Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą go. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą go. Pokaż wszystkie posty

01 września 2026

Chrzanienie nie tylko o chrzanie.

 


Napisałam post o krótkiej wyprawie w teren, by zobaczyć stary słup graniczny, postawiony kiedyś na granicy Prus i Austrii. No i post wcięło, zanim go zamieściłam.

A wycieczka była półtora tygodnia temu- w piątek.

Na razie ten temat odstawiam, jak będzie wena, to napiszę, o co chodzi z tymi słupami granicznymi.

A teraz to, co dzieje się na bieżąco. Sobota- jedziemy Bezie obciąć pazurki (bardzo szybko jej rosną, a może to ten czas tak leci? Niedawno przecież byliśmy.). Zong, przed weterynarią kupa samochodów, Beza 7 w kolejce, a czynne do 13. Nie czekamy, naszym zwyczajem zaliczamy krótki wypad w teren. A teren to dokładnie staw w sąsiedniej wiosce. Nieplanowany. W sumie to nie wiem, co Jaskół planował mi pokazać. Na pewno chciał mi pokazać nowe rondo, ale naburczałam na niego, że rondo nie jest dla mnie interesujące, niech mnie zawiezie gdzieś „w przyrodę”. Trochę się spiął, bo rondo miało być pokazane dlatego, żebym wiedziała, jak z niego korzystać w drodze do Jastrzębia. Przyznać jednak muszę, że uważnie skanowałam całą trasę, a w obecnej sytuacji akurat mi się przyda. Normalnie do Jastrzębia jeździmy inną drogę, ale aktualnie trwa przebudowa torów pod szybką kolej i jest szaleństwo z drogami (kolejny most w przebudowie, kolejna droga zamknięta i same objazdy). Ta normalna trasa ma objazdy, ta z „rondem” jest nowa, ale omija całe to szaleństwo. Teraz jak znalazł.

Ok, no cóż, ja tam wolę jednak teren „niezabudowany”. Zatem zatrzymaliśmy się przy ogromnym stawie, na którym siedziało stado mew. Dla mnie choćby kawałek takiego widoku to frajda. Nasz pobyt nad stawem był krótki, ale udało mi się zrobić kilka fotek i nakręcić film. 

To jest jedna trzecia stawu- on jest ogromny, ale tylko w jednym miejscu siedziały na wodzie mewy.


 

A w domu się chrzani. W niedzielę przeżyłam niefajne déjà vui- to z tych, których zakończenia nie chciałabym przeżyć jeszcze raz. A dzisiaj już lepiej, niemniej trochę nerwów mi strzeliło. Ja wiem, że wkurzają czytających takie niedomówienia, ale nie mam w zwyczaju dokładnie opisywać, jakie nieszczęścia chodzą po moich bliskich, czy po mnie samej.

Przez kilka dni jestem zdana tylko sama na siebie. Mam na szczęście zapasy jedzenia. A w razie posuchy, ładuję psa do samochodu i robię zakupy. Boję się tylko, że jak na chwilę zostawię Bezę w aucie, to zaraz znajdzie się jakiś obrońca zwierząt i gotów wybić w samochodzie szybę. Z jednej strony sama jestem za tym, by nie zostawiać zwierząt w samochodzie samych, a z drugiej strony, są sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia. Problem jest w zbyt narwanych ludziach, którzy chcą zgrywać bohaterów, zanim pomyślą, jak wyglądać może sytuacja. No ale, na razie, nie ma potrzeby ruszać się z domu.

Mam jeszcze brata do pomocy i dzisiaj mi konkretnie pomógł- jednak tylko w sytuacji kompletnie bez wyjścia, będę go prosić. Sister wielkie ucho w sytuację nie chcę wprowadzać, a jak nie chcę tego, to i o pomoc nie poproszę. Zresztą ona sama mi konkretnie nie pomoże, a szwagier.... tu spada zasłona milczenia.

No dobra, byliśmy nad ogromnym stawem, sfilmowałam ptaszory. Muszę popracować nad robieniem filmów. Nie potrafię opanować nowego aparatu. Już wydawało mi się, że przesuwam powoli obiektyw i trzymam rękę, by nie drżała, a tu ciągle na filmie wahnięcia i obraz leci szybko. Trzeba też popracować nad obrazem przy dużych zbliżeniach. Stary aparat był łatwiejszy w prowadzeniu, nowy Canon płata mi figle.

 


Porobiłam zdjęcia.

