Front pałacu. Prowadzą do niego jednobiegowe schody wyłożone żółtym kamieniem. Nad drzwiami wejściowymi znajduje się łuk
koszowy i herb rodu von Schlutterbach.
Tak
naprawdę, to planowaliśmy wyjazd tylko do weta, ale Jaskół, który
lubi robić mi niespodzianki i wie, że moim konikiem są pałace w
każdej postaci, przygotował plan „B”, gdyby wizyta u weta nie
wypaliła. „A słowo.....” chciałoby się rzec słowami kolędy-
stało się i zaczęliśmy realizować plan B.
Jest
piątek, przedpołudnie- jesteśmy w Boryni.
Zatrzymujemy
się przy bocznej bramie wjazdu do pałacu i szukamy informacji, czy
można na teren wejść z psem. Nie ma zakazu, wjeżdżamy na
parking.
I
tu trochę o tym, jak wyglądają nasze wyprawy z Bezą od strony
„technicznej”. Zawsze zabieramy miseczkę oraz butelkę z wodą,
ekstra woreczki na psie kupska oraz rękawiczki dla mnie lub Jaskóła.
No i paszport z ważnymi szczepieniami oraz numerem czipa a także miejscem
jego rejestracji.
Ok,
wysiadamy, Jaskół zapina Bezie smycz- tu nie ma biegania bez smyczy
(zresztą Beza jest głucha i już jej w ogóle ze smyczy nie
spuszczamy).
Na
wszelki wypadek biorę do kieszeni akcesoria do kupnych psich spraw-
no trudno, jak trzeba będzie to posprzątamy. Pałac pięknie
utrzymany, a wokół jeszcze piękniej utrzymany park. No nie- mówię
do Jaskóła- Chodźmy najpierw z Bezą gdzieś na bok, bo jak zrobi
kupę na tym pięknym trawniku, to będzie naprawdę profanacja.
Wychodzimy przez główną bramę poza teren parku i tam nasz super
pies wie, o co chodzi. Robi, co trzeba, możemy wracać i spokojnie
teraz obejrzeć obiekt. Ja wiem, że sprawy fizjologii naszego psa
niezbyt są interesujące, ale uważam, że trzeba jednak pewne
tematy omawiać bez ogródek. Sprzątnie po psie,w miejscach
publicznych (chodniki, trawniki głównie w mieście, tam, gdzie
ludzie często chodzą, itp.) powinien robić każdy właściciel i
my nie wzbraniamy się przed tym. Już mi się zdarzyło- jest
niezbyt fajnie, ale da się wytrzymać. Dzieciaki też się
podcierało i rzygowinki po nich sprzątało. To są ludzkie i psie
sprawy. Przynajmniej ja to traktuję jako: „No trudno, ma się psa,
to ma się też drobne, związane z nim, nieprzyjemności”- to
wchodzi w zakres odpowiedzialności za zwierzę, które bierzemy do
domu.

Dobra-
wracamy przez główną bramę, by obejść pałac dookoła i chociaż
trochę zobaczyć park. Pałac z przodu i z tyłu ma podobny wygląd-
tarasy ze schodami– z przodu na podjazd z gazonem, z tyłu na
chodnik i trawnik.
Borynia,
w której jest pałac, to bardzo stara wieś (teraz dzielnica
Jastrzębia- Zdroju)- pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1305 roku i
znajduje się w księgach biskupstwa wrocławskiego. W tamtym okresie
należała do księstwa raciborsko- rybnickiego. Borynia składa się
z trzech części- Boryni Górnej, Boryni Średniej oraz Boryni
Dolnej- ważna informacja, ponieważ części te dzieliły różne
losy i miały, na przestrzeni wieków, różnych właścicieli. Nas
interesuje, głównie, Borynia Górna, w której znajduje się pałac.
Aż się w oczach troi od tego "Borynia, Boryni".
Wybudowano
go w 1781 roku, gdy właścicielem dóbr wszystkich trzech części
Boryni- od 1760 roku- był Herr Jan von Schlutterbach (tytuł Herr
był w środku- między szlachtą nietytularną, a osobami z tytułem
barona). Był szlachcicem pochodzenia austriackiego, a dobra, które
nabył, należały wcześniej do Habsburgów, natomiast po wojnach
śląskich, zostały włączone w państwo pruskie.
Baron
był typowym przedstawicielem szlachty pruskiej, która miała, na
Śląsku, majątki ziemskie, prowadziła życie towarzyskie i
kulturalne.
