Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 08, 2022

Bez kaliny nie ma Ukrainy.

 


Oficjalne wideo do „Hey Hey Rise Up”, 
nowej zbiórki pieniędzy Pink Floyd na Ukrainie z udziałem Andrija Khlyvnyuka z Boombox.

 

„Jej czerwone owoce symbolizują żar miłości. Bez kaliny nie ma Ukrainy

Białe kwiaty kaliny symbolizują czystość, zielone liście żywotność ukraińskiego ludu, a czerwone pestkowce żar miłości. Do dziś praktykuje się zwyczaj przytulania do matki-kaliny w chwilach rozpaczy i lęku.

Wierzba i kalina występują razem nie tylko w pieśniach i wyszywankach. Także w przyrodzie te dwa rodzaje roślin spotkać można razem, nierzadko w towarzystwie dwu następnych świętych drzew Ukrainy: topoli i dębu. Wszystkie one współtworzą lasy łęgowe, typowe dla dolin rzecznych. Nierzadko są to jedyne rośliny drzewiaste rosnące bez pomocy człowieka w strefie stepów.


Zielony symbol ognistej Trójcy

Trzy wyraziste kolory (zieleń liści, biel kwiecia i czerwień owoców) oraz trójklapowe liście, podobne nieco do tryzuba, o ostrzach szerokich jak Dniepr na wiosnę, sprawiały, że kalinę łączono z triadami bóstw. Dla Słowian były to Słońce, Księżyc i Gwiazdy albo Niebo (Wiatr), Woda i Ogień.

Wiele roślin pochwalić się może owocami w jaskrawych odcieniach oranżu lub amarantu, lecz tylko u kaliny koralowej Viburnum opulus lśnią one jak łzy albo prześwitują niczym szklane paciorki. Teoretycznie mają wiele amatorek od jemiołuszek i srok począwszy na kunach skończywszy. W praktyce jednak urodę zachowują równie długo jak ohydny smak. Nad Wilgą wisiały w tym roku w najlepsze do połowy marca. Dla wiosennego efektu wow! warto zestawić kalinę z innymi krzaczastym symbolem Ukrainy: dereniem jadalnym Cornus mas. Rozkwita on wówczas, gdy opadają ostatnie korale kalin, a ma tę przewagę nad forsycją i oczarem, że rodzi niezłe owoce.

Korale kaliny na nieregularne miesiączki

Korale kaliny zdobią weselny bochen (korowaj) i wieniec panny młodej. Dla Słowian wschodnich były panaceum na wszelkie kobiece dolegliwości, od nieregularnych miesiączek i zagrożonych ciąż po zbyt rozbuchaną menopauzę. Również w Polsce były symbolem walki z wykluczeniem menstruacyjnym. Także kora, kwiaty, liście i młode pędy znajdowały wiele zastosowań w ludowym lecznictwie.

Skąd się wzięła nazwa kalina

Nazwę kaliny objaśniano wielorako. Uważano ją za wspólny wszystkim Słowianom rzeczownik, od początku odnoszący się do V. opulus. Rdzeń „kal/kał" miałby się wtedy odnosić do mokradeł albo do niemiłego zapachu świeżych owoców, podobnego nieco do ludzkich odchodów. Rozmiłowani w grece prawosławni mnisi widzieli w niej żeńską wersję greckiego imienia Kalinik.

Ukraińskie babki wiedziały jednak swoje: krzak kaliny był początkowo piękną i silną mołodycią, zwaną oczywiście Kalyną. Dzielne to dziewczę ocaliło swoją słobodę podczas najazdu Tatarów/Lachów/niepotrzebne skreślić. Wyprowadziło okupantów w pole, a dokładniej na grzęzawisko, gdzie wszyscy potonęli. Niestety, zdążyli ją wcześniej zamordować. Z jej krwi i łez wyrósł imponujący tempem wzrostu oraz urodą krzew. Jego białe kwiaty symbolizują czystość, zielone liście żywotność ukraińskiego ludu, a czerwone pestkowce żar miłości.

Do dziś praktykuje się zwyczaj przytulania do matki-kaliny w chwilach rozpaczy i lęku. Tych na skrwawionych ziemiach Ukrainy było zawsze aż nadto, toteż kalinę sadzono obok chałupy, by jej daleko nie szukać. Gwarantowała też wieczny odpoczynek zmarłym nagłą a niespodziewaną śmiercią, toteż często zdobiła kurhany kozaków i czumaków, zagrożonych przemianą w upiory. Mężczyźni tulenie kaliny rozumieli bardziej metaforycznie: jako wymianę partnerki na młodszą.

Inną wersję narodzin kaliny-Kalyny przedstawiali niektórzy wołchwowie i charakternicy. Ich zdaniem była jedną z pierwszych istot żywych na świecie, pozostającą w bliskim kontakcie z Krasnym Słoneczkiem-Kołomirem-Kalem, pierwszym poruszycielem, obracającym kołem roku niczym lirnik korbą liry. (…)”

https://www.wysokieobcasy.pl/Instytut/7,175750,28263019,bez-wierzby-i-kaliny-nie-ma-ukrainy.html

Hafty ukraińskie


 

Zdjęcia z Internetu



 

 

czwartek, marca 03, 2022

W poszukiwaniu sensu

To całe blogowanie, komentowanie jest czasami bez sensu. Ludzie mi wmawiają, że lepiej wiedzą jaka jestem, oczywiście wymieniają tylko te złe cechy, inni  dobrze wiedzą  (miłosiernie przestrzegają), jak na moje słowa zareagują koleżanki na blogach, jeszcze inne piszą, że jestem nieuczciwa, bo nie dopuszczam do głosu kogoś, a nie widzą, że ten ktoś uprawia bandyterkę wobec mnie….

