Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

18 lipca 2026

A może borówki do sera?


 

Naleśniki z serem na letnie upały to jest to. A do sera na słodko, którym nadziewam naleśniki, dodałam gniecione borówki amerykańskie. Wyszło razem z naleśnikami super- nie za słodkie, lekko kwaskowate. Aha, no i naleśniki moje to nie są takie typowe cieniutkie placki, tylko ja robię naleśniki z gęstego ciasta, które wylewam na patelnię z dużą ilością oleju (warstwa tak około 1 cm)- wychodzi naleśnik grubszy, z postrzępionymi, chrupiącymi brzegami

I tak sobie myślę, że ser na słodko razem z borówkami amerykańskimi jest także świetnym deserem.

Ser robię tak- oczywiście, jak zawsze wszystko „na oko”

  • jeden klinek sera (25 dag, wszystko jedno o jakiej zawartości tłuszczu)

  • 1 żółtko

  • duża łyżka cukru (można dać więcej, ale ja chcę jak najmniej słodkie)

  • cukier wanilinowy do smaku

  • gniecione borówki- ilość według uznania

Wszystko razem wymieszać i można stosować do czego się tam tylko chce.

Mam zamiar zrobić takie nadzienie do kopert z ciasta francuskiego.

Robię porządki z dziką różą w ogrodzie. Tnę bez litości, strasznie wszędzie się rozpleniła, a przyrosty ma ponad metrowe i bardzo szybko rośnie.Dwa ogromne krzaczory poszły na kompost. Zrobiło się od razu jaśniej i ziemia się suszy.

Wczoraj, do południa wilgi robiły raban. Siedziały dwie samice na wierzchołkach brzóz i przekrzykiwały się, skrzecząc bardzo głośno. Wprawdzie samiec próbował przebić się przez ten skrzek swoim melodyjnym pogwizdywaniem, ale zapomnij, nie dał rady. A wieczorem lunęło. Burze, na szczęście, przeszły bokiem. Niesamowite, jak wilgi przeczuwają deszcz. Znacznie lepiej niż rzegotki, choć te się też wydzierały.

Montowanie pieca CO przeniesiono na ten tydzień, co będzie (chyba). Niemniej już posprzątaliśmy i przygotowaliśmy piwnicę pod montaż. Przy okazji prawie zalaliśmy drugą piwnicę, bo sprawdzając do czego służy jeden z zaworów, odkręciliśmy go no i usłyszeliśmy jak w piwnicy obok chlusnęło wodą. Co się okazało? Mój brat, melepeta jedna, kiedy zmieniał instalację wodną, odciął rurkę od bojlera przy piecu CO, ale jej nie zaślepił. Zostawił po prostu otwartą rurkę. Odkręciliśmy zawór przy bojlerze, a woda poszła tamtędy wprost na podłogę. Można się wściec. My pilnujemy, żeby piwnicę osuszać, a tu lekki potop. Na szczęście szybko podstawiliśmy wiadro i większych szkód nie ma.

 

Zaczytałam się w serii kryminałów Camilli Lackberg. Lubię takie łączenie fabuły obyczajowej z kryminałem.

Kupiliśmy serię o pracy służb specjalnych, oczywiście zbeletryzowaną. Muszę poczekać, bo teraz Jaskół czyta pierwszą, z pięciu, część. 

A może coś lżejszego? Na przykład te. 


Przeczytam, ale potem żadnych filmów, wolę pozostać przy wersjach książkowych. Cenię swoją wyobraźnię i nie lubię, gdy potem następuje rozczarowanie wizją reżyserską.

Juki.

Też nie kwitły tak obficie, jak w minionych latach.


 

Juka na zdjęciu poniżej, została posadzona dwa lata temu. W tym roku zakwitła pierwszy raz. Juki też dobrze czują się w naszym ogrodzie. Rozsadzone, przyjmują się bez problemu, potem tworzą duże kępy, no i nie lubią ich ślimaki.


