Ta droga na dole po lewej prowadzi od parkingów, nad zbiornik- tędy szliśmy. W tle Beskidy- po lewej polskie, po prawej morawskie, w środku Przełęcz Jabłonkowska.
Byliśmy nad morzem, nie ściemniam, naprawdę tak się nazywa, chociaż jego powierzchnia liczy 32 hektary, a głębokie jest na 22 metry. Na brzegach są plaże, pomosty i można się w nim kąpać. Jest niezwykle popularne, a Polacy przyjeżdżają nad nie bardzo licznie.
Karwińskie Morze (inna nazwa Darkowskie Morze) powstało na terenach pokopalnianych- zapadliskach. Kiedyś blisko kopalń w Stonawie i w Darkowie były wioski, łąki pola uprawne. Kiedy wydobycie węgla z kopalń przyspieszyło, ludzi wysiedlono, a na miejscu pól i łąk usypano hałdy zaczęły również powstawać zapadliska poeksploatacyjne.
„„Morze”, oficjalnie znane jako Darkovské, powstało na obszarze dotkniętym wydobyciem węgla kamiennego. Od 1991 roku teren zaczął się znacznie obniżać w wyniku podmywania – miejscami nawet o 1,5 metra rocznie. Sytuacja ta dotknęła wówczas około 300 domów jednorodzinnych. Niektórzy mieszkańcy otrzymali odszkodowania, inni przeprowadzili się do nowych domów w Albrechticach lub przy ulicy Žižkova.
Firma OKD, która została zobowiązana do naprawy szkód górniczych, rozpoczęła ukierunkowaną rekultywację. Część techniczna trwała w latach 1997–2009, a następnie część biologiczna, która trwała do 2014 roku. W 2016 roku obszar został oficjalnie zatwierdzony. W rezultacie powstał akwen o powierzchni 35 hektarów i głębokości do 22 metrów. Podczas ostatniego pomiaru w 2014 roku widoczność w wodzie sięgała pięciu metrów.
Na dno jeziora zrzucono 5,5 miliona m³ odpadów poflotacyjnych pochodzących wyłącznie z kopalni Darkov – ilość odpowiadająca około 2200 basenom olimpijskim. To właśnie te odpady przyczyniają się do wysokiej jakości wody. Drugim powodem jest jednak konsekwentne usuwanie pierwotnej zabudowy – do jeziora nigdy nie wpłynęły żadne ścieki.
Kształt morza nie został pozostawiony przypadkowi – projektant inż. Beneš nadał mu kształt liścia lipy. Łagodne wejście do wody znajduje się od strony plaży, natomiast strome brzegi po przeciwnej stronie pozostawiono naturze. Co ciekawe, gdyby nie sztuczna regulacja powierzchni wody, jezioro byłoby dziś większe, ale znacznie płytsze – co doprowadziłoby do powstania bagien i mokradeł.
Nieco za plażą pozostawiono odpady poflotacyjne – ponownie celowo. Biolodzy odnotowali tu bogate występowanie owadów i drobnych zwierząt. Zakładano również, że grunt nieco się obniży, a odpady znajdą się nieco poniżej powierzchni – ale ostatecznie tak się nie stało.”
Wprawdzie hałdy rekultywowano i obsadzano zielenią, ale zapadlisk, jakie równocześnie powstawały nie dało się tak zagospodarować. Toteż postanowiono je wykorzystać w inny sposób. Ogromny zbiornik wody oraz tereny wokół niego, uznano za doskonały teren rekreacyjny. 10 lat temu władze Karwiny postarały się o państwowe dotacje, trochę grosza sypnęły kopalnie i tak to się zaczęło. Cały rekultywowany teren wynosi 120 hektarów. Wyrównano teren wokół akwenu, zbudowano dokoła 3 kilometrową asfaltową ścieżkę, oraz wyasfaltowano dojścia do niej z parkingów. Zbudowano pomosty, wyrównano teren pod trawiasta plażę, zamontowano drabinki, ułatwiające zejście do wody, utworzono parkingi. A potem systematycznie uzupełniano małą architekturę. Jest tam również mała gastronomia toalety oraz wzdłuż tras kosze na śmieci. Corocznie mieszkańcy urządzają akcje sprzątania całego obszaru i trzeba przyznać, ze jest tam czysto. Woda również jest czysta, a akwen zamieszkują różne gatunki ryb.
W 2025 roku, na brzegu, postawiono posąg Neptuna. Jest to dzieło karwińskiego rzeźbiarza Karla Buchty. Karwiński Neptun waży 1,2 tony i mierzy 3,4 metra.
„– Stworzyłem posąg z myślą o strażniku pewnego terenu. Neptun jest władcą wody, więc należy do Karwińskiego Morza. Chciałbym, żeby strzegł ludzi, którzy tu przychodzą i pływają, a także sprawiał radość dzieciom, turystom i wędkarzom – stwierdził Buchta.” I dodaje: „Chciałem stworzyć coś, co będzie wyglądało majestatycznie, niemal nieziemsko. Spędziłem dużo czasu, patrząc na rzeźbę, myśląc o wyrazie jej twarzy. Inspiracją były dla mnie różne rzymskie posągi, epickie filmy i filmiki w internecie, głównie po to, aby uchwycić odpowiednią energię i ekspresję”.
