Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 05, 2025

Pierwsza wiosenna leśna wyprawa.


To miał być szybki wypad z Bezą do weta, bo zrobiła jej się paskuda na górze ucha. Wygląda ta paskuda jak dobrze spasiony kleszcz, ale toto siedzi pod skórą.

Upewniłam się, że doktor przyjmuje w soboty, jedziemy…. Podjeżdżamy pod weterynarię, a tam ZONK! Full wypas samochodów- na parkingu i wzdłuż ulicy, i pełno ludzi z psiakami. Szybka ocena sytuacji- przy takiej ilości pacjentów do 13 lekarze nie wyrobią, a do tej godziny przychodnia czynna, my na końcu- nie ma szans. Paskuda nie wygląda na bardzo groźną, to i w poniedziałek może być pokazana lekarzowi. No to do domu. Jedziemy, a tu pogoda, słoneczko, 10 stopni (tylko wiatr paskudny), co będziemy w domu siedzieć. Szybka podmianka ciuchów i pojechaliśmy na krótki wypad do lasu, który już tutaj opisałam.

 Las tych „przelotowych”, co to prawie nie ma podszytu, między pniami widać dalsze jego partie. Las piękny, bo pełno w nim starych buków o srebrnej korze na pniach. 

 Piękny po drzewa rosną na stromych wzgórzach i w jarach, co czyni wrażenie, jakby korony jednych drzew były na wysokości podstawy pni innych drzew. Piękny, bo pełno w nim wiekowych, ogromnych buków, które zachwycają strzelistością pni i rozłożystymi koronami.

Jednak wiosną jest dosyć monotonny w swoim kolorycie. Piękniejszy jest jesienią, co już w zeszłym roku mogliśmy zauważyć. Zdjęcia pokazałam TU  oraz TU.

Las monotonny w kolorycie, ale wcale nie nieinteresujący. Ja zawsze coś godnego uwagi w lesie znajdę. Na przykład poranione przez wichurę czy piorun drzewa.

Stare buki mają dziwne, wręcz baśniowe podstawy pni. Na przykład jeden z nich ma ogromną łapę, inny "stoi na palcach"

W lesie było cicho. Na początku śpiewała sikora, ale i ona umilkła. Mocny wiatr latał po koronach drzew, a te wiekowe skrzypiały i trzaskały w odpowiedzi. Udało mi się nagrać tę "rozmowę".
 

Najpierw poszliśmy główną aleją, Beza szczęśliwa, bo już bez smyczy.

Potem skręciliśmy w inną i robiąc koło, natknęliśmy się na tor rowerowy. Taki rowerowy skatepark. 

To są dwa równolegle biegnące tory z przeszkodami.
Na nich grupka polskich chłopaków ćwiczyła jazdę na rowerach. Piszę polskich, bo tor znajduje się na terenie Czech, ale jest ogólnodostępny. Ponieważ granica Polski i Czech przechodzi parę metrów od toru, to polscy chłopcy korzystają z toru na równi z czeskimi.

 Nagrałam krótkie filmy z przejazdu trzech chłopaków. Starałam się robić zdjęcia w taki sposób, by nie było na nich chłopców, którzy obserwowali jazdę kolegów. 



 W zasadzie to my też spacerowaliśmy po czeskiej stronie. Można napisać- odbyliśmy pierwszy tegoroczny spacer za granicami Polski.

niedziela, grudnia 08, 2024

A jednak dzieje się...

 Dzisiaj znów piękny słoneczny dzień. Rano mocny przymrozek- szron na trawie, ale ziemia wcale nie jest twarda, ciągle ugina się pod butami. Ten grudzień jest  pogodowo poszarpany, przedwczoraj silny wiatr oraz deszcz ze śniegiem, wczoraj śliczny słoneczny dzień i dosyć ciepło, dzisiaj też słońce, ale już dużo chłodniej. 

 I jak zawsze poranny spacer po ogrodzie- trochę zdjęć. 