Już nie wspomnę o tych komentarzach, które przytoczyłam, dotyczących ludzi pomagającym Ukraińcom.

Jeszcze inni starają się zwekslować całą dyskusję na podkreślenie mojego czarnego charakteru, nie patrząc na to, jakie jest prawdziwe sedno mojego posta.

Wy anonimy, sprytnie podpisujące się damskimi imionami, darujcie sobie. Jeżeli nie czujecie się na siłach zrozumieć sensu wypowiedzi, bo nie ogarniacie, to nie przypisujcie mnie  swoich negatywnych  cech charakteru.

I wykażcie się konsekwencją, kiedy piszecie, że boicie się mnie, nie chciałybyście mnie spotkać na swojej drodze- nie właźcie zatem na mój blog. Nie jesteście tu pierwszy raz, to się da wyczuć, po tych pewnikach w waszych wypowiedziach na mój temat.

A te, które są zawiedzione, iż nie pozwoliłam gwiazdeczce wypowiadać się dalej w tamtym poście, uspokajam- idźcie sobie na jej zaprzyjaźnione blogi i tam przeczytacie to, czego nie pozwoliłam jej u siebie zamieścić.

Wszystkich ludzi dobrej woli przepraszam- na razie wyłączam komentarze.

Wybaczcie, ale nie będzie mnie jakiś czas na Waszych blogach,

Mam przesyt, muszę przemyśleć, złapać oddech.

Zapraszam na mój drugi blog, tam też jest Jaskółka, ta sama Jaskółka.

Okładka szokująca, ale muza spokojna, wyciszająca. 


Miłego dnia.

P.S. Byłabym niewdzięcznicą, gdyby nie napisała, że doceniam wszystkie fajne, obiektywne i wyważone komentarze- dzięki.

 



poniedziałek, stycznia 24, 2022

Ooooo, ja cierpię dolę 1 (Recepta)*

 

Dzwonię do ośrodka zdrowia w tutejszej wsi, ponieważ skończyły się Jaskółowi lekarstwa, potrzebna mu nowa recepta.

Odsłuchałam katarynkę o nagrywaniu, potem przez trzy minuty sygnał łączenia- jest… Przedstawiam się i mówię, że chciałabym receptę dla męża na następne tabletki.

- Niestety, nie zapisujemy zapotrzebowań na receptę. Musi pani osobiście przyjść i wrzucić karteczkę do skrzynki przy drzwiach.

- No dobrze, ale dotychczas mimo tej skrzynki, można było uzyskać receptę telefonicznie. Dzwonię, pani zapisuje i po sprawie- mówię.

- Ale teraz musi pani przyjść z karteczką osobiście- nie ustępuje rejestratorka.

-  W czym problem, przecież rozmawiamy, podam nazwę lekarstwa, pani zapisze na karteczce i poda lekarzowi.- jestem zdziwiona, bo wydawało mi się, że kiedy znów szaleje pandemia, lepiej do ośrodka niepotrzebnie nie chodzić.

- Nie mogę tego zrobić, bo lekarze denerwują się, że nieczytelne są nazwy lekarstw i nie wiadomo o jakie chodzi.- pani jest nieugięta. Aż się mi ciśnie uwaga, że może napisać czytelnie, wręcz drukowanymi wielkimi literami. Nadal nie widzę problemu.

- Ale to lekarstwo jest już w kartotece, chodzi o następne opakowania- dalej próbuję- Lekarz wypisze, wklepie kod w komputer i my tu sobie ten kod odbierzemy na aplikacji- podsuwam jej szybkie rozwiązanie.

- Pani musi, wie pani, napisać nazwę na karteczce, przyjść do ośrodka, wie pani, przy wejściu jest taka skrzynka, pani tę karteczkę do niej wrzuci- rejestratorka a’piać swoje.

- Naprawdę pani nie może tego napisać i podać lekarzowi?- jestem coraz bardziej zdziwiona

- Nie mogę, teraz tylko wrzuca się karteczki do skrzynki, bo pacjenci się skarżą, że  ludzie dzwonią, linia jest zablokowana i nie mogą dodzwonić się do rejestracji, wie pani…

Zamurowało mnie, przecież dzwoniłam jako pacjent, a nie kuma na towarzyskie ploteczki. Ale tego już nie powiedziałam, bo uświadomiłam sobie absurd całej sytuacji.

Rozmowa, w takim stylu, trwała ponad 10 minut, z łączeniem 15 minut. Pani, co najmniej, pięć razy napisałaby nazwę leku, a ja nie musiałabym ganiać ekstra do ośrodka z karteczkami .

I nie poleciałam. Jaskół zadzwonił do lekarza specjalisty, od którego miał pierwszą receptę. Rejestratorka zapisała nazwę leku- przedtem zajrzała do kartoteki i upewniła się czy jest właściwy i wieczorem mieliśmy kod recepty w aplikacji telefonicznej.

Dwie przychodnie, dwa światy.