Taka
mała dygresja- podczas zbierania info. o pałacach, zamkach,
ruinach, które oglądamy, szukam również wiadomości o
właścicielach tych obiektów. Czasem było ich kilku, ale bardzo
często obiekty te miały nawet kilkunastu właścicieli na
przestrzeni np. 200 lat. A ponieważ nazwiska tych ludzi są takie,
że można sobie język połamać (niemieckie, austriackie i czeskie
na tych terenach), to mogą się nierzadko mylić. I tak jest w
przypadku Boryni. Utrudnieniem przy określaniu właścicieli majątku
był podział Boryni na trzy części (każda w różnych okresach
zmieniała właściciela) oraz brak pisanych źródeł/ dokumentów-
są tylko cząstkowe.
Nie
będę tutaj przedstawiała całego rodu, ale wspomnę tylko, że
baron miał dwóch synów- po jego śmierci majątek przejął
starszy Ferdynand. Nie znalazłam informacji, jakie były losy
młodszego Karola.
W
1820 roku Ferdynand, który odziedziczył majątek, przekazał włości
swemu synowi Ferdynandowi Franciszkowi. Ten z kolei, w 1840 roku,
część majątku- Borynię Dolną– sprzedał księciu
pszczyńskiemu Ludwikowi de Anhalt Coethen, natomiast Borynię Górną
i Średnią pozostawił swojej żonie oraz 12 dzieciom.
Od
roku 1853 do 1899 roku majątek częśto przechodził z rąk do rąk. Najpierw jego właścicielem był baron Emil von Durant, następnie po jego
śmierci, majątkiem zarządzała wdowa po nim- Martha Maria von
Durant. Później, od roku 1904 właścicielem Boryni był Waldermar
Schippan. W 1917 roku majątkiem zarządzał Kurt Dobers. Podczas zmiany właścicieli majątek, z różnych
przyczyn, malał.
Zdjęcie zrobione zaraz po II wojnie- tył pałacu.
Po I wojnie majątek rozparcelowano do tego stopnia*, że w całości
pozostał tylko obszar dworski wraz z pałacem, a jego posiadacze utrzymywali się z upraw rolnych, produkcji mleczarskiej oraz z gorzelni.
W
na krótko przed II wojną całość kupiła rodzina Ledóchowskich,
po czym przeszedł on w ręce Elżbiety Siódmiok.
Czasy współczesne, ale jeszcze przed utworzeniem gazonu przed wejściem.II
wojnę pałac przetrwał prawie w całości. Został tylko lekko
uszkodzony podczas pożaru. Całe wyposażenie budynku wyszabrowali
sowieccy żołdacy.
Podczas
okupacji działało w pałacu przedszkole, a po wojnie... a jakże,
przecież większość pałaców wtedy była adaptowana na szkoły,
to i w pałacu, w Boryni, do roku 1985, roku funkcjonowała szkoła
podstawowa.
Zdjęcie z roku 1936.
Potem
pałacem zarządzała Jastrzębska Spółka Węglowa (niedaleko
pałacu znajduje się KWK Borynia), by w 2010 roku sprzedać obiekt
prywatnemu inwestorowi. No i dobrze sprzedano ten piękny obiekt, bo
nowy właściciel szybko go wyremontował i umieścił w nim hotel
oraz centrum konferencyjne.
Jak
większość pałaców i ten w Boryni ma swoją legendę o białej
damie. Ponoć zdarza się ją widywać spacerującą przed wejściem
do budynku lub w parku. Białe damy to duchy kobiet, które zginęły
śmiercią tragiczną- były mordowane, popełniały samobójstwo.
Często ich historii towarzyszyła otoczka nieszczęśliwej miłości
lub narzuconego małżeństwa. Kim jest biała dama w Boryni, nie
wiadomo. Przypuszcza się, że chodzi o córkę Ferdynanda
Schlutterbacha– Karolinę. Ma ona schodzić z jednego z obrazów i
spacerować po alejkach parku, by spotkać się z tajemniczym
jeźdźcem na czarnym koniu. Karolina ma na sobie białą, zwiewną
suknię- no jasne, jeszcze nie spotkałam historii, w której
występuje biała dama w jakimś ciężkim białym chałacie- zawsze
ma na sobie białą zwiewną suknię, czasem dodatkowo delikatny welon lub
szal.
Legenda ta oparta jest na ustnych przekazach, nie wiadomo jednak, co
jest przyczyną ukazywania się białej damy w pałacowym parku. Nie
wiadomo również, jakie były losy Karoliny.
