Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomagamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomagamy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lutego 20, 2025

Pomóżmy naprawić "Zwierzakobus", proszę.

 Potrzebna pomoc- bez samochodu "Przystań" jest jak bez ręki. Dobrzy ludzie już działają, są wpłaty, ale to jeszcze mało, by naprawić samochód.



Kochani…
Czy ta zła passa się kiedyś skończy? Ile złego może spotkać nas? Czy my zrobiliśmy coś złego? Zmagamy się z kolejnym dramatem. Dramatem, który pewnie wielu uzna za błahy, drobny… My też myśleliśmy, że to drobna sprawa, którą ogarniemy na serwisie dosłownie w chwile i będzie po kłopocie. Niestety bardzo się pomyliliśmy… Jesteśmy załamani… Nawet nie wiem jak zacząć. Już nie wiemy jak prosić. Zaraz pewnie wyleje się na nas fala hejtu ale nie mamy wyjścia. Dominik jest na warsztacie bo nasz Zwierzakobus miał drobną usterkę. Jak bardzo się pomyliliśmy, że to drobna usterka. To jest coś niemożliwego… Wymianę głupiego reflektora wyceniono na 7000 zł!!! Tak, dobrze widzicie… Byliśmy przekonani, że to będą stosunkowo groszowe sprawy. Wycenę naprawy jaką usłyszeliśmy zwaliła nas z nóg… I co mamy zrobić???? Nie mamy takich pieniędzy. Uczciwie powiemy, że nie mamy go za co naprawić. To jak jakiś nieśmieszny żart, że wymiana takiej głupiej części może tyle kosztować. Części bez której teoretycznie samochód działa a praktycznie nie można z niego korzystać.
Jak mamy zostać bez auta? Czym pojechać do weterynarza, czym pojechać w razie nagłej sytuacji do kliniki z przyczepą. Zwierzakobus to na ten moment
jedyny samochód, który u nas jeździ z przyczepą. Jak dalej przy tylu zwierzakach funkcjonować bez auta??? Kochani, jest nam wstyd znowu prosić bo ostatnio prosimy o wiele. Ale bez Was nie damy rady… Przy tylu zwierzętach też nie damy rady bez auta. Po rozeznaniu tematu, przeszukaniu internetu, po wielu rozmowach, po wielu telefonach udało nam się uzyskać możliwość naprawy za praktycznie połowę pierwotnej kwoty. To niestety i tak wciąż dużo pieniędzy. Jesteśmy wściekli, że taka pierdoła bo jak inaczej nazwać tą usterkę może tyle kosztować… Nawet nie wiecie jak mam głupio i wstyd to pisać bo sami czujemy się jakby ktoś robił sobie z nas żarty… Zwierzakobus pokonał już wiele kilometrów, uratował wiele zwierząt, wiele zwierzaków przewiózł po nowe życie, przewiózł tony karmy dla zwierząt naszych jak i tych potrzebujących, niósł wiele pomocy. Jest nieodłącznym elementem naszego Przystaniowego życia… To taki nasz wymarzony Zwierzakobus. Jak mamy sobie poradzić bez niego? 😞
Blik: 723 808 002
Można wpłacić kilka złotych na ten cel:
91 1050 1399 1000 0022 0998 2426
z dopiskiem "Zwierzakobus”
Komitet Pomocy dla Zwierząt
ul. Bałuckiego 7/37
43-100 Tychy
Dla przelewów zagranicznych:
Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426
Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW
link bezpośredni do płatności PayPal dostępny na prawym pasku z menu naszej stronywww.przystanocalenie.pl lub wskazując adres email odbiorcy kpdz.tychy@interia.pl
Z góry dziękujemy za każdą pomoc ❤

sobota, lutego 08, 2025

Pomagamy zrealizować marzenia

 Jeden z koni Renfri

Piękni ludzie mają piękne marzenia. Takim pięknym człowiekiem jest Renfri, która zajmuje się końmi, prowadzi gospodarstwo i remontuje, odnawia, maluje itp. Lokum dla ulubieńców. Wszystko 
własnymi rencami", między chwilami oraz w czasie, kiedy obłędnie kocha konie. 

Jej blog TU, tam znajdziecie informację o czym marzy Renfri. 

Opis zrzutki


"Opis zrzutki

To nie jest zbiórka jak wszystkie inne. Na szczęście jestem zdrowa, mam dach nad głową. Mam co włożyć do garnka. Nie jestem bogata, ale biedna też nie. Pracuję i zarabiam.

To jest zbiórka na spełnienie marzenia. Moje marzenie ma cztery kopyta i waży 500 kg.

Po spłacie raty kredytu, zrobieniu opłat i zaopatrzeniu się w artykuły spożywcze, jedzenie dla zwierząt, których opiekunką jestem- zostaje niewiele pieniędzy by odłożyć i zaoszczędzić. Tak czy siak bardzo się staram i uzbierałam dość dużo.

Właściciel konia, którego chcę wykupić nie będzie czekał długo. Do pełnej kwoty brakuje mi 3.000 zł. Niestety wyczerpałam już wszystkie możliwe sposoby na zdobycie dodatkowych pieniędzy. Sprzedaję co się da by dozbierać resztę, ale tak czy inaczej z drobnych sprzedaży nie zdążę uzbierać tej kwoty w wyznaczonym terminie."

linka do zrzutki

 https://zrzutka.pl/s939xs

 



sobota, stycznia 04, 2025

Podtrzymujemy tradycję.

