Pierwszy odcinek odebrałam mniej
więcej tak, jak pisze Dutka, kolejnych
już nie obejrzałam, ale czytając recenzję (nawet prześmiewczą)
pisarza, nic nie straciłam. Podczas czytania świetnie się
bawiłam- to jest po prostu „satyra na”. I w sumie zastąpiło mi
cały serial.
Oczywiście
nikt tego nie musi czytać, nie musi się zgadzać i też nie musi
burczeć po kątach, jak ma inne zdanie. Po prostu to jedna z wielu
„recenzji”, jakie ostatnio ukazały się w Necie. A zapewniam, że
takie spojrzenie na ten serial ma wielu poważnych pisarzy (choćby
M. Kochanowicz) i krytyków.
Poza
tym, na mnie już sypały się gromy Netowe, że ośmieliłam się
skrytykować nową wersję „Chłopów” bez oglądania filmu... no
jakże tak... no jakże można było...
Tak
to już bywa, że ktoś musi obejrzeć całość, by móc się
wypowiedzieć, a ja nie muszę i też mogę się wypowiedzieć.
Dlatego
ośmielam się zgodzić z Dutką w krytyce „Lalki”, oglądając
tylko pierwszy odcinek serialu, mając w „głębokim poważaniu”,
kto, jak i kiedy mnie, z kolei, skrytykuje za to.
Wklejam
po kolei dniami, w jakich mi się te wpisy ukazywały.
Niedziela.
Oglądam
pierwszy odcinek "Lalki" według Prusa (zresztą nie wiem
już czy to jest Prus) na Netflixie.
Moim
zdaniem ( satyrycznie)
Hrabia
Łęcki wygląda jak przepity menel, jego córka klnie i wypowiada
się równoważnikami zdań. Arystokraci to idioci i mam wrażenie,
że jesteśmy w Polsce - informuje nas o tym narrator na początku.
Przypominam to jest zabór rosyjski. Nie wiem co będzie dalej - ale
Łęcka jest pisarką i rozmawia z Orzeszkową, która jednak jej nie
lubi. Na mężczyznę Łęcka mówi...ty i tutaj jest wyraz
zaczynający się na trzecią literę alfabetu (bez polskich znaków)
i ósmą. Wydaje mi się, że jeśli wprowadza się bohatera do filmu
lub rozdziału, to z jakimś kontekstem w opowiadanej historii. A
tymczasem Łęcka wpada na niego na ulicy. Czy to jest jej kuzyn,
wynalazca z powieści? Za bardzo nie wiadomo kim jest chudy facet,
poza tym, że ona go sklęła na ulicy. Następna scena: Wokulski i
Rzecki idą schlani przez nocną Warszawę. Absztyfikant Łęckiej,
nazwany wyrazem odpowiednim, chce się teraz zastrzelić na
przyjęciu, ale Wokulski go ratuje i strzelają razem w innego
faceta. Interes w porcie starego Łęckiego spłonął, a Orzeszkowa
okazuje się asystentka akuszerki i odbiera poród na przyjęciu,
krojąc nożem brzuch arystokratki. Kobieta która kroi brzuch nożem
jest ponoć lekarką, choć w Rosji (Warszawa to było wówczas
największe miasto Kongresówki, ale z perspektywy Rosjan
prowincjonalne miasto imperium rosyjskiego) lekarzy kobiet wtedy nie
było. To nic. W scenie, jak w pierwszym odcinku pierwszego sezonu
Rodu Smoka poród na zaszokować, zniesmaczyć, to jest tak grubymi
nićmi szyte, że aż boli. To ma pokazać młodym dziewczynom jak
okropne jest być w ciąży. I to jest bzdura ekranu, bo przepraszam,
to jak rodziły chłopki? Fundamentalna rzecz! kobiety w ciąży nie
brały udziału w bankietach, więc ta scena jest NIEPRAWDZIWA pod
względem prawdy ekranu. Jest kilkanaście lat po zniesieniu przez
Aleksandra II pańszczyzny ( w Polsce w 1864), ale klasowe i płciowe
podziały istniały. Kobieta w ciąży ukrywała się w zacisku
domowym, kiedy już było widać, że jest w stanie błogosławionym.
Odcinek
II
Łęcki
wchodzi do domu i mówi: Był pożar. Spaliło się. Kuzynka/Służąca
Łęckiej (w książce i serialu z 1977 tę funkcję spełnia osoba z
rodziny Łęckiej): Wiem co to jest pożar. Co to jest za dialog?
