Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

03 lipca 2026

Nie poszedł na zmarnowanie.

 


Pałac w Baranowicach został pięknie odnowiony i jak to się ładnie określa, służy społeczeństwu. Jest w nim ośrodek kultury i dużo się pod tym względem w nim dzieje.

Na ogół, gdy jesteśmy z Bezą, to nie zwiedzamy pałaców w środku- oczywiście tych, które są udostępnione. Tym razem Jaskół poszedł z psem do parku, a ja kurcgalopkiem przeleciałam się po wnętrzu. 

I tak- wchodzi się do niewielkiego holiku z przeszklonymi drzwiami, na wprost wejścia, do dalszej części holu i na klatkę schodową. Po prawej stronie znajduje się sala muzealna, po lewej zejście do restauracji Charlotta. Wstęp do sali muzealnej kosztuje jedyne 5 złotych. Kupiłam bilet, recepcjonistka otworzyła mi drzwi do sali, objaśniła jak korzystać z tablic interakcyjnych i poszła do swoich zajęć. Taaaaa... są tablice interakcyjne, ale by zobaczyć, co mają w sobie, trzeba czasu. Każda z nich opowiada o jakiejś historii: o historii wsi i losie chłopów, o historii pałacu, o historii miejscowości, o szkolnictwie w Baranowicach i okolicznych wsiach oraz o historii i życiu rodu von Durant. Niestety musiałam z nich zrezygnować. 

 


Natomiast bardzo interesujący zabieg zrobiono ze zdjęciami- na ścianach umieszczone są małe drzwiczki- otwierasz je, a tam zdjęcie, a po wewnętrznej stronie drzwiczek, lub nad nimi, informacja, co zdjęcie przedstawia. 

 


Oprócz zdjęć „za drzwiczkami”, na ścianach wiszą normalnie zdjęcia w ramkach. Nim pani poszła, zdążyłam zapytać, czy meble, które zauważyłam w holu i w izbie, są oryginalne z pałacu. Nie są- to zbieranina, co kto daruje. A jakże, jak mogłam, zapomnieć, że ta swołocz ruska, jak tylko zalazła się w pałacu, to wszystko rozkradła, zniszczyła lub spaliła. Bo to niemieckie przecież było, a jakby było śląskie to i tak było niemieckie.


 
Części kafelek i ścian z polichromią ze starego pałacu.


W izbie znajdowało się kilka mebli oraz pianola. Należy nacisnąć oznaczony klawisz i pianola wygrywa melodię.

 

Po obejrzeniu zdjęć i eksponatów w izbie muzealnej, poszłam na piętro schodami, których oryginalna konstrukcja zachowała się w całości. 

 Na klatce ściany z polichromią, wiernie odtworzoną ze starego pałacu.



Na pierwszym piętrze  obejrzałam kilka sal ( jedne puste, inne z meblami) z bardzo ładnymi secesyjnymi polichromiami oraz salę, w której są duże regały z książkami, grami- tu można przyjść, posiedzieć, pograć w gry i poczytać książkę. Wystrój sali (oprócz stołów i krzeseł wyraźnie świetlicowych) jest taki, jaki był za baronostwa- kominek, zegar, zdjęcia rodziny von Durant oraz trofea myśliwskie na ścianach. 

 



 


 

W innej sali stały: sekretarzyk, pianino i fortepian z małym skrzydłem.

 

Na tym piętrze są nowoczesne, obszerne i bardzo czyste ubikacje i duża szatnia. Obok ubikacji jest przeszklony szyb, w którym kursuje nowoczesna winda. Na drugim piętrze sale były zamknięte, a mnie poniosło na poddasze, na którym była wystawa malarstwa współczesnego. 

 


Nie weszłam, nie obejrzałam, zobaczyłam plakat i zdecydowałam, że nie, raczej to nie to, co mnie interesuje. Schodami wyszłam na górę, schodami zeszłam.

Już o tym pisałam, ale jeszcze raz powtórzę- zawsze, kiedy jestem w muzeum albo w takich izbach muzealnych, albo w skansenie, po prostu w miejscach, gdzie nagromadzono sporo rzeczy wartych pamięci i wartych, by o nich opowiedzieć, czuję się przytłoczona- wpadam w frustrację, bo wszystko mi się podoba, o wszystkim chciałabym opowiedzieć, a tu jednak ograniczenia są. I tak samo było tym razem. Izba muzealna niby nieduża, tych eksponatów było kilka, ale zdjęć z opisami dużo no i te tablice zawierające mnóstwo fajnej wiedzy. Może gdybym miała więcej czasu, to wybrałabym to, co najbardziej interesujące, a tak przeleciałam, pooglądałam, trochę zdjęć zrobiłam, mając nadzieję, że resztę sobie w Necie znajdę. A w Necie posucha i te same informacje powielane na różnych stronach. I jak na ironię, w tej izbie było sporo informacji na temat życia na wsi w XIX i na początku XX wieku, czyli to, co też bardzo nie interesuje, ale ja skupiłam się na życiu „pałacu”, bo na nic innego czasu mi nie starczyło. Bo jak ma być o pałacu, to piszę o pałacu. A o wsi pszczyńskiej też kiedyś napiszę post przy okazji opisu naszego pobytu w skansenie w Pszczynie.