 Budleja kompaktowa- kwitnie obficie od połowy lipca do końca sierpnia.

I jeszcze drapol na słupie.


 


14 lipca 2026

Ptak ptakowi wrogiem.

 

W lasku, pod jodłami, spora kupka piór i pierza. Z dużego ptaka została. Nie mam pojęcia, co zeżarło ptaka i co zostało pożarte. Może zjedzona została uszatka, może krogulec, a może wręcz jastrząb. Może żarłokiem okazał się właśnie jastrząb- nie, chyba nie, to się stało w nocy, a jastrzębie w nocy nie polują (ale mógł zapolować o brzasku). Prawdopodobnie myśliwym była kuna. A z drugiej strony, mogła to być inna sowa. Między gatunkami sów wcale nie ma miłości. Sowy uszatki padają ofiarą puchacza, puszczyka- a puszczyki przecież rezydują w pobliskich zagajnikach. W głowie mi się nie mieści, by sowa zeżarła drugą sowę. No cóż. Na razie mogę się tylko domyślać, co było myśliwym, a co jego ofiarą. Nadal popiskują młode uszatki. Aż strach pomyśleć, że ofiarą mogło być któreś z rodziców. A z drugiej strony, te młode są z wiosennego lęgu, czyli powinny już się powoli usamodzielniać. Brakuje im może tygodnia, a może dwóch, by samodzielnie zaczęły polować. Natura zmusi ich do wcześniejszego stania się dorosłym ptaszorem. Bywa.

W zeszłym roku o tej porze młode uszatki były takie. Ta siedziała na krzaku bzu.


 

Jakieś niemrawe to lato. Więcej teraz siedzę w domu i na tarasie, niż w ogrodzie. Nie chce mi się w nim pracować. W sumie to tej pracy jest coraz mniej. No może przecinanie znowu się szykuje i to duże, ale  z tym się nie spieszy. I pocieszające jest, że rudych ślimoli, bez skorupy, jest mało w tym roku. Natomiast namnożyło się tych małych z kolorową skorupą na grzbiecie. Są mniej żarłoczne i jakby „przyjemniej” usuwa się je z roślin.

Pojawiły się, w ogrodzie, żaby łąkowe i jest więcej rzegotek zielonych.

A ogród zamilkł- nie śpiewa żaden ptak oprócz zięb i „gruchotów” gołębi. Tak milczącego ogrodu, o tej porze roku, nie znam. Nigdy takiego nie było, zawsze coś się odzywało. A teraz nawet wilgi są rzadkością. Częściej słychać skrzek srok- może to jest przyczyną milczenia innych ptaków.

Ale często pojawia się on- dzięcioł zielony, a jego szatański chichot niesie się po ogrodzie. Zdjęcia robiłam przez szybę, trzymając w lewej ręce telefon- rozmawiałam z Jaskółem- w prawej aparat. Całkiem nieźle wyszły.

 




Po dwudniowych ulewach, ziemia jest mokra, ale bez przesady. Rośliny odżyły, znów nabrały masy.

Moja ulubiona wiązówka różowa (jest  też biała, dziko rosnąca nad ciekami wodnymi). W ogrodzie rośnie kilka kęp i mam zamiar jeszcze ją rozsadzić, bo to taka niekłopotliwa, bardzo dekoracyjna, zapchajdziura. A najważniejsze, że ślimole w niej nie gustują.


 

Mój hit ogrodowy- trytomia. Nie spodziewałam się, że tak pięknie, obficie zakwitnie. W zeszłym roku puściła liście gęsto tak, że nie potrafiłam wydostać spomiędzy nich ślimaków, które uwielbiają jej pączki kwiatowe. Jesienią zaryzykowałam i ścięłam wszystko do ziemi, a potem okryłam włókniną. Wiosną długo nie puszczała liści i już się z nią żegnałam, gdy w ciągu kilku dni wystrzeliła w górę. Ślimole też ją w tym roku oszczędziły, bo ich po prostu nie ma. No i zakwitła pięknie.