Dziecko wie co to jest pożar. Łęccy mają służby jak Braniccy w
Białymstoku, a przecież byli średnia szlachta. Kiedy się okazuje,
że nie będzie pieniążków Łęcka kompulsywnie pożera serniki,
makowce, ciastka i wydaje dźwięki, wyje, beczy. Potem kwestuje w
barokowym kościele. Ładne zdjęcia wewnątrz. Wokulski potem gra w
karty, a Łęcki w scenie z córką nalewa sobie wódkę z butelki i
krzyczy do córki kupiłem s....la. Odcinek drugi i dialogi mnie
powalają. Wszyscy piją wódkę i Łęcki wygrywa na wyścigach.
Wokulski (w tej roli Schuchardt, to bardzo dobry aktor, ale nie ma
kogo grać w tym serialu) ma mniej dialogów od Łęckiego. A
Izebella robi dalej miny.
Odcinek
3. Łęccy bez kasy. Zwalniają służbę. Stary Łęcki krzyczy na
łóżku, a Bela ciągle robi miny. Oglądam dalej. Czuję, że
dopiero będzie się działo. To jest słuchajcie tak złe, że aż
dobre. W sklepie Wokulskiego remont, ale Stach nie wie czy zdążą.
Mówi do Rzeckiego "Oni czekają aż się wy....lę". I
druga frapująca kwestia "Wokulski chciał, i się ze...ł".
Ciocia (w tej roli Cielecka) do Beli: "Żeby kogoś wyciągnąć
z cytadeli musisz znaleźć kogoś kto ma większe jaja".
Oczywiście te jaja ma Wokulski bo on wyciąga akuszerke krojąca
brzuch arystokratki z więzienia. Belcia lubi księcia staruszka w
demencji który mówi "tak". Na wszystkie zapytania. Ale ta
akuszerka to nie jest Orzeszkowa tylko ta, która kroiła kobiecie
brzuch nożem. I wtedy dowiadujemy się, że jednak w Warszawie są
Rosjanie. I do tego są przekupni i się śmieją. Bela pyta czy
lampy są elektryczne, a Wokulski idąc na przyjęcie mówi
"k...muszę się wstydzić za Polskę, kraj i świat".
To
najgorsza ekranizacja ( każda adaptacja filmowa czy serialowa jest
ekranizacją) jaką widziałem...najgorsze jest to, że ludzie,
którzy to zrobili nie zrozumieli o czym jest Lalka i nie zrozumieli
epoki. Aktorsko to wygląda bardzo słabo, tak samo dialogi, niczym z
piosenki Budki Suflera z "dialogów wyszło dno, zero. czyli
nic".
Czy
żyjemy w epoce w której chamstwo i tandeta stały się sztuką?
Obejrzałem trzy odcinki i to jest wstrząsające....
Opisałem
też satyrycznie odcinek 4 i 5. Zapraszam naród do dyskusji o Lalce
i jej adaptacji”
Poniedziałek
rano.
„Byłbym
nieuczciwy, gdybym porzucił dzieło Netflixa tylko na 5 odcinkach.
Kończę satyryczny opis tej naj, naj, naprawdę naj... Szukam
odpowiedniego słowa najbardziej z....j adaptacji "Lalki" w
historii. Jestem pewny, że twórcy serialu otrzymają nagrodę.
Mamy
ślub. Belcia i Ciocia wymieniają uwagi po angielsku, a tymczasem
nasz Stach odparowuje w tym samym języku: nie będzie ślubu, po
czym wychodzi. Co się dzieje dalej to na końcu, bo twórcy zrobili
nam cliffhangera, żeby nas trochę pomęczyć akcją. Przez pierwsze
pół odcinka do 30 minuty nie ma zasadniczo kontrowersji. Ale wtedy
między ukochanymi wybucha awantura niemal jak z taniego, tandetnego
spektaklu: ona do niego: ty po....y zboczeńcu, a on do niej:
ty....zakłamana, zimna, wyrachowana p...o. Osiągamy emocjonalne
katharsis, wulgarne decorum tej oryginalnej opowieści. Po czymś
takim musi być: morderca! Stacho mówi, że nie ma nic, ma tylko
długi. Ale wtedy jak rycerz zza progu komnaty wychodzi kuzyn Łęckiej
i mówi władczo: mogłeś sobie kalosze sprzedawać, ty straganiarzu
p....y. I wtedy kto przychodzi na pomoc: walcząca służąca, która
niczym w tanim romansidle chwyta lichtarz i rozbija swojemu
gwałcicielowi łeb. Ale dramat! Ale zemsta! Potem sie naradzają co
zrobić. Rzecki mówi: Mogę iść do więzienia za tego s...la. Nasi
bohaterowie oszukują Rosjan, którzy nie są dociekliwi co i jak.