W sumie pałac zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie- czysto, świeżo, przestronnie. Ludzi o tej porze mało, sporo fajnych rzeczy do zobaczenia.  

A teraz wróćmy do momentu, kiedy weszłam do środka budynku. Weszłam i dech mi zaparło- tak pięknej secesji dawno nie widziałam.Poza tym nie spodziewałam się czegoś takiego w tym pałacu. Chodzi mi o to, że nie zawsze, podczas odnawiania starych pałaców, zachowuje się jego wygląd, wystój, elementy w takiej postaci, w jakiej były przed popadnięciem w ruinę. Nie czarujmy się, bywa, że konserwator przymyka oko z jakichś wiadomych tylko jemu i właścicielowi powodów. A tu starano się odnowić wszystko z zachowanie tego, co było kiedyś charakterystyczne dla budynku. A i tak konserwator zgodził się dobudować oszklony taras dla restauracji, chociaż pierwotnie jej nie było. Na szczęście jest ona świetnie wkomponowana w budynek i nie razi.

Spójrzcie na te ściany z przepięknymi polichromiami. Mnie urzekły nie tylko ich wzory, ale i kolorystyka.

Na górnym zdjęciu fragment oryginalnej ściany z polichromią ze starego pałacu. Na dolny polichromia, która zdobi ściany na pierwszym piętrze. 

 
Zdjęcie oryginalnej ściany, zrobione podczas remontu.

Poniżej, z lewej- polichromia panel między drzwiami do WC. Po prawej fragment polichromii na ścianie korytarza na pierwszym piętrze.

Korytarz na pierwszym piętrze

 
Po lewej ten sam panel między drzwiami, po prawej fragment ściany w holu przy wejściu do pałacu.
Wchodzisz do pałacu i po lewej widzisz to piękne secesyjne malowidła na ścianie
A na suficie to 

 

W salach

 Polichromia na ścianie w  recepcji 


Kiedy zobaczyłam polichromie w recepcji, zaraz na początku zwiedzania pałacu, zapytałam, czy to oryginalne polichromie.

  • Część tak, a większość ścian starano się odnowić z zachowaniem ich wyglądu za czasów baronostwa. Jak pani pójdzie na piętro i wyżej, to zobaczy pani tego więcej.- Odparła recepcjonistka i spojrzała na mnie z zainteresowaniem.

  • Na pewno pójdę, a teraz proszę otworzyć mi salę muzealną.

Nie chciałam rozwijać gadki o moich zainteresowaniach i o tym że że wszystkich stylów najbardziej lubię i najbardziej podoba mi się właśnie ten.

I tak ciągle przeglądam zdjęcia z tymi „malunkami”, i zastanawiam się, gdzie można by je wykorzystać- do haftu? Do gobelinów?

Budynek pałacu reprezentuje dwa style architektoniczne- elewacja frontowa jest przebudowana w stylu późnego renesansu północnego, pozostałe części budynku są w stylu klasycystycznym. Pierwszy pałac był w stylu barokowym, dopiero von Durant przebudował go w tych dwóch stylach. 

Pocztówka z rysunkiem pałacu barokowego ( rysunek w okręgu).

Wewnątrz pałacu są pozostałości po starym budynku- sklepienia łukowe. Oprócz części zachowanych polichromii, zachowały się również posadzki. Podczas renowacji ruiny, do głównego budynku dobudowano oszkloną przybudówkę pod pierwotnym balkonem- obecnie część restauracji.

Budynek pomalowano na stonowany kremowy kolor- dla mnie super. Już przy opisywaniu pałacu w Boryni, mówiłam, że takie stonowane kolory sprawiają, iż pałace są eleganckie, dystyngowane. W pałacu,w Baranowicach, pomalowane na zielono gzymsy oraz inne elementy elewacji, dodają budynkowi uroku i nadają mu lekkości.

 

Nawet ta nowoczesna, szklana przybudówka restauracji nie razi, bo kolorystycznie nie odbiega od ściany budynku.

