„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

06 maja 2026

A tymczasem wszystko w żółci.


 

Maj, a jak maj, to kwitną rzepaki i puchnie mi nos. W tym roku jeden dzień tylko, ale za to tragiczny- płakałam, kichałam, z nosa się lało. By jakoś dzień przeżyć, zabrałam się, jak to w moim przypadku zawsze bywa podczas  trudnych chwil, do intensywnej pracy. Czyli... czyli zaczęłam mycie okien. Trudno uwierzyć, ale nie myłam ich od listopada. Może gdyby były bardzo brudne, to złapałabym się za ich umycie wcześniej, ale w tym roku nawet teraz mogłyby jeszcze spokojnie poczekać. Mało kurzu na szybach, mało śladów much. W dodatku awaria palca wyłączyła mnie z tego typu działań na dwa miesiące. Ale teraz wymyłam drzwi balkonowe w dużym pokoju i okno w sypialni. Kilka razy pisałam o tym, że zastanawiam się nad kupnem robota do mycia szyb- szyb, nie całych okien, bo taki robot nie myje ram. A jak nie myje ram, to już jest powód do głębszego zastanowienia się, czy jest sens coś takiego kupować.

Oprócz mycia dużych powierzchni okiennych miałam również problem z myciem fug. Tym bardziej, że majster spieprzył robotę przy kładzeniu płytek i w niektórych miejscach nawet szczoteczka nie wyczyści. Stosowałam różną chemię ale te wszystkie środki do mycia fug to o kant.... trzasnąć. Co zatem? Ano myjka parowa. Miałam kiedyś taką podręczną- pojemnik trzymałam w ręku- trochę ciężką i w sumie nie używałam jej. Teraz kupiliśmy myjkę w kształcie małego odkurzacza na dwóch kółkach. W zestawie ma nakładkę do mycia szyb. I ta nakładka załatwiła mycie okien. Rewelacja. Ciągnę ją w dół, bucha parą, a gumowy ściągacz zbiera nadmiar wody. Potem należy tylko ręcznikiem papierowym zebrać ewentualne krople wody, które zostają wzdłuż przeciągnięcia nakładki i szyba umyta. Bez łażenia po parapetach i na stania na drabinie- wszystko z poziomu podłogi. Wysiłek? Niewielki, a szyby umyte za pierwszym razem i to bez smug. Jedyne czego należy pilnować to podłożenia ścierki pod ramę, bo woda jednak się leje. Skoro tak fajnie szybko i prawie bez wysiłku parówa myje okna, to drogiego robota na razie nie kupimy.

Fugi para też wyczyściła porządnie i też bez jakiegoś szorowania, męczenia się i wkurzania. No i bez jakiejkolwiek chemii, co przy oczyszczalni biologicznej ma znaczenie. Myjka parowa ma parę nakładek, w tym do mycia podłogi, jednak mamy już mop parowy, to tę będę używała do mycia delikatnych powierzchni.

Zostały mi jeszcze dwa okna do wymycia i drzwi balkonowe, ale zastanawiam się, czy warto teraz brać się za to. Wczoraj wymyłam okno w sypialni, dzisiaj patrzę i co widzę? Szyby z zewnątrz są pokryte żółtym nalotem. A jak do tych kwitnących rzepaków dodać początek kwitnienia sosen, które też pylą żółtym proszkiem i jest ich w naszym lasku sporo, to chyba odłożę resztę mycia na następny tydzień. Wszystko jest pokryte żółtym nalotem, a samochody wyglądają, jakby właśnie ukończyły rajd pustynny Paryż- Dakar. Wczoraj wymyłam szyby w moim, bo jechałam kupić rozsadę kwiatów, a wieczorem wyglądał jeszcze gorzej niż przed myciem.

O właśnie, posadziłam do wszystkich donic kwiaty letnie. Chyba z 50 sztuk. Tym razem sadziłam różnorodnie i różnokolorowo. Jak się przyjmą i zakwitną, to zrobię zdjęcia. 

Kwitną konwalie majowe leśne, a te ogrodowe też już rozkwitają. Te są przy płocie, na dole ogrodu.

Ta w lasku. 
Czosnek też już kwitnie, ale w tym roku dosyć mizernie.

Jedna z kęp rosnących w lasku.
Narcyzy przekwitają. Ostatnimi kwitnącymi są pełnie żółte, łososiowe i różowe oraz takie, które mają kilka kwiatów na jednej łodyżce



 

Przekwitły już sasanki oraz małe irysiki.