 



 Przed samym wyjazdem, pogadałam z właścicielem, który przyjechał badać stopień napowietrzenia wody. Podczas tak długotrwałych wysokich temperatur trzeba pompować powietrze w wodę, by ryby miały czym oddychać. Stawy hodowlane są płytkie. Zastanawialiśmy się z Jaskółem, dlaczego nie są głębsze. Doszliśmy do wniosku, że prawdopodobnie chodzi o zapełnianie ich wodą po zimie. Na zimę woda z tych stawów jest spuszczana. Cieki wodne zanikają, ziemia wysycha, stawy coraz trudniej napełnić. Hodowca skarżył się też, że karpie męczy jakaś choroba. Faktycznie sporo niedużych śniętych ryb pływało przy brzegu. Przykre.

Ławica malutkich rybek. Dwa razy pytałam pana co to za gatunek, dwa razy podał nazwę szybko oraz  lekceważąco no i nie zapamiętałam. Sprawiał wrażenie, jakby te drobne rybki nie liczyły się w stawie. Nie rozwijał tematu, więcej nie pytałam. Widocznie uznaje zasadę "Nie ciekawić się".


 Przeszłam z Bezą kawałek groblą, stronę małego stawu
, za którym, na łące, pasły się konie. Niesamowicie wiejski obrazek. I ten spokój nad stawami, kiedy tylko mewy latają i popiskują, a ciche szumy cywilizacji są w dalekim tle, jest kojący. Lubię takie klimaty. Beza wyraźnie się tym krótkim spacerem zmęczyła, trzeba było wracać.

Zaczyna się wrzesień. Po głowie chodzą tylko urywki myśli- szkoła, szkoła się zaczyna i nic więcej, zero, nul rozważań o tym, jak się pracowało w oświacie oraz w nauce. Tak dawno, tak odległe czasy i nawet długi staż pedagogiczny, przynoszący różne momenty, zaginął w czasie. Po co? Na co teraz dywagacje o tym, co było? A to, co jest, to w sumie mnie mało interesuje- jakieś przepychanki, pretensje, jojczenia, skarżenia się, obwinianie jedni drugich, głupie decyzje.... beznadzieja.... nie mam wpływu, odstawiam

Nadal robię ogórki małosolne. Ale jest problem- w sklepach nie ma już zestawów: koper+ korzeń chrzanu + czosnek. Nie ma, bo jak twierdzą ekspedientki- sezon się skończył. Gdzie, jak to się skończył- teraz właśnie kisi się ogórki, bo późne odmiany teraz dojrzały. No to radzę sobie inaczej- koper zielony, czosnek- zawsze jest, bo go sprzedajemy, a chrzan kupiłam w płatkach suszony. Do tego liście winorośli i powinno się udać. W tych tutejszych sklepach to czasem porażka zaopatrzeniowa- chleb tylko do określonej godziny, w jednym paskudne warzywa, w innym mały wybór. Człowiek tylko jeździ od „marketu” do „marketu” różnych sieci i „składa” te zakupy do kupy- w jednym warzywa, w drugim mięso i sery, jeszcze w innym ryby świeże. Niby mamy to połapane, ale kilometry uciekają. Chrzan suszony w płatku kupiłam w Internecie. Już mnie męczy to wieczne poszukiwanie korzenia chrzanu w okresie, kiedy kisi się ogórki. Bez chrzanu cała sprawa się nie uda.

Był kiedyś w ogrodzie posadzony i nawet ładnie się rozrastał, a potem zaginął. Zamówiłam  dwie sadzonki w Internecie i dzisiaj przyszły- posadzę je pod płotem. Jak się przyjmą, dokupię następne. A może nie dokupię, bo jeżeli się sprawdzi suszony i inne zamienniki, to nie warto sadzić, podlewać itp.

Zamienniki przypraw do małosolnych:

  • świeży korzeń chrzanu- chrzan suszony w płatkach, dawać mniej, bo jest bardziej aromatyczny,

  • świeże liście chrzanu- liść czarnej porzeczki albo liście winorośli, albo liście wiśni,

  • suchy koper, łodygi, baldachy- świeży zielony koper, albo suszony estragon- szczypta na litr zalewy, łodyżka świeżego estragonu, suszone nasiona kopru, (nie dodawać suszonego koperku, bo jest gorzki w zalewie), można dodać lubczyk- świeże łodyżki lub listki.

Wyhaftowałam pawia na szarym gobelinie. Więcej o moich zmaganiach, z tym projektem, na drugim blogu (prawa strona, zakładka- drugi blog).

Tak się niespodziewanie złożyło, że dokończyłam jeszcze dwa hafty z pawiami, a trzeci czeka w kolejce- wzór naniesiony na materiał rok temu sobie leży i dojrzewa. Pawie, pawie, pełno pawi, "zapawiło" się w moich robótkach.