 

Około 10 poszłyśmy z Bezą  na spacer poza ogród. Szłyśmy naszą drogą spacerową, która wiedzie wśród pól i dochodzi do jednego z wiejskich przysiółków. Góry zasłonięte lekką mgiełką, słaba widoczność, ale panorama pól oszałamiająca. Nie zabrałam aparatu, zdjęcia zrobiłam telefonem i tylko dlatego, że widok tych łabędzi mnie zaskoczył. Na ogromnym polu rzepiku pasły się łabędzie-  biały dorosły i dużo mniejszy młody, szary. Zazwyczaj na takich polach pasą się duże stada tych ptaków, a tu tylko dwa Trochę to dziwne. Tak to wyglądało, jakby stary został z tym młodym i pilnował, by mu się nic nie stało. Tylko dlaczego nie w stadzie?


Woda w stawach spuszczona, jedne pola zaorane, na innych zielony poplon. Nisko, nad polami, dwa jastrzębie latały w jakimś obłędnym zapętlonym tańcu, jakby z radością goniły się wzajemnie. Potem jeden z nich usiadł na starym dębie rosnącym nad stawem. Drugi poleciał w stronę lasu. Poza tym, w przyrodzie zastój, cicho, pozornie nic się nie dzieje. Pozornie...

Wczoraj wieczorem odezwała się sowa płomykówka. One drą się tak, jakby ktoś kota ze skóry odzierał. Głos straszny, a mimo to, wydał mi się taki swojski. Poszłabym nocą do lasu, wtedy jest on tajemniczy, ale i bliski.

A przedwczoraj, podczas wieczornego spaceru po ogrodzie, o tej porze roku z latarką, miałam bliskie spotkanie z myszą. Kiedy dochodziłam w sosnowej do miejsca, gdzie stoi poidło dla ptaków, kątem oka zauważyłam, że coś się za poidłem poruszyło. Świecę i co widzę, na brzeg poidła wskakuje mysz- taka tłusta, ruda. Oślepiona światłem latarki zastygła na chwilę i w mgnieniu oka zwiała z powrotem za poidło. Przyznam, że też byłam zaskoczona, chociaż z drugiej strony, często w ogrodzie mam spotkania z myszami. A to podczas odchwaszczania spotykamy się prawie nos w nos, a to kiedy idę alejkami przeleci taki maluszek w popłochu, a to pod cisem, koło tarasu się pokaże… Fajne są.


 


sobota, listopada 16, 2024

Księżyc Bobrów

 

Zdążyłam zrobić mu kilka fotek, zanim skrył się za chmurami. Księżyc Bobrów, bo o nim mowa, to ostatni z super księżyców, które były widoczne na niebie w 2024 roku.

 Podczas całego roku 2024 można było obserwować 4 super pełnie- Zbożowy Księżyc w sierpniu, Księżyc Plonów we wrześniu, Księżyc Myśliwych w październiku, no i ostatni, listopadowy- Księżyc Bobrów.


 

 Super księżyc to zjawisko astronomiczne, które występuje, gdy pełnia zbiega się z jego perygeum, czyli punktem orbity, w którym znajduje się on najbliżej Ziemi. Wtedy Księżyc wydaje się być większy i jaśniejszy niż w trakcie zwykłej pełni.


 

W listopadzie przyroda przygotowuje się do zimy. W tym czasie bobry intensywnie gromadzą zapasy oraz budują tamy. Nazwa Bobrowy Księżyc wywodzi się z tradycji Indian Ameryki Północnej, którzy listopadowy czas, wiedząc o zwyczajach bobrów, przeznaczali na polowania na te zwierzęta (najczęściej zastawiali pułapki). Tradycja pochodzi z czasów, kiedy to Indianie handlowali skórami bobrów.

Księżyc Bobrów nosi również nazwę Mroźny Księżyc- od pojawiania się podczas tej pełni pierwszych mrozów.


Mroźny Księżyc kiedyś sprowadzał mrozy. Na szczęście dzisiaj jest słonecznie, a temperatura rośnie. W nocy nie było nawet przymrozka.