 

I jeszcze niska oraz wysoka- pysznogłówki.




W Internecie ciągle pokazują się reklamy sklepów ogrodniczych, które kusza pięknymi zdjęciami różnych roślin (nie dajcie się zwieść, te sprzedawane rośliny nigdy nie będą takie piękne, jak te na zdjęciach reklamowych, stworzonych przez AI).

A tu jest „oszustwo sklepowe”. To sklep, w którym kupuję rośliny od lat i zawsze byłam zadowolona. W zeszłym roku zmówiłam hortensję, która miała być taka.

A otrzymałam taką.

Ta nowa jest śliczna, jednak wolałabym taką, którą już mam. Nowa tworzy kwiatowe kule, które wymagają podpórek, bo się pod ciężarem kładą. Nie chciałam kombinować z podporami. Może nie wyrośnie wielka i kwiaty się jakoś w pionie utrzymają. Docelowo ma mieć 1,20 m.

 Na zdjęciu biała, rosnąca przy dużym tarasie, ma z czterech stron ażurowe ścianki, które tworzą ograniczenia dla kwiatów i są podpórkami dla nich.

Jednak, zanim wpadłam na taki sposób podpierania (4 niskie pergole, pospinane zipami, tworzą klatkę na hortensję), przez dwa lata próbowałam różnych podpórek. Wszystkie były do bani.

 

Ta stara, która była wzorem do zakupu takiej samej, tworzy baldachy i pięknie trzyma kwiaty na sztywno.

W tym samym sklepie kupiłam jeszcze dwie hortensje o kwiatach w baldachach, ale one są małe i nawet pąków kwiatowych nie wypuściły w tym roku. Zobaczymy, jakie kwiaty będą miały.

Walczę ze sobą, obiecałam sobie, że już żadnej rośliny nie będę kupowała, że nadal będę ograniczała miejsca do plewienia. 

Obok mniejszego tarasu.


Powoli- a jednak to tempo nie jest zadowalające- kończę tkanie wiosennego gobelinu. Jeszcze tylko zarobienie i utkanie nowego sposobu zawieszenia gobelinu na drążku. Muszę sama wykombinować, jak to zrobić. Widziałam tylko zdjęcie, ale sposobu wykonania już nie ma.




11 lipca 2026

Czarna oraz biała, a każda skutecznie straszy.

 


„Pałac z dwiema damami: Czarną i Białą

Z odrestaurowanym Pałacem w Żorach-Baranowicach wiążą się niesamowite historie. Niektóre są tajemnicze i straszne. Pracownicy remontujący przed laty budowlę pod siedzibę szkoły mieli ujrzeć na korytarzu Czarną Damę, jednego z dwóch duchów ukazujących się w pałacowych oknach. Wiadomo, że w czasie niemieckiej okupacji w pałacu na suto zakrapianych alkoholem imprezach bawili się SS-mani z obozu Auschwitz-Birkenau. Po wojnie zabytek popadł w ruinę. Dziś dawna siedziba znakomitego rodu von Durant jest miejscem wydarzeń kulturalnych. 


 

Z pałacem w Baranowicach wiążą się tajemnicze i dziwne zdarzenia. Część z nich można zaliczyć do legend, ale część to fakty historyczne, które wzbudzały przerażenie wśród miejscowej ludności. Historie te zgłębia od lat żorzanka Elżbieta Grymel, której dziadek był leśniczym na terenie Baranowic i sąsiednich Szoszów. Wśród mieszkańców, z pokolenia na pokolenie przekazywana jest historia o damie ukazującej się w pałacu.

  • Prawdopodobnie są to aż dwie damy; jedna czarna, druga biała, którą uważa się za ducha opiekuńczego pałacu. Cała masa przykładów dowodzi, że tak jest… - zaczyna pani Elżbieta.