 * Tytuł należy czytać jednym tchem:):)

Można "cierpieć" z różnych przyczyn, mnie "cierpienie" sprawiają absurdy oraz "oporna materia" życia codziennego. Mam zamiar je spisywać. Może kiedyś  nie będzie przerażonego, zdziwionego, zaskoczonego, niedowierzającego "jaciepierdolę", a kupa śmiechu?

 

poniedziałek, listopada 08, 2021

50 lat temu

 Było to ósmego listopada 1971 roku.

"Tego dnia ukazała się czwarta płyta długogrająca Led Zeppelin z piosenką "Stairway to Heaven" ("Schody do nieba"), którą wielu uważa za rockowy utwór wszech czasów, klejnot muzyki rozrywkowej. Kompozycja wokalisty Roberta Planta i gitarzysty Jimmy’ego Page’a to akustyczna ballada, piosenka i ostry rock and roll w jednym. - Połączyłem w całość kilka fragmentów, które powstały osobno. A jedno z kluczowych założeń było takie, że tempo ma cały czas, od początku do końca, rosnąć - opowiadał Page. Recenzent "Rolling Stone" pisał, że to utwór nieśmiały i poetycki, a "New York Times" zauważył, że "w tym heavymetalowym bałaganie jest wielka sztuka". Utwór nigdy nie został wydany na singlu."

 

https://wyborcza.pl/alehistoria/7,162090,24141038,8-listopada-stairway-to-heaven-led-zeppelin-rockowy-utwor.html


50 lat temu rozpoczęłam naukę w LO o profilu sportowym. 

I przebój, i ja, mamy się dobrze.

piątek, listopada 20, 2020

Oooooo.... ja cierpie dolę, czyli o wróbelku, co to miał jedną nóżkę bardziej

 

Już mi tak zszargano opinię w bogosferze, że jest mi wszystko jedno, co kto sobie pomyśli po przeczytaniu tego posta. Może też lecieć po Necie fama, że lubię jakieś wojenki blogowe ( co to w ogóle za dziwaczny zwrot?) a to akurat nie jest prawdą, już mi to też, mówiąc kolokwialnie, powiewa. Zrobiono mi taką opinię (oczerniając mnie), iż mogę się nie obawiać konkurencji pod tytułem „największa wreda w Internecie”, pisząc wszystko bez ogródek. 

I nie jestem obłudna- tak, napisałam to, co myślę o innych (nawiasem mówiąc, post o prostakach miał innego adresata, hallo, koleżanki, nie jesteście same w Necie), ale to koleżanka (skleroza? Czyżby zapomniała?) pierwsza weszła na mój blog i obrażając mnie, próbowała dyktować mi, co mam na swoim blogu robić. 

I nie latam po blogach obłudnie  mówiąc- nie lubię wojenek blogowych, ale wicie- rozumicie, nie chcem, ale muszem (tajoj, taś, taś), i pisze trzy posty oczerniające mnie. Ach, nie, jeden napisała druga koleżanka. Swój grajdoł zamknęła, ale od czego są koleżaneczki, udostępniające swoje blogi. Dzięki ci o pani za tę epistołę pod moim adresem. Cóż za wysiłek, co za poświęcenie czasu. Doceniam, doceniam, szkoda tylko, że post zawiera tyle przekłamań. No cóż „papier wszystko zniesie”, a kto sprawdzi, czy to jest prawda? 

I to, że koleżanko długo blogujesz i nigdy nic ci nie zarzucono, to nie znaczy, że nie wcinałaś się blogierom między wódkę i zakąskę. Po prostu pozwalali ci na to, a ja nie pozwoliłam i to jest cała prawda o twoim pokojowym blogowaniu.  Uraza majestatu i dalej zaszczuwać Jaskółkę, i chodzić po blogach z durnymi tłumaczeniami- ja nie, ja nie chciałam, tyle lat ja....

Dla mnie: „nie chcę”, znaczy dokładnie „nie chcę” i nie robię wtedy nic w danym kierunku. Dla innych „nie chcę” widocznie oznacza dokładnie coś odwrotnego.

 

Nie lubię niedomówień, dlatego postanowiłam wyjaśnić pewną rzecz, bo powiem szczerze, zszokowało mnie dziwne stawianie sprawy, dotyczące usuwania przeze mnie postów.

Jestem inwigilowana? (fuj, co za słowo, ale ono mi tutaj akurat pasuje), kontrolowana? sprawdzana? tutaj (chociaż wielu gada: nie- tam ja nie zaglądam, a po twoich wpisach to w ogóle- po czym leci czytać, co ta wreda napisała takiego obrzydliwego, dzięki koleżanki, bo po waszych paszkwilanckich wpisach, licznik wejść oszalał, co mi też wisi, bo nie robię zawodów na popularność bloga).

Tak dogłębnie „sprawdza się” moje posty, że nawet kopiuje się ich treść. No, a potem wstawia się je, wyrwane z kontekstu. Szkoda, że autorka tych „cytatów” nie skopiowała całego posta z wszystkimi komentarzami, wszak były i takie (i to nie moje), które się z jej zdaniem nie zgadzały. Tak, sprawdza się, czy aby któregoś posta nie usunęłam, a i być może coś w nich edytowałam. Doprawdy? Jest to takie ważne? I dlaczego? Boicie się coś przeoczyć, coś na moją niekorzyść? Jedna specjalnie poleciała na mój blog sprawdzić, czy jeszcze o doktoracie wiszą, ach jeszcze wisiały i to nawet nie edytowane. Co za rozczarowanie. Przykro mi. I czemu to ma służyć? Dalszemu gnojeniu mnie na waszym blogu? Taki „bal na gnojnej”:- bawimy się, kosztem Jaskółki, kapela gra. Życz a będzie ci życzone, no to wesołych świąt, Alleluja i do przodu. Bawcie się dobrze.