Już raz planowaliśmy zobaczyć ten zbiornik. W zeszłym roku, jesienią, wybraliśmy się nad wodę, ale musieliśmy zrezygnować, bo był tam straszliwy ruch. Była sobota, a może niedziela i choć wczesna pora, bo do południa, ale pieszych, rowerów oraz ludzi z psami było multum już w okolicach parkingu. Nie, nie dla nas takie atrakcje. Wtedy pojechaliśmy nad stawy w pobliżu Bohumina i nie żałowaliśmy tej decyzji. Odbyliśmy piękny jesienny spacer.
Tym razem wybraliśmy się w poniedziałek do południa, zakładając, że ludzie w pracy, to i nad zbiornikiem będzie ich mało.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu, na sąsiednim parkingu stało kilka aut, obok nas może cztery, pięć. Było spokojnie, ruch pieszy i rowerowy, na drodze do jeziora, mały. Wszystko na razie było zgodne z naszymi założeniami.
Od parkingu do samego jeziora jest 100 metrów pod lekką górkę, asfaltową drogą (zakaz wjazdu dla samochodów). Szliśmy prawie sami. Kiedy doszliśmy na brzeg, ciągle ludzi było mało, kilka rowerów, żadnego psa. Ale po piętnastu minutach nagle zrobiło się rojno. Rowery, rolki, ludzie zaczęli się mnożyć na tej drodze (asfaltowa wąska droga dookoła zbiornika, nad samym jego brzegiem) jak króliki, pojawiły się również psy różne- małe, duże. No po prostu zrobiło się tłoczno.
Stawek po prawej stronie drogi wzdłuż zbiornika.
Zszokowało nas to trochę, bo nie spodziewaliśmy się aż takiej ciżby w poniedziałkowe przedpołudnie. Owszem, trochę ludzi tak, ale nie taki ruch jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Postanowiliśmy, że nie idziemy dalej, wracamy. Zresztą droga biegnie w pełnym słońcu, zrobiło się gorąca. Beza też już chyba miała dosyć, bo co chwilę przystawała. A ja, chcąc zrobić kilka zdjęć, ciągle czułam oddech rowerzystów na karku i trzeba było mocno uważać, by nie znaleźć się w ruchu kolizyjnym z rolkarzem, czy wrotkarzem. Psów też przybywało, jakby ten czas był specjalnie dla nich spacerowy. A może jest, bo rzeczywiście świetny to wybieg dla psów z blokowisk. Nawiasem, mogą one być na terenie tylko na smyczy i mają zakaz wstępu na plażę. Cały teren jest monitorowany a regulaminy dla użytkowników dosyć surowe.
Lilie wodne (grzybienie, nenufary) na małym stawku.
Zawróciliśmy. Nie żałujemy, mimo (jednak) stresu pod koniec spaceru, bo już wiemy, jak to wygląda. Tyle razy przejeżdżaliśmy obok i myśleliśmy, że to zwykłe zbiorniki pokopalniane, a potem przeczytaliśmy, że władze Karwiny urządziły tam miejsce rekreacyjne. W zeszłym roku parkowaliśmy na placu ledwo wysypanym cienko żużlem, a teraz są już dwa porządne duże parkingi i pracownicy właśnie robili następny. Czyli sprawa jest mocno rozwojowa. No i miejsce popularne, sądząc po ilości ludzi, chętnych do spacerowania.
Szyb nieczynnej już kopalni Darkow.
Na drugiej stronie zbiornika mnóstwo ptactwa wodnego.
Za zbiornikiem kopalnia w Stonawie. Do maja była ostatnią czynną kopalnią węgla kamiennego w Zagłębiu Ostrawsko- Karwińskim. W maju kopalnię zamknięto. Tym sposobem w Czechach nie ma już ani jednej czynnej kopalni węgla kamiennego. Jednak Czesi są mądrzejsi od Polaków. Polacy, kiedy zamykają kopalnie, zalewają je lub zasypują wszystko to, co jest na dole (tak np, postąpiono z kopalnią w Kaczycach). Czesi pozostawili swoje kopalnie w takim stanie, by je uruchomić od razu w razie potrzeby. Kilka lat temu, Czesi planowali postawić elektrownię atomową w Stonawie. Byłoby to w kontekście tego zbiornika dosyć racjonalne- woda do schładzania reaktorów już jest. Wtedy mocno protestowali Polacy, bo to bardzo blisko naszej granicy. Odstąpiono, ale na jak długo? Podobno Czesi mają budować taką elektrownię bliżej Ostrawy.
W drodze powrotnej, już w Karwinie, zobaczyliśmy takie cudo.
Kultowa czeska Śkoda Felicja w wersji cabrio.
Podobno odlatują żurawie. Jaskółki też już odleciały. Dosyć wcześnie w tym roku. Czekam na klucze gęsi, ale to chyba później i nie mam pewności, czy tędy polecą. Kiedyś leciały, a potem ich już nie widziałam ani odlatujących, ani przylatujących. Sporo gęsi zostaje teraz na zimę w Polsce. U nas na zbiorniku goczałkowickim.
A w ogrodzie sroki zaczęły jesienne koncerty.
Ciągle dzieje się i jestem spóźniona z wklejaniem postów- dwa następne gotowe, a tu jeszcze ten z opóźnieniem.
https://glos.live/Wiadomosci_region/d/neptun_nad_karwinskim_morzem
https://nakarvinskemmori.cz/pl/aktualnosci/sekret-morza-karwinskiego/
https://nakarvinskemmori.cz/pl/cat/aktualnosci/
Niektóre zdjęcia saz podanych stron.




