Jak zaznacza, czarna postać jest jeszcze bardziej tajemnicza. Przypuszcza się, że to duch samotnej właścicielki z czasów wojen ze Szwedami. Nie wiadomo, czy chodzi o wojnę trzydziestoletnią czy działania zbrojne związane z późniejszym potopem szwedzkim.

- Okazało się, że kobieta zmarła w trakcie działań zbrojnych, a mimo to mieszkańcy widywali ją na werandzie „zamku”. Jak wojska opuściły rejon Baranowic, dziedziczkę odwiedził krewny - pastor z Cieszyna. Zastał nieżywą ciotkę siedzącą w pokoju na krześle, ciało znajdowało się w stanie daleko posuniętego rozkładu – opowiada Elżbieta Grymel.

Czarna Dama pokazywała się ludziom dalej, zawsze w południe na werandzie, siejąc domysły i przerażenie. Wyszło na jaw, że pani dziedziczka obiecała przepisać rodzinie swój majątek. Nie zrobiła tego jednak, nie sporządziła też testamentu. Mieszkała w pałacu sama, nie odwiedzana przez bliskich i poddanych. Później zmarła. Świadkowie powtarzają, że Czarna Dama nosi zawsze przy sobie zwinięty pod pachą rulon.

- Najprawdopodobniej to ów oczekiwany przez jej rodzinę testament. Być może pokutuje za swoje zaniedbanie… - snuje domysły pani Elżbieta.

Duch na pałacowym korytarzu i ucieczka robotników

- W latach 60. ubiegłego wieku, gdy remontowano budynek (mieściła się w nim wtedy szkoła podstawowa), robotnicy zauważyli Czarną Damę na korytarzu… W świetle drzwi, zniknęła na drugim końcu. Ponoć strasznie się przerazili. Uciekli schodami z pałacu i zamknęli za sobą drzwi. Trzeba jednak dodać, że „byli wypici”; ktoś im dał flaszkę wódki albo kupili sobie sami. Ponoć nie zdążyli opróżnić butelki, bo usłyszeli rumor w korytarzu... – uśmiecha się żorzanka.

Czarną Damę spotkały także kucharki, które mieszkały w pokoju na pierwszym piętrze. Przez okno zauważyły na dworze Czarną Damę z rulonem pod pachą. Postać ta patrzyła w stronę okien.

Biała Dama nie była widywana z rulonem, więc można domniemywać, że są to dwa różne duchy. Pojawia się najczęściej w sytuacjach jakiegoś zagrożenia. Puka w drzwi, ściany, a nawet woła ludzkim głosem, ostrzegając ludzi znajdujących się w pałacu lub w jego pobliżu. Czy tak jest naprawdę? Ci, którzy spotkali oba duchy są przekonani, że tak. 


 

Uważa się, że Biała Dama to żona pierwszego właściciela Baranowic z rodu Durantów. Kobieta pomagała biednym, pokrzywdzonym przez los osobom. Prawdopodobnie cierpiała na depresję lub inne schorzenie duszy. Później rzadko rozmawiała z ludźmi, wychodziła tylko do ogrodu ze swoimi psami. Przyczyna takiego stanu?

- Podobno landrat nie był jej wierny, dlatego baronowa podupadła na zdrowiu – mówi żorzanka.

Kolejna legenda dotyczy zamurowanego pokoju. Do dziś nie wiadomo, gdzie znajdowało się to pomieszczenie.

- Kuzynka mojego taty (rocznik 1904) pracowała w pałacu jako pokojówka. W pewnym momencie otworzyła drzwi, a za nimi była ściana. Usłyszała za ścianą odgłosy – jakby wiatru, który wpada przez otwarte okno. Była przekonana, że za murem jest jakieś pomieszczenie – wskazuje Elżbieta Grymel.