Wokół pałacu zrobione są chodniki wysypane żwirkiem, a na ich obrzeżu, od strony pałacu, ciągną się wąskie rabaty, obsadzone niskimi krzaczkami róż herbacianych. Bardzo to stylowe.
 

Zdjęcia z podanych źródeł i własne.

https://sokoliszlak.cba.pl/?page_id=11633

https://www.slaskie.travel/culturalheritage/15734/palac-w-zorach-baranowicach

https://palacbaranowice.zory.pl/

https://www.polskieszlaki.pl/palac-baranowice-w-zorach/

29 czerwca 2026

Ostatnie dni czerwca.

 


 

Wszyscy w tym siedzimy, to nie będę podkreślać, że u nas też gorąco ponad normę.

W sobotę o 11 rano, na wschodnim tarasie, było tak.


 

W niedzielę tak



Dzisiaj nie zrobiłam zdjęcia, bo jest tak samo jak wczoraj. Podobno jeszcze jutro ma być ponad 30 stopni, a potem będzie spadek temperatury i jakieś burze wróżą. 


 

W domu da się wytrzymać, ale coraz trudniej. Przez te parę dni solidnego upału, wzrosła temperatura nocami i już nie można rankiem schłodzić domu. Cały czas są zasunięte rolety, zasunięte zasłony, by zatrzymać gorące powietrze za szybami.

W takie upały widzimy, że dom jest dobrze izolowany. Przynajmniej parter, bo piętro nagrzewa się szybciej od dachu, mimo, iż jest wysoki strych oraz gruba izolacja na stropie. Strych działa również jak izolacja, a jednak rozgrzana blacha robi swoje.

Siedzimy w domu i przeczekujemy- książki, tkanie, sport, drzemki- nawet sprzątać mi się nie chce choćby tak pobieżnie... Przeglądam na YT filmiki z szyciem na maszynie. Coś we mnie dojrzewa- pewnie już za moment wyjmę ją z szafy i zacznę coś tworzyć. Ale na razie to gorąco mnie zniechęca do działania.

Trochę czuję upał w sercu. Nie żeby coś drastycznego, ale taki lekki ucisk.

Piję wodę przegotowaną i jem lody- dużo lodów i o dziwo nie tyję, a wręcz odwrotnie schudłam o 1,5 kilo. Cuda, panie, cuda:) Obiady lekkie czyli takie na zasadzie- cokolwiek, byle z głodu nie paść- ziemniaki z maślanką, sałatka z zieleniny i jajka sadzone, czasem tylko pizza lub frytki. Styknie.

Na kościach letnie kolorowe sukienki- w to lato nareszcie je noszę, a jest ich sporo.

Nie kosimy, na razie, trawników. Trawę skosimy po deszczu i na wysoko. A ona rośnie i szumi. W takim upale na pewno nie należy kosić, bo trawa trzyma chłód i wilgoć, a poza tym, trochę żywiny jednak w niej żyje.

Codziennie przeżywam małe radości. Tak, dla mnie to są niesamowite przeżycia, choć innym wydawałoby się, że: „co w tym dziwnego i radosnego?”

Wczoraj widziałam małą mysz, przebijającą się przez gęstą trawę. To znaczy najpierw widziałam, jak rusza się trawa, a gdy ją rozchyliłam, to zobaczyłam tego małego śmiesznego futrzaka.

A po południu rozległ się nad parkingiem straszny hałas. To sroki grzechotały na całego. Nauczona tym, że one lubią młode wiewióreczki (jedną z takiego rozbitego przez sroki gniazda uratowaliśmy- gdzieś w historii jest post w zakładce „Wiewiórki”) wybierać z gniazda (tudzież pisklaki), poleciałam je pogonić. Dotarłam do furtki na parking i co zobaczyłam? Sześć albo siedem (szybko liczyłam) młodych srok siedziało na kablu elektrycznym, a dwie stare latały nad nimi. Po raz kolejny rodzinka srok odwiedziła nasz ogród w takiej grupie. Oczywiście, że jak mnie zobaczyły, to poderwały się z wrzaskiem i poleciały robić rejwach na brzozy. Nie zdążyłam zabrać aparatu w tym galopie by ratować młode obojętnie co i nie mam zdjęć, ale mam zdjęcia inne, ze srokami w roli głównej.