A samo stwierdzenie, że „tchórzliwie” usunęłam post, czy nie zakrawa na paranoję? Tchórzliwie? A dlaczego nie normalnie? Tchórzliwie, bo co? Bo nie mam prawa normalnie posta na swoim blogu usunąć? A że on komuś nie pasował, czy był czegoś dowodem (mojego złego charakteru, rzekomo)? No i co z tego- „Nie mam pańskiego płaszcza” i „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”

Czyżby znowu zagrała tutaj u kogoś reguła taka, jak u wróbelka, że „moja nóżka bardziej”?

 

Ale

Tak, usuwam posty i robię to od początku, odkąd prowadzę blogi, czyli od 13 lat. Nie ma tu żadnej tajemnicy ani spisków. Nigdy tego nie ukrywałam i jestem zdziwiona „zdziwieniem”. Na myśl mi nie przyszło, że może to komuś przeszkadzać. 

Ach, no przecież, miałam to ogłosić na wstępie, żeby każdy o tym wiedział, a szczególnie koleżanka. Ups, pardon, takie małe moje zaniedbanie, madam wybaczy.

Koleżanko G. nie przypominam sobie, bym napisała jakiś post na twój temat (nawet cię nie kojarzę z żadnym postem, ani osobą), ale teraz to takie wygodne napisać- o mnie post też usunęła. Teraz to można wszystkie psy na Jaskółce wieszać, kto to sprawdzi?

 I śmieszy mnie doszukiwanie się w tym wycinaniu postów na moim blogu cudów-wianków, kiedy prawda jest prozaiczna do bólu

Dosyć często robię porządki- usuwam posty, w których zamieszczone piosenki YT zawiesił, usunęłam posty „robótkowe”, usunęłam i inne, które uważałam za zbyt osobiste, albo dawno spełniły swoją rolę. Ostatnio też zrobiłam porządki i usunęłam, między innymi, post, o który szanowna koleżanka ma pretensje (czyż to nie jest ingerencja- co koleżanka bardzo lubi czynić- w prawa gospodarza bloga do usuwania postów?). A w zasadzie post sam wyleciał w luft, bo ten cholerny nowy interfejs, zadecydował tym razem za mnie. Rozstałam się z nim bez żalu, ale inni, jak widać, zapłakali nad stratą.

I tak, usunęłam posty o robieniu doktoratu. Prawdziwy „doktorat” o pisaniu doktoratu. Po co mam wkurzać nimi ludzi. Sory, za ograniczenie rozrywki i potencjalne rozczarowanie lecących tu czytać paskudztwa w wykonaniu Jaskółki.

Jednak nie wiem, czy znowu nie odezwie się gremialne- o usunęła posty (w podtekście jakieś dowody na coś). A może i one zostały skopiowane? No to bez krempacji kochane, wklejcie sobie na pamiątkę i delektujcie się nimi do utraty tchu.

Ciągle jednak nie rozumiem, dlaczego nie mogę na swoim blogu robić tego, co chcę, bez wywoływania oburzenia. Dlaczego porządki, jakie robię, co jakiś czas, na swoim blogu od 13 lat, tak bulwersują innych. 

Komentarze? Oburzenie, bo ukryłam i nie pozwalam komentować, a przecież tam była moja najmojsza racja. Czy to tak trudno zrozumieć, że ucinając komentowanie, ucięłam równocześnie wszelkie przecierki? 

Oburzenie, że prewencyjnie? A dlaczego by nie? Oburzenie, że chronię przed komentującymi? A dlaczego by nie? Tak trudno zrozumieć, że ja sobie pewnych rzeczy na swoim blogu nie życzę? Ale nie, trzeba od razu robić z tego aferę i potem każdy mój wpis śledzić, bo a nuż Jaskółka się „potknie” (choćby to, że mogła edytować posty o doktoracie- jaka frajda wkleić tekst bez edycji i udowodnić, że Jaskółka ”tchórzliwie” wycięła) i będzie można drzeć z niej pióra.

Cenię tych blogerów, którzy bez szemrania akceptują reguły, wprowadzone przez  gospodarza na jego blogu, natomiast ci, którzy chcieliby rządzić według swoich reguł na cudzych blogach, sami sobie wystawiają świadectwo.

Szczerze podziwiam was, koleżanki, za tak zmasowany atak. W kupie, nomen omen, siła. Naprawdę, trzeba mieć niezwykłe talenty do przeprowadzenia takich akcji. Jednak przeżyłam ten atak i to w bardzo dobrej kondycji. Okazało się, że jestem bardziej twarda niż osławione żelki z „Biedronki”. Następnym razem musicie się jeszcze bardziej postarać.

I jeszcze jedno, ktoś, kto podaje pełny nick w poście, obrażającym tę osobę, przekracza wszelkie granice etyki blogowej. Tego się po prostu nie robi. Nawet w najbardziej zjadliwych moich postach, nie podałam żadnego nicka ani bloga.

I to by było na tyle na temat wycinania.

 

PS. Wszystkie zaimki świadomie napisałam małą literą.