Okazuje się, że Wokulski wynalazł automobil. To nic, że Daimler i
Benz stworzyli go w Cesarstwie Niemieckim, co tam, bo w ten sposób
leczymy przecież kompleksy nasze, nieco tylko cyzelując w warstwie
dramaturgicznej wywody k...ą. W ten sposób wracamy do początku,
teraz mamy intrygę i pożar znów sklepu Wokulskiego. Stach
sfingował swoją śmierć, podkładając trupa kuzyna Belci i jest
jak w meksykańskim serialu Esmeralda, on zostawia jej połowę kasy.
A Belcia wybiera klasztor i religię. Ale to tylko pozory, bo
chodziło o to, żeby dokonać skoku na kasę, która na automobil
wyłożyła idiotyczna arystokracja. Bonie i Clyde po polsku.”
Poniedziałekpo
południu
„Jak
się okazało mój satyryczny wpis i takim też językiem wpisany
wywołał żywą reakcję narodu, któremu odbiera się "Lalkę"
Prusa i wg. Netflixa i daje coś...nie wiem co. Postanowiłem
obejrzeć całość i piszę tu o tym, choć boli mnie jak oglądam
ten serial bardzo.
Odcinek
4. Zaczyna się od pojedynku, na którym arystokracja chla i Belcia
przyjeżdża popatrzeć. Kobiety w XIX wieku nie mogły patrzeć na
pojedynki, ale to szczegół. Szukam prawdy ekranu, ta jest
ważniejsza. Bella łypie oczyma w jedną to w drugą stronę. Barona
Krzeczowskiego (znów nie wiemy kim jest postać) gra Piotr Adamczyk.
Baron krzyczy, że trafił go w zęby. Zuch, zuch, idiota woła.
Człowiek strzela a kokaina kule nosi, Rzecki pyta czy celował w
zamek, a Wokulski mówi: Ja pie....ę. Rzecki całuje kuzynkę Belci
i ciągle pije wódkę. Rzecki przespał się z tą kobietą.
Zastanawiające jest ile kwestii jest wypowiadanych przy alkoholu.
Stach mówi do kolejnego faceta: Ciąg się Pan. Tamten dosiada się
do wódki. Ciocia i Belcia palą fajkę z ziołem. Na przyjęciu u
księżnej Belcia jest wstawiona i po ziele, więc się zatacza przy
stole. A jej ojciec w podskokach mówi, że Rosjanie tłamszą go
podatkami. Biedaczek. Geniusz przedsiębiorczości. Belcia jest
pijana i na ucho pyta Stacha, dlaczego Pan jest taki poważny. Ciocia
mówi Wokulskiemu, że nie umie uwodzić i ona może mu pokazać, bo
się na tym zna. W międzyczasie schodzi na licytacji kamienica
Łęckich, ale zostaje jeszcze 20 tysięcy długu. Kuzynka, w tym
serialu służąca Belci przebiera się za nią i nakrywa ją facet,
który się przysiadł do Wokulskiego (nie wiemy kim jest) i mówi do
niej ty k....o. Gwałci ją i stęka przy tym obleśnie. Oszczędzę
Państwu dalszego opisu, Stach dopada Łęckiego, trzeźwiejącego i
mówi, że to są horrendalne długi k...a mać. Gwałciciel to chyba
jest kuzyn Belci, który mówi jej o długach i Bella krzyczy won!
Łęcki odbiera sobie życie
Odcinek
5
Po
śmierci papy Bela ma trafić do klasztoru. Ciociu, ale jak ale co,
mówi Belcia. Pijany Stach z Rzeckim nagabuję kelnera: jak to nie
masz na co narzekać, jesteś k....kelnerem. Następuje wywód
filozoficzny: k...za dużo podłości, ona nie powie na mnie Staszku,
Następuje scena alkoholowego upojenia, Stach się przewraca i syczy.