 


Źródła:

https://agroprofil.pl/wiadomosci/dzis-ostatnia-superpelnia-ksiezyc-bobrow-rozswietli-niebo-kiedy-i-gdzie-go-wypatrywac/

https://poznan.tvp.pl/83494849/pelnia-listopad-2024-pelnia-ksiezyca-superpelnia-ksiezyc-bobrow-niebo

https://tvn24.pl/tvnmeteo/polska/pelnia-listopad-2024-ksiezyc-bobrow-to-ostatnia-superpelnia-w-tym-roku-st8180428

Zdjęcia (robione zwykłą cyfrówką na podstawowym programie) i film moje oraz z podanych źródeł.

niedziela, listopada 10, 2024

Na koronie we mgle.

 

Dzisiaj wypad,  na obiad, do niedalekiej restauracji o wdzięcznej nazwie „Aleksandria” (Beza została w domu). Zaskoczeniem był pełny parking i mnóstwo ludzi w środku. Okazało się, że są rezerwacje stolików- urodziny (słychać było „Sto lat” od pobliskiego), jakieś inne uroczystości, ale były również wolne stoliki, bo lokal jest naprawdę duży i ma kilka sal. Obsługa szybka, karta bardzo bogata, ceny przystępne. Nie robiłam zdjęć jedzenia, bo wydawało mi się to trochę nieeleganckie w towarzystwie tylu ludzi. O dyskrecji zapomnij. Wybraliśmy zestaw ze schabowymi kieszonkami po góralsku (w mięsnych kieszonkach zapiekany oscypek]. Porcje były duże, jedzenie bardzo smaczne i gorące.

A potem Jaskół zrobił mi niespodziankę, zabrał w nieznane, a to nieznane okazało się wycieczką na koronę zapory Zalewu Goczałkowickiego. 

Krzyżyki:

- czerwony: dzisiejszy wypad,

- żółte: miejsca dotychczasowych wypadów,

-biały: wieża widokowa,



Mglisto, ziąb jak cholera, zawiewa znad wody lodowatym wiatrem, a ja jak wariatka, byłam tą całą scenerią zachwycona. 

 Z jednej strony zapory tajemnicze jezioro we mgle, z drugiej spokojne wody Wisły. 

Przede mną prościutka jak strzała promenada na zaporze. 



 Trochę wiedzy:





W królestwie ślepowrona



To, co podczas wypraw lubię najbardziej- ptactwo wszelkiej maści, jak z jednej, tak z drugiej strony zapory.



Kiedy wchodziliśmy na koronę, ludzi było niedużo, a kiedy wracaliśmy do samochodu, korona zapełniła się spacerowiczami, zaś parking samochodami. Widać wielu ludziom nie przeszkadza, w wypadach w teren, mgła, wiatr i ziąb.

 Nie przeszliśmy się do końca promenady. Po około 50 metrach, zaraz za drugą śluzą, zawróciliśmy. Nawiasem mówiąc przez drugą śluzę, z głośnym szumem, przepływała woda do koryta rzeki.

 Mnie zgrabiały ręce, bo trzymałam w nich aparat, a potęgowany wilgocią ziąb był trudny do wytrzymania (rękawiczki w kieszeni- przeszkadzające przy filmowaniu i robieniu zdjęć. Jaskół też przemarzł. Zresztą byliśmy ograniczeni czasem, a Jaskół zapowiedział jeszcze jedną niespodziankę do ogarnięcia. Mnie i tak podobał się ten krótki pobyt na zaporze, więcej chyba nie zobaczylibyśmy- mgła i robiło się coraz mroczniej.

 Tą niespodzianką okazały się Ogrody Kapiasa. Jotka wie, o czym piszę. A w Ogrodach Kapiasa miała być gorąca czekolada i słodkości. O tym jednak w następnym poście.

środa, października 25, 2023

Jeszcze sporo przed nami, czyli lecimy z dalszą prezentacją grodu w Hukvaldach (cz.7)

 Historycy mówią- zamek Hukvaldy przyjął nazwę od nazwiska pierwszego ich właściciela.