 

Z domu ruszam się tylko bardzo wczesnym rankiem na poranny spacer z Bezą- powietrze rześkie, pachnące, jeszcze da się wytrzymać. Potem uzupełniam wodę w poidłach dla ptaków i na cały długi dzień znikam w domu. Chociaż nie, co jakiś czasy wychodzę z Bezą na trawnik, by zrobiła siusiu. Odkąd ma kłopoty ze zwieraczami, pilnujemy jej jak szczeniaka, by opróżniała pęcherz co jakiś czas. Już załapała o co chodzi i nie robi trudności ale ma jedno wdzimisię. Na siusianie, w ciągu dnia, schodzi tylko schodami z dużego tarasu. Nie wyjdzie normalnie wyjściem głównym, nie wyjdzie schodami z małego tarasu, tylko tymi z dużego. Ciekawe. Myślimy, że to betonowe, pewne i stabilne schody, na których czuje się bezpieczne, są przyczyną takiego zachowania. Ale dlaczego nie wychodzi głównymi drzwiami, gdzie ma tylko jeden stopień na chodnik? Beza ma swoje muchy w nosie i różne dziwne pomysły. A my staramy się dostosować, bo to ona najlepiej wie, co potrzebuje. 


Kwiaty w donicach podlewam zazwyczaj wieczorami, ale teraz też wtedy, kiedy tylko osłoni je cień.

Małe sowy oddalają się od domu. Wieczorami słychać je w głębi ogrodu. Uspokoiłam się, bo ostatnio stara przysiadła na czeremsze, co przekonało mnie, że czuwa i młode są pod opieką. Próbowałam robić zdjęcia. Niestety było już zbyt ciemno i wyszły marnie. To stara uszatka.

Wieczorami śpiewa pan wilga. Pani wilga na razie nie skrzeczy, czyli z deszczu nici, a tak bardzo przydałoby się solidne nawodnienie ziemi.

Nareszcie (po 4 miesiącach) zdjęłam opatrunek z kciuka. Trochę czuję się nieswojo i ciągle mam wrażenie, że złamię paznokieć. A na palcu wszystko trzyma i nawet powoli wraca czucie, tylko opuszek mrowi boleśnie i akurat w nim nie mam czucia. Teraz staram się uaktywnić kciuk, co jest trudne. Kiedy miałam go w opatrunku, nauczyłam się palec odchylać i łapać wszystko palcami środkowym oraz wskazującym. Weszło mi to w nawyk do tego stopnia, że ciągle ten kciuk odchylam i łapię nadal tymi dwoma palcami chociaż już nie muszę.

W gobelinie kończę tkać ostatni główny element. Ja pierdykam, to mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby gobelin tkać ponad pół roku. A wszystko przez ten kciuk.

Zaczęły się wakacje, napisałam post o nauczycielach, ale go skasowałam. Uznałam, że jestem na emeryturze i w sumie ta praca przestała mnie obchodzić. Tylko to ich wieczne narzekanie mnie wkurza. Niemniej, jak postanowiłam o tym nie pisać, to już przestaję.

Trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej- Jaskół ogląda, ja słucham. Trwają turnieje siatkówki- z nami to samo. No i motoGP na różnych torach leci.

Dzisiaj zaczyna się Wimbledon. Jakoś nie widzę Igi nawet w półfinale, a Maja? Bardzo mi jej żal- ma sportowego ducha, podziwiam, grała do końca, ale ta kontuzja.... no niefajnie, niefajnie. Szkoda.

Linette gra z Andriejewą, a French z Kalinską. I tu jest problem- obie rywalki Polek są bardzo mocne.

Hurkacz wygrał..

W tym roku lipy kwitną tylko w górnych partiach. Pierwszy raz coś takiego widzę. No, ale jak połowa kwiatów i połowa krzewów nie zakwitła, a reszta kwitnie słabo, to może i drzewa to samo teraz mają (np. akacje też tylko na wierzchołkach kwitły)? Ale co? Czyżby ta jedna mroźna noc w kwietniu załatwiła rośliny? Kwitną górą i nie czuć ich zapachu.



 Nie zawiódł prusznik, rosnący przy wschodnim tarasie. Nie zawiódł, a nawet zaskoczył- tak pięknie kwitnie.

Zdjęcie z góry, z tarasu. 



I jeszcze drapol, który wieczorem przysiadł na brzozie.
 

 



26 czerwca 2026

W klapkach, spodenkach i źle dopasowanym kasku....

 Marlon Brando i Triumph Thunderbird 6T

Steve Mc Queen ikona motocyklistów

Czytając moje posty o motocyklach, o mojej miłości do nich, o tym, jak jeździłam na rajdy, jak trzeba się zachowywać na motocyklu w roli plecaczka itp, można sobie pomyśleć, że ja to tak sobie a muzom piszę. No nie.... no NIE. To nie są teksty tylko dla rozrywki. Jeżeli ktoś uważnie czyta, to widzi, że na serio dzielę się swoimi doświadczeniami pasażerki na motocyklu. Jazda w roli plecaczka wymaga wielu umiejętności oraz, co tu dużo mówić, trochę wiedzy na ten temat.