Tymczasem, żeby nie pójść do klasztoru Bela ucieka do półświatka
Warszawy. I zamienia się w świecką matkę miłosierdzia, karmi
zupą biednych. Żyje w nędzy i nikt jej nie szuka. Bela ma kumpelę
i razem się szprycują kompotem. Ciocia szuka Beli i mówi
Wokulskiemu, który stał się nafciarzem w zaborze rosyjskim i szuka
ropy. Tymczasem Belcia szprycuje się teraz w nogę i odpływa. W
końcu odnajduje się i budzi w łóżku, w którym krewni i ciocia
nakłaniają ją do podpisania kontraktu małżeńskiego i wyzwolenia
z kurateli księcia. Ale Belcia z nijakim wyrazem twarzy mówi nie
kupisz mnie tak tanio. W powieści i serialu z Kamasem i Braunek to
jest kluczowa scena, Braunek świetnie to zagrała. A ta aktorka nic,
jak gdyby nie potrafiła tego pokazać. Wokulski zeźlił się na
hrabinę i mówi do niej: wy....ć. Rzecki odkrywa przed Stachem
prawdę: nic nie mamy, nawet nie wiesz w jakiej d...e jesteśmy. Co
za wyznanie. Co za głębia intelektualna. Scena w teatrze - bo Bella
musi już z Wokulskim iść do teatru. A tam jej kuzyn z damą, która
mówi do niego: Co się tak gapisz jakbyś miał k...sy w oczach. Co
za wykwintna maestria. Co za dialogi. Po czym okazuje się, że w
teatrze występuje kto? Wokulski, który postanowił zrobić z siebie
wała i zaśpiewać w teatrze pieśń miłosną. Wokulski się jej
publicznie oświadcza przy wszystkich.
Ostatni
odcinek dzieła opisze satyrycznie jutro wieczorem. Mam dość."
Wtorek.
"Mamy
ślub. Belcia i Ciocia wymieniają uwagi po angielsku, a tymczasem
nasz Stach odparowuje w tym samym języku: nie będzie ślubu, po
czym wychodzi. Co się dzieje dalej to na końcu, bo twórcy zrobili
nam cliffhangera, żeby nas trochę pomęczyć akcją. Przez pierwsze
pół odcinka do 30 minuty nie ma zasadniczo kontrowersji. Ale wtedy
między ukochanymi wybucha awantura niemal jak z taniego, tandetnego
spektaklu: ona do niego: ty po....y zboczeńcu, a on do niej:
ty....zakłamana, zimna, wyrachowana p...o. Osiągamy emocjonalne
katharsis, wulgarne decorum tej oryginalnej opowieści. Po czymś
takim musi być: morderca! Stacho mówi, że nie ma nic, ma tylko
długi. Ale wtedy jak rycerz zza progu komnaty wychodzi kuzyn Łęckiej
i mówi władczo: mogłeś sobie kalosze sprzedawać, ty straganiarzu
p....y. I wtedy kto przychodzi na pomoc: walcząca służąca, która
niczym w tanim romansidle chwyta lichtarz i rozbija swojemu
gwałcicielowi łeb. Ale dramat! Ale zemsta! Potem sie naradzają co
zrobić. Rzecki mówi: Mogę iść do więzienia za tego s...la. Nasi
bohaterowie oszukują Rosjan, którzy nie są dociekliwi co i jak.
Okazuje się, że Wokulski wynalazł automobil. To nic, że Daimler i
Benz stworzyli go w Cesarstwie Niemieckim, co tam, bo w ten sposób
leczymy przecież kompleksy nasze, nieco tylko cyzelując w warstwie
dramaturgicznej wywody k...ą. W ten sposób wracamy do początku,
teraz mamy intrygę i pożar znów sklepu Wokulskiego. Stach
sfingował swoją śmierć, podkładając trupa kuzyna Belci i jest
jak w meksykańskim serialu Esmeralda, on zostawia jej połowę kasy.
A Belcia wybiera klasztor i religię. Ale to tylko pozory, bo
chodziło o to, żeby dokonać skoku na kasę, która na automobil
wyłożyła idiotyczna arystokracja. Bonie i Clyde po polsku.
Kurtyna"
https://www.facebook.com/pisarzWojciechDutka
Odniosę
się do pewnej kwestii- uważam, że twórcy tego serialu postąpili
nieuczciwie wobec chętnych do obejrzenia go. Tytułując serial
„Lalka”, niejako zwabili tych, co chcieli obejrzeć nową
ekranizacje książki Prusa. Tych, którzy spodziewali się (a
jednak, a jednak) dosyć wiernej treści książki, fabuły, a
przynajmniej trzymania się głównych wątków i przekazu powieści.
