Napisałam
post o krótkiej wyprawie w teren, by zobaczyć stary słup
graniczny, postawiony kiedyś na granicy Prus i Austrii. No i post
wcięło, zanim go zamieściłam.
A
wycieczka była półtora tygodnia temu- w piątek.
Na
razie ten temat odstawiam, jak będzie wena, to napiszę, o co chodzi
z tymi słupami granicznymi.
A
teraz to, co dzieje się na bieżąco. Sobota- jedziemy Bezie obciąć
pazurki (bardzo szybko jej rosną, a może to ten czas tak leci?
Niedawno przecież byliśmy.). Zong, przed weterynarią kupa
samochodów, Beza 7 w kolejce, a czynne do 13. Nie czekamy, naszym
zwyczajem zaliczamy krótki wypad w teren. A teren to dokładnie staw
w sąsiedniej wiosce. Nieplanowany. W sumie to nie wiem, co Jaskół
planował mi pokazać. Na pewno chciał mi pokazać nowe rondo, ale
naburczałam na niego, że rondo nie jest dla mnie interesujące,
niech mnie zawiezie gdzieś „w przyrodę”. Trochę się spiął,
bo rondo miało być pokazane dlatego, żebym wiedziała, jak z niego
korzystać w drodze do Jastrzębia. Przyznać jednak muszę, że
uważnie skanowałam całą trasę, a w obecnej sytuacji akurat mi
się przyda. Normalnie do Jastrzębia jeździmy inną drogę, ale
aktualnie trwa przebudowa torów pod szybką kolej i jest szaleństwo
z drogami (kolejny most w przebudowie, kolejna droga zamknięta i
same objazdy). Ta normalna trasa ma objazdy, ta z „rondem” jest
nowa, ale omija całe to szaleństwo. Teraz jak znalazł.
Ok,
no cóż, ja tam wolę jednak teren „niezabudowany”. Zatem
zatrzymaliśmy się przy ogromnym stawie, na którym siedziało stado
mew. Dla mnie choćby kawałek takiego widoku to frajda. Nasz pobyt
nad stawem był krótki, ale udało mi się zrobić kilka fotek i
nakręcić film.
To jest jedna trzecia stawu- on jest ogromny, ale tylko w jednym miejscu siedziały na wodzie mewy.
A
w domu się chrzani. W niedzielę przeżyłam niefajne déjà vu- to
z tych, których zakończenia nie chciałabym przeżyć jeszcze raz.
A dzisiaj już lepiej, niemniej trochę nerwów mi strzeliło. Ja
wiem, że wkurzają czytających takie niedomówienia, ale nie mam w
zwyczaju dokładnie opisywać, jakie nieszczęścia chodzą po moich
bliskich, czy po mnie samej.
Przez
kilka dni jestem zdana tylko sama na siebie. Mam na szczęście
zapasy jedzenia. A w razie posuchy, ładuję psa do samochodu i robię
zakupy. Boję się tylko, że jak na chwilę zostawię Bezę w aucie,
to zaraz znajdzie się jakiś obrońca zwierząt i gotów wybić w
samochodzie szybę. Z jednej strony sama jestem za tym, by nie
zostawiać zwierząt w samochodzie samych, a z drugiej strony, są
sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia. Problem jest w zbyt narwanych
ludziach, którzy chcą zgrywać bohaterów, zanim pomyślą, jak
wyglądać może sytuacja. No ale, na razie, nie ma potrzeby ruszać
się z domu.
Mam
jeszcze brata do pomocy i dzisiaj mi konkretnie pomógł- jednak
tylko w sytuacji kompletnie bez wyjścia, będę go prosić. Sister
wielkie ucho w sytuację nie chcę wprowadzać, a jak nie chcę tego,
to i o pomoc nie poproszę. Zresztą ona sama mi konkretnie nie
pomoże, a szwagier.... tu spada zasłona milczenia.
No
dobra, byliśmy nad ogromnym stawem, sfilmowałam ptaszory. Muszę popracować nad robieniem filmów. Nie potrafię opanować nowego aparatu. Już wydawało mi się, że przesuwam powoli obiektyw i trzymam rękę, by nie drżała, a tu ciągle na filmie wahnięcia i obraz leci szybko. Trzeba też popracować nad obrazem przy dużych zbliżeniach. Stary aparat był łatwiejszy w prowadzeniu, nowy Canon płata mi figle.
Porobiłam
zdjęcia.
Przed samym wyjazdem, pogadałam z właścicielem, który
przyjechał badać stopień napowietrzenia wody. Podczas tak długotrwałych
wysokich temperatur trzeba pompować powietrze w wodę, by ryby miały
czym oddychać. Stawy hodowlane są płytkie. Zastanawialiśmy się z
Jaskółem, dlaczego nie są głębsze. Doszliśmy do wniosku, że
prawdopodobnie chodzi o zapełnianie ich wodą po zimie. Na zimę
woda z tych stawów jest spuszczana. Cieki wodne zanikają, ziemia
wysycha, stawy coraz trudniej napełnić. Hodowca skarżył się też,
że karpie męczy jakaś choroba. Faktycznie sporo niedużych
śniętych ryb pływało przy brzegu. Przykre.