Niektórym wydaje się, że siadam na tylnym siodełku i jadę.... ach jak romantycznie.... ach...wiozą mnie...jejku, jejku!

Guzik prawda- najpierw trochę poczytaj, jak to ma wyglądać, co cię czeka, gdzie są miłe niespodzianki, a gdzie jest do d.... Co możesz, a czego nie powinieneś robić, a potem ewentualnie decyduj się, czy wsiadasz z tyłu czy nie.

No i plecaczek nie jest zwolniony od odpowiedzialności za bezpieczeństwo kierującego, jak to się ogólnie myśli. Takie rzeczy to tylko w samochodzie. Na motocyklu oboje jesteście odpowiedzialni za bezpieczeństwo.

I jeszcze raz dla tych, co im wiedza opornie wchodzi do głowy, a uważają, że jazda na motocyklu jako pasażer to bułeczka z masełkiem polewana miodkiem.


DEKALOG PLECACZKA
1. Nawet jeśli jest bardzo gorąco i perspektywa nałożenia na siebie skórzanej kurtki i grubych spodni przyprawia cię o zawrót głowy, nałóż je. Przewiewne biodrówki i buty na obcasie to nie jest najlepszy pomysł. Zapewne wyglądasz w nich ślicznie, ale pomyśl, jak będą wyglądać twoje zgrabne nóżki po spotkaniu z asfaltem.

2. Drogi "plecaczku", wiercić możesz się na kanapie w domu lub w samochodzie. Siedząc na motocyklu nie wykonuj żadnych nieprzemyślanych i nagłych ruchów. Kierowca ma za zadanie utrzymać w ryzach 300-kg "potwora". Nie pomagasz mu jeśli twoje 60 kg wprowadza zamęt na pokładzie.

3. Jeśli motocykl jest na zakręcie, zawsze utrzymuj ten sam kąt nachylenia co kierowca. Nie staraj się , na miłość boską, wychylać w druga stronę! Ty, motocykl i kierowca tworzycie jedna całość, zachowuj się więc jak jej wspólna cześć.

4. Z motocykla wcale nie jest łatwo spaść! Brzmi niewiarygodnie, ale to fakt. Nie trzymaj się zatem kurczowo, przylepiając do pleców kierowcy niczym miś koala, ponieważ to bardzo ogranicza jego płynność ruchów. Usiądź wygodnie, znajdź pozycje najwygodniejszą dla siebie. Możesz przytrzymać się ręką za uchwyt z tyłu motocykla (jeśli takowy jest), możesz wesprzeć się o bak motocykla , okalając ręką kierowcę. Trzymaj się nogami.

5. Jeśli kierowca przechyla się mocno do przodu , kładąc się na bak, oznacza to tyle ze należy zrobić dokładnie tak samo.

6. Nie stukaj swoim kaskiem w kask kierującego! Twoja głowa powinna być na tyle daleko, aby oszczędzić mu tych "dzięciołowych" atrakcji.

7. Zanim wsiądziesz na motocykl, uprzedź o tym kierowcę. Jeśli nie będzie przygotowany na nagłe obciążenie z jednej strony możesz go niemile zaskoczyć. Ta sama zasada obowiązuje podczas zsiadania.

8. Jeśli jedziecie zbyt szybko, nie podoba ci się to i boisz się takiej jazdy, powiedz o tym po zatrzymaniu motocykla. Nie wal pięściami w plecy kierowcy! to nie pomoże, a może zaszkodzić. Porozmawiaj z nim na spokojnie i wytłumacz. "Sceny" podczas jazdy to najgorszy pomysł z możliwych.

9. Podstawowa zasada i najczęściej, niestety, popełniany błąd: gdy motocykl hamuje, nie kładź się całą sobą na plecach kierowcy! Przytrzymaj się wspomnianego wyżej uchwytu usytuowanego z tyłu lub oprzyj się ręką o bak motocykla.. nie dokładaj kierującemu dodatkowego ciężaru. To wszystko idzie na jego ręce i kierownicę, a od tego jak sobie z nią poradzi, zależy wasze zdrowie, a nawet życie.

10. Na koniec najważniejsza rada -zaufaj kierowcy. Razem tworzycie zespól. On prowadzi, i wie co robi. Jeśli uważasz, że jest inaczej, nie wsiadaj z nim na motocykl.