Być może i ten post wyleci, po jakimś czasie, w powietrze, jeżeli uznam, że nic tu po nim. Niech koleżanki nie zapomną go skopiować, albo, wiecie co? Zróbcie sobie listę moich postów, to będziecie doskonale wiedziały, z którymi zrobiłam porządek.

Mój blog, moje prawa.

Wszystkim czytającym moje posty, życzę nieustającego dobrego zdrowia.


 

 

wtorek, października 06, 2020

Spór o riff

 "Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odmówił podjęcia postępowania w sprawie rzekomego plagiatu w piosence "Stairway to Heaven" legendarnego brytyjskiego zespołu Led Zeppelin. Oznacza to, że ​​decyzja sądu apelacyjnego z marca 2020 roku na korzyść grupy pozostanie w mocy.

Gitarzysta Led Zeppelin Jimmy Page oraz wokalista tego zespołu Robert Plant byli oskarżani o to, że skopiowali riff z instrumentalnego utworu "Taurus" amerykańskiego zespołu Spirit, napisanego przez Randy'ego Wolfe'a w 1967 roku.

 


 Wolfe, który występował jako Randy California, zmarł w 1997 roku, a sprawa została wniesiona w 2014 roku przez jego fundusz powierniczy.

 

Proces rozpoczął się w 2016 roku i, jak pisze agencja Reutera, był jednym z najpilniej obserwowanych dotyczących praw autorskich w branży muzycznej.

Jimmy Page zeznał w 2016 roku, że pierwszy raz usłyszał utwór "Taurus" dwa lata wcześniej, mimo że - jak wspominał w 1996 roku Wolfe - Led Zeppelin był supportem Spirit podczas trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych w 1968 roku.

Przysięgli ostatecznie uznali, że Page i Plant mieli co prawda dostęp do "Taurusa", ale riff, o którego kradzież byli oskarżeni, nie był samoistnie podobny do początku "Stairway to Heaven" z 1971 roku. Na początku tego roku sąd apelacyjny utrzymał w mocy pierwotny wyrok."

Źródło:https://tvn24.pl/swiat/stairway-to-heaven-led-zeppelin-plagiatem-jest-decyzja-sadu-4712099
 

sobota, października 03, 2020

Bo

 


"Ludzie są dziwni gdy jesteś inny

Twarze są wstrętne gdy jesteś sam

Kobiety wydają się nieznośne gdy jesteś niechciany

 Ulice są nierówne gdy jesteś przybity

 

Gdy jesteś inny

 twarze wyłaniają się z deszczu

 Gdy jesteś inny

nikt nie pamięta twojego imienia

Gdy jesteś inny

Gdy jesteś inny

Gdy jesteś inny ..."

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,the_doors,people_are_strange.html

 I tyle....

 

 

środa, sierpnia 19, 2020

"O jeden zmarnowany zachód słońca za dużo..."


Tyle było już pięknych zachodów słońca, a ja nie zdążyłam uwiecznić nawet połowy z nich. Za szybko przemijają. Szkoda.
Taki mam wieczorny widok z dużego tarasu- na ogród siostry




A taki na wieczorne lipy z tarasu wschodniego

I jeszcze na południowy zachód, na dole ogrodu







sobota, maja 30, 2020

Głupi Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.



Rząd luzuje obostrzenia. Można robić wesela, można iść na plac zabaw, a przede wszystkim, nie trzeba nosić maseczek w przestrzeni otwartej.
Wesela- knajpa, „dworek”, dom weselny- przestrzeń zamknięta. Dopuszczalna liczba weselników- 150 osób. Właśnie! W przestrzeniach zamkniętych nadal obowiązuje nakaz noszenia maseczek. Jednak ten zakaz zniesiono w przypadku wesela. Niech mi teraz ktoś powie, jak to się ma do ogólnego nakazu noszenia maseczek np. w sklepie? Że co? Że weselnicy sami zadbają o swoje bezpieczeństwo? A niby jak? Sala weselna to duża przestrzeń, ale nie na tyle duża, by zachować w niej odległość 2 metrów, między osobami, by nie musieć zakładać maseczki. Wesele- alkohol się leje, bo jak nie napić się  na weselu? No jak? To przecież święta tradycja weselna, by schlać się do nieprzytomności, a potem wspominać, jak to wujek leżał z głową między sałatką a roladą, a inny wujek z głową między obfitym biustem stryjenki Hani, zresztą również zalanej w trupa. Alkohol przytłumia rozum, alkohol luzuje hamulce.
- No jak to Heniu? Ze mną się nie napijesz? Co ty Heniu pierdolisz, że odległość? Jaka odległość, dawaj kielicha, zaraz tego świrusa zalejemy. No to chlup, dawaj pyska krewniakowi!
- No i jak tam Martusiu? Cieszysz się? Bardzo udane to Twoje wesele. No to chodź do cioci, poprzytulać się, bo potem już małżeńskie obowiązki ci nie dadzą. Nie można zbyt blisko? Co ty dziecko opowiadasz, do cioci się nie możesz przytulić? No chodź, chodź, nie marudź.
- A Władek…. Kopa lat… A gdzie Ty się podziewałeś? Co mówisz?! Poczekaj, zaraz się bliżej przysiądę, bo tu nic nie słychać. Co mówisz? Żeby wyjść na dwór, bo nie można blisko? Kurde, przestań, na weselu jesteśmy…
Wesele się toczy. Zjedzony już obiad, gdzie głowa przy głowie, bo to przecież prawie 150 osób się zjechało, a sala tylko na tyle jest przewidziana, no i nie na okoliczności pandemii. Ciut ciasnawa.
Zabawa trwa, wodzirej:
- A teraz wszyscy robimy kółeczko i łapiemy się za kolanka….łapiemy…łapiemy… i jeszcze ta pani w czarnej sukience… no i zaczynamy w prawo… Tańczymy labada…
Krąg tancerzy pochylony, każdy łapie kolanka sąsiednie, głowa przy głowie, chuch już alkoholizowany, coraz bardziej gorąco…. tańczą… dyszą… śmieją się…pokrzykują….a kropelki lecą….lecą…lecą… podprawione koronawirusem, bo…. Wujek Heniek jest górnikiem i nie przyznał się, że połowa kopalni już jest na kwarantannie, ciocia Zosia pracuje w banku, a właśnie wczoraj ten oddział zamknięto- pracownica zachorowała, matka panny młodej coś źle się czuje od paru dni, gorączkuje, ale przecież wesele jedynej córki…a zresztą, kto by się tam przejmował, przecież to zwykła grypa może być.