Ławica malutkich rybek. Dwa razy pytałam pana co to za gatunek, dwa razy podał nazwę szybko oraz lekceważąco no i nie zapamiętałam. Sprawiał wrażenie, jakby te drobne rybki nie liczyły się w stawie. Nie rozwijał tematu, więcej nie pytałam. Widocznie uznaje zasadę "Nie ciekawić się".
Przeszłam z Bezą kawałek groblą, stronę małego stawu, za którym, na łące, pasły się konie. Niesamowicie wiejski obrazek. I ten spokój nad stawami, kiedy tylko mewy latają i popiskują, a ciche szumy cywilizacji są w dalekim tle, jest kojący. Lubię takie klimaty. Beza wyraźnie się tym krótkim spacerem zmęczyła, trzeba było wracać.
Zaczyna
się wrzesień. Po głowie chodzą tylko urywki myśli- szkoła,
szkoła się zaczyna i nic więcej, zero, nul rozważań o tym, jak się pracowało w oświacie oraz w nauce. Tak dawno, tak odległe czasy i nawet długi staż pedagogiczny, przynoszący różne momenty, zaginął w czasie. Po co? Na co teraz dywagacje o tym, co było? A to, co jest, to w sumie mnie mało interesuje- jakieś przepychanki, pretensje, jojczenia, skarżenia się, obwinianie jedni drugich, głupie decyzje.... beznadzieja.... nie mam wpływu, odstawiam
Nadal
robię ogórki małosolne. Ale jest problem- w sklepach nie ma już
zestawów: koper+ korzeń chrzanu + czosnek. Nie ma, bo jak twierdzą
ekspedientki- sezon się skończył. Gdzie, jak to się skończył-
teraz właśnie kisi się ogórki, bo późne odmiany teraz dojrzały.
No to radzę sobie inaczej- koper zielony, czosnek- zawsze jest, bo
go sprzedajemy, a chrzan kupiłam w płatkach suszony. Do tego liście
winorośli i powinno się udać. W tych tutejszych sklepach to czasem
porażka zaopatrzeniowa- chleb tylko do określonej godziny, w jednym
paskudne warzywa, w innym mały wybór. Człowiek tylko jeździ od
„marketu” do „marketu” różnych sieci i „składa” te
zakupy do kupy- w jednym warzywa, w drugim mięso i sery, jeszcze w
innym ryby świeże. Niby mamy to połapane, ale kilometry uciekają.
Chrzan suszony w płatku kupiłam w Internecie. Już mnie męczy to
wieczne poszukiwanie korzenia chrzanu w okresie, kiedy kisi się
ogórki. Bez chrzanu cała sprawa się nie uda.
Był kiedyś w ogrodzie posadzony i nawet ładnie się rozrastał, a potem zaginął. Zamówiłam dwie sadzonki w Internecie i dzisiaj przyszły- posadzę je pod płotem. Jak się przyjmą,
dokupię następne. A może nie dokupię, bo jeżeli się sprawdzi
suszony i inne zamienniki, to nie warto sadzić, podlewać itp.
Zamienniki
przypraw do małosolnych:
świeży
korzeń chrzanu- chrzan suszony w płatkach, dawać mniej, bo jest
bardziej aromatyczny,
świeże
liście chrzanu- liść czarnej porzeczki albo liście winorośli,
albo liście wiśni,
suchy
koper, łodygi, baldachy- świeży zielony koper, albo suszony
estragon- szczypta na litr zalewy, łodyżka świeżego estragonu,
suszone nasiona kopru, (nie dodawać suszonego koperku, bo jest
gorzki w zalewie), można dodać lubczyk- świeże łodyżki lub
listki.
Wyhaftowałam
pawia na szarym gobelinie. Więcej o moich zmaganiach, z tym
projektem, na drugim blogu (prawa strona, zakładka- drugi blog).
Tak się niespodziewanie złożyło, że dokończyłam jeszcze dwa hafty z pawiami, a trzeci czeka w kolejce- wzór naniesiony na materiał rok temu sobie leży i dojrzewa. Pawie, pawie, pełno pawi, "zapawiło" się w moich robótkach.
Miał
być post solidny z dawką porządnej wiedzy o bohemie, ale... czy ja
wiem, przecież na pewno (????) większość z czytających kojarzy,
o co chodzi.
Poza
tym wiedza ogromna, dużo informacji, szmat czasu obejmuje jej
występowanie- prawie 100 lat od pierwszej połowy XIX wieku do II
wojny, a i potem grupy artystyczne, które można nazwać bohemą,
istniały i nadal istnieją.