 Dzisiaj zawieźliśmy rzeczy do Fundacji „Przystań Ocalenie” w Ćwiklicach koło Pszczyny. O tej Fundacji pisałam już TU  i TU, i jeszcze TU

Adres internetowy strony Fundacji

https://www.przystanocalenie.org/

Na pasku z prawej strony bloga, jest jej winieta- kliknąć, otworzy się strona.

W tamtą stronę jechaliśmy wzdłuż Zalewu Goczałkowickiego. Lubię tę trasę, bo można zaliczyć super widoki na jezioro i na Beskidy. Tym razem pogoda trochę tę frajdę popsuła. Zdążyłam zrobić przez okno samochodu takie fotki (było ich więcej, ale inne wyszły do kitu).


Tym razem pojechała z nami na wycieczkę Beza. Psica coraz lepiej znosi dłuższe jazdy samochodem. Ona lubi jeździć, ale przyzwyczajamy ją do dłuższych tras, by zabierać na całodniowe wycieczki.

 Krótki postój dla Bezy na siusiu i wychłeptanie miseczki wody.

Do Fundacji zawieźliśmy koce, ręczniki, dywaniki itp. oraz trochę karmy dla zwierząt. Na konto Fundacji wpłacamy także pewną kwotę na cele statutowe, wtedy oni mogą z tych pieniędzy zapłacić rachunki, a te przecież rosną. 

 Swoje "dary" dołożyli również Młodzi. Bagażnik był wypełniony porządnie.


Zawieźliśmy tam również stare kołdry i poduszki, ale odmówiono ich przyjęcia tłumacząc, że to artykuły jednorazowe (szybko się brudzą, natomiast długo schną, więc ich nie piorą) a utylizacja ich jest droga. Fakt, jest droga, dlatego przywieźliśmy je z powrotem do domu. Niech pieniądze idą na paszę i inne potrzeby. A swoją drogą, takie fundacje powinny być zwolnione od opłat np. za wywóz śmieci albo i innych.

 Na stronie Fundacji przeczytaliśmy, że zbierają tam książki, by potem sprzedawać je na kiermaszach. Pozbieraliśmy wszystkie, które już przeczytaliśmy i zawieźliśmy na miejsce dwa pudła prawie nowych książek.

Upewniłam się również, a zarazem potwierdziłam sobie informację zapisaną na ich stronie, że różne rękodzieło też jest mile widziane- będzie kiermasz, wystawią, a takie rzeczy ponoć cieszą się dużym zainteresowaniem. Ok., pomyślę, co im posłać.

 Fundacja opiekuje się różnymi zwierzakami, ale akurat miałam możliwość sfotografować tylko konie i owce. Wszystkie inne zwierzaczki siedziały w pomieszczeniach. Ze względu na Bezę, trochę się nam spieszyło, dlatego nie wchodziliśmy do środka.


 Wczoraj była koniunkcja Wenus z Księżycem. Odległość między młodym Księżycem a Wenus wynosiła tylko 2 stopnie. Zdążyłam na ostatnią chwilę z robieniem zdjęć. Parę fotek i zjawisko zostało przykryte warstwą chmur. Udało się tylko jedno zdjęcie.




 

 

niedziela, stycznia 29, 2023

Do końca świata ...

 Najpierw szalona "gra" w całej Polsce, a potem światełko do nieba.

 Tak będzie grała do końca świata i jeden dzień dłużej.

Tekst autorstwa Wojciecha Waglewskiego, składa się z dwóch zwrotek. Oto on:

"Myślę o nas a dusza ma bredzi, niczego nie można się od niej dowiedzieć Dialog był pełny, trzeba dusz dwu, życia bacik nie daje nam tchu Podobno ptaki upadły jak ludzie, a jednak bliżej są nieba Siedzę na tyłku z rękami w kieszeniach a duszy nie tego trzeba.

Dumam o nas, a głowa ma bredzi, na myśl o wieczorze nie mogę wysiedzieć Będzie pięknie, miło ogromnie, niezbyt cnotliwie i niezbyt też skromnie Podobno ptaki upadły jak ludzie, a jednak bliżej są nieba Siedzę na tyłku z rękami w kieszeniach a duszy nie tego trzeba."

Fragment instrumentalnej części ze wstępu "Karnawału", w którym słychać przede wszystkim sekcję dętą, stał się muzycznym motywem przewodnim Fundacji WOŚP. 


 Brałam czynny udział w organizowaniu Finału, w naszej wsi/szkole, przez 13 lat, a potem corocznie dokładałam cegiełkę (już zaocznie) i dokładam nadal. 

W tym roku do walki z sepsą.

Nie wyobrażam sobie stycznia bez kolejnego Finału WOŚP 


Warto wysłuchać- daje dosyć pełną, spójną wiedzę na temat sepsy.



 15.48

Orkiestra gra na całego. Jest szansa na kolejny rekord.

To zdjęcie przebiło, według mnie, wszystkie. Zajezdnia autobusowa w Gliwicach- zdjęcie z drona.