Stojąc na trawniku, twarzą w kierunku lasku,  widzę z lewej strony judaszowiec, który kwitnie w ogrodzie u sister wielkie ucho, a z prawej kwitnącą rajską jabłoń.

Judaszowiec.

 

Jabłoń.



Wykończyłam trzy kilimy i z pomocą Jaskóła, który dzielnie wiercił dziury w twardej jak cholera ścianie, powiesiłam je w sypialni. 

 


Został jeszcze ten z pijanymi tulipanami, ale nie mam pojęcia, czy dodać do niego frędzle czy nie. Mam jakiś tam pomysł, jednak najpierw muszę zobaczyć, czy to chwyci. Wiosenny kilimek tka się powoli, a dziergany na krośnie kawałek (czwarty element do kocyka) jest na ukończeniu. Zobaczę czy nie będzie potrzebny piąty dziergany. Wszystko idzie powoli, bo ten kciuk jeszcze ciągle jest obklejony plastrem i to opóźnia mi robotę.

Podeślijcie mi trochę deszczu, albo nie- dużo deszczu podeślijcie, bo jest okropnie sucho. Nawet plewić nie można- ziemia jak skała. Wprawdzie leję z węża wodę, w co drugi wieczór, na wszystkie grządki i krzewy, ale to tylko zapobiegawczo, bo i tak, jak trzeba nie nawodnię. Od piątku są u nas upały. Wczoraj w cieniu było +28 stopni. Dzisiaj rano o 6 było +12 stopni i mija kolejny upalny dzień. 

Kupiłam, zaczynam czytać. 

Sezon pt. "Letni taras z fontanną" uważamy za otwarty.



I na koniec tegoroczny koncert drozda.


 

26 kwietnia 2026

Drewniany kościół w Pielgrzymowicach- zabytek z pięknym wnętrzem.

W 1937 roku.

W 1930 roku. 

Obecnie.


W naszej okolicy są  trzy zabytkowe drewniane kościoły. Był jeszcze jeden, ale spłonął w 1972 roku i na jego miejscu zbudowano kościół z cegły.

Obiekty sakralne interesują mnie o tyle, o ile są interesującym obiektem architektonicznym, mają jakąś niezwykłą historię, albo są właśnie bardzo stare.

W sąsiedniej wiosce- Pielgrzymowicach, jest jeden z najstarszych drewnianych kościołów na Śląsku Cieszyńskim. Został zbudowany w 1675 roku.



 

Jest jednonawowy, pokryty gontem, a jego wystrój jest barokowy. Akurat do środka nie weszłam, bo Jaskół i Beza czekali na mnie w samochodzie.


Pierwsze zapiski o parafii pielgrzymowickiej pochodzą z XIV wieku, czyli przypuszczalnie stał już w niej niewielki kościółek. Od połowy XVI wieku do połowy XVII wieku kościół był ewangelicki. Został prawdopodobnie ufundowany przez protestanta Karola Henryka Paczyńskiego. Później został ewangelikom odebrany i oddany w ręce katolików. Niedługo potem wzniesiono nową drewnianą budowlę. Na początku XX wieku kościół odnowiono i powiększono.

Zniszczenia wojenne wymogły zrobienie kamiennej podmurówki i odbudowanie wieży. Nawę i węższe prezbiterium zbudowano na zrąb, a wieżę na słup (sposoby łączenia drewna).  Od północy dostawiono do głównego budynku pojedyncze ramie transeptu, a od południa dobudowano wieżę kolatorską z zewnętrznymi schodami przy prezbiterium  i kruchtę przy nawie. Wieża dobudowana od zachodniej strony, pochodzi z 1746 roku. Na początku pokryta była cebulastym hełmem z latarnią, obecnie jest zakończona dachem namiotowym. Na dachu znajduje się też mała sygnaturka, a cały budynek obiegają soboty (niskie podcienia z dachem wspartym na słupach).

   

Trochę żałuję, że nie weszłam do środka, ale była Wielkanoc, a do kościoła wchodzili ludzie. Głupio byłoby tak w święto ganiać po nim i robić zdjęcia. Wklejam parę zdjęć z Internetu.

W środku, który jest w stylu barokowym, zachowała się zabytkowa ambona. 

 


Boczne ołtarze są późno barokowe z obrazami z XVII i XVIII wieku. 

 




W ołtarzu głównym znajduje się portret patronki- św. Katarzyny Polichromie i witraże zaprojektował Paweł Steller, zwany „śląskim Skoczylasem” lub wręcz „śląskim Dürerem”. Ozdobą chóru są organy z XIX wieku. 

