„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

19 kwietnia 2026

Gdy brakuje kawałka kciuka...

 

Jeden ze wschodów słońca. 

A tu inny.


 I jeszcze inny.


 Poranek w alejce sosnowej.

Oraz w lasku. Forsycje jeszcze kwitną. Tej wiosny dosyć długo kwitną. 

W tym roku, kiedy idziemy z Bezą na poranny obchód ogrodu (zwykle około 6 rano), często słyszę krzyki żurawi. Nie przypuszczałam, że się zadomowią tutaj. Zwykle wiosną przelatywały nad domem i leciały dalej na północ. Wygląda na to, że w tym roku, a może i już w zeszłym, parę zostało na tych terenach. Tutaj mnóstwo stawów, niedaleko zbiornik goczałkowicki- mają gdzie żerować i zakładać gniazda. Coraz więcej ptaków, których tutaj nie mieliśmy, pojawia się i zostaje na lęgi. Tak było z kormoranami. Chyba z 20 lat temu pojawiły się nad jeziorem, potem zaczęły zakładać gniazda nad stawami, a potem stały się plagą i horrorem właścicieli stawów hodowlanych.

Łabędzi też kiedyś było mniej. Obecnie prawie na każdym stawie można je zobaczyć. Widzę jak zmienia się przyroda wokół nas. Te ptaki, które odlatywały na południe, teraz zimują na stawach. Choćby takie dzikie gęsi. Kiedyś ich nie było, teraz są nawet w zimie i jest ich coraz więcej.

No więc.... no więc, naszym porannym spacerom towarzyszą krzyki żurawi. Żuraw to mój ulubiony ptak. Do tego stopnia ulubiony, że w mojej kolekcji haftów z ptakami, jest parę właśnie z żurawiami. 



Ten złoty tańczący poszedł "do ludzi".

 Ten poniżej był pierwszy
A ten turecki to nie wiem, czy to żuraw, czy czapla, ale chyba jednak żuraw. Też poszedł "do ludzi".


 Cała kolekcja haftów z ptakami (41 sztuk) wisi na ścianie. Dwa jeszcze poszły na licytację WOŚP. O ile dobrze liczę to wyhaftowałam 46 ptaków.

Gdzieś przeczytałam, że wieszać swoje prace w domu na ścianach to obciach. Hmmmm.... no to, po co ja to sobie robię? Tak dużo idzie do pudełka, ale sporo właśnie wisi ich na ścianach i ręczę, że nikt nie ma tak oryginalnych dekoracji w domu, jak my. 


Rozpoczął się czas, kiedy świat kwitnie na biało. Kwitną drzewa owocowe (oprócz jabłoni- te trochę później), kwitną czeremchy. W ogrodach kwitną magnolie i tawuły. W naszym zakwitły też pigwowce- te wcześniejsze. 


 


Po kolei rozkwitają różne gatunki narcyzów. W tym roku niektóre słabo kwitną, parę kęp nie zakwitło w ogóle. Nie mam pojęcia dlaczego, bo liście są dorodne. 

Pojawiły się malutkie ślimole, które usiłują mi zeżreć trochę roślin. Widziałam też dużego pomrowa (czarny, podobny do ślinika, ale on żre ogrodową padlinę typu zdechła dżdżownica itp.)- jednego na razie i ani jednego ślinika (to te rude harpie, zżerające wszystko na co się natkną). 

Te spektakularne, pełne.

Białe. 

Z żółtym środkiem

Czekam na kwitnienie pełnego z różowym środkiem i tych, które mają kilka kwiatów na jednej łodydze. Pozostałych nie pokazuję. W sumie jest w ogrodzie kilkanaście gatunków narcyzów. Zbiorę kiedyś ich zdjęcia do kupy i zrobię sobie prezentację.

A tu taki ładny z rozetą. Jest jeszcze w ogrodzie drugi gatunek takich z różową rozetą. Te na zdjęciu są bardzie pomarańczowe.


Jaskół pojechał, na „Szerszeniu”, na zlot, a ja powoli dopracowuję gobeliny. Problem z doborem frędzli, rozterki- dodać te frędzle czy nie. Jak nie, to jakieś takie ubogie te gobeliny, jak dodam, to nadmiar czegoś. A jak dodać to w jakim kolorze i jak długie, by zachować proporcję... do kitu. Szczerze? Nie lubię tego wykańczania robótek wszelakich- tego podszywania, przyszywania, naciągania, wymyślania sposobu zawieszenia...tu za dużo, tam za mało...