Ziemia nie chciała przyjąć ciała zmarłej?

I rzeczywiście, wśród miejscowych krąży taka opowieść. Do starej XVII-wiecznego pałacu, dwa stulecia później Durantowie dobudowali nową część. Obie się różniły wyglądem.

- Faktem historycznym jest to, że jedyny syn właścicieli utonął w pobliskim stawie. Podobno zrozpaczony ojciec kazał położyć ciało syna aż do pogrzebu w jednym z pokojów. Nie mógł znieść myśli, że tam spoczywał jego ukochany syn i kazał zamurować to pomieszczenie. Druga wersja wiąże się z ciotką pastora, czyli domniemaną Czarną Damą, która miała umrzeć w tym właśnie pokoju – mówi pani Elżbieta.

Nieszczęsna ta kobieta, według ludowych przekazów, miała przekląć rodziną, która nie interesowała się nią. Dlatego straszyła. Ponoć jej ciała nie chciała przyjąć ziemia.

- Podobne legendy dotyczą księżnej z Cieszyna czy pani na Pawłowicach oraz właścicieli Baranowic. W tej sytuacji powóz z trumną zaprzęgnięto w niezliczoną liczbę czarnych wołów. Tylko, że w tamtych czasach używane do pracy w polu woły były płowe albo czerwonawe. Zdarzały się czarne, ale były bardzo drogie. Czy ktoś dałby czarne woły, by pomogły przewieźć zmarłą na bagna, gdzie miała zostać pochowana? - pyta retorycznie Elżbieta Grymel.

 

SS-mani z Auschwitz próbowali zagłuszyć sumienie strumieniami wypitego alkoholu

Prawdziwą historią mrożącą krew w żyłach są opowieści o SS-manach z załogi w obozie Auschwitz-Birkenau, którzy bawili się w pałacu. Zresztą nie tylko oni. Do dawnej siedziby baronów przyjeżdżali nazistowscy dygnitarze z Katowic oraz innych miast. Urządzano polowania na zwierzynę łowną w pobliskich lasach, a potem pijackie imprezy.

- Niestety, to fakt historyczny. O tych spotkaniach opowiadał mi dziadek, który musiał tam przychodzić ze względów zawodowych. Wraz z innymi leśniczymi przygotowywał łowy. Przyjeżdżał też nadleśniczy z centrali – mówi pani Elżbieta.

Imprezy były zhierarchizowane. Najważniejsi dygnitarze pili tylko w swoim gronie.

- Dziadek miał w towarzystwie ludzi średniego szczebla. Jak byli „wcięci”, to opowiadali takie rzeczy, że włos się jeżył. Babcia starała się wykorzystywać te polowania. Prosiła dziadka, aby dowiadywał się o los różnych osób, które przebywały w obozie. Czasem udawało się zdobyć takie informacje, choć to było bardzo niebezpieczne – przekazuje Elżbieta Grymel.

Odrestaurowany przepięknie pałac stał się placówką kultury

Restauracja tego niezwykłego XIX-wiecznego zabytku to największa żorska inwestycja ostatnich lat. Jej wartość wyniosła ponad 29,5 mln zł. Oddano go na wielofunkcyjne działania. 21 października 2023 r. oficjalne otwarto. Przez trzy lata prac zrujnowany zabytek odzyskał dawną świetność, ba, wygląda nawet lepiej niż na znanych historykom fotografiach. Przepięknie odnowiono elewacje, pieczołowicie odtworzono wnętrza.”

Kiedy zwiedzałam pałac, nie znałam jeszcze historii o jego damach: białej i czarnej. Przeczytałam ją dopiero, szukając materiałów o pałacu.

