niedziela, 26 lutego 2012

Przedwiośnie

Podobno sikory zaczynają już dzielić terytorium. Dotychczas zimowo fruwały stadkami. Teraz dobierają się w pary  i coraz głośniej „dzwonią”. Wczoraj widzieliśmy trzy gęsi. Zatoczyły koło  i poleciały w stronę stawów. Dzisiaj ogromne stado wron leciało na zachód. Dzieje się w przyrodzie, oj dzieje. Pierwsze „czubki” narcyzów też się pojawiły. No i oczar rozkwita coraz bardziej. A wczoraj wklejone zdjęcia są z „podróży w celu”. Ponieważ ta zima dała nam trochę popalić z ogrzewaniem domu, postanowiliśmy od zaraz, od już i natychmiast przygotować się do następnej. Więc co? Ano drewno jest potrzebne, bo samym flotem jest nieekonomicznie rozpalać. A poza tym dłużej trwa nagrzewanie niż najpierw drewnem a potem flotem. Toteż J. pojechał do leśniczówki kupić drewno opałowe. Kupił 3 kubiki dębu. Dąb twardy, wolniej się spala, jest dosyć energetyczny, tylko… zawsze jest jakieś tylko… Wczoraj pojechaliśmy do lasu zobaczyć, jak to drewno wygląda. Dojechaliśmy prawie na miejsce, ale asfalt się skończył, a dalej droga ubita wprawdzie, lecz cała w koleinach z błota. OK. Wysiadamy. Nie , nie wysiadamy, bo J. nie włożył gumiaków. No… do lasu na przedwiośniu bez gumiaków.  Dobra, wychowany w mieście, od czterech lat dopiero hodowany w warunkach wiejskich- wolno mu jeszcze mieć „zaniedbania”. Poszłam sama, dziecko lasu, w gumiakach i miarką w ręce, zmierzyć średnice klocków, żeby wiedzieć, jak to do domu przetransportować. Znalazłam sporą kupę metrowych bali. Mnie to nie pierwszyzna, bo z tatą chodziłam na wyręby cechować drewno, ale opałówka jest różna i miałam nadzieję, że nasza z młodych dębów. Akurat. Bale jak się patrzy. Średnica każdego przeważnie 35- 40 centymetrów. Grzmoty wielkie. A my naiwni myśleliśmy, że może naszym „kangurem” da parę razy obrócić. To jest właśnie to tylko… Każdy taki kloc trzeba rozłupać i pociąć. No i ZONG. Jak my nie, to kto? Ano drwale. W takim razie szukać drwala i zarazem przewoźnika. Na wyrębie dostaliśmy namiary i w drogę. Oczywiście pobłądziliśmy. Moja wina, bo chociaż mieszkam tu 20 lat, to pochrzaniły mi się dzielnice wioski. No i oczywiście pojechaliśmy na drugi koniec wsi, chociaż mieliśmy wrócić kawałek i pojechać  następną polną drogę.  Pana w końcu znaleźliśmy, jutro bierze się do pracy.  A wieczorem, na krótko cudnie było widać wąski sierp Księżyca. Z prawej strony miał wielką Wenus, z lewej bardzo jasnego Jowisza. Coś niesamowitego. Potem zachmurzyło się.


Dalszy ciąg przedwiośnia. Część zdjęć z dzisiejszej wycieczki do ładnej wioski za Strzelcami Opolskimi. Pojechaliśmy zobaczyć się z naszym Enfieldem, który garażuje u kumpla. Przy okazji odebraliśmy nowe siodło, które trzeba zawieść do tapicera. Zdjęcia robiłam z samochodu w trakcie jazdy J








9 komentarzy:

  1. też często zza szyby robię;)
    Też zamawiamy do kominka dębinę, ale dostawca od razu rąbie na cztery. My jednak nigdy nie zamawiamy młodej, lecz starszą. Nawet 1/4 jest ciężka dla mnie. Zamawiamy też grabinę i brzozę. Wszystko zawsze w maju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, jak się dębina sprawdzi to jeszcze domówimy. To jest tylko do rozpalania. Nie trzeba go dużo.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tapicer będzie umiał się zająć siodłem? Rymarze-siodlarze jeszcze istnieją :) gdzieniegdzie...
    Co on ma w ogóle z nowym robić? :)

    Nam po koniach zostały dwa siodła jedynie. W czym jedno takie łatane już - wojskowe po tacie... I dużo bardziej je lubiłam niż to drugie prosto ze sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko. Da radę. Nasze siodło to do takich…. koni mechanicznych. Motocykl… Enfield… Nowe siedzenie musieliśmy dopasować, bo stare było nie do wytrzymania 9mojego) na dalszych trasach.

      Usuń
    2. Wejdź na „Jeszcze…” to z boku jest motocykl )))))) Żywego konia to się boję od momenty, kiedy się ogiery, na których jeździłyśmy z siostrą, pogryzły. Dziękuje, postoję. Od tamtych czasów do konia nie podejdę

      Usuń
    3. aaa, widzisz, nieobeznajmionam :D

      Usuń
  4. U mnie znów śnieg leży, a już miałam nadzieję,że będzie choć trochę wiosenniej.Najbardziej mnie martwi, że z roku na rok mniej u nas na osiedlu sikorek i wróbli. A wszystko przez przyrost liczby srok, kawek, gawronów, wron.Nawet ilość gołębi się zmniejszyła. A sroki są tak dorodne, że aż strach.Ładne te Twoje zdjęcia.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.