Zawsze podobały mi się
angielskie ogrody. W latach 80. oglądałam angielski serial, w którym pokazywano,
jak Anglicy zakładają ogrody, jak je planują, komponują, jak dobierają rośliny
na określone rabaty. Dziką zazdrość wywoływały u mnie te wszystkie płotki, palisady,
pergole, donice, ławki, altanki itp., jakie mogli sobie Anglicy sprawić do
ogrodu. U nas wtedy była w tym temacie posucha, a jedynym dostępnym materiałem „zdobniczym”
były kamole nielegalnie wywożone z górskich rzek, albo robione za straszne
pieniądze elementy z metaloplastyki tudzież drewniane (o strasznych krasnalach nie piszę, bo mieć takiego w ogrodzie było obciachem).
No i te ich narzędzia ogrodnicze,
przyprawiające o ból głowy. Miałam do dyspozycji motykę, jakiś szpadel, grabie
i jeden sekator. O ziemi kupowanej w worach nic jeszcze nam nie było wiadomo. A
potem przyszła era marketów ogrodniczych oraz sklepów wysyłkowych i świat
zrobił się piękny. Nareszcie mogłam kupować rośliny takie i siakie, narzędzia i ziemię w worach, płotki, palisady i co tam się zamarzyło. Ale ogród,
mimo tych wszystkich udogodnień, nie był oraz nie jest taki, jakie mają Anglicy.
Bo cała sprawa polega nie na tych
udogodnieniach, a na klimacie, w jakim te ogrody są uprawiane.
U nich łagodne zimy,
wilgotne powietrze, lata bez żarówy z nieba- rośliny mogą długo wegetować bez wstrząsów
klimatycznych. U nas a to mróz, a to upał, a to ulewy, wichury,
susza, palące słońce… Jest sierpień, a mój ogród wygląda jak w połowie
września. I mogę się uwijać, pilnować, dbać, chuchać, dawać ekstra ziemię,
nawozy, odpowiednie gatunki, a potem przyjdzie jeden jedyny kataklizm, albo przeleci przez grządki tabun ślimoli i po
ptokach.
Zdjęcia ogrodu angielskiego
w Leeds Castle zrobił mój syn.
Takie sobie angielskie klimaty w ramach oddechu od klimatów słowackich.
Ten piękny zamek w hrabstwie Kent, wygląda obecnie inaczej niż pierwsza budowla wzniesiona w tym miejscu. Zamek w Leeds istnieje od IX wieku. Jego pierwszym właścicielem był saksoński wódz Leeds lub Led. Pierwszy właściciel wzniósł drewnianą budowlę w pośrodku rzeki Len. Następny właściciel przekształcił ją, w kamienną romańską twierdzę.
W XII wieku król Edward I przejął budynki zamkowe i całość znacznie rozbudował. Prawdopodobnie to on zarządził utworzenie jeziora wokół zamku. Leeds castle było ulubionym miejscem pobytu tego króla.
W 1381 roku zimę na zamku spędziła narzeczona króla Ryszarda II Anna Czeska. Był to jej przystanek w drodze do Londynu, gdzie miał się odbyć jej ślub z królem.
I tu się wkrada wątek cieszyński- książę cieszyński, Przemysław Noszak, udzielał się bardzo na dworze króla czeskiego, a zarazem cesarza, Karola IV Luksemburskiego. Na dworze czeskim sprawował funkcje sędziego nadwornego oraz rolę negocjatora podczas waśni między książętami niemieckimi. Dużo podróżował w orszaku Karola Luksemburskiego po całej Europie. Był to książę obyty towarzysko, zaznajomiony z problemami polityki ówczesnych dworów europejskich, toteż król wysłał go z misją do Anglii, by ustalił zasadnicze elementy układu małżeńskiego między królem Ryszardem II a księżniczką czeską Anną. Kiedy wszystko było już ustalone, książę Noszak powrócił na czeski dwór. Ale jego podróże do Anglii nie skończyły się. Król Karol, wysyłając córkę na dwór angielski, powierzył Noszakowi dbanie o jej bezpieczeństwo w trakcie podróży. Należy dodać, że wśród dworzan, towarzyszących Annie, była również księżniczka cieszyńska- Małgorzata, córka księcia Noszaka, która była najbliższą Annie dwórką. Po przebyciu Kanału Angielskiego, cały orszak zatrzymał się w zamku Leeds, gdzie spędził Boże Narodzenie.
Podczas królewskiego ślubu:
"Cieszyński książę i jego córka byli tym
samym jedynymi członkami dynastii Piastów, którzy mieli okazję na
własne oczy podziwiać wnętrza katedry Westminster.
Byli także jedynymi
Piastami uczestniczącymi w trwającym cały miesiąc królewskim
weselu. W Londynie odbywały się wówczas bankiety, przedstawienia
teatralne, występy muzyków z całej Europy, a także turnieje
rycerskie. Według angielskiego kronikarza Geoffreya Chaucera rycerze
czescy z orszaku nowej królowej brali czynny udział we wspomnianych
turniejach, popisując się umiejętnościami. Możemy jedynie
przypuszczać, iż w jednym z takich turniejów wziął udział
książę cieszyński Przemysław I Noszak, nazywany przez Chaucera
szwagrem czeskiego króla (sic!). Na stoły serwowano
najwyśmienitsze specjały tamtej epoki. Do nich należało
niewątpliwie popisowe danie na dworze Ryszarda II, czyli Sauce
Madam'e.