Pewnie
są i współczesne grupy artystyczne, środowiska artystyczne, ale
czy przyjmują one styl życia, jaki przyjęli artyści w latach
wczesnej „bohemy” i potem aż do początku II wojny światowej,
a jeszcze po niej w latach 50 (Paryż, Warszawa...), nie wiem. Pewnie
te, po II wojnie, wczesne powojenne środowiska, podobnie jak
przedwojenna bohema, przyjmowały np. postawy dekadenckie, zgadzali
się z ideami egzystencjalizmu, krytykowali zasady życia
drobnomieszczańskiego itp.
Na
pewno zmieniały się np. style oraz kierunki malarskie,
architektoniczne (np. wejście stylu socrealistycznego w Polsce).
Zastanawiałam się również, ale to tak na marginesie, czy ruch
hippisowski można by zaliczyć do bohemy lat 60. Miał on sporo cech,
jakie charakteryzowały środowiska bohemy w różnych okresach jej
istnienia, od początku jej zdefiniowania. Ale jedno na pewno różni
hippisów od bohemy w tradycyjnym pojęciu- radość życia, śpiew,
taniec, czyli zupełne zerwanie z egzystencjalizmem. Ruch hippisowski
to obraz pełni życia, tu i teraz, na maksa.
Świat
bohemy, świat artystyczny, zawsze mnie fascynował. Może z racji
wykształcenia, a może dlatego, że to świat niebanalny, nie dający
się zaszufladkować, świat pełen interesujących indywidualności,
a może dlatego też, że ten świat artystyczny, wychodzący poza
różne ogólnie przyjęte konwencje, wydawał się bliski mojemu
niepokornemu charakterowi? Bunty, pogranicza, dociskanie do dechy,
dochodzenie do ściany, naciąganie struny... oj kusiło, zwłaszcza
w młodości. Ale Bozia nie dała dostatecznego talentu artystycznego
(dała talent sportowy w zamian), dlatego pozostała mi fascynacja
twórczością oraz życiem artystycznej bohemy.
Ponieważ
materiału, na ten temat, jest bardzo dużo, opiszę tylko niektóre
wątki (i to też tak raczej jako zasygnalizowanie czegoś ważnego
lub interesującego).
Bohema (z francuskiego
la
bohème-
cyganeria)- to środowisko artystyczne, którego członkowie
wzbudzali kontrowersje zarówno pod względem obyczajowym jak i pod
względem awangardowego podejścia do sztuki. Po raz pierwszy
określenia cyganeria (la
bohème)
użyto
w latach trzydziestych XIX wieku we Francji. Były to czasy
romantyzmu, ale grupy cyganerii, przede wszystkim, tworzyły się w
późniejszym modernizmie (głównie Berlin) oraz po II wojnie światowej, w czasach egzystencjalizmu (Paryż).
Artyści,
należący do cyganerii, manifestowali pogardę do panujących norm
obyczajowych, demonstrowali bunt przeciwko stylowi i wartościom
drobnomieszczańskim. Tworząc, łamali zasady przyjętych dotychczas
norm estetycznych oraz reguł twórczości artystycznej.
Co
więcej, by podkreślić swoją przynależność do bohemy, ubierali
się ekscentrycznie, celowo zachowywali się swobodnie i
niekonwencjonalnie, stawiając, tym samym, świadome wyzwanie rzucone
opinii społecznej. Profesor Tomasz Weiss w "Literatura polska.
Przewodnik encyklopedyczny" pisze tak:
„Środowiska
cyganeryjne były charakterystycznym elementem życia artystycznego
szczególnie u schyłku XIX i w początkach XX wieku, w okresie
modernizmu, kiedy głównymi ośrodkami międzynarodowej cyganerii
stały się Wiedeń i Berlin. Cyganeria jest przede wszystkim
zjawiskiem socjologicznym, występującym zwykle w dobie przemian
społecznych i obyczajowych, kryzysów i fermentów ideowych i
artystycznych (jak np. XIX-wieczny dekadentyzm), przy czym dziedzina
sztuki nie stanowi jedynego, a często nie jest najważniejszym polem
jej aktywności. Cechą zasadniczą cyganerii jest postawa
demonstracyjnej negacji – obojętności, protestu, buntu,
prowokacji wobec konserwatywnego społeczeństwa, wobec przymusów i
nawyków pospolitego bytowania, którym cyganie przeciwstawiają
mgliste, zazwyczaj marzycielsko-utopijne idee przebudowy świata,
jego rewolucyjnej przemiany, odnowy sztuki itp. To bliżej
nieokreślone przeświadczenie o własnym prekursorstwie i
awangardowości splata się w ich świadomości z poczuciem
społecznego wykorzenienia: czują się i są traktowani jak
outsiderzy, którzy nie tylko utracili kontakt z zachowawczym
społeczeństwem, ale w ogóle nie pragną jego nawiązania. Stąd
znamienne dla cyganerii poczucie niestabilności czy nawet tragizmu
własnej sytuacji, przejawiające się w sferze psychologicznej i w
stylu życia, np. programową abnegacją czy ekstrawagancją
zachowania i stroju.”