Panowie
z rodu Schlutterbach nie cieszyli się wśród chłopów estymą.
Traktowali poddanych bardzo źle, karali ich chłostami, zakazami,
nakazami oraz obciążali nadmierną pracą fizyczną, toteż w
XVIII wieku chłopi podnieśli przeciw tym okrutnikom bunt.
Spalili stodoły ze zbożem w Boryni oraz w pobliskiej Szerokiej. Co
się dalej działo, nietrudno sobie wyobrazić, pewnie ukarano ich za
to równie okrutnie, jak traktowano codziennie. Ale pałac podczas
tych buntów ocalał, chłopi nie odważyli się go spalić.
Nie
wiadomo też, kto był architektem pałacu. Znawcy architektury, na
podstawie kształtów innych, niedalekich budowli z tamtych lat, mówią, że był nim
Samuel Fryderyk Ilgner. Pałac w Boryni bryłą przypomina
nieistniejący już pałac w Pawłowicach (zachowały się jego
zdjęcia) oraz zamek i kościół w Rybniku. Inni twierdzą, również
na tej samej podstawie, że twórcą pałacu w Boryni był Wilhelm
Pusch, który zaprojektował pałac w Tychach, pałac w Porębie i
„Ludwikówkę” w Pszczynie. Trudno będzie ten spór
rozstrzygnąć, ponieważ wiele dokumentów pałacowych znikło bez
śladu.
Podoba
mi się bryła budynku i ten mansardowy dach. Kolor ścian też jest fajnie dobrany- taka "brudna śmietana"- jest nienachalny i podkreśla elegancję bryły. Przy obu bocznych ścianach są zejścia do piwnic, zabezpieczone pięknymi kutymi barierkami.
Usytuowanie pałacu jest tradycyjne dla czasów, w których powstała budowla- stoi on na niewielkim pagórku i otoczony jest
parkiem w stylu angielskim. Z jednej strony sąsiaduje z wsią, z drugiej z polami.
Pałac
zbudowano z cegły z kamiennymi wstawkami. Jest podpiwniczony.
Pierwotnie dach był pokryty łupkiem, potem dachówką, teraz jest
pokryty blachą miedzianą. Wybudowano go w stylu klasycystycznym z elementami
baroku. Z tyłu jest ogromny taras, na który wiodą również
jednobiegowe schody. Kiedyś były one dwubiegowe.
Na tym zdjęciu widać, że kiedyś budynek był pomalowany w dwóch kolorach- łososiowe ściany, a zdobienia białe. Stosowanie dwóch (czasem więcej) kolorów w budynkach klasycystycznych czy neoklasycystycznych jest bardzo popularne podczas ich odnawiania. W Czechach co drugi pałac jest tak pomalowany (w Polsce też tak się maluje). Mnie się bardziej podoba aktualny kolor pałacu- bardzo naturalny i taki dystyngowany.
Tył pałacu, ale nie znalazłam daty wykonania zdjęcia. Być może tak wyglądał pałac i jego otoczenie w czasach, kiedy była w nim szkoła.Obecny wygląd tyłu pałacu. Dwubiegowe schody zlikwidowano, dobudowano taras z zejściem do parku. Nad drzwiami wejściowymi również znajduje się herb rodowy.
Na elewacji, nad oknami górnego piętra, znajdują się pilastry, ozdobione elementami głowic korynckich. Wszystkie cztery elewacje
posiadają charakterystyczne centralne ryzality. Zwieńczeniem
elewacji są gzymsy.
Okna
pałacu, na pierwszym piętrze są prostokątne, na drugim
zwieńczone łukami. Okna są wykonane z nowoczesnego materiału, ale widać, że zachowano ich pierwotne zdobienia- ech ci konserwatorzy, dbają o to, by zachował się każdy historyczny element danego obiektu. Dobrze, że to styl klasycystyczny, dosyć oszczędny w szczegółach zdobniczych. Przy barokowym, właściciel pewnie by zbankrutował podczas odnawiania budynku.Okienka w lukarnach są oknami pokoi gościnnych, wyposażonych w indywidualne łazienki- to hotel 5 gwiazdkowy o wysokim standardzie.
W bardzo zadbanym parku, w pobliżu pałacu, znajdują się:
dekoracyjna duża altana
oraz przeszklony pawilon- miejsce spotkań, konferencji, szkoleń oraz wesel.