Z niektórych zdjęć wycięłam fragmenty polichromii, by je przybliżyć- są przepiękne. 


 


 



 


Na terenie cmentarza znajdują się dwa krzyże, wyrzeźbione z piaskowca w XIX wieku. Jeden z nich.

 

Kościółek stoi na pagórku, toteż z dwóch stron prowadzą do niego kamienne schody. Wokół kościoła jest cmentarz.


 

Pielgrzymowice są piękne usytuowane. Wieś leży na pagórkach, a w jarach znajdują się liczne stawy. Ponieważ kościół znajduje się na pagórku, jest widoczny już z dala, a jego drewniana bryła wspaniale komponuje się z okolicznym krajobrazem.

I ciekawostka. Drewniany kościół zabezpieczono przed pożarem w ten sposób- w razie pożaru tworzy się kurtyna wodna (zdjęcie ze strony parafii).

 W Pielgrzymowicach urodził się Karol Miarka (starszy), polski działacz społeczny, działający na terenie Śląska. Osoba na Górnym Śląsku znana i ciesząca się ogromnym szacunkiem.

Jeżeli kogoś to interesuje ta postać, to może dalszą część przeczytać choćby TU.

Pielgrzymowicki kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej, który szybciutko sfotografowałam, znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej województwa śląskiego.

W 1964 roku został wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków w Katowicach. 


Źródła:

https://www.slaskie.travel/poi/3098/drewniany-kosciol-pw-sw-katarzyny-aleksandryjskiej-w-pielgrzymowicach

https://kosciolydrewniane.my.wiara.pl/2015/01/13/Pielgrzymowice-Kosciol-pw-sw-Katarzyny

https://fotopolska.eu/Pielgrzymowice_Kosciol_sw._Katarzyny

 http://www.pielgrzymowice.parafia.info.pl/?p=main&what=47

Zdjęcia z wnętrza zrobiły różne osoby

 http://www.kosciolydrewniane.pl/pages/drewniane/pielgrz.html

22 kwietnia 2026

A chór żabich głosów niesie się daleko.

 


Zielono, zielono, zielono, coraz bardziej zielono robi się wokół. Brzozy powoli przekwitają i okryły się delikatnymi, drobnymi listeczkami. Jeszcze przez ich gałęzie widać niebo, ale już niedługo zasłonią jego solidną część. 


Zieleń zasłoni również te wszystkie graty i bałagany, na tyłach domów, które ujawniają się jesienią i straszą przez całą zimę. I to jest piękne, idziesz obok ładnego domku, podziwiasz okazały krzew bzu i nawet nie wiesz, że za nim stroi wrak samochodu, po którym drepczą kury. Dopiero późną jesienią doznasz wstrząsu estetycznego, kiedy to całe żelastwo i ukaże.

Wykluły się pierwsze pisklaki. W różnych miejscach ogrodu słychać delikatne popiskiwania. 

 Skorupka jajka kosa. Leży sobie na miedzy blisko krzewów irgi, ale gniazdo na pewno jest w innej części ogrodu. Ptaki często wynoszą daleko od gniazda skorupki, by zmylić ewentualnego amatora piskląt.


Nadal nie wiem, czy mój jeż przeżył i nadal nie mam odwagi rozgrzebać miejsca, gdzie mu zrobiłam zimową norkę. Nie spotkałam też innych jeży, choć ostatnio przez kilka wieczorów przeprowadzam kontrolę kwiatów ze względu na pojawienie się malutkich ślimoli. Włażą te dziady w ledwo rozwijające się liście hortensji i żrą je na potęgę. Miesiąc temu znalazłam pod czereśnią zeschniętą skórkę jeżową z igiełkami. Jeż był średni- był- coś go upolowało i zostawiło tylko skórę. Być może był to mój jeż. No trudno, taka jest przyroda. Myślę od czasu do czasu o tym jeżu i sama sobie się dziwię, dlaczego tak się nim przejęłam. Chyba dlatego, że jak go jesienią podnosiłam z ziemi, takiego skulonego, zupełnie bez świadomości, co się z nim dzieje, bo już hibernującego, wydawał mi się taki bezbronny, taki podatny na każde niebezpieczeństwo. Kto wie, czy gdybym go wtedy nie podniosła i nie umieściła w tej zbudowanej przeze mnie norce, to rano, być może, znalazłabym już jego rozszarpane zwłoki? Wiem, że w naszym ogrodzie biorę, w pewnym senie, odpowiedzialność za te wszystkie dzikie istoty w nim żyjące. Chcę im zapewnić bezpieczeństwo w miarę możliwości. I wiem też, że przyroda ma swoje prawa, pewne rzeczy są w ogrodzie nieuchronne. Choćby to, że jednak drapol poluje na kosy, których nijak nie ustrzegę. Znów zalazłam w lasku kępkę czarnych piór i kawałek ptasiej nogi. Kolejny kos został śniadaniem drapieżnika- ptaka, być może kuny albo tchórza.