Szlak turystyczny, otwarta przestrzeń (dosłownie, bo to trasa grzbietami, wokół łąka), nie trzeba nosić maseczek. Wieje mocny wiatr od północy. Akurat  z tej strony mija nas grupka turystów bez maseczek. Odległość przepisowa 2 metry i nie więcej. Ktoś coś do nas pokrzykuje, inny mu wtóruje. Wiatr niesie „słowa” wprost na nas. Wieczorem jedno z nas dostaje temperatury 39 stopni.

Plac zabaw. Dzieciaki szaleją, a matki bardzo pilnują, by szalały w przepisowej odległości. Ale dzieciaki to dzieciaki. Nagle jedno zmienia kurs galopady i podlatuje do ławeczki, na której siedzi  babcia i pilnuje swojego wnuka. Za dzieckiem przybiega matka (bez maseczki) i gorączkowo pokrzykując, stara się przeprosić babcię. Schyla się, by złapać swoje dziecko, jej twarz, kiedy przeprasza, jest niecałe 20 centymetrów od twarzy babci.

Brzegiem szosy idzie dwoje ludzi ( bez maseczek). Z naprzeciwka nadjeżdża grupka rowerzystów ( bez maseczek). Coś gadają do siebie, śmieją się. Magle jeden zjeżdża z asfaltu, traci równowagę i by się nie przewrócić, zeskakuje z roweru prosto „pod nogi” pieszych. Sytuacja face to face. Piesi przerażeni, krzycząc odskakują, rowerzysta, niemniej przerażony, wykrzykuje przeprosiny. Nikt nie jest pewny, czy nie jest nosicielem wirusa. Oczywiście nikt wtedy o tym nie myśli, no bo po co? Nikt nie przewidywał takiej sytuacji, a jednak się zdarzyła.

Przedwczoraj zwróciłam uwagę klientowi, że nie ma maseczki. Co usłyszałam:
- Niech pani nie panikuje. Za dwa dni nie trzeba będzie ich nosić.
Oczywiście nie obyło się bez focha:
- Ale pana żona pana pilnuje- pozwolił sobie na uwagę ten klient
Na co Jaskół:
- Żona po prostu dba o mnie i boi się, że ktoś mnie zarazi.
Klient niezrażony i niekumaty chyba, bo chwali się
- Moja to by mnie zabiła, a nie chroniła.


Nie mam zamiaru rezygnować z noszenia maseczki w nadziei, że jednak mnie ochroni.
Proszę, aby osoby, które są odmiennego zdania o noszeniu maseczek, tym razem nie zamieszczały komentarza. Nie mam ani ochoty, ani siły po raz kolejny tłumaczyć, jak należy nosić maseczki, jak często je zmieniać, by chroniły a nie szkodziły osobie je noszącej.
Takie rzeczy są na stronach netowych do przeczytania. A jak komuś się nie chce czytać instrukcji noszenia maseczek, a chce mi tutaj swoje teorie o ich szkodliwości wygłaszać (powołując się na wątpliwe badania, przeprowadzone przez jakichś lekarzy wziętych z pipidówek lub z kosmosu), to dziękuję bardzo.

Na Śląsku jest już zakażonych ponad 8000 osób, więcej na kwarantannie i jest to tendencja rosnąca. Cieszyński Urząd Skarbowy cały na kwarantannie- 4 osoby chore na koronawirusa. Ustroński oddział PKO zamknięty- 2 osoby chore. Ciekawa jestem. ilu klientów w przeddzień zamknięcia tych urzędów, załatwiało tam interesy.
Wczoraj w Polsce 331 przypadków, dzisiaj 221. Ludzie czekają na testy tydzień, czasem więcej dni, na wyniki tygodniami. Dużo wyników zagubiono, powtórki z testem są odwlekane. Do Sanepidu nie można się dodzwonić.
Przecież to się dopiero w Polsce nasila-  rząd rżnie głupa i zwalnia obostrzenia, a głupole się cieszą, bo im „pozwolono wrócić do normalności". Czyżby znowu zadziałała polska mentalność: „Mnie to nie dotyczy”, „Mnie to nie dotknie”? Choroba, która nazywa się totalny brak wyobraźni z tumiwisizmem do kupy
Jak zawsze – Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.



czwartek, maja 21, 2020

„Deep Purple przywraca Deep z powrotem do Purple”


Mozaika rzeczywistości  zainspirował mnie do napisania tego posta. Otóż oznajmił on na swoim blogu, że ukazały się nowe utwory Deep Purple. Ponieważ ten ten zespół szczególnie lubię, zajrzałam na YT.  Faktycznie, w marcu pojawił się nowy  studyjny album „Woosh”, a jego zwiastunem był singel „Throw My Bonem”.