A tu fragment starego ogrodzenia, okalającego park. Na starych zdjęciach widać to ogrodzenie dokładniej (w innym miejscu obiektu).
Perę zdjęć z wnętrza pałacu
W piwnicach budynku znajdują się: restauracja, kawiarnia oraz zaplecze kuchenne.Jest to hotel, dlatego nie weszłam do środka. Zresztą byliśmy z Bezą i nasz czas był ograniczony powrotem do
weterynarza.
Więcej
o tym, jak urządzono pałac w środku, można przeczytać tu:
https://www.tujastrzebie.pl/wiadomosci,ale-historia-o-palacu-w-boryni-slow-kilka,wia5-3266-14232.html
Zespół pałacowy (pałac i park) w Boryni wpisano do rejestru zabytków w maju 1958 roku (5.05.1958r., nr rej.: 567/58 oraz 5.02.1966r., nr rej.:
565/66).
*
Zawsze uważnie śledzę losy pałaców, które oglądam. Z ich
historii można wiele dowiedzieć się o historii politycznej,
gospodarczej i obyczajowej regionu, a w którym dany pałac się
znajduje.
Podczas
czytania historii pałacu w Boryni, dowiedziałam się wiele o
parcelacji majątków, na tym terenie, po I wojnie światowej. I
nie była to parcelacja przymusowa, a często była dobrowolna, bo
korzystna dla właścicieli majątków- ratowali oni w ten sposób
część swoich dóbr. To, że zostały one mocno okrojone, nie
miało dla nich wielkiego znaczenia, bo nierzadko groziło im
bankructwo wskutek następstw wojennych.
Zazwyczaj
słowo „parcelacja” kojarzy się z przymusowym dzieleniem ziemi,
a w historii polskiej z przymusowym oddawaniem ziemi właścicieli
ziemskich po II wojnie światowej. Wyrzucano ich z ich majątków,
odbierano im ziemię, którą dzielono między chłopów, zaś część
przydzielano PGRom.
Natomiast
parcelacja, o której piszę, w związku z majątkiem w Boryni,
przebiegała zupełnie na innych zasadach. Ponieważ całość była
zadłużona, przejęło go państwo i następnie ziemię
rozparcelowano. Zrobiono to zgodnie z prawem pruskim, bo ta część
Śląska została w granicach państwa pruskiego. Po II wojnie całość
przejęło państwo polskie na tych samych zasadach, co w reszcie
Polski.
Źródła:
http://palacborynia.pl/historia/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_Schlutterbach%C3%B3w_w_Jastrz%C4%99biu-Zdroju
https://sbc.org.pl/Content/607236/Nowiny_1995_51.pdf
https://www.palaceslaska.pl/index.php/indeks-alfabetyczny/j/124-jastrzebie-zdroj-borynia
Zdjęcia
wnętrz z:
https://sokoliszlak.cba.pl/?page_id=13158
https://www.tujastrzebie.pl/wiadomosci,ale-historia-o-palacu-w-boryni-slow-kilka,wia5-3266-14232.html
https://sbc.org.pl/Content/94781/JZ_album_obrazy_z_przesz.pdf
Zdjęcia
pałacu:
P.S. Minął tydzień, kiedy obejrzeliśmy ten piękny zabytek. Potem
była sobota- dzień również udany i zaliczona wizyta u weta. Co po
niej obejrzeliśmy, napiszę jeszcze.
Wczoraj byliśmy z Bezą, po raz kolejny, u weta, by obciąć jej pazurki
oraz zadecydować, co zrobić z tym jej moczeniem się. Śmiejemy się,
że powinniśmy tam dostać abonament. Doktor Lucyna stwierdziła-
nie tylko wy jesteście tak często, mamy tutaj wiele takich
pacjentów. Szczerze, to wolałabym zaliczać weta raz w miesiącu i
tylko po to, by obcinać Bezie pazurki, ale ona coraz starsza to i
choróbska się zaczynają.
Na moczenie się, u sterylizowanych suk, są tabletki, które wpływają na mięśnie zwieraczy. Niestety, Beza ma chore serce, a te tabletki bardzo sercu szkodzą. Zrezygnowaliśmy z nich. Na razie podłogi są suche. Może to jednak skutki uboczne pyralginy, którą Beza brała, były powodem, że lało się z niej okropnie?
Czas
tak szybko leci, już połowa czerwca, w ogrodzie kolejne kwiatowe
kwitnienia. Dzieje się codzienność.