 

https://gliwice.wyborcza.pl/gliwice/51,95519,29407808.html#S.galeria-K.C-B.1-L.1.duzy




 

czwartek, stycznia 05, 2023

Każdy może to zrobić.

 siedząc wygodnie w fotelu




O Fundacji "Przystań Ocalenie" pisałam już TU oraz TU

Pomagamy jej w miarę naszych możliwości. Przed świętami zrobiłam, w sklepie fundacji, duże zakupy i zrobiłam przelew na jej konto.

To można zrobić dla zwierząt, którymi ludzie fundacji się opiekują:

  • Poszukujemy osoby lub firmy, która mogłaby nam podarować kawałek ziemi, który stałby się domem dla ocalonych zwierząt.
  • Możesz wesprzeć nas finansowo w utrzymaniu koni przebywających w „Przystani Ocalenie” oraz w wykupieniu kolejnych zwierząt, wpłacając dowolną kwotę na nasze konto.
  • Możesz zostać sponsorem jednego z uratowanych zwierząt, nadając mu wybrane przez siebie imię, wpłacając miesięcznie ustaloną kwotę.
  • Możesz zorganizować akcję na rzecz zwierząt w swojej szkole, zakładzie pracy – możesz korzystać z materiałów zamieszczonych na naszej stronie lub po uzyskaniu zgody dyrekcji szkoły prześlemy niezbędne materiały na adres wskazanej przez ciebie szkoły.
  • Możesz zebrać wśród znajomych żywność, środki czystości, koce, miski dla zwierząt którymi się opiekujemy, oraz dla schronisk którym pomagamy.
  • Poszukujemy firmy lub osoby prywatnej, która mogłaby nam nieodpłatnie przekazać wysłużony samochód nadający się do transportu przyczepy z końmi.
  • Możesz zebrać maskotki, książki, obrazki itp. Do wystawienia na aukcjach charytatywnych prowadzonych na rzecz naszych podopiecznych i możesz je przesłać na nasz adres fundacji
  • Możesz sam pisemnie (listem poleconym) powiadamiać o każdym przypadku znęcania się nad zwierzętami prokuraturę, policję, lokalną jednostkę straży miejskiej lub inspekcję weterynaryjną lub w przypadku gdy obecna sytuacja zagraża życiu zwierzęcia niezwłocznie poinformować lokalną organizację zajmującą się obroną i ochroną praw zwierząt!!!
  • Możesz dokonać zapisu na rzecz naszej fundacji w swoim testamencie.

 

Na bieżąco można robić zakupy w sklepie internetowym fundacji.

 https://www.przystanocalenie.org/sklep/

 Bardzo łatwo to zrobić.

- wchodzisz na stronę sklepu,

- wybierasz produkty i wkładasz do koszyka,

- płacisz:

  1. Płatność przelewem na konto Sprzedawcy
  2. Płatności elektroniczne
  3. Płatność kartą płatniczą.

 https://www.przystanocalenie.org/index/regulamin-sklepu-internetowego/

 I to wszystko- pracownicy fundacji odbiorą ze sklepu kupiony przez Ciebie towar i zawiozą do miejsca pobytu zwierząt.

Nie musisz nic przyjmować w domu, pakować, wysyłać! Wszystko robisz za pomotać Internetu.

Tak prosto, tak łatwo, a jak wiele dajesz zwierzętom.

Więcej o Fundacji na stronie głównej- kliknij w zdjęcie na zakładce z prawej strony lub  w link.

https://www.przystanocalenie.org/




A to tylko ułamek maleńki, tego, co robią dla zwierząt  ludzie fundacji.

 

piątek, czerwca 17, 2022

Konie i nie tylko one, znalazły tu przystań- niezwykłe miejsce, niezwykli ludzie.

W lutym pojechaliśmy z darami dla zwierząt do Przystani Ocalenie, znajdującej się w Ćwiklicach niedaleko Pszczyny. O tej fundacji pisałam już tu:

https://poranek55.blogspot.com/2021/02/przystan-ocalenie.html

 


Przez cały rok,  z Młodą, gromadzimy stare koce, poszwy, ręczniki, narzuty i zasłony, dokupujemy trochę chemii (płyny do naczyń, podłóg, mydło w płynie), karmy dla psów i kotów, trochę ręczników papierowych, chusteczki nawilżające itp.

Był piękny, słoneczny lutowy dzień. Jazda do fundacji zajęła nam ponad godzinę, ale po drodze mieliśmy urocze widoki, rozmawialiśmy na różne tematy (zawsze mamy o czym z Jaskółem gadać- nie nudzimy się  w swoim towarzystwie)  i czas szybko zleciał. 


 

Na miejscu wyładowaliśmy rzeczy, postaliśmy trochę przed budynkiem przystani, porozmawialiśmy z jej kierownikiem o kłopotach z utrzymaniem przytuliska - rosnące ceny paszy, benzyny, rachunków za prąd i wodę. Opowiadał o tym, że zabranie przez rząd  1%, z podatków, który mogli ludzie przekazywać na rzecz fundacji, znacząco wpłynie na koszty jej utrzymania. Dowiedzieliśmy się również, że przytulisko jest zobowiązane utylizować obornik, a nie bardzo jest gdzie i koszty są ogromne. Kiedyś obornik spod koni brały pieczarkarnie, ale te zaczęły się na potęgę likwidować i obornik zaczął zalegać w pryzmach. Włączyła się ochrona środowiska, zrobił się pasztet, z którym trudno sobie bez finansów poradzić.