"UWAGI DLA PASAŻERÓW MOTOCYKLI

Zajmując miejsce za kierowcą motocykla pamiętaj bezwzględnie o kilku zasadach:

  • bez cienia przesady — powierzasz w czyjeś ręce swoje życie i zdrowie
  • statystycznie rzecz biorąc — w razie wypadku, to ty ucierpisz bardziej niż kierowca
  • nie wolno ci zająć miejsca pasażera, jeśli masz na sobie odzież, która nie zapewnia poziomu bezpieczeństwa równego ubiorowi kierowcy
  • nigdy, ale to nigdy nie wolno ci wsiąść na motocykl, jeśli nie masz zaufania do kierowcy i jego umiejętności
  • trzymaj się obejmując mocno kierowcę — uchwyty z tyłu to tylko dekoracja" 

 Jak się zachowywać w czasie jazdy np, na zakrętach, nierównej nawierzchni itp.  Więcej tu: https://dobresklepymotocyklowe.pl/blogs/wiedza/niebezpieczny-pasazer-motocykla-uwazaj-na-plecaczek

 A teraz o ubraniach na motocykl.

Kiedyś... kiedyś w czasach, kiedy po drogach jeździły WSKi i Junaki, albo MZTki czy inne klasyki, co to pyrkały sobie z prędkością do 120 km/h, zakładało się do jazdy na nich to, co nosiło się codziennie. Były to zwykłe kurtki, grube swetry, buty jak popadło- szpanerzy zakładali oficerki lub męskie kozaki. Kaski jak jajo, bez szyb, byle chroniły łepetynę, spodnie codzienne, znów szpanerzy- dżinsy. Kto był bogatszy, to szył sobie ramoneskę na wzór ramonesek Steva Mc Queen,  Marlona Brando czy  Jamesa Deana. Och tak, Triumphy, Harleye i amerykańscy bohaterzy filmowi na nich... To był odlot. Ja też na początku byłam zapatrzona w taki obrazek, a głównie w Harleye. A potem zobaczyłam Royal Enfielda i przepadłam.

Pamiętam, jak mój poprzedni mąż wkładał pod kurtkę gazety, żeby nie zmarznąć podczas jazdy na motocyklu. Śmieszne? Teraz wydaje się śmieszne, nierzeczywiste, ale w latach 80 tak się motocykliści zabezpieczali przez zimnem.

Ubranie motocyklowe dla mnie, kupiliśmy w 2008 roku. Pamiętam, że był kłopot z jego dopasowaniem, bo ja jestem niska, a spodnie do teraz mam ciut przydługie. O ile dla mężczyzn był już duży wybór takich ubrań, to dla kobiet oferta była jeszcze mizerna. No i materiały jeszcze były sztywne, twarde, wprawdzie były już Gore- Texy (leciutkie, wygodne), ale cena była zaporowa, a na mnie w ogóle takich ubranek nie było. Z czasem pojawiały się coraz cieńsze i bardziej odporne, na skutki upadku motocykla, tkaniny.

Moje ubranie jest sztywne, ma wszystkie ochraniacze i wypinane podpinki- w spodniach i w kurtce. Trochę trudno było się w nim poruszać, ale podczas jazdy czułam się w nim bezpieczna. Gdy było gorąco- wypinałam podpinki, ale tylko w duże upały w tym ubraniu było za ciepło. Podczas jazdy na motocyklu nawet jak jest dosyć wysoka temperatura, to powietrza sprawia, że tego gorąca się nie czuje. Na krótkie trasy ubierałam tylko kurtkę motocyklową, normalne sportowe spodnie, a na kolana zakładałam ochraniacze- kolana można bardzo szybko „przeziębić”. 

 


No i buty motocyklowe oraz rękawiczki, w których, również w wielkie upały, jeździłam. 


 

Prawdziwy wysyp różnorodnych ciuchów motocyklowych wystąpił w drugim dziesięcioleciu XXI wieku, a teraz to już szał motocyklowych ciał- można oczopląsu dostać, jak się widzi tyle różnorodnych ubranek na motocykl. Pojawiły się ubrania z kevlaru, covecu, z cordury, siateczki mesh, różnego rodzaju membrany. Są ubrania termoaktywne, które można założyć pod ubranie motocyklowe. Są również ubrania motocyklowe ze skóry, ale....One są odporne na tarcie i szpanersko wyglądają, ale....są niepraktyczne no i ta skóra- budzi to teraz we mnie opór.  Jaskół ma porządne ubranie z grubej skóry- dał je sobie uszyć na początku swojej przygody motocyklowej. 