Pod teledyskiem czytamy:
„Singielowi towarzyszy teledysk, który przesuwa granice czasu i miejsca. 
Jest to zaproszenie do cofnięcia się i zobaczenia większego obrazu, 
wezwanie do działania i zaproszenie do obserwacji planety i obecnej sytuacji na ziemi.”
Deep Purple „Throw My Bonem”. :
„Nie wiem, co nas czeka
To wszystko tajemnica, słyszałem, że tak mówią
Rób swoje, rób jak najlepiej.”
Zgaduję, co będzie dalej
Mam tylko to, czego potrzebuję
I o ile mi wiadomo, to wystarczy
Dlaczego miałbym wkroczyć w wielką niewiadomą
Kiedy mogę tu usiąść i rzucić kościami
Słyszę, że przyszłość jest taka boska
Ale poczekam, aż dostanę znak
Bo co tu mam, co trzymam w dłoni
Jest dla mnie lepsze niż jakaś ziemia obiecana ( powtórki)”
Skąd taki tytuł albumu?
„„Whoosh to słowo onomatopeiczne, które oglądane przez jeden koniec radioteleskopu 
opisuje przejściową naturę ludzkości na Ziemi; a z drugiej strony, z bliższej perspektywy, 
ilustruje karierę Deep Purple. ” - ig
„Deep Purple po raz trzeci połączyli siły z legendarnym producentem Bobem Ezrinem, który zaprosił zespół do Nashville, aby napisać i nagrać nowe utwory. Efektem ma być najbardziej zróżnicowany album, jaki do tej pory razem stworzyli. Muzycy na nowej płycie „rozciągnęli się we wszystkich kierunkach” bez żadnych ograniczeń, które mogły pozbawić ich kreatywności. „Deep Purple przywraca Deep z powrotem do Purple” - to żartobliwe motto, które pojawiło się w studio po stworzeniu pierwszych piosenek, dało jasno do zrozumienia, że brytyjska formacja i Ezrin są na dobrej drodze do stworzenia płyty skierowanej do wszystkich pokoleń i przesuwającej granice czasu. A jednocześnie wyrażającej niezadowolenie z obecnej sytuacji na świecie.”

I jeszcze taka informacja dla zainteresowanych
" „Whoosh!” będzie dostępny jako limitowany CD + DVD Mediabook (płyta DVD będzie zawierać zapis koncertu z Hellfest 2017), 2LP + DVD, limitowany box oraz w formie cyfrowej.
Lista utworów:
Throw My Bones
Drop The Weapon
We’re All The Same In The Dark
Nothing At All
No Need To Shout
Step By Step
What the What
The Long Way Round
The Power of the Moon
Remission Possible
Man Alive
And The Address
Dancing In My Sleep
Po wydaniu płyty Deep Purple pojadą w trasę koncertową, która obejmie również Polskę - zespół wystąpi 14 października w łódzkiej Atlas Arenie."
https://magazyngitarzysta.pl/muzyka/newsy/41806-deep-purple-zapowiada-nowy-album-whoosh

Wysłuchałam dwóch piosenek  z tego albumu (na razie tylko dwie są dostępne) i bardzo mnie cieszy to, że Deep Purple pozostało wierne swojej stylizacji muzycznej, która jest tak charakterystyczna dla tego zespołu, iż nie można go pomylić z innym.
To dobre, stare Deep Purple, z nowymi, bardzo udanymi utworami.

niedziela, grudnia 16, 2018

Odżywcza jasna woda.




Poznali się w liceum w El Cerrito (stan Kalifornia), do którego uczęszczali i zaczęli razem grać. John Fogerty, Doug Clifford oraz Stu Cook, bo o nich mowa, założyli w 1958 roku zespół The Blue Velvets. Wkrótce dołączył do nich starszy brat Johna, Tom Fogerty.  



 W 1964 roku podpisali kontrakt z wytwórnią, wówczas określaną mianem  jazzowej, Records Fantasy w San Francisco. Równocześnie właściciel firmy kazał przemianować grupę na The Golliwogs. Ostatecznie zespół pod nazwą Creedence Clearwater Revival, zaczął występować od 1967 roku.

„Nazwa zespołu składała się z trzech elementów. Creedence pochodzi od Creedence'a Nuballa, przyjaciela Tom Fogerty'ego; Clearwater (ang. jasna woda), od reklamy telewizyjnej piwa o nazwie Olympia; Revival (ang. ożywienie), które mówiło o przywróceniu do życia ich zespołu”. Mowa tu o przywrócenia do życia zespołu, ponieważ w 1965 roku muzycy zostali powołani do służby wojskowej i zespół na krótki czas zawiesił działalność artystyczną. W 1968 roku wszyscy członkowie grupy porzucili dotychczasowe zajęcia, by w całości oddać się koncertowaniu i nagrywaniu utworów. CCR jest prekursorem stylu rock and roll revival.