Legenda zaś prawi co innego.

Według miejscowej tradycji ludowej, zamek otrzymał swoją nazwę od 
lokalnych wróżek, zwanych „hukami”. Pojawiały się w okolicznych lasach
 i przypominały raczej leśne driady. Ich forma nie jest znana i podobnie 
jak „lulkyně” na Wołoszczyźnie. Nikt ich nigdy nie zobaczył, jednak
wydawały bardzo dziwne dźwięki. Ich pohukiwanie i krzyki przerażały 
nocnych, śmiałków, wędrujących ścieżkami, wiodącymi przez lasy 
Hukvaldu. Straszono, że  złapanego śmiałka, driady zatańcują na śmierć.
Jednak nie znany jest ani jeden przypadek, by tak się stało.


Tytułem wstępu:

"Zamek ma 320 metrów długości, obwód ponad 800 metrów, 
posiada 8 cylindrycznych bastionów i 3 pryzmatyczne wieżowe bramy, 
ponad 200 strzelnic, 4 dziedzińce, trzy trasy zwiedzania. Najstarszą częścią
 Hukvaldu jest rdzeń zamku, który częściowo pochodzi z XIII wieku. 
Wtedy też powstał Pałac Wschodni, będący pierwotną rezydencją założycieli 
zamku. W pałacu tego rycerstwa mieściła się także pierwsza kaplica zamkowa. 
Najmłodszą częścią rdzenia zamku jest renesansowy pałac z dobrze 
zachowanymi renesansowymi oknami, zbudowany około 1550 roku. 
W rdzeniu zamku znajdują się także kamienne cysterny do gromadzenia wody 
deszczowej, które w czasach przed założeniem zamku służyły do ​​gotowania 
kuchni zamkowej studnia została wykopana. Brak wody był rzeczywiście przez 
długi czas największą słabością zamku Hukvaldy. Dopiero w 1581 roku odkopano
 na zamku studnię, której budowa niemal pochłonęła dochody dworu 
Hukvaldów. Pierwotnie studnia miała głębokość około 150 metrów.
Za studnią pierwotnie wzniesiono renesansową fortyfikację, 
którą po 1653 roku rozebrano i zastąpiono dwoma barokowymi bastionami. 
Dziś służą one jako punkty widokowe. Częścią jednej z bram jest pomieszczenie 
dawnej wartowni, obecnie lapidarium, w którym przechowywane są różne 
kamienne i metalowe elementy zamku oraz tablica z jego krótką historią." 
 Główna brama do zamku. W głębi widać drugą bramę.
Herby nad pierwszą bramą. Są to herby biskupa ołomunieckiego 
arcyksięcia Leopolda Wilhelma von Habsburga

Mury bastionu- nie doszukałam się informacji, co się tam znajdowało, 
ale na filmie widać mały dziedziniec, na nim ławki. można się domyślać, 
iż tam się odbywają imprezy kulturalne. 
 
Ten sam "bastion"- widok już za drugą bramą. Nie poszliśmy tam, bo 
trasę zastawiały stoliki z parasolami i ławki, które były rozstawione przy
małej gastronomii.

Widok na przedostatnią bramę wyjściową- z prawej kasy

Stajemy tyłem do tej bramy i zaczynamy spacer w stronę głównego 
zamku. Po prawej stronie widać kawałek kaplicy św. Andrzeja.
Chciałam zrobić zdjęcia wnętrza kaplicy, jednak było w niej sporo ludzi
i raczej było to niewykonalne.