Moja kurtka motocyklowa (S- no tak właśnie tak😁 i pasuje nadal)


Na plecach naszywka- taką wszyscy w naszym nieformalnym klubie mieli naszyte na ciuchy motocyklowe. Piszę w nieformalnym, bo to był klub przyjaciół motocykla marki Royal Enfield, niezrzeszony, nierejestrowany- nie chcieliśmy takich ograniczeń: składki, statut, obowiązkowe rejestracje, jakieś zgłoszenia, milion formalności. Jednak chcieliśmy podkreślić, że taka grupa istnieje, stąd naszywki, proporczyki, naklejki itp. A na każdym zlocie jakieś pamiątki z logo klubu i takim napisem.

Na rękawie kurtki logo naszego klubu


 

Spodni nie demonstruję- - normalne spodnie z tego samego materiału z ochraniaczami. Mają tylko różnego rodzaju zapinki i paski, by je dopasować.

Jaskół na bieżąco kupuje sobie różne wygodne, dostosowane do temperatury ciuchy. Gdybym dalej jeździła, pewnie też zmieniłabym ciuchy na lżejsze, wygodniejsze, ale z tymi wszystkimi zabezpieczaniami. Ochraniacze mają teraz nawet stylizowane dżinsy motocyklowe. Fajne czasy dla motocyklistów nastały.

Gdybym dalej jeździła, to na pewno zmieniłabym ubranie na nowocześniejsze, choć mojemu niczego nie brakuje oprócz lekkości.

Moja pierwsza jazda, jako plecaczek, była na rozpoczęcie sezonu motocyklowego w Częstochowie (2009 rok).

To impreza cykliczna, która odbywa się w kwietniu.

Wyjechaliśmy około 7 rano- dzień zapowiadał się piękny, ale kwietniowy poranek był wręcz zimny. Powietrze było lodowate. Jechaliśmy wzdłuż Jeziora Goczałkowickiego, od wody wiało ziąbem. Miałam na sobie porządne ubranie motocyklowe i wcale nie było mi w nim zbyt ciepło. Twarz zasłoniłam szybą z kasku, pod tą szybą miałam na twarzy kominiarkę, a i tak czułam jak mi marzną policzki. Nie lepiej było podczas jazdy przez Puszczę Pszczyńską, o tej porze dnia jeszcze mroczną, wilgotną i mroźną. Potem było coraz lepiej. Wstało słońce i na otwartych przestrzeniach zrobiło cię cieplej. Za Katowicami zaczęły wyprzedzać nas ścigacze- wtedy była na nie moda. Jeden nas mija i co widzę? Z tyłu, na siodełku, prawie leżąca na motocykliście dziewczyna- na ścigaczach tak się jeździ- prawie na leżąco), nogi w cieniutkich leginsach, całe nerki odsłonięte, widać pasek gołej skóry między brzegiem kurteczki i gumą leginsów. Na nogach półbuty na małym obcasie. A ścigacz zapier... jak to ścigacz- ledwo zdążyłam zarejestrować ten widok. Wyobrażam sobie, jak jej było zimno. I te biedne nerki wystawione na lodowaty wiatr. Zrobiło mi się normalnie zimno od samego patrzenia.

Jasne, że na motocyklu można we wszystkim jeździć. Nierzadko widuję panów w tenisówkach, adidaskach, czy wręcz w klapkach, w krótkich spodenkach, letniej koszulce, pędzących na motocyklach. Pewnie oni tak na szybko, na krótko, tylko kawałek... po co się ubierać?

Można, oczywiście, że można. Ale wystarczy kamień wystrzelony spod opony przejeżdżającego samochodu i d... blada. Chyba nie trzeba mówić, z jaką siłą ten kamień ląduje np. na gołej łydce, goleni czy ramieniu motocyklisty. Nawet zderzenie z lecącą muchą albo pszczołą jest bolesne. A i oparzenia spowodowane dotknięciem gołej łydki rozpalonej rury wydechowej też są częste. 

Bartłomiej Słonka

ntrdoeposS17tuc8013imdh12u.o99u343tu4mcl5l181 h1lu3zgl20u9m6  ·

No i pokarało ?

Co prawda buzię widzę w tej łydce, ale nadal tłumik 1 ja 0 ?￰゚マᄏ‍♂️

 

To motocyklista, ale pasażer też może mocno nogę spalić o rurę wydechową.

No, a jak się zdarzy wywrotka? Już widzę tę, do mięsa, zdartą skórę czy otwarte złamania kości. Nie przesadzam. Jaskół miał wywrotkę, był w ubraniu motocyklowym, a i tak miał otwarte złamanie kości przedramienia i żebro złamane, bo miał klucze w kieszeni, które pod wpływem siły uderzenia złamały żebro. Podczas drugiego wypadku- baba w niego wjechała- wszystko przy małych prędkościach, prawie zerowych- doznał przebicia płuca przez żebro i miał pogruchotaną łopatkę- miał na sobie porządne ubranie motocyklowe, a jednak.... To jak to będzie wyglądało, kiedy gościu w koszulce, bermudkach i klapkach, z motocyklem wywali się na asfalt?