A tu kompletnie co innego widzą. I nie pomaga samooszukiwanie się,
że fajnie, nie pamiętam treści, może być, w końcu licentia
poetica reżysera..., że to Netfix, a Netfix, proszę państwa, pod
publikę. Nic z tych rzeczy- jest to oszustwem, bo wykorzystując
lotny temat, lotny tytuł i oczekiwania widzów, wpuścili ich w na
manowce. Reżyser nawet nie wysilił się, by jakoś asekurancko
(nawet drobnym druczkiem) dopisać np. „luźna adaptacja powieści
B. Prusa. W wersjach starych jest przynajmniej dopisek: „Na
podstawie powieści B. Prusa”, tutaj kompletnie nic. Maślona
zagrywa- dam chwytliwy tytuł, ludzie tego oczekują, takie
ekranizacje zawsze idą, a potem działam na zasadzie „co mi tam do
głowy strzeli, byle się sprzedało...”. I skręcił serial taki,
jaki skręcił, ale ludzi na tytuł nabrał. Czy rzeczywiście tak
zmanipulował? Nie wiem, jednak ja to tak odbieram- czuję się nabrana
na tytuł.
Obejrzałam
pierwszy odcinek i stwierdziłam, że takiej szmiry dalej oglądać
nie będę. I dziwię się zachwytom, bo czym tu się zachwycać-
wulgarnym językiem, zakłamywaniem realiów epoki, zakłamywanie
historii, drętwotą scen, brakiem dynamiki akcji, scenami
oderwanymi, tym, że nic się tam nie klei? To taki „lalkowy”
erzac dla niewybrednych widzów Netfixa (sorry, jeżeli ktoś za
takiego się nie uważa, ale obgryzając paznokcie, ogląda kolejne
głupawe tasiemce serialowe).
Serial
dla młodzieży, bo taki „współczesny”, ale... przecież Prus
opisywał realia końca XIX wieku, to co tu mówić o współczesności?
Kobieta w ciąży na balu? Cesarka na stole obok sali balowej? Klnąca
arystokratka? Kobiety oglądające w XIX wieku pojedynek? Łęcka z
ciotunią palące zioło? I morze wódki wszędzie i przy każdej
okazji? To ma być obraz XIX wieku opisany przez Prusa. Biedak chyba
się zamienił w wirnik, w swoim grobie, ze zgryzoty.
A
ja sobie zażartuję i oby to się nie ziściło- gdyby na maturze
była „Lalka” a wiadomo, jaka jest młodzież, to ilu maturzystów
padłoby ofiarą „Lalki” Maślony i położyłoby egzamin?
Scena
z próbą samobójczą kuzyna była, mimo samej tragedii, tak
komiczna, że się uśmiechnęłam (tragiczna recytacja przyszłego
samobójcy, a potem Wokulski wijący się na podłodze jak ogromny
czarny żuk), a przecież miało być tragicznie, „napinawo”, że
ech, ach... dzieje się... DRAMAT. A powitanie Wokulskiego na
dworcu, gdzie orkiestra kilka razy rozpoczynała grać, od razu
skojarzyło mi się ze scenami z filmu „Kochaj, albo rzuć”
(sceny w NY) i z Kabaretem Olgi Lipińskiej ze słynną frazą „Panie
Janeczku mam grać?”
Żeby podkręcić atmosferę, już na wstępie, w oficjalnym
zwiastunie filmu jest podkład piosenki „Only You”, jak z
tandetnego romansidła. A może właśnie chodziło Maślonie o to,
by pokazać „Lalkę” jako wulgarne romansidło z epoki, z
podtekstem kryminalnym? Eeeee...nawet to mu chyba nie wyszło. I
tylko należy się dziwić, jak tacy, skądinąd, dobrzy aktorzy,
dali się wkręcić w taką ramotę.
Ale
dobrze, są gusty, guściki i.... Niech sobie ludzie oglądają i
takie ramoty, jak mają taką potrzebę. Nawet nie wiem, czy zechce
mi się iść do kina na drugą wersję „Lalki”. W końcu Prus
nie należał do moich ulubionych pisarzy, a czytanie tej powieści
strasznie mnie nudziło. Poza tym, serial oglądany w domu mogę w
każdym momencie wyłączyć, w kinie to już inna sprawa. Nie mam
zamiaru ponownie się rozczarować. A przecież i przy serialu nie miałam jakichś wielkich oczekiwań. Po prostu chciałam zobaczyć kawałek dobrego kina. Nie zobaczyłam.
Zdjęcie
lalki stąd:
https://www.magnific.com/pl/obraz-premium-ai/przerazajaca-porcelanowa-lalka_282991706.htm#fromView=detail&position=4&uuid=ae4684fa-19ab-4e32-8acb-dbe6f8301846&track=ais_hybrid&from_element=cross_selling__photo