Słuchając tego pana, zaczęło do mnie docierać, że w takich przytuliskach kłopotem nie jest tylko wyżywienie, leczenie zwierząt, ale multum innych, związanych z opieką nad zwierzętami spraw- wykup pastwisk, remonty obiektów, sprawa obornika, rachunki bieżące, transport itp.

Przy okazji zobaczyliśmy wracające z pastwiska konie (było w miarę ciepło i już mogły trochę pobyć na „trawce”).



 

Smutne to- jest sporo ludzi angażujących się w niesienie pomocy, a rząd nie tylko, że nie pomaga, to jeszcze łupi środki na tych potrzebujących.

 

Adres do głównej strony Fundacji

https://www.przystanocalenie.org/

Adres do sklepu

https://www.przystanocalenie.org/sklep/

W sklepie zakupy są bardzo proste- klikacie w dany produkt, dajecie go do koszyka i za całość zakupów robicie przelew.

Sklep to duży magazyn, do którego sprowadzane są produkty za Wasze pieniądze, a potem według Waszego zamówienia, wybrane produkty trafiają do zwierząt.

W pierwszej kolejności potrzebne są: pasza dla koni, podkłady dla psów oraz kotów i żywność.

I jeszcze kózki, które w fundacji znalazły serdeczną opiekę. 


Nie robiłam więcej zdjęć. Na stronie fundacji jest ich wiele. Dostaliśmy również kalendarz na ten rok ze zdjęciami podopiecznych oraz opisem ich losu.


Linoryt "Dark and Light"

 https://www.touchofart.eu/Milena-Kowalska/mkowalsk7-Linoryt-Dark-and-Light/

 

 PS. Nadal pomagamy tutejszym Ukraińcom. Co tydzień zawożę środki czystości i żywność. Ostatnio zaczęłam dyżurować w punkcie zbiórki i wydawania. Tak, że nie było to jednorazowe Hip! Hip! Hurra! z naszej strony. A drwiło z mojego jakoby „słomianego zapału” wielu nieprzychylnych mi, na blogach, ludzi. Będziemy pomagać, dopóki będzie to potrzebne.

sobota, maja 21, 2022

Piękny maj, trudny maj.


 

We wtorek, po raz kolejny, zawiozłam rzeczy dla Uchodźców. W punkcie, tym razem, pusto. Podobno były dwie panie i na tym się skończyło.

Słucham relacji z Ukrainy w radio Onet. Straszne. Za oknem słońce, ptaki zanoszą się śpiewem, robi się ciepło. Siedzę i słucham- rakiety, masowe groby, ranni, bestialstwa w wykonaniu Rosjan, obóz koncentracyjny, Mariupol, Odessa…. Nagle zdaję sobie sprawę, że kolejny maj mija. Maj piękny, słoneczny, rozpachniony, rozśpiewany, a w tyle mojej głowy mrok, W zeszłym roku królowała tam pandemia i strach oraz pytanie: „Jak długo jeszcze?” W tym roku siedzi wojna w Ukrainie, uchodźcy i to samo pytanie: ”Jak długo jeszcze?”.

Nie da się uciec od tego, po prostu nie da. I chyba wolę wiedzieć, niż od tego uciekać. Niewiedza dla mnie jest gorsza od najgorszej wiedzy.

W zeszłym tygodniu również zawiozłam dary. W punkcie wpadłam wprost w roześmiany, rozgadany tłumek. Spotkanie integracyjne dla darczyńców i Ukrainek. Połowicznie spontaniczne, bo jednak parę ciast Polki upiekły. Stoły, ławy, bawiące się obok, na placu zabaw, dzieci. Sielanka chciało by się powiedzieć. Ale ta podświadomość ciągle daje o sobie znać. Siadam, rozglądam się, słońce praży, herbata w kubku i ciacho, robi się bardzo miło. Przysiada się Ukrainka, która uciekła (przyjechała?) z Odessy. Pani (około 45lat) zadbana, paznokcie pięknie zrobione. Mówi językiem mieszanym- ukraiński, rosyjski i polski przeplatają się w płynnym potoku słów. Opowiada, jacy to Polacy są dobrzy, jak o nich dbają, z jakim dobrym sercem tu się spotkała. Tak normalnie o tym mówi, bez emfazy, bez patosu, bez ekstra uniesienia. Ona mówi o dobroci Polaków, a ja myślę o tym straszliwym hejcie, o tych narzekaniach na zwyczaje Ukraińców, o tym wytykaniu ich „bogactwa”…- „pomagamy, pomagamy, ale….”. Nie odzywam się, nie zaprzeczam, nie prostuję, zostawiam te niemiłe, moje spostrzeżenia dla siebie. Ma dwóch synów, starszy uzdolniony muzycznie musiał zostawić akordeon w Ukrainie. Opowiedziała o tym gospodyni, u której mieszka. I, tu się głos Ukraince załamał trochę, ta pani w ciągu tygodnia zorganizowała chłopcu instrument. Nie, nie używany, nówka przyjechała z Niemiec. Potem Ukrainka pokazuje w telefonie syna grającego na akordeonie. Naprawdę pięknie gra. I jeszcze toczy się rozmowa o dobroci Polaków, o pogodzie, o dzieciach… ani słowa o wojnie… ani słowa… i w tym wszystkim, w tym opowiadaniu, w tym ukraińskim szczęściu, nawet nie zapytałam, jak jej na imię. Przyjechała z Ustronia odwiedzić tutaj koleżankę. Nie sądzę, bym kiedykolwiek ją jeszcze spotkała. Trochę szkoda.

