaleńca
"Nie zbliżać się, ostrzegam was
Czy jesteście policjantami czy widzami
Zabiję każdego, kto zrobi choćby jeden krok
Nie będę robił wyjątków
Wyłączcie wszystkie latarki
I opuśćcie broń
Nie, nie ruszę się stąd bez niej

Powiedzcie księżom i powiedzcie pastorom
Niech idą gdzie indziej robić swoje
Diabeł odszedł stąd wcześnie rano
I moja dusza nie jest już na sprzedaż
Jeśli zostawicie mi tę noc
O świcie oddam wam moje życie
Bo jak miałbym korzystać z mojego życia bez niej?

Nie byłem szalony, ale z miłości
To ona uczyniła mnie szalonym, oszalałem z miłości
Moim niebem były jej oczy, jej usta
Moim życiem było jej ciało, jej ciało
Kochałem ją tak bardzo, więc żeby ją ochronić
zabiłem ją
Żeby tak wielka miłość mogła przetrwać
Trzeba umrzeć, umrzeć z miłości

Wstaje dzień, noc blednie
Myśliwi i psy są głodne
To godzina zapowiadająca mój upadek
Bestia musi umrzeć tego ranka
Rozkładam szeroko ramiona
Wyrwijcie mi serce, jestem gotów
Chcę zasnąć na wieczność
obok niej

Nie byłem szalony, ale z miłości
To ona uczyniła mnie szalonym, oszalałem z miłości
Moim niebem były jej oczy, jej usta
Moim życiem było jej ciało, jej ciało
Kochałem ją tak bardzo, więc żeby ją ochronić
zabiłem ją
Nie byłem szalony, oszalałem z miłości
Żałosny szaleniec, który umiera dla miłość."

Zazdrość
"Niech mi dadzą ciemność, a potem światło
Niech mi dadzą głód, pragnienie, a potem ucztę
Niech mi zabiorą to, co próżne i drugorzędne
Abym wreszcie odnalazł wartość życia!

Niech mi dadzą niepokój, abym pokochał sen
Niech mi dadzą zimno, abym pokochał płomień
Ponieważ kocham swoją ziemię, niech mi dadzą wygnanie
I niech mnie zamkną na rok, abym marzył o kobietach!

Dostałem zbyt wiele, dużo wcześniej, niż zapragnąłem
Zapomniałem o marzeniach i podziękowaniach
O tych wszystkich rzeczach, które miały wartość
Które dają chęć do życia i pragnienie
A także przyjemność

Niech mi dadzą chęć
Chęć, aby chcieć
Niech rozpalą me życie!

Niech mi dadzą nienawiść, abym pokochał miłość
A także samotność, abym pokochał ludzi
Abym pokochał ciszę, niech ze mną rozmawiają
Zaznać nędzy - aby szanować pieniądze!

Abym pokochał bycie zdrowym - przebyć chorobę
Niech mi dadzą noc, abym pokochał dzień
Niech mi dadzą dzień, abym pokochał noc -
Abym pokochał dzisiaj - zapomnieć o tym, co zawsze!

Dostałem zbyt wiele, dużo wcześniej, niż zapragnąłem
Zapomniałem o marzeniach i podziękowaniach
O tych wszystkich rzeczach, które miały wartość
Które dają chęć do życia i pragnienie
A także przyjemność

Niech mi dadzą chęć
Chęć, aby chcieć
Niech rozpalą me życie!

Dostałem zbyt wiele, dużo wcześniej, niż zapragnąłem
Zapomniałem o marzeniach i podziękowaniach
O tych wszystkich rzeczach, które miały wartość
Które dają chęć do życia i pragnienie
A także przyjemność

Niech mi dadzą chęć
Chęć, aby chcieć
Niech rozpalą me życie!

Niech mi dadzą chęć
Chęć, aby chcieć
Niech rozpalą me życie!"
Wszystkie tłumaczenia piosenek znalazłam tu: