Od
dłuższego czasu nie oglądam seriali i raczej mnie do ich
oglądania nie ciągnie. Jednak ten obejrzę. Temat serialu jest mi
znany, czytałam o tych dzieciach w paru publikacjach. Jest to kolejna
część porażającej historii Śląska, historii, którą chciano
wymazać, którą przed resztą Polski skrzętnie ukrywano.
Ukrywali
ją nie Ślązacy, a Polacy, którzy przyjechali na Śląsk po wojnie
i się kokosili, spychając Ślązaków na margines.
To
nie jest, mam nadzieję, spojler. Ten artykuł należy potraktować
jako wstęp do trudnego tematycznie serialu.
„Kto
nie zna Śląska, "Ołowiane dzieci" odbierze dosłownie,
jak opowieść o ratowaniu dzieci przed ołowicą. Na Śląsku -
jestem pewien - serial będzie ważnym świadectwem, jak nieuczciwie
polskie władze traktowały ten region.
Leonid
Breżniew, pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku
Radzieckiego w 1974 roku odwiedzał Górny Śląsk. W opowieść o
tym, jak doniosła dla naszego kraju była ta wizyta, zaprzęgnięto
wtedy cały aparat propagandy. Wszystko miało być dopięte na
ostatni guzik, czuwał nad tym sam Edward Gierek, który rządził
Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą.
Prasa,
radio i telewizja drobiazgowo relacjonowały przebieg wizyty.
Breżniew odwiedził Hutę Katowice w Dąbrowie Górniczej, a w
Czeladzi kopalnie "Czerwona Gwardia" i "Milowice-Czeladź",
gdzie gensek usłyszał prośbę o "przekazanie jak
najserdeczniejszych życzeń górnikom radzieckim". Potem był
przejazd przez Siemianowice Śląskie do Wojewódzkiego Parku Kultury
i Wypoczynku, gdzie spędzono ponad 15 tys. harcerek i harcerzy.
Tłumy
obstawiły ulice, którymi podążała kolumna z Breżniewem. Z
Chorzowa do Bytomia. Tam, na Placu Tadeusza Kościuszki, cztery ładne
dziewczyny "spontanicznie" podbiegły do samochodu i
wręczyły radzieckiemu przywódcy bukiety kwiatów, a tłum równie
"spontanicznie" wzniósł okrzyk "niech żyje i
zwycięża pokojowa polityka Związku Radzieckiego i państw
wspólnoty socjalistycznej".
Dzieci
zbadamy po cichu
Szopienice
Breżniew ominął. W tej katowickiej dzielnicy toczy się inna
historia. Młoda lekarka Jolanta Wadowska-Król od niedawna pracuje w
miejscowej przychodni. Od dłuższego czasu próbuje leczyć małego
chłopca, który mieszka z rodzicami w pobliżu huty. Objawy wskazują
na anemię, ale stan zdrowia dziecka się nie poprawia. Lekarka
wysyła go do szpitali, najpierw w Janowie, potem do Kliniki
Pediatrii w Zabrzu. Profesor Bożena Hager-Małecka, która prowadzi
klinikę, zleca szczegółowe badania krwi małego pacjenta. Wyniki
są jednoznaczne – dziecko ma ołowicę. Hager-Małecka jest
konsultantką w dziedzinie pediatrii w czterech województwach, prosi
Wadowską-Król, żeby przebadała wszystkie dzieci, które mieszkają
w pobliżu huty Szopienice. Tylko po cichu!
W
świecie, w którym rządzi klasa robotnicza, państwo musi
przynajmniej zachowywać pozory, że troszczy się o pracowników
wielkich zakładów przemysłowych. Dzieci robotników nie mogą
zapadać na choroby zawodowe! Gdyby ktoś się dowiedział, że
umierają z powodu działań wielkiej huty w Szopienicach, byłby
skandal. I co by na to powiedział towarzysz Breżniew!? Taka
informacja to wizerunkowa katastrofa.
Tak
zaczynają się "Ołowiane dzieci", nowy serial Netfliksa.
Zbudowany na konflikcie interesów, który polega na tym, że władza
robi wszystko, by nikt nie dowiedział się o ołowicy, na którą
chorują dzieci hutników, a Wadowska-Król robi co może, żeby
wszystkich o tym poinformować, a przede wszystkim sprawić, żeby
dzieci już nie umierały.
Żeby
tylko dzieciom nie "poszło na gowa"
Działacze
partyjni żyją w lepszym świecie. Zajmują się nowoczesnymi
Katowicami, budują dobrze zaprojektowane osiedla Tysiąclecia,
"gwiazdy", halę Spodka czy Koszutkę. Wadowska-Król
ogląda stare, brudne, zagrzybione domy z czerwonej cegły, bez
łazienek, z ubikacjami na podwórkach. Widzi dzieci bawiące się na
placach, wdychające pył, który unosi się z pozbawionej zieleni
ziemi. Cierpi, gdy dowiaduje się, że wszyscy tam jedzą warzywa z
przydomowych ogródków. Słucha opowieści, np. żółtej mazi,
która nocą, gdy huta wypuszcza dym z kominów, pokrywa osiedle.
Huta Szopienice lata 40 XX wieku.
Ludzie
chętnie dzielą się z nią historiami o zwierzętach, np. ktoś
kupił szczeniaka, a po kilku tygodniach pies zaczął tłuc łbem o
podłogę. Weterynarz nic nie mógł zrobić. A kanarki? Żyją
najdłużej dwa-trzy dni. Nie ma tu wałęsających się psów ani
kotów, tylko szczurów pełno. Mniej są wylewni, gdy chodzi o
dzieci. Matki martwią się, żeby tylko ich potomstwu "nie
poszło na gowa".
Bo
w Szopienicach mnóstwo dzieci choruje. Można przeboleć, że mają
zepsute zęby czy koślawe nogi, ale jak choroba "idzie na
gowa", to jest nieszczęście. Wiele dzieci spod huty i tak ma
obniżony iloraz inteligencji, szkołę specjalną w dzielnicy trzeba
było otworzyć jeszcze przed wojną. W "Ołowianych
dzieciach" przepaść między tymi dwoma światami podkreślają
zdjęcia. Jasne, czyste, pełne energii centrum miasta, a przed hutą
brudne osiedle w kolorach ochry jak z „Germinala" Zoli.
Huta
jest nieludzką maszyną, Mordorem, który sięga domów, żeby za
chwilę je pożreć. Ludzie żyją tu codziennym, stałym rytmem, bez
nadziei na zmianę losu, pogodzeni z nim. Każdy, kto chce zburzyć
ten ustalony porządek, jest traktowany jak intruz.
Huta
była, jest i będzie
Wadowska-Król
musi się zmierzyć z powszechnym na hutniczym osiedlu myśleniem, że
dziecko można stracić, tak się bowiem zdarza, ale świata bez huty
wyobrazić sobie nie sposób. Ona była, jest i będzie. To ich
dobrodziejka, która karmi, daje dach nad głową. Centrum ich
wszechświata. Lekarka wkłada wiele wysiłku, by przekonać
mieszkańców osiedla, że nie mogą ufać hucie. Nie wie, że aby
wygrać tę bitwę, hutnicy muszą stoczyć walkę sami ze sobą. Te
zmagania są bardzo wartościową i przejmującą częścią serialu.

Niektórzy
nazywają Wadowską-Król "Matką Boską Szopienicką", ja
wolę określenie „śląska Erin Brockovich". Reżyser Maciej
Pieprzyca obsadził w tej roli Joannę Kulig, która budując postać,
mogła z powodzeniem skopiować Julię Roberts, i nikt nie miałby do
niej o to pretensji. A jednak "śląska Brockovich" Joanny
Kulig jest inna – mniej przebojowa, bardziej ostrożna, poukładana
życiowo. Kalkuluje, bo wie, że za swoje działania konsekwencje
dotkną nie tylko ją, ale i jej rodzinę. Może dlatego wydaje się
mniej odważna, choć potem okaże się, że to tylko wrażenie.
Obie
bohaterki działają w innych czasach i realiach. Brockovich
bezpardonowo walczy z koncernem, który zatruwa wodę. Wadowska-Król
musi działać inaczej, bo staje przeciwko państwu z całym jego
aparatem przemocy.
Na
szczęście w tej walce ma sojuszników. Po hutniczym osiedlu jej
przewodniczką jest pielęgniarka Wiesława Wilczek (w tej roli Kinga
Preis), wspiera ją także prof. Hager-Małecka. Szkoda, że w
serialu została zastąpiona fikcyjną postacią profesor Krystyną
Berger (w tej roli świetna Agata Kulesza), a przecież jej nazwisko
powinno tu wybrzmieć!