Tutejsze Ukrainki mają śniadą cerę, czarne włosy. Koleżanka twierdzi, że to ukraińskie Romki. Nieważne, w oczach smutek, niby zainteresowane, ale przygaszone.

We wtorek opowiadały dziewczyny o uchodźcach w innych miejscowościach. Wiadomości od rodziny, znajomych. Wychodzi na to, że w miastach zostali ci bogatsi, pewnie „mieszczuchy”, a na wieś wywędrowali „wiejscy”. A wszyscy mają potrzeby, których nie mogą, nie potrafią zaspokoić. Trzeba pomagać. Jednak z tym pomaganiem jest coraz gorzej. Zaczyna brakować wolontariuszy. Nie ma kto pracować w punktach. Państwo nadal  ma to w nosie. W Jastrzębiu likwiduje się duży punkt, bo tamtejsi wolontariusze nie dają już rady.

No i jeszcze jedna rzecz mnie zdziwiła. Okazało się, że w Jastrzębiu, Ukrainiec, który potrzebuje pomocy, musi zaliczyć MOPS. Dostaje stamtąd karteczkę i dopiero z nią może udać się do punktu pomocy.

I tu się wściekłam- MOPS- instytucja państwowa, narzuca i decyduje, kto z uciekinierów może dostać pomoc w punkcie, którzy utworzyli ludzie, ludzie dobrej woli i gdzie ludzie znoszą rzeczy z własnej chęci. MOPS decyduje o tym, komu ja mogę pomagać? A sam MOPS wydaje tylko karteczki? Jakim prawem? MOPS stwarza trudności, generuje kolejki, rządzi i dzieli, ale nie pomaga. To chore.

Coraz więcej Polaków narzeka na Uchodźców, a oni różnie- jedni chcą jechać dalej, inni wracają, a jeszcze inni powoli zadomawiają się w Polsce. Przeciętni Polacy są już zmęczeni całą sytuacją. Pomogli, ile mieli sił, na ile było ich stać. Końca nie widać. Problem polega głównie na braku mieszkań, braku lokali dla Uchodźców. Rząd tworzy nowe dziady, obiecując, mamiąc, kłamiąc. Co ma zrobić Polak, który użyczył pokoju, mieszkania czy nawet domu na „już”, z myślą, że najwyżej na miesiąc, a tu nagle Ukraińcy chcą pozostać, ale nie mają innego mieszkania? Sytuacja patowa.

Byłam w hurtowni, by kupić żywność dla Uchodźców- tak najtaniej. Zaskoczona patrzyłam na puste miejscami półki i na wysokie ceny. Na hurtowniach teraz ceny są minimalnie niższe, niż w niektórych sklepach. I wybór mały. Trudna rzecz- pomóc na miarę swoich możliwości, a dać potrzebne rzeczy.

Dzisiaj kolejny upalny dzień, deszczu spadło mało, o wiele za mało. Jak to u nas bywa- burze przeszły dołem (Czechy) i górą  (Jastrzębie, Pszczyna) U nas nawet nie zagrzmiało. Susza dalej ma się dobrze.

Przepraszam- wyłączam komentarze. Temat Ukrainy, darów, pomocy jest tak wałkowany, że nie mam już sił czytać różnych argumentów oraz nie mam sił na nie odpowiadać, bo ja jestem ciągle za pomaganiem, za zrozumieniem, współczuję uciekinierom i biorę pod uwagę, że stamtąd uciekli różni ludzie- wygodniccy, roszczeniowi oraz przestępcy również.

Miłego dnia

PS. Kiedy dowiedziałam się, pokazując pierwsze dary dla uchodźców, że jestem hipokrytką, twardo postanowiłam, że będę pokazywać następne, czy to się komuś podoba, czy nie, czy jestem według niektórych hipokrytką, czy nie, czy wyjdę na chwalipiętę, czy nie, - będę zamieszczała to, co darujemy uchodźcom. A reszta przestała mnie obchodzić.

Buty- wydawało by się, że dziwne, np. te z pszczołą, a właśnie te buty, zostały na samym początku przymierzone i zabrane- poparte szczęśliwym uśmiechem na buzi ukraińskiej nastolatki. Potem te różowe tenisówki. Obok pudełek jest bielizna. Dodałyśmy jeszcze dwie torby ciuchów- kupionych, przymierzonych i włożonych do szafy, jako nieudany zakup. Niektóre jeszcze z metkami.


 To zawiozłam we wtorek. Dołożyłam trochę chemii.