Niemniej spotkało mnie coś, co do teraz jeszcze wywołuje we mnie dreszcz niepokoju. Taki, jaki czułam, kiedy robiąc zdjęcie jednego z pomieszczeń, czułam za plecami czyjąś obecność. Wiele osób ma takie irracjonalne odczucia w pewnych miejscach. Nie ja jedna, ale... kiedy poczułam tę obecność, odwróciłam się i zobaczyłam za sobą tylko „czarną damę”.

O tę. 


Minęłam ją, wchodząc do pomieszczenia- niezbyt mi się spodobała w tej czarne sukni. Stanowiła wyraźny kontrast do reszty pałacowych „dam” w jasnych sukniach. Nawet się zdziwiłam, że chciano demonstrować damę w czerni. Minęłam ją, nie przyglądając się jej jakoś szczególnie. I już w pokoju, poczułam tę obecność za sobą.

No niby nic, manekin, ale … ciągle miałam wrażenie, ze chciała ona położyć rękę na moim ramieniu i lekko poklepać. Zagrała mi wyobraźnia, wydawało mi się, że jak jeszcze choć minutę zostanę obok niej, to się poruszy i... Ewakuowałam się z tego miejsca błyskawicznie. Nawet się nie obejrzałam. Tak, można się śmiać, można się śmiać z takich różnych odczuć i gadać o głupocie, tchórzostwie itp. A ja wiem swoje i wiem, co czuję w niektórych miejscach lub czuję, kiedy stoi obok mnie jakiś człowiek. I to nie jest przyjemne. Głupi manekin wystrojony na czarno wcale nie musiał wywołać we mnie irracjonalnego lęku- lęk mogło wywołać samo miejsce, w którym stał, jakaś zła energia mogła tam się przewijać, wszak nie wiemy, co się tak naprawdę w pałacu działo. Zbiegło się po prostu w jednym miejscu- czarna dama i zła energia po niedobrym zdarzeniu. A ja jestem na takie fluidy, energie uczulona, podatna, czuję je czy mi się to podoba czy nie. 


 



Bardzo często w pałacu organizowane są imprezy, nawiązujące do czasów właścicieli majątku. W pracowniach, florystycznej oraz plastycznej, tworzy się stroje z tego okresu, potem ubiera się w nie manekiny (są one elementami dekoracyjnymi w budynku), organizuje się pokazy mody, nawiązujące do mody XIX wiecznej, bywają spotkania pań przy herbatce- w strojach z epoki itp. 

 


Od kilku lat odbywają się w pałacu także pokazy mody o różnej tematyce.


 

Nie brakuje w nim również koncertów oraz imprez folklorystycznych. Poza tym, w pałacu, urządzane są różnego rodzaju giełdy (np. rękodzieła), wystawy, wernisaże, okazjonalne warsztaty, pikniki itp.




 

Można także, w każdą niedzielę, zwiedzać pałac w towarzystwie damy w stroju z epoki- panie oprowadzają zwiedzających po pałacu oraz parku, opowiadając historię tego interesującego miejsca. Jest to tzw. zwiedzanie pałacu z damą.


 Źródła:

https://zory.naszemiasto.pl/tajemnice-palacu-w-zorach-baranowicach-czarna-i-biala-dama/ar/c1-9776281

https://www.facebook.com/palacbaranowice/photos/w-czerwcu-zwiedzanie-z-pa%C5%82acow%C4%85-dam%C4%85-mo%C5%BCliwe-b%C4%99dzie-w-dwie-niedziele7-czerwca21-/867491509747047/

https://www.radio90.pl/palac-baranowice-poznaj-historie-i-zwiedzaj-obiekt-z-damami-w-strojach-z-epoki.html

https://www.instagram.com/palac_baranowice/

Zdjęcia z podanych stron oraz z moich zasobów. 





09 lipca 2026

Step by step wczesnycm rankiem do lasu.

 Trzeba oglądać koniecznie na pełnym ekranie, wtedy robi wrażenie.


 Zdjęcia zrobił nasz syn, wczesnym rankiem, w tutejszym dużym lesie.