"Najlepiej zachowaną budowlą na zamku jest kaplica św. Ondřeje, 
zbudowany pod koniec XVII wieku. Kaplica była jedyną budowlą na zamku, 
która została odrestaurowana i utrzymana w XIX wieku. Poświęcony jest 
patronowi tutejszego regionu, św. Andrzeja, którego wizerunek znajduje 
się także wewnątrz ołtarza. W kaplicy znajdują się także posągi 
św. Jana Nepomucena i św. Franciszek Ksawerski. Kaplica posiada 
doskonałą akustykę, dlatego odbywają się tu rozmaite koncerty 
i przedstawienia."
 Przed kaplicą jest mały amfiteatr. Na zamku odbywa się wiele
 imprez kulturalnych: palenie czarownic, poszukiwanie skarbów,
 turniej szermierzy, straszna noc, podbój zamku Hukvaldy,
 Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Janáčkovy Hukvaldy i inne.
Przy kaplicy znajduje się stoisko z tarczami strzelniczymi oraz tablica 
poglądowa na temat łuków oraz kusz.

Idziemy w stronę trzeciej bramy.


Między trzecią, a czwartą bramą znajduje się kamienny most

O tym mości jest taka legenda.
Krążą pogłoski, że most na zamku Hukvaldy ma magiczną moc. 
Wystarczy trzykrotnie przejść ją tam i z powrotem podczas pełni księżyca,
 z miłością w sercu, a wtedy na daną osobę czeka wielkie bogactwo.

Oczywiście było wielu pretendentów do szybkiego wzbogacenia się, ale żaden z nich nie spełnił swoich marzeń. Albo został wypędzony z zamku przez straże, albo stracił odwagę w ciemnościach lasu Hukvald. Szczęście spotkało tylko skromnego piekarza Matysa, który nawet nie pomyślał o złotym skarbie.

Władca zamku urządzał na zamku huczną ucztę, a że Matys był najsłynniejszym piekarzem w całej okolicy, kazał mu przygotować wypieki na tę uroczystość. Matys piecze dopiero po południu, żeby ciasta i inne smakołyki były naprawdę świeże i chrupiące, a na zamek wybiera się dopiero po zmroku. W niesieniu ciężkich koszy pomagała mu jego córka Andulka, którą kochał ponad wszystko. Nie chciał pokazywać córki przed panami, więc przed mostem sam zabrał cały ładunek i udał się do zamku. Dotarł do bramy i usłyszał wołanie córki, że wypadły dwa bochenki chleba, więc wrócił po nie. Kiedy ponownie dotarł do bramy, straż nie chciała go wypuścić i kazała mu spakować swój dobytek i wyjść. Piekarz był bardzo zadowolony i pospieszył za córką. Ledwie ją spotkał,  od bramy dobiegł głos: „Piekarz, wracaj, mistrz chce się z tobą widzieć!” I tak dobry piekarz Matys po raz trzeci ruszył przez most. Na zamku oddał swoje pieczywo, otrzymał pochwałę od swego pana, a następnie w pełni księżyca pospieszył do domu.

Po powrocie do domu na Matysa czekała niespodzianka. Na stole leżała 
wspaniała, niezwykle ciężka pieczeń, zrobiona w całości ze złota! 
Matys się wzbogacił, ale nie zmienił się. Kupił dom i zbudował nową 
piekarnię, w której wypiekał jeszcze lepsze wypieki. 
Zawsze pomagał biednym i chorym i nie odwracał się nawet od 
proszących pielgrzymów.
 Być może dlatego, że był taki dobry, cud spotkał właśnie jego.
 Jeszcze przed kamiennym mostem
 Brama przed kamiennym mostem
 
 
 Kamiennym most- latanie po nim  tam i nazad, by zdobyć skarb,  
nie miało sensu, był śliczny słoneczny dzień, a cuda na tym moście dzieją 
się w noc, kiedy jest pełnia księżyca.
Za kamiennym mostem znajduje się brama, przez którą wchodzi się 
na niewielki dziedziniec, ogrodzony wysokim murami. Jest to, wraz 
z zamkiem, najstarsza część grodu.

 
C.d.n.

 

Źródła:

https://www.atlasceska.cz/pamatky/hrad-hukvaldy-16926

 https://www.hrady.cz/hrad-hukvaldy-hochwald-hochenwalde/texty?tid=3022&pos=300

https://www.kudyznudy.cz/aktivity/hrad-hukvaldy