ale jak grało
Gammapolis I- wersja koncertowa
Pomyślałam sobie, że jak jeszcze jesteśmy w węgierskich klimatach, to warto obejrzeć Omegę podczas koncertu, przebiegającego w niezwykłych okolicznościach.
Gammapolis II
ale jak grało
Gammapolis I- wersja koncertowa
Gammapolis II
Minęła Wielkanoc z całą oprawą Wielkiego Piątku, grobów, święcenia, Zmartwychwstania...
Na Facebooku pojawia się taki mem.
Memy jak to memy, mają śmieszyć, albo wzruszać, albo prowokować przemyślenia. I ten właśnie Mem odkrywa cały absurd z ukrzyżowaniem Jezusa, z jego poświęceniem, by odpuszczono ludzkości grzechy, z jego cierpieniem.
STOP.
Do tego miejsca chrześcijanie przyjmują to wszystko i z punktu realnego widzenia, jest to możliwe. Był człowiek o imieniu Jezus, ukrzyżowano go, a ludzie uznali, że cierpiał dla nich i za nich. OK, ale to Zmartwychwstanie już się nie komponuje z tym poświęceniem. Zmarł, a jakoby ożył, czyli co? Krótki epizod, związany z ukrzyżowaniem, niewątpliwie przynoszący cierpienie, ma na celu odpuszczenie grzechów ludzkości, ale on miał umrzeć, jakby nie zabrzmiało to okrutnie, miał poświęcić życie, takie było przesłanie, a tu nagle ZONK! Wstaje z martwych oraz wstępuje w niebiosa. To właśnie ukrzyżowanie, śmierć Jezusa, wraz z tym przesłaniem robi go znanym męczennikiem, a potem Bogiem. A o tym, w kontekście chwały Zmartwychwstania, zapomina się. Jakby umniejsza, bo teraz Zmartwychwstanie jest najważniejsze. Okrutne oszustwo boskie się odbywa. Jeżeli ożył, to nie ma śmierci za odkupienie grzechów. W sumie ludzkość nic nie dostała.
Pewnie sukienkowi mają na to swoje mętne tłumaczenia, ale ja nie potrzebuję owijania czegoś, co jest konkretne i widać całą absurdalność zdarzenia, w jakieś bajania, by móc maluczkim mydlić oczy i na nich żerować.
A i teologowie też mają jakieś tam pokrętne tłumaczenia.
Jeszcze jakieś 25lat temu, kiedy czytałam różne opracowania, dotyczące Biblii, wywody teologów, wywody filozofów, a sporo tego było, to podchodziłam do nich poważnie. Teraz to mi się śmiać z tego wszystkie chce. Jedno, co tylko mi pozostało, to szacunek do umiejętnego rozumowania (niekoniecznie trafnego) oraz umiejętności sprzedania tego w taki sposób, że ludzie to łykają, a większość w to wierzy.
Trywializuję teraz, oczywiście... ależ, czy te wszystkie opowieści chrześcijańskie nie są w dużej części trywialne?
Myślę, że nawet mocno wierzący ludzie powinni choć na chwilę zastanowić się nad tym, co ujawnia Mem.
I by nie było tak kościółkowo.
Fajnie tak zejść po tarasowych schodach i naciąć szczypiorku, który rośnie w donicy zaraz obok nich. Nie trzeba zmieniać butów i latać po grodzie. Potrzebny szczypiorek do białego sera, no to 3 minuty i jest. Lubimy pastę z białego sera, musi być ze szczypiorkiem i cebulą. Jakoś nie przyjęła się w naszym domu nazwa twarożek na biały ser. Twarożek, a raczej tworóżki kojarzą mi się z zgliwiałym, przesmażonym na żółtą masę, białym serem, do której dodaje się dużo kminku. Też dobre. Moja mama tak „ratowała” biały ser. Tata uwielbiał tworóżki, mnie mniej smakowały. Ale ser był uratowany, a i posmarować kanapkę do szkoły też było czym.
W ogóle moja mama robiła kapitalne pasty z „bele czego”. Trochę masła, szproty z puszki, szczypiorek i już jest pasta rybna. Tak samo można zrobić pastę rybną, dając do ryb zamiast masła, biały ser. Zamiast szprotek można też dodać drobno posiekanego wędzonego łososia lub wędzonego dorsza. Co kto lubi.
Robiła też świetne pasty jajeczne. Masło, jajka na twardo, szczypiorek, cebula... Wszystkie pasty doprawiała solą, pieprzem, czasem papryką i jak się dało, to dodawała różne inne produkty np. posiekany koperek zamiast szczypiorku. Oczywiście pasty można robić różne i z różnych produktów, ale te trzy bywają najczęściej na naszym stole.
Tradycję robienia past przejęłam bez mrugnięcia okiem, bo wszystkie je bardzo lubimy.
I tak od zachwytu nad szczypiorkiem, który jest na wyciągnięcie ręki, zrobiło się pół postu o pastach.
Pogoda dalej nas rozpieszcza. Wprawdzie rankami jest trochę powyżej zera, surowo, rześko, a wczoraj wiało okrutnie, ale jest słonecznie i tylko czasem niebo lekko się zachmurzy. W dzień temperatura dochodzi do 15 stopni. Nie ma co narzekać. Poza tym, kwitną tarniny i śliwy, a w tym czasie zazwyczaj, jest zimno i deszczowo.
Chciałam nagrać brzęczenie pszczół, których na tej śliwie było multum. Niestety wiatr zagłuszył pszczoły.
W ogrodzie jest już na tyle uporządkowane, że mogę sobie spokojnie odpuścić, jak mi się nie chce w nim działać.
Zamówiłam sporo cebul gladioli. W zeszłym roku dostałam trzy cebule jako bonus. Byłam wściekła, bo nie miałam ich gdzie zasadzić. W końcu wetknęłam je w długą grządkę, a one, jakby czuły moją niechęć i chciały wynagrodzić kłopot, pięknie zakwitły. W związku z tym, postanowiłam kupić następne cebule i powtykać je w wolne miejsca na grządkach.
Te niechciane, zeszłoroczne.
Kupiłam też sadzonki kluczyków o okrągłych kwiatach. Kwitną już jasno i ciemno fioletowe oraz ciemno różowy. Teraz zasadzę białe i czerwone.
Przyleciały szpaki, przysiadły na świerkach przed tarasami i zrobiły nam piękny, świąteczny koncert.
Podczas świątecznego wypadu widzieliśmy parę stad saren w różnych miejscach. To jest kraina saren i bażantów. Dużo pól i zagajników, dużo wolnych przestrzeni.
Udało mi się nakręcić krótki filmik z pola przy siedlisku, a przy okazji komentarz Jaskóła także.
Zdjęcia robiłam z samochodu. O dziwo, trochę zdjęć wyszło całkiem niezłych.
Te w drodze powrotnej.
![]() |
Ruszyłam z tkaniem wiosennego gobelinu. Już jestem w połowie, ale przędza cienka to i tkanie idzie powoli.
Dzisiaj przyszły nowe kolory przędzy owczej. Ona jest jednak najlepsza do tkania gobelinów. Przynajmniej na takim etapie umiejętności, na jakim obecnie jestem.