W
serialu (podobnie jak w rzeczywistości) największym sojusznikiem
lekarki jest jednak gen. Jerzy Ziętek (Marian Dziędziel), na Śląsku
zwany Jorgiem. Znali się dobrze z mężem prof. Hager-Małeckiej
jeszcze z III Powstania Śląskiego.
Fantastycznie
w "Ołowianych dzieciach" została pokazana relacja między
starym Jorgiem, a Zdzisławem Grudniem, sekretarzem wojewódzkim PZPR
w Katowicach, nazywanym "Cysorzem" (w tej roli Zbigniew
Zamachowski). Grudzień był próżny, miał kompleksy, był
chorobliwie zazdrosny o pozycję gen. Ziętka. Nienawidził go.
Ziętek nie był mu dłużny.
"Cysorz"
nie był zbyt lotny, ale ten brak nadrabiał sprytem. Podejrzliwy,
zadufany, od nikogo nie przyjmował rad, chętnie za to słuchał
plotek o współpracownikach, a szczególnie o konkurentach.
Doskonałe są sceny w "Ołowianych dzieciach", gdy obydwaj
władcy Śląska podglądają się zza firanek swoich gabinetów, a
"Cysorz" mierzy ze strzelby w okna konkurenta.
Nareszcie
kobieta jest bohaterką śląskiej opowieści
Świetnie
poprowadzony jest także wątek innej relacji – między Hubertem
Niedzielą, oficerem Służby Bezpieczeństwa (świetna rola Michała
Żurawskiego), a Wadowską-Król. Ubek jest zaufanym Grudnia, podlega
mu bezpośrednio. Ma za wszelką cenę uciszyć lekarkę. Niedziela
próbuje wszystkiego, by omotać Wadowską-Król. Próbuje ją
przekupić, zauroczyć, w końcu zastraszyć. Dociera do jej
przyjaciół i współpracowników, szantażuje ich i robi z nich
donosicieli, wie wszystko. SB nie zawsze musiała stosować
drastyczne środki, żeby kontrolować niepokornych. Czasami
wystarczył lekki nacisk. Obietnica awansu, korzyści materialnych,
lepsze stanowisko też potrafią czynić cuda. Koniunkturalizm i
wtedy, i dzisiaj miewa się doskonale.
Wielką
wartością serialu jest wiarygodne przedstawienie realiów życia w
PRL-u. Objawia się to w kostiumach, kolorach, wystroju mieszkań,
muzyce, widokach ulic, a nawet w oparach tytoniowego dymu, którym
tamta Polska była przesiąknięta.
Mieszkańcowi
Śląska dobrze ogląda się "Ołowiane dzieci", bo od razu
rozpozna miejsca, w których toczy się akcja. Poczucia swojskości
dodaje także obecność katowickich aktorów, m.in. Grażyny Bułki,
Grzegorza Przybyła czy Roberta Talarczyka.
I
cieszy, że bohaterką tej historii jest kobieta. To ważne, bo do
tej pory śląska historia była opowiadana głównie przez mężczyzn
i niemal wyłącznie z ich perspektywy.
Kto
nie zna Śląska, odbierze serial dosłownie - jak opowieść o
ratowaniu dzieci przed ołowicą. Na Śląsku – jestem pewien –
zostanie odebrany inaczej, nie tylko z powodów sentymentalnych. Dla
wielu Ślązaków będzie świadectwem, z jakim wyrachowaniem i jak
brutalnie polskie władze traktowały Górny Śląsk.
Cena
życia w Katandze
Katanga
– tak się w Polsce mówiło o tej ziemi. Jak o obfitującej w
bogactwa naturalne prowincji Konga. Komuniści wiedzieli, jakim
skarbem dysponują. Związek Radziecki żądał coraz większej
produkcji. Żeby ją zapewnić, Gierek musiał sobie kupić spokój.
Rozszerzył karty górnika i hutnika. To ogromne przywileje:
wcześniejsze emerytury, dłuższe urlopy, możliwość kupienia
towarów niedostępnych na rynku w specjalnych sklepach za żółtymi
firankami. Gierek pilnował, żeby sklepy na Śląsku, zwłaszcza
mięsne, były lepiej zaopatrzone niż w reszcie kraju. Mieszkanie –
niemal od ręki. Zwabieni przywilejami przyjeżdżały na Śląsk
werbusy, zasilały załogi kopalń i hut. Władze zacierały ręce,
bo rosło wydobycie węgla i produkcja stali. Zakłady pracy za
wykonanie planów rozdawały talony na kolorowe telewizory, pralki,
zagraniczne wczasy, meble i samochody.