Kosiarki- dwie stare- jedna duża z napędem i druga mała bez napędu, za to zgrabna, zaraz się rozsypią. Duża ma 20 lat, mała około 12. Były już naprawiane, mają pospawane korpusy, ale podczas koszenia jest ciągła obawa, że jedna albo druga, wysiądą. A trawa rośnie i słychać jak szumi. Zmniejszamy areał do koszenia, kosimy rzadziej i na wyższym poziomie cięcia jednak kosić ogród trzeba.

Kupiliśmy nową małą, z elektrycznym zapłonem i z napędem. Najpierw wybraliśmy taką, która miała i elektryczny zapłon i taki na cięgno. Stare kosiarki uruchamialiśmy ciągnąc za sznurek. Niby fajne, ale jak sznurek się gdzieś zahaczył to ciągniecie było drogą przez mękę (raz szarpnięcie, potem drugi, trzeci...), a jak nagle popuścił, to można było takim nagle gwałtownie puszczonym sznurkiem, a raczej plastikowym uchwytem na jego końcu, dostać po ręce. Ból nieprzeciętny. No i nie wiem, czy jeszcze chciałabym się męczyć z tym szarpaniem za sznurek- wielokrotnym- zanim kosiarka odpali. Ale nie to ostatecznie zadecydowało, że kupiliśmy lepszą kosiarkę, bez sznurka i tylko elektronicznie zapalaną. Nie uwierzycie- po pierwsze ta druga była lżejsza o 4 kilo, a 4 kilo to jest przy kosiarkach duża różnica, a po drugie kółka bez „bieżnika” (głębokich rowków na powierzchni koła). I ten brak rowków zadecydował. No tak, można się śmiać, ale jak ktoś kosi, a zwłaszcza kosi soczystą trawę, to wie, że potrafi ona przylepiać się do kół, podczas jazdy ubijać się, włazić w te rowki i ciężar pchanej kosiarki rośnie, opór przy jej pchaniu też (mówię o takiej bez napędu, czyli naszej małej, która była najczęściej używana). A podczas czyszczenia można dostać zawału ze złości, kiedy tę trawę z rowków trzeba patykiem wygrzebywać. Nie wiem, jak wy, ale ja zwracam przy kupnie nowego urządzenia uwagę nawet na takie duperele, by potem nie wkurzać się, kiedy pracę mam utrudnioną. Kosiarka znanego, dobrego producenta, ale nie tego mojego ulubionego, od którego mam większość narzędzi ogrodowych.

Dwie stare zabrał pan sprzedawca i będzie miał z nich części.


W ciągu dwóch tygodni przeczytałam wszystkie pozycje Brudnika (nie zaniedbując wszystkich prac domowo- ogrodowych i wykańczania gobelinów). Dwie książki z Łezką i trzy z Lichym. A dzisiaj doszła następna- czwarta- część o komisarzu Lichym. 

Tylko jeszcze obszerne „Księgi Jakubowe” przeczytałam w takim tempie- w 4 dni, ale byłam chora i leżałam w łóżku plackiem.

Brudnika się po prostu czyta jednym tchem.

Kawałek gobelinu, przy którym utknęłam.


 Kwitną tawuły. Pierwsze te, które mają kwiaty w kłosach.

 


Później zakwitną te, które mają kwiaty w baldachach

Zakwitł też pigwowiec o pomarańczowych kwiatach.

Rozkwitają magnolie.
 
Czeremchy są w pełnym rozkwicie. Na dole ogrodu kwitnie ogromna, którą chciał nasz drwal wyciąć, bo ponoć jest dudława- fajna nazwa- dudława. Schnie po prostu. Nie zdecydowaliśmy się- na razie nie wycinamy. Pięknie kwitnie, ale zdjęć nie zrobię, bo nie mam dojścia do niej z odkrytej strony. 

Dwie kwitną przy parkingu. Tylko jedna jest do sfotografowania w pełnej krasie. 


 Pachnie gorzko, ale lubię ten zapach. 


 A wieczorami zaczynają się żabie koncerty. Ponieważ pełno stawów w okolicy, to  chór żabi jest bardzo głośny.