W blogosferze jest nieznośnie, jest paskudnie, jest tendencyjnie. Jeden temat potrafi „przelecieć” przez wiele blogów, jest wałkowany, obracany, często w atmosferze aferki czy wręcz skandaliku.
Z komentarza potrafi się wyrwać (z jego kontekstu) jedno zdanie i w zależności, czy ono współgra czy nie, ze zdaniem opisującego, jest obracane. Kiedy współgra, to jest aplauz „Ja też, ja też...”, kiedy nie współgra to zdziwko albo wręcz krytyka- „Ja nigdy...”, „Nie zdarzyło mi się”... „Ale jak to....”. A wszystko to wypowiadane tonem kategorycznym, no bo przecież nie można się wyłamywać. Bycie w banieczce zobowiązuje, żadne tam "inne zdanie".
W komentarzach (zwłaszcza tych, które są w jakiejś opozycji do innych) wyszukuje się podtekstów, przecież nie może tak być, że ktoś zapyta szczerze, albo powie o sobie szczerze. Proste pytanie, proste stwierdzenie, często odbierane jest jako atak. Musi być, no przecież MUSI być jakaś insynuacja skierowana do innych. Przecież MUSI być w tym jakiś zły zamiar, bo wiecie ludzie są źli, a zwłaszcza ci, do których nie czujemy sympatii, albo z innych względów nie lubimy, albo po prostu nie zgadzają się z nami.
Pytanie zadane wprost budzi podejrzliwość, opowiedzenie o sobie, odbierane jest jako wywyższanie się (zwłaszcza, jeżeli ktoś mocno różni się w opinii).
Nagminne jest wmawianie komentującym, że „się nie znają”, bo... to tak jakby wmawiać zawodowemu stolarzowi, że nie potrafi ciąć deski prosto. O tak, to występuje bardzo często. I przykro mówić, ale faktycznie w polskim narodzie najwięcej jest lekarzy, nauczycieli, terapeutów, psychologów oraz pisarzy, znawców literatury i filmów. O czymś zapomniałam?
Ktoś coś lubi, no nie, ale NIE- tego się przecież teraz nie lubi, to jest passe durna pało, nawet tym się nie chwal, my cię tu zaraz ustawimy do pionu, skrytykujemy, wyśmiejemy, wydrwimy i wmówimy ci następny kompleks.
A ponieważ to wszystko dzieje się w tych banieczkach, tam nawała na delikwenta jest ogromna. O, właśnie, banieczki- tu się bardzo pilnujemy, by się nie wyłamać. Może się człowiekowi nie podobać jak nie wiem co, to co banieczka głosi, ale się nie wyłamie, bo nie chce być odrzucony. Siła banieczki jest oparta na obłudzie i kłamstwie oraz konformizmie. Nie podobało się do teraz, to pod wpływem banieczki się spodoba i to bardzo. Kiedyś nazywano taką grupę towarzystwem wzajemnej adoracji, teraz przybrała wdzięczną nazwę banieczki. Tak, relacje w banieczce oparte są na wzajemnej adoracji. No cudne to jest, cudne- „Da, da, da.... ja cię kocham, a ty mnie....”.
Owszem należałam do takich banieczek, ale wypadłam z nich, czasem mnie wykopano, ale zostałam z nich rugowana ostracyzmem, z większości jednak sama sobie wyszłam. Jestem zbyt niezależna w poglądach, zbyt indywidualistyczna, by się naginać do bańkowych relacji. Najpierw tiu tiu tiu a potem zgrzyt, bo nie jestem konformistką, a poglądy i upodobania mam odmienne od tych różnobańkowych. I jest mi z tym dobrze, ale owszem, zaglądam do tych banieczek i czytam, i wyciągam wnioski, i macie je tutaj w postaci postu. To moje zdanie o nich, jak ktoś ma inne, no to ma. I jeszcze jedno- jedni uwielbiają być w takich bańkach i nie przeszkadzaj im bańkowe „zasady”, inni jednak stają w nich trochę na przekór.
Jedną z cech bańki jest święte oburzenie wobec krytyki. Rozumowanie w bańkach jest takie- my możemy pisać paskudztwa na innych, ale inni niech się nie ważą krytykować (opisywać) nas, bo damy tak popalić, że pół blogosfery zaczadzimy dymem. Poparte jest to sakramentalnym zdaniem, jakie często czyta się na blogach- to mój blog i mogę sobie pisać tu co chcę- bańkowa wersja obrończyń gospodarza brzmi zadzierzyście tak: „To Twój blog i masz prawo pisać to, co chcesz (i innym wara od tego)". A aferka, sensacyjka to drugie imię bańkowego społeczeństwa, bo bańka może je rozkręcać, ale inni już nie.
Muzyka: Stan Borys, "Wiatr od Klimczoka"
zdjęcia- zasoby własne