Bonus dla cierpliwie czytających. Świat jest nadal piękny:)



Miłego dnia

PS 2

 Jeżeli ktoś jeszcze czyta ten post- wkurwia mnie, że Polki mają za  złe Ukrainkom wypielęgnowane paznokcie, ładny makijaż i dobry ubiór. W komentarzach,

dotyczących Ukrainek przeważnie to wysuwa się na pierwsze miejsce. O…… one nie mogą być zadbane, bo one przecież uciekły przed wojną. One powinny być złachmanione, potargane, bez makijażu i z połamanymi paznokciami. No i koniecznie powinny od razu wziąć się do roboty. Nie będą im przecież Polki „usługiwały”. Cholerny polski narodek nie potrafi zrozumieć, że człowiek ma różne etapy wydolności psychicznej. I nie potrafi zrozumieć, że często, by nie pokazać po sobie załamania (te kobiety mają przy sobie dzieci, które też muszą podtrzymać na duchu), człowiek stara się wyglądać dobrze, zmusza się do uśmiechu, nie pokazuje, co go gnębi. Większość Polaków tak ma, ale przecież nie mogą tak mieć Ukrainki. O nie. One muszą zachowywać się zgodnie ze schematem, wyrobionym w umysłach Polaków- jak wojna, to tragiczny wygląd, to szloch nieopanowany, to załamka na całej linii, deprecha. To musi być na zewnątrz u Ukrainek, bo Polak musi poczuć się super bohaterem, który pomaga i podpiera. Dobry wygląd Ukrainek, budzi w kobietach polskich złość, odbiera im poczucie misji, wywołuje „kompleksy” – one takie piękne, a ja zapracowana jak łachmaniara, szara, bura, bez uśmiechu. I te komentujące Polki jakby nie zdawały sobie sprawy, że właśnie tworzą nagonkę na uciekinierów, wzmacniają ją opisami uchodźców z własnego podwórka- opisy dotyczące rzekomej  „roszczeniowości” Ukraińców. Niedobrze się robi- mądre skądinąd  kobiety, piszą tak, jakby nie chciały zrozumieć sytuacji tych ludzi, jakby nie wiedziały, że sytuacja każdej osoby jest inna, że charakter każdej osoby jest inny, że trzeba czasu, by to wszystko poukładać, ułagodzić.

Czytam takie komentarze i jestem zażenowania niskim poziomem zrozumienia, bo nie powiem empatii. Wychodzi jak zawsze- „Jak nie toczy się po mojej myśli, to  wszystko jest BE, czyli moja racja najmojsza, moja sytuacja najtragiczniejsza, a wszystko inne robi mi na złość i wysysa ze mnie moje siły- cały świat się na mnie uwziął”.

Już zapomniano, jak przed pandemią to właśnie Ukrainki przyjeżdżały tutaj do Polski by sprzątać  Polakom? By Polakom podcierać tyłki w domach pomocy, by zatrudniać się na najniżej płatnych stanowiskach, byle pracować? Zapomniało się, że Ukraińcy przyjeżdżali do pracy i brali każdą, by pracować i zarabiać na rodzinę w Ukrainie?  

 

Zarzuca się, że Ukrainki nie nauczyły się jeszcze mówić po polsku, a ja się pytam, która z komentującycn nauczyła się języka obcego w ciągu dwóch miesięcy? Pracując, albo nie i w warunkach odbiegających od ich domowych? Dlaczego nie mówicie w języku obcym płynnie, kiedy pierwszy raz jesteście w obcym kraju? Bo często macie zahamowania. No, ale Ukrainki nie mogą ich mieć przecież, one nie. To że dzieci nauczyły się ogólnych zwrotów to oczywiste- dzieci szybciej łapią język no i uczą się go teraz na bieżąco w szkole.

Zarzuca się Ukrainkom lenistwo

i roszczeniowość? Szkoda gadać .                      

                                                                                 

 

 

poniedziałek, maja 02, 2022

Oooooo... ja cierpię dolę- przetrzepywanie duszy, czyli następna porcja rozmyślań o pomaganiu.



Za każdym razem, kiedy piszę posty w takim stylu, marzy mi się, by moje słowa odczytywano wprost, bez żadnych podtekstów i by odbierano treść taką, jaka jest, bez doszukiwania się ukrytych sensów.

Przypadkiem weszłam na nieznany mi blog i tam przeczytałam, że ludzie teraz pomagają Ukraińcom, a wystarczy popatrzeć jakimi full- wypas samochodami ci Ukraińcy przyjechali. I dyskusja, że pomagający to naiwniacy, głupole, dają się nabierać i w ten deseń. Takich wpisów jest mnóstwo też w komentarzach na lokalnych portalach. I przypomniało mi się, jak nazwano mnie hipokrytką, bo pochwaliłam się na blogu darami, jakie zawieźliśmy dla Ukraińców, którzy uciekli spod bomb. Pomyślałam sobie- ludzie, co z Wami jest nie tak, że tak piszecie, że macie pomagającym coś za złe, że nie potraficie zmilczeć, jak już nie potraficie docenić.

Nie wchodzę w to, czy tamci i inni pomagają, ale źle się czyta takie słowa.