Natomiast
o polskiej bohemie, Weiss pisze tak:
„W
Polsce najbardziej znanymi ugrupowaniami cyganeryjnymi były
romantyczna Cyganeria warszawska z lat czterdziestych XIX wieku i
cyganeria młodopolska z przełomu XIX i XX wieku skupiona w Krakowie
wokół Stanisława Przybyszewskiego. Przeszczepił on na grunt
krakowski obyczaje międzynarodowej cyganerii berlińskiej, wśród
której jako "genialny Polak" odgrywał znaczną rolę.
Przybyszewski dobierał sobie kompanów nie tyle wśród uznanych
artystów, ile wśród ludzi skłóconych z mieszczańskim otoczeniem
(uosobionym w pogardzanej i wyszydzanej postaci "filistra"
i "kołtuna"). Niektórzy z nich znaleźli się później w
gronie inicjatorów i wykonawców programu kabaretu Zielony Balonik,
ostatniego już przejawu aktywności młodopolskiej cyganerii, a
zarazem świadectwa jej schyłku: obyczaj cyganeryjny uległ tu nie
tylko teatralnej konwencjonalizacji, ale także bywał przedmiotem
parodii i kpiny. Wśród licznych wspomnień poświęconych
cyganerii, osobom jej przywódcy i uczestników, miejscom spotkań
(kawiarnie Paon,
Jama Michalikowa, siedziba Zielonego Balonika) pozycję szczególną
zajmują szkice Tadeusza Boya-Żeleńskiego (zwłaszcza ze zbioru
"Znaszli ten kraj?…"), dzięki któremu cyganeria
młodopolskiego Krakowa przeszła do legendy literacko-obyczajowej
swej epoki.
Cyganeria
była fenomenem kulturowo- towarzyskim, które w Polsce najmocniej
utrwaliło się w legendzie.
Artystyczna
Bohema całą swą „filozofię życia” oparła na dekadentyzmie.
„Dekadentyzm-
nurt filozoficzny, kulturowy i artystyczny, który wyrażał
pesymistyczny światopogląd i tęsknotę za pięknem, a jednocześnie
był krytyką racjonalizmu, industrializacji i materializmu.
Dekadenci postrzegali świat jako zmierzający ku degeneracji,
szukając ucieczki w sztuce, estetyzacji życia i refleksji nad
przemijaniem.”
Dekadentyzm
zapoczątkowała twórczość Charles'a Baudelaire'a, który w
połowie XIX wieku, we Francji wydał tomik wierszy „Kwiaty zła”.
Poezja Charles'a Baudelaire'a była manifestem nowego spojrzenia na
życie i sztukę.
Cyganeria-
świat artystów, dekadencki świat, który tonął w oparach
alkoholu absurdu i przeświadczenia, że tylko taki sposób na życie-
narkotyki, alkohol, włóczęga po knajpach i negowanie wartości-
stworzy warunki do docenianej twórczości. Nic bardziej mylnego.
Wielu z tych, zapowiadających się nawet dobrze, artystów nigdy się
ponad poziom nie wybiło. Ci, którzy się wybili ponadprzeciętność,
mieli opinie pijaków i narkomanów, drogo też zapłacili za
hulaszczy tryb życia- zbyt wczesna śmierć, reszta życia w
przytułku, samobójstwa itp.
Artyści
zaliczani do Cyganerii XIX oraz tworzący do czasów II wojny światowej,
chętnie sięgali po morfinę, kokainę, opium. Nie gardzili
meskaliną oraz eterem. Z alkoholi najczęściej pili absynt
oraz czyste wódki, chociaż i wino lało się strumieniami także.
Interesujący
eksperyment z narkotykami prowadził Witkacy. Polegał on na tym, że
Witkacy zażywał dany narkotyk, po czym malował pod jego wpływem,
a potem opisywał jak ten narkotyk wpływa na twórczość. Na każdym
namalowanym, pod wpływem narkotyku, obrazie (malował głównie
portrety), zapisywał informacje- data, narkotyk. Witkacy zapisywał
również informacje na dziełach malowanych po alkoholu oraz podczas
tworzenia których, palił papierosy. Nawet te, powstałe w czasie,
kiedy niczego nie zażywał i nie palił, miały odpowiednie
adnotacje. Całość wyników tego eksperymentu opisał w zbiorze
esejów „Narkotyki”.
Do
czego zmierzał Witkacy, tak eksperymentując? Chciał on sprostować
krążącą o nim opinię, że rzekomo jest narkomanem, oraz chciał
się podzielić swoimi doświadczeniami, dotyczącymi wpływu używek
na twórczość artystyczną.
„Kwestia substancji
psychoaktywnych korespondowała według niego z nienasyceniem
związanym z samym faktem istnienia – skłonność do przyjmowania
ich miała zaś wyrastać z tych samych potrzeb, co szukanie w
religii, sztuce i filozofii przeżycia metafizycznego. Długotrwałe
przyjmowanie tych środków prowadzi jednak do degeneracji wskutek
zamknięcia się we własnej, hermetycznej rzeczywistości, czego
następstwem jest utrata zdolności do porozumiewania się z innymi.
Zaspokojenie w ten sposób uczuć metafizycznych jest więc
niemożliwe – przede wszystkim ze względu na to, że prowadzi do
przytępienia, a następnie całkowitego zaniku tego rodzaju stanów.
Zdaniem Witkacego, po narkotyki mieli też sięgać coraz młodsi
ludzie, co miało się przyczyniać do wyniszczania najzdolniejszych
jednostek – obdarzonych największą wrażliwością, najsilniej
odczuwających owo metafizyczne nienasycenie .”
I
jeszcze:
„Witkacy
zaliczał do „narkotyków” tytoń i alkohol. Nikotyna miała
umożliwiać stworzenie pewnego rodzaju mechanizmu psychicznego
stanowiącego „doskonały wstęp” do wszelkiego rodzaju
uzależnień. Nałóg ten miał skutkować wyrabianiem postawy
charakteryzującej się unikaniem realnych problemów, czego
następstwem była dezorganizacja woli. Z kolei alkohol miał pomagać
przy tworzeniu pewnych kombinacji w malarstwie i muzyce (w mniemaniu
Witkacego zawodził natomiast tam, gdzie potrzeba było najwyżej
sprawności w operowaniu pojęciami). Podobnie jak w przypadku
nikotyny, nadużywanie alkoholu miało stanowić ucieczkę od
odpowiedzialności – co więcej zaś – skutkowało niemożnością
adekwatnej oceny i zdolności wartościowania moralnego. Za bardzo
niebezpieczną uznawał także kokainę, dostrzegając zagrożenia
jakie niesie za sobą nałogowy kokainizm. Przyznawał jednak, że
dzięki zintensyfikowaniu rzeczywistości jest ona szczególnie
atrakcyjna dla artystów. Sam stosował wyłącznie małe dawki tej
substancji, niemal zawsze w połączeniu z alkoholem .
Witkacy
opisał również działanie pejotlu- wyciągu z kaktusa. Artysta
uważał, że pejotl nie tylko nie uzależnia, ale może być
stosowany jako środek wspomagający odwyk od innych narkotyków.
Jak
wpływał pejotl na twórczość malarską Witkacego?
„Właściwe
wizje uzyskane po spożyciu kaktusa charakteryzowały się ciągłym
i płynnym przetwarzaniem jednych kształtów w drugie oraz olbrzymią
i szybką zmiennością przekształcanych obrazów (przy jednoczesnym
zachowaniu niezwykłej wyrazistości, a także tej samej ostrości
widzenia na bliskich i dalszych planach). Poszerzyła się także
optyka Witkiewicza – przywidzenia nie tylko objęły całe
widzialne pole, artysta pisał bowiem o odczuwanym przez niego
dziwnym zjawisku „widzenia plecami”. Oprócz tego doświadczał
także „spuchnięcia czasu” – miał wrażenie, że minuty
trwają tyle, co tygodnie. Zwrócił także uwagę na fakt, że
użycie pejotlu niezwykle sprzyja słowotwórstwu. Innym
charakterystycznym motywem wizji pejotlowych było doznanie
spoglądających nań ze wszystkich stron oczu . Co prawda
doświadczenie pejotlowe nie zrewolucjonizowało twórczości
Witkacego, jednak niewątpliwie pogłębiło ową dziwność, która
miała cechować Czystą Formę w sztuce. Dzięki niemu artysta
rozwinął wątki obecne już wcześniej w jego twórczości.
Właściwe dla omawianych wizji było niezwykłe zagęszczenie
widzianych form i kształtów – w tym potworów, takich jak
zwierzęce hybrydy oraz mieniące się, różnokolorowe węże.
Dorobek Witkiewicza poszerzył się wówczas o motyw głów w locie –
szybujących na skrzydełkach bądź oderwanych całkowicie od
korpusu, przypominających kosmiczny dryf na barwnych smugach. Innym
charakterystycznym malarskim wątkiem są ludzkie głowy wyrastające
z roślin lub zwierzęcych ciał; często skorpiona, jaszczurki bądź
jakiegoś morskiego stworzenia. W odróżnieniu od innych tego
typu środków, które zdaniem Witkacego „potęgowały
rzeczywistość”, pejotl miał być „narkotykiem metafizycznym”
dającym poczucie dziwności Istnienia. Dlatego wyraźnie wywyższał
pejotl ponad inne substancje psychoaktywne – w jego opinii kaktus
był specyfikiem jakościowo daleko doskonalszym, a podróż do
świata Świętej Rośliny (za jaką uważają go rdzenni mieszkańcy
Ameryki Środkowej) dawała „pewien bezpośredni sposób widzenia
siebie i swoich przeznaczeń, dając po jednorazowym użyciu
drogowskazy na dalekie przestrzenie przyszłości .
Wizyjne
działanie uświadamiające, o którym wspomina Witkiewicz w
odniesieniu do działania pejotlu, ma związek z podróżą do, jak
go nazywa, „własnego Hadesu”. W trakcie szczegółowo opisanego
doświadczenia pod wpływem rzeczonego kaktusa, miał on bowiem
ujrzeć w spotworniałym wydaniu wszystkie popełnione dotychczas
błędy oraz komplet swoich wad. Podczas trwania pejotlowego seansu
artysta kilkukrotnie powtarza za Indianami, że rośliny nie można
przyjmować w stanie niegodnym i każdy ma takie wizje, na jakie
zasłużył – kaktus „każe winnych”. Na wstępie do
sporządzanego wówczas protokołu wspomina, że na kilka dni przed
rozpoczęciem eksperymentu przyjmował kokainę i spożywał alkohol
. Nadmienić należy, że społeczności tradycyjne, w których
pejotlu używa się w celach sakralnych, sam akt spożycia Świętej
Rośliny poprzedzony jest długim okresem abstynencji i duchowego
oczyszczenia.”
Sami
przyznacie, że to, co opisał Witkacy o swoich eksperymentach z
narkotykami, jest bardzo interesujące.
Mimo,
iż Witkacy bronił się przed opiniami, że jest narkomanem,
tłumaczył zażywanie używek eksperymentem, to ja nie jestem
przekonana do tych tłumaczeń. Jeżeli ktoś zna proces uzależniania
się od używek, ten wie, że każdy uzależniony (obojętnie czy
alkoholik, czy narkoman, czy seksocholik, czy zakupoholik, czy inny
„-holik”) twierdzi, że nim nie jest. U Witkacego sam fakt
opisania przez niego wpływu określonego narkotyku na dane dzieło,
może być genialnym wybiegiem- usprawiedliwieniem nałogu, w którym
najnormalniej w świecie artysta tkwił. A w tamtych czasach ludzie
nie znali jeszcze całego procesu uzależnienia, dlatego przyjmowano
tłumaczenia artysty jako prawdziwe, ba, nawet uznano je za
wartościowe. No.... wartościowe to one pewnie są pod względem
procesu twórczego, ale według mnie, raczej nie jest to dobry
przykład na tworzenie. I jeszcze zaznaczę, że w tamtych czasach te
wszystkie używki wchodziły dopiero w obieg, ludzie nie znali ich
działania, dlatego łatwo było tłumaczyć nałóg
eksperymentowaniem.
Pod wpływem pejotlu.
Przyznam,
że prawie wszystkie obrazy Witkacego do mnie przemawiają. Równocześnie
zastanawiam się, czy gdyby nie narkotyki, alkohol i papierosy,
tworzyłby na takim samym poziomie jak pod „wpływem”? Czy warto
było niszczyć sobie zdrowie, reputację, by zaistnieć
artystycznie? A z drugiej strony trudne dzieciństwo, człowiek po
przejściach, dekadencki tryb życia... i pewnie to „coś”, co go
pchało, by tworzyć nieprzeciętnie, jakaś ambicja, chęć wybicia
się, niepokorny charakter- popuszczały hamulce i pchały, by
eksperymentować, ryzykować.
Dla
mnie to postać kontrowersyjna i nie da się ukryć, chyba
najbardziej charakterystyczna w całej polskiej przedwojennej
Cyganerii. No może jeszcze Przybyszewski był równie
kontrowersyjny, ale z innych przyczyn.
No
dobrze, to może dam już spokój Witkacemu, chociaż przyznam, że
jest to niezwykła postać w polskiej historii nie tylko sztuki
malarskiej ale również w historii polskiego teatru (teatr czystej
formy, do którego nie mam przekonania).
Nie
tylko Witkacy opisywał swoje doświadczenia z używkami i ich wpływ
na twórczość. Tym problemem zajmowali się choćby amerykański
ruchu Beat Generation, William S. Burroughs, Jack Kerouac, Allen
Ginsberg, ale to już czasy późniejsze, powojenne.
Jakże
złudne jest przeświadczenie, że narkotyki oraz alkohol, wzniosą
artystę na wysoki poziom artystyczny. Ponarkotykowe oraz
poalkoholowe wizje, gorączka, maligna, totalny odlot świadomości,
na początku bywają napędem do tworzenia. Potem zaczyna się równia
pochyła. To co wspomagało, zaczyna przeszkadzać, mącić,
zagłuszać. Artysta traci to, co dla niego najcenniejsze- talent,
twórcze spojrzenie na świat. Tylko nielicznym udało się zaliczyć
„przygodę” z narkotykami w taki sposób, że zmieniła się ich
twórczość artystyczna (np. Witkacy, Ginsberg), wielu oprócz
wpadnięcia w uzależnienie, nie zyskało nic. No chyba jedynie
czasowe wizje i omamy, których nie zdołali artystycznie
uzewnętrznić na tyle, by zachwycił się nimi świat.
Nierzadko
tzw. artyście wydaje się, że alkohol czy narkotyk, pomogą mu w
tworzeniu dzieł nieprzeciętnych. Ba, często w określonych grupach
artystycznych istnieje „moda” na ćpanie i chlanie, bo „świat
artystyczny tak ma”. A tu ani ekstra artystycznego przeniesienia
poalkoholowej czy po narkotykowej wizji na dzieło/pracę nie ma i
być nie może, bo jak się nie ma talentu, jak się nie ma w sobie
tego czegoś, tej prawdziwiej duszy artystycznej, która nie potrafi
bez tworzenia ani godziny przeżyć (tworzy i świat się wtedy nie
liczy, innego życia poza pracownią nie ma), to żadne alkoholowe i
narkotykowe „wznoszenia się ponad poziomy” trzeźwego życia nic
nie da.
Bo
poza używkami w świecie pierwszej bohemy, przede wszystkim,
istniała głęboka filozofia negacji, rezygnacji, czarnowidztwa, a
tego we współczesnym świecie (poza małymi wyjątkami) nie
uświadczysz.
Kiedy
czytałam biografie członków artystycznej bohemy, nasuwał się
często jeden wniosek- wspomaganie się alkoholem i narkotykami,
prowadziło do powstawania dzieł nieprzeciętnych, ale w życiu
bardzo często taki artysta był po prostu skur...synem- takimi byli
np. Pablo Picasso, Gauguin, Przybyszewski,
Witkiewicz, Kantor i wielu innych. To takie artystyczne złoto z
góry, a pod spodem świńska skórka. Dobrze, jak wychodził talent
i działo się pozytywnie artystycznie, ale ilu by takich, co mierny
i w dodatku życiowy dziad (często alkoholik lub narkoman, albo
przemocowiec), no ale.... artysta (jestem ponad, jestem wielki, macie
mi wybaczać).
To
właśnie w czasach Bohemy powstał mit, że artysta, by dobrze
tworzyć, powinien się wspomagać, bo wizje, bo lekkość tworzenia
itp. I ten mit pokutuje do dziś.
Pozostałe hasła
związane z Bohemą (skrócie, bo każde z nich niesie mnóstwo
ważnych treści, na które w jednym poście nie ma miejsca)
Modernizm-
modern art- umowny okres w dziejach sztuki, który rozpoczął się w
połowie XIX wieku, charakteryzował się nowym, awangardowym
podejściem do artystycznej twórczości- malarskiej, literackiej,
teatralnej, kompozytorskiej a także baletowej-tanecznej.
W
malarstwie modernizm obejmuje: impresjonizm, symbolizm (i
tajemnica), ekspresjonizm,
secesja, fowizm i awangarda. Następuje zerwanie z realizmem
malarskim na rzecz awangardowego poszukiwania nowych technik oraz
materiałów.
W
teatrze sztuki modernistyczne pojawiają się pod koniec XIX
wieku. Teatr modernistyczny odchodzi od realizmu obiektywizmu i
tradycyjnie pojmowanej intrygi, natomiast pojawiają się symbol,
przerysowanie, groteska, deformacja, synkretyzm (łączenie teatru z
muzyka, tańcem, malarstwem- tekst staje się zaledwie jednym z
elementów sztuki) ważną rolę zaczyna odgrywać ruch, światło,
ekspresja sceniczna. W treściach wyraźnie odzwierciedlają się
idee dekadentyzmu.W Polsce pojawia się Witkacy z teatrem czystej formy.
W
literaturze- odrzucenie pozytywistycznych idei i skupienie się
na aspektach wolności twórczej. Za najważniejsze wyznaczniki
uznano indywidualność artystyczną, operowanie symbolem oraz
niejednoznaczność przekazu. Do głównych tematów należało
poczucie kryzysu cywilizacji europejskiej. Koniec wieku narzucał
rozliczenie się z przeszłością i poszukiwanie nowych rozwiązań.
Treści utworów uzupełniano tematyką mistyczną, fantastyczną
oraz opisywaniem zjawisk wykraczających poza ludzkie rozumienie.
Ponownie, po epoce romantyzmu, na pierwszym planie znalazły się
opisy ludzkich uczuć i emocji. I dotyczyło to zarówno dramatu, jak
i poezji oraz powieści.
W
muzyce modernizm charakteryzował się odejściem od romantyzmu.
Zmienia się również źródło poszukiwań. Moderniści inspiracji
szukają w technice, w życiu codziennym. Odchodzi się o tradycyjnej
linii melodycznej na rzecz porwanej frazy, statyki, sekwencyjności,
czy snucia motywistycznego.
Mały wtręt- jestem osłuchana w muzyce różnych epok i w różnych
gatunkach muzycznych, ale muzyki modernistycznej oraz
postmodernistycznej za chiny nie pojmuję (zresztą trudno coś w
niej pojąć) i jak nie muszę, to uciekam od niej jak tylko mogę
najdalej. Te wszystkie a tonacje, zawieszenia na jednej nucie,
dysonanse, dysharmonia... no.. posłuchajcie Pendereckiego lub
Strawińskiego Lutosławskiego albo jeszcze innego modernistycznego
muzyka, to zrozumiecie, o jakiej muzyce mówię.
Dandysizm/
dandyzm- noszenie się w sposób elegancki, dbałość o
strój jako wyraz buntu przeciwko szarej mieszczańskiej
rzeczywistości. Dandysi nosili przesadnie kolorowe stroje oraz
przestrzegali przesadzonej, nieraz karykaturalnej etykiety.
Początkowo kolorowe stroje łączono z artyzmem, niejako obyciem ze
sztuką, potem ruch zaczął przybierać formę pozbawioną
artystycznego pierwiastka, co spowodowało banalizację całego
nurtu.
Moja
dygresja- kiedy studiowałam, na uczelni studiowali również
przyszli nauczyciele muzyki i plastyki. Uważali się za artystów i
starali się to podkreślać swoim ubiorem. Wiecie takie szaty
powłóczyste, szale, płaszcze do łydki, jakieś wstążki we
włosach, wisiorki, bransoletki, chusty, katany.... do tego rulony
pod pachami, gdzieś pędzel wystawał z lnianego wora, no fakt
barwni byli. Jakoś tak się utarło w świecie artystycznym, że
koniecznie, ale to koniecznie trzeba podkreślić, choćby ciuchem swoją odrębność. Nieważne, że artysta mierny, mizerny, ale
barwnym ptakiem z wierzchu jest. I oni doskonale w to artystyczne
przeświadczenie wpisywali się
Jednak
w tym samym czasie większość studentów ubierała się
niebanalnie, bo takie były czasy, że trzeba było ciuch samemu
kombinować, a i duch ogólnoartystyczny panował choćby na moim
kierunku, który był bardzo związany z kulturą oraz sztuką, toteż
na naszym kierunku nie brakowało oryginalnych strojów. No cóż,
życie bywa brutalne i nasi artyści na kierunkach artystycznych po
otrzymaniu dyplomu spadali na ziemię- szli uczyć dzieciaki do
podstawówek, a na grzbiet wkładali bardzo praktyczne odzienie. Ale
4 lata mogli uchodzić za ludzi, którzy niebawem wkroczą w wielki
świat sztuki i będą mieli ogromne wernisaże.
Kawiarnie
artystyczne-
miejsce spotkań artystycznej bohemy, w których prowadzono dyskusje
o literaturze, malarstwie muzyce i polityce. Toczono spory, bratano
się i odkrywano nowych twórców.
W takich miejscach
rodziły się nowe idee artystyczne, były one też przestrzenią
inspiracji. W kawiarniach artystycznych organizowano również mini
wystawy, poeci deklamowali swoje utwory. Było to miejsce rozrywki-
tańczono, śpiewano, pito alkohol i zażywano narkotyki do utraty
przytomności.
W
Paryżu
najbardziej znane to Les Deux Magots, Cafe de Flore, oraz kabaret
Moulin Rouge, gdzie również spotykali się artyści, by się
przednio zabawić.
W
Berlinie
miejscem spotkań bohemy berlińskiej była Gospoda „Pod Czarnym
Prosiakiem”- w niej spotykała się niemiecka i skandynawska
cyganeria (Strindberg, Dagny Juel, Edvard Munch, a także bywał tam
Stanisław Przybyszewski).
W
Krakowie
centrum spotkań bohemy polskiej były kawiarnie Paon (Pod Pawiem)
oraz Jama Michalikowa, w której działał „Zielony Balonik”. W
okresie międzywojennym dołączyła do miejsc spotkań bohemy
kawiarnia Esplanda.
W
Warszawie
artyści spotykali się w kawiarni „Pod Picadorem”, później
również w „Małej Ziemiańskiej”
I
jeszcze dla porządku kawiarnie
wiedeńskie-
miejsce spotkań cyganerii wiedeńskiej- Café
Griensteid, lCafé
Central,Café
Sperl
Café
Schwarzenberg
oraz kawiarnie artystyczne w
Pradze:Café
Slavia, Café Savoy, Café Louvre.
I
to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o Bohemę. Oczywiście w ogromnym
skrócie.
O eksperymentach Witkacego z używkami można przeczytać tu:
Dolly Rebecca Parton – amerykańska
piosenkarka muzyki country, kompozytorka i autorka tekstów,
multiinstrumentalistka, producentka muzyczna, aktorka, pisarka,
businesswoman i działaczka społeczna. Ikona muzyki. Odznaczona Narodowym Medalem
Sztuki.
Zmarła dzisiaj w wieku 80 lat.
Do jej największych
hitów należały m.in. utwory "Jolene" oraz "I will
always love you". Zdobyła 11 nagród Grammy, w tym nagrodę za
całokształt twórczości. Prezydent USA Donald Trump poinformował,
że w związku ze śmiercią artystki flagi w Stanach Zjednoczonych
będą opuszczone do połowy masztu.
Znana, lubiana... więcej nie napiszę, bo ogarnął mnie ogromny żal.