Konsumpcja,
ale i trujące wyziewy z niemodernizowanych od lat, jeszcze
poniemieckich hut. A na dole albo przy wielkich piecach jak w obozach
pracy. W kopalniach system czterobrygadowy, robota w świątek-piątek.
Ministerstwo żądało wyników, opieprzało tych ze zjednoczenia, a
ci ze zjednoczenia ochrzaniali dyrektorów kopalń. Dyrektorzy
wyżywali się na dozorze, a dozór na górnikach. Krzyki, chamstwo,
upodlenie.
Polska
o tym nie wiedziała, Polska zazdrościła. Na węglarkach, które
wracały puste znad morza na Śląsk, napisy: "Masz zabić
świniaka, lepiej zabij Ślązaka". Pogarda to niewielka cena
życia w Katandze.
Kto
słyszał o Jolancie Wadowskiej-Król?
Na
Śląsku trwa właśnie dyskusja, czy TVP powinna wznawiać popularny
w latach 90. serial "Święta wojna". Głównym bohaterem
był Bercik – górnik, który stracił pracę w zlikwidowanej
kopalni. Naiwny, a nawet głupkowaty, żyje wymyślaniem kolejnych
"biznesów", które nie kończą się dobrze. Dla jednych
serial to "tylko komedia", której nie warto brać na
poważnie. Dla innych utrwalanie szkodliwego stereotypu. Dlatego
cieszę się, że Netflix po "Wielkiej wodzie" i
"Heweliuszu" daje nam "Ołowiane dzieci" –
wielką i wzruszającą opowieść o malutkim wycinku śląskich
losów.
Tych
dwóch seriali nawet nie wypada porównywać. Kto obejrzy, przekona
się, że Śląsk to nie tylko krupnioki, orkiestry dęte, kiepskie
szlagry i nieogarnięci górnicy. To ważny i niezwykle ciekawy
region jak każde pogranicze. Naznaczony historią niemiecką,
polską, czeską i żydowską, pokaleczony, cierpiący na zerwaną
pamięć, którą z mozołem odtwarza. Opowieść, którą zobaczymy
w "Ołowianych dzieciach", jest smutna i niełatwa, ale
pouczająca, bo pokazuje prawdziwy fragment życia w regionie przez
resztę kraju uznawanym za niesprawiedliwie uprzywilejowany.
Jednego
żałuję - że serialu nie zobaczy Jolanta Wadowska-Król. Za swoje
uczynki zapłaciła karierą naukową – nigdy nie obroniła pracy
doktorskiej. Po latach w wolnej Polsce Uniwersytet Śląski
uhonorował ją doktoratem honoris causa, od Śląskiego Uniwersytetu
Medycznego dostała medal. Została honorową obywatelką Katowic,
powstały o niej reportaże, książki, słuchowiska radiowe i
przedstawienie teatralne. Jest bohaterką muralu w katowickim Załężu.
A mimo to nawet na Śląsku wciąż nie jest powszechnie znana. Kto o
niej słyszał w Polsce?
No
to teraz usłyszy o niej cały świat.
"Ołowiane
dzieci", reżyseria Maciej Pieprzyca, scenariusz
Jakub Korolczuk, zdjęcia Witold Płóciennik. W rolach głównych:
Joanna Kulig, Agata Kulesza, Kinga Preis, Marian Dziędziel, Michał
Żurawski, Zbigniew Zamachowski, Grzegorz Przybył, Sebastian Pawlak,
Robert Talarczyk. Premiera 11 lutego, Netflix.”
https://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,32575616,slask-znalazl-bohaterke-ktora-moze-pochwalic-sie-swiatu-olowiane.html?_gl=1*1iytpu2*_gcl_au*MTgwOTgxMzc1MC4xNzY5ODQ1NzgyLjIwMTEzODU5MTAuMTc3MDE5MzY5Mi4xNzcwMTkzNjkx*_ga*MTUyMzIwMDg4My4xNzY5ODQ1Nzgy*_ga_6R71ZMJ3KN*czE3NzAyMTcyMzEkbzMkZzEkdDE3NzAyMTc0MjgkajU5JGwwJGgw#s=S.TD-K.C-B.6-L.1.duzy
Zdjęcia
z artykułu