Ludzie wspierają tych, którzy utrzymują stada kotów, bo te zwierzaki tego potrzebują, wspierają schroniska dla psów oraz innych zwierząt biednych, porzuconych, zaniedbanych. Na blogach, co i rusz, są aukcje różnych robótek, rysunków, by dofinansować jedzenie kotom, psom, chorym dzieciom, chorym dorosłym, a tu nagle, gdy ktoś pokazuje na bogu np. ja- dary dla uchodźców, robi się szum i przypina się łatę hipokrytów. Czy to właśnie nie jest obłuda- chwalić jednych pomagających, a wyśmiewać i deprecjonować tych, co pomagają Ukraińcom? Że chwalę się? Pomyłka, pokazuję, a że ktoś dopisuje sobie interpretację- chwali się- to jego sprawa. Boli czy co? Czy my robimy coś złego, coś niewłaściwego, że trzeba nas za to krytykować? I NIE, nie uważam, że trzeba siedzieć cichutko i robić swoje, to nie ten rodzaj skromności. Skromna to ja mogę być przy stole i tylko słuchać, co inni mówią. Skromna to ja mogę być nie „strzelając po oczach” swoimi ciuchami, samochodem, czy domem. Ale o pomocy innym należy mówić i tyle. Nawet nie czuję powodu oraz potrzeby tego ostatniego uzasadniać.

Zauważyliście, że w starych pokoleniach dominuje przeświadczenie, iż człowiek, a zwłaszcza kobieta, powinni być skromni? Ano właśnie- masz być skromna, nie chwalić się, nie podkreślać swoich zasług, swoich osiągnięć, swojej urody, talentów.  „Siedź w kącie, a znajdą cię”- stara, durna maksyma, która niejednej, niejednemu zepsuła życie. Całe szczęście, że młode pokolenia uczą się asertywności i umiejętności „sprzedawania siebie” oraz, co najważniejsze, nie widzą nic złego w tym, że ktoś mówi (nie, nie chwali się- mówi) o swoich zasługach, talentach, osiągnięciach. To tylko stare pryki ciągle gadają o tej skromności, a… i o fałszywej skromności- śmiechu warte i tyle.

I nie ja sama tutaj pomagam, ale my tu wszyscy- Jaskół, Młodzi- to jest wspólna decyzja i wspólna pomoc.

Błędne jest też mniemanie, iż siedzimy na pieniądzach, to mamy z czego czerpać środki na pomoc. Mam w Bonprixie i w Born2be duże zniżki na ciuchy i teraz to wykorzystuję. Szukam tam przecen i po dodaniu bonusów, ciuszek wychodzi np. po 30 zeta. Staram się kupować takie rzeczy, które sama chętnie nosiłabym. Tak samo robię w „Moraju”. Prowadzimy sklep ze „spożywką”, dlatego kupujemy ją w hurtowniach. I tu też kupujemy zgrzewki po cenach hurtowych. Koleżanka ostatnio kupiła dla Ukraińców (a nie przelewa się jej w domu) makaron w Biedronce za 3 złote. Zresztą czytałam kiedyś rady wolontariuszy, że należy kupować jedzenie, ciuchy, kosmetyki, z niższej półki, po niższych cenach (co nie znaczy badziewie), bo można więcej uchodźców obdarować. Dlatego możemy, właśnie w ten sposób, pomagać. 

 Nie piszę tego, by się tłumaczyć, ale czuję, że są osoby, które zastanawiają się, skąd mamy środki na taką pomoc. No to wyjaśniłam i tyle.

Nikt nie musi pomagać, nikt nikogo do tego siłą nie ciągnie- nie masz, nie pomagasz. Dla mnie jest to oczywiste. My możemy, pomagamy.

Ludzie, jak słyszą „pomoc”, najczęściej kojarzą to z pieniądzem. Wpadają w popłoch, chcieliby, ale nie mają i wycofują się. Pół biedy, kiedy stwierdzają, iż nie mogą w żaden sposób pomóc i zamykają sprawę, ale są tacy, którzy pod wpływem jakichś sobie znanych uczuć, zaczynają mącić, judzić przeciw tym, co pomagają. No i z takim zjawiskiem spotykam się na blogach.

Uważam, że każdy ma jakieś możliwości, jeśli tylko chce. Czasem jest to pieniądz, czasem rzecz, czasem pomoc fizyczna, a czasem potrzymanie za rękę i kojące słowa. I nie musi to być ciągła pomoc. Pomogłam, uważam, że wystarczy, przestaję. Nie masz potrzeby- nie mów o tym, chcesz- opowiedz wszystkim. To dobre, co robisz i nie ma nic wspólnego z wywyższaniem się, „bo ja mogę, to wam pokażę, na co mnie stać maluczcy ludkowie”. Ktoś, kto tak odbiera pomagających, ma jakieś kompleksy i nie po drodze ze sobą. Oczywiście, każdy sobie może myśleć o innych, co chce, chodzi o motywacje takiego myślenia i o praprzyczynę, a te już nie są obojętne- przynajmniej u tego kogoś, co to ma ludziom za złe, bo czynią dla innych dobro. Należy starać się, by taki ktoś nie zdominował dyskusji i by nie narzucił innym swojej paskudnej narracji.