„W czasie,  gdy rock stawał się coraz bardziej złożony i wyrafinowany, gdy na scenie królował psychodeliczny rock i zaczęły zyskiwać popularność grupy grające rocka progresywnego, CCR zdecydowało się wykonać krok wstecz, w kierunku odrodzenia rock and rolla – wolnego zarówno od komercyjnych naleciałości, jak i awangardowych ciągot. Muzyka grupy oparta na grze akustycznych i elektrycznych gitar, prosta i przejrzysta, wiele czerpała także z folku. W nastroju była bliska także południowemu rockowi. 


Cechą wyróżniającą grupę był charakterystyczny nosowy śpiew jej lidera Johna Fogerty.
Piosenki zespołu często przybierały postać protest songów. Do największych przebojów grupy należą „Fortunate Son”, „Proud Mary”, „Down on the Corner”, „Born on the Bayou”, „Bad Moon Rising”, „Green River”, „Travelin' Band”, „Have You Ever Seen the Rain?”, „Up Around the Bend” i „Lookin' Out My Back Door”. “
W 1962 roku zespół wystąpił na festiwalu w Woodstock, ale jego występ nie znalazł się na nagraniach archiwalnych, ponieważ lider zespołu nie był zadowolony z jakości brzemienia nagrania.

 Utwory CCR były wykorzystywane w wielu filmach, serialach. Zespół nagrał 9 dużych płyt, które cieszyły się różnym powodzeniem. Jednym z najlepszych albumów jest „Cosmos Faktory” z takimi przebojami jak „Travelin Band” czy „Lookin aut My Backdoor”. Piosenki CCR doczekały się również wielu coverów. Na przykład cover piosenki „Proud Mary” jest najbardziej rozpoznawalnym utworem w repertuarze Tiny Tuner (zaśpiewała go w 1970 roku wraz ze swoim mężem Ikiem). Utwory CCR wykorzystano także jako ścieżki dźwiękowe w grach komputerowych.
„Nad Creedence Clearwater Revival wisiała groźba rozłamu, która w 1971 roku stała się faktem. Tom Fogerty zmęczony kierowniczą postawą swojego brata odszedł z zespołu, wybierając karierę solową. Grupa najpierw zawiesiła działalność na kilka miesięcy, po czym wznowiła występy. Zdecydowała się także na wydanie nowej płyty pod tytułem "Mardi Gras". Album przyniósł muzykę odstającą poziomem od wcześniejszych dokonań zespołu. Niepowodzenie krążka tylko przyspieszyło koniec Creedence Clearwater Revival. Wiadomość o takiej decyzji zespół ogłosił 16 października 1972 roku. 


Zarówno John Fogerty, jak i pozostali członkowie grupy kontynuowali swoją przygodę z muzyką dzięki karierom solowym. Nie dorównały one jednak nigdy twórczości Creedence Clearwater Revival.”

A ta piosenka niezmiennie poprawia mi humor

P.S. „Polski zespół Acid Drinkers stworzył własną wersję utworu „Proud Mary”. Cover został opublikowany na płycie High Proof Cosmic Milk (1998). Pod względem muzycznym wykorzystano w nim riff autorstwa zespołu Sepultura z utworu „Roots Bloody Roots”, opublikowanego na albumie Roots (1996)[13]. Interpretacja Acid Drinkers w wersji live ukazała się także na albumie koncertowym albumie Varran Strikes Back – Alive!!! (1998).”


piątek, września 30, 2016

niedziela, stycznia 03, 2016

"Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień..."

Pewnie powstało wiele podobnych projektów muzycznych. Ten jednak przypadł mi najbardziej do serca. Tym bardziej, że zawsze można go traktować jako załącznik do życzeń noworocznych- życzeń skierowanych do całej ludzkości na Świecie.
 
"Nadchodzi czas kiedy potrzebujemy pewnego wezwania
Kiedy świat musi przyjść razem jako jedność
Są ludzie umierający
Och, to jest czas kiedy musimy wyciągnąć pomocną rękę
To najwspanialszy podarunek z wszystkich

Nie możemy ciągle udawać, dzień w dzień
Ten ktoś, ktoś wprowadzi zmiany
Wszyscy jesteśmy częścią wielkiej rodziny Boga
I prawda - wiesz, że miłość jest wszystkim czego potrzebujemy

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja

Cóż, wyślij im twoje serce
Więc dowiedzą się, że komuś zależy
I ich życia będą silniejsze i wolne
tak jak Bóg nam pokazał
Przemieniając kamień w chleb
I wszyscy musimy wyciągnąć pomocną rękę

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja

Kiedy jesteś smutny i wyobcowany
Wygląda jakby nie było żadnej nadziei
Ale jeśli tylko uwierzysz
Nie ma sposobu w jaki możemy spaść
Cóż, cóż, cóż, zrozum
Że jedyna przemiana może tylko nadejść
Kiedy staniemy razem jako jedność

Jesteśmy światem, jesteśmy dziećmi
Jesteśmy tymi, którzy rozjaśniają dzień
Więc zacznijmy dawać
Jest wybór, który podejmujemy
Ratujemy nasze własne życia
To prawda, że sprawiamy, że dzień jest lepszy
Tylko ty i ja"


https://www.google.pl/search?q=Pacyfka+obrazy&tbm=isch&tbo=u&source=univ&
sa=X&ved=0ahUKEwjZn6D1tI3KAhVKvnIKHexaDmEQsAQIJQ&biw=1366&bih=631#imgrc=SHVztAEA_xTE1M%3A