Próbuję dalej tkać wiosenny gobelin, ale idzie mi to jak krew z nosa. Następny zrobię na ramie z szeroką osnową i będę tkała grubaśną przędzą, bo mnie to dziubdzianie przy tym obecnym zabije.

Przeszkadza mi jeszcze plaster na kciuku- ani igły nawlec, ani wątku przytrzymać, ani frędzla przewlec bez złorzeczenia, nie da się.

Rację miał lekarz, który ratował palec i starannie przyszywał opuszek do reszty- kciuk spełnia 90% roboty podczas chwytania czegokolwiek. Wprawdzie nauczyłam się chwytać palcami wskazującym i środkowym, ale to jest tylko połowa tej precyzji, co przy chwycie wskazujący- kciuk.

No i już mnie wkurza to długie mrowienie w opuszku.

Za główną drogą są ogromne pola. Często pasie się na nich stado saren. Potem sarny gdzieś sobie idą, a na polu dosyć często zostaje on- samotny sarniok.

Popatrzeć w stronę prawego górnego rogu- na zielonym.

W dużym przybliżeniu.
 

Zdjęcie zrobiłam z głównej szosy. Miałam tę nieprzyjemność iść do i od fryzjera główną drogą. Obok mnie śmigały TIRy, osobówki, a ja robiłam zdjęcia sarniokowi, bo bardzo chciałam jego zdjęcie mieć. Trochę się udało, ale był naprawdę bardzo daleko.


 

15 kwietnia 2026

Lało, grzmiało i grało...

 ale jak grało

Gammapolis I- wersja koncertowa 


 Pomyślałam sobie, że jak jeszcze jesteśmy w węgierskich klimatach, to warto obejrzeć Omegę podczas koncertu, przebiegającego w niezwykłych okolicznościach.

Gammapolis II 


 

09 kwietnia 2026

O... jaciepierdolę- czyli o wielkim absurdzie.

 

Minęła Wielkanoc z całą oprawą Wielkiego Piątku, grobów, święcenia, Zmartwychwstania...

Na Facebooku pojawia się taki mem. 


Memy jak to memy, mają śmieszyć, albo wzruszać, albo prowokować przemyślenia. I ten właśnie Mem odkrywa cały absurd z ukrzyżowaniem Jezusa, z jego poświęceniem, by odpuszczono ludzkości grzechy, z jego cierpieniem.

STOP.

Do tego miejsca chrześcijanie przyjmują to wszystko i z punktu realnego widzenia, jest to możliwe. Był człowiek o imieniu Jezus, ukrzyżowano go, a ludzie uznali, że cierpiał dla nich i za nich. OK, ale to Zmartwychwstanie już się nie komponuje z tym poświęceniem. Zmarł, a jakoby ożył, czyli co? Krótki epizod, związany z ukrzyżowaniem, niewątpliwie przynoszący cierpienie, ma na celu odpuszczenie grzechów ludzkości, ale on miał umrzeć, jakby nie zabrzmiało to okrutnie, miał poświęcić życie, takie było przesłanie, a tu nagle ZONK! Wstaje z martwych oraz wstępuje w niebiosa. To właśnie ukrzyżowanie, śmierć Jezusa, wraz z tym przesłaniem robi go znanym męczennikiem, a potem Bogiem. A o tym, w kontekście chwały Zmartwychwstania, zapomina się. Jakby umniejsza, bo teraz Zmartwychwstanie jest najważniejsze. Okrutne oszustwo boskie się odbywa. Jeżeli ożył, to nie ma śmierci za odkupienie grzechów. W sumie ludzkość nic nie dostała.

Pewnie sukienkowi mają na to swoje mętne tłumaczenia, ale ja nie potrzebuję owijania czegoś, co jest konkretne i widać całą absurdalność zdarzenia, w jakieś bajania, by móc maluczkim mydlić oczy i na nich żerować.

A i teologowie też mają jakieś tam pokrętne tłumaczenia.

Jeszcze jakieś 25lat temu, kiedy czytałam różne opracowania, dotyczące Biblii, wywody teologów, wywody filozofów, a sporo tego było, to podchodziłam do nich poważnie. Teraz to mi się śmiać z tego wszystkie chce. Jedno, co tylko mi pozostało, to szacunek do umiejętnego rozumowania (niekoniecznie trafnego) oraz umiejętności sprzedania tego w taki sposób, że ludzie to łykają, a większość w to wierzy.

Trywializuję teraz, oczywiście... ależ, czy te wszystkie opowieści chrześcijańskie nie są w dużej części trywialne?

Myślę, że nawet mocno wierzący ludzie powinni choć na chwilę zastanowić się nad tym, co ujawnia Mem.

I by nie było tak kościółkowo.