Choć znaczna część
gości weselnych do końca lutego 1382 roku wróciła do swoich
zamków, to książę Przemysław I Noszak, wraz ze świtą pozostał
na Wyspach, z bliżej nieznanych powodów, nieco dłużej. W czasie
tego pobytu wydał za mąż swoją córkę Małgorzatę za Szymona z
Felbrigg, chorążego króla Ryszarda II. Tego samego, który w
sierpniu 1381 roku przybył wraz z księciem cieszyńskim do Pragi.
Już na zawsze pozostanie tajemnicą, czy Małgorzata i Szymon
poznali się w czasie długiej drogi z Pragi do Londynu, towarzysząc
przyszłej królowej w jej orszaku ślubnym, czy może Przemysław I
Noszak chciał zapewnić swojej córce dobrą przyszłość, wiedząc,
że więcej jej nie zobaczy, toteż postanowił wybrać dla niej
wysoko postawionego na dworze urzędnika.
Przemysław I Noszak na
pewno przebywał w Anglii jeszcze w sierpniu 1382 roku. Termin ten
ostatecznie wyznacza dokument znajdujący się w londyńskim Archiwum
Królewskim.Choć książę
cieszyński opuścił Wyspy Brytyjskie w 1382 roku, to pozostawił
tam swoją córkę Małgorzatę. Z małżeństwa Małgorzaty i
Szymona z Felbrigg przyszły na świat trzy córki – Elżbieta,
Anna i Alena. Ich potomkowie przez kilka następnych stuleci
pamiętali o Małgorzacie, szczycąc się swym pochodzeniem od
czeskich królów i przekazując z pokolenia na pokolenie
informacje o historycznym orszaku czeskich możnowładców,
towarzyszących przyszłej królowej Anglii, którym przewodniczył
ich wielki przodek – Przemysław I Noszak, książę cieszyński.
Wjechał on bowiem do Londynu, niczym potężny władca z dalekiego,
kontynentalnego kraju."
Tyle o Księciu cieszyńskim w kontekście zamku Leeds, natomiast w XVI wieku król Henryk VIII przeznaczył zamek na mieszkanie dla swojej żony Katarzyny Aragońskiej.
W następnych wiekach zamek zmieniał właścicieli, był wielokrotnie przebudowywany.
Obecny wygląd uzyskał pod koniec lat 20. XX wieku, kiedy jego właścicielką była lady Baillie. Zarządziła ona, by po jej śmierci, co stało się w 1974 roku, zamek przeszedł w ręce Leeds Castel Fundation.
Jest to zabytek klasy I o znaczeniu międzynarodowym i służy wielu celom społecznym.
Jak kończyć stary rok i zaczynać nowy to tylko z przytupem. Niestety,
to tupanie było bardzo mikre, a czas więcej spędzony w pozycji horyzontalnej
niż spionowanej.
Nie, nie był to Covid, przynajmniej testy tego nie wykazały, a te testy
niech kaczka kopnie. Kto wymyślił te diabelskie sprężynki do wpychania do nosa?
Jedną poczułam prawie w lewym oku, a po całej operacji wyszłam z zabiegówki skichana,
spłakana, prychająca, obolała i zdezorientowana, bo tak wybiło mnie to "dłubanie" w nosie z rzeczywistości.
Pierwsze testy, podczas epidemii, robiło się szpatułkę, też bardzo nieprzyjemny zabieg, ale ta
szpatułka tak daleko do nosa nie wchodziła.
No dobra, nie był to covid, jednak małe pocieszenie, bo prawdopodobnie
objawy grypy i covidu są takie same. U mnie stwierdzono, jak zawsze, zapalenie
oskrzeli. Antybiotyk na 5 dni i biała sala. Jaskół? Antybiotyk trzydniowy i
biała sala. Ale to (wizyta w ośrodku i testowanie) było przed Sylwestrem, a chorowaliśmy
już tydzień przed Świętami. Sklep zamknięty, Jaskół w pieleszach, ja na nogach,
ale w Wigilię padłam skutecznie. Dość powiedzieć, że karpia zjedliśmy teraz w
niedzielę (przeważały zupki), a makówki mrożą się nadal w zamrażarce.
Teraz próbujemy wrócić do normy. Ciężko idzie, bo jednym z objawów naszej
choroby był paskudny, do uduszenia się, kaszel. I ten kaszel jeszcze w nas
tkwi, ale w mniejszym natężeniu. No i osłabienie też jeszcze nas trzyma.
A tak
to normalka styczniowa- mroźno (-16 C w nocy i -10 C w dzień), słonecznie, biało
oraz niech sobie już ta zima pójdzie.
Nareszcie go dopadłam
Trochę klimatów angielskich- zdjęcia robił syn.
Najpierw świątecznie- Londyn.
Alejka parkowa w Leeds Castle
Angielskie owce, bardzo mi się podobają w takim stadzie.