 Lubię czytać o tym, że ktoś pomaga. Rośnie we mnie poczucie, iż dobrych ludzi nie brakuje. Tak, tak, wiem, podchodzę egoistycznie- poprawiam sobie nastrój. Hipokrytka?  Bo czuję się fajnie, czytając o dobrych rzeczach? I o takich fajnych sytuacjach? Ktoś chciał mi dociąć, zalazł za skórę, trochę mierzwiło, a teraz już tylko bawi. Oby więcej takich hipokrytów po świecie chodziło, a byłby on lepszy. O wiele lepszy. A te osoby osiągnęły skutek odwrotny do zamierzonego- mam ochotę więcej pomagać.

Pomagamy różnie. To nie jest tak, że ta pomoc się spiętrza i wymaga od nas poświęceń. To jest rozłożone w czasie i pomagamy tylko wtedy, kiedy widzimy sens oraz, po prostu, nie mamy uszczerbku w naszym budżecie. A że zawsze coś się po drodze znajdzie, to trochę się tego nazbierało. Sponsorujemy tutejszą OSP. Od kilku lat pomagaliśmy finansowo dwom fundacjom, wspierającym chore dzieci. Za każdym razem, po telefonie, wpłacaliśmy po 30 złotych- kwota nieduża, nam nie ubyło, a jakaś cząstkowa pomoc była. Ale ostatnio jedna z fundacji zaczęła dzwonić co miesiąc. Parę razy wpłaciliśmy. Ostatnio w styczniu, a  tu w lutym telefon- oczywiście najpierw opis chorego dziecka, co sprawia mi przykrość, bo nie muszą mi mówić, że takie dziecko potrzebuje. Mówię pani, że wpłaciliśmy w styczniu i na razie wystarczy. Usłyszałam oburzony, podniesiony głos:

- Ależ proszę pani, jest nowy miesiąc i…..- tu jej przerwałam:

- Przepraszam, ale my nie płacimy fundacji abonamentu, prawda?- wyłączyłam telefon. Cały dzień chodziłam z wielkim wyrzutem, że tam dziecko potrzebuje, a ja skąpiradło jestem i nie dałam. Mam też mieszane odczucia, jeżeli chodzi o takie fundacje. Przysyłają multum druków kolorowych i na świetnym papierze, a ostatnio wkładają do koperty lizaki. No sorry, przecież to kosztuje. Zamiast płacić za takie bzdety, te pieniądze mogłyby iść na chore dzieci. Za każdym razem, kiedy dostaję taki „Pakiet” rośnie we mnie bunt- płacę na dziecko, a nie za papierki.

 Kiedy odwożę do punktu dary dla Ukraińców, pytam, co potrzeba. Wychodzę załamana, potrzeb jest strasznie dużo. Ostatnio widziałam tam Ukrainki, które przyszły po rzeczy. Ciche, trochę się śmiały, coś do siebie mówiły. Kiedy wychodziły, popatrzyły na mnie, w ich oczach był straszny smutek, mimo uśmiechu. Ubrane w dresy, żadnych wystrzałów, bez makijażu, przygnębione. Jedna z nich miała rodzić (chyba już urodziła) i wolontariuszki zastanawiały się skąd wózek, i w ogóle całą wyprawkę, zdobyć. Punkt prowadzą dwie nauczycielki w ramach wolontariatu. Odbierają raz w tygodniu przyniesione dary (późnym popołudniem). Podziwiam je. Pytałam, czy trzeba przyjść, pomóc, ale na razie sobie radzą. Jedna z nich opowiadała, że jej rodzice odstąpili parter domu rodzinie z Ukrainy. I nijak ta rodzina „nie pozwala’ sobie pomóc. Tyle, że pomogli pani znaleźć pracę- zaczęła zarabiać na życie, ale to przecież ciągle mało.

 Planujemy z Jaskółem wydrukować książeczki (link na pasku z prawej strony). Na razie zastanawiamy się czy taniej na drukarce, czy w drukarni, gdzie drukujemy wizytówki. Dzieci ukraińskich, do lat 10., jest trochę, pewnie ucieszyłyby je takie książeczki.

A w ogóle to miałam pisać o maju, ogrodzie, ale jeszcze przedtem o Fundacji „Ocalenie”, w której byliśmy z Jaskółem w styczniu i zawieźliśmy zwierzętom trochę rzeczy oraz jedzenie.

Zawsze tak jest, że kiedy chcę opisać jakieś zdarzenie, natychmiast zaczynają się przemyślenia „dookoła”. I tak tworzę posty- puszczam pranie, obracam myślami, idę do kompa- zapisuję, zamiatam- przychodzi myśl, zdanie, idę do kompa- zapisuje, siedzę na grządkach i odchwaszczam, podnoszę się idę do kompa- zapisuję to, co przemyślałam. I taka radosna twórczość odchodzi na okrągło, a zaległości w postach zaplanowanych, spiętrzają się i narastają  w postępie geometrycznym.

Potem nagle cały post wydaje mi się bezsensowny, zaczynam mieć obawy, że czytający moje słowa, opacznie je zrozumieją, że znowu zrobi się zadyma, że mnie oczernią jakieś wredy, bo nie zechce im się pomyśleć i przekręcą moje słowa…

Jedne ”wypociny” lecą w luft, inne z obawą wklejam. No, niestety nie potrafię poprzestać na bezpiecznych postach ogrodowych. To nie jest moja natura, by wszystko pokazywać i omawiać „ślicznie oraz apetycznie”.

Miłego dnia