Przy decydowaniu się na kupno motocykla, należy liczyć się z tym, że trzeba mieć odpowiednie ubranie do jazdy. Wprawdzie takie ubranie nie zawsze chroni na 100%, ale minimalizuje skutki wypadku. Gdyby Jaskół nie miał ochraniaczy na kolanach, wszytych w spodnie, pewnie i kolana poszłyby w drzazgi.

Buty- widuję motocyklistów w różnych butach- kozakach, oficerkach, adidasach, ale najbezpieczniejsze są buty dedykowane do jazdy na motocyklu. Są one z grubego materiału, z usztywniaczami oraz często nieprzemakalne. Ważne, by buty tak, jak u dziecka, „trzymały kostki” (ochraniały je) i były na tyle wygodne, by dobrze się w nich prowadziło motocykl. Plecaczek nie prowadzi motocykla, ale buty powinien mieć stricte przeznaczone do jazdy na motocyklu. Mam (nadal) bardzo wygodne buty.


 

Zresztą teraz wybór ubrań oraz butów motocyklowych jest ogromny- od tych z przeznaczeniem do jazdy letniej, po te z przeznaczeniem do jazdy zimowej. Rękawice są niezbędne nawet latem (chronią skórę przed zdarciem w razie ewentualnego upadku). Ja mam skórkowe (sztuczne- to info dla tych oburzających się), dosyć cienkie, ale każdy motocyklista może sobie dobrać różne w zależności od potrzeb. Jaskół jeździ dużo i mam tych rękawic sporo.

Można kupić nawet podgrzewane rękawice, zasilane przez bateryjki wewnętrzne lub podłączane za pomocą USB do motocykla. A jeszcze lepiej jest zamontować sobie w motocyklu podgrzewane manetki- właśnie się przymierzamy do czegoś takiego.

O kaskach nie będę pisała dużo- ich wybór jest też ogromny (no i ceny czasem zaporowe)- ja mam kask dołem otwarty, z szybą i blendą, ale kiedyś miałam COBRĘ- kask szczękowy. Tamta chroniła szczęki, ale nie miała blendy, a blenda jest naprawdę doskonała podczas jazdy pod słońce. Teraz można kupić kaski szczękowe również z blendą oraz różnymi innymi bajerami.

 Najważniejsze, by przy zakupie kask ściśle przylegał do głowy, a gąbka okalająca (ta na brzegach kasku) powinna również ściśle przylegać do twarzy (nawet jak czujemy lekki dyskomfort na początku)- podczas użytkowania wszystko się dopasuje i poluźni (gąbka się ugniecie). Luźny kask (nawet ściśle zapięty pod brodą) podczas wypadku może się przesunąć i nie ochroni głowy, nie zamortyzuje uderzenia. Poza tym.... jak pęd powietrza dostaje się, między gąbkę a twarz, pod kask, to chyba można ogłuchnąć- dobry kask chroni również przed hałasem.

Kask, tak jak motocyklowe ubranie, ma zabezpieczać głowę w razie upadku, a nie „wyglądać”. Można sobie dobrać dobry, nieduży (czasza) kask, ale im więcej w nim bajerów, tym czasza musi być większa (gdzieś te bajery trzeba zamocować).

W ogóle, te wszystkie szczuplutkie babeczki na ścigaczach w opiętych skórach, to raczej tak na reklamę, a nie by bezpiecznie dojechać.

Oczywiście, że można zrobić rewię mody tak samo, jak na plaży, czy na trasie do Morskiego Oka (klapeczki, krótkie spodenki, szerokie galoty, które mogą się wkręcić w koło- a one w tym roku takie modne są), ale motocykliści, którzy podchodzą poważnie do bezpieczeństwa jazdy, będą bardziej zwracali uwagę na rodzaj tkaniny- jej ścieralność, nieprzepuszczalność wody lub oddychanie, grubość, ochraniacze, a dopiero potem na to, jak w tym wyglądają.

A jak ktoś nie wie, co kupić, to w salonach z odzieżą motocyklową są kompetentni sprzedawcy, którzy dobrze doradzą


Tak to tylko w filmach lub clipach.


P.S. Do tych wszystkich, co to na motocykl mówią motor, motór, motur itp. motor to jest w pralce szanowni państwo, jeździ się na MOTOCYKLACH!

James Dean i jego Triumph.